czwartek, 23 grudnia 2021

13 - Przestrzeń

 

ROZDZIAŁ 13

 

Przestrzeń

 

 

 

Pepper

 

Późnym rankiem następnego ranka po mojej randce El Tejado z Auggie’m, weszłam tylnymi drzwiami do Smithie’s, aby wziąć udział w próbie.

I zrobiłam to z głową pochyloną do telefonu.

To dlatego, że randka tak naprawdę się nie skończyła.

Przeszła na SMS-y.

Zaczęło się od wiadomości ode mnie około minuty po tym, jak straciłam z oczu SUV-a Auggie’go na mojej ulicy:

Jestem na ciebie zła.

Od Aug’a jakiś czas później (miejmy nadzieję, kiedy nie prowadził):

Czemu?

Ponieważ po prostu wyszedłeś.

I jesteś zbyt dobry

w praktykowaniu powściągliwości.

Był.

U mnie w domu na koniec wieczoru mieliśmy piwo dla niego, kieliszek wina dla mnie, trochę przytulanek, trochę pocałunku na kanapie, a potem wyszedł.

Więc tak.

Nie byłam szczęśliwa.

Z tym.

Ponieważ byłam całkowicie szczęśliwa, bo randka znów była niesamowita, nawet jeśli początek był głęboki i intensywny. To było dobre głębokie i intensywne. A żebym mogła poznać Auggie’go, musieliśmy przejść przez jeszcze bardziej głębokie i intensywne.

Równie dobrze można było zacząć z hukiem.

Chociaż nie trzeba dodawać, że liczyłam na inny rodzaj huku.

Biedactwo

Jestem.

Jestem bardzo biedna.

Bo mój chłopak jest podły.

Oczywiście, po wysłaniu tego przeraziłam się, ponieważ trzy kropki Auggie’go działały przez naprawdę, naprawdę bardzo długo bez nadchodzącego SMS-a.

I przez ten długi czas zdałam sobie sprawę, że mieliśmy jedną randkę telefoniczną, jedną przy mojej wyspie kuchennej i jedną randkę wychodzącą, która zaczęła się, gdy on poszedł na spotkanie w szkole mojej córki.

A ja właśnie nazwałam go moim chłopakiem.

Podczas gdy jego kropki się formowały, szybko napisałam:

Nie miałam na myśli chłopaka-chłopaka.

Tylko żartowałam.

Nie było w tym zbyt wielu kropek, zanim dostałam:

Szkoda. Ten kawałek chłopaka był

moją ulubioną częścią.

Tak!

To była jego odpowiedź.

Oczywiście od tego się zaczęło i nie można zaprzeczyć, że nasza czwarta randka była randką SMS-ową, która trwała od czasu, gdy mnie opuścił, do czasu, gdy wspólnie zgodziliśmy się przestać pisać, aby pójść spać, a zaczęliśmy od nowa dziś rano, kiedy on do mnie wysyłał SMS-a tak wcześnie, że była to zbrodnia.

Ale nie obchodziło mnie to nawet trochę.

A jego tekst mówił:

Dzień dobry, kochanie.

Nazwijcie mnie szaloną, ale to był najdoskonalszy tekst, jaki kiedykolwiek dostałam w życiu.

Teraz było tuż po 10:00, a my pisaliśmy z przerwami od 5:30.

I tak, złamałam własną zasadę i całą noc trzymałam telefon przy łóżku.

Do diabła z polami elektromagnetycznymi.

„Pepper”

Głos Iana wypowiadający moje imię, robiący to ostro i w bliskiej odległości, sprawił, że zatrzymałam się z poślizgiem, a także przestałam patrzeć na telefon z uśmiechem jak wariatka.

Powodem, dla którego moje imię było ostre i bliskie, było to, że powiedział to, zanim na niego wpadłam.

„Hej, przepraszam” – powiedziałam.

„Hej” – odpowiedział, a jego zwykle głęboki, bogaty głos wciąż miał w sobie ostrą nutę.

Umm…

„Cieszę się, że cię złapałem” - kontynuował - „Dominique dała wczoraj wypowiedzenie. Wraca do Milwaukee”.

Nic nie powiedziałam, bo już wiedziałam, że Dominique, jedna z naszych solowych tancerek i weteranka Smithie’s, to rozważała. Rozpaliła na nowo płomień z kochankiem z domu. Wróciła, on przyjechał do Denver, a teraz skończyli z dużym dystansem i zamierzali spróbować naprawdę.

„Więc zatrudniamy i chciałbym, abyś wraz z Lottie, Hattie i Ryn wzięła udział w przesłuchaniach”.

Superowo!

To będzie odlot.

Uśmiechnęłam się do niego - „Tak jest”.

„Właściwie będziemy zatrudniać dwie, może trzy tancerki. Więc bądź przygotowana. To może zająć trochę czasu”.

Nie uśmiechałam się z tego powodu.

Głównie dlatego, że nie potrzebowaliśmy dwóch, a może trzech tancerek.

Dominique była fantastyczna, ale mieliśmy już niezłą obsadę solistek.

Świadczył o tym fakt, że każdego wieczoru mieliśmy zatłoczoną salę z kolejką wokół budynku, aby dostać się do środka.

Ian dokonał przeróbkę show, przenosząc nas od striptizu, kiedy sama Lottie miała kilka solowych występów każdego wieczoru, do rewii. Obejmowało to fakt, że wszystkie wchodziłyśmy na scenę na solówki, były zespołowe występy burleski pomiędzy nimi, a Holly na scenie robiła od dwóch do trzech kawałków komediowych każdego wieczoru i angażowała publiczność między tancerkami, aby pomocnicy mogli przygotować się do następnego występu, mieliśmy wszystko ustawione.

Wisienką na torcie było to, że teraz podawali jedzenie. Tapas dla smakoszy, które były wielkim hitem.

To wszystko było wielkim hitem.

Sekcja VIP była zarezerwowana do marca, co było niesłychane. A zasady rezerwacji sekcji VIP były takie, że trzeba było zarezerwować ją na całą noc, miałeś własną obsługę i mogłeś dostać cokolwiek chciałeś z baru, ale opcje menu były dodatkowe.

I kosztowała piętnaście tysięcy dolarów.

Za noc.

Koniecznie musieliśmy zastąpić Dominique, ale jeśli nie zwalniał wykonawców z zespołów ani ich nie powiększał, nie potrzebowaliśmy więcej solistów.

I to było dla mnie zmartwieniem, bo nie byłam Lottie. Ona była nie tylko artystyczną tancerką egzotyczną, była sławna. Była sławna, zanim zaczęła pracować w Smithie’s. Była jego główną gwiazdą przez lata, a potem tylko zyskała na popularności.

Martwiło mnie to również, ponieważ Hattie była wyjątkowo utalentowaną tancerką i to nie tylko egzotyczną. Była tam tak dobra, a jej rutyny tak spektakularne, że organicznie przejęła miejsce na nagłówkach (Lottie nie miała nic przeciwko, bo taka właśnie była Lottie).

A Ryn była taka jak ja. Wykonywałyśmy pracę, cieszyłyśmy się nią i wkładałyśmy w nią wszystko. Ale Ryn miała mężczyznę i pracowała nad innym źródłem dochodu. Budowała swój biznes, restaurując domy i jak dotąd radziła sobie z tym dobrze.

Miała plan.

W przeciwieństwie do innych (a nikomu o tym nie mówiłam), załapałam się na większe napiwki, kiedy poszliśmy na rewię. Niewiele, ale to nie było to samo, co wcześniej, kiedy było to prosty striptiz z okazjonalnym (ale lukratywnym) tańcem na kolanach.

Nie byłam Lottie ani Hattie i nie miałam wyjścia awaryjnego jak Ryn.

Nie mogłabym mieć mniej tańca dla większej różnorodności solistów.

Potrzebowałam napiwków.

To wszystko przemknęło mi przez głowę, kiedy Ian znów się odezwał, skupiłam się na nim, aby zobaczyć, że uważnie mi się przygląda.

„Hattie niedługo odejdzie, Pez. Sadie sprzedała wczoraj kolejny kawałek. I właśnie powiedziała mi, że wygląda na to, że ta wystawa w Aspen jest gotowa. Będzie potrzebowała więcej czasu w swoim studio i woli tam być. Nie wspominając o tym, że Ryn w końcu zrobi ruch na przód. Nie możesz tańczyć całą noc i układać kafelków przez cały dzień. To ją zmęczy i wiem, z czego w końcu zrezygnuje. Muszę być gotowy. Dodamy do je zespołu. Dobre tancerki, kobiety z potencjałem, dla których Lottie, Hattie, Ryn i ty możecie być mentorkami, abym mógł je wstawić do programu, gdy nadejdzie czas”.

Dobra.

Uff.

Kryzys zażegnany.

Ponieważ talent Hattie polegał nie tylko na tańcu. Była rzeźbiarką. Niedawno miała niesamowity pokaz w galerii sztuki Sadie Chavez, który był niesamowity nie tylko dlatego, że jej rzeczy były spektakularne, ale także dlatego, że dobrze się sprzedawała.

A jej sztuka była wyceniana w strefie, w której ja nie mogłam nic kupić.

Innymi słowy, sprzedaż przez nią kolejnej sztuki mogło oznaczać dla niej tysiące dolarów.

Tak pięć do piętnastu tysięcy.

„Jestem gotowa, kiedy nadejdzie ten czas, Ianie”.

„Wszystko dobrze?” - zapytał.

„Miałam najlepszą randkę w moim życiu ostatniej nocy” - odpowiedziałam - „Co jest dziwne, bo poprzedniej nocy miałam najlepszą randkę w moim życiu. I to było dziwne, bo poprzedniego wieczoru miałam najlepszą randkę w moim życiu i była to rozmowa telefoniczna”.

Uśmiech pojawił się na jego ustach, ale kiedy to zrobił, to ja przyglądałam mu się uważnie, ponieważ Ian był fajnym kolesiem, dobrym człowiekiem, niesamowitym szefem, wspaniałym przyjacielem, otwartym, uczciwym, przystępnym, ale nie myślałam, żebym kiedykolwiek widziała, by uśmiechał się do mnie z sprzecznym światłem w oku.

Światłem, które mówiło, że jest szczęśliwy z mojego powodu, ale coś innego było w jego umyśle i cokolwiek to było, może nie być wspaniałe.

„Czy wszystko u ciebie dobrze?” - zapytałam.

„Idealnie” - skłamał.

I poczułam, jak ściska mi się w żołądku, bo to było totalne kłamstwo, a nie byłam pewna, czy Ian kiedykolwiek mnie okłamał.

„Na pewno?” - nacisnęłam.

Pokiwał głową.

„Jasne” – stwierdził stanowczo – „Pozwolę ci iść na próbę”.

Zaczął się ruszać, żeby wyjść tylnymi drzwiami, ale złapałam go ręką za ramię.

Spojrzał na mnie.

Nie był tylko tym wszystkim, o czym mówiłam wcześniej.

Był wysoki i niesamowicie przystojny, miał piękne oczy, szerokie ramiona i cudowną czekoladową skórę. Do tego świetnie się ubierał i miał niesamowite maniery.

To był rodzaj cudu, że jeszcze nie miał kobiety.

Z drugiej strony nie byłam pewna, czy na świecie istniała kobieta wystarczająco dobra dla Doriana Walkera.

I prawdopodobnie dlatego Lottie (ani żadna z nas) nie próbowała go zeswatać.

Musiałby to być ktoś wyjątkowy. Superbohaterka.

Cudowna kobieta.

„Wiesz, jeśli coś się dzieje, jestem tutaj, aby słuchać. Kiedykolwiek, tak?” - powiedziałam.

Jego twarz się rozluźniła, wyglądał i czuł się bardziej jak Ian, zanim powiedział - „Dzięki, Pez. Ale naprawdę jest okej”.

„Przypominam, oferta jest zawsze otwarta”.

Pochylił się i pocałował mnie w policzek.

(Widzisz? Niesamowite maniery!)

„Szczerze, nic mi nie jest” – powiedział mi, gdy się wyprostował.

Skinęłam głową.

Wyszedł tylnymi drzwiami.

Weszłam do klubu.

Lottie i Hattie siedziały w jednej z zabójczych nowych lóż, które otaczały scenę.

Ryn była na scenie z jakąś nieznaną mi laską, podwieszoną do sufitu satynową liną, a pod nią z dużą matą.

O rany.

Ryn powiedziała, że zamierza spróbować tańca w powietrzu i oto jest. Zatrudniła tego trenera, o którym nam opowiadała, i zamierzała to zrobić.

Niesamowite.

Nie odrywałam wzroku od Ryn, kiedy dotarłam do loży na końcu wybiegu, gdzie siedziały Lots i Hatz.

„Yo” - powiedziałam, wślizgując się do nich i obserwowałam, jak Ryn z jedną stopą owiniętą wokół liny, tak samo z nadgarstkiem, wykonała cholernie fajny manewr zgięcia w tył/rozszczepienia.

W zamian dostałam „Yo” (Lottie) i „Hej” (Hatz).

Ryn wyszła ze swojej pozycji, a jej trener podeszła do niej, więc spojrzałam na Hattie.

„Gratuluję sprzedaży”.

Uśmiechnęła się do mnie - „Wpadłaś na Iana?”

Skinąłam głową - „Jestem z tego powodu szczęśliwa, kochanie. A Aspen się dzieje?”

Właśnie wtedy skinęła głową i delikatnie podskoczyła na tyłku - „Jestem podekscytowana. Ale Sadie sprzedała tak dużo, że muszę brać się do pracy”.

Tak.

Ian miał rację.

Hattie nie wytrzyma długo w Smithie’s.

Nie wspominając o tym, że Ryn zdecydowanie chciała, aby jej życie polegało na odnawianiu domów (i na Boone).

A Lottie i Mo szli dalej z całkiem niezłym impetem. Wydawało się, że dopiero wczoraj się spotkali. Teraz byli małżeństwem i wiedziałam, że chciała mieć dzieci. Nie mogłaś tańczyć tak jak my, kiedy brzuszek zaczynał być widoczny. Może nawet przejdzie na emeryturę (chociaż nie sądziłam, że przejdzie, ale widziałam ją z jej siostrzeńcami, uwielbiała ich - mogłam całkowicie zobaczyć, jak mówi, na przykład, chcę być mamą na cały etat).

A potem byłam… ja.

Ja też nie mogłam tańczyć w nieskończoność.

Byłam pewna, że seksowna siedemdziesięcioletnia kobieta mogłaby wykonać świetną robotę, ale napiwki prawdopodobnie byłyby gówniane, a połowa z nich byłaby napiwkami z litości.

Potrzebowałam napiwków; dużo, a żadnej z litości.

Boże.

Ja też potrzebowałam planu awaryjnego.

„Jak poszła randka?” - spytała Lottie.

Pochowałam myśli i uśmiechnęłam się do niej - „Świetnie”.

„Czy czujesz się jak wielki dureń, że odkładałaś go na tak długo?” - zapytała.

Nie przestawałam się do niej uśmiechać - „Całkowicie”.

Lekko potrząsnęła głową i przewróciła oczami, ale kąciki jej ust były uniesione.

„Słyszałaś o Dominique?” - spytała Hattie.

„Tak” - odpowiedziałam.

„Musimy być jednością na jedną” - stwierdziła zdezorientowana Lottie.

„Na jedną z czym?” - spytała Hattie, najwyraźniej tak samo zdezorientowana jak ja.

„Na jedną z zatrudnionych” – powiedziała Lottie - „Jeśli zatrudnią jedną kobietę, chodzi o Billy’ego. Jeśli jest dwie, to mój wybór: Billy i Marques. Ale jestem otwarta na dyskusję o Zane. Jeśli zatrudnią trzy, jesteśmy wygrane”.

Hattie i ja spojrzałyśmy na siebie.

Potem spojrzałyśmy z powrotem na Lottie i to Hattie zrozumiała to pierwsza, ale wiedziałam, że kiedy to zrobiła, miałyśmy to samo na myśli.

„Czy masz na myśli, że musimy być jednością z naszą selekcją nowych tancerek, abyś mogła ich dopasować do reszty komandosów Hawka?”

„Tak” - powiedziała Lottie - „Chociaż tym razem nie tylko ja będę ich swatać. To będziemy my wszystkie”.

Uh…

„Nie jestem pewna, czy powinniśmy wybierać tancerki w oparciu o to, z kim chcemy umówić tych chłopców” – wtrąciłam.

I nie byłam pewna, czy powinniśmy wrobić tych chłopców.

Poznałam ich. Byli w pobliżu przy różnych okazjach. I chociaż wydawali się świetnymi facetami, nie znałam ich zbyt dobrze.

Nadal.

Po pierwsze wydawali się młodzi. Byli prawdopodobnie w tym samym wieku co ja, ale kolesie dojrzewali wolniej, a posiadanie dziecka przyspieszyło ten proces (przynajmniej w moim przypadku).

Po drugie, nie byłam fanką wtrącania się w życie innych ludzi.

I na koniec, rozbijając to: Billy był przerażający. Był gorący, ale przerażający.

Marques wciąż miał w sobie dużo chłopaka i chociaż był też gorący, żadna kobieta nie lubiła spędzać czasu, gdy jej mężczyzna dorastał.

A Zane wydawał się… złamany. Nie mogłam go wyczuć, ale było coś wyszczerbionego w tym facecie. Jasne, były kobiety, które były dobre w wygładzaniu sytuacji dla mężczyzny, ale nie sądziłam, że możemy to znaleźć, oglądając taniec laski.

„Nie jesteś taoistką, jak ja” – powiedziała Lottie.

Hattie zachichotała.

Uśmiechnęłam się do niej.

Ale nawet jeśli była zabawna, to też dla niej to rozbiłam.

„Billy jest przerażający. Marques jest chłopcem. A Zane jest złamany. Czy naprawdę myślisz, że mogłybyśmy wybrać dla nich idealne dziewczyny, po prostu oglądając ich przesłuchanie na tancerki w Rewii Smithie’s?

„Powiodło mi to z wami czterema” – zauważyła Lottie.

„Znałaś nas i żaden z facetów nie miał tych problemów” – odpowiedziałam.

A kiedy to zrobiłam, zarówno Lottie, jak i Hattie spojrzały na mnie.

Zapytałam więc - „Co?”

„Auggie jest złamany” – powiedziała Lottie.

O cholera.

Tak jakby był.

Tak właściwie…

Poznawaliśmy się, ale wciąż nie znałam go zbyt dobrze.

Chociaż wiedziałam, że nie był tak jakby złamany.

Po prostu był.

„Axl ma porąbanego tatę i patrzył, jak umiera jego najlepszy przyjaciel” – powiedziała mi Hattie.

„Mo ma paskudny zespół stresu pourazowego, obie o tym wiecie, a przede mną kobiety srały na niego, też o tym wiecie” - powiedziała Lottie - „Mag ma również zespół stresu pourazowego i też o tym wiecie. A najlepszy przyjaciel Boone’a popełnił samobójstwo po tym, jak wyszedł. Nikt nie jest doskonały. Każdy ma problemy. I choć to zabawne, nie jestem taoistką. Po prostu wybrałam cztery naprawdę dobre kobiety na czterech naprawdę dobrych facetów. I to zadziałało. Musimy tylko znaleźć dobre kobiety. I to zadziała”.

W porządku, Lots była moją przyjaciółką, ale to było super miłe, że nazwała mnie naprawdę dobrą kobietą, ponieważ była naprawdę dobrą kobietą i cieszyłam się, że jest w moim życiu, a jeszcze bardziej cieszyłam się, słysząc, jak potwierdza, że to uczucie było wzajemne.

I miała rację.

W żadnej z nas nie było nic specjalnego, a mimo to wszystkie byłyśmy od stóp do głów wyjątkowe.

Tak jak chłopaki.

Poczułam, że iskra uderzyła w moje serce i poczułam się dobrze.

„O mój boże, całkowicie mogłabym się w to wciągnąć” – powiedziałam.

„Ja też mogłabym” – dodał Hattie.

„Widzicie?” - spytała Lottie, wyglądając na zadowoloną z siebie - „To zabawne”.

„Nie jestem jednak pewien, czy Billy powinien być pierwszy. Jestem z Pez. Jest trochę przerażający” – zauważył Hattie.

„Ci są najlepsi” – odparła Lottie.

Wiedziała co mówiła. Mo też był przerażający.

Przed Lottie.

Tak.

To miało być super.

Rozległo się uderzenie ciała do maty.

Kathryn!

Wszyscy odwróciłyśmy głowy, gdy usłyszałyśmy, jak Ian szczeka tak imię Ryn.

Rzeczywiście, Ryn spadła z liny i leżała płasko na plecach na macie na scenie.

A Ian stał za rzędem lóż z boku z twarzą jak grzmot, a mój kark napiął się kompletnie, widząc to, bo nawet kiedy miał do czynienia z dupkiem albo pijakiem, zawsze był stoicko spokojny.

„Taniec na linie się skończył” – oświadczył.

Ryn zerwała się na równe nogi i położyła ręce na biodrach – „Ale, Ian, to jest super jak cholera”.

„To zbyt niebezpieczne” – odparł.

„Potrzebuję tylko trochę ćwiczeń, a będzie czad” – odpowiedziała.

Co powiedziałem?” - ryknął.

W całej sali ucichło.

A była to ogromna sala.

Ponieważ nigdy, przenigdy nie słyszałam Iana podnoszącego głos. Nigdy. Zdecydowanie nie w złości.

„To się skończyło. Zrób coś innego” – zarządził Ian.

A potem wyszedł z ogromnej sali z pięcioma parami kobiecych oczu wpatrzonych w niego przez całą drogę i zniknął na schodach do dawnego biura Smithiego, ale teraz korzystał z niego głównie Ian.

Kiedy go nie było, zanuciłam - „Umm…”

„Co się dzieje z Ianem?” – zapytała Hattie.

Ryn była za daleko, więc nie usłyszała pytania Hattie, więc - „Co się dzieje z jego tyłkiem?” - na nas na wpół wrzasnęła.

Oglądałam Lottie.

„Lots, ty wiesz?” - zapytałam.

Patrzyła przez ramię, podciągnięta do góry tak, by mogła patrzeć przez tył loży.

Usiadła i skierowała na mnie oczy.

„Bladego pojęcia. Ale mi się to nie podoba” – powiedziała.

„Mi też nie” – zgodziła się Hattie.

Zwróciłam uwagę na miejsce, w którym zniknął Ian.

„Może dać mu minutę na uspokojenie, a potem pójdziemy z nim porozmawiać?” - zasugerowała Hattie.

To był dobry pomysł.

Ale zauważyłam, że Los potrząsa głową.

„Zawsze jest przy nas” - zauważyła Hattie - „To nie jest fajne, jeśli coś się z nim dzieje, a nas tam nie ma”.

„Musimy również dać temu mężczyźnie szansę na wolny dzień bez czterech suk, które się tym zajmują” – odpowiedziała Lottie.

„Nie miałam na myśli wchodzić w jego gówno” – zauważyła Hattie.

„Jestem za tym, żeby wpaść w jego gówno”.

Wszyscy spojrzeliśmy na koniec wybiegu i zobaczyliśmy, że dołączyła do nas Ryn.

„Nie wpakujemy się w jego gówno” – oświadczyłam.

„Nie krzyczał na ciebie i nie mówił, że nie możesz wykonać tańca na linie super-fly” – odpowiedziała Ryn.

„To prawda” – mruknęłam.

„Mówię tylko, że…” – wtrąciła Lottie – „…musimy dać mu trochę przestrzeni. Pozwala nam być jakimi jesteśmy. Musimy pozwolić mu na to samo. Jeśli wyda nam się, że coś się z nim dzieje, a nie tylko zły dzień, spotkamy się ponownie”.

Mogłabym się z tym zgodzić, więc się zgodziłam.

Ale nie byłam tego wielką fanką.

Ponieważ Ian też nie wydawał się być okej, kiedy wcześniej z nim rozmawiałam w tylnym korytarzu.

No dobrze, to „wcześniej” było zaledwie dziesięć minut temu.

Mimo to było to inne niż jego zwykłe. Nie było mowy, żebym znała Iana od lat, a on nie miał w tym czasie złego dnia. Po prostu na nikogo nie krzyczał.

To oznaczało, że ten zły dzień był zły i nie chciałam, żeby myślał, że mamy to w dupie.

Ale musiałam przyznać, że był mężczyzną, który wydał mi się kimś, kto chciałby trochę przestrzeni, gdyby nie było wspaniale.

Więc mogłam mu to dać.

Na razie.

4 komentarze: