ROZDZIAŁ
3
Ojczym
Pepper
Nie
minęło nawet pół godziny po wyjeździe mojej siostry i siedziałam przy biurku w mojej
strefie biurowej, gdy zobaczyłam, jak samochód wjeżdża na mój podjazd.
Moje
biurko wychodziło na okno, więc biurko Juno mogło być zwrócone w stronę
starannie i ładnie skonstruowanej galerii ściennej z tablic korkowych, tablic
kredowych, białych tablic i uroczych półek, z których wszystkie służyły do
kreatywności i wyrażania siebie.
Byłam
przy tym biurku, żeby móc siedzieć przy laptopie i zagłębić się w Facebooka.
Odkopałam
swoje roczniki szkolne z pierwszego i drugiego roku (lata, w którym dzieliłam
tę samą szkołę z Birchem), żebym mogła przypomnieć sobie nazwiska jego
przyjaciół.
Stamtąd
próbowałam znaleźć ich na Facebooku i sprawdzić, czy Birch ich obserwuje.
W
przeszłości próbowałam (więcej niż raz) znaleźć go na każdej znanej mi platformie
mediów społecznościowych.
Nic
z tego.
Przeglądałam
więc profile i zdjęcia osób, które nie były zbyt schowane w ustawieniach
prywatności, mając nadzieję, że mój brat utrzymywał kontakt (może pod innym
nazwiskiem) ze starymi przyjaciółmi.
Okej,
więc to był symboliczna czarna godzina, ale nie musiałabym płacić PI, aby
przeszukać Facebooka, jeśli mogłam zrobić to sama. A gdybym sama go znalazła,
gdy złapałabym gumę lub zgasł by mi podgrzewacz wody, nie musiałabym się pocić.
Właśnie
to przeżywałam, gdy samochód wjechał na mój podjazd.
Błyszczący.
Czarny.
Kosztowny.
BMW.
Corbin.
Po
raz pierwszy w życiu zastanawiałam się, czy moja miłość do Pana praktykowana
poprzez medytację i modlitwę oraz zabieranie mojej córki do naszego
bezwyznaniowego kościoła chrześcijańskiego nie wystarczyła i może powinnam być Gonzo dla Boga.
Ponieważ
jakoś w wyniku karmy zasłużyłam na naprawdę cholernie zły dzień.
Stałam
w otwartych drzwiach wejściowych, zanim Corbin doszedł od samochodu na ganek.
Oznaczało
to, że mogłam obserwować, jak Corbin wchodzi po moich schodach.
Zawsze
wiedziałam, że jestem ładna. Bez zarozumiałości, po prostu fakt. Byłam wysoka i
szczupła, ale miałam ładne cycki, okrągłe biodra, ładny tyłeczek i długie nogi.
Do tego dochodziły długie, gęste miodowo blond włosy, które były prawie, ale
nie całkiem truskawkowe i miałam rysy, które stawiały mnie między Kalifornijską
Dziewczyną Surfera a symetrycznie uzdolnioną modelką tylko na lokalne występy
(a więc nie super).
Wszystko
to świetne atrybuty striptizerki.
Wszystko
to fantastyczne atrybuty przyciągania
dupków.
Corbin
był jednym z tych dupków.
Mój
były był wilkiem w owczej skórze.
Drogo
przebranym za owcę.
Też
był wysoki. Ciemny. Przystojny i dobrze zbudowany w surowy sposób, jakby był
drwalem w garniturze.
I
był uprzejmy.
Bardzo
uprzejmy.
Mógł
rozmawiać z każdym.
Wsiądź
z nim do windy, a on będzie wiedział, ile masz dzieci, ich imiona i znał twoją
ulubioną restaurację, zanim wyjdziesz.
W
tym czasie, gdybyś była kobietą, czułabyś się wysłuchana, a twoja pewność
siebie zyskałaby zdrowy impuls, że ten przystojny mężczyzna rozmawia z tobą w
sposób, który był tylko odrobinę zalotny. Gdybyś był mężczyzną, czułbyś się wysłuchany
i zastanawiałbyś się, czy gra w golfa, ponieważ potrzebujesz innego faceta, aby
ukończyć czwórkę.
Byłabyś
również w posiadaniu jego wizytówki.
Tak.
To
był Corbin.
Kiedy
okazało się, że mnie zdradzał, moje serce było tak zmiażdżone, że straciłam
rozum i odzyskałam go dopiero, gdy spotkałam Auggie’go.
Ponieważ
Corbin sprawiał, że czułam się piękna i słuchano go, był świetny w łóżku, był napędzany,
by być doskonałym dostawcą i wymieniał żarówki, nigdy nie przegapiał corocznej
rotacji wymiany baterii w czujnikach dymu i wyrzucał śmieci bez proszenia.
Był
więc dobrym kochankiem, dobrym partnerem i sprawiał, że czułam się jakbyśmy
byli wspaniałą parą, która może stawić czoła światu i stawić czoła naszej
przyszłości silna i razem… zawsze.
W
związku z tym byłam w rozsypce, kiedy dowiedziałam się, że to było tak dalekie
od prawdy, to nie było zabawne i straciłam to, co uważałam za (ale nie było w
rzeczywistości) naprawdę wspaniałego faceta, który się opiekował Juno, dawał mi
orgazmy (przez większość czasu) i nie był przykry do oglądania.
Potem
poznałam Auggie’go i wszystko co powodowało, że tęskniłam za Corbin’em i życiem,
które mieliśmy, zostało stracone.
Teraz
widziałam tylko oszusta.
I
z nieznanych powodów był na moim ganku.
„Hej,
Słonko” – powiedział.
Okej
więc skończyłam z Corbin’em i jako taki nie powinien mieć nade mną żadnej
władzy.
Ale
nieskończenie mnie wkurzało, że od czasu do czasu wciąż nazywał mnie „Słonko”.
Czasami,
odkąd zerwaliśmy, próbował udawać, że wszystko jest jako-tako, wciąż mieliśmy
miłość i uczucie, po prostu mieszkaliśmy teraz w oddzielnych domach.
Wszystko
nie było jako-tako i to nie dlatego, że się rozstaliśmy albo jak się rozstaliśmy.
Ponieważ
nasze style rodzicielskie bardzo się różniły.
Można
po prostu powiedzieć, że technologia nie była ograniczona dla Juno w domu
Corbin’a, głównie dlatego, by mógł jej używać jako opiekunki.
I
już mówiłam ci o kobietach.
„Corbin”
- odpowiedziałam, nie wychodząc przed drzwi - „Co słychać?”
Dość
powiedzieć, nie chciałam wiedzieć, co słychać.
W
czasie, który minął od teraz do powrotu Juno do domu, musiałam przeszukiwać
Facebooka, nie wspominając o tym, że musiałam szukać prywatnych detektywów, a
także dowiedzieć się, jak mam porozmawiać z moją córką o rzeczach, które
wyciągnęła tego dnia w szkole z Auggie’m. Przede wszystkim, dlaczego to wszystko zrobiła, ale też jak.
Nie
miałam czasu na wszystko, co działo się z Corbin’em.
Spojrzał
poza mnie swoimi atrakcyjnymi, w większości zielonymi, ale wciąż orzechowymi
oczami, po czym skierował wzrok w dół na mumie i dynie po obu stronach drzwi, a
na koniec znów na mnie.
„Słodkie
dynie” - powiedział z czymś, co kiedyś było (dla mnie) uśmiechem moczącym
majtki.
Ktoś
był w nastroju.
I
był to nastrój, co do którego byłam podejrzliwa, bo po tym, jak wstępnie
straciłam rozum po naszym rozstaniu, ochłodłam, on był na przemian wesoły (kiedy
potrzebował postawić na swoim), ewentualnie mieszał się z dupkiem (kiedy nie potrzebował),
czasami się dogadywaliśmy, a innym razem (w większości przypadków) nie.
Dlatego
żaden jego uśmiech nie moczył mi majtek.
„Dzięki”
– odpowiedziałam krótko - „A teraz, co się dzieje?”
„Mogę
wejść do środka?” - poprosił.
„Corbin,
nie miałam najwspanialszego dnia. Po prostu powiedz mi, co się dzieje, o czym
nie mogłeś wysłać SMS-a ani zadzwonić, ale zamiast tego jesteś niespodziewanym
gościem w moim domu”.
„Tak,
Pepper, też miewam złe dni, biorąc pod uwagę, że dzisiaj inny facet pojawił się
na dniu kariery mojej córki, ten facet nie jest jej tatą, bo tym tatą jestem
ja”.
Cóż…
do diabła.
Odsunęłam
się.
Corbin
wszedł i nie miał problemu z miejscem grzechu, za jaki moja siostra uważała za
mój dom, dlatego nie pozwoliła, by pełne zanurzenie splamiło jej czystą duszę.
Poszedł
prosto do wielkiego pokoju z tyłu.
Nie
powiedziałam, że nasze podwórko praktycznie nie istniało. Był to tylko skrawek
trawy i mały, zadaszony taras otoczony wysokim ciemnoszarym ogrodzeniem z
ciekawymi poziomymi listwami.
Widok
przez ogrodzenie był na następną jednostkę.
Ale
ponieważ cała tylna ściana mojej niższej kondygnacji była oknami, a moja córka
potrzebowała spokojnej przestrzeni na świeżym powietrzu dla siebie i swoich kumpli,
moje podwórko było również usiane dużymi doniczkami wypełnionymi teraz
jesiennymi mumiami. Dalej, na patio, mieliśmy narożną rozkładaną sofę z dużą
ilością miejsc do siedzenia i wylegiwania się z kilkoma pufami na stopy lub tyłki
oraz stołkami w neutralnych kolorach do odstawiania napojów lub książek.
Dopełnieniem
tego był uspokajający dywan w kolorze różu i pudru. A na wieczory pojawiło się
nie tylko więcej bajkowych światełek (te z ładnymi kloszami), ale także oświetlenie
naziemne przy płocie.
I
to w ogromny sposób było do dupy, że Corbin, stojąc w swoim ładnym garniturze w
mojej zajebistej kuchni na tle mojego małego, ale absolutnie niesamowitego
podwórka, wyglądał, jakby właśnie tam należał.
Auggie
też mógł wyglądać, jakby tam należał. Niestety, tego nigdy się nie dowiem. Ale
szanse były wysokie, biorąc pod uwagę, że wyglądał, jakby tam należał stojąc
przed trzecią klasą, a tego też wcześniej bym nie powiedziała.
Zaczął
Corbin.
„Więc
najwyraźniej nasza córka ma ojczyma”.
Cholera.
„Corbin…”
„Mała,
myślałaś, że się nie dowiem?”
W
tym momencie moje ramiona odskoczyły do tyłu, a moja głowa odbiła się od nich z
tego powodu.
Nigdy
nie przestał nazywać mnie „Słonko”.
Ale
przestał nazywać mnie „mała”.
To
było pierwsze „mała”, jakie dostałam, odkąd wykopałam mu tyłek trzy lata temu.
„Juno
gra z nami swoimi kartami zachowując je dla siebie” - kontynuował Corbin, po
czym podniósł rękę, wyciągając do mnie dłoń - „I przyznaję się do tego, to ja.
Byłem głupi. Spieprzyłem. A po tym, jak spieprzyłem i straciłem cię, zdałem
sobie sprawę, jak bardzo spieprzyłem. Następnie popadłem w zaprzeczenie. Ale
nie mogę już dłużej zaprzeczać paradą kobiet, odkąd skończyliśmy, że próbowałem
cię skrzywdzić, tak jak myślałem, że skrzywdzisz mnie po tym, jak odmówiłaś
rozwiązania sprawy między nami, kiedy teraz rozumiem, że zraniłem siebie. I
ciebie. I Juno”.
Nie
byłam z tego dumna, ale usta otworzyły mi się.
A
byłam tak oszołomiona tym, co wychodziło z jego
ust, że nie mogłam zamknąć własnych.
Zrobił
krok bliżej mnie, co nie zbliżyło go do mnie, ale gest nie zginął.
„Ale
znam moją dziewczynę” - powiedział cichym głosem - „Gdybyś miała mężczyznę,
który miał przejąć tę rolę w życiu Juno, powiedziałbyś mi. Twarzą w twarz”.
„Zrobiłabym
to” - wymusiłam, wciąż skazana na miano jego dziewczyny.
Coś
zmieniło się na jego twarzy, czego nie byłam pewna.
„Dobrze”
- powiedział - „Więc kim jest ten facet?”
„Jest…
w mojej załodze. Przyjaciel męża Lottie, Mo. I jest weteranem. Były żołnierz
piechoty morskiej”.
Kąciki
ust Corbin’a uniosły się, gdy powiedział - „Ach. Fajny facet. Tatusiowie rzadko
są fajnymi facetami”.
„Corbin…”
„Więc
nauczycielka się pomyliła” - stwierdził - „Tylko przyjaciel. Ale Juno mi nie
powiedziała, bo nie chciała zranić moich uczuć”.
Kiedy
już to rozpracował sam, coś, co mógł zrobić poprzez uzyskanie niezbędnych
informacji, których potrzebował, wysyłając mi SMS-a, zrobił kolejny krok w moją
stronę, a ten sprawił, że przygotowywałam się, bo miał długie nogi, a to
zbliżyło go do mnie.
Nie
wiedziałam, czy powinnam się wycofać z powodu tego, co mogłoby to powiedzieć,
jak się czułam w związku z jego bliskością, czy powinnam stać na miejscu i
oświadczyć, że jego bliskość w ogóle na mnie nie wpłynęła.
Wybrałam
to drugie, ponieważ nie wpłynęła, oprócz sprawienia, że poczułam się dziwnie.
A
jego głos był nadal cichy, ale teraz był niski w sposób, który bardzo dobrze
znałam w naszym poprzednim życiu.
To
był jego głos sugestywny.
Na
przykład, kiedy chciał mnie przekonać, że musi spędzić ten długi weekend w
Vegas ze swoimi kumplami (który prawdopodobnie był długim weekendem z jego
drugą kobietą).
I
jak, powiedzmy, kiedy chciał mnie namówić na seks.
Dawałam
się namówić w obu przypadkach. W pierwszym, ponieważ ufałam mu, kochałam go i
chciałam, żeby dobrze się bawił z kumplami. w drugim, bo lubiłam z nim uprawiać
seks.
Ale
trzeba było to powiedzieć, ponieważ zawsze lubiłam sposób, w jaki brzmiał jego
głos, kiedy mówił w ten sposób.
„Dobrze,
teraz, jeśli masz czas, chcę porozmawiać o czymś innym”.
Potrząsnęłam
głową - „Nie mam czasu. Juno niedługo wróci do domu”.
„Autobus
podwozi ją dopiero o trzeciej trzydzieści, a nie ma nawet trzeciej”.
Nie
sprawdziłam zegara, ale to chyba była prawda.
Nadal.
„Corbin,
jeśli masz coś do omówienia, napisz do mnie, umówimy się na rozmowę. Ale zanim
Juno wróci do domu, mam kilka rzeczy do zrobienia”.
„Czy
są ważniejsze niż rozmowa z ojcem twojej córki?”
„Wyobraź
sobie, że tak”.
To
go zaskoczyło.
Okej,
zapomniałam wspomnieć, że Corbin też był daleki od głupiego. W związku z tym
zebranie rzeczy nie zajęło mu dużo czasu.
„Wspomniałaś
o złym dniu, wszystko w porządku?”
Nie,
nie było.
Oszukała
mnie moja córka.
Oszukała
Auggie’go.
Auggie
myślał, że ja go oszukałam.
Nazwał
mnie flirciarą i ogólnie był ogromnym kutasem.
Moja
mama miała raka, który rozprzestrzenił się na węzły chłonne.
I
musiałam znaleźć mojego dawno zaginionego brata i przekonać go, by dołączył do
kręgu modlitewnego.
Aby
podzielić się tym wszystkim bez dzielenia się czymkolwiek, powiedziałam - „Po
prostu dzisiaj było dużo”.
Wyciągnął
rękę i chwycił moje ramię, aby pocierać je w górę i w dół w kojący sposób, gdy
nalegał - „Porozmawiaj ze mną”.
Racja.
Nadszedł
czas na odwrót.
Ostrożnie
zdjęłam rękę spod jego dotyku i odsunęłam się.
„Pepper…”
„Co
się dzieje, Corbin?” - zapytałam.
„To
jest to, co chcę od ciebie wiedzieć” – odpowiedział.
„Chciałam
tylko zwrócić uwagę, że ja nie pojawiłam się w twoim domu bez zapowiedzi”.
Pokiwał
głową - „W porządku. Słyszałem, że ojczym Juno odwiedził dziś jej klasę, a
ponieważ nie wiedziałem, że ma ojczyma, przyjechałem tutaj, aby zrozumieć, jak
to się stało”.
Przeszliśmy
przez to, ale…
Poczekaj
sekundę.
„Lekcji
jeszcze się nie skończyły” - zauważyłam - „A Juno nie ma telefonu komórkowego. Niezależnie
od tego, ona oczywiście nie podzieli się z tobą tym. Więc jak dowiedziałeś się,
że nauczycielka nazwała Auggie’go jej ojczymem?”
Wymazał
minimalną odległość, którą postawiłam między nami.
Zrobiłam
kolejny krok w tył i prawie potknęłam się o nasz bajeczny kudłaty dywanik.
Ten
krok też wymazał.
„Corbin!”
- warknęłam - Co się dzieje?”
„Paula
zadzwoniła i powiedziała mi. Jej córka ma telefon komórkowy”.
Byłam
zmieszana.
„Kim
jest Paula i co ma z tym wspólnego jej córka?”
Corbin
zawahał się. Widziałam jego oczy pracujące, szara materia za tymi oczami
znalazła rozwiązanie i to właśnie wyszło z jego ust.
„Racja,
wyglądało na to, że to, co powiem, jeszcze bardziej nas rozpieprzy, ale
przysięgam na Boga, że nas od-pieprzę”.
Uh…
Nas?
Ciągnął
dalej.
„Paula
jest matką jednej z dziewczynek z klasy Juno. Poznałem ją po spotkaniu rodziców
i nauczycieli. Kiedy skończyliśmy z panią Linn, poszłaś do swojego samochodu,
ja musiałem skorzystać z toalety, a kiedy wyszedłem, wpadliśmy na siebie. Od
tamtej pory się spotykamy”.
Okej.
W
porządku.
Um…
„Umawiasz
się z rodzicem innego dziecka z klasy Juno” - stwierdziłam, żeby się upewnić,
że dobrze go usłyszałam i nie była to jakaś inna matka jakiegoś innego dziecka,
która, miejmy nadzieję, nie była w klasie Juno, albo lepiej. jednak nie w całej
klasie Juno ani nawet w całej szkole
Juno.
„To
nie było mądre, Pepper, ale właśnie spędziłem całe pół godziny siedząc obok
ciebie, a ty ledwo na mnie spojrzałaś, więc…”
Zrobiłam
krok szeroko i na bok i krzyknęłam - „Jesteś głupi?”
Odwrócił
się do mnie i spróbował pojednawczo - „Pepper…”
„Czy
Juno o tym wie?” - zażądałam.
„Paula
poznała Juno. Nie spotkałem dziewczyny Pauli. Ale Juno nie wie, że dziewczyna
Pauli jest w jej klasie”.
„Cóż,
dziewczyna Pauli wie o tobie, inaczej nie dzwoniłaby do matki po tym, jak
Auggie rozmawiał z klasą” – zauważyłam.
Corbin
nie miał na to odpowiedzi.
Tłumaczenie:
Paula była prawdopodobnie dobrą matką, która uważała na córkę, a Corbin
okłamywał córkę, bo jeśli sprawy potoczą się naprzód, Juno w końcu dowie się,
że jej tata spotyka się z mamą dziecka z jej klasy.
Jednak
dziecko Pauli wiedziało, więc to była bomba zegarowa, która czekała, by
eksplodować.
„Więc,
kiedy zeskrobiesz tę kobietę…” - zaczęłam - „…a ona będzie wkurzona, załamana,
czy jakakolwiek będzie, a jej dziewczyna zna tą sprawę, który jest sprawą
zarówno jej jak i twoją, i wtedy ta sprawa wpłynie na nią negatywnie, Juno bez
wątpienia będzie pochłonięta całym tym bałaganem, co wtedy?”
„Zeskrobię
ją, jak to czarująco ujęłaś, dzisiejszego wieczoru. Ponieważ dziewczyny nie są
tak naprawdę zaangażowane, nie będzie żadnego problemu. Ale to nie ma
znaczenia. Skończyliśmy, bo ty i ja zamierzamy spróbować ponownie”.
Okej.
W
porządku.
„Co?” - wrzasnęłam.
Zrobił
kolejny krok w moją stronę, ale ja obróciłam się i zrobiłam trzy kroki od
niego, uniosłam rękę w geście cofnij się
i potrząsnęłam głową na dokładkę.
„Zostań
tam, gdzie jesteś” – zażądałam.
„Posłuchaj
mnie” – zażądał w zamian, ale przynajmniej przestał się ruszać.
Opuściłam
rękę, ale tylko po to, by położyć obie ręce na biodrach.
„Nie,
Corbin. Między nami to już koniec”.
„Było
nam razem dobre”.
„Nigdy
nie było”.
Wyglądał
na urażonego - „Jak możesz tak mówić?”
„Och,
nie wiem? bo pieprzyłeś się z inną kobietą przez cały czas, gdy byliśmy razem?”
„Mała…”
„Przestań” – syknęłam, zdejmując ręce z
bioder i krzyżując ręce na piersi.
Innymi
słowy, Zamknęłam cholerne sprawy, kolego.
Nigdy nie wrócisz.
Zapomniałam,
że Corbin był nie tylko bystry, ale także pewny siebie, uparty, a jeśli było
coś, czego chciał, robił wszystko, aby to osiągnąć.
„Minęło
dużo czasu” - powiedział - „Przyznaję to. Zdałem sobie sprawę, że zrobiłem
ogromne popieprzenie. To też przyznaję. Ale kiedy usłyszałem „ojczym”, wszystko
wskoczyło na swoje miejsce. Mój udział w tym, moja odpowiedzialność za to, ale
przede wszystkim moja odpowiedzialność za naprawienie tego”.
Teraz
dokądś dochodziliśmy.
„Kiedy
usłyszałeś „ojczym”, miałeś to objawienie?”
„Tak”.
„Więc
jesteś zazdrosny”.
Ku
mojemu szokowi, natychmiast się do tego przyznał, ale nie w sposób, jakiego bym
się spodziewała.
„Oczywiście,
że jestem zazdrosny. Jesteś matką mojego dziecka i miłością mojego życia”.
Moje
powieki zamknęły się, gdy uniosły się brwi.
Miłość jego życia?
„Pepper,
Słonko…”
Szybko
otworzyłam oczy, bo jego głos był bliżej.
„Ani
kolejnego kroku” - ostrzegłam.
Znowu
się zatrzymał.
„Miłość
twojego życia?” - zapytałam.
„Wiem,
że się tak nie zachowywałem, ale byliśmy młodzi. Nie byłem gotów na to
zobowiązanie. Ustabilizowanie. Bycie ojcem”.
Otworzyłam
usta, ale on zaczął mówić przede mną.
„Nie
winię cię za zajście w ciążę. To wymaga dwojga. Mówię tylko, że gówno się
wydarzyło, a ja nie byłem gotowy na to. I zamiast to poskładać, rozerwałem
wszystko na strzępy”. - Wrócił sugestywny głos. – „To znaczy Pepper, Słonko, ja
miałem zaledwie dwadzieścia trzy lata, kiedy zaszliśmy w ciążę z Juno. A ty
miałaś dziewiętnaście lat. Myśląc o tym teraz, byliśmy młodzi. Nikt nie ogarnia
tego w tak młodym wieku”.
„To
dobrze dla ciebie, dla twojego przyszłego rozwoju i dla twoich przyszłych
relacji, że rozumiesz swoją rolę w tym, ale to nie neguje faktu, że to, co
mieliśmy, zostało skończone” - poinformowałam go.
„To
nie jest skończone” - poinformował mnie.
„Tak,
jest, Corbin. Skończone. To koniec. Nie żyje. Nie można tego wskrzesić”.
„Nie
możesz tego powiedzieć, chyba że spróbujesz”.
„Tak
całkowicie mogę”.
„Naprawdę?
Więc powiedz mi, dlaczego, odkąd skończyliśmy, nie miałaś innego mężczyzny”.
To
nie była prawda.
Miałam.
Auggie’go.
Ale
nie sądziłam, że rzucenie Auggie’go mu w twarz będzie w tym momencie dobrym
posunięciem.
„To
nie twój interes."
Kolejna
zmiana wyrazu twarzy, tym razem bez nadziei, ale na granicy triumfu i zrobił
krok w moją stronę, po czym zatrzymał się.
„Straciłaś
swoje gówno, kiedy skończyliśmy” - powiedział cicho.
„Tak,
bo mężczyzna, którego kochałam, mężczyzna, z którym mieszkałam, mężczyzna, z
którym się związałam, mężczyzna, któremu dałam piękną córkę, pieprzył inną
kobietę i to odkąd go poznałam”.
Skrzywił
się na to.
Ale
jego powrót do siebie był szybki.
Więc
musiałam być szybsza - „Teraz znalazłam swoje gówno i jestem szczęśliwa” - Nie
do końca - „Juno jest szczęśliwa” - Chociaż było to kwestionowane po tym, co
wydarzyło się tego dnia w jej szkole - „I nie wracam, nie dlatego, że nie chcę
kołysać łodzią. Nie wrócę, bo nie chcę już być na tej łodzi”.
„Wiesz,
że to, co mieliśmy, było dobre” – zauważył… zdecydowanie.
To
było.
Wyjaśnienie
triumfalnego wyglądu.
Myślał,
że zrujnował mnie dla innych mężczyzn.
„To,
co mieliśmy, już się skończyło”.
„Więc
dlaczego nie poszłaś dalej?” – zapytał z uśmiechem igrającym na jego ustach.
„Ponieważ
moja córka musi znosić kobiety, które przychodzą i znikają z twojego życia.
Jest towarzyska. Ma wielkie serce. Najpierw lubi ludzi, a później zadaje
pytania. Więc cztery, pięć, sześć, ile ich było, Corbin?” - Nie pozwoliłam mu
odpowiedzieć, mówiłam dalej - „Kobiety, które przywędrowały do twojego życia i
zniknęły, zrobiły to samo w jej życiu i nie zamierzam jej kazać sobie z tym
radzić, kiedy jest ze mną”.
Jego
uśmiech zniknął - „Próbowałem cię zastąpić”.
„Wysiłek
skazany na niepowodzenie. Jestem tylko jedna, a ty nieodwołalnie mnie straciłeś”.
Patrzył
na mnie.
Patrzyłam
na niego.
Trwało
to cholernie długo.
Rozłożyłam
ramiona, żeby wyciągnąć ręce do boków i zaczęłam niecierpliwie - „Corbin…”
„Zobaczymy”.
Do
diabła.
„Niedługo
z tobą porozmawiam, Słonko” – powiedział, podchodząc do mnie.
Odwróciłam
się z nim, gdy mijał mnie i poszłam za nim, gdy szedł.
Czas
na wielkie działa.
„Mama
ma raka” – oznajmiłam.
Zatrzymał
się nagle i odwrócił do mnie.
„Myślę,
że jest źle” – podzieliłam się - „Właśnie dzisiaj się dowiedziałam. Nie jestem
pewna, czy dobrze sobie z tym radzą”.
„To
żadna niespodzianka” – mruknął.
„Ale
cokolwiek” - szłam dalej, jakby się nie odzywał - „Muszę się na tym skupić.
Skoncentrować
się na tym, jak podzielić się tym z Juno. Skoncentrować się na tym, co to
oznacza dla nas i dla nich oraz jak dopasujemy się do tego, jak planują sobie z
tym poradzić. Nie potrzebuję, żebyś grzebał w mojej głowie”.
„Zwłaszcza
mając do czynienia z nimi, opierałaś się na mnie”.
Robiłam
to.
Tak
bardzo robiłam.
To
była ta część, w której sprawiał, że czułam się wysłuchana.
Myślał
tak samo jak ja, że są szurnięci i dobrze było, gdyby ktoś potwierdził moją
decyzję o ustanowieniu wyraźnej granicy między nimi a częścią, która mogłaby
skrzywdzić mnie, a kiedy to nadeszło i moje dziecko. Kiedyś Corbin był tą
granicą. Był w tym niezłomny. W tym nigdy mnie nie zawiódł.
Teraz…
„Przykro
mi z powodu twojej mamy, Słonko” - powiedział - „I mam nadzieję, że to
oczywiste, że jeśli mnie byś potrzebowała w jakimkolwiek charakterze, jestem tu”.
„Oczywiście
po tym, jak zeskrobiesz Paulę” - zauważyłam.
Nawet
się nie wzdrygnął.
Po
prostu zgodził się - „Tak, po tym, jak skończę z Paulą”.
Poszliśmy
na kolejny mecz gapiowski, który trwał, dopóki nie westchnęłam.
Corbin
uśmiechnął się.
Nauczyłam
się, że u mężczyzn jest dobry zarozumiały rodzaj pewności siebie, który był bardziej
pewny siebie, a mało zarozumiały, a co się z tym wiązało, był atrakcyjny.
Był
też bardzo zarozumiały – zbyt pewny siebie, który był po prostu denerwujący.
Zgadnij,
którym był Corbin.
(Wskazówka:
nie pierwszym.)
„Porozmawiamy”
– powiedział.
„Nie
porozmawiamy” – odpowiedziałam.
„Zrobimy
to” - odparł. Kolejny uśmiech i - „Trzymaj się, Słonko. Jak potrzebujesz mnie,
wiesz jak się do mnie dostać”.
I
z tym odwrócił się ponownie i wyszedł z mojego domu.
Wpatrywałam
się w drzwi, które zamknął i, poniewczasie, zdałam sobie sprawę, że Juno
pójdzie do niego w poniedziałek, czyli za cztery dni i prawdopodobnie powinnam
była mu powiedzieć, że nie może rozmawiać z naszą córką o możliwości
pojednania.
Każdy
porządny ojciec wiedziałby, że należy zachować szczególną ostrożność w
poruszaniu takiego tematu ze swoim dzieckiem, robiąc to tylko za obopólną zgodą
i w sposób, który również został wspólnie uzgodniony.
W
przypadku Corbin’a nie mogłam na tym polegać.
To
wysłało mnie do mojego telefonu na biurku, po czym napisałem tekst, w którym
udostępniłam, że w żadnym przypadku nie mógł o tym rozmawiać z Juno.
Odesłał
SMS-a prawdopodobnie podczas jazdy, Oczywiście,
że nie. Później Słonko.
I
znowu miałam ochotę zabrać telefon do kosza na śmieci i wyrzucić go.
Nie
mogłam tego zrobić.
Zamiast
tego usiadłam z powrotem przy biurku, obudziłam laptopa i zrobiłam trochę pracy
detektywistycznej na Facebooku, jednocześnie wypatrując autobusu mojej córki,
ponieważ miałam nadzieję, że miałam jedną ostatnią nieprzyjemną rzecz do
zrobienia tego dnia i miało się to wydarzyć w okolicach kiedy moja córka
zostałaby wyrzucona z gimbusu.
Dzięki ❤️😘
OdpowiedzUsuńCo za....ptaszyna, myśląca gówką a nie głową. Dziękuje/
OdpowiedzUsuńDziekuje za rozdział.
OdpowiedzUsuńCo za durny buc z tego jej byłego hahaha niech szybko Augi się u niej pojawi bo ktoś musi ją rozweselić i pomóc.
CZekam na kolejny rozdział :)
Co za buc..... 😕
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział 🙂