czwartek, 30 grudnia 2021

20 - Szczęście to…

 

ROZDZIAŁ 20

 

Szczęście to…

 

 

 

Pepper

 

Podniósł ją.

Podniósł moje ośmioletnie dziecko i posadził je na masce swojego samochodu na parkingu przed lodziarnią.

Kiedy to zrobił, dostała gwiazdek w oczach i myślę, że trochę (bardziej) się zakochała.

Ja też.

Potem Auggie oparł się o maskę swojego samochodu blisko niej i lizali rożki lodów w suchy chłód listopadowego wieczoru.

Auggie był w swoim niebieskim swetrze.

Juno ubrana była w uroczą, fioletową kamizelkę z bufiastymi rękawami na granatowym ocieplaczu z dużymi fioletowymi i niebieskimi kwiatami, fioletowo-turkusowo-różową czapkę na głowie z masywną, intensywnie różową podszewką.

Byli razem uroczy.

W lodziarni zachęcał ją do spróbowania każdego smaku, jaki tylko chciała i żartobliwie przeprowadził wywiad, w którym poprosił ją, by je zrecenzowała, gdy to robiła. Wciągnęła się w to, zachowując się bardzo poważnie, nawet tłumiąc chichoty.

To było wspaniałe. Jakby mieli swój własny kanał na YouTube o lodach.

Kupił jej dwie gałki.

Dawał też duży napiwek, więc nie wyglądaliśmy na dupków przez to, że zajęło nam to tyle czasu i spróbowaliśmy tak dużo lodów.

Na zewnątrz rozmawiali o przedstawieniu w Święto Dziękczynienia.

I rozmawiali o tym, jaki fajny był pan Sykes.

Rozmawiali o tym, jak wszyscy chłopcy i niektóre dziewczyny z jej klasy chcą teraz zostać żołnierzami piechoty morskiej.

I rozmawiali o tym, że Juno była mistrzem w pakowaniu pierogów nadzieniem.

Czasami Juno się śmiała.

Czasami Auggie to robił.

A ja cicho oparłam się o maskę Auggie’go kilka kroków od nich, jedząc własne lody.

Bo to było jak inny rodzaj randki.

Wszystko szło dobrze.

A ja byłam całkowicie trzecim kołem.

Ale obserwując ich razem, pomyślałam, że to jest to.

Tym jest szczęście.

*****

Później tego wieczoru, po lodach Glacier, usiadłam na łóżku Juno, tak jak kiedyś, kiedy była mała i wygładziłam jej miękkie włosy do tyłu.

„Będziesz dobrze spać?” - zapytałam.

„Jasne” - mruknęła moja dziewczynka do ściany naprzeciwko nas.

Leżała na boku plecami do mnie, żebym lepiej przeczesywała jej włosy palcami.

Wciągnęłam powietrze i wypuściłam je, zauważając - „Jesteś pewna? To była wielka noc. Auggie tu. Wujek Birch się pokazał” - zawahałam się - „Twoja babcia”.

„Jest okej, mamo”.

Racja.

Juno czasami tak mówiła.

A kiedy to robiła, zawsze zastanawiałam się, czy miała na myśli „Wszystko w porządku”, czy „Będzie dobrze. Przeżyjemy”.

Chciałam pierwszego.

Mogłabym żyć z drugim.

„Dziękuję za zrozumienie z tym telefonem” – powiedziałam.

„Powinnam była ci od razu powiedzieć” – wymamrotała.

„Rozumiem, dlaczego tego nie zrobiłaś”.

Przewróciła się na plecy i spojrzała mi prosto w oczy.

Potem zarządziła - „Powinnaś być na dole z Auggie’m”.

„Chcę się upewnić, że wszystko w porządku”.

„Byłoby w porządku, gdybyś była na dole z Auggie’m.”

Zaczęłam się śmiać.

„Co jest śmieszne?” - zapytała.

Pochyliłam się bliżej niej i szepnęłam - „Mam małą swatkę”.

„Podoba mi się sposób, w jaki on na ciebie patrzy” – odszepnęła.

Cudowny dreszcz przebiegł po moim kręgosłupie.

I to nie tylko dlatego, że byłam szczęśliwa, że jej się to podobało.

Ale ponieważ lubiłam sposób, w jaki na mnie patrzył.

„I podobało mi się, że wściekł się na wuja Bircha za zepsucie naszej kolacji” - kontynuowała - „To znaczy, wiem, że nie widziałaś go od wieków, ale nie jest miło pojawiać się w czyimś domu i nie dzwonić najpierw. Chyba że jesteś Jenn i skończyły ci się ubrania na ranczo lub coś w tym stylu i musisz szybko wpaść”.

Miała rację i cieszyłam się, że ma taką postawę.

Chociaż myślałam, że to było słodkie, jak rozmawiała ze swoim wujem.

W tych chwilach stawał się Birchem, którego znałam.

Po prostu nie chciałam, żeby wzbudzał w niej nadzieje, że w końcu będzie miała trochę dobrego po mojej stronie swojej rodziny, bo nawet jeśli Birch zachowywał się jak dawniej, to mógł to był jedyny raz, kiedy go zobaczyła.

Dlatego ostrzegłam - „Nie wiem, ile on będzie w naszym życiu, kochanie. Rozstaliśmy się”.

„W porządku, będziemy mieli Auggie’go”.

To mnie zaskoczyło.

To mnie też martwiło.

„Kochanie, on i ja dopiero zaczynamy się widywać” – ostrzegłam.

„Nie będę miała nadziei” – obiecała.

Być może ona nie chciała uwierzyć, że to bujda.

Ale ja wiedziałam, że to bujda.

Postanowiłam nie wnikać w to zbyt głęboko.

„A kiedy stracimy babcię, rozstaniemy się z dziadkiem i ciocią Saffron?” zapytała, nie ukrywając, że zrobiła to z nadzieją.

To też mnie zaskoczyło.

Nie to, co powiedziała lub że miałaby na to nadzieję.

Ale to, że to powiedziała.

„Myślę, że jest taka możliwość, Juno” – przyznałam.

Wcale nie wyglądała na zdenerwowaną.

Właściwie wszystko, co widziałam, to ulga.

I w tym momencie czułam tylko smutek.

Ponieważ oni przegapiali moją dziewczynę.

Mama miała umrzeć, tak naprawdę nie znając jej.

A tata i Saff mieli zamiar iść dalej, nigdy nie mając Juno, jako prawdziwej części ich życia.

„Jesteśmy drużyną marzeń, ty i ja” - oznajmiła.

„Zawsze” - zgodziłam się.

„A teraz idź się całować z Auggie’m” - rozkazała.

Przewróciłam oczami i powiedziałam - „Nie bądź apodyktyczna”.

„Nigdy go nie zatrzymasz, jeśli każesz mu siedzieć samotnie na naszej różowej kanapie, podczas gdy ty tu siedzisz i rozmawiasz ze mną”.

„Wydaje się, że to doskonała rada” – droczyłam się.

„Mężczyźni nie lubią różu” – oświadczyła stanowczo.

„Nie wiem, niektórzy mężczyźni lubią”.

„Dobrze, ale czy możemy o tym porozmawiać, kiedy Auggie nie będzie siedział sam na naszej różowej kanapie?”

Ciągle się droczyłam - „Nie. Ponieważ myślę, że w tej chwili ważne jest, abyś w pełni zrozumiała pojęcie stereotypu. Jak powiedzenie, że wszyscy mężczyźni nie lubią różu. Mężczyźni mogą lubić, co im się podoba. A niektórzy na przykład różowy”.

„Nie obchodzi mnie, czy mężczyźni lubią róż, czy nie” – odpowiedziała.

„Mnie też nie” – podzieliłam się.

„Ma… moo” - powiedziała z irytującą przesadą - „Idź. Bądź z Auggie’m”.

Odgarnęłam jej włosy z obu stron jej twarzy. Zrobiłam to jeszcze raz i znowu, potem, trzymając jej głowę w dłoniach, pochyliłam się, żeby pocałować jej nos i odsunęłam się odrobinkę.

„Kocham cię każdym włóknem mojej istoty” - wyszeptałam.

„Kocham cię na Księżyc i z powrotem” - brzmiała jej odpowiedź.

„Idź spać”.

„Idź być z Auggie’m.”

„Dobranoc kochanie”.

„Noc, mamo”.

Wstałam i wyłączyłam małą lampkę grzybka, która była na jej stoliku nocnym, pozostawiając z komody małe światło księżyca, które było wykonane z drutu i pokrytego migoczącą różową siateczką, aby nadać pomieszczeniu nocne światło.

Podeszłam do drzwi.

Zatrzymałam się i spojrzałam na Juno.

Znowu była odwrócona do mnie plecami, z kołdrą pod brodą, wsuniętą w ręce, przytuloną do łóżka, gotowa zasnąć.

Tak.

Jeszcze raz.

To właśnie tam było absolutnie, w stu procentach, i było tym, czym jest szczęście.

*****

Schodząc po schodach po pożegnaniu z Juno, powędrowałam korytarzem i zobaczyłam Auggie’go na naszej różowej kanapie.

Uśmiechnęłam się.

Leżał w swoim kącie z nogami wyciągniętymi przed siebie, skrzyżowanymi w kostkach. Jedną rękę miał zarzuconą na oparcie kanapy, drugą rękę wyciągał przed sobą i patrzył na swój telefon.

Miał na sobie sweter i dżinsy, a gdyby zdjął buty, wyglądałby, jakby tu mieszkał.

To dało mi kolejny dreszcz.

Nie wyglądał, jakby był znudzony lub zniecierpliwiony tym, że poświęciłam swój czas na powiedzenie dobranoc mojej dziewczynce.

Zauważył mnie, odsunął telefon i zwrócił na mnie uwagę.

„Hej” – przywitał się.

Nic nie powiedziałam, dopóki nie zbliżyłam się i nie położyłam mu tyłka na jego kolanach.

Natychmiast objął mnie ramieniem, drugą ręką wsunął telefon do tylnej kieszeni, a potem wtulił się głębiej w moją kanapę i objął mnie tym ramieniem.

Wtuliłam się w kłębek, aż skuliłam się na jego kolanach, z głową wsuniętą pod jego brodę i jedną ręką owiniętą wokół niego.

„Praca czy coś?” - zapytałam na temat tego, co robił na swoim telefonie.

„Mama”

Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.

„Twoja mama?” - zapytałam.

Pokiwał głową - „Jest wkurzona tym, co o niej powiedziałem tacie. Przez cały dzień wysadzała mój telefon”.

„A co robiłeś, kiedy ona to robiła?” - spytałam ostrożnie.

„Ignorowałem ją, co, ostrzegam, zwykle dolewa oliwy do ognia”.

„Aug” - Wymówiłam jego imię, ale nie wiedziałam, co jeszcze powiedzieć.

„Myślę o tym” – powiedział.

„A o czym myślisz?” - zapytałam.

„Myślę, że lubię spędzać z tobą czas. Podoba mi się twój dom. Świetnie gotujesz. Jesteś komiczna. Jesteś słodka. Jesteś pozbierana. Twoje dziecko jest wszystkim. Jesteśmy razem fantastyczni w łóżku i obudziłem się obok ciebie. I muszę się głęboko zastanowić, co to oznacza, jeśli chodzi o nich. Bo tak bardzo mi się to podoba, ze chcę, żeby to zadziałało. Bardzo tego chcę. A ona uwielbia psuć rzeczy w sposób, po którym nie można ich naprawić”.

Było tego bardzo dużo.

Ale chociaż duże części mnie dotyczyły tego, jak oznajmiał, że chce, żeby to zadziałało, utknęłam na jednej rzeczy.

„Moje dziecko jest wszystkim?”

Na wpół uśmiechnął się - „Nie zachowuj się, jakbyś tego nie wiedziała”.

Uśmiechnęłam się szeroko, bo o tym wiedziałam.

„Mówiąc o mamach” - powiedział dosadnie.

„Jeszcze nie skończyliśmy z twoją” - powiedziałam mu - „Poważnie myślisz, że…?” - Nie wiedziałam, jak to ująć, więc zapytałam go - „Co myślisz?”

„Myślę, że powiedziałem ojcu, że nie wiem, dlaczego nie zmienił zamków i nie skończył z tym. I muszę pomyśleć, dlaczego ja nie zrobiłem tego samego, w przenośni, skoro ona nie ma klucza do mojego domu”.

„Bo jest twoją mamą?” - zasugerowałam.

Wymruczał westchnienie, które nie tylko usłyszałam, ale poczułam głęboko w nim.

A potem powiedział - „Ona nigdy nie była moją mamą, Pepper. Nie mam wspomnień jak ty. Nie mam się czego trzymać, co sprawiałoby, żebym myślał, że mnie kochała. I to naprawdę mnie nie uderzyło, dopóki nie zobaczyłem, jak ty jesteś z Juno. Dopóki możliwość bycia nami nie oznaczała, że staliśmy się nami. Nie mam żadnego interesu w mojej relacji z nią, bo nigdy nie zadała sobie ze mną trudu, aby położyć pod to fundament. Czasami przydaję się jej. Ona dla mnie nie jest nigdy. Więc teraz muszę wykombinować, czy mój tata odejdzie z nią z mojego życia, czy też spróbuję zabezpieczyć coś, co mam z nim. I muszę przyznać, myślę, że na dłuższą metę byłoby o wiele łatwiej, gdyby oni oboje odeszli”.

„To ważna decyzja do podjęcia w jeden dzień, Słonko” – powiedziałam, a on się uśmiechnął.

„To dobrze, że teraz tego nie robię. Tylko o tym myślę. Teraz ty. Zobaczysz jutro mamę?”

Skinęłam głową.

„Chcesz, żebym poszedł z tobą?” - zaproponował.

Siedziałam nieruchomo.

„Hawk to zrozumie, że potrzebuję kilku godzin na to, żeby być z tobą” - powiedział.

„Nie mogę prosić…”

„Nie prosiłaś. Ale ty możesz”.

Myślałam o tym.

Pomyślałam o tym, jak hojna była ta oferta.

Pomyślałam, jak fajnie by było, gdyby Auggie był tam, kiedy stawiłabym czoła temu, z czym jutro będę miała do czynienia.

I wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że to nie byłoby dobre dla mamy.

„Ona cię nie zna, więc prawdopodobnie powinnam iść sama”.

„Chcesz, żebym cię zawiózł?”

Boże, był tak cholernie niesamowity.

Mimo to pokręciłam głową.

„Nie, będzie dobrze. Ale bądź czujny. Jutro po południu może pojawić się ciąg tekstów, które mogą być czymkolwiek”.

„Możesz po prostu zadzwonić” - zauważył.

„Bądź czujny, jutro po południu może być telefon, który może być moim paplaniem lub, na przemian, szlochem”.

Uśmiechnął - „Będę czujny”.

Dobra, to było zrobione.

I byłam zadowolona.

Iść dalej…

„Zasugerowałabym, abyśmy zaczęli się obściskiwać już teraz, ale Juno była podniecona, kiedy dowiedziała się, że przyjeżdżasz. Jak podniecona w Wigilię. Wydawała się całkiem zrelaksowana, kiedy ją przed chwilą zostawiłam, ale może się zakraść, żeby sprawdzić, czy mama nie pieprzy sprawy z Auggie’m. Więc prawdopodobnie nie powinniśmy”.

„Wydawała się zrelaksowana?”

Uwielbiałam nie tylko to, że zapytał, ale i to, że brzmiał, jakby naprawdę chciał odpowiedzi.

Więc omówiłam to dla niego.

„Uznała, że Birch był niegrzeczny, że przerwał nam kolację. Ale bardzo jej się podobało, że byłeś na niego zły o to. Co przekłada się na to, że lubi, że stałeś między nim a nami i jak zrujnowałby nam noc, gdyby cię tam nie było. Jeśli chodzi o inne rzeczy, nigdy nikogo nie straciła, nie jak… nie jak…”.

„Wiem, co mówisz” - wtrącił się delikatnie Auggie.

Kiwnęłam głową, wdzięczna, że nie musiałam po raz kolejny powtarzać, że Juno i ja stracimy moją matkę.

„Więc nie jestem pewna, czy naprawdę przetwarza to, co dzieje się teraz z mamą. Ale widzi w tym okazję do odejścia od Taty i Saffron, co, dzieląc się tym z tobą, już rozważałam.”

Uniósł obie brwi - „Tak?”

Kiwnęłam głową i wyjaśniłam - „Ojciec nazywający mnie ‘bękartem Kościoła’ i mówiący prosto w twarz, że splugawiłam braci i siostry, których nigdy nie spotkałam, trochę osłabił rodzinne uczucia”.

Teraz „Taaa” Aug’a było miękkie i delikatne.

Przytuliłam się bliżej.

„Przede wszystkim chciała, żebym ją zostawiła i przyszła tutaj, żeby być z tobą” – powiedziałam mu.

„Masz świetnego dzieciaka, Pepper” - powiedział.

„Cieszę się, że tak myślisz, bo ona też cię kocha”.

Przytulił mnie jeszcze mocniej, więc pochyliłam głowę i oparłam policzek na jego ramieniu.

„Jedzenie było fantastyczne” - mruknął.

„Twoje zapiekanki mięsno serowe są lepsze.”

„No tak, bo mięso… i ser”.

Zaśmiałam się cicho.

„Dużo się u ciebie dzieje, a ty też wydajesz się być okej” – zauważył.

Przycisnęłam czoło do boku jego szyi i zaznaczyłam to, mówiąc - „Bo jestem”.

„Mała”

Głębia tych dwóch sylab powiedziała mi, że zrozumiał to, o czym mówię.

„Dzięki za załatwienie sprawy z Birchem”.

„Ty chcesz chronić Juno przed wszystkim, ale nie możesz. Ja chcę was obie chronić przed wszystkim, ale nie mogę. Ale, kiedy będę mógł, to zrobię”.

Patrzyłam na niebieski sweter zakrywający jego szeroką klatkę piersiową i powiedziałam sobie, że nie będę płakać.

Aby zabrać nas gdzieś, co mogłoby w tym pomóc, podzieliłam się - „Wiesz, Juno jest dzieckiem i próbuję nauczyć ją dbać o swoje rzeczy i jest w tym dobra. I to ona ostatnio wykazała zainteresowanie pomaganiem mi w dbaniu o naszą przestrzeń. Więc pomaga w domu. Ale wciąż jest dzieckiem”.

„Zechcesz wyjaśnić, dlaczego mówisz mi coś, co wiem?” - zapytał.

„Bo jesteś wyjątkowo schludny” - uniosłam głowę, żebym mogła złapać jego wzrok i zapewniłam - „Podoba mi się to. Bo ja też. Lubię swoją przestrzeń uporządkowaną. Czystą. Po prostu… wiesz, Juno może być w fazie, w której jest zainteresowana pomaganiem, bo dba o otoczenie tak jak ja. A potem wyjdzie z tego. Lub cokolwiek. I nie jestem jedną z tych matek, które ścigają swoje dziecko, żeby…”

„Kotku”

„Co?”

„Trzymam mój dom, samochód, podwórko i życie takim jakie jest, bo, kiedy dorastałem, było chaotyczne. Zdałem sobie z tego sprawę dawno temu. Daje mi to coś. Nie tylko to, że widzę porządek wokół mnie, ale, że jestem tym, który go utrzymuje. Kiedy będę miał dziecko lub jeśli twoje dziecko będzie w moim życiu, nie będę sierżantem musztry. Pozwolę im być dziećmi. Mogę po nich posprzątać, dopóki nie nadejdzie czas, aby nauczyły się, jak to zrobić dla siebie. Więc jeśli się tym martwisz…”

Urwał, a kiedy to zrobił, przyszło mi do głowy, że właściwie się tym martwiłam.

Teraz nie.

Teraz myślałam o czymś innym.

„Nienawidzę tego, że twoje życie było chaotyczne, Słonko” - powiedziałam.

„Ja też. Ale tak było i już nie jest. A przynajmniej może nie być a ten sposób”.

Wtedy zaczęłam się wkurzać.

I podzieliłam się dlaczego.

„Wiesz, byłoby fajnie, gdybyśmy mogli zacząć się spotykać, poznawać się nawzajem, wprowadzać w to Juno bez tego całego gówna”.

„Może” - zgodził się Auggie - „Ale gówno potrafi się kręcić, Pepper, bez względu na to, jak bardzo się starasz to powstrzymać. Podsumuję to, co wiedziałem o tobie, zanim zaczęliśmy… jesteś cudowna, świetnie się ubierasz, wyglądasz fajnie i jesteś lojalną przyjaciółką. To już wiem. Jesteś tym wszystkim, wszystkimi rzeczami, o których mówiłem wcześniej i naprawdę dobrze radzisz sobie z kryzysem. Czy chcę, abyśmy rzucali na nas kryzys po kryzysie? Nie. Czy to kurewsko atrakcyjne jak cholera, że ​​nie rozpadasz się całkowicie po odrobinie gówna idącego na południe, nie mówiąc już o tym, co zostało rzucone na ciebie w zeszłym tygodniu? Tak. To naprawdę pieprzenie jest”.

Zawsze byłam bardzo dumna ze swoich włosów.

Teraz z tego byłam cholernie dumna.

Częściowo czułam się w ten sposób, bo miał rację. Nie uginałam się pod presją. Mogłam się zgiąć, ale potem sobie z tym radziłam. A to było coś, z czego mogłam być dumna.

Również dlatego, że jego matka się uginała. Nie broniła się i nie dokonywała pozytywnych zmian w swoim życiu. Nie wstawiała się za swoim synem i nie robiła wszystkiego, co mogła, aby miał pozytywne rzeczy w swoim życiu. Trafiała na przeciwności losu i wpadała w cykl negatywnych i toksycznych zachowań.

Inną częścią tego było to, że byłam bardzo dumna, że mogłam dać to Auggie’mu, kiedy przechodziliśmy kryzys po kryzysie.

„Było bardzo atrakcyjne, jak poradziłeś sobie z Birchem, a w zeszłym tygodniu też z Corbin’em” - odpowiedziałam.

Potrząsnął głową - „Straciłem opanowanie z twoim byłym i prawie straciłem z twoim bratem, a ty to czułaś. To nie było fajne”.

„Dla mnie było”.

„Pepper…”

Położyłam palce na jego ustach - „Dla mnie było, Auggie. Przez całe życie miałeś chaos, a ja nie miałam nikogo, kto by mnie chronił przed wszystkim, co przyniosło życie. Nie jestem pewna, czy rozumiałeś, kiedy podzieliłam się tym wcześniej, ile to dla mnie znaczy, że mam kogoś w swoim narożniku. Ale powtórzę, to wiele znaczy”.

Wytrzymał moje spojrzenie.

Potem zacisnął palce na moim nadgarstku, odsunął moją rękę i zapytał - „Jesteś pewna, że nie możemy się obściskiwać?”

Posłałam mu zadowolony z siebie uśmiech, bo bardzo mnie lubił i chciał moich ust, więc czułam się bardzo zadowolona - „Niestety jestem i nie możemy”.

„Zasmucony, kochanie” - wymamrotał, jego usta wykrzywiły się.

„Opuściłeś dziś w szkole dyżur przy dekoracjach na Święto Dziękczynienia” – zauważyłam.

„Zadzwoniłem do nauczyciela. Mam przepustkę” - zażartował.

„Czy Juno i ja możemy przyjść z tobą w tym tygodniu, kiedy tam będziesz? Nie chcę, żeby dla niej cały czas był cały Auggie albo cały czas Juno dla ciebie, ale…”

„A co powiesz na czwartek?”

Wtedy posłałam mu szeroki uśmiech.

Pochylił się i scałował go z moich ust.

Kiedy podniósł głowę, wymamrotał - „Tylko trochę się obmacuję”.

„To nigdy nikogo nie krzywdzi” - odpowiedziałam.

„Chcesz obejrzeć coś na Netflix’ie?” - zapytał.

Zostaje na dłużej.

Jupi!

„Tak” - odpowiedziałam.

„Gdzie trzymasz pilota?”

Wstałam i przyniosłam.

Aug zdjął buty, kiedy to robiłam.

Potem wróciłam na kanapę i przytuliłam się do niego, oboje byliśmy rozciągnięci na mojej różowej kanapie.

Odebrał mi pilota i włączył telewizor, natychmiast regulując głośność pod Juno.

Aug znalazł coś, co oboje chcieliśmy obejrzeć (Nastoletni łowcy nagród).

Odprężyliśmy się i wyluzowaliśmy przed telewizorem.

Więc znowu…

Tak.

To właśnie to było…

Czym jest szczęście.

 

1 komentarz: