ROZDZIAŁ
9
Chrupiąca
Kaczka
Auggie
Niosąc
torbę chińskiego jedzenia, Aug podszedł do domu Pepper, myśląc o tym samym, o czym
myślał ostatnim razem.
Jej
jesienne dekoracje to było gówno.
Nacisnął
dzwonek do drzwi i przygotował się do czekania i do tego, że prawdopodobnie
będzie musiał ponownie nacisnąć dzwonek.
Jej
zewnętrzne światła były włączone, podobnie jak świąteczne lampki, które
ciągnęły się przez dynie i doniczki z kwiatami po jej ceglanych schodach.
Wysłał też wiadomość, że jest w drodze, a ona odpowiedziała Świetnie! Do zobaczenia wkrótce! więc
wiedziała, że nadchodzi.
Wciąż
był gotów czekać, bo kobiety to robiły. Czekanie.
Z
jakiegokolwiek powodu to robiły, czy dając jasno do zrozumienia, że nie masz
znaczenia, czy bo było im dobrze w ich własnej strefie, w swojej własnej
przestrzeni i miały moc, by cię wpuścić, kiedy tylko im się spodobało.
Nawet
gdy wiedziała, że przyjedziesz, żeby z nią pobyć lub żeby ją zabrać.
Jego
mama robiła to samo. Nie tylko jego tacie, ale kiedy jego rodzice nie byli
razem, a ona mieszkała gdzie indziej, a jego tata przejmował Aug’a na czas jej
odwiedzin, robiła to Auggie’mu, jej własnemu synowi, gdy stał na zewnątrz pod jej
drzwiami.
Wtedy
tego nie zrozumiał.
Nie
dostał tego teraz.
To,
co dostał, to wstrząs, gdy drzwi otworzyły się na te myśli w kilka sekund po
tym, jak zadzwonił.
I
Pepper stała tam, ubrana w to, co miała na sobie wcześniej tego dnia. Zdarty
beżowy sweter, który był opięty w pasie i spadał jej z ramienia.
Pod
nim była biała koszulka lub stanik z wysokim wypełnieniem dekoltu z koronki,
którą można było zobaczyć i ramiączkami spaghetti. I miała na wpół przetarte,
białe, obcisłe dżinsy zakrywające jej nogi.
Wcześniej
tego dnia miała na sobie botki do kostek, ale teraz miała bose stopy, a palce
pomalowane na kolor wina. Poza tym jej włosy były wcześniej rozpuszczone, a
teraz były w nieładzie na czubku głowy, kosmyki unosiły się wokół jej twarzy i
szyi.
Pepper
miała dużo włosów w kolorze miodu i niezwykle jasne, oliwkowe oczy, które miały
ciemnoniebieskie kółko na krawędzi tęczówki.
Ze
swoimi oczami, włosami, nieskazitelną skórą i pięknymi rysami i wszystkim tym zwieńczonym
wysokim, smukłym ciałem z idealnie proporcjonalnymi biodrami i cyckami, ubranym
w fajne ubrania, z tym wyrazem twarzy miło
cię widzieć, była, szczerze wobec Chrystusa, pełnym pakietem.
I
z tego powodu, na jej widok, jego kutas podskoczył.
„Hej!”
– przywitała się podekscytowana, już ruszając, by otworzyć drzwi sztormowe.
Jego
kutas znów podskoczył.
„Hej”
– odpowiedział, czując, jak jego usta się wykrzywiają.
Przytrzymała
otwarte drzwi, on przeszedł i zauważyła w kierunku torby, którą niósł - „Wygląda
na to, że to dużo chińskiego jedzenia”.
Zatrzymał
się w środku i stwierdził - „Lubię noodle”.
Uśmiechnęła
się do niego - „Racja”.
„I
bułki jajeczne”.
„Niesamowite”.
„I
chrupiącą kaczkę”.
Jej
ciało zakołysało się do tyłu - „Łał, kolego. To jakieś wyszukane jedzenie to, co
tam masz. To jak jedzenie typu świąteczny-obiad. Ostrzeżenie, takie jedzenie
daje dziewczynie pomysły”.
Mogła
mieć dowolne pomysły, zwłaszcza jeśli chodziło o niego.
Kurwa,
musiał ją pocałować.
Całować
ją mocno, a potem rżnąć mocniej, a potem znaleźć jakiś sposób, by zawłaszczyć
ją w pierwotny sposób, którego ani ona, ani nikt inny nie mógłby pomylić.
To
było dziwaczne i rzeczywiście niepokojące, ale dzięki temu odkrył, że myśli o
takich rzeczach jak piętnowanie, tatuaże, po prostu coś... trwałego.
Innymi
słowy, pieprzone gówno jaskiniowców.
Pragnął
jej wcześniej.
Ale
ta zabawna, szczera, zalotna laska, która otworzyła mu drzwi bez żadnych bzdur
i wpuściła go do swojego domu, który na pierwszy rzut oka zobaczył, że jest
uporządkowany, łagodny i pachnie jak…
Powąchał.
„Pogoda
na swetry” - powiedziała.
„Co?”
- zapytał.
Rzuciła
mu kolejny uśmiech, zamknęła i - był szczęśliwy widząc to - przekręciła klucz w
drzwiach - „Zapach. Świeca, którą palę. Nazywa się „pogoda na swetry” i to
idealna nazwa, nie sądzisz?”
Nie
obchodziło go, jak to się nazywało, obchodziło go tylko, że pachniało
fantastycznie, a tak było.
To
nie było pytanie, na które miał odpowiedzieć, więc nie odpowiedział i to nie
tylko dlatego, że tak nie było. Ale, ponieważ wzięła go za rękę i wyprowadziła
z przedpokoju do swojego domu.
I
kiedy to zrobiła, doświadczył innej części Pepper.
Domu,
który stworzyła.
Więcej…
Domu,
który dała Juno.
Bardzo
dobrze spędził czas w przedpokoju, po ciemku, ale to nie skończyło się dobrze.
I
wszedł po schodach do jej pokoju.
To
było to.
Widząc
większość tego…
Cholera.
Miejsca
jego matki były zawsze tymczasowe.
Rzucała,
albo zamieszkiwała z jakimś facetem, który mieszkał albo w kawalerce, albo we
własnym śmietniku.
Mieszkanie
taty Auggie’go było bardziej stałe, ponieważ nigdy się nie przeprowadzał (jego
mama w większości je opuszczała, chociaż czasami zmieniała miejsce i wyrzucała
jego tatę, ale te czasy zapowiadały, że nie do końca to czuła, bo robiła to, by
tata Auggie’go dokonał pokuty i by następnie pozwolić mu dość szybko wrócić).
Mimo
to dom jego ojca wydawał się nietrwały, ponieważ jego matka stale się
wprowadzała i wyprowadzała, zabierając ze sobą rzeczy, których mogła nie
przywieźć, a jeśli to zrobiła, mogła je umieścić w innym miejscu. Albo miała
atak i coś rozwalała, podarła, zabierała na podwórko i paliła. Albo zrobił to
jego ojciec.
Miejsce
Pepper było…
Nawet
nie blisko tego.
„Ty
to rozpakujesz, ja wezmę talerze, napoje i inne rzeczy” – rozkazała, puszczając
go, kiedy byli przy jej wyspie.
Pepper
podeszła do szafek.
Auggie
położył torby z jedzeniem na wyspie.
„Co
chcesz do picia?” - zapytała.
„Masz
piwo?”
„Tak”
- powiedziała, wyjmując duże talerze, które pasowały do jej kuchni, ustawiając
je przy jedzeniu, które wystawiał, a następnie kierując się do lodówki - „Mam
jutro wolne od pracy, ale dziś wieczorem muszę iść. Zadzwoniłam do Iana, a on
przesunął kolejność tańców, więc będę ostatnia. Nadal muszę wyjść około ósmej
trzydzieści, najpóźniej o dziewiątej”.
Spojrzała
na niego - „Czy to okej?”
Odłożył
karton lo mein, mówiąc - „Oczywiście, mała”.
To
przyniosło mu kolejny uśmiech i odwróciła się z powrotem do lodówki, otwierając
drzwi - „Wybory, Fat Tire lub Blue Moon”.
Odpowiedź
zajęła mu chwilę, głównie dlatego, że zobaczył kupkę bitej śmietany posypaną
wiórkami czekolady przykrywającą półmisek w jej lodówce.
Zrobiła
French Silk Pie.
Chryste.
To
było coś, czego nigdy nie widział w domu swojej mamy.
Deser
domowej roboty.
Albo
cokolwiek, co zrobiłaby specjalnie dla Aug’a.
To
była ich pierwsza randka twarzą w twarz.
Z
wysiłkiem wydobył odpowiedź na jej pytanie - „Fat Tire”.
Złapała
butelkę piwa, a także dużą zieloną butelkę Perrier.
Wróciła
na wyspę z ich napojami, odstawiła je i zapytała - „Szklanka czy z butelki?”
„Nie
brudzę szklanki”.
Dała
mu jasne oczy i poszła do szuflady.
Aug
zrzucił pokrywki z jedzenia, a ona skończyła swój występ, odkręcając piwo,
biorąc naczynia, serwetki i nalewając sobie Perrier do szklanki, do której
dodała już pokrojone plasterki cytryny i limonki, które miała w lodówce.
„Nie
piję przed tańcem” - wyjaśniła - „Bo jeśli nie piję więcej, alkohol sprawia, że
jestem ospała. A jeśli będę to robić dalej, upiję się”.
To
sprawiło, że się do niej uśmiechnął – „Nie musisz tego wyjaśniać, Pepper. Nie
jestem facetem typu piję-więc-każdy-musi-się-napić”.
„Super”
– mruknęła, wkładając łyżki do jedzenia, które ich potrzebowało, i wręczając mu
talerz.
Przełożyli,
a potem wspięli swoje tyłki na stołki przy wyspie.
„Czy
udało ci się objąć inwigilacją Przybytek Prawdziwego Światła?” - zapytała.
Przełknął
jedzenie, które wepchnął sobie do ust i odpowiedział - „Coś w tym stylu”.
Skinęła
głową, po czym kontynuowała - „Wyczuwam z informacji o finansach, które
zebrałeś, że masz sposoby i środki. Czyli włamujesz się również do ich
komunikacji?”
„Biorąc
pod uwagę to, co do tej pory odkryliśmy, Hawk umieści tę sytuację na porządku
dziennym jutrzejszego spotkania zespołu” – powiedział jej zamiast odpowiedzieć
twierdząco, co było szczerą odpowiedzią - „Chcesz przyjść?”
Ożywiła
się na swoim stołku - „Mogę?”
Uśmiechnął
się do niej - „Nie”.
Udawała
grymas, który był zabawny.
Potem
spoważniała - „Czy Hawk naprawdę to zrobi?”
„Tak,
naprawdę”.
„Okej,
w takim razie czuję się z tego powodu dziwnie”.
On
też spoważniał i zapytał - „Dlaczego?”
„Nie
wiem. Ale wasz czas jest wart swojej ceny. Czuję, że jest wiele wart. A Hawk
potrzebuje trochę przychodu, żeby wypłacić to, co zarabiają jego ludzie. Nie
robią mnóstwa rzeczy dla jakiejś laski, które nie są refundowane”.
Wtedy
Auggie stał się bardzo poważny.
„Jeśli
chcesz zasugerować, żeby Elvira wystawiła ci fakturę, nie rób tego. Po
pierwsze, Elvira nigdy by tego nie zrobiła. To jest w rodzinie. Jej palce mogą
roztopić się na klawiaturze, jeśli spróbowałaby wypisać dla ciebie rachunek. I
powtórzę, to jest w rodzinie. Więc Hawk nigdy by jej o to nie poprosił”.
Elvira
była ich kierownikiem biura i nie kłamał na temat tego, co mogłoby się stać,
jeśli ktoś bliski załodze spróbowałby poprosić o zapłacenie za ich usługi.
Chociaż jej palce się nie stopiły, po prostu wyjawiłaby swoje myśli w tej
sprawie i odmówiła zrobienia tego.
Ale
Hawk nigdy by na to nie pozwolił.
„To
nasza pierwsza randka, Auggie” - powiedziała cicho - „I jest przy moim
kuchennym blacie, a za kilka godzin muszę ją skończyć, żeby iść do pracy.
Prawie nie jestem w rodzinie”.
Odłożył
widelec i chwycił bułkę z jajkiem, ale zanim go ugryzł, powiedział - „W takim
razie nie rozumiesz pojęcia rodziny”.
Koncentrował
się na żuciu jedzenia, ale kiedy dostrzegł jej wyraz twarzy, skoncentrował się
na niej.
„Kotku”
- powiedział, ale było to pytanie.
Zrozumiała
jego pytanie i odpowiedziała - „To może najfajniejsza rzecz, jaką ktoś mi
kiedykolwiek powiedział”.
Racja,
to było ryzyko. Do tej pory wydawało się, że za każdym razem, gdy zbliżyli się
za bardzo, sprawy wymykały się spod kontroli.
I
był głodny, a ona w końcu musiała iść do pracy.
Mimo
to podjął to ryzyko, pochylił się nad nią i dotknął ustami jej ust.
Podobał
mu się wyraz jej twarzy, kiedy się odsunął, o wiele bardziej niż ten, który
miała, kiedy wchodził.
Chwycił
piwo i wziął łyk.
„Mówiąc
o rodzinie, zadzwonię do brata i powiem mu o mamie” – oznajmiła.
Połykanie
było trudne, ponieważ był zaskoczony, że już podjęła tę decyzję.
Ale
zrobił to i skupił się na niej - „Tak?”
Skinęła
głową, ale teraz nie wyglądała tak gorąco.
Podjęła
decyzję, ale nie zgadzała się z nią.
„Przy
twojej wyspie kuchennej i przy chińszczyźnie to jest zbyt głębokie” -
powiedział - „Ale dam ci trochę wglądu bez zagłębienia się w całą historię. Nie
dogaduję się zbyt dobrze z moją mamą. Jestem pewien, że nie dziwi cię, że mamy
złą przeszłość. Podzieliłem się z tobą trochę. Nadal chciałbym wiedzieć, gdyby
coś było z nią nie tak. Gdyby miała kłopoty finansowe. Jeśli ktoś sprawiałby
jej problemy. A na pewno, jeśli byłaby chora”.
Skinęła
głową i podniosła rangun, wpychając go do słodko-kwaśnego sosu.
„Chcesz,
żebym spędził trochę czasu na obserwowaniu go?” - zaproponował.
Jej
spojrzenie padło na niego - „Przepraszam?”
„Życie
jest do bani, Pepper. To gówno, które dowiedziałem się o twoim bracie,
przedstawia całkiem mroczny obraz. Ale żadne z nas nie wie, co się za tym kryło”.
„Za
biciem żony?” - zapytała.
Potrząsnął
głową - „Nie bronię go. Ale pod moim naciskiem zaraz otworzysz drzwi, które
były całkiem poważnie zamknięte. Czułbym się bardziej komfortowo, mając lepszą
kontrolę nad człowiekiem, którym on jest dzisiaj, zanim zadzwonisz do niego i
otworzysz te drzwi. Nawet po to, by podzielić się informacjami o waszej mamie.
Są inne sposoby, na które mógłby się dowiedzieć, a ciebie to by nie dotyczyło”.
Nie
podzielił się tym, że wiązałoby się to z nim lub członkiem zespołu.
Tylko
nie z nią.
„Auggie,
jeśli wykonujesz swoją pracę, wychodzisz, a potem zdejmujesz krąg brudnych
gliniarzy, odkrywasz to, co nieprzyjemne dzieje się w moim rodzinnym kościele i
poświęcisz czas na odkrycie, jakim człowiekiem jest dzisiaj mój brat, kiedy
znajdziesz czas na randkę? I, co równie ważne, będziesz w szkole Juno i zbudujesz
dekoracje na Święto Dziękczynienia?”
Zachichotał.
Wyciągnęła
rękę i ścisnęła jego udo, po czym cofnęła rękę.
To
było przyjazne.
Nadal
czuł jej dotyk w penisie.
To
dlatego, że była nią.
Było
tak również dlatego, że kiedy uprawiali seks, było to zajebiste.
Ale
świadomość, że zrobiła się gorąca podczas seksu i była nieskrępowana, chętna i
zdolna do tego, by to zrobić, dać to, wziąć i zacząć to robić, nie była pomocna
w jego misji, by działać wolno.
A
przysiągł sobie, że zrobią to wolno.
Ponieważ
nie chciał zrobić niczego, by ją przestraszyć, a nie znał jej na tyle, by
wiedzieć, co ją przerazi.
Więc
nawet jeśli chciał więcej jej fizycznie - a bardzo chciał - pomyślał, że
najlepiej będzie, jeśli wyciszą to i zbudują między sobą coś solidnego, zanim
znowu tam pójdą.
„W
każdym razie dzięki” - kontynuowała - „Myślę, że z Birchem po prostu muszę
zaryzykować”.
„Mam
nadzieję, że rozumiesz, dlaczego, mimo że namawiałem cię do rozważenia tego,
teraz nad tym ponownie się zastanawiam”.
Na
to uderzyła kolanem o jego kolano, a także wyciągając rękę, ponownie ścisnęła
jego udo.
I
powiedziała - „Jesteś słodki, Auggie, ale jestem dużą dziewczynką. Rozegram to
mądrze. Ale mogę liczyć na twoje wsparcie?”
„Absolutnie”.
Rzuciła
mu kolejny uśmiech i wróciła do jedzenia.
Wrócił
do swojego, ale wyjął telefon i jedząc, a także używając kciuka na telefonie,
spojrzał w górę, a następnie wysłał jej informacje, których potrzebowała, aby
skontaktować się z jej bratem.
Włożył
telefon z powrotem do dżinsów i całkowicie skoncentrował się na jedzeniu, kiedy
zdał sobie sprawę, że nie słyszy dzwonka jej komórki z wiadomością.
„Właśnie
wysłałem ci SMS’a z danymi kontaktowymi twojego brata” – powiedział.
„Super,
Słonko, dzięki” – mruknęła z roztargnieniem, skupiając się na ułożeniu
pomarańczowego kurczaka na smażonym ryżu.
Właśnie
znowu nazwała go „Słonko”.
Znowu
mu się to podobało, zwłaszcza teraz, kiedy nie było to scenariuszem, który go
wkurzał.
Ale
coś zwróciło jego uwagę.
„Gdzie
twój telefon?” - zapytał.
Zwróciła
na niego uwagę - „W strefie biurowej”.
„Powtórz?”
„W
strefie biurowej” - powtórzyła, po czym powiedziała - „Cholera. Przepraszam.
Nie oprowadziłam cię. Chociaż mam wymówkę” - Kolejny uśmiech - „Byłam głodna”.
„Byłoby
fajnie obejrzeć wszystko, kochanie, twój dom jest niesamowity…”
„Łał,
dzięki” – wtrąciła się.
„…ale
gdzie jest twój telefon?” - skończył.
Rzuciła
głową na bok.
„Mówiłam
ci, Auggie, jest w strefie biurowej”.
„Czy
to jest na górze?”
„Nie,
to ten pokój, obok którego przeszliśmy przy wejściu”.
Koncentrował
się na tym, jak trzymała go za rękę oraz na czuciu i zapachu jej domu, więc nie
zauważył tego pokoju.
„Czy
się rozładował?” - zapytał.
Usiadła
wyprostowana i poświęciła mu całą swoją uwagę.
Następnie
otworzyła usta.
Ale
zamknęła je i coś przeszło jej twarz.
Potem
otworzyła je ponownie, żeby przemówić.
„Jesteś
dorosły, więc kiedy tu jesteś, możesz sam podjąć tę decyzję. I masz pracę, o
której jeszcze nie rozmawialiśmy, która może oznaczać, że musisz mieć łączność”
- zaczęła - „Ale mam zasadę. Elektronika pozostaje w strefie biurowej. Wyłączam
dźwięk w telefonie, a jeśli jestem w domu, wchodzę tam i sprawdzam. Upewniam
się, że nikt nie dzwonił ani nie pisał. Ale mogę też być jedyną osobą poniżej
osiemdziesiątki, która nadal ma telefon stacjonarny. Jeśli ludzie mnie
potrzebują, mogą do mnie zadzwonić, a ja nie muszę cały czas mieć przy sobie
telefonu ani dzwonić i piszczeć przez cały czas”.
Zatrzymała
się.
Nic
nie powiedział, przetrawiając te informacje.
Zaczęła
ponownie.
„A
Juno nie ma telefonu. Ale ma laptopa i kilka przenośnych gier. Rozważam też
kupienie jej iPada na Boże Narodzenie. Ale te rzeczy nie wchodzą do naszej
przestrzeni życiowej ani do odpoczynku. Nasz salon służy do życia. Nasze
sypialnie służą do spania lub relaksu. Uzależnienie od ekranu nie sprzyja temu”.
Auggie
nadal nie miał odpowiedzi.
Chociaż
uważał, że to było cholernie fajne.
Pepper
przyglądała mu się w milczeniu, po czym zauważyła - „Uważasz, że jestem dziwna”.
„Nie,
myślę, że to jest cholernie fajne” – odpowiedział - „Muszę ci powiedzieć,
przynajmniej pół tuzina razy w tygodniu chcę wyrzucić swoją komórkę do śmieci”.
„Wiem,
prawda?” - zapytała już nie przejmując się jego reakcją, dlatego się ożywiła -
„Wygląda na to, że wszyscy spuszczą głowę i wszędzie wpatrują się w swoje
telefony. Chcę ich zatrzymać i powiedzieć: „Świeci słońce, jest cudownie i
ciepło, a ciebie to omija”.”
Nie
dlatego chciał wyrzucić telefon do śmieci. I to było dziwne, ale nie w zły
sposób, że odczytała to na nim.
„Praca
zawsze wkracza w życie?” - zapytała.
Lubił
swoją pracę. Lubił tych, z kim pracował.
Więc
to nie było to.
Ale
nie był pewien, czy nadszedł czas, aby ją obciążać.
„Albo
coś innego?” - naciskała, kiedy nie odpowiadał.
„Moi
rodzice wciągają mnie w różne rzeczy” - przyznał.
Oparła
się, a on patrzył, jak jej usta się zaciskają.
„Jest
okej” – zapewnił - „Jest jak jest. Prawdopodobnie bym wpadł w szał, gdyby to
przestało się dziać” - Tym razem on uderzył kolanem w jej kolano - „Chodzi mi o
to, że jestem do tego przyzwyczajony”.
„Ale
to sprawia, że chcesz wyrzucać telefon do kosza tuzin razy w tygodniu” –
zauważyła.
„Pół
tuzina, góra” - zażartował.
„Aug…”
- zaczęła.
Ale
nie wyszła więcej, ponieważ drzwi frontowe się otworzyły i Juno krzyknęła -
„Mamo! Zapomniałam różowy sweter!”
Auggie
wstał, nie wiedząc dokładnie, dlaczego to zrobił, ale pełen lęku wyraz twarzy
Pepper powiedział mu, że musi być przygotowany na wszystko, o co prosi.
Juno
zdecydowanie dążyła do tego, aby był dokładnie tam, gdzie był.
Ale
nawet jeśli on i Pepper o tym nie rozmawiali, wiedział po wyrazie jej twarzy,
że Pepper nie powiedziała córce, że wchodzi tam z nim.
I
wiedział, dlaczego Pepper nie chciałaby, żeby wiedziała, że tam jest.
Przynajmniej
jeszcze nie.
Usłyszeli,
jak stopy Juno uderzają o schody, a wtedy Pepper wyskoczyła z tego i dała
wskazówkę, jak sobie z tym poradzi.
Zrobiła
to, krzycząc - „Nawet nie przyszłaś…”
Auggie
coś wyczuł, spiął się, a potem odszedł na bok wyspy.
„…by
przytulić matkę?” - skończyła krzyczeć.
Ale
ostatnie słowo brzmiało uduszone.
Ponieważ
ujawnił się dla niej powód, dla którego Auggie sprężył się i zszedł na bok
wyspy.
Aug
złapał go idącego korytarzem.
I
on zauważył Auggie’go, gdy szedł korytarzem.
Ciemnowłosy.
Poważnie dobrze zbudowany. Przystojny.
Mężczyzna
miał piętnaście, może dwadzieścia kilogramów więcej niż Auggie i wyglądało na
to, że były to tylko mięśnie.
Mimo
to Auggie by go unicestwił.
Zatrzymał
się w kuchni, oderwał zirytowane spojrzenie od Aug’a i spojrzał na Pepper.
„Co
się dzieje, Pepper?” - zapytał.
Aug’owi
nie podobał się ton jego słów.
Do
diabła, nawet nie lubił słów.
To
musiał być tata Juno.
A
poważnie…
Za
kogo, do cholery, się uważał, że wchodził do domu Pepper i pytał o takie gówno?
Auggie
poruszył się, poczuł na sobie uwagę Pepper i usłyszał, jak mówi - „Auggie, jest
okej”.
Spojrzał
na nią przez ramię.
Ona
też stała.
Co
więcej, była blada i otwarcie przerażona.
„Na
pewno?” - zapytał.
„Kim
jest ten pieprzony facet?” - zażądał informacji były.
„Auggie,
to jest Corbin Patrick. Corbin, tu Augustus Hero” - przedstawiła.
Aby
zrobić to dla Pepper, Auggie zrobił krok do przodu i wyciągnął rękę.
Corbin
wpatrywał się w niego, jakby to był wąż, na którym miał wylądować butem.
Opuścił
rękę.
„Corbin…”
- spróbowała.
Mężczyzna
przypiekł Pepper spojrzeniem - „Kurwa, okłamałaś mnie”.
„Corbin…”
- spróbowała ponownie.
„Ostrożnie,
przyjacielu” - ostrzegł Auggie.
Corbin
zwrócił się do niego - „Pieprz się”.
„Corbin!” - Pepper warknęła.
„Pamiętaj,
gdzie jesteś” - poradził Auggie’mu Corbin.
„Wiem,
gdzie jestem, człowieku, a ty pamiętasz, gdzie jesteś?” - zapytał Aug.
Pepper
była w ruchu, miała go okrążyć.
Stanął
przed nią, obejrzał się przez ramię i powiedział, potrząsając głową - „Mm-mm”.
„Słonko”
- wyszeptała, chociaż jej twarz zrobiła się łagodna, a oczy rozbłysły w sposób pieprz-mnie-teraz,
który był fenomenalny, ale w tym momencie zupełnie nie pomagał.
Kiedy
nazwała go tak po raz pierwszy, wiedział, że jeśli kiedykolwiek zdoła uczynić
ją swoją, wiele ujdzie jej na sucho, jeśli użyje tego słowa na nim.
Ale
nie to.
„To
kuchnia mojej córki” - rzucił Corbin, odzyskując uwagę Auggie’go.
„Jest.
Jest także jej matki i jej matka spłaca kredyt hipoteczny” – stwierdził Auggie.
Pepper
zbliżyła się do jego pleców, ale była na tyle sprytna, że nie próbowała go
wyprzedzić, i powiedziała - „Corbin, musisz…”
„Auggie!” - wrzasnęła Juno.
Aug
spojrzał za Corbin’a i zobaczył, że Juno minęła schody i płynęła korytarzem w
jego kierunku, trzepotała różowym swetrem w dłoni, gdy szła, z otwartym i
szczęśliwym wyrazem twarzy.
Sprężył
się, ale wciąż wpadł na jej matkę za nim, kiedy Juno uderzyła go w pełnym biegu
i musiał cofnąć nogę.
Owinął
dłoń z tyłu jej głowy - „Cześć kochanie”.
Ciągle
przytulała go w pasie i patrzyła na niego.
Miała
to, co teraz wiedział, to włosy jej ojca, ale budowa ciała matki, a także oczy
matki.
To
było uderzające.
Ale
na twarzy była małą dziewczynką i była urocza jak cholera.
„Co
tu robisz?” - zapytała.
Poczuł,
jak dłoń Pepper naciska na środek jego pleców i to było to.
Świetnie.
Nie
było stamtąd pomocy.
„Jem
kolację z twoją mamą” – odpowiedział.
„Fajnie!”
- krzyknęła, puściła go, odskoczyła, a potem zaatakowała mamę - „Cześć mamo!”
„Wreszcie.
Pamięta, że istnieję” – zażartowała Pepper.
Juno
nie pozwoliła mamie odejść, gdy wygięła się do tyłu i rzuciła Pepper spojrzenie
małego dziecka zamknij się.
Twarz
Pepper zmieniła się w wyraz Przyzwyczaj
się do tego, jestem twoją matką i będę cię kochała, dopóki nie umrzesz.
Juno
potrząsnęła głową w geście cokolwiek.
Pepper
naśladowała go, po czym zabawnie pociągnęła za włosy córki.
Auggie
prawie wybuchnął śmiechem.
Z
drugiej strony, to był jego stały stan, kiedy był w pobliżu tej dwójki.
Nigdy
czegoś takiego nie widział i uwielbiał ich interakcje.
„Juno,
wyjdź i usiądź w samochodzie” - Corbin przerwał tę cichą, przezabawną i
niesamowitą zabawę, aby wydać ten rozkaz.
Wciąż
nie puszczając mamy, Juno spojrzała na ojca.
Auggie
też to zrobił, mrużąc oczy.
„Ale
tato” - Był w tym jęk, nie w pełni, ale był – „Auggie jest tutaj i…”
„Co
ja powiedziałem, Juno?” - zażądał Corbin.
W
dalszym ciągu patrzyła na swojego tatę, a kiedy było jasne, że nie podda się
jej, zerknęła przez Auggie’go z zakłopotaniem, które go cholernie wkurzyło, a
potem na mamę.
„Rób,
co mówi twój tata, laleczko. Dobra?” – nalegała Pepper, wygładzając włosy córki
- „Ale nie bez uścisku i pocałunku. Tak?”
Juno
nie ruszyła się od razu. Ale kiedy Pepper pochyliła się do niej, dała mamie
uścisk, który dostała w zamian, tak samo z jak pocałunek.
„Do
zobaczenia później, aligatorze” – powiedziała Pepper, jej głos miał wymuszony
śpiew, którego wcześniej nie było.
Tak.
Była
wkurzona, że Corbin zasadniczo wyrzucał ich córkę z jej własnego domu.
Może
też wkurzyła się, że aby być przyzwoitym rodzicem, musiała trzymać gębę na
kłódkę i nie sprzeciwiać się jego rozkazom.
„Później,
mamo” - wymamrotała Juno, po czym spojrzała na Auggie’go - „Później, Auggie”.
„Później,
kochanie” - odpowiedział.
Jej
usta poruszały się, a on nie wiedział, czy próbowała się do niego uśmiechnąć,
czy starała się nie płakać.
Odwróciła
się i łagodniejszym głosem Corbin powiedział - „Weź klucze, przycisk”.
Poszła
do ojca, wzięła jego klucze, a potem brnęła, jakby drewniane podłogi zamieniły
się w szlam, korytarzem i drzwiami frontowymi.
Kiedy
się zamknęły, dorośli ponownie skupili się na sobie spojrzeniem ostrym jak
laser.
Pepper
zaczęła pierwsza.
„Nie
podoba mi się pomysł, żeby moja córka siedziała sama w twoim samochodzie,
Corbin”.
„Czy
ten facet śpi w twoim łóżku, kiedy moja córka jest w tym domu?” – zapytał
Corbin, całkowicie ignorując to, co powiedziała Pepper.
„Może
muszę zdefiniować, w jaki sposób musisz być ostrożny, Corbin” - zasugerował Auggie.
„To
ciebie cholernie nie dotyczy” – odgryzł się Corbin Auggie’mu.
„Stoję
właśnie tutaj i zostałem zaproszony” - odpalił Aug.
„Przestańcie”
- syknęła Pepper.
Ale
zrobiła to, robiąc coś, co uważał za dziwne.
Przesunęła
się z miejsca, w którym stała, za jego plecami, na bok. Przesunęła swoje ciało
w prawo do jego boku, wciskając się tam i obejmując go ramionami.
Jezu,
kurwa.
Określała
swoje prawa do niego.
W
obecności swojego byłego stwierdzała, że jest Auggie’go.
A
ex nie przegapił tego.
Atmosfera
pokoju, już nie dobra, rozpadła się.
Gorzej
było, kiedy Aug objął ją ramieniem.
„Corbin,
musisz iść” - rozkazała.
Oczy
mężczyzny przesunęły się z miejsca, w którym Pepper trzymała Auggie’go w talii,
aż do jej twarzy.
„Stałaś
w tym pokoju niecały tydzień temu, słuchając, jak mówię ci gówno…” - zaczął.
Ale
nie skończył.
„Właśnie
dowiedziałam się, że moja matka ma raka” – odpaliła – „A ty pojawiłeś się
niezapowiedziany. I przypomnę, nie rzuciłam się na twoją ofertę pojednania.
Bo
to nie jest możliwe, Corbin. I to nie dlatego, że złamałeś moje zaufanie w
sposób, którego nie da się naprawić. Niezależnie od tego nie chcę, żebyś je
naprawiał. Ruszyłam dalej. A nawiasem mówiąc, nie kłamałam na temat Auggie’go.
Nie widywaliśmy się wtedy. Od tego czasu to zmieniło się. To nie twoja sprawa,
z wyjątkiem tego, że Auggie od jakiegoś czasu był częścią mojego życia, a na
swój sposób, jak wiesz, i był częścią Juno. Teraz jest w tym w ten sposób i mam
nadzieję, że oznacza to, że będzie w życiu Juno w inny sposób. Więc w końcu
będziesz musiał wiedzieć”.
„Nie
wspomniałaś o takiej możliwości, kiedy o nim rozmawialiśmy” – splunął Corbin.
Racja,
ten facet tego nie łapał, a to trwało cholernie zbyt długo.
„Nie
wspomniałeś też, że pieprzyłeś swoją dziewczynę z liceum przez sześć lat,
podczas gdy miałeś w domu kobietę i dziecko” – wtrącił Auggie.
Corbin
podszedł do niego.
Auggie
wepchnął Pepper za plecy.
Była
jednak szybka. Wystarczająco szybko, by odwrócić się i stanąć przed nim.
Miała
obie ręce w górze, żeby ich powstrzymać, ale Aug zaczepił ją za żebra i odciągnął
ich oboje od Corbin’a.
„Okej,
to nie dzieje się w moim domu ani nigdzie”
- oświadczyła - „Corbin, skończyliśmy. Przepraszam, jeśli zastanawiałeś się nad
tym, ale jeśli myślisz o tym dalej, skończyliśmy, zanim jeszcze zaczęliśmy. A
ty…” - odwróciła się, by spojrzeć na Aug’a - „…zachowuj się”.
To
było urocze, a w jej oku pojawiła się iskra, która zarówno świadczyła o zirytowaniu,
jak i jeszcze coś innego.
Mimo
to zacisnął zęby.
Bo
ten facet był dupkiem, a jego swędziało, by wbić mu pięść w gardło.
„Masz
szczęście, że przeszkodziła, kolego. Wpieprzyłbym ci” - zagroził Corbin.
To
było wtedy, kiedy Auggie się odprężył.
Bo
ten gówniarz w to wierzył i tylko głupiec groził, a jeszcze większy głupiec nie
doceniał swojego przeciwnika.
Co
zaskakujące, poczuł, że Pepper też się rozluźnia.
Powiedziała
też - „Naprawdę nie chcesz tam iść”.
„Tak
myślisz?” - zapytał złośliwie Corbin.
„Nie,
nie sądzę” - odszczeknęła mu się - „Ponieważ po pierwsze, jeśli zdarzy ci się z
jakiegoś głupiego powodu, z którego według ciebie masz do tego prawo, kontakt
fizyczny z mężczyzną, z którym się spotykam, zostaniesz zredukowany do zera przez
faceta, z którym moja córka spędza co drugi tydzień. A po drugie, ponieważ jest
byłym żołnierzem piechoty morskiej i aktualnym komandosem, a ty możesz mieć trochę
przewagi ciężaru, Corbin, ale on wytarłby tobą podłogę”.
Zaalarmowany
możliwym zestawem umiejętności Auggie’go, facet prawdopodobnie nawet nie
wiedział, że to robi, ale jego agresywna mowa ciała natychmiast się wycofała.
„Teraz,
proszę, nasza córka siedzi w twoim
samochodzie. Idź do niej” – zakończyła.
Oczywiście,
będąc takim gościem, musiał ruszać.
Ale
zrobił to z ostatnim słowem - „Jeszcze z tym nie skończyliśmy, Pepper”.
I
wiedziała, jak długo poczekać, aż prawie zamknął za sobą drzwi, zanim zawołała
- „Na razie skończyliśmy”.
Corbin
zamknął drzwi.
Auggie
podszedł do nich i je zaryglował.
Następnie
podszedł do Pepper i zatrzymał się pięć kroków od niej.
„Niezbyt
nowe wieści, mój były chce pojednania” – oznajmiła.
„Załapałem
to” – powiedział, chociaż już o tym wiedział. Po prostu się tym nie podzielił.
„Nie
chcę tego” – stwierdziła jednoznacznie.
„To
też załapałem”.
„Słyszał,
że zrobiłeś dzień kariery dla Juno. Poczuł chęć walki o swoje terytorium.
Myślałam, że to wszystko, przysięgam” – kontynuowała.
„Nie
musisz tego wyjaśniać, Pepper”.
„Auggie,
ja…” - Odwróciła wzrok. Potem spojrzała na niego - „On może stanowić problem”.
Wtedy
właśnie do niej poszedł.
Oceniając
jej reakcję, gdy to robił, ostrożnie wziął ją w ramiona.
Przysunęła
się bez wahania, wsuwając ręce w górę jego bicepsów i ramion, luźno łącząc je
za jego szyją.
Miło.
„Jak
przewidujesz pojawienie się tego problemu?” - zapytał.
Rozłożyła
to.
„Scenariusz
pierwszy, zamierza nadal walczyć o terytorium i właśnie w tym momencie zmienia
swoją strategię odzyskania mnie, pamiętając o nowej przeszkodzie, którą ty stanowisz”.
„Mm-hmmm”.
Zaczęła
bawić się końcówkami jego włosów.
Bardzo
miło.
„Scenariusz
drugi, zauważył, że ktoś wprowadził się na jego teren i zdał sobie sprawę, że
nie może wygrać, i zamierza działać”.
Auggie
spiął się - „Juno na tej linii ognia?”
Wyciągnęła
usta w geście nie wiem, może być, ale mam
nadzieję, że nie.
Gówno.
„Czy
istnieje trzeci scenariusz?” - podpowiedział.
„Mógł
dojrzeć przez lata, odkąd byliśmy razem, być teraz wściekły, ale kiedy się
uspokoi, przemyśli to i zrozumie, że najlepiej jest odpuścić i iść dalej”.
„Kategoryzuj
te scenariusze od najbardziej prawdopodobnego do najmniej” - polecił.
„Czy
to sposób komandosa na rozwiązanie potencjalnego problemu?” - zapytała.
„Tak”
- powiedział jej.
Uśmiechnęła
się do niego.
Delikatnie
ją potrząsnął, żeby jej usta się poruszyły.
„W
porządku” - powiedziała - „To zgadywanie, ale powiedziałabym, że najbardziej
prawdopodobnym jest drugi, potem pierwszy, a trzeci jest tylko niejasno możliwy
alternatywnym wszechświecie”.
Pieprzone
gówno.
„Różowy
sweter Juno?” - zapytał.
Potrząsnęła
ponuro głową - „Normalnie, gdy o czymś zapomniała, obywała się bez mnie lub
dzwoniła do mnie, a ja zabrałabym to jej do szkoły. Od początku nie sądzę, żeby
kiedykolwiek wpadali”.
Weszliby
w część „od początku”, ale nie teraz.
„Ale
ona ma klucz” - Stwierdził to, ale to było pytanie.
„Tak”
„A
Corbin o tym wie. Więc to była zasadzka, żeby cię zobaczył, albo żeby
zaaranżował sytuację, w której wszyscy spędzicie razem czas”.
„Tak”
– mruknęła.
Spojrzał
ponad jej głową, wciągnął powietrze i wypuścił powietrze.
„Auggie,
przykro mi” – wyszeptała, a on skupił się na niej.
Przyciągnął
ją też bliżej.
„Dlaczego
jest ci przykro?” - zapytał.
„Jesteśmy
po prostu, no wiesz, na linii startu, a ja nie byłam najłatwiejszą osobą, aby
się tu dostać. I mamy do czynienia z moją mamą, kościołem i bratem, i jestem
pewna, że masz gówno w swoim życiu…”
Przerwał
jej - „Pepper?”
„Tak?”
„Rozumiesz,
że życie to gra w zbijaka, prawda?”
„C-co?”
- wyjąkała, wpatrując się w niego z niepokojem, którego nie lubił.
Wyjaśnił
więc - „Trzymaj się w napięciu i obracaj, dostosowuj się, biegnij, kucaj,
skacz, cokolwiek musisz zrobić, aby uniknąć gówna, które rzuca się w twoją
stronę. Ale w końcu zostaniesz uderzona piłką, a to zaboli”.
Nic
nie powiedziała.
„Wtedy
możesz to przesiedzieć, znaleźć sposób, aby się z tego otrząsnąć. Ale
nieuchronnie znowu jesteś w samym środku” – zakończył.
„Czy
naprawdę myślisz, że takie jest życie?” - zapytała cicho.
„Myślisz,
że się mylę?”
Nie
odpowiadała tak długo, że mówił dalej.
„Mówię,
że gówno się dzieje. Gówno będzie się działo zawsze. Zawsze obracamy się,
biegamy, schylamy, skaczemy. Najważniejsze dla mnie jest to, że jesteśmy na
linii startu, o której wspomniałaś. A teraz nie tylko to się liczy, to jest mój
priorytet, więc to jest mój główny cel”.
Wciąż
mówiła cicho, kiedy powiedziała - „To bardzo słodkie”.
„Dobrze,
że tak myślisz”.
„I
zauważyłam, że oboje kochamy nie tylko French Silk Pie, ale też ty i ja wymiatamy
z metaforami”.
Uśmiechnął
się do niej.
„Chociaż
twoja gra w zbijaka jest przerażająca” – mruknęła.
„Kotku?”
„Tak?”
„Musimy
zjeść, abyśmy mogli spędzić trochę czasu na całowaniu się, zanim będziesz
musiała iść do pracy”.
Rozpromieniła
się - „Będziemy się całować?”
„Tak.
Ale będziemy ćwiczyć powściągliwość, bo robimy to powoli”.
Spochmurniała
- „Robimy to powoli?”
„Tak”
„Boone
i Ryn mieli to zrobić powoli. To trwało, jak sądzę, jeden dzień”.
„Nie
jesteśmy nimi”.
„Axl
i Hattie zrobili to powoli, a w końcu Axl zrobił to tak wolno, że Hatz musiała
go błagać, żeby ją przeleciał”.
Chryste,
miał nadzieję, że nigdy nie będzie błagała go, żeby ją przeleciał – to
prawdopodobnie dobrze by się skończyło, ale mogłoby ją przestraszyć, kiedy na
nią by poszedł.
„Nie
jesteśmy też nimi”.
„Jestem
pewna, że Mag i Evie zwolniłyby to, gdyby nie został postrzelony. Z drugiej
strony, jeśli dobrze pamiętam, po raz pierwszy zrobili to w noc, kiedy został
postrzelony”.
„Pepper?”
„Tak?”
„Czy
skończymy jeść?”
„Czy
możemy omówić tę koncepcję ‚spowolnienia’ dalej podczas jedzenia?”
„Nie”
Skrzywiła
się na niego.
Pochylił
się i dotknął ustami jej ust.
Nie
cofnął się za bardzo, kiedy powiedział - „Kiedy nadejdzie czas, abyśmy znów tam
pojechali, będziemy wiedzieć”.
„Wydaje
się, że jest właśnie teraz, właśnie tutaj, gdzie stoimy” - zauważyła.
Zaczął
się śmiać i przez to powiedział - „Nie jest”.
„Psia
kostka”.
Dobrze
wiedzieć, że była gotowa się z tym pogodzić.
Po
prostu nie było czasu, żeby tam pojechali.
Przekazał
to, ponownie dotykając jej ust swoimi ustami. Następnie wyrwał się z jej ramion
i wziął ją za rękę, aby poprowadzić ją z powrotem do jedzenia.
„Chcesz,
żebym cokolwiek z tego wysadziła?” - zaoferowała.
„Jest
dobrze”.
„Wspaniały
Wybór” – powiedziała, wsuwając się z powrotem na stołek i biorąc widelec -
„Gdybym to zdetonowała, opóźniłoby to nam całowanie.”
„Przestań
mówić o całowaniu. Opowiedz mi więcej o tym programie z okazji Święta
Dziękczynienia, do którego będę przygotowywał dekoracje”.
„Nic
o tym nie wiem, z wyjątkiem tego, że jeśli ktoś będzie przebrany za Indianina,
odchodzimy na znak protestu”.
„Słowo”
– zgodził się, wpychając lo mein do ust.
Zjedli
chwilę, a potem usłyszał jej cichy głos.
„Jesteś
spoko, Augustusie Hero”.
Odwrócił
się do niej, zobaczył, że jest z profilu, pilnie je, aby udowodnić mu, że jest
skupiona na tym, a nie na nim, kiedy wiedział, że jest skupiona na nim.
Właśnie
wtedy zdał sobie sprawę, jakie żniwo prawdopodobnie zebrała na niej ta scena,
co było znacznie powiększone przez to, czego doświadczył i wcale mu się to nie
podobało.
Uderzył
ją więc kolanami i odpowiedział - „Ty też jesteś spoko, Pepper Hannigan”.
Jej
usta wygięły się, zanim wrzuciła do ust smażony ryż.
Aug
sięgnął, by otworzyć folię, która kryła chrupiącą kaczkę, by ją rozerwać, żeby
mogli zacząć ją jeść.
Pepper
westchnęła rozmarzonym tonem.
Auggie
zaczął się śmiać.
I
skończyli kolację.
Najlepsi❤
OdpowiedzUsuńdziękuje
OdpowiedzUsuńAle cudowna kolacja tylko przerywnik był do niczego.
OdpowiedzUsuńCZekama na kolejny rozdział :)
Nic co dobre nie pojawia się bez przeszkód. Tak śmiesznie układa się zazwyczaj życie. Dzięki ❤️
OdpowiedzUsuń