piątek, 24 grudnia 2021

14 - Chyba, że będę w pobliżu

 

ROZDZIAŁ 14

 

Chyba, że będę w pobliżu

 

 

 

Pepper

 

Oto co się stało między czasem, kiedy Ian był wściekły na Ryn w Smithie’s, a teraz.

Teraz była w niedziela rano, byłam gotowa i siedziałam przy biurku, czekając, aż Auggie pojawi się na naszej randce, która miała trwać cały dzień (i noc?).

I wychodziłam z siebie z radości, nie tylko z powodu zbliżającej się randki.

Ale także z powodu tego, co wydarzyło się w czasie, odkąd Ian był wkurzony do teraz.

A co najważniejsze, sądziłam, że całkiem nieźle ćwiczyliśmy powściągliwość, więc chciałam przestać to ćwiczyć i zacząć robić coś zupełnie innego.

A co było nawet lepsze?

Auggie zaznaczył, że on również.

*****

Zaczęło się od większej ilości SMS’ów.

Coś dziwnego na próbie.

Ian wrzasnął na Ryn.

Dlaczego to zrobił?

Robiła taniec w powietrzu.

I zobaczył, jak spada z liny.

Więc powiedział, że nie może tego zrobić.

Nie mogę powiedzieć, że się z nim nie zgadzam.

Aug! Serio?

Tak. Serio.

Zapowiadało się wspaniale.

Teraz będzie bezpiecznie.

Jesteśmy profesjonalistkami.

Nie powiedziałem, że nie.

I nie wkurzaj się na mnie, Ryn jest świetna.

Ale nie jest Cirque du Soleil.

Miał mnie.

To wciąż dziwne, że Ian tak się wkurzył.

Nigdy nie słyszałam, żeby podniósł głos.

Kiedy kobieta, na której ci zależy

zalicza glebę, reagujesz.

O MÓJ BOŻE!

Co?

Nie pomyślałam o tym.

Wszystkie jesteśmy dość blisko

z Ianem. Widziałam całkowicie,

jak był zdenerwowany,

że rozpryskała się na macie.

Musisz się więcej kręcić wokół mnie, mała.

Zgoda.

Chociaż nie wiem, dlaczego powiedziałeś

to w obecnym kontekście.

Dzięki temu będziesz miała więcej

praktyki w rozumieniu,

w jaki sposób reaguje mężczyzna,

i dostaniesz się z programem.

Uch.

Wysłałam SMS-a „uch”.

Ale tak bardzo chciałam więcej praktyki w zrozumieniu reakcji mężczyzny (przede wszystkim Auggie’go).

Co więcej, naprawdę lubiłam to, że po tym, jak coś się wydarzyło w pracy, mogłam napisać do kogoś, kto znał zasady i mogliśmy o tym porozmawiać.

Na pewno miałam swoje dziewczyny. Mogłam i rozmawialiśmy o wszystkim.

Po prostu miło było mieć mężczyznę, partnera, kogoś w moim życiu, z którym można porozmawiać o różnych sprawach.

Nie.

Fajnie było, że to był Auggie.

Rozpryskała się na macie?

Cirque du Soleil?

Obrażasz Cirque?

Nie. Po prostu zaskoczona

twoim odniesieniem.

Byłaś na pokazie?

Nie.

Weekendowy wyjazd. Vegas i

pokaz.

Jestem tam TAK.

Było tego znacznie więcej przez cały dzień, przez cały wieczór, a Auggie zażądał, żebym mu napisała po powrocie do domu, więc przeszło to do nocy. Bo kiedy wróciłam do domu, kontynuowaliśmy to, dopóki nie położyłam się do łóżka i nadszedł czas, abyśmy oboje zasnęli.

*****

Następnego dnia nie obudziłam się, gdy mój telefon zapikał z jego wiadomością. Ale kiedy się obudziłam, pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, było sprawdzenie mojego telefonu, aby zobaczyć, czy ją wysłał.

Zrobił to.

Wyślij SMS-a, gdy wstaniesz.

Zrobiłam to.

Nie odpowiedział.

Przez półtorej godziny.

I tak, mierzyłam to.

Potem, kiedy skończyłam medytować, zapisywać dziennik i byłam w kuchni, zmywając naczynia po śniadaniu i nalewając drugi kubek kawy, zadzwonił dzwonek do drzwi.

Nie było to niczym niezwykłym w naszym sąsiedztwie. Rozwój społeczny oznaczał, że każdy mógł się pokazać w dowolnym momencie w potrzebie lub po prostu, by porozmawiać.

Dlatego nie wahałam się.

Podeszłam do drzwi z kubkiem kawy, ubrana w spodenki do spania w jaskrawe wzory i gruby, przycięty sweter.

Wyjrzałam przez jedno z okien obok drzwi i zobaczyłam stojącego tam Aug’a.

Więc oczywiście otworzyłam drzwi.

„Hej!” - zaćwierkałam.

Jego oczy opuściły się, podniosły i warknął - „Odstaw kawę”.

Zamarłam na pół sekundy, po czym odwróciłam się i pobiegłam do schodów.

Postawiłam kubek na schodku, odwróciłam się, a on był przy mnie.

Całowaliśmy się i obściskiwaliśmy się jeszcze bardziej, po omacku i jeszcze więcej.

Kiedy moja dłoń zacisnęła się na jego paczce, złapał mnie za nadgarstek, przyciągnął do krzyża i przestał całować mnie bezsensownie.

Powoli wyszłam z mgły, a kiedy skupiłam się na jego oczach, wyszeptał - „Dzień dobry kochanie”.

Dobra.

To było około 57 897 razy lepsze niż SMS na dzień dobry.

A potem powiedział - „Teraz muszę wracać do pracy. Miłego dnia”.

Potem ścisnął mój tyłek (bo tam była jego ręka) i podszedł prosto do drzwi.

Tak, było tak, jak właśnie powiedziałam.

Przyszedł do mnie.

Rzucił się na mnie.

A potem…

Podszedł prosto do drzwi.

Stałam tam z twardymi sutkami i więcej niż jednym zestawem zaczerwienionych, opuchniętych, drżących ust i skłamałam - „Nienawidzę cię”.

Odwrócił się w drzwiach, które otworzył, mrugnął do mnie i zamknął je za sobą.

Gorące.

Irytujące i frustrujące.

Ale wciąż tak cholernie gorące.

Na jego pierwszy tekst do mnie kilka godzin później odpowiedziałam:

Absolutnie z tobą nie rozmawiam.

Dlaczego nie?

Tak!

Zakończył to uśmiechniętą buźką!

Bo mnie podpuszczasz.

Martwiłam się, że nie przyjmie tego dobrze, biorąc pod uwagę naszą historię.

Więc dodałam:

Uwaga: nie rozmawiam

z tobą, ale jeśli zechciałbyś

wpaść i całować się

to możesz.

☺ ☺

Tak. Trzy uśmiechnięte buźki.

Ale nie wpadł i nie obściskiwał się.

Był piątek, mój dzień w drodze. Pranie. Sprzątanie domu. Dojazd do sklepu spożywczego. Generalnie przygotowywałam się na ten złoty moment, który będzie poniedziałkowe popołudnie, kiedy moje dziecko wróci do domu.

I podejrzewałam, że Auggie też był zajęty, bo po jego emotikonach, po których pozwoliłam sobie chwilę posiedzieć, zapytałam, czy może chcieć coś przekąsić w sobotę, zanim będę musiała iść do pracy, ale nie odpowiedział szybko.

Jednak z upiorną synchronicznością, jego następny tekst pojawił się tuż nad jednym od Corbin’a.

Juno i Patrick byli tu

wczoraj wieczorem.

Nie ma ich dzisiaj.

„Tutaj” oznaczało, że Auggie był w szkole w piątkowy wieczór, budując dekoracje na przedstawienie Dziękczynienia dla dzieciaka, którego nie znał zbyt dobrze.

A Corbin był tam, gdzie był Corbin i napisał do mnie:

Czy masz wolny czas w ten weekend?

Wezmę opiekunkę dla Juno.

Musimy porozmawiać.

Zrezygnowałam z SMS-ów i zadzwoniłam do Auggie’go.

„Hej” – odpowiedział.

„Nie ma tam Corbin’a?” - zapytałam.

„Nie” - potwierdził.

„Napisał do mnie SMS-a, że musimy się spotkać w ten weekend i porozmawiać”.

„Chcesz to zrobić?”

„Nie”

„Zrobisz to?”

„Nie”

„Powinnaś o tym pomyśleć?”

„Nie”

„Pepper…”

„Auggie, mówiłam ci, że to się nie stanie”.

„Wiem, ale może musisz rozmawiać z nim tak jasno jak ze mną, żeby poszedł dalej”.

„Po pierwsze, nie pójdzie dalej, dopóki nie zrozumie z pełną jasnością, której nie mogę mu przekazać tylko słowami, a potem będzie przez chwilę dupkiem, prawdopodobnie przez chwilę będzie zimny i dąsający się, a potem może, jeśli wszystkie gwiazdy we wszechświecie odpowiednio się zrównają, zdoła to przezwyciężyć”.

„Co jest drugie?” – zapytał Auggie.

I szczerze mówiąc, kochałam to, że zapytał.

Nie tylko dlatego, że zrzędziłam, a większość mężczyzn nie skłaniała się do kobiet, które narzekały, ale także śledził to, co mówiłam wystarczająco, by wiedzieć, że mam listę (i robił to, gdy zrzędziłam).

„Po drugie, czuję potrzebę uspokojenia się trochę po odkryciu, że Corbin udawał zainteresowanie czymś w szkole Juno tylko jako okazję do pogrywania ze mną. A teraz go nie ma. Pan Sykes wydawał się mieć do pomocy kilku zdolnych wolontariuszy, więc brak Corbin’a prawdopodobnie nie jest stratą. Chociaż oczywiście jesteś zdecydowanie najzdolniejszy, biorąc pod uwagę, że umiesz nie tylko władać młotkiem, ale jeśli zaistniałoby bezpośrednie zagrożenie atakiem, mógłbyś zapewnić wszystkim bezpieczeństwo i schwytać złoczyńców, aby policja mogła mieć łatwą noc”.

Auggie zaczął chichotać.

Dokończyłam - „Ale nie pojawiasz się dla swojej córki, a potem nie rzucasz tego. To nie jest fajne”.

„Masz rację, nie jest”.

Starałam się zachować spokój i nie wściekać się.

„Czy jest trzecie?” – zapytał Auggie.

„Nie”

„Czy mogę teraz powiedzieć „tak” kupieniu coś do jedzenia przed twoim pójściem do pracy jutro?”

To sprawiło, że się uśmiechnęłam.

„Tak”

„Chciałbym mieć jutro więcej czasu, mała. Ale dzieje się i mam coś do roboty. Ale skończę na czas, żeby zabrać cię na wczesną kolację. Dobra?”

„Absolutnie”

„To tylko odbija się na nim. Nie na tobie. Nie Juno”.

Wrócił do rozmowy o Corbin’ie.

„Wiem, ale nie chcę, żeby była zawiedziona”.

„Okej, nie chciałem mówić niczego, co mogłoby cię martwić, bo świetnie sobie z tym poradziła. Ale najwyraźniej była wczoraj rozdarta, Pepper. Chciała się ze mną trzymać. Chciała spędzać czas z tatą. On i ja trzymaliśmy się z daleka od siebie. Trzymała się z tatą, ale wciąż się uśmiechała i machała do mnie, jakby chciała się upewnić, że wiem, że jest wdzięczna, że ​​tam jestem. Patrick pozwolił jej się uściskać na powitanie i jedno na pożegnanie, ale to nie była łagodna przesiadka. Wiesz, co mam na myśli?”

„Teraz jest całkowicie trzecie. Bo też nie spotkam się z Corbin’em, bo mogłabym wyłupić mu oczy lub kopnąć go w pachwinę”.

„Prawdopodobnie dobry wybór” – mruknął Auggie, brzmiąc na rozbawionego.

„Ona docenia, że tam jesteś. I ja też, Auggie. Wiedz o tym, proszę. To niesamowicie słodkie, że spędzasz na tym wieczory”.

I wtedy to zrobił.

On to powiedział.

On… powiedział… to.

A powiedział - „Pepper, abyśmy byli my, całkiem musimy być nami. Jeśli to zadziała, to gdzie teraz jestem, będzie częścią terytorium. Teraz mógłbym być albo w domu, oglądać telewizję, albo wyjść na drinka z jednym z chłopaków, podczas obu scenariuszy żałowałbym, że nie spędziłem wieczoru z tobą. Albo mógłbym być tutaj i robić coś, co znaczy coś dla Juno. Wybieram bramkę numer trzy”.

Widzicie?

Całkowicie!

„Ja… ja… tak… skoczę na ciebie następnym razem, gdy cię zobaczę. Nawet nie myśl o próbie kolejnego unikowego ataku z zaskoczenia. Muszę cię powalić na podłogę, by odpłacić ci za bycie tak niesamowitym”.

„Odpłacisz mi, rzucając mnie na podłogę?”

„Aby dać ci orgazm”.

„Racja”

To było totalnie rozbawione.

Całkowicie miałam zamiar skoczyć na niego.

Ale teraz…

„Powiedz dobranoc, Auggie”.

„Dobranoc kochanie. Wyślij SMS-a, gdy wrócisz bezpiecznie do domu z pracy”.

„Zrobię to”.

I tak zrobiłam.

*****

Sobota nie zaczęła się znakomicie, ponieważ odłożyłam na ten dzień wykorzystanie informacji, które przekazał mi Auggie, aby skontaktować się z moim bratem.

Poza tym Aug był zajęty pracą, więc mimo że dostałam od niego poranny SMS z prośbą o połączenie, kiedy się obudzę i tak zrobiłam, a on w zamian wysłał xx. Najwyraźniej był zajęty, bo to było wszystko, co dostałam od niego.

Co uważałam za dobre, to wszechświat mówiący mi, że to idealna szansa, jasny harmonogram z załatwianiem sprawunków, schludnym domem i pracującym Auggie’m, aby skupić się na połączeniu z moim bratem po raz pierwszy od ponad dekady. Zrobić to, wiedząc, jakim się stał i mając wiadomości, które miałam o naszej matce, aby się z nim podzielić.

Nieprzypadkowo mama wciąż mnie zniechęcała. Zadzwoniłam, napisałam, skontaktowałam się z tatą i Saffron, zaproponowałam, że spotkam się z nią na kawę, lunch, jak tylko by chciała.

To Saffron powiedziała, że skontaktują się w sprawie kręgu modlitewnego i zapytała, czy słyszałam coś o Birchu.

Kręciłam w sprawie Bircha i kręgu modlitewnego.

To spowodowało, że Saffron zaczęła się dąsać, co oznaczało, że od tego czasu nie odebrała telefonu ani nie odpisała. I stało się to w środę.

Tak było z moją rodziną.

Co doprowadziło mnie do wzmocnienia się dobrą, długą sesją zapisów w dzienniku (w której wymieniłam więcej niż trzy rzeczy, za które byłam wdzięczna, ale Auggie był w moim życiu, więc przyszło to łatwo) i kubkiem mojej ulubionej herbaty.

Usiadłam ze skrzyżowanymi nogami na środku kanapy.

I zadzwoniłam do mojego brata.

Byłam kłębkiem nerwów.

Odpowiedział po trzecim dzwonku - „Tak?”

„Birch?”

Wahanie, a potem - „Kto mówi?”

„Tu Pepper”.

Cisza.

„Birch, słuchaj…”

„Jak zdobyłaś ten numer?”

Uh…

To było to?

Dwanaście lat nie rozmawiałam z nim i to było Jak zdobyłaś ten numer?

„Birch…”

„Pepper, skąd do cholery zdobyłaś numer mojej komórki?” - zażądał.

„Mama ma raka”.

Kolejna cisza, dłuższa, znacznie ciężka.

„Birch…”

Znowu mi przerwał.

„Założę się, że robią ni chuja. Założę się, że oblewają ją święconą wodą lub jakimś gównem i patrzą, jak marnieje”.

Nie mylił się zbytnio.

„Próbowali leczenia” - powiedziałem mu - „To nie zadziałało”.

„Cóż, pieprzone A. Bóg istnieje. Bo to cud”.

„Birch…”

Znowu mi przerwał.

„Więc co? Chcą, żebyś się ze mną skontaktowała i poprosiła, żebym wyruchał kozę pokrytą owczą krwią albo jakimś gównem, a potem użyją mojej spermy jako cudownej maści?”

Świę.

ci.

Pańscy.

To znaczy, zauważałam powody, dla których nie przepadałam za kościołem mojej rodziny.

Ale nigdy nie byli tak dziwni.

„Wyprowadziłam się, jak tylko skończyłam osiemnaście lat” – poinformowałam go krótko - „Nie jestem w kościele. Nie byłam od dziesięciu lat. Ale nadal utrzymuję kontakt z naszą rodziną. I proszę pamiętaj, rozmawiasz ze swoją siostrą, więc może trzymaj się z dala od spermy”.

„Wyprowadziłaś się?”

„W chwili, w której mogłam. Ale teraz mam dwadzieścia osiem lat, więc oczywiście. Wciąż mnie znasz. Albo znałeś. Myślałeś, że zostałabym?”

Znowu zamilkł.

Tym razem nie wypełniłam ciszy.

Dopóki nie powiedział - „Słuchaj, Pepper…”

Ale skończyłam z moim starszym bratem.

I podzieliłam się tym.

„Nie, widzisz, chodzi o to, że mam w życiu mężczyznę, który oczywiście jest także synem i nie dogaduje się za dobrze ze swoimi rodzicami, w tym z mamą, ale powiedział mi, że chciałby wiedzieć, gdyby była chora. I pomyślałam, że mój brat Birch był wspaniałym bratem. Próbował być dobrym synem, ale nie ułatwiali mu tego. Ale był wspaniałym bratem. I prawdopodobnie chciałby wiedzieć. Więc teraz wiesz. I możesz z tym zrobić, co zechcesz. Zbudowali nowy kościół. Jest duży. Prawdopodobnie ma stronę internetową. Jeśli chcesz się z nimi skontaktować, tata nadal jest diakonem. Zadzwoń do kościoła. I dobrego życia, Birch”.

„Pepper!” - warknął.

Ale odłożyłam słuchawkę.

I nie zablokowałam go.

Ale nie odebrałam, kiedy oddzwonił trzy razy.

Bo…

Dwanaście lat odkąd mnie z nimi zostawił i wszystko, co wydarzyło się w międzyczasie, o on skąd wzięłaś ten numer i jakieś bzdury o jego spermie?

Pieprzyć to.

*****

„Więc, pieprzyć to”.

Tak.

To właśnie ogłosiłam Auggie’mu, stojąc przy schodach w moim przedpokoju, po tym, jak ledwo wpuściłam go do domu, żeby mnie zabrał na kolację tego wieczoru.

Dał mi „Hej” i seksowne spojrzenie.

Nie rzuciłam się na niego.

Nie.

Opowiedziałam o moim telefonie do Bircha.

„Dobra, Słonko, zrobione” – odparł Auggie - „Minęło. Zrobiłaś właściwą rzecz, a teraz należy do niego, aby zrobić to, co chce z tym zrobić”.

„Tak” – zgodziłam się.

A potem wybuchnęłam płaczem.

Byłam w ramionach Auggie’go, a kilka sekund później siedzieliśmy na mojej kanapie i prawie leżałam na jego kolanach.

Wciąż becząc.

„Boże, nie mogę mieć podpuchniętych oczu i tańczyć” – warknęłam, odsuwając się (ale niezbyt daleko, Auggie ładnie pachniał, a lepiej było go czuć). Zrobiłam to, żeby móc przesunąć palcami po twarzy.

„Kiedy skończysz, damy ci mokrą szmatkę”.

„Czy mój makijaż jest bałaganem?”

Nie odpowiedział.

Był bałaganem.

„Cholera!” - syknęłam, odsuwając się od niego, żebym mogła pobiec do toalety i poprawić twarz.

„Kotku” – zawołał, chwytając mnie za nadgarstki, żebym nie mogła uciec.

Zatrzymałam się i spojrzałam na niego.

„Płacz. Krzycz. Rzucaj gówno. Nie obchodzi mnie to” - zaprosił - „Masz do czynienia z jakimś poważnie ciężkim”.

Całkowicie miałam.

„Lubię cię” - wypaliłam.

Jego głowa podskoczyła ze zdziwienia, po czym usta wykrzywiły się w górę na końcach.

„Mam taką nadzieję, bo ja też cię lubię”.

„Chodzi mi o to, że jestem pozbierana. Jak jesteśmy z Juno, to się dzieje. Zwykle jestem całkowicie wyluzowana. Ale nie ty tego widzisz. Nie chcę, żebyś myślał, że czekałeś tak długo, teraz to robimy, a ja jestem w rozsypce. Płaczę. Marudzę. Wydziwiam. Moja rodzina jest w sekcie. Mój były to debil. Mój brat jest przestępcą i bije żony. Nie jestem idealna. Ale też nie jestem taka”.

„Nie, nie jesteś taka, Pepper. Czy usłyszałaś siebie przed chwilą? Twoja rodzina jest w sekcie. Twój były to dupek”.

Powiedziałam debil.

Ale…

„Twój brat jest przestępcą” - ciągnął, puszczając moje nadgarstki i ponownie obejmując mnie ramionami - „Ty nie jesteś taka. Po prostu reagujesz na ich gówno. To nie ty. Chcę ciebie. Ich gówno to ich gówno, ale związek nie jest wart fiuta, jeśli dwoje ludzi w nim nie trzyma się razem przez dobro i zło. Teraz masz trochę złego, to nie znaczy, że ty jesteś zła. To po prostu oznacza, że musimy przejść przez zło”.

Gapiłam się na niego.

Potem stwierdziłam - „Poważnie, jeśli wkrótce nie będziemy uprawiać seksu, to mnie zabije”.

Wybuchł śmiechem.

Czułam się o wiele lepiej słysząc to i oglądając.

Kiedy przestał, powiedział - „Są inne sposoby, aby mi odpłacić za bycie niesamowitym”.

„Nie powiedziałam, że jesteś niesamowity” - zauważyłam (przynajmniej tym razem) - „Powiedziałam, że chcę z tobą uprawiać seks. Wywnioskowałeś niesamowitość. Chociaż zaznaczę, że ja to też wywnioskowałam”.

Zaczął chichotać i powiedział - „Dzięki za tę korektę. Ale nadal chcę ci przekazać, że innym sposobem na odpłacenie mi jest nigdy więcej nie robić czegoś takiego, chyba że będę w pobliżu”.

Nie nadążałam.

„Czegoś takiego jak co?” - zapytałam.

„Czegoś takiego jak dzwonienie do twojego brata”.

Siedziałam prawie na jego kolanach, w jego ramionach, patrząc mu w oczy i czułam, jakby błękity, turkusy i fiolety wirowały w powietrzu, wypierając szarości, żółcie i pomarańcze, z którymi żyłam tak długo, że już nie zauważyłam, że tam były.

Innymi słowy: spokój, ochrona i mądrość wypierały przygnębienie, niestabilność, ospałość.

Miałam córkę.

Miałam koleżanki.

Ale tak naprawdę – i nie było zakopane, nie było ukryte, było tuż przede mną każdego dnia – wiedziałam, że jestem sama. Byłam tą, która była odpowiedzialna. To ja musiałam zadbać o siebie, córkę, nasze zdrowie, nasz dom, nasze szczęście.

Mogłabym to zrobić sama.

Ale czułam się samotna.

Dobry Boże.

Auggie był moją górą.

„Pepper?” - zawołał.

Znowu miałam łzy w oczach, kiedy skupiłam się na nim.

„Mała” - powiedział cicho.

„Dziękuję ci za to” - odpowiedziałam równie cicho.

„Proszę bardzo i myślę, że dzieje się teraz coś wielkiego, po prostu nie jestem pewien, co to jest. Chcesz mi powiedzieć?”

Potrząsnęłam głową.

Byłam na skraju szalonej, nowej dziewczyny, do której widywania mógłby potrzebować zbadania głowy. Nie musiałam mu wyjaśniać, w jaki sposób był moją górą.

Oczywiście nie mogłam się tym podzielić.

Więc powiedziałam mu drugi powód, dla którego nie chciałam się w to zagłębiać.

„Czy możemy nie robić więcej nic ciężkiego? Tylko na teraz?”

Kiwnął głową - „Jeśli tego właśnie potrzebujesz, zdecydowanie”.

Oczywiście, że to powiedział i odpuścił.

Totalnie był moją górą.

Wzięłam głęboki oddech, żeby uspokoić emocje, a potem zasugerowałam - „Chodźmy coś zjeść, jesteś głodny?”

„Może pójdę coś złapać i przynieść z powrotem?”

„Czy mój makijaż jest taki zły?”

Posłał mi mały uśmiech - „Nie. Chcę tylko, żebyś dobrze czuła się w bezpiecznym miejscu”.

Boże.

Był niesamowity.

„Właściwie to wolę się odprężyć” - przyznałam - „Więc chodźmy razem i kupmy coś do przywiezienia”.

Aug natychmiast wstał z mojej kanapy, ciągnąc mnie za sobą.

Więc to odpowiedziało na to.

Mój facet był głodny.

Po krótkiej rozmowie w jego samochodzie, pojechaliśmy do Mad Greens, ponieważ obojgu nam się podobało i nie będzie mi ciężko na żołądku, zanim będę musiała tańczyć.

Wróciliśmy na moją wyspę i siedzieliśmy, wpychając sobie jedzenie do ust, kiedy podzieliłam się moim nowym planem, jak postępować z mamą.

„Więc pójdę do ich starego miejsca, bo dla mnie to urzeczywistni fakt, że moja rodzina się przeprowadziła, nie mówiąc mi, że się przeprowadzili. Ale sprawi to też, że będzie to trochę autentyczne, nawet gdy skłamię i powiem, że poszłam do ich starego miejsca, aby ich odwiedzić i dowiedziałam się, że tam nie mieszkają. W ten sposób będą musieli mi powiedzieć, że przeprowadzili się do kościoła. A okazja jest ekstremalna, biorąc pod uwagę, że minął już ponad tydzień, odkąd dowiedziałam się, że moja mama jest chora i oczywiście chcę ją zobaczyć. Więc nie będzie się wydawać, że jestem dziwna, pojawiając się niezapowiedziana, skoro nie byłam „w domu”, jakby nie było od lat”.

Auggie starannie wepchnął sobie do ust ryż, warzywa i kurczaka w pysznym sosie.

To, czego nie zrobił, to nie patrzył na mnie ani mi nie odpowiadał.

Świetnie.

„Co?” - zapytałam.

Wtedy na mnie spojrzał.

„Okej, ponieważ twój dzień nie był taki wspaniały i ciągle leci na ciebie gówno, zrobię to szybko”.

Szlag.

„Wielebny Clyde jest albo wariatem w dobrej wierze, oszustem, albo jednym i drugim” - kontynuował Auggie - „Jego historia jest podejrzana i zawiła, ale wygląda na to, że przygotowuje się do wygodnej emerytury. Informacje o nim i o tym kościele wciąż napływają. Ale z tym, co mamy do tej pory, radzę ci nie zbliżać się do tego”.

Postanowiłam zacząć bliżej początku tego wszystkiego.

„Co to znaczy podejrzana i zawiła?”

„Miał trzy różne nazwiska, trzy różne tożsamości, dwa kościoły. Jednak zanim przybrał w swoją drugą tożsamość, był uwikłany w inną sytuację. Nie kościół, ale gmina, w której wygląda na to, że dostał kilka swoich pomysłów. Zwłaszcza mężczyźni mający wiele partnerek i ogólne podporządkowanie kobiet. A kiedy porzucał tożsamości, porzucał też żony i dzieci. Robił to, rzucając stare, wchodząc w nowe, bo robiło się gorąco”.

Dobra.

Tak.

To było podejrzane i zawiłe.

„Co oznacza gorąco?” - zapytałam.

„Gorąco oznacza, że uprawia bigamię, a to jest nielegalne. I odbierał poród jednego ze swoich dzieci, a nie ma wykształcenia medycznego. Dziecko zginęło, a matka prawie nie przeżyła”.

„Do diabła” – wydyszałam.

„Już ci mówiłem, z tym wszystkim jest związanych dużo pieniędzy. Są też nieruchomości. To jest podejrzane, Pepper. Próbowaliśmy ustanowić pewien nadzór nad samym kościołem i zwierzchnikami, którzy nim zarządzają, a mianowicie Clyde’m, ale jak można było przewidzieć, trudno było znaleźć zabezpieczenia. Zawsze jest ktoś w pobliżu i są czujni. Wyjątkowo czujni, opowiadający swoją historię. Strategicznie niepożądane jest popychanie tego i może wskazywanie, że węszymy w ich interesach, bo wyczuwamy, że wkrótce zrobi sobie przerwę. A sposób, w jaki ma wszystko ustawione, on jest wygrany. Jednak kościół będzie wypieprzony”.

I wcale nie było lepiej.

„Co to znaczy?” - zapytałam.

Wziął głęboki oddech, a ponieważ oferował mi kilka nieprzyjemnych informacji, fakt, że musiał wziąć głęboki oddech, zanim miał coś powiedzieć, nie sprawił, że byłam bardzo szczęśliwa.

Następnie podzielił się - „Dostałem dzisiaj większość tych informacji i biorąc pod uwagę, jak minął twój dzień, zdecydowałem się odczekać. Ale teraz o tym rozmawiamy”.

Na pewno.

„A więc…” - ciągnął - „…oznacza to, że kościół jest zastawiony do szpiku kości i zadłużony. Nic nie jest spłacone. Ani budynek. Ani meble. Ani sprzęt, ani pojazdy. Tak jest, mimo że mają dostęp do milionów dolarów, którymi z łatwością mogą to wszystko spłacić. A Higgins osobiście ma dostęp do wszystkich tych pieniędzy. Żeby mógł ich wszystkich wymazać i zamieszkać w swoim wielkim domu w Utah albo w swoim luksusowym mieszkaniu na Florydzie i zostawić ich z górą długów”.

Chociaż nie było to niesamowite, nie wiedziałam, dlaczego wziął głęboki wdech, zanim się tym podzielił dopiero potem, jak powiedział, że wielebny Clyde przyczynił się do śmierci własnego dziecka. Dlatego zapytałam - „Dlaczego miałabym się tym przejmować?”

„Ponieważ diakoni są współsygnatariuszami pożyczek. Wielebny Clyde jest osobiście odpowiedzialny ni za kutasa”.

To było to.

I to było warte wielkiego, cholernego wdechu.

„O mój Boże” - wyszeptałam.

„Tak”

„Tata?”

Pokiwał głową.

Nie mogłam w to uwierzyć.

„Jak mógł być taki głupi?” - zadałam pytanie, na które Auggie nie potrafił odpowiedzieć.

Więc nie zrobił tego, po prostu potrząsnął głową.

„To jest…” - nie mogłam dokończyć.

Auggie mógł - „Popieprzone?”

Wpatrywałam się w swoje jedzenie, mój apetyt się zmniejszył.

„Tak sobie pościelił, Pepper. On to zrobił. Jak powiedziałaś, to nie ma z tobą nic wspólnego”.

Spojrzałam na Auggie - „Moja siostra rekrutuje dla tego faceta. Mój ojciec jest przywódcą w tym kościele. Kiedy wielebny Clyde odleci, wszyscy będą na nich patrzeć, gdy zostaną z torbami”.

„Tak” - zgodził się po prostu.

Tak.

Patrzyłam na niego.

I to było to.

Tak, wszystko, co powiedziałam, było prawdą.

Ale to „tak”, które powiedział Auggie, oznaczało też coś innego.

To nie była moja sprawa. To nie miało ze mną nic wspólnego. Z Juno.

To było proste.

Moja rodzina pościeliła sobie to łóżko.

A ja pościeliłam swoje.

„Pracujemy nad zebraniem dowodów, że jeśli chcesz…” – zaczął Auggie.

Nie.

Już nie.

„Zwalniam cię z tego obowiązku”.

Jego gęste, wspaniałe brwi opadły na głęboko osadzone, ocienione, równie wspaniałe oczy.

„Powtórz?”

„Moja mama ma raka” - stwierdziłam - „Jeśli to przyniesie jej spokój, usiądę w kręgu modlitewnym. Ponieważ to coś dla niej znaczy, kiedy nie będę miałam Juno, będę chodzić na ich nabożeństwa. To wszystko, co mogę zrobić, ponieważ tylko na to mi pozwalają. Jeśli sięgnie po więcej, zrobię dla niej, co w mojej mocy. Jeśli Szafran lub tata potrzebowaliby mnie w sposób, w jaki mogę się im oddać, to zrobię. Ale to…” - potrząsnęłam głową - „Jest zbyt popieprzone. Skończyłam z tym. Ty też”.

„Nie chcesz ich ostrzec?” - zapytał.

„Och, ostrzegę ich” - powiedziałam - „Porozmawiam z tatą. Ale muszę to zrobić we właściwym czasie, Auggie. Bo jeśli zaprzeczy albo wpadnie w złość, może odciąć mnie od mamy. Mam na myśli, czy ocalę go i Saffron przed nimi samymi? A może, czy zrobię, co w mojej mocy, aby dać mamie przez to jak najwięcej spokoju i pocieszenia, kiedy odchodzi?”

„Zajmij się swoją mamą”.

Skinęłam głową - „A jeśli czas nie jest odpowiedni, a wielebny Clyde wystartuje zanim…”

Przełknęłam.

Auggie dał mi czas, którego potrzebowałam.

Wzięłam go i kontynuowałam - „…cokolwiek się stanie z mamą, to po prostu pech”.

„Kotku…” - zaczął.

Ale potrząsnęłam głową i pochyliłam się do niego, żeby dotknąć ustami jego ust.

Kiedy się odsunęłam, powiedziałam - „Szczerze, to ulga. Ulga i odpuszczenie. To potwierdzenie, że wiedziałam, że coś jest nie tak z tym, gdzie pokładali swoją wiarę. To wszechświat potwierdzający to, co wiedziałam. Że podjęłam właściwą decyzję, wydostając się stamtąd. Zwalnia mnie to z obowiązku zbytniego angażowania się w sytuację, o której wiem, że nie będzie dla mnie zdrowa, co ostatecznie oznacza, że nie będzie zdrowa dla mojej córki. A wszystko łączy się z Juno. Oni są dorośli. W tym kościele stracili syna i córkę, brata i siostrę, stawiając go ponad swoją rodzinę. Wszyscy musimy podejmować własne decyzje. Łącznie z nimi”.

„Jeśli zmienisz zdanie…” - Pozostawił tę furtkę.

„Dam ci znać” - zapewniłam.

„Wiesz, że ta oferta jest otwarta, ale muszę ci powiedzieć, że myślę, że podjęłaś właściwą decyzję w sprawie tego i twojego brata. Zrobiłaś, co mogłaś, kochanie. Zrobiłaś więcej, niż zrobiłoby wielu ludzi, którzy zostaliby wepchnięci na twoje miejsce. A teraz to nie jest na tobie”.

„Cieszę się, że się zgadzasz”.

„Nie muszę się zgadzać”.

„Wciąż się cieszę, że tak”.

To uderzyło w Auggie’go w sposób, który coś znaczył, widziałam, jak uderzenie ląduje.

Potem uśmiechnął się do mnie jak gwiazda filmowa, pochylił się do mnie i dotknął swoimi ustami moich.

Oczywiście wrócił mi apetyt, więc odwróciłam się do miski i powiedziałam - „Dość o mnie. Jak ci minął dzień, Słonko?”

Nie odpowiedział, więc po tym, jak wsadziłam sobie do ust własny szpinak, ryż, kurczak i pyszny dressing, spojrzałam na niego.

By zobaczyć, jak się do mnie uśmiecha.

„Było świetnie” - powiedział - „Skończyło się na tobie”.

Przełknęłam i zawołałam - „O mój Boże! Przestań być niesamowity!”

A Auggie zaczął się śmiać.

*****

Więc tak, to było do bani, że po tym nie mieliśmy czasu na sesję pocałunków. Musiałam iść do pracy. Powiedział mi, że jest wykończony i musi trochę przymknąć oczy.

Ale zrobiliśmy całą rzecz ja-piszę-kiedy-przyjdę-do-domu, on-pisze-na-dzień-dobry.

A teraz była dziesiąta.

Auggie powiedział, że zaplanował nasz dzień, ale to była niespodzianka, co zamierzaliśmy zrobić.

Chociaż powiedział też, że zakończymy to w jego domu - „I przynieś szczoteczkę do zębów”.

Co brzmiało szalenie obiecująco.

To był mój pierwszy z dwóch dni wolnych. Jutro moje dziecko miało wrócić do mnie.

Innymi słowy, miały to być dwa dni dobroci.

I byłam gotowa do akcji.

To, na co nie byłam gotowa, to, że wystrzeliłam zza biurka, aby otworzyć drzwi po tym, jak zobaczyłam, jak Aug podjeżdża, parkuje i idzie chodnikiem, a Auggie, który nawet nie wszedł po schodach, warknął - „Chwyć swoją torebkę. Musimy lecieć”.

„Co?” - zapytałam.

„Lottie, Ryn i Hattie są teraz na nabożeństwie w Tabernakulum Prawdziwego Światła. A jeśli nie dotrzemy do nich przed Mo, Boone i Axlem, gówno stanie się prawdziwe”.

Święci.

Pańscy.

**********************************************************************************************

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO - ZDROWYCH I POGODNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODENIA! 


MONIKA

14 komentarzy:

  1. Kochana dziewczyno. Życzę Ci wspaniałych świąt ❤️ Dziękuję za wsparcie jakie mi dałaś w złych chwilach. Ten szczególny w wyrazie dzień to czasem podsumowanie, bo najbardziej tęsknimy kiedy tego dnia kogoś zabraknie przy naszym stole. Dzięki za tamte słowa raz jeszcze ❤️ i za te wszystkie tłumaczenia ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuje. Pogodnych i szczęśliwych Świąt.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję..Wesołych świąt Bożego Narodzenia

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkie najlepszego na Święta.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudownych, pogodnych świąt ❄️☃️❄️

    OdpowiedzUsuń
  6. Moniko może nie dziękuję Ci codziennie za Twoje tłumaczenia, ale codziennie czytam i z niecierpliwością zaglądam, żeby przeczytać kolejny rozdział. Jestem pełna podziwu i z całego serca dziękuję ❤️ radosnych i pelnych miłości świat ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję.Wesolych świat Bożego Narodzenia

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję. Wesołych Świąt 🎄🎄🎄🙂

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję, jesteś najlepsza.
    Wesołych świąt 😘😘😘

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję za rozdział ☺. Wesołych Święt 🎁🎄

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziekuje 💙 wesołych świąt 🎅☃️🎄

    OdpowiedzUsuń
  13. dziekuje za rozdział :)
    Radosnych świat :) niech się dzieje magia :)
    Wow pięknie się zaczęło a teraz będzie kościelna jazda :)
    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuje i Wesołych Świąt

    OdpowiedzUsuń