ROZDZIAŁ
20
Szczęście
to…
Pepper
Podniósł
ją.
Podniósł
moje ośmioletnie dziecko i posadził je na masce swojego samochodu na parkingu
przed lodziarnią.
Kiedy
to zrobił, dostała gwiazdek w oczach i myślę, że trochę (bardziej) się
zakochała.
Ja
też.
Potem
Auggie oparł się o maskę swojego samochodu blisko niej i lizali rożki lodów w
suchy chłód listopadowego wieczoru.
Auggie
był w swoim niebieskim swetrze.
Juno
ubrana była w uroczą, fioletową kamizelkę z bufiastymi rękawami na granatowym
ocieplaczu z dużymi fioletowymi i niebieskimi kwiatami, fioletowo-turkusowo-różową
czapkę na głowie z masywną, intensywnie różową podszewką.
Byli
razem uroczy.
W
lodziarni zachęcał ją do spróbowania każdego smaku, jaki tylko chciała i
żartobliwie przeprowadził wywiad, w którym poprosił ją, by je zrecenzowała, gdy
to robiła. Wciągnęła się w to, zachowując się bardzo poważnie, nawet tłumiąc
chichoty.
To
było wspaniałe. Jakby mieli swój własny kanał na YouTube o lodach.
Kupił
jej dwie gałki.
Dawał
też duży napiwek, więc nie wyglądaliśmy na dupków przez to, że zajęło nam to
tyle czasu i spróbowaliśmy tak dużo lodów.
Na
zewnątrz rozmawiali o przedstawieniu w Święto Dziękczynienia.
I
rozmawiali o tym, jaki fajny był pan Sykes.
Rozmawiali
o tym, jak wszyscy chłopcy i niektóre dziewczyny z jej klasy chcą teraz zostać
żołnierzami piechoty morskiej.
I
rozmawiali o tym, że Juno była mistrzem w pakowaniu pierogów nadzieniem.
Czasami
Juno się śmiała.
Czasami
Auggie to robił.
A
ja cicho oparłam się o maskę Auggie’go kilka kroków od nich, jedząc własne
lody.
Bo
to było jak inny rodzaj randki.
Wszystko
szło dobrze.
A
ja byłam całkowicie trzecim kołem.
Ale
obserwując ich razem, pomyślałam, że to jest to.
Tym
jest szczęście.
*****
Później
tego wieczoru, po lodach Glacier, usiadłam na łóżku Juno, tak jak kiedyś, kiedy
była mała i wygładziłam jej miękkie włosy do tyłu.
„Będziesz
dobrze spać?” - zapytałam.
„Jasne”
- mruknęła moja dziewczynka do ściany naprzeciwko nas.
Leżała
na boku plecami do mnie, żebym lepiej przeczesywała jej włosy palcami.
Wciągnęłam
powietrze i wypuściłam je, zauważając - „Jesteś pewna? To była wielka noc.
Auggie tu. Wujek Birch się pokazał” - zawahałam się - „Twoja babcia”.
„Jest
okej, mamo”.
Racja.
Juno
czasami tak mówiła.
A
kiedy to robiła, zawsze zastanawiałam się, czy miała na myśli „Wszystko w
porządku”, czy „Będzie dobrze. Przeżyjemy”.
Chciałam
pierwszego.
Mogłabym
żyć z drugim.
„Dziękuję
za zrozumienie z tym telefonem” – powiedziałam.
„Powinnam
była ci od razu powiedzieć” – wymamrotała.
„Rozumiem,
dlaczego tego nie zrobiłaś”.
Przewróciła
się na plecy i spojrzała mi prosto w oczy.
Potem
zarządziła - „Powinnaś być na dole z Auggie’m”.
„Chcę
się upewnić, że wszystko w porządku”.
„Byłoby
w porządku, gdybyś była na dole z Auggie’m.”
Zaczęłam
się śmiać.
„Co
jest śmieszne?” - zapytała.
Pochyliłam
się bliżej niej i szepnęłam - „Mam małą swatkę”.
„Podoba
mi się sposób, w jaki on na ciebie patrzy” – odszepnęła.
Cudowny
dreszcz przebiegł po moim kręgosłupie.
I
to nie tylko dlatego, że byłam szczęśliwa, że jej się to podobało.
Ale
ponieważ lubiłam sposób, w jaki na mnie patrzył.
„I
podobało mi się, że wściekł się na wuja Bircha za zepsucie naszej kolacji” -
kontynuowała - „To znaczy, wiem, że nie widziałaś go od wieków, ale nie jest
miło pojawiać się w czyimś domu i nie dzwonić najpierw. Chyba że jesteś Jenn i
skończyły ci się ubrania na ranczo lub coś w tym stylu i musisz szybko wpaść”.
Miała
rację i cieszyłam się, że ma taką postawę.
Chociaż
myślałam, że to było słodkie, jak rozmawiała ze swoim wujem.
W
tych chwilach stawał się Birchem, którego znałam.
Po
prostu nie chciałam, żeby wzbudzał w niej nadzieje, że w końcu będzie miała
trochę dobrego po mojej stronie swojej rodziny, bo nawet jeśli Birch zachowywał
się jak dawniej, to mógł to był jedyny raz, kiedy go zobaczyła.
Dlatego
ostrzegłam - „Nie wiem, ile on będzie w naszym życiu, kochanie. Rozstaliśmy się”.
„W
porządku, będziemy mieli Auggie’go”.
To
mnie zaskoczyło.
To
mnie też martwiło.
„Kochanie,
on i ja dopiero zaczynamy się widywać” – ostrzegłam.
„Nie
będę miała nadziei” – obiecała.
Być
może ona nie chciała uwierzyć, że to bujda.
Ale
ja wiedziałam, że to bujda.
Postanowiłam
nie wnikać w to zbyt głęboko.
„A
kiedy stracimy babcię, rozstaniemy się z dziadkiem i ciocią Saffron?” zapytała,
nie ukrywając, że zrobiła to z nadzieją.
To
też mnie zaskoczyło.
Nie
to, co powiedziała lub że miałaby na to nadzieję.
Ale
to, że to powiedziała.
„Myślę,
że jest taka możliwość, Juno” – przyznałam.
Wcale
nie wyglądała na zdenerwowaną.
Właściwie
wszystko, co widziałam, to ulga.
I
w tym momencie czułam tylko smutek.
Ponieważ
oni przegapiali moją dziewczynę.
Mama
miała umrzeć, tak naprawdę nie znając jej.
A
tata i Saff mieli zamiar iść dalej, nigdy nie mając Juno, jako prawdziwej
części ich życia.
„Jesteśmy
drużyną marzeń, ty i ja” - oznajmiła.
„Zawsze”
- zgodziłam się.
„A
teraz idź się całować z Auggie’m” - rozkazała.
Przewróciłam
oczami i powiedziałam - „Nie bądź apodyktyczna”.
„Nigdy
go nie zatrzymasz, jeśli każesz mu siedzieć samotnie na naszej różowej kanapie,
podczas gdy ty tu siedzisz i rozmawiasz ze mną”.
„Wydaje
się, że to doskonała rada” – droczyłam się.
„Mężczyźni
nie lubią różu” – oświadczyła stanowczo.
„Nie
wiem, niektórzy mężczyźni lubią”.
„Dobrze,
ale czy możemy o tym porozmawiać, kiedy Auggie nie będzie siedział sam na
naszej różowej kanapie?”
Ciągle
się droczyłam - „Nie. Ponieważ myślę, że w tej chwili ważne jest, abyś w pełni
zrozumiała pojęcie stereotypu. Jak powiedzenie, że wszyscy mężczyźni nie lubią
różu. Mężczyźni mogą lubić, co im się podoba. A niektórzy na przykład różowy”.
„Nie
obchodzi mnie, czy mężczyźni lubią róż, czy nie” – odpowiedziała.
„Mnie
też nie” – podzieliłam się.
„Ma…
moo” - powiedziała z irytującą przesadą - „Idź. Bądź z Auggie’m”.
Odgarnęłam
jej włosy z obu stron jej twarzy. Zrobiłam to jeszcze raz i znowu, potem,
trzymając jej głowę w dłoniach, pochyliłam się, żeby pocałować jej nos i
odsunęłam się odrobinkę.
„Kocham
cię każdym włóknem mojej istoty” - wyszeptałam.
„Kocham
cię na Księżyc i z powrotem” - brzmiała jej odpowiedź.
„Idź
spać”.
„Idź
być z Auggie’m.”
„Dobranoc
kochanie”.
„Noc,
mamo”.
Wstałam
i wyłączyłam małą lampkę grzybka, która była na jej stoliku nocnym,
pozostawiając z komody małe światło księżyca, które było wykonane z drutu i
pokrytego migoczącą różową siateczką, aby nadać pomieszczeniu nocne światło.
Podeszłam
do drzwi.
Zatrzymałam
się i spojrzałam na Juno.
Znowu
była odwrócona do mnie plecami, z kołdrą pod brodą, wsuniętą w ręce, przytuloną
do łóżka, gotowa zasnąć.
Tak.
Jeszcze
raz.
To
właśnie tam było absolutnie, w stu procentach, i było tym, czym jest szczęście.
*****
Schodząc
po schodach po pożegnaniu z Juno, powędrowałam korytarzem i zobaczyłam Auggie’go
na naszej różowej kanapie.
Uśmiechnęłam
się.
Leżał
w swoim kącie z nogami wyciągniętymi przed siebie, skrzyżowanymi w kostkach.
Jedną rękę miał zarzuconą na oparcie kanapy, drugą rękę wyciągał przed sobą i
patrzył na swój telefon.
Miał
na sobie sweter i dżinsy, a gdyby zdjął buty, wyglądałby, jakby tu mieszkał.
To
dało mi kolejny dreszcz.
Nie
wyglądał, jakby był znudzony lub zniecierpliwiony tym, że poświęciłam swój czas
na powiedzenie dobranoc mojej dziewczynce.
Zauważył
mnie, odsunął telefon i zwrócił na mnie uwagę.
„Hej”
– przywitał się.
Nic
nie powiedziałam, dopóki nie zbliżyłam się i nie położyłam mu tyłka na jego
kolanach.
Natychmiast
objął mnie ramieniem, drugą ręką wsunął telefon do tylnej kieszeni, a potem
wtulił się głębiej w moją kanapę i objął mnie tym ramieniem.
Wtuliłam
się w kłębek, aż skuliłam się na jego kolanach, z głową wsuniętą pod jego brodę
i jedną ręką owiniętą wokół niego.
„Praca
czy coś?” - zapytałam na temat tego, co robił na swoim telefonie.
„Mama”
Podniosłam
głowę i spojrzałam na niego.
„Twoja
mama?” - zapytałam.
Pokiwał
głową - „Jest wkurzona tym, co o niej powiedziałem tacie. Przez cały dzień
wysadzała mój telefon”.
„A
co robiłeś, kiedy ona to robiła?” - spytałam ostrożnie.
„Ignorowałem
ją, co, ostrzegam, zwykle dolewa oliwy do ognia”.
„Aug”
- Wymówiłam jego imię, ale nie wiedziałam, co jeszcze powiedzieć.
„Myślę
o tym” – powiedział.
„A
o czym myślisz?” - zapytałam.
„Myślę,
że lubię spędzać z tobą czas. Podoba mi się twój dom. Świetnie gotujesz. Jesteś
komiczna. Jesteś słodka. Jesteś pozbierana. Twoje dziecko jest wszystkim.
Jesteśmy razem fantastyczni w łóżku i obudziłem się obok ciebie. I muszę się
głęboko zastanowić, co to oznacza, jeśli chodzi o nich. Bo tak bardzo mi się to
podoba, ze chcę, żeby to zadziałało. Bardzo tego chcę. A ona uwielbia psuć
rzeczy w sposób, po którym nie można ich naprawić”.
Było
tego bardzo dużo.
Ale
chociaż duże części mnie dotyczyły tego, jak oznajmiał, że chce, żeby to zadziałało,
utknęłam na jednej rzeczy.
„Moje
dziecko jest wszystkim?”
Na
wpół uśmiechnął się - „Nie zachowuj się, jakbyś tego nie wiedziała”.
Uśmiechnęłam
się szeroko, bo o tym wiedziałam.
„Mówiąc
o mamach” - powiedział dosadnie.
„Jeszcze
nie skończyliśmy z twoją” - powiedziałam mu - „Poważnie myślisz, że…?” - Nie
wiedziałam, jak to ująć, więc zapytałam go - „Co myślisz?”
„Myślę,
że powiedziałem ojcu, że nie wiem, dlaczego nie zmienił zamków i nie skończył z
tym. I muszę pomyśleć, dlaczego ja nie zrobiłem tego samego, w przenośni, skoro
ona nie ma klucza do mojego domu”.
„Bo
jest twoją mamą?” - zasugerowałam.
Wymruczał
westchnienie, które nie tylko usłyszałam, ale poczułam głęboko w nim.
A
potem powiedział - „Ona nigdy nie była moją mamą, Pepper. Nie mam wspomnień jak
ty. Nie mam się czego trzymać, co sprawiałoby, żebym myślał, że mnie kochała. I
to naprawdę mnie nie uderzyło, dopóki nie zobaczyłem, jak ty jesteś z Juno.
Dopóki możliwość bycia nami nie oznaczała, że staliśmy się nami. Nie mam
żadnego interesu w mojej relacji z nią, bo nigdy nie zadała sobie ze mną trudu,
aby położyć pod to fundament. Czasami przydaję się jej. Ona dla mnie nie jest
nigdy. Więc teraz muszę wykombinować, czy mój tata odejdzie z nią z mojego
życia, czy też spróbuję zabezpieczyć coś, co mam z nim. I muszę przyznać,
myślę, że na dłuższą metę byłoby o wiele łatwiej, gdyby oni oboje odeszli”.
„To
ważna decyzja do podjęcia w jeden dzień, Słonko” – powiedziałam, a on się
uśmiechnął.
„To
dobrze, że teraz tego nie robię. Tylko o tym myślę. Teraz ty. Zobaczysz jutro
mamę?”
Skinęłam
głową.
„Chcesz,
żebym poszedł z tobą?” - zaproponował.
Siedziałam
nieruchomo.
„Hawk
to zrozumie, że potrzebuję kilku godzin na to, żeby być z tobą” - powiedział.
„Nie
mogę prosić…”
„Nie
prosiłaś. Ale ty możesz”.
Myślałam
o tym.
Pomyślałam
o tym, jak hojna była ta oferta.
Pomyślałam,
jak fajnie by było, gdyby Auggie był tam, kiedy stawiłabym czoła temu, z czym
jutro będę miała do czynienia.
I
wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to nie byłoby dobre dla mamy.
„Ona
cię nie zna, więc prawdopodobnie powinnam iść sama”.
„Chcesz,
żebym cię zawiózł?”
Boże,
był tak cholernie niesamowity.
Mimo
to pokręciłam głową.
„Nie,
będzie dobrze. Ale bądź czujny. Jutro po południu może pojawić się ciąg
tekstów, które mogą być czymkolwiek”.
„Możesz
po prostu zadzwonić” - zauważył.
„Bądź
czujny, jutro po południu może być telefon, który może być moim paplaniem lub,
na przemian, szlochem”.
Uśmiechnął
- „Będę czujny”.
Dobra,
to było zrobione.
I
byłam zadowolona.
Iść
dalej…
„Zasugerowałabym,
abyśmy zaczęli się obściskiwać już teraz, ale Juno była podniecona, kiedy
dowiedziała się, że przyjeżdżasz. Jak podniecona w Wigilię. Wydawała się
całkiem zrelaksowana, kiedy ją przed chwilą zostawiłam, ale może się zakraść,
żeby sprawdzić, czy mama nie pieprzy sprawy z Auggie’m. Więc prawdopodobnie nie
powinniśmy”.
„Wydawała
się zrelaksowana?”
Uwielbiałam
nie tylko to, że zapytał, ale i to, że brzmiał, jakby naprawdę chciał odpowiedzi.
Więc
omówiłam to dla niego.
„Uznała,
że Birch był niegrzeczny, że przerwał nam kolację. Ale bardzo jej się podobało,
że byłeś na niego zły o to. Co przekłada się na to, że lubi, że stałeś między
nim a nami i jak zrujnowałby nam noc, gdyby cię tam nie było. Jeśli chodzi o
inne rzeczy, nigdy nikogo nie straciła, nie jak… nie jak…”.
„Wiem,
co mówisz” - wtrącił się delikatnie Auggie.
Kiwnęłam
głową, wdzięczna, że nie musiałam po raz kolejny powtarzać, że Juno i ja stracimy
moją matkę.
„Więc
nie jestem pewna, czy naprawdę przetwarza to, co dzieje się teraz z mamą. Ale
widzi w tym okazję do odejścia od Taty i Saffron, co, dzieląc się tym z tobą,
już rozważałam.”
Uniósł
obie brwi - „Tak?”
Kiwnęłam
głową i wyjaśniłam - „Ojciec nazywający mnie ‘bękartem Kościoła’ i mówiący
prosto w twarz, że splugawiłam braci i siostry, których nigdy nie spotkałam,
trochę osłabił rodzinne uczucia”.
Teraz
„Taaa” Aug’a było miękkie i delikatne.
Przytuliłam
się bliżej.
„Przede
wszystkim chciała, żebym ją zostawiła i przyszła tutaj, żeby być z tobą” –
powiedziałam mu.
„Masz
świetnego dzieciaka, Pepper” - powiedział.
„Cieszę
się, że tak myślisz, bo ona też cię kocha”.
Przytulił
mnie jeszcze mocniej, więc pochyliłam głowę i oparłam policzek na jego
ramieniu.
„Jedzenie
było fantastyczne” - mruknął.
„Twoje
zapiekanki mięsno serowe są lepsze.”
„No
tak, bo mięso… i ser”.
Zaśmiałam
się cicho.
„Dużo
się u ciebie dzieje, a ty też wydajesz się być okej” – zauważył.
Przycisnęłam
czoło do boku jego szyi i zaznaczyłam to, mówiąc - „Bo jestem”.
„Mała”
Głębia
tych dwóch sylab powiedziała mi, że zrozumiał to, o czym mówię.
„Dzięki
za załatwienie sprawy z Birchem”.
„Ty
chcesz chronić Juno przed wszystkim, ale nie możesz. Ja chcę was obie chronić
przed wszystkim, ale nie mogę. Ale, kiedy będę mógł, to zrobię”.
Patrzyłam
na niebieski sweter zakrywający jego szeroką klatkę piersiową i powiedziałam
sobie, że nie będę płakać.
Aby
zabrać nas gdzieś, co mogłoby w tym pomóc, podzieliłam się - „Wiesz, Juno jest
dzieckiem i próbuję nauczyć ją dbać o swoje rzeczy i jest w tym dobra. I to ona
ostatnio wykazała zainteresowanie pomaganiem mi w dbaniu o naszą przestrzeń.
Więc pomaga w domu. Ale wciąż jest dzieckiem”.
„Zechcesz
wyjaśnić, dlaczego mówisz mi coś, co wiem?” - zapytał.
„Bo
jesteś wyjątkowo schludny” - uniosłam głowę, żebym mogła złapać jego wzrok i
zapewniłam - „Podoba mi się to. Bo ja też. Lubię swoją przestrzeń
uporządkowaną. Czystą. Po prostu… wiesz, Juno może być w fazie, w której jest
zainteresowana pomaganiem, bo dba o otoczenie tak jak ja. A potem wyjdzie z
tego. Lub cokolwiek. I nie jestem jedną z tych matek, które ścigają swoje
dziecko, żeby…”
„Kotku”
„Co?”
„Trzymam
mój dom, samochód, podwórko i życie takim jakie jest, bo, kiedy dorastałem,
było chaotyczne. Zdałem sobie z tego sprawę dawno temu. Daje mi to coś. Nie
tylko to, że widzę porządek wokół mnie, ale, że jestem tym, który go utrzymuje.
Kiedy będę miał dziecko lub jeśli twoje dziecko będzie w moim życiu, nie będę
sierżantem musztry. Pozwolę im być dziećmi. Mogę po nich posprzątać, dopóki nie
nadejdzie czas, aby nauczyły się, jak to zrobić dla siebie. Więc jeśli się tym
martwisz…”
Urwał,
a kiedy to zrobił, przyszło mi do głowy, że właściwie się tym martwiłam.
Teraz
nie.
Teraz
myślałam o czymś innym.
„Nienawidzę
tego, że twoje życie było chaotyczne, Słonko” - powiedziałam.
„Ja
też. Ale tak było i już nie jest. A przynajmniej może nie być a ten sposób”.
Wtedy
zaczęłam się wkurzać.
I
podzieliłam się dlaczego.
„Wiesz,
byłoby fajnie, gdybyśmy mogli zacząć się spotykać, poznawać się nawzajem,
wprowadzać w to Juno bez tego całego gówna”.
„Może”
- zgodził się Auggie - „Ale gówno potrafi się kręcić, Pepper, bez względu na
to, jak bardzo się starasz to powstrzymać. Podsumuję to, co wiedziałem o tobie,
zanim zaczęliśmy… jesteś cudowna, świetnie się ubierasz, wyglądasz fajnie i
jesteś lojalną przyjaciółką. To już wiem. Jesteś tym wszystkim, wszystkimi
rzeczami, o których mówiłem wcześniej i naprawdę dobrze radzisz sobie z
kryzysem. Czy chcę, abyśmy rzucali na nas kryzys po kryzysie? Nie. Czy to
kurewsko atrakcyjne jak cholera, że nie
rozpadasz się całkowicie po odrobinie gówna idącego na południe, nie mówiąc już
o tym, co zostało rzucone na ciebie w zeszłym tygodniu? Tak. To naprawdę pieprzenie
jest”.
Zawsze
byłam bardzo dumna ze swoich włosów.
Teraz
z tego byłam cholernie dumna.
Częściowo
czułam się w ten sposób, bo miał rację. Nie uginałam się pod presją. Mogłam się
zgiąć, ale potem sobie z tym radziłam. A to było coś, z czego mogłam być dumna.
Również
dlatego, że jego matka się uginała. Nie broniła się i nie dokonywała
pozytywnych zmian w swoim życiu. Nie wstawiała się za swoim synem i nie robiła
wszystkiego, co mogła, aby miał pozytywne rzeczy w swoim życiu. Trafiała na
przeciwności losu i wpadała w cykl negatywnych i toksycznych zachowań.
Inną
częścią tego było to, że byłam bardzo dumna, że mogłam dać to Auggie’mu, kiedy
przechodziliśmy kryzys po kryzysie.
„Było
bardzo atrakcyjne, jak poradziłeś sobie z Birchem, a w zeszłym tygodniu też z
Corbin’em” - odpowiedziałam.
Potrząsnął
głową - „Straciłem opanowanie z twoim byłym i prawie straciłem z twoim bratem,
a ty to czułaś. To nie było fajne”.
„Dla
mnie było”.
„Pepper…”
Położyłam
palce na jego ustach - „Dla mnie było, Auggie. Przez całe życie miałeś chaos, a
ja nie miałam nikogo, kto by mnie chronił przed wszystkim, co przyniosło życie.
Nie jestem pewna, czy rozumiałeś, kiedy podzieliłam się tym wcześniej, ile to
dla mnie znaczy, że mam kogoś w swoim narożniku. Ale powtórzę, to wiele znaczy”.
Wytrzymał
moje spojrzenie.
Potem
zacisnął palce na moim nadgarstku, odsunął moją rękę i zapytał - „Jesteś pewna,
że nie możemy się obściskiwać?”
Posłałam
mu zadowolony z siebie uśmiech, bo bardzo mnie lubił i chciał moich ust, więc
czułam się bardzo zadowolona - „Niestety jestem i nie możemy”.
„Zasmucony,
kochanie” - wymamrotał, jego usta wykrzywiły się.
„Opuściłeś
dziś w szkole dyżur przy dekoracjach na Święto Dziękczynienia” – zauważyłam.
„Zadzwoniłem
do nauczyciela. Mam przepustkę” - zażartował.
„Czy
Juno i ja możemy przyjść z tobą w tym tygodniu, kiedy tam będziesz? Nie chcę, żeby
dla niej cały czas był cały Auggie albo cały czas Juno dla ciebie, ale…”
„A
co powiesz na czwartek?”
Wtedy
posłałam mu szeroki uśmiech.
Pochylił
się i scałował go z moich ust.
Kiedy
podniósł głowę, wymamrotał - „Tylko trochę się obmacuję”.
„To
nigdy nikogo nie krzywdzi” - odpowiedziałam.
„Chcesz
obejrzeć coś na Netflix’ie?” - zapytał.
Zostaje
na dłużej.
Jupi!
„Tak”
- odpowiedziałam.
„Gdzie
trzymasz pilota?”
Wstałam
i przyniosłam.
Aug
zdjął buty, kiedy to robiłam.
Potem
wróciłam na kanapę i przytuliłam się do niego, oboje byliśmy rozciągnięci na
mojej różowej kanapie.
Odebrał
mi pilota i włączył telewizor, natychmiast regulując głośność pod Juno.
Aug
znalazł coś, co oboje chcieliśmy obejrzeć (Nastoletni łowcy nagród).
Odprężyliśmy
się i wyluzowaliśmy przed telewizorem.
Więc
znowu…
Tak.
To
właśnie to było…
Czym
jest szczęście.
Dziękuję za relaksujący rozdział :)
OdpowiedzUsuńCZekam na kolejny.