ROZDZIAŁ
13
Przestrzeń
Pepper
Późnym
rankiem następnego ranka po mojej randce El Tejado z Auggie’m, weszłam tylnymi
drzwiami do Smithie’s, aby wziąć udział w próbie.
I
zrobiłam to z głową pochyloną do telefonu.
To
dlatego, że randka tak naprawdę się nie skończyła.
Przeszła
na SMS-y.
Zaczęło
się od wiadomości ode mnie około minuty po tym, jak straciłam z oczu SUV-a
Auggie’go na mojej ulicy:
Jestem na ciebie zła.
Od
Aug’a jakiś czas później (miejmy nadzieję, kiedy nie prowadził):
Czemu?
Ponieważ
po prostu wyszedłeś.
I
jesteś zbyt dobry
w praktykowaniu powściągliwości.
Był.
U
mnie w domu na koniec wieczoru mieliśmy piwo dla niego, kieliszek wina dla
mnie, trochę przytulanek, trochę pocałunku na kanapie, a potem wyszedł.
Więc
tak.
Nie
byłam szczęśliwa.
Z
tym.
Ponieważ
byłam całkowicie szczęśliwa, bo randka znów była niesamowita, nawet jeśli
początek był głęboki i intensywny. To było dobre głębokie i intensywne. A żebym
mogła poznać Auggie’go, musieliśmy przejść przez jeszcze bardziej głębokie i
intensywne.
Równie
dobrze można było zacząć z hukiem.
Chociaż
nie trzeba dodawać, że liczyłam na inny rodzaj huku.
Biedactwo
Jestem.
Jestem
bardzo biedna.
Bo mój chłopak jest podły.
Oczywiście,
po wysłaniu tego przeraziłam się, ponieważ trzy kropki Auggie’go działały przez
naprawdę, naprawdę bardzo długo bez
nadchodzącego SMS-a.
I
przez ten długi czas zdałam sobie sprawę, że mieliśmy jedną randkę
telefoniczną, jedną przy mojej wyspie kuchennej i jedną randkę wychodzącą,
która zaczęła się, gdy on poszedł na spotkanie w szkole mojej córki.
A
ja właśnie nazwałam go moim chłopakiem.
Podczas
gdy jego kropki się formowały, szybko napisałam:
Nie
miałam na myśli chłopaka-chłopaka.
Tylko żartowałam.
Nie
było w tym zbyt wielu kropek, zanim dostałam:
Szkoda.
Ten kawałek chłopaka był
moją ulubioną częścią.
Tak!
To
była jego odpowiedź.
Oczywiście
od tego się zaczęło i nie można zaprzeczyć, że nasza czwarta randka była randką
SMS-ową, która trwała od czasu, gdy mnie opuścił, do czasu, gdy wspólnie
zgodziliśmy się przestać pisać, aby pójść spać, a zaczęliśmy od nowa dziś rano,
kiedy on do mnie wysyłał SMS-a tak wcześnie, że była to zbrodnia.
Ale
nie obchodziło mnie to nawet trochę.
A
jego tekst mówił:
Dzień dobry, kochanie.
Nazwijcie
mnie szaloną, ale to był najdoskonalszy tekst, jaki kiedykolwiek dostałam w
życiu.
Teraz
było tuż po 10:00, a my pisaliśmy z przerwami od 5:30.
I
tak, złamałam własną zasadę i całą noc trzymałam telefon przy łóżku.
Do
diabła z polami elektromagnetycznymi.
„Pepper”
Głos
Iana wypowiadający moje imię, robiący to ostro i w bliskiej odległości,
sprawił, że zatrzymałam się z poślizgiem, a także przestałam patrzeć na telefon
z uśmiechem jak wariatka.
Powodem,
dla którego moje imię było ostre i bliskie, było to, że powiedział to, zanim na
niego wpadłam.
„Hej,
przepraszam” – powiedziałam.
„Hej”
– odpowiedział, a jego zwykle głęboki, bogaty głos wciąż miał w sobie ostrą nutę.
Umm…
„Cieszę
się, że cię złapałem” - kontynuował - „Dominique dała wczoraj wypowiedzenie. Wraca
do Milwaukee”.
Nic
nie powiedziałam, bo już wiedziałam, że Dominique, jedna z naszych solowych
tancerek i weteranka Smithie’s, to rozważała. Rozpaliła na nowo płomień z kochankiem
z domu. Wróciła, on przyjechał do Denver, a teraz skończyli z dużym dystansem i
zamierzali spróbować naprawdę.
„Więc
zatrudniamy i chciałbym, abyś wraz z Lottie, Hattie i Ryn wzięła udział w
przesłuchaniach”.
Superowo!
To
będzie odlot.
Uśmiechnęłam
się do niego - „Tak jest”.
„Właściwie
będziemy zatrudniać dwie, może trzy tancerki. Więc bądź przygotowana. To może
zająć trochę czasu”.
Nie
uśmiechałam się z tego powodu.
Głównie
dlatego, że nie potrzebowaliśmy dwóch, a może trzech tancerek.
Dominique
była fantastyczna, ale mieliśmy już niezłą obsadę solistek.
Świadczył
o tym fakt, że każdego wieczoru mieliśmy zatłoczoną salę z kolejką wokół
budynku, aby dostać się do środka.
Ian
dokonał przeróbkę show, przenosząc nas od striptizu, kiedy sama Lottie miała
kilka solowych występów każdego wieczoru, do rewii. Obejmowało to fakt, że
wszystkie wchodziłyśmy na scenę na solówki, były zespołowe występy burleski
pomiędzy nimi, a Holly na scenie robiła od dwóch do trzech kawałków komediowych
każdego wieczoru i angażowała publiczność między tancerkami, aby pomocnicy
mogli przygotować się do następnego występu, mieliśmy wszystko ustawione.
Wisienką
na torcie było to, że teraz podawali jedzenie. Tapas dla smakoszy, które były
wielkim hitem.
To
wszystko było wielkim hitem.
Sekcja
VIP była zarezerwowana do marca, co było niesłychane. A zasady rezerwacji sekcji
VIP były takie, że trzeba było zarezerwować ją na całą noc, miałeś własną obsługę
i mogłeś dostać cokolwiek chciałeś z baru, ale opcje menu były dodatkowe.
I
kosztowała piętnaście tysięcy dolarów.
Za noc.
Koniecznie
musieliśmy zastąpić Dominique, ale jeśli nie zwalniał wykonawców z zespołów ani
ich nie powiększał, nie potrzebowaliśmy więcej solistów.
I
to było dla mnie zmartwieniem, bo nie byłam Lottie. Ona była nie tylko
artystyczną tancerką egzotyczną, była sławna. Była sławna, zanim zaczęła
pracować w Smithie’s. Była jego główną gwiazdą przez lata, a potem tylko
zyskała na popularności.
Martwiło
mnie to również, ponieważ Hattie była wyjątkowo utalentowaną tancerką i to nie
tylko egzotyczną. Była tam tak dobra, a jej rutyny tak spektakularne, że
organicznie przejęła miejsce na nagłówkach (Lottie nie miała nic przeciwko, bo
taka właśnie była Lottie).
A
Ryn była taka jak ja. Wykonywałyśmy pracę, cieszyłyśmy się nią i wkładałyśmy w
nią wszystko. Ale Ryn miała mężczyznę i pracowała nad innym źródłem dochodu.
Budowała swój biznes, restaurując domy i jak dotąd radziła sobie z tym dobrze.
Miała
plan.
W
przeciwieństwie do innych (a nikomu o tym nie mówiłam), załapałam się na większe
napiwki, kiedy poszliśmy na rewię. Niewiele, ale to nie było to samo, co
wcześniej, kiedy było to prosty striptiz z okazjonalnym (ale lukratywnym)
tańcem na kolanach.
Nie
byłam Lottie ani Hattie i nie miałam wyjścia awaryjnego jak Ryn.
Nie
mogłabym mieć mniej tańca dla większej różnorodności solistów.
Potrzebowałam
napiwków.
To
wszystko przemknęło mi przez głowę, kiedy Ian znów się odezwał, skupiłam się na
nim, aby zobaczyć, że uważnie mi się przygląda.
„Hattie
niedługo odejdzie, Pez. Sadie sprzedała wczoraj kolejny kawałek. I właśnie
powiedziała mi, że wygląda na to, że ta wystawa w Aspen jest gotowa. Będzie
potrzebowała więcej czasu w swoim studio i woli tam być. Nie wspominając o tym,
że Ryn w końcu zrobi ruch na przód. Nie możesz tańczyć całą noc i układać
kafelków przez cały dzień. To ją zmęczy i wiem, z czego w końcu zrezygnuje.
Muszę być gotowy. Dodamy do je zespołu. Dobre tancerki, kobiety z potencjałem,
dla których Lottie, Hattie, Ryn i ty możecie być mentorkami, abym mógł je wstawić
do programu, gdy nadejdzie czas”.
Dobra.
Uff.
Kryzys
zażegnany.
Ponieważ
talent Hattie polegał nie tylko na tańcu. Była rzeźbiarką. Niedawno miała
niesamowity pokaz w galerii sztuki Sadie Chavez, który był niesamowity nie
tylko dlatego, że jej rzeczy były spektakularne, ale także dlatego, że dobrze
się sprzedawała.
A
jej sztuka była wyceniana w strefie, w której ja nie mogłam nic kupić.
Innymi
słowy, sprzedaż przez nią kolejnej sztuki mogło oznaczać dla niej tysiące
dolarów.
Tak
pięć do piętnastu tysięcy.
„Jestem
gotowa, kiedy nadejdzie ten czas, Ianie”.
„Wszystko
dobrze?” - zapytał.
„Miałam
najlepszą randkę w moim życiu ostatniej nocy” - odpowiedziałam - „Co jest
dziwne, bo poprzedniej nocy miałam najlepszą randkę w moim życiu. I to było
dziwne, bo poprzedniego wieczoru
miałam najlepszą randkę w moim życiu i była to rozmowa telefoniczna”.
Uśmiech
pojawił się na jego ustach, ale kiedy to zrobił, to ja przyglądałam mu się
uważnie, ponieważ Ian był fajnym kolesiem, dobrym człowiekiem, niesamowitym
szefem, wspaniałym przyjacielem, otwartym, uczciwym, przystępnym, ale nie myślałam,
żebym kiedykolwiek widziała, by uśmiechał się do mnie z sprzecznym światłem w
oku.
Światłem,
które mówiło, że jest szczęśliwy z mojego powodu, ale coś innego było w jego
umyśle i cokolwiek to było, może nie być wspaniałe.
„Czy
wszystko u ciebie dobrze?” - zapytałam.
„Idealnie”
- skłamał.
I
poczułam, jak ściska mi się w żołądku, bo to było totalne kłamstwo, a nie byłam
pewna, czy Ian kiedykolwiek mnie okłamał.
„Na
pewno?” - nacisnęłam.
Pokiwał
głową.
„Jasne”
– stwierdził stanowczo – „Pozwolę ci iść na próbę”.
Zaczął
się ruszać, żeby wyjść tylnymi drzwiami, ale złapałam go ręką za ramię.
Spojrzał
na mnie.
Nie
był tylko tym wszystkim, o czym mówiłam wcześniej.
Był
wysoki i niesamowicie przystojny, miał piękne oczy, szerokie ramiona i cudowną
czekoladową skórę. Do tego świetnie się ubierał i miał niesamowite maniery.
To
był rodzaj cudu, że jeszcze nie miał kobiety.
Z
drugiej strony nie byłam pewna, czy na świecie istniała kobieta wystarczająco
dobra dla Doriana Walkera.
I
prawdopodobnie dlatego Lottie (ani żadna z nas) nie próbowała go zeswatać.
Musiałby
to być ktoś wyjątkowy. Superbohaterka.
Cudowna
kobieta.
„Wiesz,
jeśli coś się dzieje, jestem tutaj, aby słuchać. Kiedykolwiek, tak?” - powiedziałam.
Jego
twarz się rozluźniła, wyglądał i czuł się bardziej jak Ian, zanim powiedział -
„Dzięki, Pez. Ale naprawdę jest okej”.
„Przypominam,
oferta jest zawsze otwarta”.
Pochylił
się i pocałował mnie w policzek.
(Widzisz?
Niesamowite maniery!)
„Szczerze,
nic mi nie jest” – powiedział mi, gdy się wyprostował.
Skinęłam
głową.
Wyszedł
tylnymi drzwiami.
Weszłam
do klubu.
Lottie
i Hattie siedziały w jednej z zabójczych nowych lóż, które otaczały scenę.
Ryn
była na scenie z jakąś nieznaną mi laską, podwieszoną do sufitu satynową liną,
a pod nią z dużą matą.
O
rany.
Ryn
powiedziała, że zamierza spróbować tańca w powietrzu i oto jest. Zatrudniła
tego trenera, o którym nam opowiadała, i zamierzała to zrobić.
Niesamowite.
Nie
odrywałam wzroku od Ryn, kiedy dotarłam do loży na końcu wybiegu, gdzie siedziały
Lots i Hatz.
„Yo”
- powiedziałam, wślizgując się do nich i obserwowałam, jak Ryn z jedną stopą
owiniętą wokół liny, tak samo z nadgarstkiem, wykonała cholernie fajny manewr
zgięcia w tył/rozszczepienia.
W
zamian dostałam „Yo” (Lottie) i „Hej” (Hatz).
Ryn
wyszła ze swojej pozycji, a jej trener podeszła do niej, więc spojrzałam na
Hattie.
„Gratuluję
sprzedaży”.
Uśmiechnęła
się do mnie - „Wpadłaś na Iana?”
Skinąłam
głową - „Jestem z tego powodu szczęśliwa, kochanie. A Aspen się dzieje?”
Właśnie
wtedy skinęła głową i delikatnie podskoczyła na tyłku - „Jestem podekscytowana.
Ale Sadie sprzedała tak dużo, że muszę brać się do pracy”.
Tak.
Ian
miał rację.
Hattie
nie wytrzyma długo w Smithie’s.
Nie
wspominając o tym, że Ryn zdecydowanie chciała, aby jej życie polegało na odnawianiu
domów (i na Boone).
A
Lottie i Mo szli dalej z całkiem niezłym impetem. Wydawało się, że dopiero
wczoraj się spotkali. Teraz byli małżeństwem i wiedziałam, że chciała mieć
dzieci. Nie mogłaś tańczyć tak jak my, kiedy brzuszek zaczynał być widoczny.
Może nawet przejdzie na emeryturę (chociaż nie sądziłam, że przejdzie, ale
widziałam ją z jej siostrzeńcami, uwielbiała ich - mogłam całkowicie zobaczyć,
jak mówi, na przykład, chcę być mamą na
cały etat).
A
potem byłam… ja.
Ja
też nie mogłam tańczyć w nieskończoność.
Byłam
pewna, że seksowna siedemdziesięcioletnia kobieta mogłaby wykonać świetną
robotę, ale napiwki prawdopodobnie byłyby gówniane, a połowa z nich byłaby
napiwkami z litości.
Potrzebowałam
napiwków; dużo, a żadnej z litości.
Boże.
Ja
też potrzebowałam planu awaryjnego.
„Jak
poszła randka?” - spytała Lottie.
Pochowałam
myśli i uśmiechnęłam się do niej - „Świetnie”.
„Czy
czujesz się jak wielki dureń, że odkładałaś go na tak długo?” - zapytała.
Nie
przestawałam się do niej uśmiechać - „Całkowicie”.
Lekko
potrząsnęła głową i przewróciła oczami, ale kąciki jej ust były uniesione.
„Słyszałaś
o Dominique?” - spytała Hattie.
„Tak”
- odpowiedziałam.
„Musimy
być jednością na jedną” - stwierdziła zdezorientowana Lottie.
„Na
jedną z czym?” - spytała Hattie, najwyraźniej tak samo zdezorientowana jak ja.
„Na
jedną z zatrudnionych” – powiedziała Lottie - „Jeśli zatrudnią jedną kobietę,
chodzi o Billy’ego. Jeśli jest dwie, to mój wybór: Billy i Marques. Ale jestem
otwarta na dyskusję o Zane. Jeśli zatrudnią trzy, jesteśmy wygrane”.
Hattie
i ja spojrzałyśmy na siebie.
Potem
spojrzałyśmy z powrotem na Lottie i to Hattie zrozumiała to pierwsza, ale
wiedziałam, że kiedy to zrobiła, miałyśmy to samo na myśli.
„Czy
masz na myśli, że musimy być jednością z naszą selekcją nowych tancerek, abyś
mogła ich dopasować do reszty komandosów Hawka?”
„Tak”
- powiedziała Lottie - „Chociaż tym razem nie tylko ja będę ich swatać. To
będziemy my wszystkie”.
Uh…
„Nie
jestem pewna, czy powinniśmy wybierać tancerki w oparciu o to, z kim chcemy
umówić tych chłopców” – wtrąciłam.
I
nie byłam pewna, czy powinniśmy wrobić tych chłopców.
Poznałam
ich. Byli w pobliżu przy różnych okazjach. I chociaż wydawali się świetnymi
facetami, nie znałam ich zbyt dobrze.
Nadal.
Po
pierwsze wydawali się młodzi. Byli prawdopodobnie w tym samym wieku co ja, ale
kolesie dojrzewali wolniej, a posiadanie dziecka przyspieszyło ten proces
(przynajmniej w moim przypadku).
Po
drugie, nie byłam fanką wtrącania się w życie innych ludzi.
I
na koniec, rozbijając to: Billy był przerażający. Był gorący, ale przerażający.
Marques
wciąż miał w sobie dużo chłopaka i chociaż był też gorący, żadna kobieta nie
lubiła spędzać czasu, gdy jej mężczyzna dorastał.
A
Zane wydawał się… złamany. Nie mogłam go wyczuć, ale było coś wyszczerbionego w
tym facecie. Jasne, były kobiety, które były dobre w wygładzaniu sytuacji dla
mężczyzny, ale nie sądziłam, że możemy to znaleźć, oglądając taniec laski.
„Nie
jesteś taoistką, jak ja” – powiedziała Lottie.
Hattie
zachichotała.
Uśmiechnęłam
się do niej.
Ale
nawet jeśli była zabawna, to też dla niej to rozbiłam.
„Billy
jest przerażający. Marques jest chłopcem. A Zane jest złamany. Czy naprawdę myślisz,
że mogłybyśmy wybrać dla nich idealne dziewczyny, po prostu oglądając ich
przesłuchanie na tancerki w Rewii Smithie’s?
„Powiodło
mi to z wami czterema” – zauważyła Lottie.
„Znałaś
nas i żaden z facetów nie miał tych problemów” – odpowiedziałam.
A
kiedy to zrobiłam, zarówno Lottie, jak i Hattie spojrzały na mnie.
Zapytałam
więc - „Co?”
„Auggie
jest złamany” – powiedziała Lottie.
O
cholera.
Tak
jakby był.
Tak
właściwie…
Poznawaliśmy
się, ale wciąż nie znałam go zbyt dobrze.
Chociaż
wiedziałam, że nie był tak jakby złamany.
Po
prostu był.
„Axl
ma porąbanego tatę i patrzył, jak umiera jego najlepszy przyjaciel” –
powiedziała mi Hattie.
„Mo
ma paskudny zespół stresu pourazowego, obie o tym wiecie, a przede mną kobiety
srały na niego, też o tym wiecie” - powiedziała Lottie - „Mag ma również zespół
stresu pourazowego i też o tym wiecie. A najlepszy przyjaciel Boone’a popełnił
samobójstwo po tym, jak wyszedł. Nikt nie jest doskonały. Każdy ma problemy. I
choć to zabawne, nie jestem taoistką. Po prostu wybrałam cztery naprawdę dobre
kobiety na czterech naprawdę dobrych facetów. I to zadziałało. Musimy tylko
znaleźć dobre kobiety. I to zadziała”.
W
porządku, Lots była moją przyjaciółką, ale to było super miłe, że nazwała mnie
naprawdę dobrą kobietą, ponieważ była naprawdę dobrą kobietą i cieszyłam się,
że jest w moim życiu, a jeszcze bardziej cieszyłam się, słysząc, jak
potwierdza, że to uczucie było wzajemne.
I
miała rację.
W
żadnej z nas nie było nic specjalnego, a mimo to wszystkie byłyśmy od stóp do
głów wyjątkowe.
Tak
jak chłopaki.
Poczułam,
że iskra uderzyła w moje serce i poczułam się dobrze.
„O
mój boże, całkowicie mogłabym się w to wciągnąć” – powiedziałam.
„Ja
też mogłabym” – dodał Hattie.
„Widzicie?”
- spytała Lottie, wyglądając na zadowoloną z siebie - „To zabawne”.
„Nie
jestem jednak pewien, czy Billy powinien być pierwszy. Jestem z Pez. Jest
trochę przerażający” – zauważył Hattie.
„Ci
są najlepsi” – odparła Lottie.
Wiedziała
co mówiła. Mo też był przerażający.
Przed
Lottie.
Tak.
To
miało być super.
Rozległo
się uderzenie ciała do maty.
„Kathryn!”
Wszyscy
odwróciłyśmy głowy, gdy usłyszałyśmy, jak Ian szczeka tak imię Ryn.
Rzeczywiście,
Ryn spadła z liny i leżała płasko na plecach na macie na scenie.
A
Ian stał za rzędem lóż z boku z twarzą jak grzmot, a mój kark napiął się
kompletnie, widząc to, bo nawet kiedy miał do czynienia z dupkiem albo
pijakiem, zawsze był stoicko spokojny.
„Taniec
na linie się skończył” – oświadczył.
Ryn
zerwała się na równe nogi i położyła ręce na biodrach – „Ale, Ian, to jest
super jak cholera”.
„To
zbyt niebezpieczne” – odparł.
„Potrzebuję
tylko trochę ćwiczeń, a będzie czad” – odpowiedziała.
„Co powiedziałem?” - ryknął.
W
całej sali ucichło.
A
była to ogromna sala.
Ponieważ
nigdy, przenigdy nie słyszałam Iana podnoszącego głos. Nigdy. Zdecydowanie nie
w złości.
„To
się skończyło. Zrób coś innego” – zarządził Ian.
A
potem wyszedł z ogromnej sali z pięcioma parami kobiecych oczu wpatrzonych w
niego przez całą drogę i zniknął na schodach do dawnego biura Smithiego, ale
teraz korzystał z niego głównie Ian.
Kiedy
go nie było, zanuciłam - „Umm…”
„Co
się dzieje z Ianem?” – zapytała Hattie.
Ryn
była za daleko, więc nie usłyszała pytania Hattie, więc - „Co się dzieje z jego
tyłkiem?” - na nas na wpół wrzasnęła.
Oglądałam
Lottie.
„Lots,
ty wiesz?” - zapytałam.
Patrzyła
przez ramię, podciągnięta do góry tak, by mogła patrzeć przez tył loży.
Usiadła
i skierowała na mnie oczy.
„Bladego
pojęcia. Ale mi się to nie podoba” – powiedziała.
„Mi
też nie” – zgodziła się Hattie.
Zwróciłam
uwagę na miejsce, w którym zniknął Ian.
„Może
dać mu minutę na uspokojenie, a potem pójdziemy z nim porozmawiać?” -
zasugerowała Hattie.
To
był dobry pomysł.
Ale
zauważyłam, że Los potrząsa głową.
„Zawsze
jest przy nas” - zauważyła Hattie - „To nie jest fajne, jeśli coś się z nim
dzieje, a nas tam nie ma”.
„Musimy
również dać temu mężczyźnie szansę na wolny dzień bez czterech suk, które się
tym zajmują” – odpowiedziała Lottie.
„Nie
miałam na myśli wchodzić w jego gówno” – zauważyła Hattie.
„Jestem
za tym, żeby wpaść w jego gówno”.
Wszyscy
spojrzeliśmy na koniec wybiegu i zobaczyliśmy, że dołączyła do nas Ryn.
„Nie
wpakujemy się w jego gówno” – oświadczyłam.
„Nie
krzyczał na ciebie i nie mówił, że nie możesz wykonać tańca na linie super-fly”
– odpowiedziała Ryn.
„To
prawda” – mruknęłam.
„Mówię
tylko, że…” – wtrąciła Lottie – „…musimy dać mu trochę przestrzeni. Pozwala nam
być jakimi jesteśmy. Musimy pozwolić mu na to samo. Jeśli wyda nam się, że coś
się z nim dzieje, a nie tylko zły dzień, spotkamy się ponownie”.
Mogłabym
się z tym zgodzić, więc się zgodziłam.
Ale
nie byłam tego wielką fanką.
Ponieważ
Ian też nie wydawał się być okej, kiedy wcześniej z nim rozmawiałam w tylnym
korytarzu.
No
dobrze, to „wcześniej” było zaledwie dziesięć minut temu.
Mimo
to było to inne niż jego zwykłe. Nie było mowy, żebym znała Iana od lat, a on
nie miał w tym czasie złego dnia. Po prostu na nikogo nie krzyczał.
To
oznaczało, że ten zły dzień był zły i
nie chciałam, żeby myślał, że mamy to w dupie.
Ale
musiałam przyznać, że był mężczyzną, który wydał mi się kimś, kto chciałby
trochę przestrzeni, gdyby nie było wspaniale.
Więc
mogłam mu to dać.
Na
razie.
Dziękuję za rozdział z laskami :) Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję i życzę zdrowych, spokojnych i radosnych Świat Bożego Narodzenia.
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️😘
OdpowiedzUsuń