niedziela, 19 grudnia 2021

9 - Chrupiąca Kaczka

 

ROZDZIAŁ 9

 

Chrupiąca Kaczka

 

 

 

Auggie

 

Niosąc torbę chińskiego jedzenia, Aug podszedł do domu Pepper, myśląc o tym samym, o czym myślał ostatnim razem.

Jej jesienne dekoracje to było gówno.

Nacisnął dzwonek do drzwi i przygotował się do czekania i do tego, że prawdopodobnie będzie musiał ponownie nacisnąć dzwonek.

Jej zewnętrzne światła były włączone, podobnie jak świąteczne lampki, które ciągnęły się przez dynie i doniczki z kwiatami po jej ceglanych schodach. Wysłał też wiadomość, że jest w drodze, a ona odpowiedziała Świetnie! Do zobaczenia wkrótce! więc wiedziała, że nadchodzi.

Wciąż był gotów czekać, bo kobiety to robiły. Czekanie.

Z jakiegokolwiek powodu to robiły, czy dając jasno do zrozumienia, że nie masz znaczenia, czy bo było im dobrze w ich własnej strefie, w swojej własnej przestrzeni i miały moc, by cię wpuścić, kiedy tylko im się spodobało.

Nawet gdy wiedziała, że przyjedziesz, żeby z nią pobyć lub żeby ją zabrać.

Jego mama robiła to samo. Nie tylko jego tacie, ale kiedy jego rodzice nie byli razem, a ona mieszkała gdzie indziej, a jego tata przejmował Aug’a na czas jej odwiedzin, robiła to Auggie’mu, jej własnemu synowi, gdy stał na zewnątrz pod jej drzwiami.

Wtedy tego nie zrozumiał.

Nie dostał tego teraz.

To, co dostał, to wstrząs, gdy drzwi otworzyły się na te myśli w kilka sekund po tym, jak zadzwonił.

I Pepper stała tam, ubrana w to, co miała na sobie wcześniej tego dnia. Zdarty beżowy sweter, który był opięty w pasie i spadał jej z ramienia.

Pod nim była biała koszulka lub stanik z wysokim wypełnieniem dekoltu z koronki, którą można było zobaczyć i ramiączkami spaghetti. I miała na wpół przetarte, białe, obcisłe dżinsy zakrywające jej nogi.

Wcześniej tego dnia miała na sobie botki do kostek, ale teraz miała bose stopy, a palce pomalowane na kolor wina. Poza tym jej włosy były wcześniej rozpuszczone, a teraz były w nieładzie na czubku głowy, kosmyki unosiły się wokół jej twarzy i szyi.

Pepper miała dużo włosów w kolorze miodu i niezwykle jasne, oliwkowe oczy, które miały ciemnoniebieskie kółko na krawędzi tęczówki.

Ze swoimi oczami, włosami, nieskazitelną skórą i pięknymi rysami i wszystkim tym zwieńczonym wysokim, smukłym ciałem z idealnie proporcjonalnymi biodrami i cyckami, ubranym w fajne ubrania, z tym wyrazem twarzy miło cię widzieć, była, szczerze wobec Chrystusa, pełnym pakietem.

I z tego powodu, na jej widok, jego kutas podskoczył.

„Hej!” – przywitała się podekscytowana, już ruszając, by otworzyć drzwi sztormowe.

Jego kutas znów podskoczył.

„Hej” – odpowiedział, czując, jak jego usta się wykrzywiają.

Przytrzymała otwarte drzwi, on przeszedł i zauważyła w kierunku torby, którą niósł - „Wygląda na to, że to dużo chińskiego jedzenia”.

Zatrzymał się w środku i stwierdził - „Lubię noodle”.

Uśmiechnęła się do niego - „Racja”.

„I bułki jajeczne”.

„Niesamowite”.

„I chrupiącą kaczkę”.

Jej ciało zakołysało się do tyłu - „Łał, kolego. To jakieś wyszukane jedzenie to, co tam masz. To jak jedzenie typu świąteczny-obiad. Ostrzeżenie, takie jedzenie daje dziewczynie pomysły”.

Mogła mieć dowolne pomysły, zwłaszcza jeśli chodziło o niego.

Kurwa, musiał ją pocałować.

Całować ją mocno, a potem rżnąć mocniej, a potem znaleźć jakiś sposób, by zawłaszczyć ją w pierwotny sposób, którego ani ona, ani nikt inny nie mógłby pomylić.

To było dziwaczne i rzeczywiście niepokojące, ale dzięki temu odkrył, że myśli o takich rzeczach jak piętnowanie, tatuaże, po prostu coś... trwałego.

Innymi słowy, pieprzone gówno jaskiniowców.

Pragnął jej wcześniej.

Ale ta zabawna, szczera, zalotna laska, która otworzyła mu drzwi bez żadnych bzdur i wpuściła go do swojego domu, który na pierwszy rzut oka zobaczył, że jest uporządkowany, łagodny i pachnie jak…

Powąchał.

„Pogoda na swetry” - powiedziała.

„Co?” - zapytał.

Rzuciła mu kolejny uśmiech, zamknęła i - był szczęśliwy widząc to - przekręciła klucz w drzwiach - „Zapach. Świeca, którą palę. Nazywa się „pogoda na swetry” i to idealna nazwa, nie sądzisz?”

Nie obchodziło go, jak to się nazywało, obchodziło go tylko, że pachniało fantastycznie, a tak było.

To nie było pytanie, na które miał odpowiedzieć, więc nie odpowiedział i to nie tylko dlatego, że tak nie było. Ale, ponieważ wzięła go za rękę i wyprowadziła z przedpokoju do swojego domu.

I kiedy to zrobiła, doświadczył innej części Pepper.

Domu, który stworzyła.

Więcej…

Domu, który dała Juno.

Bardzo dobrze spędził czas w przedpokoju, po ciemku, ale to nie skończyło się dobrze.

I wszedł po schodach do jej pokoju.

To było to.

Widząc większość tego…

Cholera.

Miejsca jego matki były zawsze tymczasowe.

Rzucała, albo zamieszkiwała z jakimś facetem, który mieszkał albo w kawalerce, albo we własnym śmietniku.

Mieszkanie taty Auggie’go było bardziej stałe, ponieważ nigdy się nie przeprowadzał (jego mama w większości je opuszczała, chociaż czasami zmieniała miejsce i wyrzucała jego tatę, ale te czasy zapowiadały, że nie do końca to czuła, bo robiła to, by tata Auggie’go dokonał pokuty i by następnie pozwolić mu dość szybko wrócić).

Mimo to dom jego ojca wydawał się nietrwały, ponieważ jego matka stale się wprowadzała i wyprowadzała, zabierając ze sobą rzeczy, których mogła nie przywieźć, a jeśli to zrobiła, mogła je umieścić w innym miejscu. Albo miała atak i coś rozwalała, podarła, zabierała na podwórko i paliła. Albo zrobił to jego ojciec.

Miejsce Pepper było…

Nawet nie blisko tego.

„Ty to rozpakujesz, ja wezmę talerze, napoje i inne rzeczy” – rozkazała, puszczając go, kiedy byli przy jej wyspie.

Pepper podeszła do szafek.

Auggie położył torby z jedzeniem na wyspie.

„Co chcesz do picia?” - zapytała.

„Masz piwo?”

„Tak” - powiedziała, wyjmując duże talerze, które pasowały do jej kuchni, ustawiając je przy jedzeniu, które wystawiał, a następnie kierując się do lodówki - „Mam jutro wolne od pracy, ale dziś wieczorem muszę iść. Zadzwoniłam do Iana, a on przesunął kolejność tańców, więc będę ostatnia. Nadal muszę wyjść około ósmej trzydzieści, najpóźniej o dziewiątej”.

Spojrzała na niego - „Czy to okej?”

Odłożył karton lo mein, mówiąc - „Oczywiście, mała”.

To przyniosło mu kolejny uśmiech i odwróciła się z powrotem do lodówki, otwierając drzwi - „Wybory, Fat Tire lub Blue Moon”.

Odpowiedź zajęła mu chwilę, głównie dlatego, że zobaczył kupkę bitej śmietany posypaną wiórkami czekolady przykrywającą półmisek w jej lodówce.

Zrobiła French Silk Pie.

Chryste.

To było coś, czego nigdy nie widział w domu swojej mamy.

Deser domowej roboty.

Albo cokolwiek, co zrobiłaby specjalnie dla Aug’a.

To była ich pierwsza randka twarzą w twarz.

Z wysiłkiem wydobył odpowiedź na jej pytanie - „Fat Tire”.

Złapała butelkę piwa, a także dużą zieloną butelkę Perrier.

Wróciła na wyspę z ich napojami, odstawiła je i zapytała - „Szklanka czy z butelki?”

„Nie brudzę szklanki”.

Dała mu jasne oczy i poszła do szuflady.

Aug zrzucił pokrywki z jedzenia, a ona skończyła swój występ, odkręcając piwo, biorąc naczynia, serwetki i nalewając sobie Perrier do szklanki, do której dodała już pokrojone plasterki cytryny i limonki, które miała w lodówce.

„Nie piję przed tańcem” - wyjaśniła - „Bo jeśli nie piję więcej, alkohol sprawia, że jestem ospała. A jeśli będę to robić dalej, upiję się”.

To sprawiło, że się do niej uśmiechnął – „Nie musisz tego wyjaśniać, Pepper. Nie jestem facetem typu piję-więc-każdy-musi-się-napić”.

„Super” – mruknęła, wkładając łyżki do jedzenia, które ich potrzebowało, i wręczając mu talerz.

Przełożyli, a potem wspięli swoje tyłki na stołki przy wyspie.

„Czy udało ci się objąć inwigilacją Przybytek Prawdziwego Światła?” - zapytała.

Przełknął jedzenie, które wepchnął sobie do ust i odpowiedział - „Coś w tym stylu”.

Skinęła głową, po czym kontynuowała - „Wyczuwam z informacji o finansach, które zebrałeś, że masz sposoby i środki. Czyli włamujesz się również do ich komunikacji?”

„Biorąc pod uwagę to, co do tej pory odkryliśmy, Hawk umieści tę sytuację na porządku dziennym jutrzejszego spotkania zespołu” – powiedział jej zamiast odpowiedzieć twierdząco, co było szczerą odpowiedzią - „Chcesz przyjść?”

Ożywiła się na swoim stołku - „Mogę?”

Uśmiechnął się do niej - „Nie”.

Udawała grymas, który był zabawny.

Potem spoważniała - „Czy Hawk naprawdę to zrobi?”

„Tak, naprawdę”.

„Okej, w takim razie czuję się z tego powodu dziwnie”.

On też spoważniał i zapytał - „Dlaczego?”

„Nie wiem. Ale wasz czas jest wart swojej ceny. Czuję, że jest wiele wart. A Hawk potrzebuje trochę przychodu, żeby wypłacić to, co zarabiają jego ludzie. Nie robią mnóstwa rzeczy dla jakiejś laski, które nie są refundowane”.

Wtedy Auggie stał się bardzo poważny.

„Jeśli chcesz zasugerować, żeby Elvira wystawiła ci fakturę, nie rób tego. Po pierwsze, Elvira nigdy by tego nie zrobiła. To jest w rodzinie. Jej palce mogą roztopić się na klawiaturze, jeśli spróbowałaby wypisać dla ciebie rachunek. I powtórzę, to jest w rodzinie. Więc Hawk nigdy by jej o to nie poprosił”.

Elvira była ich kierownikiem biura i nie kłamał na temat tego, co mogłoby się stać, jeśli ktoś bliski załodze spróbowałby poprosić o zapłacenie za ich usługi. Chociaż jej palce się nie stopiły, po prostu wyjawiłaby swoje myśli w tej sprawie i odmówiła zrobienia tego.

Ale Hawk nigdy by na to nie pozwolił.

„To nasza pierwsza randka, Auggie” - powiedziała cicho - „I jest przy moim kuchennym blacie, a za kilka godzin muszę ją skończyć, żeby iść do pracy. Prawie nie jestem w rodzinie”.

Odłożył widelec i chwycił bułkę z jajkiem, ale zanim go ugryzł, powiedział - „W takim razie nie rozumiesz pojęcia rodziny”.

Koncentrował się na żuciu jedzenia, ale kiedy dostrzegł jej wyraz twarzy, skoncentrował się na niej.

„Kotku” - powiedział, ale było to pytanie.

Zrozumiała jego pytanie i odpowiedziała - „To może najfajniejsza rzecz, jaką ktoś mi kiedykolwiek powiedział”.

Racja, to było ryzyko. Do tej pory wydawało się, że za każdym razem, gdy zbliżyli się za bardzo, sprawy wymykały się spod kontroli.

I był głodny, a ona w końcu musiała iść do pracy.

Mimo to podjął to ryzyko, pochylił się nad nią i dotknął ustami jej ust.

Podobał mu się wyraz jej twarzy, kiedy się odsunął, o wiele bardziej niż ten, który miała, kiedy wchodził.

Chwycił piwo i wziął łyk.

„Mówiąc o rodzinie, zadzwonię do brata i powiem mu o mamie” – oznajmiła.

Połykanie było trudne, ponieważ był zaskoczony, że już podjęła tę decyzję.

Ale zrobił to i skupił się na niej - „Tak?”

Skinęła głową, ale teraz nie wyglądała tak gorąco.

Podjęła decyzję, ale nie zgadzała się z nią.

„Przy twojej wyspie kuchennej i przy chińszczyźnie to jest zbyt głębokie” - powiedział - „Ale dam ci trochę wglądu bez zagłębienia się w całą historię. Nie dogaduję się zbyt dobrze z moją mamą. Jestem pewien, że nie dziwi cię, że mamy złą przeszłość. Podzieliłem się z tobą trochę. Nadal chciałbym wiedzieć, gdyby coś było z nią nie tak. Gdyby miała kłopoty finansowe. Jeśli ktoś sprawiałby jej problemy. A na pewno, jeśli byłaby chora”.

Skinęła głową i podniosła rangun, wpychając go do słodko-kwaśnego sosu.

„Chcesz, żebym spędził trochę czasu na obserwowaniu go?” - zaproponował.

Jej spojrzenie padło na niego - „Przepraszam?”

„Życie jest do bani, Pepper. To gówno, które dowiedziałem się o twoim bracie, przedstawia całkiem mroczny obraz. Ale żadne z nas nie wie, co się za tym kryło”.

„Za biciem żony?” - zapytała.

Potrząsnął głową - „Nie bronię go. Ale pod moim naciskiem zaraz otworzysz drzwi, które były całkiem poważnie zamknięte. Czułbym się bardziej komfortowo, mając lepszą kontrolę nad człowiekiem, którym on jest dzisiaj, zanim zadzwonisz do niego i otworzysz te drzwi. Nawet po to, by podzielić się informacjami o waszej mamie. Są inne sposoby, na które mógłby się dowiedzieć, a ciebie to by nie dotyczyło”.

Nie podzielił się tym, że wiązałoby się to z nim lub członkiem zespołu.

Tylko nie z nią.

„Auggie, jeśli wykonujesz swoją pracę, wychodzisz, a potem zdejmujesz krąg brudnych gliniarzy, odkrywasz to, co nieprzyjemne dzieje się w moim rodzinnym kościele i poświęcisz czas na odkrycie, jakim człowiekiem jest dzisiaj mój brat, kiedy znajdziesz czas na randkę? I, co równie ważne, będziesz w szkole Juno i zbudujesz dekoracje na Święto Dziękczynienia?”

Zachichotał.

Wyciągnęła rękę i ścisnęła jego udo, po czym cofnęła rękę.

To było przyjazne.

Nadal czuł jej dotyk w penisie.

To dlatego, że była nią.

Było tak również dlatego, że kiedy uprawiali seks, było to zajebiste.

Ale świadomość, że zrobiła się gorąca podczas seksu i była nieskrępowana, chętna i zdolna do tego, by to zrobić, dać to, wziąć i zacząć to robić, nie była pomocna w jego misji, by działać wolno.

A przysiągł sobie, że zrobią to wolno.

Ponieważ nie chciał zrobić niczego, by ją przestraszyć, a nie znał jej na tyle, by wiedzieć, co ją przerazi.

Więc nawet jeśli chciał więcej jej fizycznie - a bardzo chciał - pomyślał, że najlepiej będzie, jeśli wyciszą to i zbudują między sobą coś solidnego, zanim znowu tam pójdą.

„W każdym razie dzięki” - kontynuowała - „Myślę, że z Birchem po prostu muszę zaryzykować”.

„Mam nadzieję, że rozumiesz, dlaczego, mimo że namawiałem cię do rozważenia tego, teraz nad tym ponownie się zastanawiam”.

Na to uderzyła kolanem o jego kolano, a także wyciągając rękę, ponownie ścisnęła jego udo.

I powiedziała - „Jesteś słodki, Auggie, ale jestem dużą dziewczynką. Rozegram to mądrze. Ale mogę liczyć na twoje wsparcie?”

„Absolutnie”.

Rzuciła mu kolejny uśmiech i wróciła do jedzenia.

Wrócił do swojego, ale wyjął telefon i jedząc, a także używając kciuka na telefonie, spojrzał w górę, a następnie wysłał jej informacje, których potrzebowała, aby skontaktować się z jej bratem.

Włożył telefon z powrotem do dżinsów i całkowicie skoncentrował się na jedzeniu, kiedy zdał sobie sprawę, że nie słyszy dzwonka jej komórki z wiadomością.

„Właśnie wysłałem ci SMS’a z danymi kontaktowymi twojego brata” – powiedział.

„Super, Słonko, dzięki” – mruknęła z roztargnieniem, skupiając się na ułożeniu pomarańczowego kurczaka na smażonym ryżu.

Właśnie znowu nazwała go „Słonko”.

Znowu mu się to podobało, zwłaszcza teraz, kiedy nie było to scenariuszem, który go wkurzał.

Ale coś zwróciło jego uwagę.

„Gdzie twój telefon?” - zapytał.

Zwróciła na niego uwagę - „W strefie biurowej”.

„Powtórz?”

„W strefie biurowej” - powtórzyła, po czym powiedziała - „Cholera. Przepraszam. Nie oprowadziłam cię. Chociaż mam wymówkę” - Kolejny uśmiech - „Byłam głodna”.

„Byłoby fajnie obejrzeć wszystko, kochanie, twój dom jest niesamowity…”

„Łał, dzięki” – wtrąciła się.

„…ale gdzie jest twój telefon?” - skończył.

Rzuciła głową na bok.

„Mówiłam ci, Auggie, jest w strefie biurowej”.

„Czy to jest na górze?”

„Nie, to ten pokój, obok którego przeszliśmy przy wejściu”.

Koncentrował się na tym, jak trzymała go za rękę oraz na czuciu i zapachu jej domu, więc nie zauważył tego pokoju.

„Czy się rozładował?” - zapytał.

Usiadła wyprostowana i poświęciła mu całą swoją uwagę.

Następnie otworzyła usta.

Ale zamknęła je i coś przeszło jej twarz.

Potem otworzyła je ponownie, żeby przemówić.

„Jesteś dorosły, więc kiedy tu jesteś, możesz sam podjąć tę decyzję. I masz pracę, o której jeszcze nie rozmawialiśmy, która może oznaczać, że musisz mieć łączność” - zaczęła - „Ale mam zasadę. Elektronika pozostaje w strefie biurowej. Wyłączam dźwięk w telefonie, a jeśli jestem w domu, wchodzę tam i sprawdzam. Upewniam się, że nikt nie dzwonił ani nie pisał. Ale mogę też być jedyną osobą poniżej osiemdziesiątki, która nadal ma telefon stacjonarny. Jeśli ludzie mnie potrzebują, mogą do mnie zadzwonić, a ja nie muszę cały czas mieć przy sobie telefonu ani dzwonić i piszczeć przez cały czas”.

Zatrzymała się.

Nic nie powiedział, przetrawiając te informacje.

Zaczęła ponownie.

„A Juno nie ma telefonu. Ale ma laptopa i kilka przenośnych gier. Rozważam też kupienie jej iPada na Boże Narodzenie. Ale te rzeczy nie wchodzą do naszej przestrzeni życiowej ani do odpoczynku. Nasz salon służy do życia. Nasze sypialnie służą do spania lub relaksu. Uzależnienie od ekranu nie sprzyja temu”.

Auggie nadal nie miał odpowiedzi.

Chociaż uważał, że to było cholernie fajne.

Pepper przyglądała mu się w milczeniu, po czym zauważyła - „Uważasz, że jestem dziwna”.

„Nie, myślę, że to jest cholernie fajne” – odpowiedział - „Muszę ci powiedzieć, przynajmniej pół tuzina razy w tygodniu chcę wyrzucić swoją komórkę do śmieci”.

„Wiem, prawda?” - zapytała już nie przejmując się jego reakcją, dlatego się ożywiła - „Wygląda na to, że wszyscy spuszczą głowę i wszędzie wpatrują się w swoje telefony. Chcę ich zatrzymać i powiedzieć: „Świeci słońce, jest cudownie i ciepło, a ciebie to omija”.”

Nie dlatego chciał wyrzucić telefon do śmieci. I to było dziwne, ale nie w zły sposób, że odczytała to na nim.

„Praca zawsze wkracza w życie?” - zapytała.

Lubił swoją pracę. Lubił tych, z kim pracował.

Więc to nie było to.

Ale nie był pewien, czy nadszedł czas, aby ją obciążać.

„Albo coś innego?” - naciskała, kiedy nie odpowiadał.

„Moi rodzice wciągają mnie w różne rzeczy” - przyznał.

Oparła się, a on patrzył, jak jej usta się zaciskają.

„Jest okej” – zapewnił - „Jest jak jest. Prawdopodobnie bym wpadł w szał, gdyby to przestało się dziać” - Tym razem on uderzył kolanem w jej kolano - „Chodzi mi o to, że jestem do tego przyzwyczajony”.

„Ale to sprawia, że chcesz wyrzucać telefon do kosza tuzin razy w tygodniu” – zauważyła.

„Pół tuzina, góra” - zażartował.

„Aug…” - zaczęła.

Ale nie wyszła więcej, ponieważ drzwi frontowe się otworzyły i Juno krzyknęła - „Mamo! Zapomniałam różowy sweter!”

Auggie wstał, nie wiedząc dokładnie, dlaczego to zrobił, ale pełen lęku wyraz twarzy Pepper powiedział mu, że musi być przygotowany na wszystko, o co prosi.

Juno zdecydowanie dążyła do tego, aby był dokładnie tam, gdzie był.

Ale nawet jeśli on i Pepper o tym nie rozmawiali, wiedział po wyrazie jej twarzy, że Pepper nie powiedziała córce, że wchodzi tam z nim.

I wiedział, dlaczego Pepper nie chciałaby, żeby wiedziała, że tam jest.

Przynajmniej jeszcze nie.

Usłyszeli, jak stopy Juno uderzają o schody, a wtedy Pepper wyskoczyła z tego i dała wskazówkę, jak sobie z tym poradzi.

Zrobiła to, krzycząc - „Nawet nie przyszłaś…”

Auggie coś wyczuł, spiął się, a potem odszedł na bok wyspy.

„…by przytulić matkę?” - skończyła krzyczeć.

Ale ostatnie słowo brzmiało uduszone.

Ponieważ ujawnił się dla niej powód, dla którego Auggie sprężył się i zszedł na bok wyspy.

Aug złapał go idącego korytarzem.

I on zauważył Auggie’go, gdy szedł korytarzem.

Ciemnowłosy. Poważnie dobrze zbudowany. Przystojny.

Mężczyzna miał piętnaście, może dwadzieścia kilogramów więcej niż Auggie i wyglądało na to, że były to tylko mięśnie.

Mimo to Auggie by go unicestwił.

Zatrzymał się w kuchni, oderwał zirytowane spojrzenie od Aug’a i spojrzał na Pepper.

„Co się dzieje, Pepper?” - zapytał.

Aug’owi nie podobał się ton jego słów.

Do diabła, nawet nie lubił słów.

To musiał być tata Juno.

A poważnie…

Za kogo, do cholery, się uważał, że wchodził do domu Pepper i pytał o takie gówno?

Auggie poruszył się, poczuł na sobie uwagę Pepper i usłyszał, jak mówi - „Auggie, jest okej”.

Spojrzał na nią przez ramię.

Ona też stała.

Co więcej, była blada i otwarcie przerażona.

„Na pewno?” - zapytał.

„Kim jest ten pieprzony facet?” - zażądał informacji były.

„Auggie, to jest Corbin Patrick. Corbin, tu Augustus Hero” - przedstawiła.

Aby zrobić to dla Pepper, Auggie zrobił krok do przodu i wyciągnął rękę.

Corbin wpatrywał się w niego, jakby to był wąż, na którym miał wylądować butem.

Opuścił rękę.

„Corbin…” - spróbowała.

Mężczyzna przypiekł Pepper spojrzeniem - „Kurwa, okłamałaś mnie”.

„Corbin…” - spróbowała ponownie.

„Ostrożnie, przyjacielu” - ostrzegł Auggie.

Corbin zwrócił się do niego - „Pieprz się”.

Corbin!” - Pepper warknęła.

„Pamiętaj, gdzie jesteś” - poradził Auggie’mu Corbin.

„Wiem, gdzie jestem, człowieku, a ty pamiętasz, gdzie jesteś?” - zapytał Aug.

Pepper była w ruchu, miała go okrążyć.

Stanął przed nią, obejrzał się przez ramię i powiedział, potrząsając głową - „Mm-mm”.

„Słonko” - wyszeptała, chociaż jej twarz zrobiła się łagodna, a oczy rozbłysły w sposób pieprz-mnie-teraz, który był fenomenalny, ale w tym momencie zupełnie nie pomagał.

Kiedy nazwała go tak po raz pierwszy, wiedział, że jeśli kiedykolwiek zdoła uczynić ją swoją, wiele ujdzie jej na sucho, jeśli użyje tego słowa na nim.

Ale nie to.

„To kuchnia mojej córki” - rzucił Corbin, odzyskując uwagę Auggie’go.

„Jest. Jest także jej matki i jej matka spłaca kredyt hipoteczny” – stwierdził Auggie.

Pepper zbliżyła się do jego pleców, ale była na tyle sprytna, że nie próbowała go wyprzedzić, i powiedziała - „Corbin, musisz…”

Auggie!” - wrzasnęła Juno.

Aug spojrzał za Corbin’a i zobaczył, że Juno minęła schody i płynęła korytarzem w jego kierunku, trzepotała różowym swetrem w dłoni, gdy szła, z otwartym i szczęśliwym wyrazem twarzy.

Sprężył się, ale wciąż wpadł na jej matkę za nim, kiedy Juno uderzyła go w pełnym biegu i musiał cofnąć nogę.

Owinął dłoń z tyłu jej głowy - „Cześć kochanie”.

Ciągle przytulała go w pasie i patrzyła na niego.

Miała to, co teraz wiedział, to włosy jej ojca, ale budowa ciała matki, a także oczy matki.

To było uderzające.

Ale na twarzy była małą dziewczynką i była urocza jak cholera.

„Co tu robisz?” - zapytała.

Poczuł, jak dłoń Pepper naciska na środek jego pleców i to było to.

Świetnie.

Nie było stamtąd pomocy.

„Jem kolację z twoją mamą” – odpowiedział.

„Fajnie!” - krzyknęła, puściła go, odskoczyła, a potem zaatakowała mamę - „Cześć mamo!”

„Wreszcie. Pamięta, że istnieję” – zażartowała Pepper.

Juno nie pozwoliła mamie odejść, gdy wygięła się do tyłu i rzuciła Pepper spojrzenie małego dziecka zamknij się.

Twarz Pepper zmieniła się w wyraz Przyzwyczaj się do tego, jestem twoją matką i będę cię kochała, dopóki nie umrzesz.

Juno potrząsnęła głową w geście cokolwiek.

Pepper naśladowała go, po czym zabawnie pociągnęła za włosy córki.

Auggie prawie wybuchnął śmiechem.

Z drugiej strony, to był jego stały stan, kiedy był w pobliżu tej dwójki.

Nigdy czegoś takiego nie widział i uwielbiał ich interakcje.

„Juno, wyjdź i usiądź w samochodzie” - Corbin przerwał tę cichą, przezabawną i niesamowitą zabawę, aby wydać ten rozkaz.

Wciąż nie puszczając mamy, Juno spojrzała na ojca.

Auggie też to zrobił, mrużąc oczy.

„Ale tato” - Był w tym jęk, nie w pełni, ale był – „Auggie jest tutaj i…”

„Co ja powiedziałem, Juno?” - zażądał Corbin.

W dalszym ciągu patrzyła na swojego tatę, a kiedy było jasne, że nie podda się jej, zerknęła przez Auggie’go z zakłopotaniem, które go cholernie wkurzyło, a potem na mamę.

„Rób, co mówi twój tata, laleczko. Dobra?” – nalegała Pepper, wygładzając włosy córki - „Ale nie bez uścisku i pocałunku. Tak?”

Juno nie ruszyła się od razu. Ale kiedy Pepper pochyliła się do niej, dała mamie uścisk, który dostała w zamian, tak samo z jak pocałunek.

„Do zobaczenia później, aligatorze” – powiedziała Pepper, jej głos miał wymuszony śpiew, którego wcześniej nie było.

Tak.

Była wkurzona, że Corbin zasadniczo wyrzucał ich córkę z jej własnego domu.

Może też wkurzyła się, że aby być przyzwoitym rodzicem, musiała trzymać gębę na kłódkę i nie sprzeciwiać się jego rozkazom.

„Później, mamo” - wymamrotała Juno, po czym spojrzała na Auggie’go - „Później, Auggie”.

„Później, kochanie” - odpowiedział.

Jej usta poruszały się, a on nie wiedział, czy próbowała się do niego uśmiechnąć, czy starała się nie płakać.

Odwróciła się i łagodniejszym głosem Corbin powiedział - „Weź klucze, przycisk”.

Poszła do ojca, wzięła jego klucze, a potem brnęła, jakby drewniane podłogi zamieniły się w szlam, korytarzem i drzwiami frontowymi.

Kiedy się zamknęły, dorośli ponownie skupili się na sobie spojrzeniem ostrym jak laser.

Pepper zaczęła pierwsza.

„Nie podoba mi się pomysł, żeby moja córka siedziała sama w twoim samochodzie, Corbin”.

„Czy ten facet śpi w twoim łóżku, kiedy moja córka jest w tym domu?” – zapytał Corbin, całkowicie ignorując to, co powiedziała Pepper.

„Może muszę zdefiniować, w jaki sposób musisz być ostrożny, Corbin” - zasugerował Auggie.

„To ciebie cholernie nie dotyczy” – odgryzł się Corbin Auggie’mu.

„Stoję właśnie tutaj i zostałem zaproszony” - odpalił Aug.

„Przestańcie” - syknęła Pepper.

Ale zrobiła to, robiąc coś, co uważał za dziwne.

Przesunęła się z miejsca, w którym stała, za jego plecami, na bok. Przesunęła swoje ciało w prawo do jego boku, wciskając się tam i obejmując go ramionami.

Jezu, kurwa.

Określała swoje prawa do niego.

W obecności swojego byłego stwierdzała, że jest Auggie’go.

A ex nie przegapił tego.

Atmosfera pokoju, już nie dobra, rozpadła się.

Gorzej było, kiedy Aug objął ją ramieniem.

„Corbin, musisz iść” - rozkazała.

Oczy mężczyzny przesunęły się z miejsca, w którym Pepper trzymała Auggie’go w talii, aż do jej twarzy.

„Stałaś w tym pokoju niecały tydzień temu, słuchając, jak mówię ci gówno…” - zaczął.

Ale nie skończył.

„Właśnie dowiedziałam się, że moja matka ma raka” – odpaliła – „A ty pojawiłeś się niezapowiedziany. I przypomnę, nie rzuciłam się na twoją ofertę pojednania. Bo to nie jest możliwe, Corbin. I to nie dlatego, że złamałeś moje zaufanie w sposób, którego nie da się naprawić. Niezależnie od tego nie chcę, żebyś je naprawiał. Ruszyłam dalej. A nawiasem mówiąc, nie kłamałam na temat Auggie’go. Nie widywaliśmy się wtedy. Od tego czasu to zmieniło się. To nie twoja sprawa, z wyjątkiem tego, że Auggie od jakiegoś czasu był częścią mojego życia, a na swój sposób, jak wiesz, i był częścią Juno. Teraz jest w tym w ten sposób i mam nadzieję, że oznacza to, że będzie w życiu Juno w inny sposób. Więc w końcu będziesz musiał wiedzieć”.

„Nie wspomniałaś o takiej możliwości, kiedy o nim rozmawialiśmy” – splunął Corbin.

Racja, ten facet tego nie łapał, a to trwało cholernie zbyt długo.

„Nie wspomniałeś też, że pieprzyłeś swoją dziewczynę z liceum przez sześć lat, podczas gdy miałeś w domu kobietę i dziecko” – wtrącił Auggie.

Corbin podszedł do niego.

Auggie wepchnął Pepper za plecy.

Była jednak szybka. Wystarczająco szybko, by odwrócić się i stanąć przed nim.

Miała obie ręce w górze, żeby ich powstrzymać, ale Aug zaczepił ją za żebra i odciągnął ich oboje od Corbin’a.

„Okej, to nie dzieje się w moim domu ani nigdzie” - oświadczyła - „Corbin, skończyliśmy. Przepraszam, jeśli zastanawiałeś się nad tym, ale jeśli myślisz o tym dalej, skończyliśmy, zanim jeszcze zaczęliśmy. A ty…” - odwróciła się, by spojrzeć na Aug’a - „…zachowuj się”.

To było urocze, a w jej oku pojawiła się iskra, która zarówno świadczyła o zirytowaniu, jak i jeszcze coś innego.

Mimo to zacisnął zęby.

Bo ten facet był dupkiem, a jego swędziało, by wbić mu pięść w gardło.

„Masz szczęście, że przeszkodziła, kolego. Wpieprzyłbym ci” - zagroził Corbin.

To było wtedy, kiedy Auggie się odprężył.

Bo ten gówniarz w to wierzył i tylko głupiec groził, a jeszcze większy głupiec nie doceniał swojego przeciwnika.

Co zaskakujące, poczuł, że Pepper też się rozluźnia.

Powiedziała też - „Naprawdę nie chcesz tam iść”.

„Tak myślisz?” - zapytał złośliwie Corbin.

„Nie, nie sądzę” - odszczeknęła mu się - „Ponieważ po pierwsze, jeśli zdarzy ci się z jakiegoś głupiego powodu, z którego według ciebie masz do tego prawo, kontakt fizyczny z mężczyzną, z którym się spotykam, zostaniesz zredukowany do zera przez faceta, z którym moja córka spędza co drugi tydzień. A po drugie, ponieważ jest byłym żołnierzem piechoty morskiej i aktualnym komandosem, a ty możesz mieć trochę przewagi ciężaru, Corbin, ale on wytarłby tobą podłogę”.

Zaalarmowany możliwym zestawem umiejętności Auggie’go, facet prawdopodobnie nawet nie wiedział, że to robi, ale jego agresywna mowa ciała natychmiast się wycofała.

„Teraz, proszę, nasza córka siedzi w twoim samochodzie. Idź do niej” – zakończyła.

Oczywiście, będąc takim gościem, musiał ruszać.

Ale zrobił to z ostatnim słowem - „Jeszcze z tym nie skończyliśmy, Pepper”.

I wiedziała, jak długo poczekać, aż prawie zamknął za sobą drzwi, zanim zawołała - „Na razie skończyliśmy”.

Corbin zamknął drzwi.

Auggie podszedł do nich i je zaryglował.

Następnie podszedł do Pepper i zatrzymał się pięć kroków od niej.

„Niezbyt nowe wieści, mój były chce pojednania” – oznajmiła.

„Załapałem to” – powiedział, chociaż już o tym wiedział. Po prostu się tym nie podzielił.

„Nie chcę tego” – stwierdziła jednoznacznie.

„To też załapałem”.

„Słyszał, że zrobiłeś dzień kariery dla Juno. Poczuł chęć walki o swoje terytorium. Myślałam, że to wszystko, przysięgam” – kontynuowała.

„Nie musisz tego wyjaśniać, Pepper”.

„Auggie, ja…” - Odwróciła wzrok. Potem spojrzała na niego - „On może stanowić problem”.

Wtedy właśnie do niej poszedł.

Oceniając jej reakcję, gdy to robił, ostrożnie wziął ją w ramiona.

Przysunęła się bez wahania, wsuwając ręce w górę jego bicepsów i ramion, luźno łącząc je za jego szyją.

Miło.

„Jak przewidujesz pojawienie się tego problemu?” - zapytał.

Rozłożyła to.

„Scenariusz pierwszy, zamierza nadal walczyć o terytorium i właśnie w tym momencie zmienia swoją strategię odzyskania mnie, pamiętając o nowej przeszkodzie, którą ty stanowisz”.

„Mm-hmmm”.

Zaczęła bawić się końcówkami jego włosów.

Bardzo miło.

„Scenariusz drugi, zauważył, że ktoś wprowadził się na jego teren i zdał sobie sprawę, że nie może wygrać, i zamierza działać”.

Auggie spiął się - „Juno na tej linii ognia?”

Wyciągnęła usta w geście nie wiem, może być, ale mam nadzieję, że nie.

Gówno.

„Czy istnieje trzeci scenariusz?” - podpowiedział.

„Mógł dojrzeć przez lata, odkąd byliśmy razem, być teraz wściekły, ale kiedy się uspokoi, przemyśli to i zrozumie, że najlepiej jest odpuścić i iść dalej”.

„Kategoryzuj te scenariusze od najbardziej prawdopodobnego do najmniej” - polecił.

„Czy to sposób komandosa na rozwiązanie potencjalnego problemu?” - zapytała.

„Tak” - powiedział jej.

Uśmiechnęła się do niego.

Delikatnie ją potrząsnął, żeby jej usta się poruszyły.

„W porządku” - powiedziała - „To zgadywanie, ale powiedziałabym, że najbardziej prawdopodobnym jest drugi, potem pierwszy, a trzeci jest tylko niejasno możliwy alternatywnym wszechświecie”.

Pieprzone gówno.

„Różowy sweter Juno?” - zapytał.

Potrząsnęła ponuro głową - „Normalnie, gdy o czymś zapomniała, obywała się bez mnie lub dzwoniła do mnie, a ja zabrałabym to jej do szkoły. Od początku nie sądzę, żeby kiedykolwiek wpadali”.

Weszliby w część „od początku”, ale nie teraz.

„Ale ona ma klucz” - Stwierdził to, ale to było pytanie.

„Tak”

„A Corbin o tym wie. Więc to była zasadzka, żeby cię zobaczył, albo żeby zaaranżował sytuację, w której wszyscy spędzicie razem czas”.

„Tak” – mruknęła.

Spojrzał ponad jej głową, wciągnął powietrze i wypuścił powietrze.

„Auggie, przykro mi” – wyszeptała, a on skupił się na niej.

Przyciągnął ją też bliżej.

„Dlaczego jest ci przykro?” - zapytał.

„Jesteśmy po prostu, no wiesz, na linii startu, a ja nie byłam najłatwiejszą osobą, aby się tu dostać. I mamy do czynienia z moją mamą, kościołem i bratem, i jestem pewna, że masz gówno w swoim życiu…”

Przerwał jej - „Pepper?”

„Tak?”

„Rozumiesz, że życie to gra w zbijaka, prawda?”

„C-co?” - wyjąkała, wpatrując się w niego z niepokojem, którego nie lubił.

Wyjaśnił więc - „Trzymaj się w napięciu i obracaj, dostosowuj się, biegnij, kucaj, skacz, cokolwiek musisz zrobić, aby uniknąć gówna, które rzuca się w twoją stronę. Ale w końcu zostaniesz uderzona piłką, a to zaboli”.

Nic nie powiedziała.

„Wtedy możesz to przesiedzieć, znaleźć sposób, aby się z tego otrząsnąć. Ale nieuchronnie znowu jesteś w samym środku” – zakończył.

„Czy naprawdę myślisz, że takie jest życie?” - zapytała cicho.

„Myślisz, że się mylę?”

Nie odpowiadała tak długo, że mówił dalej.

„Mówię, że gówno się dzieje. Gówno będzie się działo zawsze. Zawsze obracamy się, biegamy, schylamy, skaczemy. Najważniejsze dla mnie jest to, że jesteśmy na linii startu, o której wspomniałaś. A teraz nie tylko to się liczy, to jest mój priorytet, więc to jest mój główny cel”.

Wciąż mówiła cicho, kiedy powiedziała - „To bardzo słodkie”.

„Dobrze, że tak myślisz”.

„I zauważyłam, że oboje kochamy nie tylko French Silk Pie, ale też ty i ja wymiatamy z metaforami”.

Uśmiechnął się do niej.

„Chociaż twoja gra w zbijaka jest przerażająca” – mruknęła.

„Kotku?”

„Tak?”

„Musimy zjeść, abyśmy mogli spędzić trochę czasu na całowaniu się, zanim będziesz musiała iść do pracy”.

Rozpromieniła się - „Będziemy się całować?”

„Tak. Ale będziemy ćwiczyć powściągliwość, bo robimy to powoli”.

Spochmurniała - „Robimy to powoli?”

„Tak”

„Boone i Ryn mieli to zrobić powoli. To trwało, jak sądzę, jeden dzień”.

„Nie jesteśmy nimi”.

„Axl i Hattie zrobili to powoli, a w końcu Axl zrobił to tak wolno, że Hatz musiała go błagać, żeby ją przeleciał”.

Chryste, miał nadzieję, że nigdy nie będzie błagała go, żeby ją przeleciał – to prawdopodobnie dobrze by się skończyło, ale mogłoby ją przestraszyć, kiedy na nią by poszedł.

„Nie jesteśmy też nimi”.

„Jestem pewna, że Mag i Evie zwolniłyby to, gdyby nie został postrzelony. Z drugiej strony, jeśli dobrze pamiętam, po raz pierwszy zrobili to w noc, kiedy został postrzelony”.

„Pepper?”

„Tak?”

„Czy skończymy jeść?”

„Czy możemy omówić tę koncepcję ‚spowolnienia’ dalej podczas jedzenia?”

„Nie”

Skrzywiła się na niego.

Pochylił się i dotknął ustami jej ust.

Nie cofnął się za bardzo, kiedy powiedział - „Kiedy nadejdzie czas, abyśmy znów tam pojechali, będziemy wiedzieć”.

„Wydaje się, że jest właśnie teraz, właśnie tutaj, gdzie stoimy” - zauważyła.

Zaczął się śmiać i przez to powiedział - „Nie jest”.

„Psia kostka”.

Dobrze wiedzieć, że była gotowa się z tym pogodzić.

Po prostu nie było czasu, żeby tam pojechali.

Przekazał to, ponownie dotykając jej ust swoimi ustami. Następnie wyrwał się z jej ramion i wziął ją za rękę, aby poprowadzić ją z powrotem do jedzenia.

„Chcesz, żebym cokolwiek z tego wysadziła?” - zaoferowała.

„Jest dobrze”.

„Wspaniały Wybór” – powiedziała, wsuwając się z powrotem na stołek i biorąc widelec - „Gdybym to zdetonowała, opóźniłoby to nam całowanie.”

„Przestań mówić o całowaniu. Opowiedz mi więcej o tym programie z okazji Święta Dziękczynienia, do którego będę przygotowywał dekoracje”.

„Nic o tym nie wiem, z wyjątkiem tego, że jeśli ktoś będzie przebrany za Indianina, odchodzimy na znak protestu”.

„Słowo” – zgodził się, wpychając lo mein do ust.

Zjedli chwilę, a potem usłyszał jej cichy głos.

„Jesteś spoko, Augustusie Hero”.

Odwrócił się do niej, zobaczył, że jest z profilu, pilnie je, aby udowodnić mu, że jest skupiona na tym, a nie na nim, kiedy wiedział, że jest skupiona na nim.

Właśnie wtedy zdał sobie sprawę, jakie żniwo prawdopodobnie zebrała na niej ta scena, co było znacznie powiększone przez to, czego doświadczył i wcale mu się to nie podobało.

Uderzył ją więc kolanami i odpowiedział - „Ty też jesteś spoko, Pepper Hannigan”.

Jej usta wygięły się, zanim wrzuciła do ust smażony ryż.

Aug sięgnął, by otworzyć folię, która kryła chrupiącą kaczkę, by ją rozerwać, żeby mogli zacząć ją jeść.

Pepper westchnęła rozmarzonym tonem.

Auggie zaczął się śmiać.

I skończyli kolację.


 

4 komentarze:

  1. Ale cudowna kolacja tylko przerywnik był do niczego.
    CZekama na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic co dobre nie pojawia się bez przeszkód. Tak śmiesznie układa się zazwyczaj życie. Dzięki ❤️

    OdpowiedzUsuń