ROZDZIAŁ
24
Moi
ludzie
Pepper
Jedną
rzecz miałam po moim ojcu.
Kiedy
byłam poważnie wkurzona, nie wrzeszczałam i nie wydzierałam się.
Zamarzałam
jak kamień.
To,
jak myślałam, doświadczając tego od mojego taty, było o wiele bardziej
przerażające niż ktoś, kto na ciebie krzyczy.
I
z tego powodu nigdy nie chciałam, żeby Auggie to zobaczył.
Żałowałam,
że nie mogłam powiedzieć, że Juno nigdy nie widziała tej strony mnie, ale,
chociaż tego nie wywołała, widziała to.
Widziała
to, ponieważ Corbin to prowokował.
Tak,
jak właśnie teraz to zrobił.
Prawdopodobnie
dlatego uderzyła mnie desperackim uściskiem, zanim byłam w połowie drogi do
jego podjazdu, i zawołała - „Mamo!”
Jej
sposób na powstrzymanie mojego natarcia.
„Hej,
kochanie” - odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od Corbin’a, który wyszedł z
garażu i zmierzał do mnie - „Wsiądź do samochodu z Auggie’m, dobrze?”
„Mamo”
Spojrzałam
na nią - „Zrób, jak ci powiedziałam, proszę”.
Niepokój,
który z niej emanował, przenikał, ale nie wystarczał.
Nie.
Nie
dość.
Niechętnie
skinęła głową, puściła mnie i odeszła.
Namierzyłam
swój cel, który zatrzymał się około dziesięciu kroków ode mnie i podeszłam do
niego.
Corbin
zaczął przede mną.
„Miałaś
się z nami spotkać u mamy i taty”.
„Nie
dawaj mi tej ściemy” - warknęłam - „Powiedziałeś, że spotkamy się tutaj”.
Potrząsnął
głową - „Dlaczego miałbym tak mówić, Pepper? Mieszkają ponad pół godziny drogi
stąd. Ledwo dałoby nam wystarczająco dużo czasu na jedzenie, gdybym musiał
wyjść na czas, żeby się z tobą spotkać”.
Zostawiłam
telefon w torebce w samochodzie, bo wyciągnęłabym go, żeby pokazać mu jego
SMS-a, w którym napisał mi, żebym była dokładnie tam, gdzie byłam.
Ale
on miał swój.
„Sprawdź
swój telefon, Corbin”.
„Nie
mówiłem ci, żebyś się tu z nami spotkała” – utrzymywał.
„Sprawdź
swój telefon, Corbin” - powtórzyłam.
„Pepper,
nie było sensu się tu spotykać. Skróciłoby to Juno pół godziny czasu dla
rodziny”.
„Dobrze”
- splunęłam - „Nawet jeśli mi tego nie powiedziałeś, nie zrobiłeś tego, kiedy pisałam
SMS-y od czterdziestu pięciu minut, odkąd tu jestem”.
„Tak,
i na początku zdezorientowało mnie to, ponieważ napisałaś, że jesteś „tu”, co myślałem,
że jest u mamy i taty, ale cię tam nie było. Kiedy się domyśliłem, wsiedliśmy
do samochodu, żeby pojechać na spotkanie z tobą”.
„I
nie mogłeś do mnie wysłać SMS-a, żeby podzielić się nieporozumieniem?” - zapytałam.
„Nie
wysyłam SMS-ów w czasie jazdy, kiedy Juno jest w samochodzie”.
„Juno
wie, jak pisać”.
Wypuścił
przesadne westchnienie - „Nie ma sensu tego robić”.
„Nie
zgadzam się” - odpowiedziałam - „Bo zrobiłeś to celowo. Zmarnowałeś
czterdzieści pięć minut mojego Święta Dziękczynienia, Święta Dziękczynienia
Auggie’go i zrobiłeś to, żeby mnie wkurzyć. Zrobiłeś to, żeby się zrewanżować.
Zrobiłeś to, żeby wywołać reakcję. Cóż, oto twoja reakcja, Corbin, bądź
ostrożny. Nie gram w twoje gry i ja…” - pochyliłam się w jego stronę - „…absolutnie nie pozwolę ci wykorzystywać naszej córki do grania w to”.
Zadrwił
i odpowiedział - „Masz urojenia. Jak zwykle”.
„Nie
mam. Przeczytaj swoje cholerne SMS-y”.
„Ponownie,
nie było sensu spotykać się z tobą tutaj”
– odgryzł się.
„Masz
rację. To jest strata czasu. Ale powtórzę, Corbin. Nie ciągnij ponownie tego
gówna. Zwłaszcza używając Juno. To nie będzie dla ciebie ładne”.
Miałam
się ruszyć, by odejść, ale szybko mnie złapał, mówiąc - „To ty musisz się
martwić, Pepper”.
Nie
powinnam się angażować.
Powinnam
odejść.
Uspokoić
się.
Wyluzować.
Było
jeszcze dużo czasu na zrobienie ziemniaków, a indykowi zostało jeszcze półtorej
godziny do upieczenia.
Reagowałam
przesadnie, bo pozwalałam mu naciskać moje guziki.
I
nie dało się z tego nic zyskać.
Ale
w przestrzeni nad głową, w której się znajdowałam, nie odeszłam.
Zaangażowałam
się.
„Dlaczego
miałabym się martwić, Corbin?”
Tym
razem pochylił się do mnie - „Ponieważ nie musimy wdawać się w kolektywną
robotę, jaką jest twoja rodzina, a nigdy nie lubiłem, aby Juno była w pobliżu żadnego
z nich. Ale też nigdy nie byłem striptizerem i nie wiem, kim jest ten pieprzony
facet” – wskazał głową w stronę samochodu Aug’a – „ale wstępne raporty mojego detektywa
mówią, że jego zatrudnienie jest mgliste, a ja nie jestem fanem tego, że jest koło
mojej córki”.
Moja
praca?
Jego…
detektywa?
Teraz
to…
To
sprawiło, że moja głowa eksplodowała.
Co
oznaczało, że spadłam poniżej zera.
„Grozisz
mi” - wyszeptałam, przy każdym słowie tworzył się szron.
„Nie
popychaj mnie, suko” – odszepnął.
„Pierdol
się” – warknęłam.
„Pierdoliłem,
od momentu, w którym spieprzyłem, a ty nie dałaś nam szansy, aż do teraz, będąc
przy moim domu z tym pieprzonym facetem
w jego pieprzonym samochodzie przy moim krawężniku” – odpalił.
O
mój Boże!
Auggie
miał rację.
Corbin
totalnie tęsknił za mną!
„Nie
lubię twoich pań i będę mieszkać z mamą”.
Gdy
usłyszałam głos Juno dochodzący z bliska, przeszył mnie elektryczny dreszcz,
było to bardzo nieprzyjemne, a Corbin i ja odsunęliśmy się od siebie, jakby to
uczucie pochodziło od uderzenia pioruna między nami.
Odwróciłam
się, widząc Juno stojącą niecałe dwa kroki ode mnie.
Wtedy
moje wnętrzności zmroziły się i usłyszałam, jak Corbin wydaje odgłos, jakby ktoś
uderzył go w brzuch.
Niejasno
zauważyłam, że Auggie wysiadł z samochodu i stał przy krawężniku.
Ale
moja uwaga była zwrócona na moją córkę, której twarz była czerwona, jej oczy
błyszczały od łez i wpatrywała się w ojca.
„Nie
podoba mi się, że nazywasz mamę suką” – stwierdziła.
O
nie.
„Guziczku…”
- spróbował Corbin, nagle ochrypłym głosem.
Juno
potrząsnęła głową - „Nie. Pan Cisco powiedział, że powinnam z tobą
porozmawiać…”
Pan
Cisco?
Kim
był pan Cisco?
„…i
powinnam. Ale byłam tchórzem” - ciągnęła - „Teraz mówię. Nie podoba mi się, że
wszystkie twoje panie przychodzą, a potem odchodzą i nie podoba mi się, że
zawsze SMS’ujesz lub rozmawiasz z nimi przez telefon, nie lubię tego, jak
zawsze znajdujesz sposób, by być podły dla mamy i tak bardzo nie podobało mi
się, że zupełnie nie zauważyłeś, że byłam zdenerwowana, bo ja i mama chciałyśmy,
aby ten dzień był wyjątkowy dla Auggie’go, a przez ciebie spóźniliśmy się”.
„To
było nieporozumienie, Juno” - skłamał Corbin.
„Kłamiesz”
- zawołała go Juno - „I nazwałeś mamę słowem na s, tato. Tuż przede mną”.
„Nie
wiedziałem, że tam jesteś” - zauważył.
„Czy
to ma znaczenie?” - zapytała.
Dobre,
cholerne pytanie.
Chciałam
interweniować. Chciałam jej pomóc.
Ale
wyczuwałam, że ona sama musi to zrobić.
Więc
stałam tam z nią i pozwoliłam jej to zrobić.
„Nie
powinienem był tego mówić, masz rację” - mruknął Corbin.
„Nie
chcę, żebyście znów byli razem” - oznajmiła. Zacisnęłam usta i usłyszałam ostry
wdech Corbin’a - „Nie jesteś dla niej miły i ukrywałeś przed nią różne rzeczy, co
nas złamało i masz zbyt wiele kobiet. Powinieneś mieć tylko jedną. Nie jedną po
drugiej. Chcę ją z Auggie’m. Auggie patrzy na nią słodko. I chcę, żebyś znalazł
kogoś wyjątkowego, na kogo też mógłbyś spojrzeć w ten sposób. Ale to nie może
być mama”.
„Jesteś
naprawdę za młoda, żeby…” - zaczął Corbin.
Niespodziewanie
uniosła ręce w pięści i szarpnęła nimi w dół, jakby wbijała w śnieg dwa kijki
narciarskie.
Dobra,
może ja musiałam to zakończyć.
Nie
dostałam tej szansy.
„Nie jestem za młoda!” - krzyknęła - „Nie
jestem. Nie jestem za młoda, żeby wiedzieć, że skrzywdziłeś mamę. I nie jestem
za młoda, żeby wiedzieć, że skrzywdziłeś mnie”.
O
Boże.
Corbin
był tak cichy, że wydawało się, że otaczające nas powietrze zostało pozbawione
zdolności przenoszenia dźwięku.
„Więc
chcę mieszkać z mamą” - wciąż go obdzierała ze skóry - „A kiedy jej tata był podły
dla jej mamy, moja przyjaciółka Kyra musiała porozmawiać z sędzią i powiedzieć,
czego chce i ja też to zrobię, jeśli będę musiała. Powiem mu to wszystko. A
mama może tańczyć w miejscu, którego nie lubisz, ale pan Smithie jest słodki i
zawsze daje mi dwadzieścia dolarów, kiedy mnie zobaczy”.
Dawał?
„A
ciocia Ryn, ciocia Hattie i ciocia Evie są milion
razy lepsze niż ciocia Saffron kiedykolwiek mogłaby być”.
Musiałam
przyznać, że to była prawda.
„A
pan Ian jest super przystojny i mogę za niego wyjść za mąż, kiedy dorosnę”.
Uhh…
„I
nie miałabym tego, gdyby mama tam nie tańczyła. A jeśli mnie kochasz, pokochasz
to, że mama mi to dała. Więc kochasz mnie, tato?”
O
rany.
Spojrzałam
na Corbin’a.
Na
jego twarzy malowało się spustoszenie, a głos był szorstki, kiedy powiedział -
„Oczywiście, Guziczku”.
„Więc
przestań być podły dla mamy!” - zażądała, podreptała do mnie, wzięła mnie za
rękę i zaciągnęła do samochodu Auggie’go.
Wtedy
naprawdę spojrzałam na Auggie’go, a kiedy to zrobiłam, był to strzał w serce, bo
rzeczywiście poczułam szum wściekłości zmieszany z frustracją, z dozowanym obficie
niepokojem, który wibrował z jego miejsca przy krawężniku.
To
dlatego, że jego miejsce znajdowało się przy krawężniku.
Przykucnął
jednak, gdy tylko się zbliżyliśmy, a Juno oderwała się ode mnie i podbiegła do
niego.
Stała
w jego ramionach między jego rozstawionymi udami, trzymała go za szyję, a ja
pospieszyłam do nich na czas, by usłyszeć, jak mówi - „Wracajmy do domu,
Auggie. Potrafisz jechać szybko?”
Chciała
nakryć dla niego specjalny stół.
Chciała
zapewnić mu dobry dzień.
Uch.
Ale
tak.
Jej
ojciec zasłużył na to, co właśnie dostał, chociaż nienawidziłam, że to Juno
musiała mu to dać.
„Tak,
kochanie, pojadę szybko, ale bezpiecznie” – odpowiedział Auggie.
Dobra.
Czas
opanować tę sytuację.
Podniosłam
wzrok ku niebu i dałam sobie wystarczająco dużo czasu, aby zobaczyć dryfujące
chmury.
Przegapiłam
to wszystko w mojej dziewczynce, a przynajmniej jak głęboko to weszło.
Tak
samo jak Corbin, nawet gdybym próbowała mu opowiedzieć o kobietach.
Ale
musieliśmy zabrać się za naprawienie tego.
Wciągnęłam
powietrze, uniosłam brodę i złapałam wzrok Auggie’go, gdy przygotowywał się do
podniesienia jej.
Jego
oczy były na mnie.
Potrząsnęłam
głową, zerknęłam przez ramię i zobaczyłam Corbin’a wciąż tam stojącego,
wpatrującego się w nas nieruchomo, z bladą twarzą, a potem też przykucnęłam.
„Laleczko,
spójrz na mnie” - nalegałam.
Zrobiła
to i widziałam, że wciąż walczy ze łzami.
„Możemy
jechać do domu, mamo?” - poprosiła.
„Tak,
kochanie, ale najpierw muszę cię poprosić o zrobienie czegoś, co będzie ci się
teraz wydawać naprawdę trudne. Jednak spojrzysz na to później i będziesz naprawdę,
naprawdę zadowolona, że to zrobiłaś.
Obiecuję”.
„Co?”
„Idź,
uściskaj tatę na pożegnanie”.
Wyraźnie
się wzdrygnęła.
„Zaufaj
mi” - powiedziałam pospiesznie - „Idź, przytul go. To może być szybkie. Nie
musisz nic mówić. Tylko szybki uścisk i jedziemy”.
Nie
poruszyła mięśniem.
„Kochanie”
- zawołał Auggie.
Juno
spojrzała na niego.
„Zawsze
ufaj swojej mamie” - szepnął.
Była
niezdecydowana. Zawahała się.
Potem
wyrwała się Auggie’mu i pobiegła do swojego taty.
Oboje
z Aug’im wstaliśmy i podeszłam do niego, obserwując, jak Corbin natychmiast
pochyla się w jej kierunku, otwierając ramiona.
Juno
wpadła w nie.
Corbin
owinął je wokół niej i podniósł.
Moje
gardło się zamknęło.
Może
chciała szybkiego uścisku, ale Corbin trzymał się mocno.
„Co
się stało?” - powiedział Auggie pod nosem.
Nie
wiedziałam, czy to dobrze, czy źle, że nie słyszał.
Ale
skłaniałam się ku dobremu.
„Juno
wyjaśniła pewne rzeczy. Opowiem ci o tym później”.
Nie
odpowiedział, z wyjątkiem wzięcia mnie za rękę.
I
tak.
To
było to.
Nie
mogłam drgnąć, stojąc u boku Auggie’go, trzymającego mnie za rękę.
Słyszałam,
jak jego telefon zadzwonił z wiadomością, którą, jak można było się spodziewać,
zignorował i patrzyliśmy, jak Juno i Corbin przytulają się, podczas gdy Corbin
mówił coś do ucha Juno. Zakończył to wpychając twarz w jej szyję.
Potem
pocałował ją w policzek i postawił na nogach.
Spojrzała
na niego i podzieliła się własnymi słowami. Były krótkie i miałam nadzieję, że i tak kocham cię. Potem wróciła do nas.
Zanim
dobiegła, Auggie otworzył jej drzwi.
Pomógł
jej wejść, kiedy podeszłam do moich drzwi.
Zerknęłam
na Corbin’a i zobaczyłam, że wciąż nas obserwuje.
Kiedy
złapał moje spojrzenie, podniósł rękę – i tak, jak wkurzona byłam na niego
przez ostatnią godzinę, nie wspominając o wszystkich rzeczach, które zrobił w
przeszłości –serce pękło mi na myśl o nim, gdy niezręcznie machnął do mnie.
Jego
córka właśnie tak do niego przemówiła.
A
jego czyny były jedynym powodem, dla którego odjeżdżaliśmy od niego w Święto
Dziękczynienia.
Odwzajemniłam
jego machnięcie i wciągnęłam się do samochodu Auggie’go.
Usłyszałam
dzwonek telefonu Auggie’go, gdy wsiadł obok mnie.
Wyciągnął
go z tylnej kieszeni, zerknął na niego, po czym nacisnął boczny przycisk, by
zatrzymać dzwonienie.
Kiedy
on zapinał pasy (mój był już zapięty), spojrzałam za siebie na Juno.
„Zapięłaś
pas, kochanie?” - zapytałam.
Wpatrywała
się w swoje kolana - „Tak”.
„Wszystko
będzie dobrze?”
Pauza,
a potem - „Tak”.
„Potrzebujesz
trochę czasu?”
Wielki
oddech, który zdawał się rozszerzać jej całe ciało, i powtórzenie „Tak”.
„Okej,
Laleczko” - wymamrotałam.
W
tym czasie byliśmy już w drodze.
Musiałam
jej to dać. Następnie musieliśmy zbadać niektóre z jej wypowiedzi.
W
tej mieszance dowiedziałabym się również, co robiła z tymi dwudziestolatkami,
które dał jej Smithie, a także kim, do cholery, był „pan Cisco”.
Chociaż
mogło to poczekać, aż uratujemy Święto Dziękczynienia.
Patrzyłam
na drogę i Auggie też jej dał miejsce, kiedy odwiózł nas do domu.
Byliśmy
w połowie drogi, kiedy powiedział do Juno - „Wszystko dobrze, kochanie. Twoja
mama i ja zrobiliśmy kilka rzeczy, ale ty i ja mamy trochę do zrobienia, a
indyk nie będzie gotowy przez co najmniej godzinę”.
„Okej,
Aug” - wymamrotała.
Spojrzał
na mnie.
Zrobiłam
minę jejć.
Zacisnął
usta.
I
znowu zadzwonił jego telefon.
Spojrzał
na nią, westchnął i tym razem odebrał.
Pojawiło
się to na jego desce rozdzielczej i to był Tod.
Pomyślałam,
że może to być dobre dla nas wszystkich, bo jeśli Tod nie był przezabawny, był
po prostu niesamowity.
„Hej,
Tod. Szczęśliwego Święta Dziękczynienia” - przywitał się Auggie.
„Um,
tak jakby, chociaż dzwonię i piszę, bo twoja mama wybiła frontowe okno twojego
domu, żeby dostać się do środka, więc myślę, że tak nie będzie”.
Auggie
nacisnął kilka przycisków, by zdjąć Toda z głośnika i przyłożyć telefon do
ucha.
„Co?”
- warknął do niego. Pauza i - „Tak. Dziękuję. Zajmę się tym. Przepraszam za to
zakłócenie.” - Kolejna pauza i - „Okej, nie. Nie. Nie idź tam. Zajmę się tym.”
- Ostatnia pauza i - „Racja. Dzięki jeszcze raz. Później”.
Skończył
rozmowę, powietrze w kabinie było duszne, a Juno zapytała - „Twoja mama włamała
się do twojego domu?”
Wspaniale.
„Zabiorę
was do domu” - wycedził Auggie - „A
potem zajmę się tym. Wrócę przed kolacją”.
„Nie
ma mowy!” - wykrzyknęła Juno - „Święto Dziękczynienia polega na byciu razem”.
Tak
było.
Ale
nie byciu razem z jego matką.
Nie
chciałam, żeby szedł sam (tak naprawdę
nie), ale nie sądziłam, że mam wybór. Nie mógł pozwolić matce włamywać się do
jego domu. Nie mógł mieć takiego okna, kiedy go tam nie było.
Musiał
sobie z tym poradzić.
Ale
Juno nie mogło tam być, kiedy to by robił.
Mam
na myśli, poważnie.
Co
do cholery było z tą kobietą?
Powstrzymałam
swój gniew i ponownie obejrzałam się wokół siedzenia do mojej dziewczyny.
„Możemy
załatwić pewne rzeczy, których Auggie nie będzie chciał robić podczas jego
nieobecności. Potem wy dwoje możecie to podgrzać, kiedy wróci”.
„Nie!”
- krzyknęła, a ja zamrugałam, ponieważ nie krzyczała, kiedy stawiała na swoim,
odkąd była małym dzieckiem. Albo mniejszym - „Rodzina trzyma się razem!”
„Juno”
– powiedziałam uspokajająco.
„Wiem,
co miałaś na myśli, mamo, kiedy powiedziałaś, że rodzina Auggie’go nie jest
normalna”.
Nie
powiedziałam, że nie jest normalna.
Powiedziałam,
że nie tradycyjna.
Chociaż
oczywiście nie miałam na myśli normalnej.
Nadal.
Nie
poprawiałam jej i to nie tylko dlatego, że ciągnęła dalej, więc nie miałam
okazji.
„Oznacza
to, że jego rodzina jest jak nasza, a
kiedy tak jest, jej dobre części muszą się trzymać razem. Jak ty i ja trzymamy
się razem. Musimy trzymać się razem z Auggie’m”.
Bardzo
mi się podobało, że tak myślała.
Jednakże.
„Nie
sądzę…” - spróbowałam.
„Jedziemy
z nim” - oświadczyła.
„Juno,
naprawdę…
„Jedziemy z nim!” - wrzasnęła.
Racja.
Nie
byłam tego fanką.
Z
drugiej strony nie przegapiłam tego, że wyraźnie cierpiała z powodu tego, co
działo się z jej tatą. To było dla niej świeże, więc może…
„Możecie
zostać w samochodzie” - mruknął Auggie.
„Nie,
twoja mama dowie się, że masz kogoś po swojej stronie” - odparła Juno.
Usta
Auggie’go zacisnęły się.
Chociaż
to było do bani – bo nawet jeśli moja dziewczynka była trochę bachorem, wciąż
była słodka – nadszedł czas, aby zdusić to w zarodku.
Znowu
obejrzałam się wokół swojego siedzenia - „Wiem, że właśnie przeszłaś ciężką
sprawę, kochanie, ale cokolwiek się dzieje, to wybór Auggie’go co do tego, jak
sobie z tym poradzić”.
„Czy
Auggie jest nasz?” - zażądała wiedzieć.
Ummm…
„Jest”
- odpowiedziała na własne pytanie (poprawnie, dodałbym) - „A my dbamy o to, co
nasze, prawda, mamo? Dbasz o mnie. Dbam o ciebie. Dbamy o to, co nasze.”
Gówno.
Teraz
chciało mi się płakać.
„Będzie
dobrze” – powiedział Auggie dziwnym, zduszonym głosem, który był napięty, ale
też szorstki, i wiedziałam po tym, jak bardzo to znaczyło, że Juno właśnie powiedziała,
że należy do niej.
Nie
byłam pewna, czy powinniśmy poddać się takiemu zachowaniu, ale atmosfera w kabinie
wcale się nie poprawiła, Juno właśnie rozłożyła swojego tatę, mama Auggie’go
włamała się do jego przeklętego domu, a ja miałam dwoje ludzi, których kochałam
w swoich rękach, którzy mieli do czynienia z jakimś ciężkim gównem.
Dwoje ludzi, których kochałam.
O
rany.
Okej,
miałam trzy osoby, które kochałam, ponieważ kochałam siebie, a teraz zmagałam
się z faktem, że właśnie zorientowałam się, że jestem zakochana w Aug’im.
Święci
pańscy.
Postanowiłam
zachować ciszę.
Ale
kiedy to zrobiłam, sięgnęłam po rękę Auggie’go, a on mi ją podał.
Auggie
pojechał do jego domu.
Zaparkował
na jednym ze swoich dwóch miejsc z tyłu.
Następnie
wszyscy przeszliśmy przez jego tylną furtkę, jego podwórko, a on wpuścił nas
tylnymi drzwiami.
Kiedy
weszliśmy do jadalni, zobaczyliśmy w jego frontowym pokoju, że jego mama
zadomowiła się w domu i oglądała film na jego kanapie.
Wiedziałam
to, kiedy jej głowa wyskoczyła do tyłu.
Och,
a pod oknem, które wybiła, na całej podłodze było szkło.
Poczęstowała
się ręcznikiem z łazienki, żeby się na nim zasłonić, żeby powstrzymać dostanie
się do środka zimna, tak jak poczęstowała się jego domem.
Wciągnęłam
najgłębszy oddech, jaki kiedykolwiek wzięłam.
Tak
głęboki, że to był cud, że nie zemdlałam.
„Więc
nie przestałeś istnieć” - powiedziała, patrząc na mnie i Juno, a także na jej
chłopca - „Szczęśliwego Święta Dziękczynienia, nie to, że obchodzi cię to, czy
moje jest szczęśliwe, czy nie. O tak, zapomniałam, to dlatego, że masz mnie w
dupie”.
Auggie
nie odpowiedział.
Do
niej.
Wyciągnął
telefon, uaktywnił go, wybrał numer i przyłożył go do ucha.
Następnie
powiedział do niego - „Tak, hej. Muszę zgłosić włamanie”.
Dana
zeskoczyła z kanapy i wrzasnęła - „Co?”
Auggie
dalej mówił do swojego telefonu.
„To
członek mojej rodziny. Moja matka. Wybiła okno, żeby dostać się do środka, ale
niczego nie zepsuła ani niczego nie zabrała. Jednak jesteśmy zdezorientowani, a
to włamanie zostało dokonane w złych zamiarach. Ona wciąż tu jest”.
„Odłóż
ten telefon, Augustusie” - rozkazała Dana, okrążając kanapę, żeby do nas
dotrzeć.
„Tak,
proszę przysłać kilku mundurowych. Będę wnosił oskarżenia” – powiedział Auggie
do telefonu, podał swój adres i dokończył – „Dziękuję”.
„Odłóż telefon, Augustusie! - wrzasnęła,
poruszając się dwa razy, aby do niego dotrzeć, z ręką uniesioną, jakby chciała
chwycić telefon.
Albo
coś innego.
Strzeliłam
przed niego, a ponieważ to zrobiłam, ona i ja zderzyłyśmy się klatkami piersiowymi.
„Nie
dotykaj mojej mamy!” - krzyknęła Juno, wciskając się między mnie a Danę,
odpychając nas.
Cofnęłam
się.
Auggie
cofnął się za mną.
Kiedy
to zrobił, zaparł się i jedną po drugiej (najpierw Juno i sięgnął wokół mnie,
żeby się do niej dostać), przepchał nas za niego.
„Kim
jest ta mała dziewczynka?” – spytała Dana, pochylając się w lewo, by spojrzeć
na Juno.
„Wnoszę
oskarżenie, mamo” – powiedział jej Auggie.
Jej
uwaga wróciła do niego – „Wnosisz oskarżenie przeciwko swojej matce?”
„Nie,
wnoszę oskarżenie przeciwko niechcianemu intruzowi, który wybił mi okno, który
jest jednocześnie kobietą, która mnie urodziła”.
„Tak”
- splunęła - „Twoją matką”.
„Nie,
nie jesteś moją matką” - odparł.
Cholera.
Robił
to teraz.
Przypuszczam,
że lepiej teraz niż nigdy.
„Nie
mogę zapomnieć, jak cię wypychałam, Auggie” – odgryzła się.
„To
jedyna rzecz, jaką kiedykolwiek dla mnie zrobiłaś” – odpowiedział.
Obserwowałam
jej twarz i chciałam powiedzieć, że się obraziła. Chciałam powiedzieć, że
została zraniona. Naprawdę chciałam powiedzieć, że to ją zniszczyło, tak jak
to, co powiedziała Juno, zniszczyło Corbin’a.
Nie
mogłam nic z tego powiedzieć.
Była
w to zamieszana. Kochała to.
Przyjechała
tam tylko po to.
Tak.
W
Dzień Dziękczynienia.
„Okej,
więc teraz, według ciebie, jestem złą żoną i złą mamą?” - zapytała.
„Tak”
- odpowiedział Auggie.
Otworzyła
usta, ale Auggie jeszcze nie skończył.
„Myślisz,
że zrobię to z tobą, ale tak nie jest. Złożę raport glinom. Zabiję deskami
okno. I zamierzam to zrobić tak szybko, jak tylko będę mógł, bo jeszcze nie
jedliśmy naszej kolacji z okazji Święta Dziękczynienia i muszę zabrać moje
dziewczyny do domu, żebyśmy mogli to zrobić”.
Spojrzałam
na Juno na jego „moje dziewczyny”, aby zobaczyć jej oczy szeroko otwarte i
patrzące na mnie, jakbym właśnie jej powiedziała, że jedziemy do Disneylandu na
Boże Narodzenie.
Podejrzewałam,
że wyglądałam prawie tak samo.
„Ty
i ja jednak skończyliśmy” - stwierdził - „Blokuję cię w moim telefonie i za
każdym razem, gdy spróbujesz się ze mną skontaktować lub zobaczyć, zadzwonię na
policję. W razie potrzeby dostanę zakaz zbliżania się. Jeśli pozostaniesz w
jego życiu, zrobię to samo z tatą. Nie musisz mu tego mówić, ja to zrobię”.
„Nie
rozmawiam z twoim ojcem” – pociągnęła nosem.
„Nie
obchodzi mnie to. Dawno temu przestałem się przejmować, mamo. A najbardziej do
bani jest to, że nie zauważyłaś” – odpowiedział.
Auć.
Widziałam
dwóch mundurowych idących jego frontowym chodnikiem, gdy Auggie wciąż mówił.
„Mogą
cię aresztować. Nie wiem, jak zamierzasz rozegrać to, co może zmusić ich do ruchu.
Ale jeśli tak, radzę nie opierać się. Wybite okno to jedno. Opieranie się przy aresztowaniu
nie ułatwi ci sprawy”.
„Nie
mogę uwierzyć…”
Nie
skończyła tego, bo Auggie podszedł do niej, przeszedł obok niej i podszedł do
drzwi frontowych.
Uniosła
głowę do mnie - „To ty” - Wycelowała we mnie palcem.
„Zwróciłaś
przeciwko mnie mojego chłopca”.
Juno
wydała dźwięk.
Ale
nie zrobiłam.
Nie
powiedziałam ani słowa.
Kategorycznie
nie zamierzałam się w to angażować.
W
drzwiach rozległy się pomruki pozdrowienia, gdy Auggie wprowadzał gliny do
środka.
„Jest
Święto Dziękczynienia!” - Dana krzyknęła na nich, a propos niczego - „Który syn
nie robi z matką planów na Święto Dziękczynienia? Nawet nie zadzwonił!” - Wciąż
krzyczała - „Wiem, że to był ekstremalny sposób na przyciągnięcie jego uwagi,
ale nie wiecie. Z nim tak właśnie musi być”.
Jeden
z gliniarzy oglądał rozbite okno.
Drugi
oglądał Dana Show i nie wyglądał na będącego pod wrażeniem.
„Proszę
pani, czy może pani wyjść ze mną na zewnątrz?”
„To
nie jest taka wielka sprawa!” - krzyknęła.
Aug
przyszedł do mnie.
„Chcesz
wziąć mój samochód, wrócić do domu, sprawdzić, co zrobić, wrócić za chwilę i
mnie zabrać?” - zaproponował, kiedy się zbliżył.
„Zostajemy
z tobą i pomagamy ci przy oknie” – odpowiedziała za mnie Juno.
„To nie jest taka wielka sprawa!” - krzyknęła
Dana.
Natychmiast,
jakby wciśnięto przełącznik, oficer przeszedł z trybu obsługi w danej sytuacji
do trybu ostrzeżenia i gotowości na wszystko.
Byłam
pod wrażeniem.
„Proszę
pani, proszę się uspokoić” – ostrzegł.
Zobaczyłam,
jak oczy Auggie’go przesuwają się poza mną, zanim kogoś tam wyczułam.
Odwróciłam
się.
„Tod!
Stevie!” - Juno zawołała i pobiegła do nich.
Stevie
przytulił się pierwszy.
Tod
zrobił skan zdrowia psychicznego Auggie’go, zanim spojrzał na mnie. – „Hej,
dziewczynko. Fajny kaptur z rozcięciem”.
Tylko
Tod mógł wejść w sytuację z udziałem policji, a jego pierwszy komentarz
dotyczyłby mojego swetra.
„Dzięki”
– odpowiedziałam, czując narastającą histeryczną bańkę śmiechu i była to miła
zmiana skupienia, aby podjąć wysiłek, by to stłumić.
„Naprawdę
wyglądasz ładnie, mamo” – powiedziała Juno, chcąc uściskać z boku Toda, który
oddał jej jeden uścisk, a potem mocno nią potrząsnął.
„Dzięki,
Słonko” - odpowiedziałam.
„Augustusie!
Naprawdę zamierzasz przez to przejść?” – zażądała głośno Dana.
Auggie
nie odpowiedział.
Odwrócił
się do gliniarza, który obserwował okno - „Czego ode mnie potrzebujecie?”
„Szybkie
oświadczenie, Aug” - odpowiedział, idąc w naszą stronę.
Czkałam,
co w rzeczywistości było tym, jak przełykam śmiech.
Auggie
znał tych facetów.
„Czy
jesteście… przyjaciółmi?” – zapytała
Dana z niedowierzaniem.
„Proszę
pani, proszę wyjść ze mną na zewnątrz” – poprosił ten, który wybrał symboliczny
krótki kij, że musi się z nią uporać.
„To
niedorzeczne. To mój syn!”
„Proszę
pani, ponownie proszę wyjść na zewnątrz.”
„Masz
deski, Aug, czy chcesz, żebym spytał Deana i Matta z sąsiedztwa?” – zapytał
Stevie.
„Nie
musisz…” – zaczął Auggie.
„Próbuje
uciec od mojej rodziny” - wyjaśnił Tod - „I to nie tylko dlatego, że siedzą
obserwując mężczyzn walczących ze sobą w naszym telewizorze, ale i dlatego, bo
przegraliśmy, kiedy wyciągnęliśmy losy z kapelusza i obaj wciąż jesteśmy
zdenerwowani, że nie oglądamy Kopciuszka Brandy. Więc pomóż mu. I mi. Chociaż
nie zamierzam robić nic, tylko kibicować ci, gdy będziesz dzierżył młotek, nie
wrócę do naszego domu, dopóki nie upewnię się, że pojawił się tryptofan,
wszyscy są nieprzytomni i moglibyśmy przełączyć się na Disney Plus i wziąć
naszą dawkę Whitney na Święto Dziękczynienia”.
„Nie
lubi pan swojej rodziny, panie Tod?” - spytała Juno.
Spojrzał
na nią - „Kocham ich całym sercem, dziewczyneczko. Tylko czasami łatwiej ich
kochać, gdy śpią”.
To
wystarczyło.
Nie
mogłam tego kontrolować.
Wybuchnęłam
śmiechem.
Juno
spojrzała w moją stronę i śmiała się razem ze mną.
Poczułam,
jak Auggie całuje mnie w policzek, odwróciłam się do niego, a on się uśmiechał.
„Wrócę,
mała” – szepnął.
Wyszedł
na front z oficerem, który na szczęście znajdował się tam, gdzie teraz była
Dana, z drugim oficerem.
Zwróciłam
się do Toda – „Sprawiłeś, że się uśmiechnął, więc jesteś dzisiaj moim
bohaterem, Tod”.
„Codziennie
jestem czyimś bohaterem, dziewczyno” – odpowiedział.
„Jeśli
o to chodzi, żebym nie musiał przedzierać się przez to, jak puchnie, idę do
Deana i Matta. Juno, chcesz iść ze mną?” - zapytał Stevie.
„Jasne,
panie Stevie!” - krzyknęła i skoczyła do niego, biorąc go za rękę.
Wyszli
tylnymi drzwiami.
„Wszystko
będzie okej, Pepper” – powiedział cicho Tod.
Zwróciłam
się do niego - „Wiem Słonko. W jakiś sposób zawsze tak jest”.
„Chcesz
wina?” - zapytał - „Odważę się tam wrócić, aby złapać kieliszek”.
„To
słodkie, ale jest dobrze. Niedługo będziemy w domu i będziemy tylko my. Wtedy
będę mogła opiekować się moimi ludźmi”.
„Właśnie
tak jest. Możesz przejść przez wszystko, pod warunkiem, że na końcu będziesz ze
swoimi ludźmi” – odpowiedział Tod.
„Nigdy
nie padły nigdy prawdziwsze słowa”.
„Może
tego nie zauważyłaś, chociaż byłbym zdziwiony, że nie zauważyłaś, ale kiedy nie
jestem bohaterem, jestem mędrcem” – wycedził.
I
znowu wybuchnęłam śmiechem.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziekuje za rozdział :) Mamusia sama sie o to prosiła.
OdpowiedzUsuńChyba za duzo nigdy :) „Nigdy nie padły nigdy prawdziwsze słowa”
Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
Co jedna rodzina to lepsza. Kocham ich gdy śpią 💜💜💜 dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuń