poniedziałek, 3 stycznia 2022

24 - Moi ludzie

 

ROZDZIAŁ 24

 

Moi ludzie

 

 

 

Pepper

 

Jedną rzecz miałam po moim ojcu.

Kiedy byłam poważnie wkurzona, nie wrzeszczałam i nie wydzierałam się.

Zamarzałam jak kamień.

To, jak myślałam, doświadczając tego od mojego taty, było o wiele bardziej przerażające niż ktoś, kto na ciebie krzyczy.

I z tego powodu nigdy nie chciałam, żeby Auggie to zobaczył.

Żałowałam, że nie mogłam powiedzieć, że Juno nigdy nie widziała tej strony mnie, ale, chociaż tego nie wywołała, widziała to.

Widziała to, ponieważ Corbin to prowokował.

Tak, jak właśnie teraz to zrobił.

Prawdopodobnie dlatego uderzyła mnie desperackim uściskiem, zanim byłam w połowie drogi do jego podjazdu, i zawołała - „Mamo!”

Jej sposób na powstrzymanie mojego natarcia.

„Hej, kochanie” - odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od Corbin’a, który wyszedł z garażu i zmierzał do mnie - „Wsiądź do samochodu z Auggie’m, dobrze?”

„Mamo”

Spojrzałam na nią - „Zrób, jak ci powiedziałam, proszę”.

Niepokój, który z niej emanował, przenikał, ale nie wystarczał.

Nie.

Nie dość.

Niechętnie skinęła głową, puściła mnie i odeszła.

Namierzyłam swój cel, który zatrzymał się około dziesięciu kroków ode mnie i podeszłam do niego.

Corbin zaczął przede mną.

„Miałaś się z nami spotkać u mamy i taty”.

„Nie dawaj mi tej ściemy” - warknęłam - „Powiedziałeś, że spotkamy się tutaj”.

Potrząsnął głową - „Dlaczego miałbym tak mówić, Pepper? Mieszkają ponad pół godziny drogi stąd. Ledwo dałoby nam wystarczająco dużo czasu na jedzenie, gdybym musiał wyjść na czas, żeby się z tobą spotkać”.

Zostawiłam telefon w torebce w samochodzie, bo wyciągnęłabym go, żeby pokazać mu jego SMS-a, w którym napisał mi, żebym była dokładnie tam, gdzie byłam.

Ale on miał swój.

„Sprawdź swój telefon, Corbin”.

„Nie mówiłem ci, żebyś się tu z nami spotkała” – utrzymywał.

„Sprawdź swój telefon, Corbin” - powtórzyłam.

„Pepper, nie było sensu się tu spotykać. Skróciłoby to Juno pół godziny czasu dla rodziny”.

„Dobrze” - splunęłam - „Nawet jeśli mi tego nie powiedziałeś, nie zrobiłeś tego, kiedy pisałam SMS-y od czterdziestu pięciu minut, odkąd tu jestem”.

„Tak, i na początku zdezorientowało mnie to, ponieważ napisałaś, że jesteś „tu”, co myślałem, że jest u mamy i taty, ale cię tam nie było. Kiedy się domyśliłem, wsiedliśmy do samochodu, żeby pojechać na spotkanie z tobą”.

„I nie mogłeś do mnie wysłać SMS-a, żeby podzielić się nieporozumieniem?” - zapytałam.

„Nie wysyłam SMS-ów w czasie jazdy, kiedy Juno jest w samochodzie”.

„Juno wie, jak pisać”.

Wypuścił przesadne westchnienie - „Nie ma sensu tego robić”.

„Nie zgadzam się” - odpowiedziałam - „Bo zrobiłeś to celowo. Zmarnowałeś czterdzieści pięć minut mojego Święta Dziękczynienia, Święta Dziękczynienia Auggie’go i zrobiłeś to, żeby mnie wkurzyć. Zrobiłeś to, żeby się zrewanżować. Zrobiłeś to, żeby wywołać reakcję. Cóż, oto twoja reakcja, Corbin, bądź ostrożny. Nie gram w twoje gry i ja…” - pochyliłam się w jego stronę - „…absolutnie nie pozwolę ci wykorzystywać naszej córki do grania w to”.

Zadrwił i odpowiedział - „Masz urojenia. Jak zwykle”.

„Nie mam. Przeczytaj swoje cholerne SMS-y”.

„Ponownie, nie było sensu spotykać się z tobą tutaj” – odgryzł się.

„Masz rację. To jest strata czasu. Ale powtórzę, Corbin. Nie ciągnij ponownie tego gówna. Zwłaszcza używając Juno. To nie będzie dla ciebie ładne”.

Miałam się ruszyć, by odejść, ale szybko mnie złapał, mówiąc - „To ty musisz się martwić, Pepper”.

Nie powinnam się angażować.

Powinnam odejść.

Uspokoić się.

Wyluzować.

Było jeszcze dużo czasu na zrobienie ziemniaków, a indykowi zostało jeszcze półtorej godziny do upieczenia.

Reagowałam przesadnie, bo pozwalałam mu naciskać moje guziki.

I nie dało się z tego nic zyskać.

Ale w przestrzeni nad głową, w której się znajdowałam, nie odeszłam.

Zaangażowałam się.

„Dlaczego miałabym się martwić, Corbin?”

Tym razem pochylił się do mnie - „Ponieważ nie musimy wdawać się w kolektywną robotę, jaką jest twoja rodzina, a nigdy nie lubiłem, aby Juno była w pobliżu żadnego z nich. Ale też nigdy nie byłem striptizerem i nie wiem, kim jest ten pieprzony facet” – wskazał głową w stronę samochodu Aug’a – „ale wstępne raporty mojego detektywa mówią, że jego zatrudnienie jest mgliste, a ja nie jestem fanem tego, że jest koło mojej córki”.

Moja praca?

Jego… detektywa?

Teraz to

To sprawiło, że moja głowa eksplodowała.

Co oznaczało, że spadłam poniżej zera.

„Grozisz mi” - wyszeptałam, przy każdym słowie tworzył się szron.

„Nie popychaj mnie, suko” – odszepnął.

„Pierdol się” – warknęłam.

„Pierdoliłem, od momentu, w którym spieprzyłem, a ty nie dałaś nam szansy, aż do teraz, będąc przy moim domu z tym pieprzonym facetem w jego pieprzonym samochodzie przy moim krawężniku” – odpalił.

O mój Boże!

Auggie miał rację.

Corbin totalnie tęsknił za mną!

„Nie lubię twoich pań i będę mieszkać z mamą”.

Gdy usłyszałam głos Juno dochodzący z bliska, przeszył mnie elektryczny dreszcz, było to bardzo nieprzyjemne, a Corbin i ja odsunęliśmy się od siebie, jakby to uczucie pochodziło od uderzenia pioruna między nami.

Odwróciłam się, widząc Juno stojącą niecałe dwa kroki ode mnie.

Wtedy moje wnętrzności zmroziły się i usłyszałam, jak Corbin wydaje odgłos, jakby ktoś uderzył go w brzuch.

Niejasno zauważyłam, że Auggie wysiadł z samochodu i stał przy krawężniku.

Ale moja uwaga była zwrócona na moją córkę, której twarz była czerwona, jej oczy błyszczały od łez i wpatrywała się w ojca.

„Nie podoba mi się, że nazywasz mamę suką” – stwierdziła.

O nie.

„Guziczku…” - spróbował Corbin, nagle ochrypłym głosem.

Juno potrząsnęła głową - „Nie. Pan Cisco powiedział, że powinnam z tobą porozmawiać…”

Pan Cisco?

Kim był pan Cisco?

„…i powinnam. Ale byłam tchórzem” - ciągnęła - „Teraz mówię. Nie podoba mi się, że wszystkie twoje panie przychodzą, a potem odchodzą i nie podoba mi się, że zawsze SMS’ujesz lub rozmawiasz z nimi przez telefon, nie lubię tego, jak zawsze znajdujesz sposób, by być podły dla mamy i tak bardzo nie podobało mi się, że zupełnie nie zauważyłeś, że byłam zdenerwowana, bo ja i mama chciałyśmy, aby ten dzień był wyjątkowy dla Auggie’go, a przez ciebie spóźniliśmy się”.

„To było nieporozumienie, Juno” - skłamał Corbin.

„Kłamiesz” - zawołała go Juno - „I nazwałeś mamę słowem na s, tato. Tuż przede mną”.

„Nie wiedziałem, że tam jesteś” - zauważył.

„Czy to ma znaczenie?” - zapytała.

Dobre, cholerne pytanie.

Chciałam interweniować. Chciałam jej pomóc.

Ale wyczuwałam, że ona sama musi to zrobić.

Więc stałam tam z nią i pozwoliłam jej to zrobić.

„Nie powinienem był tego mówić, masz rację” - mruknął Corbin.

„Nie chcę, żebyście znów byli razem” - oznajmiła. Zacisnęłam usta i usłyszałam ostry wdech Corbin’a - „Nie jesteś dla niej miły i ukrywałeś przed nią różne rzeczy, co nas złamało i masz zbyt wiele kobiet. Powinieneś mieć tylko jedną. Nie jedną po drugiej. Chcę ją z Auggie’m. Auggie patrzy na nią słodko. I chcę, żebyś znalazł kogoś wyjątkowego, na kogo też mógłbyś spojrzeć w ten sposób. Ale to nie może być mama”.

„Jesteś naprawdę za młoda, żeby…” - zaczął Corbin.

Niespodziewanie uniosła ręce w pięści i szarpnęła nimi w dół, jakby wbijała w śnieg dwa kijki narciarskie.

Dobra, może ja musiałam to zakończyć.

Nie dostałam tej szansy.

Nie jestem za młoda!” - krzyknęła - „Nie jestem. Nie jestem za młoda, żeby wiedzieć, że skrzywdziłeś mamę. I nie jestem za młoda, żeby wiedzieć, że skrzywdziłeś mnie”.

O Boże.

Corbin był tak cichy, że wydawało się, że otaczające nas powietrze zostało pozbawione zdolności przenoszenia dźwięku.

„Więc chcę mieszkać z mamą” - wciąż go obdzierała ze skóry - „A kiedy jej tata był podły dla jej mamy, moja przyjaciółka Kyra musiała porozmawiać z sędzią i powiedzieć, czego chce i ja też to zrobię, jeśli będę musiała. Powiem mu to wszystko. A mama może tańczyć w miejscu, którego nie lubisz, ale pan Smithie jest słodki i zawsze daje mi dwadzieścia dolarów, kiedy mnie zobaczy”.

Dawał?

„A ciocia Ryn, ciocia Hattie i ciocia Evie są milion razy lepsze niż ciocia Saffron kiedykolwiek mogłaby być”.

Musiałam przyznać, że to była prawda.

„A pan Ian jest super przystojny i mogę za niego wyjść za mąż, kiedy dorosnę”.

Uhh…

„I nie miałabym tego, gdyby mama tam nie tańczyła. A jeśli mnie kochasz, pokochasz to, że mama mi to dała. Więc kochasz mnie, tato?”

O rany.

Spojrzałam na Corbin’a.

Na jego twarzy malowało się spustoszenie, a głos był szorstki, kiedy powiedział - „Oczywiście, Guziczku”.

„Więc przestań być podły dla mamy!” - zażądała, podreptała do mnie, wzięła mnie za rękę i zaciągnęła do samochodu Auggie’go.

Wtedy naprawdę spojrzałam na Auggie’go, a kiedy to zrobiłam, był to strzał w serce, bo rzeczywiście poczułam szum wściekłości zmieszany z frustracją, z dozowanym obficie niepokojem, który wibrował z jego miejsca przy krawężniku.

To dlatego, że jego miejsce znajdowało się przy krawężniku.

Przykucnął jednak, gdy tylko się zbliżyliśmy, a Juno oderwała się ode mnie i podbiegła do niego.

Stała w jego ramionach między jego rozstawionymi udami, trzymała go za szyję, a ja pospieszyłam do nich na czas, by usłyszeć, jak mówi - „Wracajmy do domu, Auggie. Potrafisz jechać szybko?”

Chciała nakryć dla niego specjalny stół.

Chciała zapewnić mu dobry dzień.

Uch.

Ale tak.

Jej ojciec zasłużył na to, co właśnie dostał, chociaż nienawidziłam, że to Juno musiała mu to dać.

„Tak, kochanie, pojadę szybko, ale bezpiecznie” – odpowiedział Auggie.

Dobra.

Czas opanować tę sytuację.

Podniosłam wzrok ku niebu i dałam sobie wystarczająco dużo czasu, aby zobaczyć dryfujące chmury.

Przegapiłam to wszystko w mojej dziewczynce, a przynajmniej jak głęboko to weszło.

Tak samo jak Corbin, nawet gdybym próbowała mu opowiedzieć o kobietach.

Ale musieliśmy zabrać się za naprawienie tego.

Wciągnęłam powietrze, uniosłam brodę i złapałam wzrok Auggie’go, gdy przygotowywał się do podniesienia jej.

Jego oczy były na mnie.

Potrząsnęłam głową, zerknęłam przez ramię i zobaczyłam Corbin’a wciąż tam stojącego, wpatrującego się w nas nieruchomo, z bladą twarzą, a potem też przykucnęłam.

„Laleczko, spójrz na mnie” - nalegałam.

Zrobiła to i widziałam, że wciąż walczy ze łzami.

„Możemy jechać do domu, mamo?” - poprosiła.

„Tak, kochanie, ale najpierw muszę cię poprosić o zrobienie czegoś, co będzie ci się teraz wydawać naprawdę trudne. Jednak spojrzysz na to później i będziesz naprawdę, naprawdę zadowolona, że to zrobiłaś. Obiecuję”.

„Co?”

„Idź, uściskaj tatę na pożegnanie”.

Wyraźnie się wzdrygnęła.

„Zaufaj mi” - powiedziałam pospiesznie - „Idź, przytul go. To może być szybkie. Nie musisz nic mówić. Tylko szybki uścisk i jedziemy”.

Nie poruszyła mięśniem.

„Kochanie” - zawołał Auggie.

Juno spojrzała na niego.

„Zawsze ufaj swojej mamie” - szepnął.

Była niezdecydowana. Zawahała się.

Potem wyrwała się Auggie’mu i pobiegła do swojego taty.

Oboje z Aug’im wstaliśmy i podeszłam do niego, obserwując, jak Corbin natychmiast pochyla się w jej kierunku, otwierając ramiona.

Juno wpadła w nie.

Corbin owinął je wokół niej i podniósł.

Moje gardło się zamknęło.

Może chciała szybkiego uścisku, ale Corbin trzymał się mocno.

„Co się stało?” - powiedział Auggie pod nosem.

Nie wiedziałam, czy to dobrze, czy źle, że nie słyszał.

Ale skłaniałam się ku dobremu.

„Juno wyjaśniła pewne rzeczy. Opowiem ci o tym później”.

Nie odpowiedział, z wyjątkiem wzięcia mnie za rękę.

I tak.

To było to.

Nie mogłam drgnąć, stojąc u boku Auggie’go, trzymającego mnie za rękę.

Słyszałam, jak jego telefon zadzwonił z wiadomością, którą, jak można było się spodziewać, zignorował i patrzyliśmy, jak Juno i Corbin przytulają się, podczas gdy Corbin mówił coś do ucha Juno. Zakończył to wpychając twarz w jej szyję.

Potem pocałował ją w policzek i postawił na nogach.

Spojrzała na niego i podzieliła się własnymi słowami. Były krótkie i miałam nadzieję, że i tak kocham cię. Potem wróciła do nas.

Zanim dobiegła, Auggie otworzył jej drzwi.

Pomógł jej wejść, kiedy podeszłam do moich drzwi.

Zerknęłam na Corbin’a i zobaczyłam, że wciąż nas obserwuje.

Kiedy złapał moje spojrzenie, podniósł rękę – i tak, jak wkurzona byłam na niego przez ostatnią godzinę, nie wspominając o wszystkich rzeczach, które zrobił w przeszłości –serce pękło mi na myśl o nim, gdy niezręcznie machnął do mnie.

Jego córka właśnie tak do niego przemówiła.

A jego czyny były jedynym powodem, dla którego odjeżdżaliśmy od niego w Święto Dziękczynienia.

Odwzajemniłam jego machnięcie i wciągnęłam się do samochodu Auggie’go.

Usłyszałam dzwonek telefonu Auggie’go, gdy wsiadł obok mnie.

Wyciągnął go z tylnej kieszeni, zerknął na niego, po czym nacisnął boczny przycisk, by zatrzymać dzwonienie.

Kiedy on zapinał pasy (mój był już zapięty), spojrzałam za siebie na Juno.

„Zapięłaś pas, kochanie?” - zapytałam.

Wpatrywała się w swoje kolana - „Tak”.

„Wszystko będzie dobrze?”

Pauza, a potem - „Tak”.

„Potrzebujesz trochę czasu?”

Wielki oddech, który zdawał się rozszerzać jej całe ciało, i powtórzenie „Tak”.

„Okej, Laleczko” - wymamrotałam.

W tym czasie byliśmy już w drodze.

Musiałam jej to dać. Następnie musieliśmy zbadać niektóre z jej wypowiedzi.

W tej mieszance dowiedziałabym się również, co robiła z tymi dwudziestolatkami, które dał jej Smithie, a także kim, do cholery, był „pan Cisco”.

Chociaż mogło to poczekać, aż uratujemy Święto Dziękczynienia.

Patrzyłam na drogę i Auggie też jej dał miejsce, kiedy odwiózł nas do domu.

Byliśmy w połowie drogi, kiedy powiedział do Juno - „Wszystko dobrze, kochanie. Twoja mama i ja zrobiliśmy kilka rzeczy, ale ty i ja mamy trochę do zrobienia, a indyk nie będzie gotowy przez co najmniej godzinę”.

„Okej, Aug” - wymamrotała.

Spojrzał na mnie.

Zrobiłam minę jejć.

Zacisnął usta.

I znowu zadzwonił jego telefon.

Spojrzał na nią, westchnął i tym razem odebrał.

Pojawiło się to na jego desce rozdzielczej i to był Tod.

Pomyślałam, że może to być dobre dla nas wszystkich, bo jeśli Tod nie był przezabawny, był po prostu niesamowity.

„Hej, Tod. Szczęśliwego Święta Dziękczynienia” - przywitał się Auggie.

„Um, tak jakby, chociaż dzwonię i piszę, bo twoja mama wybiła frontowe okno twojego domu, żeby dostać się do środka, więc myślę, że tak nie będzie”.

Auggie nacisnął kilka przycisków, by zdjąć Toda z głośnika i przyłożyć telefon do ucha.

„Co?” - warknął do niego. Pauza i - „Tak. Dziękuję. Zajmę się tym. Przepraszam za to zakłócenie.” - Kolejna pauza i - „Okej, nie. Nie. Nie idź tam. Zajmę się tym.” - Ostatnia pauza i - „Racja. Dzięki jeszcze raz. Później”.

Skończył rozmowę, powietrze w kabinie było duszne, a Juno zapytała - „Twoja mama włamała się do twojego domu?”

Wspaniale.

„Zabiorę was do domu” - wycedził Auggie - „A  potem zajmę się tym. Wrócę przed kolacją”.

„Nie ma mowy!” - wykrzyknęła Juno - „Święto Dziękczynienia polega na byciu razem”.

Tak było.

Ale nie byciu razem z jego matką.

Nie chciałam, żeby szedł sam (tak naprawdę nie), ale nie sądziłam, że mam wybór. Nie mógł pozwolić matce włamywać się do jego domu. Nie mógł mieć takiego okna, kiedy go tam nie było.

Musiał sobie z tym poradzić.

Ale Juno nie mogło tam być, kiedy to by robił.

Mam na myśli, poważnie.

Co do cholery było z tą kobietą?

Powstrzymałam swój gniew i ponownie obejrzałam się wokół siedzenia do mojej dziewczyny.

„Możemy załatwić pewne rzeczy, których Auggie nie będzie chciał robić podczas jego nieobecności. Potem wy dwoje możecie to podgrzać, kiedy wróci”.

„Nie!” - krzyknęła, a ja zamrugałam, ponieważ nie krzyczała, kiedy stawiała na swoim, odkąd była małym dzieckiem. Albo mniejszym - „Rodzina trzyma się razem!”

„Juno” – powiedziałam uspokajająco.

„Wiem, co miałaś na myśli, mamo, kiedy powiedziałaś, że rodzina Auggie’go nie jest normalna”.

Nie powiedziałam, że nie jest normalna.

Powiedziałam, że nie tradycyjna.

Chociaż oczywiście nie miałam na myśli normalnej.

Nadal.

Nie poprawiałam jej i to nie tylko dlatego, że ciągnęła dalej, więc nie miałam okazji.

„Oznacza to, że jego rodzina jest jak nasza, a kiedy tak jest, jej dobre części muszą się trzymać razem. Jak ty i ja trzymamy się razem. Musimy trzymać się razem z Auggie’m”.

Bardzo mi się podobało, że tak myślała.

Jednakże.

„Nie sądzę…” - spróbowałam.

„Jedziemy z nim” - oświadczyła.

„Juno, naprawdę…

Jedziemy z nim!” - wrzasnęła.

Racja.

Nie byłam tego fanką.

Z drugiej strony nie przegapiłam tego, że wyraźnie cierpiała z powodu tego, co działo się z jej tatą. To było dla niej świeże, więc może…

„Możecie zostać w samochodzie” - mruknął Auggie.

„Nie, twoja mama dowie się, że masz kogoś po swojej stronie” - odparła Juno.

Usta Auggie’go zacisnęły się.

Chociaż to było do bani – bo nawet jeśli moja dziewczynka była trochę bachorem, wciąż była słodka – nadszedł czas, aby zdusić to w zarodku.

Znowu obejrzałam się wokół swojego siedzenia - „Wiem, że właśnie przeszłaś ciężką sprawę, kochanie, ale cokolwiek się dzieje, to wybór Auggie’go co do tego, jak sobie z tym poradzić”.

„Czy Auggie jest nasz?” - zażądała wiedzieć.

Ummm…

„Jest” - odpowiedziała na własne pytanie (poprawnie, dodałbym) - „A my dbamy o to, co nasze, prawda, mamo? Dbasz o mnie. Dbam o ciebie. Dbamy o to, co nasze.”

Gówno.

Teraz chciało mi się płakać.

„Będzie dobrze” – powiedział Auggie dziwnym, zduszonym głosem, który był napięty, ale też szorstki, i wiedziałam po tym, jak bardzo to znaczyło, że Juno właśnie powiedziała, że należy do niej.

Nie byłam pewna, czy powinniśmy poddać się takiemu zachowaniu, ale atmosfera w kabinie wcale się nie poprawiła, Juno właśnie rozłożyła swojego tatę, mama Auggie’go włamała się do jego przeklętego domu, a ja miałam dwoje ludzi, których kochałam w swoich rękach, którzy mieli do czynienia z jakimś ciężkim gównem.

Dwoje ludzi, których kochałam.

O rany.

Okej, miałam trzy osoby, które kochałam, ponieważ kochałam siebie, a teraz zmagałam się z faktem, że właśnie zorientowałam się, że jestem zakochana w Aug’im.

Święci pańscy.

Postanowiłam zachować ciszę.

Ale kiedy to zrobiłam, sięgnęłam po rękę Auggie’go, a on mi ją podał.

Auggie pojechał do jego domu.

Zaparkował na jednym ze swoich dwóch miejsc z tyłu.

Następnie wszyscy przeszliśmy przez jego tylną furtkę, jego podwórko, a on wpuścił nas tylnymi drzwiami.

Kiedy weszliśmy do jadalni, zobaczyliśmy w jego frontowym pokoju, że jego mama zadomowiła się w domu i oglądała film na jego kanapie.

Wiedziałam to, kiedy jej głowa wyskoczyła do tyłu.

Och, a pod oknem, które wybiła, na całej podłodze było szkło.

Poczęstowała się ręcznikiem z łazienki, żeby się na nim zasłonić, żeby powstrzymać dostanie się do środka zimna, tak jak poczęstowała się jego domem.

Wciągnęłam najgłębszy oddech, jaki kiedykolwiek wzięłam.

Tak głęboki, że to był cud, że nie zemdlałam.

„Więc nie przestałeś istnieć” - powiedziała, patrząc na mnie i Juno, a także na jej chłopca - „Szczęśliwego Święta Dziękczynienia, nie to, że obchodzi cię to, czy moje jest szczęśliwe, czy nie. O tak, zapomniałam, to dlatego, że masz mnie w dupie”.

Auggie nie odpowiedział.

Do niej.

Wyciągnął telefon, uaktywnił go, wybrał numer i przyłożył go do ucha.

Następnie powiedział do niego - „Tak, hej. Muszę zgłosić włamanie”.

Dana zeskoczyła z kanapy i wrzasnęła - „Co?

Auggie dalej mówił do swojego telefonu.

„To członek mojej rodziny. Moja matka. Wybiła okno, żeby dostać się do środka, ale niczego nie zepsuła ani niczego nie zabrała. Jednak jesteśmy zdezorientowani, a to włamanie zostało dokonane w złych zamiarach. Ona wciąż tu jest”.

„Odłóż ten telefon, Augustusie” - rozkazała Dana, okrążając kanapę, żeby do nas dotrzeć.

„Tak, proszę przysłać kilku mundurowych. Będę wnosił oskarżenia” – powiedział Auggie do telefonu, podał swój adres i dokończył – „Dziękuję”.

Odłóż telefon, Augustusie! - wrzasnęła, poruszając się dwa razy, aby do niego dotrzeć, z ręką uniesioną, jakby chciała chwycić telefon.

Albo coś innego.

Strzeliłam przed niego, a ponieważ to zrobiłam, ona i ja zderzyłyśmy się klatkami piersiowymi.

„Nie dotykaj mojej mamy!” - krzyknęła Juno, wciskając się między mnie a Danę, odpychając nas.

Cofnęłam się.

Auggie cofnął się za mną.

Kiedy to zrobił, zaparł się i jedną po drugiej (najpierw Juno i sięgnął wokół mnie, żeby się do niej dostać), przepchał nas za niego.

„Kim jest ta mała dziewczynka?” – spytała Dana, pochylając się w lewo, by spojrzeć na Juno.

„Wnoszę oskarżenie, mamo” – powiedział jej Auggie.

Jej uwaga wróciła do niego – „Wnosisz oskarżenie przeciwko swojej matce?”

„Nie, wnoszę oskarżenie przeciwko niechcianemu intruzowi, który wybił mi okno, który jest jednocześnie kobietą, która mnie urodziła”.

„Tak” - splunęła - „Twoją matką”.

„Nie, nie jesteś moją matką” - odparł.

Cholera.

Robił to teraz.

Przypuszczam, że lepiej teraz niż nigdy.

„Nie mogę zapomnieć, jak cię wypychałam, Auggie” – odgryzła się.

„To jedyna rzecz, jaką kiedykolwiek dla mnie zrobiłaś” – odpowiedział.

Obserwowałam jej twarz i chciałam powiedzieć, że się obraziła. Chciałam powiedzieć, że została zraniona. Naprawdę chciałam powiedzieć, że to ją zniszczyło, tak jak to, co powiedziała Juno, zniszczyło Corbin’a.

Nie mogłam nic z tego powiedzieć.

Była w to zamieszana. Kochała to.

Przyjechała tam tylko po to.

Tak.

W Dzień Dziękczynienia.

„Okej, więc teraz, według ciebie, jestem złą żoną i złą mamą?” - zapytała.

„Tak” - odpowiedział Auggie.

Otworzyła usta, ale Auggie jeszcze nie skończył.

„Myślisz, że zrobię to z tobą, ale tak nie jest. Złożę raport glinom. Zabiję deskami okno. I zamierzam to zrobić tak szybko, jak tylko będę mógł, bo jeszcze nie jedliśmy naszej kolacji z okazji Święta Dziękczynienia i muszę zabrać moje dziewczyny do domu, żebyśmy mogli to zrobić”.

Spojrzałam na Juno na jego „moje dziewczyny”, aby zobaczyć jej oczy szeroko otwarte i patrzące na mnie, jakbym właśnie jej powiedziała, że jedziemy do Disneylandu na Boże Narodzenie.

Podejrzewałam, że wyglądałam prawie tak samo.

„Ty i ja jednak skończyliśmy” - stwierdził - „Blokuję cię w moim telefonie i za każdym razem, gdy spróbujesz się ze mną skontaktować lub zobaczyć, zadzwonię na policję. W razie potrzeby dostanę zakaz zbliżania się. Jeśli pozostaniesz w jego życiu, zrobię to samo z tatą. Nie musisz mu tego mówić, ja to zrobię”.

„Nie rozmawiam z twoim ojcem” – pociągnęła nosem.

„Nie obchodzi mnie to. Dawno temu przestałem się przejmować, mamo. A najbardziej do bani jest to, że nie zauważyłaś” – odpowiedział.

Auć.

Widziałam dwóch mundurowych idących jego frontowym chodnikiem, gdy Auggie wciąż mówił.

„Mogą cię aresztować. Nie wiem, jak zamierzasz rozegrać to, co może zmusić ich do ruchu. Ale jeśli tak, radzę nie opierać się. Wybite okno to jedno. Opieranie się przy aresztowaniu nie ułatwi ci sprawy”.

„Nie mogę uwierzyć…”

Nie skończyła tego, bo Auggie podszedł do niej, przeszedł obok niej i podszedł do drzwi frontowych.

Uniosła głowę do mnie - „To ty” - Wycelowała we mnie palcem.

„Zwróciłaś przeciwko mnie mojego chłopca”.

Juno wydała dźwięk.

Ale nie zrobiłam.

Nie powiedziałam ani słowa.

Kategorycznie nie zamierzałam się w to angażować.

W drzwiach rozległy się pomruki pozdrowienia, gdy Auggie wprowadzał gliny do środka.

„Jest Święto Dziękczynienia!” - Dana krzyknęła na nich, a propos niczego - „Który syn nie robi z matką planów na Święto Dziękczynienia? Nawet nie zadzwonił!” - Wciąż krzyczała - „Wiem, że to był ekstremalny sposób na przyciągnięcie jego uwagi, ale nie wiecie. Z nim tak właśnie musi być”.

Jeden z gliniarzy oglądał rozbite okno.

Drugi oglądał Dana Show i nie wyglądał na będącego pod wrażeniem.

„Proszę pani, czy może pani wyjść ze mną na zewnątrz?”

„To nie jest taka wielka sprawa!” - krzyknęła.

Aug przyszedł do mnie.

„Chcesz wziąć mój samochód, wrócić do domu, sprawdzić, co zrobić, wrócić za chwilę i mnie zabrać?” - zaproponował, kiedy się zbliżył.

„Zostajemy z tobą i pomagamy ci przy oknie” – odpowiedziała za mnie Juno.

To nie jest taka wielka sprawa!” - krzyknęła Dana.

Natychmiast, jakby wciśnięto przełącznik, oficer przeszedł z trybu obsługi w danej sytuacji do trybu ostrzeżenia i gotowości na wszystko.

Byłam pod wrażeniem.

„Proszę pani, proszę się uspokoić” – ostrzegł.

Zobaczyłam, jak oczy Auggie’go przesuwają się poza mną, zanim kogoś tam wyczułam.

Odwróciłam się.

„Tod! Stevie!” - Juno zawołała i pobiegła do nich.

Stevie przytulił się pierwszy.

Tod zrobił skan zdrowia psychicznego Auggie’go, zanim spojrzał na mnie. – „Hej, dziewczynko. Fajny kaptur z rozcięciem”.

Tylko Tod mógł wejść w sytuację z udziałem policji, a jego pierwszy komentarz dotyczyłby mojego swetra.

„Dzięki” – odpowiedziałam, czując narastającą histeryczną bańkę śmiechu i była to miła zmiana skupienia, aby podjąć wysiłek, by to stłumić.

„Naprawdę wyglądasz ładnie, mamo” – powiedziała Juno, chcąc uściskać z boku Toda, który oddał jej jeden uścisk, a potem mocno nią potrząsnął.

„Dzięki, Słonko” - odpowiedziałam.

„Augustusie! Naprawdę zamierzasz przez to przejść?” – zażądała głośno Dana.

Auggie nie odpowiedział.

Odwrócił się do gliniarza, który obserwował okno - „Czego ode mnie potrzebujecie?”

„Szybkie oświadczenie, Aug” - odpowiedział, idąc w naszą stronę.

Czkałam, co w rzeczywistości było tym, jak przełykam śmiech.

Auggie znał tych facetów.

„Czy jesteście… przyjaciółmi?” – zapytała Dana z niedowierzaniem.

„Proszę pani, proszę wyjść ze mną na zewnątrz” – poprosił ten, który wybrał symboliczny krótki kij, że musi się z nią uporać.

„To niedorzeczne. To mój syn!”

„Proszę pani, ponownie proszę wyjść na zewnątrz.”

„Masz deski, Aug, czy chcesz, żebym spytał Deana i Matta z sąsiedztwa?” – zapytał Stevie.

„Nie musisz…” – zaczął Auggie.

„Próbuje uciec od mojej rodziny” - wyjaśnił Tod - „I to nie tylko dlatego, że siedzą obserwując mężczyzn walczących ze sobą w naszym telewizorze, ale i dlatego, bo przegraliśmy, kiedy wyciągnęliśmy losy z kapelusza i obaj wciąż jesteśmy zdenerwowani, że nie oglądamy Kopciuszka Brandy. Więc pomóż mu. I mi. Chociaż nie zamierzam robić nic, tylko kibicować ci, gdy będziesz dzierżył młotek, nie wrócę do naszego domu, dopóki nie upewnię się, że pojawił się tryptofan, wszyscy są nieprzytomni i moglibyśmy przełączyć się na Disney Plus i wziąć naszą dawkę Whitney na Święto Dziękczynienia”.

„Nie lubi pan swojej rodziny, panie Tod?” - spytała Juno.

Spojrzał na nią - „Kocham ich całym sercem, dziewczyneczko. Tylko czasami łatwiej ich kochać, gdy śpią”.

To wystarczyło.

Nie mogłam tego kontrolować.

Wybuchnęłam śmiechem.

Juno spojrzała w moją stronę i śmiała się razem ze mną.

Poczułam, jak Auggie całuje mnie w policzek, odwróciłam się do niego, a on się uśmiechał.

„Wrócę, mała” – szepnął.

Wyszedł na front z oficerem, który na szczęście znajdował się tam, gdzie teraz była Dana, z drugim oficerem.

Zwróciłam się do Toda – „Sprawiłeś, że się uśmiechnął, więc jesteś dzisiaj moim bohaterem, Tod”.

„Codziennie jestem czyimś bohaterem, dziewczyno” – odpowiedział.

„Jeśli o to chodzi, żebym nie musiał przedzierać się przez to, jak puchnie, idę do Deana i Matta. Juno, chcesz iść ze mną?” - zapytał Stevie.

„Jasne, panie Stevie!” - krzyknęła i skoczyła do niego, biorąc go za rękę.

Wyszli tylnymi drzwiami.

„Wszystko będzie okej, Pepper” – powiedział cicho Tod.

Zwróciłam się do niego - „Wiem Słonko. W jakiś sposób zawsze tak jest”.

„Chcesz wina?” - zapytał - „Odważę się tam wrócić, aby złapać kieliszek”.

„To słodkie, ale jest dobrze. Niedługo będziemy w domu i będziemy tylko my. Wtedy będę mogła opiekować się moimi ludźmi”.

„Właśnie tak jest. Możesz przejść przez wszystko, pod warunkiem, że na końcu będziesz ze swoimi ludźmi” – odpowiedział Tod.

„Nigdy nie padły nigdy prawdziwsze słowa”.

„Może tego nie zauważyłaś, chociaż byłbym zdziwiony, że nie zauważyłaś, ale kiedy nie jestem bohaterem, jestem mędrcem” – wycedził.

I znowu wybuchnęłam śmiechem.


 

3 komentarze:

  1. Dziekuje za rozdział :) Mamusia sama sie o to prosiła.
    Chyba za duzo nigdy :) „Nigdy nie padły nigdy prawdziwsze słowa”
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. Co jedna rodzina to lepsza. Kocham ich gdy śpią 💜💜💜 dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń