ROZDZIAŁ
25
Je
też wybieram
Auggie
Aug
stał na tylnym patio Pepper, nie widząc jej doskonałego oświetlenia, bo był
skoncentrowany na tym, co przechodziło przez telefon do jego ucha.
„Może
być wieloma rzeczami, synu, ale jest twoją matką i jest Święto Dziękczynienia”
- mówił jego tata.
Co
dało Auggie wskazówkę, do kogo zadzwoniła Dana po tym, jak została zabrana w
celu spisania.
Włamała
się.
Wniósł
oskarżenie.
Została
aresztowana.
Gliny
wyjaśniły, że nie da się tego obejść.
A
prawda była taka, że Auggie mógł potrzebować tego zapisu w jej aktach, jeśli
nie ona wycofałaby się z jego życia, tak jak prosił i musiałby podjąć jeszcze
bardziej formalne kroki, aby mieć pewność, że nie wejdzie w nie ponownie.
„Ale
aresztowanie jej?” - Dem kontynuował - „Twojej własnej matki?”
„Jasno
dajesz do zrozumienia, co myślisz o tym, tato” - zaczął Auggie - „I będę
szczery. Dałeś mało wskazówek, że jesteś bardziej zdolny niż ona do zrozumienia
głębi dysfunkcji, w której żyjecie. Ostatnio stało się jasne, że odegrałem w
tym swoją rolę, asymilując się z tym. Kiedy byłem dzieckiem, nie miałem innego
wyjścia, jak to robić. Nie jestem już dzieckiem. Mogę nie brać w tym udziału. I
to jest wybór, którego dokonałem dzisiaj”.
„Auggie…”
- zaczął jego ojciec pobłażliwym tonem.
„Nie,
tato, musisz mnie posłuchać. To, co buduję z Pepper, jest poważne. Widzę
przyszłość. Widzę ją wyraźnie. Ma córkę. Juno ma dopiero osiem lat. Nie mogę
pozwolić, aby rzeczy szkodliwe, a nawet niszczące pojawiły się w ich życiu. A
zachowanie twoje i mamy jest szkodliwe i niszczące. Nie podobało mi się to dla
mnie. Ale nie pozwolę na to dla Pepper i Juno”.
Dem
brzmiał na urażonego, kiedy zapytał - „Nazywasz nas szkodliwymi i niszczącymi?”
Auggie
naprężył chwyt na swojej cierpliwości, coś, co zawsze trzymał w garści z wysiłkiem,
który go tak cholernie wiele kosztował.
„Mama
włamała się dzisiaj do mojego domu, tato” - przypomniał ojcu sztywnym głosem -
„Dokładniej wybiła frontowe okno, które musiałem zabić deskami. W Dzień
Dziękczynienia. Tylko po to, żeby zająć mój czas i uwagę”.
„Była
zraniona tym, co powiedziałeś kilka tygodni temu”.
Nawet
jeśli jego ojciec nie mógł go zobaczyć, Aug pokręcił głową.
„Nie
zrobię tego. Nie wyjaśnię ci rzeczy, które powinieneś rozumieć. Miałem już z
tobą te rozmowy. I skończyłem z nimi”.
Nastąpiła
pauza, a potem ojciec próbował zmienić temat i zmarnować mu czas - „Juno?”
„Córka
Pepper” - wyjaśnił krótko - „Teraz, jak wiesz, podjąłem decyzję, że mama odchodzi.
Jeśli nie widzisz, że kobieta, jakakolwiek kobieta, do diabła, jakakolwiek osoba, ale szczególnie matka, włamuje
się do czyjegoś domu wyłącznie w celu zwrócenia jego uwagi i spowodowania
bardzo złej sceny, musisz poświęcić trochę czasu na refleksję ”.
Zatrzymał
się, żeby to zapadło.
A
potem kontynuował.
„I
nie będzie mnie, kiedy to zrobisz. Nie będę już dłużej wciągany w wasz dramat.
Powiedziałem jej to dzisiaj w bardzo oficjalny sposób. W razie potrzeby zrobię
to samo z tobą. Mówię wprost, jeśli się nie zmieni, nie chcę jej więcej
widzieć. A jeśli w swoim życiu będziesz z nią postępować tak, jakbyś był z nią,
to samo dotyczy ciebie”.
„Nie
mogę uwierzyć w słowa, które słyszę” – stwierdził Dem i brzmiał tak, jakby miał
to na myśli, tonem pełnym szoku i bólu.
Dlatego
Auggie pozwolił, by w następnych słowach było słyszalne to, co czuł.
A
to był tylko ból.
„A
ja nie mogę uwierzyć, że ty im nie wierzysz. Włamała się dzisiaj do mojego
domu, tato. Włamała się. A ty dzwonisz, żeby jej bronić. I oboje wdarliście się
do mojego domu w dniu, w którym Pepper dowiedziała się, że jej matka umiera, a
żadne z was nie zachowywało się ani trochę jak przyzwoite istoty ludzkie. Jeśli
nie postrzegasz tych dwóch rzeczy jako ekstremalnych, niezdrowych zachowań, oraz
na przestrzeni lat takich samych, nie mam nic więcej do powiedzenia poza tym,
co już powiedziałem. Skończyłem. W tej grze gramy o to, kto ma najwięcej czasu
i uwagi i ja wybieram siebie”.
Teraz
w jego ojcu pojawiła się gorzka nić - „Brzmi, jakbyś wybrał tę kobietę i jej
dziecko”.
Czy Auggie jest nasz?
Jest.
„Je
też wybieram”.
Jego
ojciec milczał.
Auggie
tego nie przerwał.
Jednak,
gdy jego tata milczał, Aug poczuł kwaśne uderzenie w brzuch i mocno zamknął
oczy.
Kiedy
je otworzył, powiedział cicho - „Żegnaj, tato”.
I,
zanim Dem zdążył odpowiedzieć, Aug rozłączył się.
Potem
powtórzył czynności, które wcześniej wykonał ze swoim telefonem, tyle że z
numerem matki.
Oznaczało
to, że zablokował swojego ojca.
Poświęcił
chwilę, wpatrując się w podwórko Pepper, znowu go nie widząc.
Nie.
Wszystko,
co widział, było w jego głowie, Pepper wskakującą przed niego, gdy jego matka
zbliżała się do niego, a potem zobaczył Juno pchającą przed Pepper.
Czy Auggie jest nasz?
Jest.
Myślał,
że naprawdę był zakochany w swojej byłej narzeczonej, Marie.
Ale
kiedy usłyszał te słowa od Juno, kiedy poczuł, co się dzieje z Pepper po tym,
jak zadała jej pytanie, kiedy wzięła go za rękę, wiedział, że nawet nie
zarysował powierzchni tej emocji.
Czy Auggie jest nasz?
Jest.
Dbamy o to, co nasze.
Nikt
nie dbał o niego przez całe życie. W końcu nawet Marie.
Teraz
dbają.
Wiedział
też, co mu przypomina to uczucie, i wiedział, jakie to uczucie.
To
była miłość.
Z
tą myślą palącą ciepło głęboko w jego wnętrznościach, przyszło mu do głowy, że
wyszedł tam, aby w końcu to zakończyć, gdy zadzwonił jego ojciec.
Ale
wrócili do Pepper i stwierdzili, że indyk tylko jest trochę zbyt wypieczony, a
potem jego dziewczyny wkroczyły do akcji, żeby uporządkować resztę i zaciągnęły
go ze sobą.
A
kiedy zadzwonił jego telefon, wydawały się dziwnie chętne, by „poukładał to, Słonko”
(Pepper) i „Będziemy tutaj, kiedy skończysz, wyjdź na zewnątrz” (Juno,
właściwie popychała go w stronę przesuwanych drzwi, do ogródka).
Uznał,
że to dlatego, że chciały, aby ten ciężar spadł z jego ramion i żeby to było za
nim, aby wszyscy mogli cieszyć się tym, co pozostało z dnia, bez obciążania
ich.
Auggie
nie był pewien, czy ciężar spadł.
To
się zmieniło i było do bani przyznanie się, biorąc pod uwagę, że wycinał
rodziców ze swojego życia, wydawało się, że się rozjaśniło.
Ale
wiedział, że będzie to coś, co będzie nosił przez resztę swojego życia.
Odwrócił
się, żeby wrócić do środka.
Potem
zatrzymał się, kiedy spojrzał w szklane drzwi i zobaczył wyspę przykrytą
obrusem. Wokół niej ustawiono ich trzy stołki. Kilka małych dyń spadało z rogu
na środku wyspy z rozrzuconymi liśćmi i dwoma cienkimi, szklanymi świecznikami
z wbitymi dwiema pomarańczowymi świecami stożkowymi i obie były zapalone.
Talerze
zostały ułożone z serwetkami i sztućcami na wierzchu. Kieliszki do szampana
stały przy dwóch miejscach, a wiadro wypełnione butelką stało na blacie z
kilkoma miskami przykrytymi ręcznikami, aby utrzymać ciepło w jedzeniu.
A
przy tym, co, najwidoczniej, było jego talerzem, stał kufel z piwem.
Jego
talerz.
Jego
miejsce.
To
ciepło w jego wnętrznościach nasiliło się.
Wyspa
nie wyglądała tak, kiedy wychodził na zewnątrz.
Oświetlenie
pokoju również zostało przyciemnione.
A
indyk leżał na blacie, odpoczywając i czekając, aż go pokroi na stojący obok
talerz.
Wreszcie,
Pepper i Juno stały tam, Juno stała przed mamą, trzymając nadgarstki Pepper,
które spoczywały na jej klatce piersiowej, ponieważ Pepper obejmowała swoją
dziewczynę ramionami.
Były
zajęte, kiedy był na zewnątrz.
Ale
nigdy…
Musiał
poświęcić sekundę…
Nigdy
nie widział czegoś zbliżonego do tego podczas żadnego Święta Dziękczynienia,
jakie miał.
I
absolutnie żadna dusza nie włożyła w to takiego wysiłku tylko dla niego.
Jego
gardło zacisnęło się i coś wydawało się wypchać tylną część jego przewodów
nosowych. Zajęło mu trochę czasu i niemały wysiłek, by się przez to przebić,
zanim spojrzał na Pepper przez szybę.
Ta
piękna kobieta stojąca ze swoją piękną córką kochała go.
Kochała
Auggie’go w sposób, który nigdy nie byłby ciężarem.
Zawsze
będzie bryzą przepływającą przez jego życie, utrzymującą go w spokoju,
utrzymującą świeżość, uspokajającą go.
Uszczęśliwiającą
go.
Jego
gardło znów było ściśnięte, kiedy podszedł do drzwi i otworzył je.
„Szczęśliwego Dnia Dziękczynienia!” - krzyknęła
Juno, w tym samym czasie jej matka powiedziała to samo normalnym głosem.
Obie
promieniały do niego.
Chryste.
Chryste.
Wiedział,
że to się dzieje, ale i tak był szok dla systemu, gdy zdał sobie sprawę, że
zakochał się dwa razy w ciągu miesiąca.
W
blondynce.
I
brunetce.
Nie
brzmiał jak on sam, jego głos wydawał się odległy, kiedy powiedział - „Wygląda
świetnie”.
Na
jego ton Pepper przechyliła głowę, jej wzrok pozostał na nim, a na jej twarz
przeniosło się ciepło, które Auggie poczuł rozlewające się po jego klatce
piersiowej.
Juno
skoczyła do przodu, opowiadając - „Kupiłyśmy płócienne serwetki i obrus, kosz
liście i dynie z rogu, żeby stół był ładny. I specjalną szklankę do piwa, abyś
miał to tu cały czas, tylko dla ciebie”.
Dotarła
do niego podczas mówienia, złapała go za rękę i ciągnęła dwa kroki do wyspy.
„Jest
przepiękne, kochanie, dziękuję.” - wymamrotał to niedopowiedzenie.
Uśmiechnęła
się do niego - „Musimy zrobić Gwiazdkę jako następną. Ale możesz iść z nami na
zakupy, kiedy będziemy to robiły”.
Nie
lubił kupować.
Również
nie zamierzał tego przegapić.
Za
nic w życiu.
„Wchodzę
w to” - powiedział.
„Okej,
więc zaczynajmy” - oświadczyła Pepper, obserwując go uważnie, nawet gdy z
wdzięcznością przesuwała je, zanim Auggie zrobiłby coś walniętego, na przykład
pociągnął jedną lub drugą, lub obie z nich w ramiona i zmiażdżył ich kości,
trzymając je zbyt mocno - „Ubijam ziemniaki. Aug, jesteś na służbie
rzeźbiarskiej. Juno, napełnij kilka szklanek wody i postaw na stole masło, sól
i pieprz”.
„Rozumiem!”
- Juno powiedziała podekscytowana, puściła go i pobiegła do lady, gdzie czekały
na napełnienie trzy kieliszki.
Indyk
leżał blisko miejsca, w którym stojący blender unosił parę z gotowanych
ziemniaków.
Zabrali
się do pracy, a kiedy Pepper była u jego boku, a blender wirował między
ziemniakami, masłem, solą, pieprzem i kwaśną śmietaną, uderzyła biodrem o jego
biodro.
To
sprawiło, że obciął kawałek piersi krócej, niż tego chciał, ale miał to w
dupie.
Spojrzał
na nią z ukosa.
„Okej?”
- zapytała cicho.
„Najlepiej,
jak kiedykolwiek byłem” - odpowiedział szczerze.
Jej
oczy rozszerzyły się na to.
Potem
jej twarz zrobiła się łagodna, raz jeszcze przypomniało mu się, jaka była
cholernie piękna i dała mu to, czego potrzebował w tej chwili.
Odpuściła
i skończyła ubijać ziemniaki, opierając się głównie na jego boku.
Stał
silny, aby utrzymać ją w pozycji pionowej i kroić indyka.
W
końcu jednak Pepper zajęła się wkładaniem ziemniaków do miski, wlewaniem sosu
do sosjerki i sortowaniem wszystkiego, co zostało do zrobienia, w doskonałym
czasie, bo skończył z ptakiem.
„Juno!
Gdzie poszłaś? Dobrze byłoby usiąść i podziękować” – zawołała, gdy Auggie
zaniósł półmisek na wyspę, która była teraz zapchana jedzeniem.
Nie
mieli czasu, aby zrobić jego kulki kukurydziane, a przy całym tym jedzeniu
wydawało się, że był to pomyślny obrót wydarzeń.
Auggie
był głodny i nie mógł się doczekać jedzenia.
To,
czego Auggie nie zamierzał zrobić w tym momencie, to pozwolić, by uderzyło go
to, że nigdy nie widział tyle jedzenia na rodzinnym stole, przy którym zajmował
miejsce.
Ale
dziesięć minut wcześniej zdecydował, że to, we wszystkich jego wcieleniach,
będzie jego przyszłość.
Oznaczało
to, że czas, by zapomnieć o przeszłości, miał miejsce, gdy stał na tylnym patio
Pepper.
A
teraz nadszedł czas, żeby się przyzwyczaić do tego.
„Juno!
Laleczko! Indyk je…”
Pepper
urwała, a Auggie zesztywniał, gdy Juno pojawiła się na końcu korytarza.
Zniknęła
Juno sprzed dziesięciu minut, która była podekscytowana ich stołem na Święto Dziękczynienia
i kuflem Auggie’go.
Teraz
wyglądała na przestraszoną.
A
była taka, bo za nią stał Brett „Cisco” Rappaport.
Więc…
Gówno.
„Okej”
- powiedziała szybko Juno, wbijając wzrok w matkę - „Wiem, że to podstępne i
wiem, że podstępne jest złe, ale poprosiłam pana Cisco…”
Poczuł,
że Pepper napięła się obok niego z jakiegoś powodu przy tych ostatnich dwóch słowach,
a Juno mówiła dalej - „…by przyszedł zjeść z nami kolację, bo pomógł mi zrobić
to, co mamy dzisiaj, bo pomógł mi połączyć ciebie i Auggie’go, mamo. I nie
możesz być zbyt wściekła, bo zachowywałaś się głupio z tego powodu, a teraz nie
zachowujesz się tak, a Auggie jest tutaj i wszyscy jesteśmy szczęśliwi”.
Usłyszał,
jak Pepper nabiera oddechu.
Juno
szła dalej.
„Poza
tym pan Cisco powinien mieć kogoś, z kim mógłby spędzić Święto Dziękczynienia.
Zapytałam go, a on powiedział, że nie ma. A powinien. Ponieważ jestem za niego
wdzięczna. I ty powinnaś być za niego wdzięczna. I lubię go, a on troszczy się
o mnie i was, a ja po prostu myślę… myślę…”
Cholera.
Traciła
opanowanie.
Kiedy
pomyślał, że będzie musiał wkroczyć, znalazła je ponownie.
„Myślę,
że powinien być naszym przyjacielem, a przyjaciele mają przyjaciół na Święto
Dziękczynienia”.
Potem
nikt nic nie powiedział, ale Auggie położył dłoń na plecach Pepper,
przygotowując się do zasłonięcia Juno, a nawet Cisco, wyjaśniając, jak to się
stało i że wiedział o tym nawet, jeśli Pepper by się o to wściekła.
„Jak…
dokładnie… ty i… pan Cisco… sprawiliście, by to się dzisiaj stało?” - zapytała.
Auggie
zbliżył się do niej i otworzył usta.
Nie
wydobył ani słowa.
„To
moja sprawka, Pepper” - skłamał Cisco - „Z tobą, ostatnią z czterech kobiet,
które jeszcze się nie podjęły, zdecydowałem…”
„Panie
Cisco” - ucięła mu cicho Juno.
Zamknął
się i spojrzał na nią.
Potrząsnęła
głową.
Następnie
spojrzał na swoje buty, kiedy Juno zwróciła swoją uwagę z powrotem na mamę.
„Kłamie,
bo to byłam ja” - mówiła cicho - „Zdobyłam jego numer z telefonu cioci Ryn,
zadzwoniłam do niego i poprosiłam, aby mi pomógł, a on zrobił to i dał mi
telefon, abyśmy mogli bezpiecznie ze sobą rozmawiać, ponieważ ja… ja… umm,
spotkałam go w Fortnum, kiedy miałam być w domu Emily…”
Pepper
wciągnęła powietrze.
„…i
wiem, że muszę oddać telefon i to zrobię. I przysięgam, przysięgam, że nigdy
nie używałam go do niczego poza rozmowami z panem Cisco. Ale nie chcę odpychać
pana Cisco, ponieważ… ponieważ…” - Juno ujęła dłoń Cisco, a Aug nie przegapił
tego, jak to natychmiast pochłonęło Juno lub jak mężczyzna zbliżył się do niej
trochę - „…ponieważ jest dla mnie miły i mnie słucha i kazał mi powiedzieć
tacie, jak się czuję, a nie zrobiłam tego, więc dzisiaj się zatkało i pękło, a
on jest moim przyjacielem i…”
„Kochanie,
bądź cicho i weź oddech” – powiedziała cicho Pepper.
Ciało
Juno podskoczyło, a jej wyraz twarzy stał się pełen nadziei, gdy zrobiła, jak
jej kazano.
Po
tym, jak to zrobiła, Pepper powiedziała - „Myślę, że jest tego sporo do
omówienia i porozmawiamy o tym innym razem. Nie teraz. Nie dziś wieczorem.
Dzisiaj wszyscy mieliśmy dużo. Myślę więc, że musimy porozmawiać o tym, za co
jesteśmy wdzięczni, a potem zjeść”.
Pepper
spojrzała na Cisco.
„Chciałabym,
żeby pan do nas dołączył, ale nie mamy dodatkowego stołka. Może możemy…”
„Powiedziałam
panu Cisco, żeby przyniósł” - zaćwierkała Juno i spojrzała na Cisco -
„Przyniósł pan stołek?”
Pokiwał
głową.
Auggie
stłumił śmiech.
„Czy
może go wnieść?” – spytała Juno mamę - „Wezmę jego talerz i przestawię wszystko
na stole, żeby się zmieścił i takie tam”.
„A
może wszyscy się tym zajmiemy, zanim to jedzenie ostygnie” – zasugerowała
Pepper.
Uśmiech,
który Juno skierowała do swojej mamy, rozjaśnił pokój i nie przygasł, kiedy
przesunęła go do Cisco.
Potem
pognała na wyspę.
„Tylko
pójdę do samochodu” – mruknął Cisco.
Auggie
patrzył, jak się odwraca, a potem przeniósł się do Pepper.
„Mała…”
„Jestem
wdzięczna za ciebie i czuję się pobłogosławiona tym domem, tym jedzeniem i moją
córką i to wszystko na teraz, okej?”
Zwalczył
uśmiech i skinął głową.
„Okej”
- stwierdziła stanowczo, po czym zaczęła pomagać Juno.
Auggie
podszedł do drzwi wejściowych, myśląc, że Juno i Cisco nie mogliby lepiej
zaplanować tego w czasie.
Dotarł
tam i otworzył je i zobaczył, jak Cisco wnosi stołek na frontowe schody.
Kiedy
mężczyzna zbliżył się do niego, powiedział pod nosem - „Juno i ja
zdecydowaliśmy, że najlepiej będzie jak twoja wiedza na temat tej sytuacji zostanie
przemilczana”.
„Nie
będę niczego ukrywać przed Pepper”.
Spojrzeli
sobie w oczy, a Cisco odpowiedział - „Twój wybór”.
Tak
było, więc Auggie nie potwierdził.
Zostali
poderwani przez Juno, krzyczącą - „No dalej, chłopaki! Im szybciej zjemy, tym
szybciej dojdziemy do ciasta orzechowego”.
„Mówi
to dziewczyna, która jadła już dziś obiad z indyka” – bezcielesny głos Pepper
dobiegł gdzieś z kuchni, której nie mogli zobaczyć.
Cisco
wszedł.
Auggie
zamknął i zaryglował drzwi i poszedł za nim.
Kiedy
dotarli do kuchni, zobaczyli, że miejsca Cisco i Juno są zgniecione razem na
wąskim końcu, pod którym było miejsce na ich nogi, a Auggie i Pepper znaleźli
się wzdłuż dłuższego boku.
Aug
podejrzewał, że Cisco nie będzie miało z tym problemu.
Cisco
postawił swój stołek tam, gdzie powinien, a Pepper podeszła do nich.
„Ręce,
bo nie wszyscy możemy trzymać się za ręce przy stole” – rozkazała, biorąc dłoń
Auggie’go i sięgając po Cisco - „Usiądziemy po tym, jak podzielimy się tym, za
co jesteśmy wdzięczni”.
Cisco
zawahał się, patrząc na Pepper, potem na Auggie’go, zanim ujął dłoń Pepper.
Bez
wahania Juno połączyła się z Augie’m, a potem z Cisco.
Pepper
spojrzała na córkę.
Aug
pochwycił wzrok Cisco i pomyślał, że gdy nadejdzie jego kolej, Cisco nie musiałby
mówić ani słowa.
Było
jasne jak słońce, ten facet był szczęśliwy, że tu był. Zdecydowanie chodziło o
Juno. Możliwe, że nie miał nikogo innego.
Ale
doceniał to, gdzie teraz stał i nie ukrywał tego.
„Dzisiaj
jest najpiękniejszy dzień w roku, ponieważ jego jedynym celem jest
przypomnienie nam o wdzięczności” - zaczęła Pepper - „Być wdzięcznym za hojność
ziemi i być wdzięcznym za bliskich, z którymi dzielimy nasze życie. Ale powiem
teraz, że jestem szczególnie wdzięczna, że mam najlepszą córkę na świecie,
nawet jeśli jest bezczelna i tak, nawet jeśli była podstępna. Jest i zawsze
będzie światłem mojego życia”.
Pepper
ścisnęła jego dłoń i spojrzał na nią.
„I
jestem wdzięczna…” - znacząca pauza - „… jakkolwiek doszło do tego, że jesteś
tutaj ze mną i Juno, Augustusie. Ponieważ jesteś niesamowity i uszczęśliwiasz
mnie”.
„Mnie
też uszczęśliwiasz, Auggie” - wtrąciła Juno.
„Dziękuję,
kochanie” - mruknął do Juno.
„I
zawsze jestem…” - kontynuowała Pepper, a Aug ponownie zwrócił się do niej, by
zobaczyć, że patrzy na Cisco - „…wdzięczna za nowych przyjaciół”.
Auggie
uśmiechnął się.
Cisco
skinął głową Pepper.
„Jestem
wdzięczna mamę, zawsze i na zawsze” –
oświadczyła Juno - „I jestem wdzięczna za Auggie’go, bo jest słodki i
uszczęśliwia mamę i mnie. I jestem wdzięczna za pana Cisco, ponieważ jest
dobrym słuchaczem i przyniósł odpowiedni stołek, który pasuje do naszej wyspy”.
Pepper
parsknęła śmiechem, a Juno ścisnęła dłoń Aug’a.
„Twoja
kolej, Auggie” - ponagliła.
Skinął
jej głową.
„Jestem
wdzięczny za dwie piękne dziewczyny, które nauczyły mnie, czym jest prawdziwa
rodzina” - powiedział i usłyszał inny dźwięk dochodzący z Pepper. Spojrzał
prosto na Cisco - „I jestem wdzięczny za przypomnienie, że zawsze powinno się
pozostać otwartym, bo nigdy nie wiesz, kiedy i z kim zawiążesz przyjaźnie, i
nie chcesz ich przegapić, kiedy to się stanie”.
Cisco
patrzył na niego przez długi czas, zanim pochylił brodę.
„Teraz
pan, panie Cisco” - nalegała Juno.
Cisco
odchrząknął - „Jestem wdzięczny, że mogę spędzić to święto z dobrymi ludźmi” -
Spojrzał na Pepper - „I jestem wdzięczny za dobre serca, które mają niezwykłą
zdolność przebaczania”.
Wtedy
Pepper i Cisco spojrzeli na siebie.
Wtedy
Auggie zauważył, że uścisnęła dłoń Cisco i mocno ją trzymała.
„Czy
możemy teraz zjeść?” - Juno zabrzmiała.
„Oczywiście,
Laleczko” - powiedziała Pepper.
Puścili
ręce i skierowali się w stronę wyspy.
Juno
tam tańczyła.
Pepper
kroczyła tam dumnie.
Auggie
klepnął Cisco w plecy i poszedł tam.
Dołączył
do nich Cisco.
I
zjedli kolację na Święto Dziękczynienia.
Mimo że rodzice Augiego to jedna wielka porażka to reszta to piękny rozdział :)
OdpowiedzUsuńPan Cisco super że trafił do nich na święta i załatwili sprawę telefonu.
CZekam na kolejny rozdział.
To chyba najlepszy rozdział który autorka napisała...dziękuję
OdpowiedzUsuńHm najlepszy w tej powieści. Ja znam inny dużo lepszy. W serii paranormalnej. Scena gdy bohaterka umiera w trakcie ślubu. I odradza się. Tamta jest najlepsza... Prawie jak końcowa scena o Hawku kiedy jego kobieta omal nie umiera rodząc jego dziecko te są najpiękniejsze dla mnie. Ta jest wzruszająca. I nie pomyl się, nie atakuję. Dzielę się pięknem jakie odczułam wtedy. Zapamiętać scenę wśród tysięcy książek przeczytanych to jest coś 😘❤️
UsuńDzięki ❤️ Cisco wymiata. A mała jest cudowna. Chociaż gdybym była jej mamą pękła bym...może dlatego, że mam słodka naiwną 9latkę w domu. Dobrze, że jej gangsterski opiekun jest wrażliwym człowiekiem i ujęło go działanie małej.
OdpowiedzUsuńJuno jest niesamowita ❤️ naprawdę piękny rozdział. Bardzo dziękuję i czekam na kolejne ❤️
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję. Świetna książka
OdpowiedzUsuńDziękuje
OdpowiedzUsuń