wtorek, 4 stycznia 2022

25 - Je też wybieram

 

ROZDZIAŁ 25

 

Je też wybieram

 

 

 

Auggie

 

Aug stał na tylnym patio Pepper, nie widząc jej doskonałego oświetlenia, bo był skoncentrowany na tym, co przechodziło przez telefon do jego ucha.

„Może być wieloma rzeczami, synu, ale jest twoją matką i jest Święto Dziękczynienia” - mówił jego tata.

Co dało Auggie wskazówkę, do kogo zadzwoniła Dana po tym, jak została zabrana w celu spisania.

Włamała się.

Wniósł oskarżenie.

Została aresztowana.

Gliny wyjaśniły, że nie da się tego obejść.

A prawda była taka, że Auggie mógł potrzebować tego zapisu w jej aktach, jeśli nie ona wycofałaby się z jego życia, tak jak prosił i musiałby podjąć jeszcze bardziej formalne kroki, aby mieć pewność, że nie wejdzie w nie ponownie.

„Ale aresztowanie jej?” - Dem kontynuował - „Twojej własnej matki?”

„Jasno dajesz do zrozumienia, co myślisz o tym, tato” - zaczął Auggie - „I będę szczery. Dałeś mało wskazówek, że jesteś bardziej zdolny niż ona do zrozumienia głębi dysfunkcji, w której żyjecie. Ostatnio stało się jasne, że odegrałem w tym swoją rolę, asymilując się z tym. Kiedy byłem dzieckiem, nie miałem innego wyjścia, jak to robić. Nie jestem już dzieckiem. Mogę nie brać w tym udziału. I to jest wybór, którego dokonałem dzisiaj”.

„Auggie…” - zaczął jego ojciec pobłażliwym tonem.

„Nie, tato, musisz mnie posłuchać. To, co buduję z Pepper, jest poważne. Widzę przyszłość. Widzę ją wyraźnie. Ma córkę. Juno ma dopiero osiem lat. Nie mogę pozwolić, aby rzeczy szkodliwe, a nawet niszczące pojawiły się w ich życiu. A zachowanie twoje i mamy jest szkodliwe i niszczące. Nie podobało mi się to dla mnie. Ale nie pozwolę na to dla Pepper i Juno”.

Dem brzmiał na urażonego, kiedy zapytał - „Nazywasz nas szkodliwymi i niszczącymi?”

Auggie naprężył chwyt na swojej cierpliwości, coś, co zawsze trzymał w garści z wysiłkiem, który go tak cholernie wiele kosztował.

„Mama włamała się dzisiaj do mojego domu, tato” - przypomniał ojcu sztywnym głosem - „Dokładniej wybiła frontowe okno, które musiałem zabić deskami. W Dzień Dziękczynienia. Tylko po to, żeby zająć mój czas i uwagę”.

„Była zraniona tym, co powiedziałeś kilka tygodni temu”.

Nawet jeśli jego ojciec nie mógł go zobaczyć, Aug pokręcił głową.

„Nie zrobię tego. Nie wyjaśnię ci rzeczy, które powinieneś rozumieć. Miałem już z tobą te rozmowy. I skończyłem z nimi”.

Nastąpiła pauza, a potem ojciec próbował zmienić temat i zmarnować mu czas - „Juno?”

„Córka Pepper” - wyjaśnił krótko - „Teraz, jak wiesz, podjąłem decyzję, że mama odchodzi. Jeśli nie widzisz, że kobieta, jakakolwiek kobieta, do diabła, jakakolwiek osoba, ale szczególnie matka, włamuje się do czyjegoś domu wyłącznie w celu zwrócenia jego uwagi i spowodowania bardzo złej sceny, musisz poświęcić trochę czasu na refleksję ”.

Zatrzymał się, żeby to zapadło.

A potem kontynuował.

„I nie będzie mnie, kiedy to zrobisz. Nie będę już dłużej wciągany w wasz dramat. Powiedziałem jej to dzisiaj w bardzo oficjalny sposób. W razie potrzeby zrobię to samo z tobą. Mówię wprost, jeśli się nie zmieni, nie chcę jej więcej widzieć. A jeśli w swoim życiu będziesz z nią postępować tak, jakbyś był z nią, to samo dotyczy ciebie”.

„Nie mogę uwierzyć w słowa, które słyszę” – stwierdził Dem i brzmiał tak, jakby miał to na myśli, tonem pełnym szoku i bólu.

Dlatego Auggie pozwolił, by w następnych słowach było słyszalne to, co czuł.

A to był tylko ból.

„A ja nie mogę uwierzyć, że ty im nie wierzysz. Włamała się dzisiaj do mojego domu, tato. Włamała się. A ty dzwonisz, żeby jej bronić. I oboje wdarliście się do mojego domu w dniu, w którym Pepper dowiedziała się, że jej matka umiera, a żadne z was nie zachowywało się ani trochę jak przyzwoite istoty ludzkie. Jeśli nie postrzegasz tych dwóch rzeczy jako ekstremalnych, niezdrowych zachowań, oraz na przestrzeni lat takich samych, nie mam nic więcej do powiedzenia poza tym, co już powiedziałem. Skończyłem. W tej grze gramy o to, kto ma najwięcej czasu i uwagi i ja wybieram siebie”.

Teraz w jego ojcu pojawiła się gorzka nić - „Brzmi, jakbyś wybrał tę kobietę i jej dziecko”.

Czy Auggie jest nasz?

Jest.

„Je też wybieram”.

Jego ojciec milczał.

Auggie tego nie przerwał.

Jednak, gdy jego tata milczał, Aug poczuł kwaśne uderzenie w brzuch i mocno zamknął oczy.

Kiedy je otworzył, powiedział cicho - „Żegnaj, tato”.

I, zanim Dem zdążył odpowiedzieć, Aug rozłączył się.

Potem powtórzył czynności, które wcześniej wykonał ze swoim telefonem, tyle że z numerem matki.

Oznaczało to, że zablokował swojego ojca.

Poświęcił chwilę, wpatrując się w podwórko Pepper, znowu go nie widząc.

Nie.

Wszystko, co widział, było w jego głowie, Pepper wskakującą przed niego, gdy jego matka zbliżała się do niego, a potem zobaczył Juno pchającą przed Pepper.

Czy Auggie jest nasz?

Jest.

Myślał, że naprawdę był zakochany w swojej byłej narzeczonej, Marie.

Ale kiedy usłyszał te słowa od Juno, kiedy poczuł, co się dzieje z Pepper po tym, jak zadała jej pytanie, kiedy wzięła go za rękę, wiedział, że nawet nie zarysował powierzchni tej emocji.

Czy Auggie jest nasz?

Jest.

Dbamy o to, co nasze.

Nikt nie dbał o niego przez całe życie. W końcu nawet Marie.

Teraz dbają.

Wiedział też, co mu przypomina to uczucie, i wiedział, jakie to uczucie.

To była miłość.

Z tą myślą palącą ciepło głęboko w jego wnętrznościach, przyszło mu do głowy, że wyszedł tam, aby w końcu to zakończyć, gdy zadzwonił jego ojciec.

Ale wrócili do Pepper i stwierdzili, że indyk tylko jest trochę zbyt wypieczony, a potem jego dziewczyny wkroczyły do akcji, żeby uporządkować resztę i zaciągnęły go ze sobą.

A kiedy zadzwonił jego telefon, wydawały się dziwnie chętne, by „poukładał to, Słonko” (Pepper) i „Będziemy tutaj, kiedy skończysz, wyjdź na zewnątrz” (Juno, właściwie popychała go w stronę przesuwanych drzwi, do ogródka).

Uznał, że to dlatego, że chciały, aby ten ciężar spadł z jego ramion i żeby to było za nim, aby wszyscy mogli cieszyć się tym, co pozostało z dnia, bez obciążania ich.

Auggie nie był pewien, czy ciężar spadł.

To się zmieniło i było do bani przyznanie się, biorąc pod uwagę, że wycinał rodziców ze swojego życia, wydawało się, że się rozjaśniło.

Ale wiedział, że będzie to coś, co będzie nosił przez resztę swojego życia.

Odwrócił się, żeby wrócić do środka.

Potem zatrzymał się, kiedy spojrzał w szklane drzwi i zobaczył wyspę przykrytą obrusem. Wokół niej ustawiono ich trzy stołki. Kilka małych dyń spadało z rogu na środku wyspy z rozrzuconymi liśćmi i dwoma cienkimi, szklanymi świecznikami z wbitymi dwiema pomarańczowymi świecami stożkowymi i obie były zapalone.

Talerze zostały ułożone z serwetkami i sztućcami na wierzchu. Kieliszki do szampana stały przy dwóch miejscach, a wiadro wypełnione butelką stało na blacie z kilkoma miskami przykrytymi ręcznikami, aby utrzymać ciepło w jedzeniu.

A przy tym, co, najwidoczniej, było jego talerzem, stał kufel z piwem.

Jego talerz.

Jego miejsce.

To ciepło w jego wnętrznościach nasiliło się.

Wyspa nie wyglądała tak, kiedy wychodził na zewnątrz.

Oświetlenie pokoju również zostało przyciemnione.

A indyk leżał na blacie, odpoczywając i czekając, aż go pokroi na stojący obok talerz.

Wreszcie, Pepper i Juno stały tam, Juno stała przed mamą, trzymając nadgarstki Pepper, które spoczywały na jej klatce piersiowej, ponieważ Pepper obejmowała swoją dziewczynę ramionami.

Były zajęte, kiedy był na zewnątrz.

Ale nigdy…

Musiał poświęcić sekundę…

Nigdy nie widział czegoś zbliżonego do tego podczas żadnego Święta Dziękczynienia, jakie miał.

I absolutnie żadna dusza nie włożyła w to takiego wysiłku tylko dla niego.

Jego gardło zacisnęło się i coś wydawało się wypchać tylną część jego przewodów nosowych. Zajęło mu trochę czasu i niemały wysiłek, by się przez to przebić, zanim spojrzał na Pepper przez szybę.

Ta piękna kobieta stojąca ze swoją piękną córką kochała go.

Kochała Auggie’go w sposób, który nigdy nie byłby ciężarem.

Zawsze będzie bryzą przepływającą przez jego życie, utrzymującą go w spokoju, utrzymującą świeżość, uspokajającą go.

Uszczęśliwiającą go.

Jego gardło znów było ściśnięte, kiedy podszedł do drzwi i otworzył je.

Szczęśliwego Dnia Dziękczynienia!” - krzyknęła Juno, w tym samym czasie jej matka powiedziała to samo normalnym głosem.

Obie promieniały do niego.

Chryste.

Chryste.

Wiedział, że to się dzieje, ale i tak był szok dla systemu, gdy zdał sobie sprawę, że zakochał się dwa razy w ciągu miesiąca.

W blondynce.

I brunetce.

Nie brzmiał jak on sam, jego głos wydawał się odległy, kiedy powiedział - „Wygląda świetnie”.

Na jego ton Pepper przechyliła głowę, jej wzrok pozostał na nim, a na jej twarz przeniosło się ciepło, które Auggie poczuł rozlewające się po jego klatce piersiowej.

Juno skoczyła do przodu, opowiadając - „Kupiłyśmy płócienne serwetki i obrus, kosz liście i dynie z rogu, żeby stół był ładny. I specjalną szklankę do piwa, abyś miał to tu cały czas, tylko dla ciebie”.

Dotarła do niego podczas mówienia, złapała go za rękę i ciągnęła dwa kroki do wyspy.

„Jest przepiękne, kochanie, dziękuję.” - wymamrotał to niedopowiedzenie.

Uśmiechnęła się do niego - „Musimy zrobić Gwiazdkę jako następną. Ale możesz iść z nami na zakupy, kiedy będziemy to robiły”.

Nie lubił kupować.

Również nie zamierzał tego przegapić.

Za nic w życiu.

„Wchodzę w to” - powiedział.

„Okej, więc zaczynajmy” - oświadczyła Pepper, obserwując go uważnie, nawet gdy z wdzięcznością przesuwała je, zanim Auggie zrobiłby coś walniętego, na przykład pociągnął jedną lub drugą, lub obie z nich w ramiona i zmiażdżył ich kości, trzymając je zbyt mocno - „Ubijam ziemniaki. Aug, jesteś na służbie rzeźbiarskiej. Juno, napełnij kilka szklanek wody i postaw na stole masło, sól i pieprz”.

„Rozumiem!” - Juno powiedziała podekscytowana, puściła go i pobiegła do lady, gdzie czekały na napełnienie trzy kieliszki.

Indyk leżał blisko miejsca, w którym stojący blender unosił parę z gotowanych ziemniaków.

Zabrali się do pracy, a kiedy Pepper była u jego boku, a blender wirował między ziemniakami, masłem, solą, pieprzem i kwaśną śmietaną, uderzyła biodrem o jego biodro.

To sprawiło, że obciął kawałek piersi krócej, niż tego chciał, ale miał to w dupie.

Spojrzał na nią z ukosa.

„Okej?” - zapytała cicho.

„Najlepiej, jak kiedykolwiek byłem” - odpowiedział szczerze.

Jej oczy rozszerzyły się na to.

Potem jej twarz zrobiła się łagodna, raz jeszcze przypomniało mu się, jaka była cholernie piękna i dała mu to, czego potrzebował w tej chwili.

Odpuściła i skończyła ubijać ziemniaki, opierając się głównie na jego boku.

Stał silny, aby utrzymać ją w pozycji pionowej i kroić indyka.

W końcu jednak Pepper zajęła się wkładaniem ziemniaków do miski, wlewaniem sosu do sosjerki i sortowaniem wszystkiego, co zostało do zrobienia, w doskonałym czasie, bo skończył z ptakiem.

„Juno! Gdzie poszłaś? Dobrze byłoby usiąść i podziękować” – zawołała, gdy Auggie zaniósł półmisek na wyspę, która była teraz zapchana jedzeniem.

Nie mieli czasu, aby zrobić jego kulki kukurydziane, a przy całym tym jedzeniu wydawało się, że był to pomyślny obrót wydarzeń.

Auggie był głodny i nie mógł się doczekać jedzenia.

To, czego Auggie nie zamierzał zrobić w tym momencie, to pozwolić, by uderzyło go to, że nigdy nie widział tyle jedzenia na rodzinnym stole, przy którym zajmował miejsce.

Ale dziesięć minut wcześniej zdecydował, że to, we wszystkich jego wcieleniach, będzie jego przyszłość.

Oznaczało to, że czas, by zapomnieć o przeszłości, miał miejsce, gdy stał na tylnym patio Pepper.

A teraz nadszedł czas, żeby się przyzwyczaić do tego.

„Juno! Laleczko! Indyk je…”

Pepper urwała, a Auggie zesztywniał, gdy Juno pojawiła się na końcu korytarza.

Zniknęła Juno sprzed dziesięciu minut, która była podekscytowana ich stołem na Święto Dziękczynienia i kuflem Auggie’go.

Teraz wyglądała na przestraszoną.

A była taka, bo za nią stał Brett „Cisco” Rappaport.

Więc…

Gówno.

„Okej” - powiedziała szybko Juno, wbijając wzrok w matkę - „Wiem, że to podstępne i wiem, że podstępne jest złe, ale poprosiłam pana Cisco…”

Poczuł, że Pepper napięła się obok niego z jakiegoś powodu przy tych ostatnich dwóch słowach, a Juno mówiła dalej - „…by przyszedł zjeść z nami kolację, bo pomógł mi zrobić to, co mamy dzisiaj, bo pomógł mi połączyć ciebie i Auggie’go, mamo. I nie możesz być zbyt wściekła, bo zachowywałaś się głupio z tego powodu, a teraz nie zachowujesz się tak, a Auggie jest tutaj i wszyscy jesteśmy szczęśliwi”.

Usłyszał, jak Pepper nabiera oddechu.

Juno szła dalej.

„Poza tym pan Cisco powinien mieć kogoś, z kim mógłby spędzić Święto Dziękczynienia. Zapytałam go, a on powiedział, że nie ma. A powinien. Ponieważ jestem za niego wdzięczna. I ty powinnaś być za niego wdzięczna. I lubię go, a on troszczy się o mnie i was, a ja po prostu myślę… myślę…”

Cholera.

Traciła opanowanie.

Kiedy pomyślał, że będzie musiał wkroczyć, znalazła je ponownie.

„Myślę, że powinien być naszym przyjacielem, a przyjaciele mają przyjaciół na Święto Dziękczynienia”.

Potem nikt nic nie powiedział, ale Auggie położył dłoń na plecach Pepper, przygotowując się do zasłonięcia Juno, a nawet Cisco, wyjaśniając, jak to się stało i że wiedział o tym nawet, jeśli Pepper by się o to wściekła.

„Jak… dokładnie… ty i… pan Cisco… sprawiliście, by to się dzisiaj stało?” - zapytała.

Auggie zbliżył się do niej i otworzył usta.

Nie wydobył ani słowa.

„To moja sprawka, Pepper” - skłamał Cisco - „Z tobą, ostatnią z czterech kobiet, które jeszcze się nie podjęły, zdecydowałem…”

„Panie Cisco” - ucięła mu cicho Juno.

Zamknął się i spojrzał na nią.

Potrząsnęła głową.

Następnie spojrzał na swoje buty, kiedy Juno zwróciła swoją uwagę z powrotem na mamę.

„Kłamie, bo to byłam ja” - mówiła cicho - „Zdobyłam jego numer z telefonu cioci Ryn, zadzwoniłam do niego i poprosiłam, aby mi pomógł, a on zrobił to i dał mi telefon, abyśmy mogli bezpiecznie ze sobą rozmawiać, ponieważ ja… ja… umm, spotkałam go w Fortnum, kiedy miałam być w domu Emily…”

Pepper wciągnęła powietrze.

„…i wiem, że muszę oddać telefon i to zrobię. I przysięgam, przysięgam, że nigdy nie używałam go do niczego poza rozmowami z panem Cisco. Ale nie chcę odpychać pana Cisco, ponieważ… ponieważ…” - Juno ujęła dłoń Cisco, a Aug nie przegapił tego, jak to natychmiast pochłonęło Juno lub jak mężczyzna zbliżył się do niej trochę - „…ponieważ jest dla mnie miły i mnie słucha i kazał mi powiedzieć tacie, jak się czuję, a nie zrobiłam tego, więc dzisiaj się zatkało i pękło, a on jest moim przyjacielem i…”

„Kochanie, bądź cicho i weź oddech” – powiedziała cicho Pepper.

Ciało Juno podskoczyło, a jej wyraz twarzy stał się pełen nadziei, gdy zrobiła, jak jej kazano.

Po tym, jak to zrobiła, Pepper powiedziała - „Myślę, że jest tego sporo do omówienia i porozmawiamy o tym innym razem. Nie teraz. Nie dziś wieczorem. Dzisiaj wszyscy mieliśmy dużo. Myślę więc, że musimy porozmawiać o tym, za co jesteśmy wdzięczni, a potem zjeść”.

Pepper spojrzała na Cisco.

„Chciałabym, żeby pan do nas dołączył, ale nie mamy dodatkowego stołka. Może możemy…”

„Powiedziałam panu Cisco, żeby przyniósł” - zaćwierkała Juno i spojrzała na Cisco - „Przyniósł pan stołek?”

Pokiwał głową.

Auggie stłumił śmiech.

„Czy może go wnieść?” – spytała Juno mamę - „Wezmę jego talerz i przestawię wszystko na stole, żeby się zmieścił i takie tam”.

„A może wszyscy się tym zajmiemy, zanim to jedzenie ostygnie” – zasugerowała Pepper.

Uśmiech, który Juno skierowała do swojej mamy, rozjaśnił pokój i nie przygasł, kiedy przesunęła go do Cisco.

Potem pognała na wyspę.

„Tylko pójdę do samochodu” – mruknął Cisco.

Auggie patrzył, jak się odwraca, a potem przeniósł się do Pepper.

„Mała…”

„Jestem wdzięczna za ciebie i czuję się pobłogosławiona tym domem, tym jedzeniem i moją córką i to wszystko na teraz, okej?”

Zwalczył uśmiech i skinął głową.

„Okej” - stwierdziła stanowczo, po czym zaczęła pomagać Juno.

Auggie podszedł do drzwi wejściowych, myśląc, że Juno i Cisco nie mogliby lepiej zaplanować tego w czasie.

Dotarł tam i otworzył je i zobaczył, jak Cisco wnosi stołek na frontowe schody.

Kiedy mężczyzna zbliżył się do niego, powiedział pod nosem - „Juno i ja zdecydowaliśmy, że najlepiej będzie jak twoja wiedza na temat tej sytuacji zostanie przemilczana”.

„Nie będę niczego ukrywać przed Pepper”.

Spojrzeli sobie w oczy, a Cisco odpowiedział - „Twój wybór”.

Tak było, więc Auggie nie potwierdził.

Zostali poderwani przez Juno, krzyczącą - „No dalej, chłopaki! Im szybciej zjemy, tym szybciej dojdziemy do ciasta orzechowego”.

„Mówi to dziewczyna, która jadła już dziś obiad z indyka” – bezcielesny głos Pepper dobiegł gdzieś z kuchni, której nie mogli zobaczyć.

Cisco wszedł.

Auggie zamknął i zaryglował drzwi i poszedł za nim.

Kiedy dotarli do kuchni, zobaczyli, że miejsca Cisco i Juno są zgniecione razem na wąskim końcu, pod którym było miejsce na ich nogi, a Auggie i Pepper znaleźli się wzdłuż dłuższego boku.

Aug podejrzewał, że Cisco nie będzie miało z tym problemu.

Cisco postawił swój stołek tam, gdzie powinien, a Pepper podeszła do nich.

„Ręce, bo nie wszyscy możemy trzymać się za ręce przy stole” – rozkazała, biorąc dłoń Auggie’go i sięgając po Cisco - „Usiądziemy po tym, jak podzielimy się tym, za co jesteśmy wdzięczni”.

Cisco zawahał się, patrząc na Pepper, potem na Auggie’go, zanim ujął dłoń Pepper.

Bez wahania Juno połączyła się z Augie’m, a potem z Cisco.

Pepper spojrzała na córkę.

Aug pochwycił wzrok Cisco i pomyślał, że gdy nadejdzie jego kolej, Cisco nie musiałby mówić ani słowa.

Było jasne jak słońce, ten facet był szczęśliwy, że tu był. Zdecydowanie chodziło o Juno. Możliwe, że nie miał nikogo innego.

Ale doceniał to, gdzie teraz stał i nie ukrywał tego.

„Dzisiaj jest najpiękniejszy dzień w roku, ponieważ jego jedynym celem jest przypomnienie nam o wdzięczności” - zaczęła Pepper - „Być wdzięcznym za hojność ziemi i być wdzięcznym za bliskich, z którymi dzielimy nasze życie. Ale powiem teraz, że jestem szczególnie wdzięczna, że mam najlepszą córkę na świecie, nawet jeśli jest bezczelna i tak, nawet jeśli była podstępna. Jest i zawsze będzie światłem mojego życia”.

Pepper ścisnęła jego dłoń i spojrzał na nią.

„I jestem wdzięczna…” - znacząca pauza - „… jakkolwiek doszło do tego, że jesteś tutaj ze mną i Juno, Augustusie. Ponieważ jesteś niesamowity i uszczęśliwiasz mnie”.

„Mnie też uszczęśliwiasz, Auggie” - wtrąciła Juno.

„Dziękuję, kochanie” - mruknął do Juno.

„I zawsze jestem…” - kontynuowała Pepper, a Aug ponownie zwrócił się do niej, by zobaczyć, że patrzy na Cisco - „…wdzięczna za nowych przyjaciół”.

Auggie uśmiechnął się.

Cisco skinął głową Pepper.

„Jestem wdzięczna mamę, zawsze i na zawsze” – oświadczyła Juno - „I jestem wdzięczna za Auggie’go, bo jest słodki i uszczęśliwia mamę i mnie. I jestem wdzięczna za pana Cisco, ponieważ jest dobrym słuchaczem i przyniósł odpowiedni stołek, który pasuje do naszej wyspy”.

Pepper parsknęła śmiechem, a Juno ścisnęła dłoń Aug’a.

„Twoja kolej, Auggie” - ponagliła.

Skinął jej głową.

„Jestem wdzięczny za dwie piękne dziewczyny, które nauczyły mnie, czym jest prawdziwa rodzina” - powiedział i usłyszał inny dźwięk dochodzący z Pepper. Spojrzał prosto na Cisco - „I jestem wdzięczny za przypomnienie, że zawsze powinno się pozostać otwartym, bo nigdy nie wiesz, kiedy i z kim zawiążesz przyjaźnie, i nie chcesz ich przegapić, kiedy to się stanie”.

Cisco patrzył na niego przez długi czas, zanim pochylił brodę.

„Teraz pan, panie Cisco” - nalegała Juno.

Cisco odchrząknął - „Jestem wdzięczny, że mogę spędzić to święto z dobrymi ludźmi” - Spojrzał na Pepper - „I jestem wdzięczny za dobre serca, które mają niezwykłą zdolność przebaczania”.

Wtedy Pepper i Cisco spojrzeli na siebie.

Wtedy Auggie zauważył, że uścisnęła dłoń Cisco i mocno ją trzymała.

„Czy możemy teraz zjeść?” - Juno zabrzmiała.

„Oczywiście, Laleczko” - powiedziała Pepper.

Puścili ręce i skierowali się w stronę wyspy.

Juno tam tańczyła.

Pepper kroczyła tam dumnie.

Auggie klepnął Cisco w plecy i poszedł tam.

Dołączył do nich Cisco.

I zjedli kolację na Święto Dziękczynienia.

7 komentarzy:

  1. Mimo że rodzice Augiego to jedna wielka porażka to reszta to piękny rozdział :)
    Pan Cisco super że trafił do nich na święta i załatwili sprawę telefonu.
    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. To chyba najlepszy rozdział który autorka napisała...dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm najlepszy w tej powieści. Ja znam inny dużo lepszy. W serii paranormalnej. Scena gdy bohaterka umiera w trakcie ślubu. I odradza się. Tamta jest najlepsza... Prawie jak końcowa scena o Hawku kiedy jego kobieta omal nie umiera rodząc jego dziecko te są najpiękniejsze dla mnie. Ta jest wzruszająca. I nie pomyl się, nie atakuję. Dzielę się pięknem jakie odczułam wtedy. Zapamiętać scenę wśród tysięcy książek przeczytanych to jest coś 😘❤️

      Usuń
  3. Dzięki ❤️ Cisco wymiata. A mała jest cudowna. Chociaż gdybym była jej mamą pękła bym...może dlatego, że mam słodka naiwną 9latkę w domu. Dobrze, że jej gangsterski opiekun jest wrażliwym człowiekiem i ujęło go działanie małej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Juno jest niesamowita ❤️ naprawdę piękny rozdział. Bardzo dziękuję i czekam na kolejne ❤️

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dziękuję. Świetna książka

    OdpowiedzUsuń