poniedziałek, 13 grudnia 2021

3 - Ojczym

 

ROZDZIAŁ 3

 

Ojczym

 

 

 

Pepper

 

Nie minęło nawet pół godziny po wyjeździe mojej siostry i siedziałam przy biurku w mojej strefie biurowej, gdy zobaczyłam, jak samochód wjeżdża na mój podjazd.

Moje biurko wychodziło na okno, więc biurko Juno mogło być zwrócone w stronę starannie i ładnie skonstruowanej galerii ściennej z tablic korkowych, tablic kredowych, białych tablic i uroczych półek, z których wszystkie służyły do kreatywności i wyrażania siebie.

Byłam przy tym biurku, żeby móc siedzieć przy laptopie i zagłębić się w Facebooka.

Odkopałam swoje roczniki szkolne z pierwszego i drugiego roku (lata, w którym dzieliłam tę samą szkołę z Birchem), żebym mogła przypomnieć sobie nazwiska jego przyjaciół.

Stamtąd próbowałam znaleźć ich na Facebooku i sprawdzić, czy Birch ich obserwuje.

W przeszłości próbowałam (więcej niż raz) znaleźć go na każdej znanej mi platformie mediów społecznościowych.

Nic z tego.

Przeglądałam więc profile i zdjęcia osób, które nie były zbyt schowane w ustawieniach prywatności, mając nadzieję, że mój brat utrzymywał kontakt (może pod innym nazwiskiem) ze starymi przyjaciółmi.

Okej, więc to był symboliczna czarna godzina, ale nie musiałabym płacić PI, aby przeszukać Facebooka, jeśli mogłam zrobić to sama. A gdybym sama go znalazła, gdy złapałabym gumę lub zgasł by mi podgrzewacz wody, nie musiałabym się pocić.

Właśnie to przeżywałam, gdy samochód wjechał na mój podjazd.

Błyszczący.

Czarny.

Kosztowny.

BMW.

Corbin.

Po raz pierwszy w życiu zastanawiałam się, czy moja miłość do Pana praktykowana poprzez medytację i modlitwę oraz zabieranie mojej córki do naszego bezwyznaniowego kościoła chrześcijańskiego nie wystarczyła i może powinnam być Gonzo dla Boga.

Ponieważ jakoś w wyniku karmy zasłużyłam na naprawdę cholernie zły dzień.

Stałam w otwartych drzwiach wejściowych, zanim Corbin doszedł od samochodu na ganek.

Oznaczało to, że mogłam obserwować, jak Corbin wchodzi po moich schodach.

Zawsze wiedziałam, że jestem ładna. Bez zarozumiałości, po prostu fakt. Byłam wysoka i szczupła, ale miałam ładne cycki, okrągłe biodra, ładny tyłeczek i długie nogi. Do tego dochodziły długie, gęste miodowo blond włosy, które były prawie, ale nie całkiem truskawkowe i miałam rysy, które stawiały mnie między Kalifornijską Dziewczyną Surfera a symetrycznie uzdolnioną modelką tylko na lokalne występy (a więc nie super).

Wszystko to świetne atrybuty striptizerki.

Wszystko to fantastyczne atrybuty przyciągania dupków.

Corbin był jednym z tych dupków.

Mój były był wilkiem w owczej skórze.

Drogo przebranym za owcę.

Też był wysoki. Ciemny. Przystojny i dobrze zbudowany w surowy sposób, jakby był drwalem w garniturze.

I był uprzejmy.

Bardzo uprzejmy.

Mógł rozmawiać z każdym.

Wsiądź z nim do windy, a on będzie wiedział, ile masz dzieci, ich imiona i znał twoją ulubioną restaurację, zanim wyjdziesz.

W tym czasie, gdybyś była kobietą, czułabyś się wysłuchana, a twoja pewność siebie zyskałaby zdrowy impuls, że ten przystojny mężczyzna rozmawia z tobą w sposób, który był tylko odrobinę zalotny. Gdybyś był mężczyzną, czułbyś się wysłuchany i zastanawiałbyś się, czy gra w golfa, ponieważ potrzebujesz innego faceta, aby ukończyć czwórkę.

Byłabyś również w posiadaniu jego wizytówki.

Tak.

To był Corbin.

Kiedy okazało się, że mnie zdradzał, moje serce było tak zmiażdżone, że straciłam rozum i odzyskałam go dopiero, gdy spotkałam Auggie’go.

Ponieważ Corbin sprawiał, że czułam się piękna i słuchano go, był świetny w łóżku, był napędzany, by być doskonałym dostawcą i wymieniał żarówki, nigdy nie przegapiał corocznej rotacji wymiany baterii w czujnikach dymu i wyrzucał śmieci bez proszenia.

Był więc dobrym kochankiem, dobrym partnerem i sprawiał, że czułam się jakbyśmy byli wspaniałą parą, która może stawić czoła światu i stawić czoła naszej przyszłości silna i razem… zawsze.

W związku z tym byłam w rozsypce, kiedy dowiedziałam się, że to było tak dalekie od prawdy, to nie było zabawne i straciłam to, co uważałam za (ale nie było w rzeczywistości) naprawdę wspaniałego faceta, który się opiekował Juno, dawał mi orgazmy (przez większość czasu) i nie był przykry do oglądania.

Potem poznałam Auggie’go i wszystko co powodowało, że tęskniłam za Corbin’em i życiem, które mieliśmy, zostało stracone.

Teraz widziałam tylko oszusta.

I z nieznanych powodów był na moim ganku.

„Hej, Słonko” – powiedział.

Okej więc skończyłam z Corbin’em i jako taki nie powinien mieć nade mną żadnej władzy.

Ale nieskończenie mnie wkurzało, że od czasu do czasu wciąż nazywał mnie „Słonko”.

Czasami, odkąd zerwaliśmy, próbował udawać, że wszystko jest jako-tako, wciąż mieliśmy miłość i uczucie, po prostu mieszkaliśmy teraz w oddzielnych domach.

Wszystko nie było jako-tako i to nie dlatego, że się rozstaliśmy albo jak się rozstaliśmy.

Ponieważ nasze style rodzicielskie bardzo się różniły.

Można po prostu powiedzieć, że technologia nie była ograniczona dla Juno w domu Corbin’a, głównie dlatego, by mógł jej używać jako opiekunki.

I już mówiłam ci o kobietach.

„Corbin” - odpowiedziałam, nie wychodząc przed drzwi - „Co słychać?”

Dość powiedzieć, nie chciałam wiedzieć, co słychać.

W czasie, który minął od teraz do powrotu Juno do domu, musiałam przeszukiwać Facebooka, nie wspominając o tym, że musiałam szukać prywatnych detektywów, a także dowiedzieć się, jak mam porozmawiać z moją córką o rzeczach, które wyciągnęła tego dnia w szkole z Auggie’m. Przede wszystkim, dlaczego to wszystko zrobiła, ale też jak.

Nie miałam czasu na wszystko, co działo się z Corbin’em.

Spojrzał poza mnie swoimi atrakcyjnymi, w większości zielonymi, ale wciąż orzechowymi oczami, po czym skierował wzrok w dół na mumie i dynie po obu stronach drzwi, a na koniec znów na mnie.

„Słodkie dynie” - powiedział z czymś, co kiedyś było (dla mnie) uśmiechem moczącym majtki.

Ktoś był w nastroju.

I był to nastrój, co do którego byłam podejrzliwa, bo po tym, jak wstępnie straciłam rozum po naszym rozstaniu, ochłodłam, on był na przemian wesoły (kiedy potrzebował postawić na swoim), ewentualnie mieszał się z dupkiem (kiedy nie potrzebował), czasami się dogadywaliśmy, a innym razem (w większości przypadków) nie.

Dlatego żaden jego uśmiech nie moczył mi majtek.

„Dzięki” – odpowiedziałam krótko - „A teraz, co się dzieje?”

„Mogę wejść do środka?” - poprosił.

„Corbin, nie miałam najwspanialszego dnia. Po prostu powiedz mi, co się dzieje, o czym nie mogłeś wysłać SMS-a ani zadzwonić, ale zamiast tego jesteś niespodziewanym gościem w moim domu”.

„Tak, Pepper, też miewam złe dni, biorąc pod uwagę, że dzisiaj inny facet pojawił się na dniu kariery mojej córki, ten facet nie jest jej tatą, bo tym tatą jestem ja”.

Cóż… do diabła.

Odsunęłam się.

Corbin wszedł i nie miał problemu z miejscem grzechu, za jaki moja siostra uważała za mój dom, dlatego nie pozwoliła, by pełne zanurzenie splamiło jej czystą duszę.

Poszedł prosto do wielkiego pokoju z tyłu.

Nie powiedziałam, że nasze podwórko praktycznie nie istniało. Był to tylko skrawek trawy i mały, zadaszony taras otoczony wysokim ciemnoszarym ogrodzeniem z ciekawymi poziomymi listwami.

Widok przez ogrodzenie był na następną jednostkę.

Ale ponieważ cała tylna ściana mojej niższej kondygnacji była oknami, a moja córka potrzebowała spokojnej przestrzeni na świeżym powietrzu dla siebie i swoich kumpli, moje podwórko było również usiane dużymi doniczkami wypełnionymi teraz jesiennymi mumiami. Dalej, na patio, mieliśmy narożną rozkładaną sofę z dużą ilością miejsc do siedzenia i wylegiwania się z kilkoma pufami na stopy lub tyłki oraz stołkami w neutralnych kolorach do odstawiania napojów lub książek.

Dopełnieniem tego był uspokajający dywan w kolorze różu i pudru. A na wieczory pojawiło się nie tylko więcej bajkowych światełek (te z ładnymi kloszami), ale także oświetlenie naziemne przy płocie.

I to w ogromny sposób było do dupy, że Corbin, stojąc w swoim ładnym garniturze w mojej zajebistej kuchni na tle mojego małego, ale absolutnie niesamowitego podwórka, wyglądał, jakby właśnie tam należał.

Auggie też mógł wyglądać, jakby tam należał. Niestety, tego nigdy się nie dowiem. Ale szanse były wysokie, biorąc pod uwagę, że wyglądał, jakby tam należał stojąc przed trzecią klasą, a tego też wcześniej bym nie powiedziała.

Zaczął Corbin.

„Więc najwyraźniej nasza córka ma ojczyma”.

Cholera.

„Corbin…”

„Mała, myślałaś, że się nie dowiem?”

W tym momencie moje ramiona odskoczyły do tyłu, a moja głowa odbiła się od nich z tego powodu.

Nigdy nie przestał nazywać mnie „Słonko”.

Ale przestał nazywać mnie „mała”.

To było pierwsze „mała”, jakie dostałam, odkąd wykopałam mu tyłek trzy lata temu.

„Juno gra z nami swoimi kartami zachowując je dla siebie” - kontynuował Corbin, po czym podniósł rękę, wyciągając do mnie dłoń - „I przyznaję się do tego, to ja. Byłem głupi. Spieprzyłem. A po tym, jak spieprzyłem i straciłem cię, zdałem sobie sprawę, jak bardzo spieprzyłem. Następnie popadłem w zaprzeczenie. Ale nie mogę już dłużej zaprzeczać paradą kobiet, odkąd skończyliśmy, że próbowałem cię skrzywdzić, tak jak myślałem, że skrzywdzisz mnie po tym, jak odmówiłaś rozwiązania sprawy między nami, kiedy teraz rozumiem, że zraniłem siebie. I ciebie. I Juno”.

Nie byłam z tego dumna, ale usta otworzyły mi się.

A byłam tak oszołomiona tym, co wychodziło z jego ust, że nie mogłam zamknąć własnych.

Zrobił krok bliżej mnie, co nie zbliżyło go do mnie, ale gest nie zginął.

„Ale znam moją dziewczynę” - powiedział cichym głosem - „Gdybyś miała mężczyznę, który miał przejąć tę rolę w życiu Juno, powiedziałbyś mi. Twarzą w twarz”.

„Zrobiłabym to” - wymusiłam, wciąż skazana na miano jego dziewczyny.

Coś zmieniło się na jego twarzy, czego nie byłam pewna.

„Dobrze” - powiedział - „Więc kim jest ten facet?”

„Jest… w mojej załodze. Przyjaciel męża Lottie, Mo. I jest weteranem. Były żołnierz piechoty morskiej”.

Kąciki ust Corbin’a uniosły się, gdy powiedział - „Ach. Fajny facet. Tatusiowie rzadko są fajnymi facetami”.

„Corbin…”

„Więc nauczycielka się pomyliła” - stwierdził - „Tylko przyjaciel. Ale Juno mi nie powiedziała, bo nie chciała zranić moich uczuć”.

Kiedy już to rozpracował sam, coś, co mógł zrobić poprzez uzyskanie niezbędnych informacji, których potrzebował, wysyłając mi SMS-a, zrobił kolejny krok w moją stronę, a ten sprawił, że przygotowywałam się, bo miał długie nogi, a to zbliżyło go do mnie.

Nie wiedziałam, czy powinnam się wycofać z powodu tego, co mogłoby to powiedzieć, jak się czułam w związku z jego bliskością, czy powinnam stać na miejscu i oświadczyć, że jego bliskość w ogóle na mnie nie wpłynęła.

Wybrałam to drugie, ponieważ nie wpłynęła, oprócz sprawienia, że poczułam się dziwnie.

A jego głos był nadal cichy, ale teraz był niski w sposób, który bardzo dobrze znałam w naszym poprzednim życiu.

To był jego głos sugestywny.

Na przykład, kiedy chciał mnie przekonać, że musi spędzić ten długi weekend w Vegas ze swoimi kumplami (który prawdopodobnie był długim weekendem z jego drugą kobietą).

I jak, powiedzmy, kiedy chciał mnie namówić na seks.

Dawałam się namówić w obu przypadkach. W pierwszym, ponieważ ufałam mu, kochałam go i chciałam, żeby dobrze się bawił z kumplami. w drugim, bo lubiłam z nim uprawiać seks.

Ale trzeba było to powiedzieć, ponieważ zawsze lubiłam sposób, w jaki brzmiał jego głos, kiedy mówił w ten sposób.

„Dobrze, teraz, jeśli masz czas, chcę porozmawiać o czymś innym”.

Potrząsnęłam głową - „Nie mam czasu. Juno niedługo wróci do domu”.

„Autobus podwozi ją dopiero o trzeciej trzydzieści, a nie ma nawet trzeciej”.

Nie sprawdziłam zegara, ale to chyba była prawda.

Nadal.

„Corbin, jeśli masz coś do omówienia, napisz do mnie, umówimy się na rozmowę. Ale zanim Juno wróci do domu, mam kilka rzeczy do zrobienia”.

„Czy są ważniejsze niż rozmowa z ojcem twojej córki?”

„Wyobraź sobie, że tak”.

To go zaskoczyło.

Okej, zapomniałam wspomnieć, że Corbin też był daleki od głupiego. W związku z tym zebranie rzeczy nie zajęło mu dużo czasu.

„Wspomniałaś o złym dniu, wszystko w porządku?”

Nie, nie było.

Oszukała mnie moja córka.

Oszukała Auggie’go.

Auggie myślał, że ja go oszukałam.

Nazwał mnie flirciarą i ogólnie był ogromnym kutasem.

Moja mama miała raka, który rozprzestrzenił się na węzły chłonne.

I musiałam znaleźć mojego dawno zaginionego brata i przekonać go, by dołączył do kręgu modlitewnego.

Aby podzielić się tym wszystkim bez dzielenia się czymkolwiek, powiedziałam - „Po prostu dzisiaj było dużo”.

Wyciągnął rękę i chwycił moje ramię, aby pocierać je w górę i w dół w kojący sposób, gdy nalegał - „Porozmawiaj ze mną”.

Racja.

Nadszedł czas na odwrót.

Ostrożnie zdjęłam rękę spod jego dotyku i odsunęłam się.

„Pepper…”

„Co się dzieje, Corbin?” - zapytałam.

„To jest to, co chcę od ciebie wiedzieć” – odpowiedział.

„Chciałam tylko zwrócić uwagę, że ja nie pojawiłam się w twoim domu bez zapowiedzi”.

Pokiwał głową - „W porządku. Słyszałem, że ojczym Juno odwiedził dziś jej klasę, a ponieważ nie wiedziałem, że ma ojczyma, przyjechałem tutaj, aby zrozumieć, jak to się stało”.

Przeszliśmy przez to, ale…

Poczekaj sekundę.

„Lekcji jeszcze się nie skończyły” - zauważyłam - „A Juno nie ma telefonu komórkowego. Niezależnie od tego, ona oczywiście nie podzieli się z tobą tym. Więc jak dowiedziałeś się, że nauczycielka nazwała Auggie’go jej ojczymem?”

Wymazał minimalną odległość, którą postawiłam między nami.

Zrobiłam kolejny krok w tył i prawie potknęłam się o nasz bajeczny kudłaty dywanik.

Ten krok też wymazał.

„Corbin!” - warknęłam - Co się dzieje?”

„Paula zadzwoniła i powiedziała mi. Jej córka ma telefon komórkowy”.

Byłam zmieszana.

„Kim jest Paula i co ma z tym wspólnego jej córka?”

Corbin zawahał się. Widziałam jego oczy pracujące, szara materia za tymi oczami znalazła rozwiązanie i to właśnie wyszło z jego ust.

„Racja, wyglądało na to, że to, co powiem, jeszcze bardziej nas rozpieprzy, ale przysięgam na Boga, że nas od-pieprzę”.

Uh…

Nas?

Ciągnął dalej.

„Paula jest matką jednej z dziewczynek z klasy Juno. Poznałem ją po spotkaniu rodziców i nauczycieli. Kiedy skończyliśmy z panią Linn, poszłaś do swojego samochodu, ja musiałem skorzystać z toalety, a kiedy wyszedłem, wpadliśmy na siebie. Od tamtej pory się spotykamy”.

Okej.

W porządku.

Um…

„Umawiasz się z rodzicem innego dziecka z klasy Juno” - stwierdziłam, żeby się upewnić, że dobrze go usłyszałam i nie była to jakaś inna matka jakiegoś innego dziecka, która, miejmy nadzieję, nie była w klasie Juno, albo lepiej. jednak nie w całej klasie Juno ani nawet w całej szkole Juno.

„To nie było mądre, Pepper, ale właśnie spędziłem całe pół godziny siedząc obok ciebie, a ty ledwo na mnie spojrzałaś, więc…”

Zrobiłam krok szeroko i na bok i krzyknęłam - „Jesteś głupi?”

Odwrócił się do mnie i spróbował pojednawczo - „Pepper…”

„Czy Juno o tym wie?” - zażądałam.

„Paula poznała Juno. Nie spotkałem dziewczyny Pauli. Ale Juno nie wie, że dziewczyna Pauli jest w jej klasie”.

„Cóż, dziewczyna Pauli wie o tobie, inaczej nie dzwoniłaby do matki po tym, jak Auggie rozmawiał z klasą” – zauważyłam.

Corbin nie miał na to odpowiedzi.

Tłumaczenie: Paula była prawdopodobnie dobrą matką, która uważała na córkę, a Corbin okłamywał córkę, bo jeśli sprawy potoczą się naprzód, Juno w końcu dowie się, że jej tata spotyka się z mamą dziecka z jej klasy.

Jednak dziecko Pauli wiedziało, więc to była bomba zegarowa, która czekała, by eksplodować.

„Więc, kiedy zeskrobiesz tę kobietę…” - zaczęłam - „…a ona będzie wkurzona, załamana, czy jakakolwiek będzie, a jej dziewczyna zna tą sprawę, który jest sprawą zarówno jej jak i twoją, i wtedy ta sprawa wpłynie na nią negatywnie, Juno bez wątpienia będzie pochłonięta całym tym bałaganem, co wtedy?”

„Zeskrobię ją, jak to czarująco ujęłaś, dzisiejszego wieczoru. Ponieważ dziewczyny nie są tak naprawdę zaangażowane, nie będzie żadnego problemu. Ale to nie ma znaczenia. Skończyliśmy, bo ty i ja zamierzamy spróbować ponownie”.

Okej.

W porządku.

Co?” - wrzasnęłam.

Zrobił kolejny krok w moją stronę, ale ja obróciłam się i zrobiłam trzy kroki od niego, uniosłam rękę w geście cofnij się i potrząsnęłam głową na dokładkę.

„Zostań tam, gdzie jesteś” – zażądałam.

„Posłuchaj mnie” – zażądał w zamian, ale przynajmniej przestał się ruszać.

Opuściłam rękę, ale tylko po to, by położyć obie ręce na biodrach.

„Nie, Corbin. Między nami to już koniec”.

„Było nam razem dobre”.

„Nigdy nie było”.

Wyglądał na urażonego - „Jak możesz tak mówić?”

„Och, nie wiem? bo pieprzyłeś się z inną kobietą przez cały czas, gdy byliśmy razem?”

„Mała…”

Przestań” – syknęłam, zdejmując ręce z bioder i krzyżując ręce na piersi.

Innymi słowy, Zamknęłam cholerne sprawy, kolego. Nigdy nie wrócisz.

Zapomniałam, że Corbin był nie tylko bystry, ale także pewny siebie, uparty, a jeśli było coś, czego chciał, robił wszystko, aby to osiągnąć.

„Minęło dużo czasu” - powiedział - „Przyznaję to. Zdałem sobie sprawę, że zrobiłem ogromne popieprzenie. To też przyznaję. Ale kiedy usłyszałem „ojczym”, wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Mój udział w tym, moja odpowiedzialność za to, ale przede wszystkim moja odpowiedzialność za naprawienie tego”.

Teraz dokądś dochodziliśmy.

„Kiedy usłyszałeś „ojczym”, miałeś to objawienie?”

„Tak”.

„Więc jesteś zazdrosny”.

Ku mojemu szokowi, natychmiast się do tego przyznał, ale nie w sposób, jakiego bym się spodziewała.

„Oczywiście, że jestem zazdrosny. Jesteś matką mojego dziecka i miłością mojego życia”.

Moje powieki zamknęły się, gdy uniosły się brwi.

Miłość jego życia?

„Pepper, Słonko…”

Szybko otworzyłam oczy, bo jego głos był bliżej.

„Ani kolejnego kroku” - ostrzegłam.

Znowu się zatrzymał.

„Miłość twojego życia?” - zapytałam.

„Wiem, że się tak nie zachowywałem, ale byliśmy młodzi. Nie byłem gotów na to zobowiązanie. Ustabilizowanie. Bycie ojcem”.

Otworzyłam usta, ale on zaczął mówić przede mną.

„Nie winię cię za zajście w ciążę. To wymaga dwojga. Mówię tylko, że gówno się wydarzyło, a ja nie byłem gotowy na to. I zamiast to poskładać, rozerwałem wszystko na strzępy”. - Wrócił sugestywny głos. – „To znaczy Pepper, Słonko, ja miałem zaledwie dwadzieścia trzy lata, kiedy zaszliśmy w ciążę z Juno. A ty miałaś dziewiętnaście lat. Myśląc o tym teraz, byliśmy młodzi. Nikt nie ogarnia tego w tak młodym wieku”.

„To dobrze dla ciebie, dla twojego przyszłego rozwoju i dla twoich przyszłych relacji, że rozumiesz swoją rolę w tym, ale to nie neguje faktu, że to, co mieliśmy, zostało skończone” - poinformowałam go.

„To nie jest skończone” - poinformował mnie.

„Tak, jest, Corbin. Skończone. To koniec. Nie żyje. Nie można tego wskrzesić”.

„Nie możesz tego powiedzieć, chyba że spróbujesz”.

„Tak całkowicie mogę”.

„Naprawdę? Więc powiedz mi, dlaczego, odkąd skończyliśmy, nie miałaś innego mężczyzny”.

To nie była prawda.

Miałam.

Auggie’go.

Ale nie sądziłam, że rzucenie Auggie’go mu w twarz będzie w tym momencie dobrym posunięciem.

„To nie twój interes."

Kolejna zmiana wyrazu twarzy, tym razem bez nadziei, ale na granicy triumfu i zrobił krok w moją stronę, po czym zatrzymał się.

„Straciłaś swoje gówno, kiedy skończyliśmy” - powiedział cicho.

„Tak, bo mężczyzna, którego kochałam, mężczyzna, z którym mieszkałam, mężczyzna, z którym się związałam, mężczyzna, któremu dałam piękną córkę, pieprzył inną kobietę i to odkąd go poznałam”.

Skrzywił się na to.

Ale jego powrót do siebie był szybki.

Więc musiałam być szybsza - „Teraz znalazłam swoje gówno i jestem szczęśliwa” - Nie do końca - „Juno jest szczęśliwa” - Chociaż było to kwestionowane po tym, co wydarzyło się tego dnia w jej szkole - „I nie wracam, nie dlatego, że nie chcę kołysać łodzią. Nie wrócę, bo nie chcę już być na tej łodzi”.

„Wiesz, że to, co mieliśmy, było dobre” – zauważył… zdecydowanie.

To było.

Wyjaśnienie triumfalnego wyglądu.

Myślał, że zrujnował mnie dla innych mężczyzn.

„To, co mieliśmy, już się skończyło”.

„Więc dlaczego nie poszłaś dalej?” – zapytał z uśmiechem igrającym na jego ustach.

„Ponieważ moja córka musi znosić kobiety, które przychodzą i znikają z twojego życia. Jest towarzyska. Ma wielkie serce. Najpierw lubi ludzi, a później zadaje pytania. Więc cztery, pięć, sześć, ile ich było, Corbin?” - Nie pozwoliłam mu odpowiedzieć, mówiłam dalej - „Kobiety, które przywędrowały do twojego życia i zniknęły, zrobiły to samo w jej życiu i nie zamierzam jej kazać sobie z tym radzić, kiedy jest ze mną”.

Jego uśmiech zniknął - „Próbowałem cię zastąpić”.

„Wysiłek skazany na niepowodzenie. Jestem tylko jedna, a ty nieodwołalnie mnie straciłeś”.

Patrzył na mnie.

Patrzyłam na niego.

Trwało to cholernie długo.

Rozłożyłam ramiona, żeby wyciągnąć ręce do boków i zaczęłam niecierpliwie - „Corbin…”

„Zobaczymy”.

Do diabła.

„Niedługo z tobą porozmawiam, Słonko” – powiedział, podchodząc do mnie.

Odwróciłam się z nim, gdy mijał mnie i poszłam za nim, gdy szedł.

Czas na wielkie działa.

„Mama ma raka” – oznajmiłam.

Zatrzymał się nagle i odwrócił do mnie.

„Myślę, że jest źle” – podzieliłam się - „Właśnie dzisiaj się dowiedziałam. Nie jestem pewna, czy dobrze sobie z tym radzą”.

„To żadna niespodzianka” – mruknął.

„Ale cokolwiek” - szłam dalej, jakby się nie odzywał - „Muszę się na tym skupić. Skoncentrować się na tym, jak podzielić się tym z Juno. Skoncentrować się na tym, co to oznacza dla nas i dla nich oraz jak dopasujemy się do tego, jak planują sobie z tym poradzić. Nie potrzebuję, żebyś grzebał w mojej głowie”.

„Zwłaszcza mając do czynienia z nimi, opierałaś się na mnie”.

Robiłam to.

Tak bardzo robiłam.

To była ta część, w której sprawiał, że czułam się wysłuchana.

Myślał tak samo jak ja, że są szurnięci i dobrze było, gdyby ktoś potwierdził moją decyzję o ustanowieniu wyraźnej granicy między nimi a częścią, która mogłaby skrzywdzić mnie, a kiedy to nadeszło i moje dziecko. Kiedyś Corbin był tą granicą. Był w tym niezłomny. W tym nigdy mnie nie zawiódł.

Teraz…

„Przykro mi z powodu twojej mamy, Słonko” - powiedział - „I mam nadzieję, że to oczywiste, że jeśli mnie byś potrzebowała w jakimkolwiek charakterze, jestem tu”.

„Oczywiście po tym, jak zeskrobiesz Paulę” - zauważyłam.

Nawet się nie wzdrygnął.

Po prostu zgodził się - „Tak, po tym, jak skończę z Paulą”.

Poszliśmy na kolejny mecz gapiowski, który trwał, dopóki nie westchnęłam.

Corbin uśmiechnął się.

Nauczyłam się, że u mężczyzn jest dobry zarozumiały rodzaj pewności siebie, który był bardziej pewny siebie, a mało zarozumiały, a co się z tym wiązało, był atrakcyjny.

Był też bardzo zarozumiały – zbyt pewny siebie, który był po prostu denerwujący.

Zgadnij, którym był Corbin.

(Wskazówka: nie pierwszym.)

„Porozmawiamy” – powiedział.

„Nie porozmawiamy” – odpowiedziałam.

„Zrobimy to” - odparł. Kolejny uśmiech i - „Trzymaj się, Słonko. Jak potrzebujesz mnie, wiesz jak się do mnie dostać”.

I z tym odwrócił się ponownie i wyszedł z mojego domu.

Wpatrywałam się w drzwi, które zamknął i, poniewczasie, zdałam sobie sprawę, że Juno pójdzie do niego w poniedziałek, czyli za cztery dni i prawdopodobnie powinnam była mu powiedzieć, że nie może rozmawiać z naszą córką o możliwości pojednania.

Każdy porządny ojciec wiedziałby, że należy zachować szczególną ostrożność w poruszaniu takiego tematu ze swoim dzieckiem, robiąc to tylko za obopólną zgodą i w sposób, który również został wspólnie uzgodniony.

W przypadku Corbin’a nie mogłam na tym polegać.

To wysłało mnie do mojego telefonu na biurku, po czym napisałem tekst, w którym udostępniłam, że w żadnym przypadku nie mógł o tym rozmawiać z Juno.

Odesłał SMS-a prawdopodobnie podczas jazdy, Oczywiście, że nie. Później Słonko.

I znowu miałam ochotę zabrać telefon do kosza na śmieci i wyrzucić go.

Nie mogłam tego zrobić.

Zamiast tego usiadłam z powrotem przy biurku, obudziłam laptopa i zrobiłam trochę pracy detektywistycznej na Facebooku, jednocześnie wypatrując autobusu mojej córki, ponieważ miałam nadzieję, że miałam jedną ostatnią nieprzyjemną rzecz do zrobienia tego dnia i miało się to wydarzyć w okolicach kiedy moja córka zostałaby wyrzucona z gimbusu.


 

4 komentarze:

  1. Co za....ptaszyna, myśląca gówką a nie głową. Dziękuje/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje za rozdział.
    Co za durny buc z tego jej byłego hahaha niech szybko Augi się u niej pojawi bo ktoś musi ją rozweselić i pomóc.
    CZekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co za buc..... 😕
    Dziękuję za rozdział 🙂

    OdpowiedzUsuń