ROZDZIAŁ
27
Siostry
Pepper
„To
nie jest tak zabawne, jak myślałam, że to będzie” - jęknęła Lottie.
Mogłam
jej to powiedzieć.
Nie
powiedziałam jej tego teraz.
Byłam
zbyt zajęta obserwowaniem mojego brata i chłopaka Saffron stojących razem na
drugim końcu garażu, do którego nas zabrali.
Byłyśmy
na tyłkach i związane plecami do siebie à la postacie w wielu programach
telewizyjnych, filmach szpiegowskich oraz o Indiana Jones i jego tacie (bez
krzeseł).
Miałam
wrażenie, że, niezależnie od moich obecnych okoliczności, Lottie i ja nie
jesteśmy w niebezpieczeństwie.
I
z tego powodu się nie bałam.
Ja.
Byłam.
Wściekła.
„Nie
zajęło ci dużo czasu, by dać się wciągnąć w oszustwa, starszy bracie” - zawołałam
do Bircha.
Rzucił
spojrzenie w moją stronę, ale to było wszystko.
„Czy
możemy to przesunąć?” - zażądałam - „Obie mamy rzeczy do zrobienia”.
Wtedy
dwaj mężczyźni spojrzeli na mnie, ale przemówił Birch.
„Czekamy,
aż Saffron przyjedzie tutaj. Chce z tobą porozmawiać”.
Dobra.
Ummm…
To
mnie wprawiło w szał.
„Saff
też się w to wmieszała?”
„W
co?” - przystojny chłopak Saffron o
mało nie szczeknął.
Lottie
przycisnęła się bliżej moich pleców.
Tak,
to nie brzmiało dobrze.
„Cokolwiek
się dzieje” - powiedziałam.
„A
to jest?” - zapytał.
„Wyluzuj,
Jon” - mruknął Birch.
„Chcę
wiedzieć, co ona wie” - powiedział Ciacho Jon.
„I
Saffron z nią porozmawia” - odparł Birch.
„Nawiasem
mówiąc, nic nie wiem” - skłamałam - „Chociaż dobrym sposobem, aby się o tym
przekonać, bez skakania na nas, manipulowania nami, wiązania tryk-trakami i
wpychania nas na siebie na tylne siedzenie samochodu, jest odebranie telefonu i
zadzwonienie. Ty i Saffron macie mój numer”.
„Nie
odpowiadałaś” – odparł Birch.
„Potem
przyszedłeś i Aug kazał ci zadzwonić do mnie, a ja nie tylko nie usłyszałam nic
od ciebie, ale nie odpisałeś na moje SMS-y” - zauważyłam.
Nie
spojrzał mi w oczy, kiedy powiedział - „Po tym zrobiło się gorączkowo”.
Gorączkowo,
bo w jakiś sposób zaangażował się w…
Cokolwiek
to było.
„Wiesz,
że to porwanie to bardzo zły pomysł” – wtrąciła Lottie.
„Saffron
niedługo tu będzie. Wyjaśni. Potem zostaniecie tu na chwilę. Jutro, najpóźniej
następnego dnia, pozwolimy wam odejść” – powiedział Birch.
Poczekaj
sekundę.
Jutro,
może następnego dnia?
Poczułam,
że ciało Lottie podskoczyło na to, ale przemówiłam.
„Zamierzacie
trzymać nas tu przez kilka dni?”
„Prawdopodobnie
to będzie jutro” – mruknął Ciacho Jon.
„Nie
możesz nas tu trzymać przez kilka dni!” - krzyknęłam.
To
sprawiło, że Birch spojrzał na mnie z uspokój
się! wyraz twarzy i przystojniak Saffron spojrzał na mnie z zupełnie innym
wyrazem twarzy.
Takim,
który sprawił, że się zamknęłam.
„Możesz
oddychać spokojnie albo możemy cię zakneblować. Twój wybór” – stwierdził Ciacho.
O
rany.
„Trzymaj
się mocno, kochanie” - poradziła Lottie - „Sadzę, że będziemy wolne najdalej za
godzinę”.
To
było jej pierwsze porwanie i widziałam, że my, dziewczyny, powinnyśmy dać
Lottie Porwanie 101.
Jej
słowa oznaczały, że obaj faceci nadal nas obserwowali, ale żaden z nich nie
miał dobrego wyrazu twarzy.
„Lots”
- wymamrotałam ostrzegawczo.
„Co
masz na myśli?” - Ciacho Jon zapytał Lots.
„Nic”
- powiedziałam szybko.
Za
szybko.
Ciacho
spojrzał na mnie - „Co miała na myśli?”
„Nic”
- powtórzyłam, starając się, by brzmiało to na bardziej wyluzowane.
„Więc
dlaczego to powiedziała?” - zapytał.
„Bo
pozwolicie nam odejść” – opowiedziała Lottie.
Całkowicie
mówiła o tym, że faceci domyślą się, że tu jesteśmy i przyjdą uratować dzień.
To właśnie robili. To była ich praca.
I
w mojej obecnej sytuacji mogłabym za to podziękować Bogu.
Mówiła
dalej.
„Bo
nie wiemy, co kombinujesz i nie obchodzi nas to. Więc nie każesz nam siedzieć
na tyłkach w tym obskurnym garażu, jakkolwiek długo zajmie wam zrobienie tego,
co chcecie zrobić”.
„Po
prostu się zrelaksujcie” – poradził Birch.
„Łatwo
ci powiedzieć, nie masz kościstego tyłka siedzącego na zimnym betonie” - mruknęła
Lottie.
Jej
tyłek nie był kościsty.
W
to też nie wnikałam.
„Widziałeś
mamę?” - zapytałam Bircha, by odwrócić Jona od nas, bo nadal nie wyglądał na
szczęśliwego.
„Nie
chcę widzieć mamy” – odpowiedział Birch.
O
rany.
„Birch,
źle z nią. Powinieneś spróbować…”
Uwaga
obu mężczyzn uległa przesunięciu, moja też.
Lottie
siedziała naprzeciwko ściany bocznej z dwoma oknami, które były wysokie i
pokryte brudem, jak zwykle okna garażowe.
Siedziałam
naprzeciwko drzwi, które były dwa stopnie wyżej i niewątpliwie prowadziły do
domu.
Teraz
zobaczyłam Saff wchodzącą przez drzwi, a za nimi pralkę i suszarkę w czymś, co
wyglądało na pralnię.
Spojrzała
na mnie, schodząc po schodach.
Spojrzałam
na nią.
„Myślałem,
że skończyłyśmy, siostro” – zauważyłam.
„Jesteś
taka głupia” - odpowiedziała.
To
sprawiło, że moja broda wróciła na szyję znieważona.
„Przepraszam?”
- zapytałam.
„Boże,
to znaczy, nie mogłabym wyrazić bardziej jasno, że musisz się odpierdolić”.
Teraz
zamrugałam.
Po
pierwsze, na próżno wzięła imię Pana.
I
ogromny numer dwa, użyła słowa „pierdolić”.
Wtedy
właśnie zauważyłam coś innego.
Miała
makijaż.
I
uroczą białą dżinsową spódnicę sięgającą kilka centymetrów powyżej kolan,
brązowe zamszowe buty na kocim obcasie, które nie były aprobowane przez Prawdziwe
Światło.
Na
wierzchu znajdował się granatowy sweter, a pod nim biała koszula z
kołnierzykiem. Zrobiła francuską zakładkę i miała na sobie brązowy pasek.
Wyglądała
stylowo. Lalusiowata stylizacja, ale stylizacja. I chociaż
nie obnosiła się z ogromną ilością skóry, nie sądziłam, żebym widziała jej
kolana przez może dwadzieścia lat.
Poszła
bezpośrednio do Ciacha Jona i pocałowała go prosto w usta.
Nie
wsadziła mu języka do gardła, ale położyła dłoń na jego klatce piersiowej, miał
lekką rękę, ale nadal głównie na jej tyłku i bez wątpienia nie był to pierwszy
całus, który wymienili.
Całkowicie
wiedziałam, że był jej chłopakiem.
„Co
się dzieje?” - zażądałam.
Saffron
zwróciła się do mnie.
Ciacho
Jon zarzucił rękę na jej ramiona, wygiął ją, a potem została wsunięta plecami
do jego przodu z jego przedramieniem na jej klatce piersiowej.
Pomyślałabym,
że to było urocze i byłabym niesamowicie szczęśliwa z jej powodu, że zdobyła
wysokiego, gorącego faceta i nie była przeznaczona do bycia z obrzydliwym
wielebnym Clyde, gdybym nie leżała na tyłku na zimnej betonowej podłodze w parze
legginsów, z rękoma spiętymi tryk-trakiem, tak samo z kostkami i połączona z
Lottie liną owiniętą wokół naszych piersi.
„Okej,
nie załapałaś” - stwierdziła - „Ale nie byłam suką dla ciebie i Juno tylko po
to, żeby być suką. A tak na marginesie, Pepper, nie mogę nawet uwierzyć, że
pomyślałaś, że tak było. Nie dla ciebie. Jesteś moją cholerną siostrą.
Absolutnie nie dla Juno”.
Wpatrywałam
się w nią.
Twardo.
„To
bolało” - oświadczyła - „Mam na myśli bardzo”.
„Ja…”
„Nie”
- przerwała mi - „Tym razem będę protekcjonalna”.
Protekcjonalna?
„Więc
sprawa wygląda tak. Tata jest pieprzonym wariatem” - oznajmiła.
Birch
wydał potwierdzający dźwięk w gardle.
Jon
przyciągnął Saffron bliżej do siebie.
Moje
usta się otworzyły.
„I
wiedziałam o tym nawet, jak… dawno temu. Przed twoim wyjazdem. Potem odeszłaś,
Pepper” - Pochyliła się do mnie, zabierając ze sobą Ciacho Jona i powtórzyła
słowa, które powiedziała mi kilka tygodni temu i zrobiła to z gorącem i
gniewem, które wtedy miała - „Ty odeszłaś.
A kiedy odeszłaś, zostawiłaś mnie z nim”.
„Miałaś
tylko szesnaście lat” - powiedziałam cicho - „Ja miałam osiemnaście. Nie
skończyłam jeszcze szkoły średniej. Nie miałam pracy. Zatrzymałam się u mamy i
taty mojej przyjaciółki Corey przez pierwsze osiem miesięcy po moim odejściu. Opłacili
moja naukę w szkole urody. Pracowałam w Burger Kingu i oszczędzałam każdy
zarobiony grosz, aby spłacić ich, kiedy tylko mogłam, żebym mogła wyjść na swoje”.
„Cóż,
przestałaś pracować w Burger King i dostałaś pracę, potem dostałaś mężczyznę, a
potem dziecko, a gdzie ja byłam?”
„Myślałam,
że wciągnęła cię cała sprawa Prawdziwego Światła” - powiedziałam jej i tak było.
Właściwie
byłam zdumiona, że nie wciągnęła.
„Zapytałaś?”
- zapytała.
Racja.
Uh…
Nie.
Nie
robiliśmy tego gówna.
„Nie,
ale umiesz mówić” - poinformowałam ją - „Mogłaś porozmawiać ze mną”.
„Kiedy?
Jak tata był w pobliżu? Kiedy mama była? Kiedy przeniósł nas do kościoła i
ludzie obserwowali każdy mój ruch? Kiedy wepchnął mnie do Clyde’a, żeby mógł
być głównym diakonem, a Clyde obserwował każdy mój ruch?”
Gówno.
Miałam
przeczucie, że będzie jeszcze gorzej i na początku nie było tak wspaniale.
Lottie
też miała to przeczucie. Wiedziałam o tym, kiedy wykręciła rękę, żeby jej palce
mogły chwycić moje.
„Nie
mogłam wiedzieć, że coś jest z tobą nie tak, Saff” - powiedziałam cicho -
„Szczerze myślałam, że jesteś w jedności z kościołem”.
„Bo
nie pytałaś” - odpaliła.
„To
nie moja wina” - stwierdziłam stanowczo.
„Masz
rację, nie jest. Nie do końca”.
„Wcale
nie jestem” - odpowiedziałam.
„Ale
cokolwiek” - Wyrzuciła rękę w powietrze - „Utknęłam tam, a gówno stawało się
realne z Clyde’m i dodaniem jego szaleństwa do jego i tak już cholernego
szaleństwa polegającego na mówieniu mężczyznom, aby budowali swoje stada. I możemy po prostu powiedzieć, że
żaden z nich nie zawahał się i nie powiedział No, Clyde. Bigamia? Postradałeś zmysły?”"
Założę
się, że nie.
Saffron
szła dalej.
„Byli
wszyscy za tym i tata był cały, a mama była zdruzgotana, ponieważ już raz
musiała się nim podzielić, ponieważ to był jego pomysł, że mogli uprawiać seks
z kimkolwiek chcieli, kiedy byli hipisami. Ale miał na myśli to, że mógłby, a
ona nie. Zrobiła to kilka razy, a on stracił opanowanie z tego powodu. Więc na
wypadek, gdybyś się zastanawiała, zaczął ją zbijać mentalnie, zanim Clyde
pojawił się na tapecie. Ale szybko się w to wkręcił, kiedy znalazł sposób, by
wyprać jej mózg w tej sprawie, mając powód, by traktować ją jak gówno, przekonać
ją, że żyje, by służyć i złamać jej pieprzoną duszę”.
Dobra,
szok, zauważyłam, że Saffron miała brudne usta.
I
najwyraźniej była bliżej mamy niż myślałam.
Zerknęłam
na Bircha.
Obserwował
Saffron z napiętą twarzą i wąskimi ustami.
„Więc
tata zawsze był kutasem” - wyszeptałam.
„Tak,
Pepper” - Birch włączył się do rozmowy, zwracając się do mnie - „Tata zawsze
był ogromnym, cholernym kutasem”.
„Birch…”
- wymówiłam jego imię, ale nie wiedziałam, co jeszcze powiedzieć.
On
wiedział, co powiedzieć.
„Ta
rzecz z tymi stadami żon nie jest nowa. Po prostu wtedy było to trzymane z dala
od kobiet. Clyde rozmawiał o tym z mężczyznami od lat. A tata cię pielęgnował.
I Chryste, Pep, był tak wkurzony, że nie chciałaś się nawrócić. Ale miałaś
szczęście. Aby służyć jego celowi, musiałaś pozostać nietknięta”.
Omójbosze,
Omójbosze, Omójbosze.
„Ja?”
- zapytał - „Chłopiec, który nie jest grzeczny dla lwa domu? Gówno było inne.
Moje lekcje były o wiele trudniejsze niż twoje”.
Mój
głos był cichy i pobity, kiedy zapytałam - „Co on ci zrobił?”
Birch
odwrócił się, sięgnął między łopatki i podciągnął T-shirt z długimi rękawami.
Zobaczyłam
wzdłuż jego pleców wiele wyraźnych, długich blizn.
Zanim
znów się odwrócił, naliczyłam ich cztery.
Ale
było ich więcej.
Lottie
wydała z siebie smutny ton.
Miałam
zwymiotować.
Birch
przemówił.
„Lubił
swój pasek. Miał tylko jeden. Założę się, że tego nie wiedziałaś. Nie zauważyłaś.
Ja wiedziałem. Ponieważ nosił go cały czas. Doszło do tego, że jak widziałem go
noszącego ten pasek cholernie przysięgam, że prawie sikałem we własne
cholerne spodnie”.
Boże,
nienawidziłam tego.
Nienawidziłam tego.
„Dlaczego
nic nie powiedziałeś?” - zapytałam.
„Bo
mi powiedział, żebym tego nie robił?” – zapytał, ale to nie było pytanie - „Poważnie,
jak było gówno, które powiedział mi, żebym nie robił, to go nie robiłem. Trzymał mnie z dala od
szkoły przez kilka dni po tym, jak mnie zlał, żebym nie szedł niezdarnie i
ludzie by tego nie zauważyli. Kazał mi udawać grypę. Myślę, że nawet mama nie
wiedziała. Musiałem zmieniać własne zakrwawione prześcieradła. Po tym, jak
skończył ze mną, też to robiłem. Zrobiłbym wszystko, co mi kazał. Ale większość
jego ostrzeżeń dotyczyła ciebie i Saff. Powiedział, że dostaniecie to samo,
jeśli otworzę usta przed wami dwoma”.
Więc
chronił nas, mój starszy brat.
Albo
myślał, że chroni.
Wzięłam
głęboki oddech i podczas wydechu powiedziałam - „Okej, to dużo. Nienawidzę tego
dla ciebie. Nie potrafię nawet powiedzieć, jak bardzo tego nienawidzę. Chcę to
usłyszeć. Muszę to usłyszeć. Wszystko, co czujesz, czym musisz się ze mną
podzielić. Ale nie rozumiem, dlaczego ja i moja przyjaciółka musimy być związane
na podłodze, kiedy się tym dzielisz”.
„Bo
namówiłaś swojego mężczyznę, żeby nas zajrzał” - odgryzł się Birch i machnął
ręką, by wskazać Saffron i Ciacho Jona - „Wszystkich nas”.
„O
cholera” - mruknęła Lottie.
„A
dla twojej informacji” - ciągnął Birch - „…sporo spieprzyłem w życiu. Nie
jestem z tego dumny. Bynajmniej. I tak, sprawy potoczyły się fizycznie z moją
ostatnią żoną, ona uderzyła mnie i to jest do dupy przyznać, ale ponieważ ona
na mnie atakowała, ja ją też. Nie jestem z tego dumny. Oddałabym wszystko, by to
odzyskać, gdy nie trzymałem w kupie mojego gówna, kiedy Leslie była na mnie.
Ale ja nie biję kobiet, Pep”.
Byłam
wstrząśnięta tym wszystkim, co na mnie czekało.
Ale
w tamtym momencie głównie nie byłam jego fanką, gdy mówił, że „nie trzymał
swojego gówna” ze swoją żoną.
„Zraniłeś
ją?” - zapytałam.
„Nie”
- splunął.
„Uderzyłeś
ją?” - nacisnęłam.
„Kurwa, nie. Jezu” - chrząknął, spojrzał
na mnie groźnie, po czym zaczął wyjaśniać - „Ale kiedy kobieta bije cię w
gardło, nie możesz uprzejmie prosić, żeby przestała. Musisz ją z siebie
zepchnąć”.
„To
wszystko?” - trzymałam się go.
„Czy
ty w ogóle mnie znasz?” - zażądał.
Dobra.
Znałam
go (lub kiedyś) i ta część tego, co powiedział mi o nim Auggie, była
najtrudniejsza do usłyszenia i najtrudniejsza
do uwierzenia.
„Mam
do czynienia z jakimś gównem i mam do czynienia z tym, jak poradziłem sobie z
innym gównem i to jest moje” - kontynuował - „Ale cokolwiek ci powiedział twój
mężczyzna, prawdopodobnie wszystko to prawda. Po prostu nie to”.
A
jego po prostu nie to wskazywało, że
to wydawało mu się najważniejsze.
Więc
znowu.
Tak.
Jeśli
chodzi o jego fizyczne zajście z byłą żoną, na tym się zaczęło i skończyło, i
nie tylko został za to ukarany, ale on sam nie był z tym w porządku.
„Okej,
Birch” – powiedziałam cicho.
Wydawało
się, że trochę się odprężył, kiedy wypowiedziałam te słowa.
„Więc
teraz, to nad czym Jon pracował przez lata” - Saffron podniosła pochodnię - „…a
ja z nim pracowałam, wkrótce się wydarzy. I nie możemy pozwolić, żebyś to
spierdoliła. Stąd…” - wskazała na nas na podłodze.
„Nad
czym pracowałeś?” - zapytałam.
„Saff”
- Ciach Jon chrząknął, ostrzegając ją, żeby się nie wygadała.
„Nie
byłam tego fanką, kiedy wymyśliłeś, że je złapiesz, i nadal nie jestem” - Birch
powiedział do Saffron i Jona - „Możemy pozwolić im odejść. Pepper nigdy by nic
nie powiedziała”.
„Nie
byłeś przy niej od lat” – odparł Ciach Jon - „Saff była przy niej cały czas”.
Nie
opisałabym tego jako cały czas.
Nie
wciągnęłam się w to. Były ważniejsze sprawy, w które trzeba było wejść.
„Możesz
nas puścić. Nic nie powiemy” - obiecałam, chociaż nadal nie byłam pewna, o czym
nic nie powiem, bo jedno było jasne w tym wszystkim, nie byli zamieszani w
oszustwo wielebnego Clyde’a.
„Nie
puścimy was” - prychnęła Saffron.
„Świetnie
– wymamrotała Lottie.
Wpatrywałam
się w zdeterminowaną twarz Saffron.
Racja.
Idziemy
dalej…
„W
porządku, jak wiesz, nadrabiam zaległości, ale słyszałam, że zamierzasz
poślubić Clyde’a” - zauważyłam.
Jej
twarz wykrzywiła się, a moje palce zacisnęły się w Lottie.
„To
było uwodzenie i przygotowanie, które wspomniał Birch. Nie było cię, ja byłam
następna” - powiedziała - „Ale i tak miałabym swoją kolej”.
„O
mój Boże” - wydyszałam.
„Tak”
- zgodziła się.
„Ale
związałaś się z…” - moje spojrzenie powędrowało do Ciacha Jona.
„Zakochałam
się w nim” - poprawiła.
Moje
oczy wróciły do niej - „Naprawdę? Łał, Saff. To cudownie”.
„Nie
próbuj być teraz moją siostrą” - warknęła.
Próbuj
być?
To
bolało.
I
to mnie wkurzyło.
„Zawsze
byłam twoją siostrą” - odpaliłam.
„Ach,
do diabła” - mruknęła Lottie.
„Zostawiając
mnie w tym koszmarze?” - zażądała.
„Nie
wiedziałam!” - warknęłam.
„Uspokój
się” – urwał to Ciacho Jon.
„Nie
wiedziałam” - powtórzyłam ciszej.
„Teraz
to nie ma znaczenia, to już prawie koniec” - odpowiedziała Saffron.
„Co
już prawie się skończyło?” - zapytałam.
„To
nie twoja sprawa” - odparła - „Będziecie miały dobrze. Damy wam przerwy w
łazience. Znajdziemy koce do spania. Przyniesiemy ci trochę je...”
Saffron
dokończyła to słowo krzykiem.
To
dlatego, że jednocześnie wydarzyły się trzy rzeczy.
Mo
wpadł przez drzwi od domu.
Mag
zanurkował przez okno na ścianie bocznej.
A
Auggie zanurkował przez okno drugie.
A
kiedy powiedziałam „zanurkował”, miałam na myśli, że zanurkował.
Lecąc
ze szkłem, głową naprzód, zwinął się w powietrzu, wylądował na ramieniu,
przetoczył się i wstał, zanim zdążyłam mrugnąć.
Potem,
w rozmytym ruchu, Ciacho Jon leżał twarzą w dół na betonie. Podobnie Birch. Mag
odzyskał równowagę i wycelował paralizator w Saffron.
Świę.
Ci.
Pań.
Scy.
Ale
fajnie!
„O
mój Boże! Co robisz?” - Saffron
wrzasnęła, z rękami uniesionymi za głowę, patrząc w dół na swojego mężczyznę,
który miał kolano Aug’a na plecach.
To,
czego Aug i Mo nie robili, bo już zrobili, to spętanie Bircha i Jona.
Mam
na myśli, poważnie.
Osiągnęli
to w trzy sekundy.
No
dobrze, nie rozmawialiśmy o jego pracy.
Ale
jeśli mógł wskoczyć przez okno, a potem przygwoździć na płasko i związać faceta
w pięć sekund, pomyślałam, że dobrze mu idzie.
„Proszę,
nie ruszaj się” - powiedział Mag dość dżentelmeńsko (pomyślałam), kiedy
wyglądało na to, że Saffron zamierza pochylić się do Jona.
Spojrzała
na Maga i przestała się ruszać.
Aug
podszedł do Lottie i mnie, wyciągając potężny scyzoryk, który prawdopodobnie
miał tak wiele rozkładanych gadżetów, że mógł nas przewieźć z jednego końca
Amazonki na drugi bez spocenia się.
Mo
podszedł do przycisku otwierającego drzwi garażowe.
Zaczęło
się kręcić i byłam wolna, Lottie była wolna, a Auggie postawił mnie na nogi.
Cholerne
uczucie mrowienia.
Zignorowałam
je i rzuciłam się do niego.
Przytulił
mnie blisko.
Słyszałam,
jak Lottie pyta Mo - „Co tak długo?”
Usłyszałam
też niski chichot Mo, a potem dźwięk, jakby się pocałowali.
„W
porządku?” – zapytał mi Aug do ucha.
Ani
trochę.
Ale
nie było mi źle z powodu porwania.
„A
ty?” - zapytałam zamiast odpowiadać, badając go pod kątem nacięć szkła i nie
znajdując ani jednego.
„Dobrze”
- burknął.
„Jak
wskoczyłeś przez okno i nie zostałeś pocięty?”
Spojrzał
na mnie i powiedział - „Praktyka”.
Hmmm…
„Nie
musicie ich wiązać” - powiedziała Saffron - „Nie zamierzaliśmy ich skrzywdzić”.
Drzwi
garażu znów zaczęły opadać, więc pociągnęłam za ramiona Auggie’go, aby dać mu
znak, żeby przyciągnął mnie do swojego boku.
Zrobił
to.
I
zobaczyłam, że Brett tam jest.
Co
dziwne (a może wcale nie dziwnie), nie byłam tym wcale zaskoczona.
„Hej,
Brett” - zawołałam.
„Pepper”
- przywitał się. Następnie do Lottie - „Charlotte”.
„Yo”
- odpowiedziała Lottie.
„Hej,
Sly” - powitałam człowieka Bretta, który również do nas dołączył.
„Kobieto”
- zagrzmiał Sly i spojrzał na Lottie - „Kobieto”
Lottie
i ja odwróciłyśmy się do siebie i, szczerze mówiąc, myślałam, że obie
wybuchniemy śmiechem. Częściowo histerycznie. Częściowa z ulgą. Częściowo ze Sly
będącego Sly.
Nie
zrobiłyśmy tego, gdy Brett zapytał - „Chcesz, żebym zajął się tymi dwoma?”
Skupiłam
na nim swoją uwagę, gdy wskazał Ciacho Jona i Bircha skinieniem głowy na obie
strony.
Pytał
Auggie’go.
„Kim
jest ten facet?” - spytała Saffron o Bretta.
„Cholera,
kurwa” - jęknął Birch, wpatrując się
w Bretta.
Ocho.
„Spotkaliśmy
się?” - zapytał Brett, patrząc na mojego brata.
„Nie”
- odpowiedział Birch zbyt szybko.
„Spotkaliśmy
się” - powiedział cicho Brett.
„Uh…”
- przerwałam - „Właśnie dochodziliśmy do dobrej części zrozumienia, co się
dzieje. Czy jest jakiś sposób, biorąc pod uwagę, że jest ich trzech, ale nas
siedmioro, ze mogliby dokończyć historię bez dwóch z nich związanych na
podłodze?”
„Nie
okazywali ci tej uprzejmości” - zauważył Brett.
„Nie”
- zgodziła się Lots.
Prawdziwe.
Jednakże…
„Jeden
z nich to mój brat, a w drugim kocha się moja siostra. Więc może będziemy
fajniejsi niż oni?” - zasugerowałam.
Wszyscy
faceci (cóż, faceci po naszej
stronie) spojrzeli na Auggie’go.
„Przetnij
linę krzyżową, trzymaj ręce i stopy związane” - polecił Auggie.
Mo
wszedł, żeby to zrobić, jeden po drugim przecinając linię między nadgarstkami a
stopami, a następnie ciągnąc ich jedną ze swoich wielkich dłoni pod pachami, by
usiedli na tyłku.
Następnie
cofnął się niezbyt daleko i skrzyżował ręce na swojej masywnej klatce
piersiowej.
Widziałam,
że to był jeden z tych momentów, kiedy Mo wyglądał tak, jakby wolał cię
przełamać na pół, niż na ciebie patrzeć.
Ponieważ
zarówno Birch, jak i Ciacho Jon przyglądali mu się w sposób, w jaki żaden z
nich nie miał zamiaru niczego próbować.
„Daj
mojej kobiecie to, czego chce, a wtedy dowiemy się, co z tobą zrobić” -
wyreżyserował Auggie Saffron.
„Możemy
wejść do środka, tam jest wygodnie” - spróbowała Saffron.
„Nie
widziałem, żebyś proponowała swojej siostrze miejsce na kanapie i kieliszek
wina” - zauważył Aug.
„My…”
- zaczęła Saffron.
„Przestań”
- warknął Auggie - „Cokolwiek masz w dupie, wyładowujesz to na swojej siostrze.
Rozumiem. Nie lubię tego. Nie chcesz, żebym się na tym skupiał, obiecuję ci.
Więc rusz się, kurwa, dalej”.
Wyglądało
na to, że mój facet może być również intensywny poza seksem.
I
jakoś było jeszcze goręcej (może musiałabym to ocenić następnym razem, gdy
będziemy uprawiać seks).
„Pracowaliśmy
nad tym od lat. Dlatego tu są. Jako zabezpieczenie” – powiedziała Saffron -
„Dzisiaj i jutro robimy kilka ważnych ruchów i mieliśmy otrzymać wiadomość,
żebyś się wycofał, nie angażował się, niczego nie spieprzył. Chciałam pozwolić
Pepper do ciebie zadzwonić, żeby powiedziała ci, że nic jej nie jest, a ty
musisz pozwolić, żeby wszystko się potoczyło. Po prostu nie miałam szansy. Więc
teraz musisz obiecać, że niczego nie schrzanisz” – zakończyła Saffron żądaniem.
„Moja
kobieta była związana na podłodze, zanim tu wszedłem, więc nie muszę robić ni
chuja. Teraz możemy przejść do tego, a przez to będę namawiał Pepper do
wniesienia zarzutów. Możesz też powiedzieć jej to, co chce wiedzieć”.
Saffron
rzuciła Auggie’mu długie, brudne spojrzenie.
Zwróciłam
uwagę na fakt, że najwyraźniej Auggie został zaszczepiony przeciwko brzydkim
spojrzeniom, ponieważ tylko się na nią gapił.
„Okej”
- wypchnęła zirytowana i spojrzała na mnie - „Mama jest objęta ubezpieczeniem,
abyś wiedziała”.
„Mama
jest zabezpieczona… przed czym?” - zapytałam.
Nie
odpowiedziała na to bezpośrednio.
Powiedziała
- „Dlatego musiałaś znaleźć dla mnie Bircha. Od kilku znajomych słyszeliśmy, że
posiada umiejętności, których potrzebujemy, ale nie mogliśmy go znaleźć.
Znalazłaś go, kazałaś skontaktować się z kościołem, tak zrobił, pogadaliśmy,
załatwił sprawy i teraz jest zabezpieczona”.
Potrząsnęłam
głową.
„Saff,
to co mówisz nie żadnego sensu”.
Do
dyskusji włączył się Brett.
„Ma
specyficzny zestaw umiejętności, który obejmuje fałszerstwa. Przede wszystkim
identyfikacja”.
Mój
brat był fałszerzem?
Nie.
Nie
ma czasu na to.
„Dlaczego
wszyscy potrzebowaliście…?” - zaczęłam.
„Och,
do cholery, Pepper, zrozum program” - warknęła Saffron - „Nie potrzebowaliśmy
cię do kręgu modlitewnego. Musieliśmy użyć twoich zasobów” - wskazała głową na
Auggie’go, potem na Maga i Mo - „…żeby znaleźć Bircha. I potrzebowaliśmy, żeby
stało się to szybko. Bo mama potrzebuje opieki. I nie chcemy, żeby tata ją
znalazł, kiedy od niego odejdzie. Jedzie do starej koleżanki z liceum, która
mieszka niedaleko szpitala, który ma najwyższej klasy oddział onkologiczny.
Kiedy będziemy gotowi, co będzie jutro, wyciągamy ją stamtąd, zabieramy do jej
przyjaciółki, a potem dzieją się inne rzeczy i musimy na chwilę zniknąć”.
„Porywasz
mamę?” - zapytałam.
Spojrzała
w sufit, jakbym wypróbowywała jej cierpliwość, a potem wróciła do mnie.
„Nie.
Ona idzie chętnie. Skończyła po pierwszym dziecku, które tata miał z jedną z
innych żon. Zajęło jej tylko chwilę, zanim jej serce dogoniło jej głowę.
Niestety, trwało to tak długo, że umierała w tym czasie”.
Bardziej
się oparłam o Aug’a.
Przyjął
to.
„Idź
dalej” – poprosiłam moją siostrę.
„Więc
jest gotowa do akcji. Po prostu nie chcemy, żeby tata ją znalazł, bo może ją namówić
na coś. Jak umierać z wielkim bólem, aby mogła poczuć rękę Boga, czy
jakiekolwiek bzdury, które on wypluwa” – podsumowała Saff.
„Dobrze”
- powiedziałam - „Jeśli to właśnie zamierzasz, dlaczego u licha miałbyś mnie
porwać? Właściwie, dlaczego po prostu nie poprosiłaś mnie o pomoc?”
„Bo
masz Juno, a tata zaoferował mnie, swoją własną córkę, kupie gówna, leniwemu oblechowi,
wystarczająco staremu, by być moim dziadkiem” – zauważyła
„A
wiem to, bo mój narzeczony jest ode mnie starszy o cztery lata i jest wnukiem
Clyde’a”.
Swoją
uwagę zwróciłam na Ciacho Jona.
Łał!
Zwrot
akcji!
Moja
siostra mówiła dalej.
„W
chwili, w której miałaś Juno, tata ślinił się z powodu swojej szansy, by
wykorzystać ją, by dostać się wyżej w hierarchii kościoła. I myślę, że rozumiesz,
jak by ją wykorzystał. Co oznaczało, że zmasowaną ofensywą było sprowadzenie ciebie z powrotem do kościoła. Więc
byłam suką i robiłam wszystko, co w mojej mocy, żebyś się odpieprzyła i nigdy
nie wróciła, ponieważ chroniłam ciebie
i moją siostrzenicę”.
Chroniła
mnie.
I
jej siostrzenicę.
Była
wredna i Gonzo dla Boga, bym zrezygnowała z nich, aby mogła chronić Juno.
O
rany.
Miałam
płakać.
„Ale
nie chciałaś po prostu odejść” - kontynuowała.
„Bo
cię kochałam” - szepnęłam.
„Wiem,
ty wielki głupku” - odszepnęła.
Wpatrywałam
się w nią.
Patrzyła
na mnie.
Moja
warga zadrżała w tym samym czasie, co jej.
Okej.
O
rany.
O
cholera.
Pieprzyć
to.
Podeszłam
się do niej.
Przyszła
do mnie.
Spotkałyśmy
się po środku, padłyśmy sobie w ramiona i zaczęłyśmy ryczeć.
„Czy
ktoś może mnie uwolnić, żebym mógł zaopiekować się moją kobietą?” - usłyszałam
pytanie Jona.
I
nagle całym sercem zaaprobowałam Ciacho Jona.
„I
mnie, to są moje siostry” – wtrącił Birch.
„Nie
– powiedział Auggie.
Całkowicie
gorąco, mój facet jest twardzielem.
Trzymałam
Saff, nawet gdy spojrzałam przez ramię na Auggie’go.
„Może
jest w porządku”.
Wytrzymał
mój wzrok i powoli potrząsnął głową.
Spoko
loko.
Jeszcze
nie przeszedł nad porwaniem.
Zauważono.
Odwróciłam
się do Saff i szepnęłam jej do ucha - „Poproszę go, żeby ich wypuścił”.
„Ma
rację. Po prostu byłam suką, bo byłam na ciebie zła, że możesz wszystko
spieprzyć” – wyszeptała w moim.
„Pomagając
mamie?”
„Nie,
rozbijając kościół i urządzając się w Utah. Jon lubi jeździć na nartach”.
Uhh…
Czekaj.
Co?
Odsunęłam
się, żebym mogła ją zobaczyć, chociaż nie wyrwałam się z jej ramion i znów się
gapiłam.
„Zamierzasz…”
- zaczęłam.
„Clyde
myśli, że jestem jego trofeum” - wyjaśniła - „Sprawiłam, że mi zaufał. Myśli,
że jestem z nim. Więc mi się zwierzył. Planuje odciąć się i uciec do tego czasu
w przyszłym roku, zabierając mnie i wszystkie pieniądze ze sobą i zostawiając
to, czego nie chce. Jego inne żony. Jego dzieci. Zrobił to już wcześniej. To
jego sposób”.
Kiwnęłam
głową, kiedy się zatrzymała.
Więc
mówiła dalej.
„Nie
wiedział, że byłam z Jonem. A Jon niejako dołączył do kościoła, aby robić to,
co my robimy. Wrócił do dziadka, bo zostawił jego babcię, tatę i wielu innych
ludzi na pastwę losu miliardy lat temu. Clyde nie wie, że Jon jest z nim
spokrewniony. Jest tak jakby tajny, po prostu nie, hm… oficjalny”.
Cóż,
Ciacho Jon nie był chytrym.
„Będzie
to miało kulminację w tym, że wszystko zostanie uporządkowane, w tym zabezpieczenie
mamy i wydostanie się spod tego i jutro wystartujemy” – kontynuowała.
Łał.
„Zamierzamy
również przekazać wszystko federalnym. Anonimowo” - kontynuowała - „Tata ma
przerąbane, ale jest tylko frajerem, który wierzył. Tak naprawdę nie będzie
miał kłopotów. Ale może być spłukany. Clyde jest wypieprzony. Całkowicie
pójdzie do więzienia. Ale Jon i ja odciągnęliśmy dość, mamy opiekę nad mamą i
kupiliśmy miejsca w Utah, bo Jon lubi jeździć na nartach, i na Florydzie, bo ja
lubię plażę. Ale też babcia Jona potrzebuje miejsca na emeryturę, więc to
mieszkanie jest głównie dla niej. Chcę też iść na studia. Zostać architektem
czy coś. Więc będziemy musieli się gdzieś osiedlić i prawdopodobnie zrobimy to
w Utah”.
„Birch
zrobił dla ciebie dokumenty?” - zapytałam.
Skinęła
głową.
„Jon
ma własności na swoje nazwisko. Ale mama i ja mamy teraz nowe dokumenty, więc
jeśli tata by nas szukał, nie mógłby znaleźć. A roszczenia z tytułu rezygnacji
są rozpatrywane dzisiaj. Gdy to zrobią, nieruchomości zostaną przeniesione i
będziemy dobrzy”.
„Nie,
jeśli dowiedzą się, że Jon był właścicielem nieruchomości, zanim zmieniłaś
tytuły”.
„On
tak jakby…” - jej spojrzenie przesuwało się na boki, zanim wróciło do mnie -
„…ma to pokryte. Posiadłość była na nazwisko Clyde’a. Jego prawdziwe. To, z
którym się urodził. Wygląda więc na to, że Clyde przekazał własność swojemu
wnukowi. I powinniśmy być z tym dobrzy, nawet jeśli federalni się w to
zaangażują. Bo to wszystko zostało zrobione za pieniądze Clyde’a. Jon ma stare
pełnomocnictwo, które posiadała jego babcia i potrafił… dopracowywać różne
rzeczy. Ale te miejsca zostały kupione ze starych kont, na których siedział
Clyde. Nie kupiono ich za pieniądze kościoła, za które federalni mogli pójść.
Albo pieniędzy na sprzedaż wysyłkową panny młodej”.
Zaczekaj
chwilę, kurwa.
Moje
powieki opadły, a brwi uniosły się.
Podniosłam
te powieki i zapytałam - „Co…?”
„Słyszałaś
mnie i wiem. To chore” - powiedziała.
„W
każdym razie wyjaśnij dokładnie, proszę” - poprosiłam.
Saff
skinęła głową.
A
kiedy mówiła, robiła to za pomocą wielu cudzysłowów słownych.
„To
było dalekosiężne oszustwo. Clyde namawiał tumanów takich jak tata, by
przyłączyli się do kościoła z pokaźną „darowizną”, aby w końcu mogli „zamówić”
członków, którzy dołączyliby do ich „stada”. Ci, którzy naprawdę wierzyli, jak
tata, myśleli, że Clyde wraz z Bogiem sprowadzali kobiety do Prawdziwego
Światła. Ratowali ich dusze. Wskazywali im drogę. Ci, którzy byli tylko dupkami,
którzy chcieli wyrwać jak największą liczbę biednych kobiet, które znalazły się
na tej stronie, Clyde pokazał im, że nie dba o Prawdziwe Światło poza widmem
„wolności religijnej”, które dało im „praktykować” ich wiarę. Co
oznaczało walić jak najwięcej lasek, podczas gdy ktoś gotował im posiłki i
masował im stopy”.
Zrobiłam
minę.
„Do
diabła, jest tysiąc razy bardziej obrzydliwe, niż myślałam”.
Skinęła
głową.
„Prawdę
powiedziawszy, z wyjątkiem zdobycia kilku dla diakonów, w tym dla taty, tak
naprawdę nigdy nie zamówił żadnej z narzeczonych. Na tym polegał wielki wynik.
Była składka członkowska i mężczyźni musieli osiągnąć potencjał Prawdziwego
Światła. Podobnie jak tata i inni diakoni spędzili na tym lata i dużo
pieniędzy. Clyde ich ustawił, przygotowywał ich, by byli przynętą. Osiągnęli
swój „potencjał”, dlatego dostali żony. I mógł pokazać je nowym członkom.
Jednak każdy poziom, który przechodzisz, aby osiągnąć ten potencjał, ma swoją
cenę. Właśnie tam Clyde naprawdę to pakował. Pięćset tutaj, siedemset
pięćdziesiąt tam. Nie podlega zwrotowi, jeśli ludzie wypadają z programu, a
wielu z nich wypadało. Ale w ostatecznym rozrachunku to się sumuje”.
„A
ty werbowałaś do tego?”
Wzruszyła
ramionami - „Byłam z Jonem i musieliśmy zachować pozory. To znaczy, nie było to
zabawne, ale szczerze mówiąc, oni przeważnie są albo kretynami, ale nie miłymi,
jak tata, lub oblechami, jak Clyde”.
Wyglądało
na to, że moja siostra była trochę twardzielem.
Mogłabym
się obejść bez części porwania, która demonstrowała jej twardzielowatość.
Ale
mimo wszystko było fajnie.
„Jeśli
kościół upadnie, tata może być zadłużony po szyję” - powiedziałam jej - „Jest
współsygnatariuszem niektórych pożyczek”.
„To
nie nasz problem” - stwierdziła stanowczo - „Z mamą wszystko będzie dobrze. Z tobą,
mną i Birchem będzie dobrze. Z Juno będzie dobrze. Tylko to się liczy”.
„A
co z naszymi pozostałymi braćmi i siostrą?”
„Okej”
- wypchnęła, jakby nie chciała tego powiedzieć - „…naprawdę, ty i twoi faceci
nie możecie się w to angażować. Wszystko jest poukładane i nie da się tego
spieprzyć”.
„Saff”
- powiedziałam ostrzegawczo.
Westchnęła
i podzieliła się
„Zgarnęliśmy
trochę więcej pieniędzy. I wszystkie kobiety, które zostały zmuszone przez
okoliczności do poślubienia tych palantów i posiadania ich dzieci, też znikną.
I zrobią to z wystarczającą ilością pieniędzy, aby dostać się tam, gdzie chcą i
zaopiekować się nimi przez jakiś czas, aby mogły się ustawić. Łącznie z
kobietami taty oraz naszymi braćmi i siostrą. I zanim cokolwiek powiesz…” -
powiedziała szybko ostatnie - „Muszą iść jutro. Wszystko musi się wydarzyć
jutro. Albo wszystko może się rozpaść. Więc nikt nie może nic powiedzieć ani
zrobić, żeby to schrzanić. Łącznie z ich spotkaniem. Dowiem się, gdzie są, a
później, kiedy będzie bezpiecznie, może tak się stanie. Teraz celem jest ich
wydostanie, aby mogli być bezpieczni”.
„Czy
Birch robił również ich dokumenty?” - zapytałam.
Skinęła
głową.
Tak,
dla Bircha zrobiło się gorączkowo.
A
moja siostra i Jon (i zbrodniczy Birch) nie byli po prostu twardzieli, byli
swego rodzaju geniuszami.
Spojrzałam
na mojego starszego brata - „Więc przyszedłeś na ratunek. A ja wszystko prawie
spieprzyłam”.
„Połączyłem
się ze Saff i żadne z nas nie chciało, aby twoje dziecko było zaangażowane,
Pep” - powiedział Birch - „Ale niczego nie spieprzyłaś. Znalazłaś mnie i
odesłałaś do niej, prawda?”
To
było miłe z jego strony, że próbował sprawić, żebym poczuła się lepiej.
Uderzyło
mnie wtedy, że odzyskałam brata i siostrę.
A
moja matka uwolni się od tego koszmaru i może podda się leczeniu, jeśli tego zechce,
albo umrze bez bólu, ale ze spokojem.
Spojrzałam
na Saff.
„Szkoda,
że nic nie powiedziałaś”.
„Złościłam
się na ciebie, że odeszłaś. Wkurzałam się na ciebie za to, że masz życie, a ja
tam utknęłam. Potem zdałam sobie sprawę, że muszę być w pobliżu, aby cię
chronić, ale nadal byłam na ciebie zła”.
Oczywiście.
Nic
nie powiedziałam.
„I
myślę, że może trochę przesadziliśmy dzisiaj z tego powodu” – przyznała.
Tym
razem było trudniej, ale znowu nic nie powiedziałam.
„Ale
potrzebujemy, aby wszystko wydarzyło się zgodnie z planem, Pepper” – zapewniła
- „Jon i ja chcemy żyć dalej. Mama potrzebuje dobrej opieki. Te kobiety już
dość przeszły, zasługują na szansę walki. Zajęło to dużo i nie było naprawdę
bezpieczne, robienie tego wszystkiego. Ale dobiegamy już prawie do końca. Nie
mogłam w to uwierzyć, kiedy twoje dziewczyny, a zwłaszcza twoi zaprzyjaźnieni faceci,
pojawiali się koło kościoła lub na nabożeństwach. Wybraliście najgorszy moment”.
„Poprosiłaś
mnie, żebym znalazła Bircha” - zauważyłam.
„Tak.
Ale nie prosiłam cię, żebyś zbadała nas wszystkich” - odpowiedziała.
Prawda.
Ale
i tak… ona zrobiłaby to samo.
Odpuściłam
to i przeszłam do innego tematu.
„Miałaś
autonomię. Miałaś wolność. Przyszłaś sama do mojego domu. Nie wiem, dlaczego
nie mogłaś się ze mną tym wszystkim podzielić - zauważyłam.
Potrząsnęła
głową - „Może dlatego, że to było moje? Może dlatego, że było dobre i było
moje? Miałaś swoje dobro. Miałaś Juno. Wszystkich swoich przyjaciół. I to było
moje”.
Mogłam
to zrozumieć.
Założyłam
jej włosy za ucho i pociągnęłam za ich koniec.
„Jesteś
lalusiowata” - powiedziałam.
Przewróciła
oczami i odpowiedziała - „Nie każdy może chodzić i wyglądać jak modelka przez
cały czas, tak jak ty”.
O
mój Boże!
Jak
słodko!
„Masz
śliczne kolana” - powiedziałam jej.
„Gdy
opadnie kurz, chcę poznać Juno” - powiedziała mi.
„To
jest w tysiącach procentów plan” - oświadczyłam.
„Ja
też mogę ją poznać, czy twój facet będzie w moim gównie za każdym razem, gdy
będę próbował się z tobą zobaczyć?” - zapytał Birch.
Za każdym razem, gdy będę próbował
się z tobą zobaczyć.
Nie
będę płakać, nie będę płakać, nie będę
płakać.
Spojrzałam
wtedy od mojego brata do Aug’a.
Auggie
wzruszył jednym ramieniem.
Znowu
zwróciłam się do brata - „Mam Juno z powrotem w przyszłym tygodniu. Chcesz
przyjść na kolację?”
Jego
głowa opadła, jakby nie mógł już jej utrzymać, a potem ramiona uniosły się z
emocji.
Postanowiłam
przyjąć to jako tak.
Nie
będę płakać, nie będę płakać, nie będę
płakać.
Spojrzałam
ponownie na moją siostrę - „Jesteś niezłą twardzielką”.
„Wiem”.
„Obie
mamy gorących facetów”.
„Wiem”.
Złapałam
ją za ręce.
„Kocham
cię” - powiedziała.
Spojrzałam
jej w oczy.
„Wiem."
„Rozwiążecie
nas teraz?” - spytał Ciacho Jon.
Moja
siostra uśmiechnęła się do mnie.
I
odwzajemniłam uśmiech.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńdziękuje
OdpowiedzUsuńNo. To było coś 😁🤗 dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńWow ale rozdział.
OdpowiedzUsuńCoś czuje że faceci pomogą wyciągnąć kobiety z kościoła.
CZekam na kolejny rozdział :)
Hej,ja pytanie z innej ksiazki. Czy kojazycie w ktorej ksiazce Kristen Ashley dziewczyna kupuje domki do wynajecia i pojawia sie tajemniczy mezczyzna? Od trzech dni ksiazka sni mi sie po nocach😔
OdpowiedzUsuńDeacon jak się nie mylę 🙂
UsuńTaaaaak❤🥳dziekuje
Usuń