poniedziałek, 27 grudnia 2021

17 - Letarg

 

ROZDZIAŁ 17

 

Letarg

 

 

 

Pepper

 

Było później, niż przypuszczałam, że oboje wyobrażaliśmy sobie, że opuścimy Toda i Steviego, a było później, głównie dlatego, że Tod wyciągnął grę Yahtzee.

Skończyło się na tym, że obaliliśmy więcej niż jedną butelkę Freixenet, gdy braliśmy udział w maratonie Yahtzee, który trwał wiele godzin, bo wszyscy się w jego czasie zalewaliśmy (chociaż Aug nie pił Freixenet, przyniósł piwo, bo, najwyraźniej, komandosi napędzani testosteronem nie pili wina musującego – co nie przeszkadzało Todowi, Stevie i mnie, było więcej dla nas).

Podobało mi się, że Auggie odpoczywał, dobrze się bawił, śmiał się (nawet jeśli nie był to głęboki, pełen śmiech, jaki zwykle potrafiłam z niego wydobyć) i z więcej niż tego powodu nie chciałam, by wieczór dobiegł końca.

Tym ważniejszym powodem było to, że nie chciałam, aby mój czas z Auggie’m się skończył.

Choć prawdopodobnie miało to być trudne, nie chciałam też, abyśmy skończyli rozmowę o tym, co stało się z jego rodzicami.

Było o wiele więcej do omówienia. A ta dyskusja koncentrowałaby się na tym, jak ważne było dla niego, by rozumiał, że oni nie rzutowali na nim.

Chodziło mi o to, że ja nie byłam Gonzo dla Boga ani przestępcą bijącym partnerów.

On nie był niegrzecznym, natrętnym królem dramatu.

Teraz rozumiałam, dlaczego wydawał się zaskoczony, że otworzyłam przed nim drzwi, bezbłędnie wyrażając, jak podekscytowana byłam, kiedy pojawił się w moim domu.

Ale…

Jego rodzice zapomnieli więcej jego urodzin, niż pamiętali?

Ciężko było o tym myśleć, mimo że tyle razy przewracało mi się to w głowie podczas jedzenia niesamowicie pysznych kanapek Aug’a, picia wina musującego i grania w Yahtzee w świetnym towarzystwie.

Więc często przez całą noc przyłapywałam się na tym, że patrzę na niego, na tego słodkiego, troskliwego, przystojnego mężczyznę i czułam ściskanie serca.

Oczywiście, że starałam się nie myśleć o dorosłej Juno. Nie chciałam nawet myśleć, że trzecia klasa prowadzi do czwartej, a, zanim mrugnę, ona będzie w gimnazjum. Potem liceum. I nagle pójdzie w świat sama, tworząc własne życie, robiąc swoje, przeżywając swoje przygody, może wyszłaby za mąż, rodząc dzieci.

Wiedziałam o tym wszystkim jedno, od teraz na zawsze.

Będzie spektakularna.

Będę z niej dumna.

I w każdej chwili, którą mi podaruje, wezmę to.

I tak jak teraz, tak będzie zawsze, każda minuta, jaką będę z nią spędzała, byłaby prezentem.

Nie mogłam pojąć, jak rodzice Auggie’go mogli pojawić się w jego drzwiach i zachowywać się tak wobec niego, wobec siebie, wobec mnie.

Jak on musiał to odczuć, nie chciałam pojąć.

Ale musiałam.

Musiałam to usłyszeć, nie żebym kiedykolwiek to zrozumiała, ale żebym mogła być przy nim przez to, jakkolwiek postanowiłby sobie z tym poradzić.

Tod czuwał, a rodzice Auggie’go nie zbliżyli się ponownie do jego drzwi (to znaczyło, że wyrzucenie czyichś walizek na frontowy chodnik było oświadczeniem, którego nawet jego rodzice nie mogli zignorować). Ich sytuacja przed domem dobiegła końca i poszli zrobić to, co następne mieli zamiar zrobić.

Wizyta rodziców Auggie’go miała tylko jedną dobrą stronę.

Oderwała mnie to od tego, jak bardzo popieprzona była moja rodzina.

Jednak mentalnie schowałam fakt, że będę musiała się nad tym zastanowić.

Wszystkim.

Ponieważ to, co stało się ze mną tego ranka i to, co przydarzyło się Auggie’mu tego popołudnia, przyniosło gównianą masę refleksji.

Auggie wpuścił nas do swojego domu tylnymi drzwiami po tym, jak opuściliśmy Toda i Steviego i pomyślałam, że to dobrze, że po ich zamknięciu użył swojego klucza, by je zablokować.

Więc tak, wyglądało na to, że tej nocy nie wracałam do domu.

To było dla mnie więcej niż trochę w porządku.

Dobrze, że miałam w torbie szczoteczkę do zębów, spodenki do spania, dezodorant, środek czyszczący i nawilżający oraz czystą parę majtek.

„Chcesz jeszcze jeden kieliszek wina?” – zapytał Auggie.

„Chciałabym spędzić tu noc” – wypaliłam.

Miałam wskazówki.

Ale nic nie należy zakładać.

„Ja też bym tego chciał” – odpowiedział.

„I żeby potwierdzić, tak. Nadal chcę, żebyś wpadł jutro na kolację z Juno i ze mną”.

„Okej” – powiedział cicho.

„I nie mogę uwierzyć, że to wyjdzie z moich ust, bo wydaje mi się, że dość jasno dałam do zrozumienia, że chcę znowu uprawiać z tobą seks” – zaczęłam.

Jego idealnie ukształtowane usta wykrzywiły się w niemal uśmiechu - „Tak, powiedziałaś to stosunkowo jasno”.

„Jednak dzisiejszej nocy, jeśli nie masz nic przeciwko, po prostu chcę być z tobą” – podsumowałam.

Nic nie powiedział.

„Albo możemy uprawiać seks” – dodałam szybko.

„Po prostu chcesz być ze mną” – stwierdził, jakby wypróbowywał słowa, których nie był pewien.

„Chcę ciebie dla ciebie” - stwierdziłam - „Nie chcę ciebie dla orgazmu. Nie chcę, z tego wyciągnąć coś dla mnie. Żebym poczuła się pożądana. Aby zakończyć posuchę. Poczuć się solidniej w tym, co budujemy” - wyjaśniłam - „Chcę tylko ciebie. Być z tobą. Tylko dla ciebie”.

Znowu nic nie powiedział.

Ale tym razem odezwał się, zanim zdążyłam tam wejść.

„Sprawiasz, że jest super pieprzenie trudno nie skoczyć na ciebie teraz.”

Nie trzeba dodawać, że przez cały czas pieprzenie bardzo trudno było nie skoczyć na niego.

„Skończyłabym na intymnym nawiązywaniu kontaktów, Auggie” – powiedziałam cicho.

Wziął głęboki oddech, który rozszerzył jego szeroką klatkę piersiową.

Wypuścił go, mówiąc - „Tak, zrobimy to. Kiedy nadejdzie odpowiedni czas. Więc, do spania potrzebujesz jednej z moich koszulek?”

Poczułam, że ściska mi się gardło, takie było moje uczucie, że mieliśmy to zrobić, miał zamiar mi to dać.

To byłam ja pozwalająca mu coś mi dać.

I zamierzał mi dać…

Siebie.

To też niosło ze sobą kontemplację, jak wiele to dla mnie znaczyło.

Ale to było również na później.

„Przyniosłam trochę rzeczy do spania, ale tak, chcę jedną z twoich koszulek” – powiedziałam.

Ponieważ tak bardzo chciałam poczuć koszulkę Auggie’go na moim ciele.

Ciepło przesunęło się po jego twarzy i wyciągnął do mnie rękę.

Wzięłam ją.

Wyprowadził nas ze swojej kuchni.

Jego mieszkanie nie było duże, z przodu duży pokój, a jadalnia z tyłu była połączona z kuchnią.

Po wejściu do salonu złapałam torbę z miejsca, w którym upuściłam ją na jeden z jego foteli i poprowadził mnie po schodach.

Na górze był mały podest, z którego prowadziły trzy drzwi.

„Biuro od frontu” - powiedział - „Łazienka, w środku. Moja sypialnia tutaj, z tyłu”.

Potem zaciągnął mnie do swojego pokoju i przekręcił przełącznik, który włączał podtynkową, nowoczesną, górną oprawę oświetleniową z niesamowitymi czarnymi akcentami.

Jego pokój był pomalowany na ciepły, prawdziwy błękit. Były w nim białe akcenty, inne jaśniejsze błękity, ciemniejsze i szarości (te głównie w pasiastym dywaniku pokrywającym drewniane podłogi).

Było schludnie, prawie strasznie.

Łóżko było zasłane, biała kołdra była dokładnie wywinięta u góry, do tego stopnia, że miałam wrażenie, że mogę postawić kątomierz na jej krawędzi i zobaczyć, jak proste jest zagięcie. Kołdra była również schowana pod materacem. Pikowana narzuta w kolorze kamiennym niebieskim była idealnie złożona na końcu łóżka. Poduszki w białych poszewkach były dokładnie ułożone z niebieskimi ozdobnymi u wezgłowia łóżka.

Na pudełkowych szafkach nocnych nie było niczego, w tym lamp (były regulowane, naścienne lampki do czytania, również czarne, nad wezgłowiem po obu stronach łóżka).

Na komodzie nie było niczego oprócz drzewka bonsai w kobaltowo niebieskiej doniczce.

Jedyna inna rzecz w pokoju znajdowała się w kącie. Wyglądała jak dzieło sztuki wykonane z błyszczącego srebrnego metalu z otworami w kształcie prostokąta z odciętą górą, a gdybym stanęła obok niego, sięgałoby mi to do biodra.

Jego sypialnia przypominała resztę domu.

Lubił ten styl, zdecydowanie. Ale on coś mówił o nim, ten jego minimalistyczny wystrój: czysty i uporządkowany. To dawało poczucie spokoju.

Ale był schludny i uporządkowany do tego stopnia, że był kontrolowany.

Coś innego, o czym można by porozmawiać.

Auggie puścił mnie, by iść do komody, gdzie otworzył szufladę, złapał koszulkę i wrócił do mnie.

Wręczył mi koszulę i powiedział - „Rób swoje. Zamknę dom. Potrzebujesz szklanki wody lub czegokolwiek, zanim wrócę?”

Był troskliwy.

Potrząsnęłam głową.

Pochylił się i dotknął ustami moich.

Potem wyszedł, a ja nie traciłam czasu, by zabrać jego koszulkę i moją torbę do łazienki.

Przebrałam się, umyłam zęby, wyczyściłam twarz, nawilżyłam i wyszłam.

Weszłam do pokoju Auggie’go i zobaczyłam, jak zawiązuje sznurek od jasnoniebieskich, bawełnianych spodni od piżamy.

To był pierwszy raz, kiedy widziałam jego obnażoną klatkę piersiową.

Miał na klatce piersiowej drobinki czarnych włosów.

Miał również ramiona, klatkę piersiową, brzuch i bicepsy wyrzeźbione własnoręcznie przez Zeusa.

I nie będziemy zagłębiać się, jaki był jego tyłek w tych spodniach od piżamy.

Superowy.

Widząc go, odczułam, że moja decyzja o nieuprawianiu seksu uderzyła bezpośrednio we mnie.

„Wrócę” – mruknął, dotykając mojej dłoni, gdy mijał mnie, by iść do łazienki.

Poświęciłam chwilę, by stłumić swój popęd seksualny, zanim podeszłam do jego komody, położyłam na niej swoje rzeczy i zwróciłam uwagę na łóżko.

Nawet jeśli ćwierćdolarówka mogłaby odbić się od niego i uderzyć w sufit, weszłam na nie i usiadłam po turecku na środku, twarzą do boku łóżka w kierunku drzwi.

Wtedy zauważyłam, że zgasił górne światło, dwie lampki do czytania nad łóżkiem były włączone, a dzieło sztuki w kącie było w rzeczywistości lampą i miękkie światło wpadało rozproszone przez otwory po bokach, a także na szczycie.

Fajne.

Nie minęło dużo czasu, zanim Auggie wrócił i lekki dreszcz przebiegł po mojej skórze, kiedy wszedł do pokoju i potknął się, gdy jego oczy trafiły na mnie w jego łóżku.

Nigdy nie widziałam, żeby zrobił niewłaściwy krok lub zrobił coś z wahaniem. Był pewny swojego ciała i rzeczy, do których go używał. Tak bardzo, że do tego czasu nie myślałam, żebym widziała, jakby robił coś niezdarnego, jak podróż, machanie rękami, nic, odkąd go spotkałam.

Ale widok mnie w jego łóżku sprawił, że zachwiał się, choćby o krok.

Dobra, może nie było czasu, aby tam jechać. Potrzebowałam przestrzeni do przemyśleń dla mnie, dla nas, aby przedstawić to Juno. Potrzebowałam głębokich przemyśleń o tym.

Ale nie mogłam się powstrzymać, przed pojechaniem tam.

Miałam silne przeczucie, że zakochiwałam się w tym facecie.

„Hej” - powiedziałam, kiedy wydawał się zamrożony, stojąc tam.

Wyciągnął się z tego i odpowiedział - „Hej”.

Przeniósł się do łóżka i wtedy było coś zdecydowanie dziwnego w jego ruchach. Jakby nie wiedział, co robić.

To nie tak, że był niezdarny, albo jego ruchy były urywane.

To było prawie tak, jakby czuł się nieśmiały.

O tak.

Zakochiwałam się w tym facecie.

Wyregulował poduszki tak, aby opierały się o atrakcyjny zagłówek z poplamionego na czarno drewna i położył się do łóżka, opierając się plecami o nie z wyprostowanymi długimi nogami.

Leżał.

A mimo to wyglądał sztywny jak deska.

„Czy czujesz się niekomfortowo?” - zapytałam ostrożnie.

Wpatrywał się w swoje bose stopy, kiedy zadałam mu pytanie i robił to przez chwilę, zanim na mnie spojrzał.

„Czuję się wyeksponowany”.

Utrzymywałam łagodny i ostrożny ton, kiedy zapytałam - „Jak?”

„Widziałaś ich”.

Miał na myśli swoich rodziców.

„Marie ich spotkała?” - zapytałam.

Potrząsnął głową.

Uhh…

Co?

Święci pańscy.

Byli razem tyle lat i byli zaręczeni.

„Naprawdę?” - zapytałam.

„Naprawdę” - potwierdził, a potem wyjaśnił - „Oboje stacjonowaliśmy w Kalifornii. Pendleton. Nigdy nie przyjechali z wizytą. A ja, z oczywistych powodów, nie miałem ochoty zaprosić jej do domu na Święta. Przez większość czasu w ogóle nie wracałem do domu. Zdarzyło mi się to tylko wtedy, gdy zmarł mój dziadek, tata taty i kiedy mama wrobiła mnie, że wróciłem do domu, bo miała operację tarczycy”.

Zanim ta informacja została w pełni zarejestrowana, mówił dalej.

„I tylko ostrzegam, nadchodzą ich wielkie sezony”.

„Wielkie sezony?”

„Święto Dziękczynienia i Boże Narodzenie. Optymalny czas na dramat.”

Wspaniale.

Zmieniłam pozycję, więc nie byłam twarzą do jego boku łóżka z głową odwróconą w jego stronę, zamiast tego byłam twarzą w tę stronę, co on.

„Jeśli byłeś bezpiecznie z dala od nich, dlaczego wróciłeś do domu, do Denver?” - zapytałam.

„Bo kocham Denver” - odpowiedział - „To mój dom. Ne ma nic przeciwko Cali. Ale lubię pory roku. Miałem tu przyjaciół. Kocham góry i to nie tylko dlatego, że lubię narty. Nigdy nigdzie nie czułem się jak w domu, ale Denver zawsze tak było”.

Całkowicie to rozumiałam.

Kiedy wydostałam się z mojej sytuacji, nie miałam pieniędzy, żeby zapuszczać się gdziekolwiek.

Ale nawet gdybym miała, nie sądziłam, żebym to zrobiła.

„Po tym, jak dołączyli do kościoła, szczerze mówiąc, nigdy w pełni nie czułam miłości mojej matki” – oznajmiłam.

Uniósł brwi.

„Wiem, że mnie kocha” - kontynuowałam - „Miałyśmy chwile. Były czasy. Zwłaszcza jeśli taty nie było w pobliżu. Ale on mnie nie aprobował. Nie trzymałam się linii, nawet gdy byłam młoda, mieszkając z nimi w domu. A ona pragnęła jego aprobaty. Oznaczało to, że nie mogła pokazać, że mnie kocha, kiedy tam był, ponieważ jakoś w jej głowie byłoby to sprzeczne z jego życzeniem”.

„Mała” – mruknął.

Choć jego współczucie było cudowne, w tym momencie nie potrzebowałam go.

Potrzebowałam, by to zrozumiał.

„I może dlatego upewniam się, że gdziekolwiek Juno się kręci, widzi, że ją kocham. Widzi, ile to jest warte. Posiadanie jej miejsca w naszym biurze. Ja wstająca rano, żeby zrobić jej śniadanie. Cokolwiek.” - powiedziałam mu.

„A może to po prostu kobieta, którą jesteś. Jesteś mamą” - zasugerował.

„Może” - przyznałam - „Ale wiem, że mama mnie kocha. Mój ojciec jest… nie wiem. Zagubiony. Chociaż myślę, że prawda jest taka, że jest tylko zwolennikiem. Wydaje się być bardzo silny w swoich przekonaniach, ale to nie on tworzy te przekonania. Ktoś inny mówi mu, co ma myśleć. A on nie kwestionuje tego. Nie prowadzi badań. Nie zastanawia się nad tym i nie zastanawia się, jak to pasuje do świata, do jego punktu widzenia na ten świat, jego rodziny, jego życia. Powiedziano mu, co ma myśleć i tak myśli. Przed kościołem, kiedy byłam naprawdę młoda, byliśmy inną rodziną. Mieli wielu przyjaciół. Dużo imprez. Patrząc wstecz, zdaję sobie sprawę, że wokół były narkotyki. Uprawy. Trochę halucynogenów. Wódka. Muzyka. Byłam młoda, ale mimo to myślę, że mama i tata mieli wtedy otwarte małżeństwo, chociaż byli sobie na pewno oddani. Ale byli szczęśliwi. Byliśmy szczęśliwi. Byliśmy rodziną. Kochał mnie wtedy”.

Auggie nic nie powiedział, ale nie odrywał ode mnie wzroku.

„Kochał mnie, dopóki nie powiedziano mu, że nie jestem godna jego miłości”.

Wtedy coś powiedział.

„Pepper, kochanie”.

Potrząsnęłam głową - „Już dobrze, Aug. Naprawdę. Szczerze. Zajęło mi to dużo czasu, ale pogodziłam się z tym. Nie miałam wyboru. Podjęłam kilka ekstremalnych decyzji, aby się uwolnić. Wymazać ich w pewien sposób z mojego życia. Zbudować rodzinę, której nie miałam. Znalazłam Corbin’a. Zakochałam się w kłamcy. Bardzo szybko zaszłam w ciążę i byłam za młoda. Wszystko dlatego, że tęskniłam za tym, czego nie miałam. Ale będąc w ciąży…” – uśmiechnęłam się – „…kiedy spotkałam Juno po raz pierwszy, całą lepką i robiącą miny, które mówiły: Co to do cholery jest? Odłóżcie mnie z powrotem.”

Auggie uśmiechnął się na to.

Mówiłam dalej.

„Z nią wijąca się na mojej klatce piersiowej, zdałam sobie sprawę, że muszę przestać się bawić. To było prawdziwe. Nie chodziło tylko o mnie. Ona też tam była. I, wtedy, Corbin. A potem zrobił to, co zrobił, a kiedy już przezwyciężyłem ukłucie zdrady, poświęciłam temu trochę czasu. Z decyzjami, które podjęłam. Z tym, co zrobiłam. Sprowadzając Juno na ten świat, nie znając tak naprawdę mężczyzny, który był jej ojcem. Nawet nie znając siebie. I zdałam sobie sprawę, że to naprawdę nie chodziło o mnie. Nie chodziło nawet tylko o Juno. Chodziło o to, że byłam częścią znacznie większego świata i mój ślad w nim nie mógł być gówniany. Musiałam opiekować się ludźmi wokół mnie. Musiałam być dobrym człowiekiem. Dla mnie. Dla Juno. Dla wszystkich”.

„To dlatego nie odcięłaś swojej rodziny od swojego życia?” - zapytał.

„Nie” - odpowiedziałam - „Nie usunęłam ich z mojego życia, bo mogą nie kochać mnie w zdrowy sposób lub w ogóle mnie nie kochać. Ale ja ich kocham”.

Na te słowa podniósł się, odwrócił do mnie, zgiął kolano, by usiąść ze na wpół skrzyżowanymi nogami, drugą nogę postawił na łóżku przy moim biodrze ze zgiętym kolanem. Oparł swoją górną część ciała w jednej ręce na łóżku, a drugą wyciągnął i wziął jedną z moich, by bawić się moimi palcami.

Wszystko po to, żeby mnie dotykać, a nawet częściowo otaczać.

Miałam całą jego uwagę.

Jego bliskość.

Jego.

Boże, Auggie.

„Co mnie doprowadza do ciebie, Słonko” - ciągnęłam - „Kochasz ich? Czy dlatego nie wycinasz ich ze swojego życia?”

„W większości dlatego, że się nie poddaję” - poinformował mnie.

Potrząsnęłam głową - „Przepraszam? Nie wiem, co masz na myśli”.

„Kiedy skończyłem z Marie, to był jedyny raz, kiedy była sfrustrowana, a nawet wkurzona, po tym, jak zrobiła to, co zrobiła, a moją odpowiedzią było to, żebyśmy nas przepracowali. Rzuciła mi w twarz, że nigdy z niczego nie rezygnuję: W tym z tego marnotrawstwa przestrzeni, którymi są twoi rodzice, jej słowa. Ale raz spieprzyła, a ja z niej zrezygnowałem”.

„Nie wiedziała tyle, by mogłaby cię osądzać” - zauważyłam.

„Wiem o tym, ale nie chciała, żebyśmy skończyli. Nie chciała żyć z konsekwencjami tego, co zrobiła. Była wtedy zdesperowana”.

„Okej, słyszę to wszystko, ale nadal nie wiem, co masz na myśli, kiedy mówisz, że nie rezygnujesz z rodziców”.

„Ze zdrapania tego całego gówna, głównie jej, tylko że ona jest mamą, a mój tata jest przyzwoitym facetem”.

Potrząsnął głową i puścił moją rękę, żeby potrząsnąć tym między nami, jakbym powiedziała coś, by mu się sprzeciwić, czego nie zrobiłam.

Następnie kontynuował.

„Wcześniej, kiedy byłem młodszy, co ważniejsze, kiedy on był młodszy, robił jakieś głupie gówno. Jest próżny. Był naprawdę przystojnym facetem. Wiedział o tym. Ożenił się z piękną, równie próżną kobietą, ale się nie ustatkował. Pamiętam nawet, jak byłem z nim i patrzyłem, jak flirtuje z kobietami, z małym synem u boku i żoną gdzie indziej. Pamiętam, że dziwnie się z tego powodu czułem. Nie podobało mi się to, a byłem za młody, żeby w ogóle to zrozumieć”.

„Tak” - zgodziłam się, kiedy przerwał.

„I jak już o tym rozmawialiśmy…” - kontynuował - „…nie zgadzam się ze zdradzaniem. Więc nie wybaczam mu tego. Mówię tylko, że gówno wymknęło się spod kontroli i naprawdę cholernie przekrzywiło po drodze. To była jego wina. Ale też była jej. Całkowicie popadła w dysfunkcję. Ale tato? Nie był ojcem roku, ale opiekował się mną”.

„Rodzic powinien zrobić więcej”.

Pokiwał głową - „Chodzi mi o to, że kiedy usłyszał, że twoja mama ma raka, przejął się. Spojrzał prosto na ciebie. Nawet nie wie, kim jesteś, a czuł to do ciebie. Moja mama nawet tego nie przetworzyła. Nie chodziło o nią, więc wyparowało w chwili, gdy słowa zostały wypowiedziane. To jest różnica. Więc się poprawię. Nie poddaję się, jeśli chodzi o to, że nie rezygnuję z mojego taty. Mając nadzieję, że pewnego dnia zda sobie sprawę, że wpadł w niezdrowy krąg i odstrzeli ją. Mama, to przegrana sprawa. Znosiłem ją tylko dla niego”.

Zauważyłam, że zdecydowanie miał więcej problemów z matką niż z ojcem.

A po spotkaniu ich dwojga, nawet po tym krótkim czasie, kiedy z nimi przebywałam, zrozumiałam dlaczego.

To mówiąc…

„Myślę, że to wszystko wpływa na ciebie o wiele bardziej, niż myślisz” – zauważyłam.

Odwrócił wzrok.

Wtedy to ja wzięłam jego rękę, a kiedy to zrobiłam, odzyskałam jego uwagę.

„Auggie, właśnie mi powiedziałeś, że czujesz się wyeksponowany tylko dlatego, że ich spotkałam. Byłeś zaręczony z kobietą, byłeś nią przez lata, a ona nigdy nie poznała twoich rodziców. Myślałeś, że odwołam moje zaproszenie na kolację po tym, jak zagrali swoją scenę w twoim salonie” - Ścisnęłam jego rękę - „Nie jesteś nimi. Spotykam się z tobą. Chcę, żebyś zjadł kolację ze mną i moją córką. Jesteś opiekuńczy, uważny, miły i zabawny. Jesteś dobry z dziećmi. Świetnie całujesz. Jest tak wiele rzeczy i żadna z nich nie ma z nimi nic wspólnego. Ale myślę, że ty myślisz, że ma”.

„Chcesz, żeby spotkali Juno?” - zapytał.

Gówno.

To było trudne pytanie.

Ruszyłam ostrożnie, ale szczerze.

„Z tego, co widziałam, chociaż niewiele byłam przy nich, musiałabym odpowiedzieć: nieszczególnie” - przyznałam - „Ale Juno jest z tego świata. Doświadczyła już rzeczy, widziała, słyszała wiele rzeczy, przed którymi wolałabym ją uchronić. Nie wykonam swojej pracy, jeśli będę chroniła ją przed życiowymi wybojami. W końcu napotka dysfunkcyjnych ludzi. Wrednych. Samolubnych. Nie dbających o innych. Musi się nauczyć, jak sobie z tym radzić”.

Nagle poczułam swędzenie skóry.

A to z powodu wyrazu, który pojawił się na jego twarzy i sposobu, w jaki wyrzucił z siebie - „To mnie pieprzy”.

Jego gładki głos był napięty, prawie szorstki, jakby odczuwał ból przy wypowiadaniu tych słów.

„Co cię pieprzy?” – zapytałam cicho.

„Bycie z tobą”.

Zanim zdążyłam się nad tym zastanowić, puściłam jego rękę i odchyliłam się, czując, jak mój żołądek nieprzyjemnie nurkuje.

„Nie, nie to. Nie to” - powiedział szybko, sięgając obiema rękami do mojej twarzy.

Kiedy już ją chwycił, przyciągnął bliżej swojej - „Nie to” - szepnął.

„Dobra, teraz nie wiem, co masz na myśli, mówiąc nie to” – powiedziałam cichym głosem.

„To było złe”.

„Jak to, co cię pieprzy mogło być dobre?”

„Bo widzę, jak było”.

„Co było?”

„Jak mnie traktowali” - stwierdził - „Jak traktowali siebie. Ciągle mnie to atakuje. Nie mogę tego kontrolować. Kiedy jestem na spotkaniu w pracy i myślę o absurdalnym gównie, które nie jest śmieszne. Jak wszyscy faceci, którzy mają kobiety, przynoszą do pracy kubki podróżne. Bo to robisz, gdy masz w swoim życiu kogoś, kogo to obchodzi. Jak budujecie wspólne życie. Jak moi rodzice nie opiekowali się sobą na tyle, by mieć w domu kubki podróżne. Albo jedzenie. Tata nie wstawał i nie robił dzbanka kawy dla obojga, bo oboje pili kawę, więc oczywiście jedno z nich powinno robić to, żeby oboje mogli ją wypić. Jak nawet mieszkanie mojego taty, w którym mieszkał od dziesięcioleci, wydawało mi się nietrwałe, bo ona była w nim i poza nim. Jak ja…”

Potrząsnął głową.

Opuścił ręce z mojej twarzy.

Spojrzał w inną stronę.

Przełknął.

„Jak cię to skrzywdziło?” - zasugerowałam miękko - „Jak potrzebowałeś tego jako dziecko? Żeby szanowali siebie i ciebie?”

Nie odpowiedział.

Wpatrywał się w narzutę na końcu łóżka.

Więc wzięłam jego twarz w dłonie i kazałam mu na mnie spojrzeć.

„A skoro jeśli masz Juno i mnie w swoim życiu, to będziesz to mieć?” - wyszeptałam.

Nic nie powiedział, ale coś płonęło głęboko w jego czarnych oczach. Coś tak intensywnego, jakby jego tęczówki były stopione. Falujący. Wibrujące.

Zafascynowana tym, ciągle szeptałam, kiedy powiedziałam - „Mam kubki podróżne, Auggie”.

„Muszę cię wypieprzyć” - zagrzmiał.

O tak, musiał.

I ja też tego potrzebowałam.

Więc postanowiliśmy tego nie robić.

Plany się zmieniają.

I podążasz za tym.

Tak mi się to podobało.

„O…” - odetchnęłam, ale nie wyciągnęłam części - „kej”.

Leżałam na plecach, a Auggie był na mnie.

Całował mnie i dotykał, i, zanim jeszcze zauważyłam, jak bardzo podobał mi się smak jego języka w moich ustach, jego ciężar na moim ciele, jego ręce były w koszulce i to nakręciło się.

Wygiął się w łuk, a ja uniosłam ramiona, aby się jej pozbyć i oto byłam w jego łóżku, ubrana tylko w parę różowych koronkowych majtek.

A Aug trzymał rękę na łóżku, wyprostowany, patrząc na mnie, jakby miał zamiar mnie ugryźć, kiedy to się stało.

To samo, co wydarzyło się w przedpokoju w moim domu.

To było tak wiele, a jednak nadal było to proste.

Potrzebowałam go.

Położyłam więc stopę na łóżku, podniosłam się, złapałam go po drodze jedną ręką i już leżał na plecach, a ja siedziałam na nim okrakiem.

Sięgnęłam za sznurek w jego spodniach od piżamy.

Zacisnął palce wokół moich nadgarstków i podniósł się jednym ruchem do siedzenia.

„Pepper” – mruknął.

„Zdejmij to, kochanie” – wydyszałam, próbując wyrwać ręce z jego uścisku.

Potrafił poradzić sobie ze swoją piżamą.

Mogłam się pozbyć moich majtek.

„Pepper” – powtórzył, tym razem nie szepcząc i delikatnie potrząsnął moimi nadgarstkami.

Spojrzałam na niego.

I zamarłam.

Całkowicie.

„Mała, ja będę cię pieprzyć” – powiedział słowa, które były wyryte na jego twarzy – „Ty nie będziesz mnie pieprzyć. Ale najpierw cię zjem. Potem cię przelecę. Będą chwile, kiedy będę z tobą, a ty będziesz na mnie, ale lubię mieć kontrolę, więc albo wyluzuj i pozwól mi się nie spieszyć, albo zwiążę cię, a potem nie będę się spieszył”.

Myliłam się.

Wcześniej nie dyszałam.

Ponieważ teraz dyszałam.

„Wyluzujesz się?” - zapytał.

„T-tak” - wyjąkałam, wijąc się przy drzewcu twardości, na którym siedziałam i zastanawiając się, czy to była właściwa odpowiedź, ponieważ również chciałam być związana.

„Zdejmij majtki, przewracając się na plecy” – rozkazał.

„Och… okej” – wyszeptałam.

Zrobiłam to i nie traciłam na to czasu.

Auggie obserwował, jak to robię.

Całkowicie podniecało mnie to, że patrzył.

Kiedy byłam taka, jak mi kazał, nie spieszył się z pochyleniem się do mnie, wzięciem moich ust, całowaniem.

Jak zwykle, iloraz ciepła szybko narastał, ale kiedy już miałam zostać przez nie porwana, sprawdziłam sama siebie.

On był pod kontrolą.

A ja chciałam mu to dać.

Dostałam swoją nagrodę.

Auggie zniżył do mnie swoje ciało.

Wkrótce odkryłam, że skłamał.

Nie zamierzał mnie najpierw zjeść, a potem mnie pieprzyć.

Nie.

Najpierw całował mnie do zawrotów głowy. Zrobił to, dotykając mnie wszędzie, gdzie mógł sięgnąć.

Potem ujął moją pierś pod spodem i pochylił się do niej, podnosząc ją do ust, obracając sutek językiem, zanim zaczął ssać, aż wiłam się pod nim.

To samo zrobił z drugim.

Spędził trochę czasu, badając skórę mojego brzucha i okolice bioder ustami, językiem i zębami, zanim rozłożył moje nogi.

Więc zanim się między nimi usadził, byłam tak daleka od wyluzowania, że to nie było zabawne.

Jedyną rzeczą, którą wiedziałam poza odczuwaniem rzeczy, które sprawiał, że czułam, było to, że pozwoliłabym mu zrobić, co by chciał, bo z całego doświadczenia jakie miałam, wiedziałam, że on naprawdę wiedział, jak to zrobić.

Ale nie miałam pojęcia.

Nawet najmniejszego.

Powinnam wiedzieć, biorąc pod uwagę sposób, w jaki całował. Jak to na mnie działało. Po sposobie, w jaki przejął kontrolę. Sposobie, w jaki wszystko oprócz Auggie’go i tego, co mi robił, było jedyną rzeczą w mojej głowie.

Ale nie połączyłam tych dwóch rzeczy.

Nie uderzyło mnie to, co by się stało, gdyby pocałował inną część mnie, bo mógł sprawić, że stawałam się dzika, kiedy mnie całował.

A to stało się.

Nie dlatego, że nie miałam orgazmu, który nie zostałby wywołany przeze mnie samą, od czasu ostatniego, który dał mi Auggie.

Ponieważ był po prostu tak dobry w rzucaniu się na mnie.

Po chwili wbiłam mu się jedną piętę w plecy, drugą nogą byłam oparta na łóżku, wpychając mnie do jego ust, a obie ręce miałam nad głową, ręce płasko na zagłówku, popychając się w dół, jakbym chciała, żeby zatonął we mnie.

Nie zatonął we mnie.

Nie.

Kiedy tam było.

Kiedy było blisko.

Kiedy mój szczyt groził, że mnie zmiecie, jego usta zniknęły.

Nie!

Otworzyłam oczy i zobaczyłam, jak klęczy między moimi nogami, szarpiąc za sznurek spodni.

Spadły mu z ud.

A z gniazda czarnych loków wyrastał jego wspaniale ukształtowany kogut.

Ledwie udało mi się to podziwiać, aż pociekła mi ślinka, żeby zrobić cokolwiek, na co by mi pozwolił z tym zrobić, zażądał - „Prezerwatywa. Szuflada”.

Moje ramię było zamazane, tak szybko przesunęłam się do szuflady jego szafki nocnej.

Ledwo upadłam na plecy, zanim wyjął mi paczkę z palców.

Rozerwał ją.

Odrzucił opakowanie na bok.

Patrzyłam z oszołomionym podziwem, jak rozwinął ją na swojego ładnego, grubego kutasa (podziw dotyczył jego kutasa, ale też tego, że był biegły w rozwijaniu).

A potem owinął ręce wokół moich kolan, usiadł na łydkach, wciągnął mnie po udach…

O mój Boże.

„Spójrz na mnie” – warknął.

Moje spojrzenie padło z miejsca, w którym moja płeć prawie stykała się z jego, na jego twarz.

A wyraz jego twarzy…

Oh…

Łał.

Poczułam główkę jego penisa…

I płynnym pchnięciem bioder został pochowany we mnie.

Auggie znowu stał się częścią mnie.

Biorąc go, wsunęłam głowę w jego poduszki, moje plecy wygięły się w łuk z łóżka i zaczął mnie pieprzyć.

To nie było delikatne.

To nie było szorstkie.

To było po prostu właściwe.

„Mała” – zawołał, a ja poczułam, jak jego dłoń opuszcza moją nogę i szczypie mój sutek.

Święci pańscy.

Miłe.

Spojrzałam na niego ponownie.

„Obserwujesz mnie, kiedy się z tobą pieprzę, tak?”

O mój Boże… tak.

„Tak” – jęknęłam.

Zgięłam uda, próbowałam poruszać się w jego rytmie, ale zatrzymał się, gdy byłam nim pełna.

„Mm-mm” – mruknął.

Umm…

„Jak cię pieprzę, ty bierzesz moje pieprzenie” - powiedział mi - „Dam ci znać, kiedy będę chciał, żebyś pracowała”.

Oh.

Mój.

Boże.

Tak!

„Okej, Słonko” - wydyszałam.

Znowu zaczął się we mnie poruszać, obserwując mnie z tym mrocznym wyrazem twarzy i błyskiem w oczach. Nigdy nie widziałam tak pięknego mężczyzny, a już myślałam, że jest najpiękniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam.

Tak, tak, tak.

Święci pańscy.

Był piękniejszy niż wcześniej, kiedy pieprzył.

„Słodka cipka” – mruknął, obserwując moją twarz i moje ciało, które poruszały się jego pchnięciami.

„Dzięki” – wypchnęłam.

Jego usta drgnęły.

Potem zapytał - „Jesteś gotowa?”

„Gotowa?” – zapytałam z powrotem.

„Żebym cię pieprzył” – wyjaśnił.

„Myślałam… że… robisz… to” – zauważyłam, a moje słowa urywały się, ponieważ, no cóż, pieprzył mnie.

„Tak pieprzę. Ale czy jesteś gotowa, żebym naprawdę cię wypieprzył?”

Uh…

„Będzie lepiej?” - zapytałam.

Żadnego drgania wargi.

Uśmiechnął się.

Zadrżałam.

Wyciągnął się, przerzucił mnie na brzuch, okraczył moje biodra, lekko je uniósł, a następnie wjechał.

I…

Auggie…

Pieprzył mnie.

Dyszałam i jęczałam, zanim wplątał palce w moje włosy i użył ich, by odwrócić moją głowę tak, że mój policzek znalazł się na jego prześcieradle, a jego usta były przy moim uchu, ponieważ najechał na mnie.

„Czujesz różnicę?” – zapytał szorstkim i seksownym jak cholera głosem.

„Tak” – sapnęłam.

„Podnieś tyłek, chcę więcej”.

Zrobiłam to, co powiedział, bo chciałam, żeby on miał więcej i ja tego też chciałam więcej.

Jego palce zacisnęły się na moich włosach.

Zaskomlałam.

„Kurwa tak, słodka, pieprzona cipka” - burknął, jadąc szybciej i głębiej.

Miałam jedną jego rękę we włosach, jego ciepło na plecach, jego kutas mocno mnie pieprzył, kiedy wepchnął pod mnie swoją drugą rękę i znalazł moją łechtaczkę.

To wymagało przewrotu, dwa, trzy i podskoczyłam pod nim, gdy mój orgazm przeszył mnie, ostry i silny.

Ale to trwało i byłam zawieszona w rewelacyjnej przyjemności kulminacji.

Moje piersi przycisnęły się do łóżka, moje sutki ocierały się o nie.

Kutas Auggie’go wbijał się we mnie.

Słyszałam jego chrapliwy oddech, cichy jęk wysiłku wydobywający się z jego ust, jego oddech pędzący po mojej skórze przy każdym wjeździe do środka.

W końcu nadeszła chwila nirwany, gdy Auggie ponownie pokręcił moją łechtaczką i doszłam po raz drugi, zanim pierwszy mnie opuścił.

I on też dochodził, głośniejsze pomruki rozbrzmiewały na mojej skórze i to nie były oddechy, były tak głębokie, że to był fizyczny dotyk.

Nie skończył, zanim jego palce we włosach delikatnie mną potrząsnęły.

Wiedziałam, czego chce, kiedy wykręcił mi szyję i ujął moje usta prawie z taką siłą, jaką chwycił moją cipkę.

Dobra.

Dość powiedzieć, seks w przedpokoju w moim domu?

Niesamowity.

Jako występ otwierający.

Główne wydarzenie było wszystkim.

Skończył z moimi ustami, a ja oddychałam ciężko, sennie, ale brzęcząc, wciąż mrowiąc, ale uspokajając się.

I dobrze, że chwycił mnie za biodro dłonią i przewrócił mnie na plecy, bo prawdopodobnie nie byłabym w stanie tego zrobić.

Ponownie położył się na mnie, a ja wpatrywałam się w jego twarz, która była niewyraźna, głównie dlatego, że się na niej nie skupiałam.

Skupiałam się na czuciu jego ciała przy moim.

Dotyk jego włosów na klatce piersiowej, włosy na udach drapiące moją skórę. Jego płaski brzuch spoczywający na moim. Jego ciężar. Jego ciepło. Jego wciąż półtwardy kutas mokry ode mnie, leżący na moim udzie.

„Jesteś ze mną?” – spytał, jego głos był o oktawę niższy (o oktawę, która mi się podobała), ale też miał w sobie trochę rozbawienia.

„Nie. Jestem w innym samolocie”.

Poczułam, że ciało, na którym się skupiałam, zatrzęsło się ze śmiechu, który nie był słyszalny.

W końcu skupiłam się na jego twarzy (tak jakby).

„Nie możemy znowu uprawiać seksu” – powiedziałam mu.

Jego ciało już się nie trzęsło, ale uśmiechał się – „Nie możemy?”

„Nie. Bo to już nie może być tak dobrze”.

„Chcesz się założyć?” - zapytał.

Kolejny dreszcz.

Auggie mnie pocałował mokrym, słodkim i głębokim, ale nie intensywnym pocałunkiem.

Kiedy go przerwał, mruknął - „Idę do łazienki i wrócę”.

Przytaknęłam.

Nie poszedł do łazienki i nie wrócił.

Zrzucił ozdobne poduszki na podłogę, poprawił mnie w łóżku tak, że miałam głowę na jednej z poduszek, które zostawił, wyciągnął spode mnie kołdrę, naciągnął ją na mnie, zlokalizował swoje spodnie od piżamy (nawet nie zauważyłam, że je zdjął), złapał je… a potem poszedł do łazienki.

Byłam w ferworze, próbując zdecydować, czy miałam dwa naprawdę wspaniałe orgazmy, czy też taki, który miał fazy, kiedy wrócił, z seksownymi włosami i piżamą.

Poszedł do rogu, żeby zgasić tam lampę.

Potem poszedł do łóżka.

Po naszym dniu, ciemności (jego starzy, moja rodzina), lekkości (drzemka na jego kanapie, Tod i Stevie), byłabym bardzo załamana, gdyby nie lubił się przytulać.

Szczególnie na początku nocy.

Byłam dziewczyną, która mogła spać w oddaleniu, kiedy już zasnęliśmy.

Ale dziś szczególnie chciałam się przytulić.

Podziwiałam mięśnie boczne Auggie’go, gdy sięgnął, by wyłączyć swoją lampkę do czytania, a potem sięgał daleko, by wyłączyć moją, a kiedy przysunął się do mnie, wypuściłam oddech, gdy wziął mnie w ramiona.

„Zdecydowałam, że miałam dwa naprawdę świetne orgazmy, z momentem letargu, który je oddzielał, zamiast jednego długiego z fazami” – ogłosiłam swoją decyzję.

Poczułam, że jego ciało znów się trzęsie, zanim przyciągnął mnie bliżej i zapytał - „Powiedz jeszcze raz?”

„Doszłam dwa razy”.

„Tak, czułem. Letargu?”

Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam na jego twarz przez cienie - „To był naprawdę, dłuuuuuuuugi moment, w którym dochodziłam, ale nie dochodziłam, nadal myślałam, że dochodzę.”

Jego ciało znów się zatrzęsło.

„To było szalenie niesamowite” – podzieliłam się.

„Dobrze” – wypchnął, a to słowo wibrowało humorem.

„A więc wiesz, wciąż czułam, jak mnie pieprzysz, kiedy byłam w letargu”.

„Dzięki Chrystusowi. Martwiłem się”.

„Tak, nie, możesz być spokojny, miałam to. Prawdę mówiąc, jestem prawie pewna, że nadal czuję, że mnie pieprzysz”.

Wybuchnął śmiechem.

I coś we mnie się rozjaśniło.

Byłam przeciążona, odkąd wrócił do mnie po tym, jak zamknął drzwi za swoimi rodzicami.

Teraz tego nie było.

Kiedy skończył się śmiać, upadł trochę na plecy, zabierając mnie ze sobą, więc częściowo leżałam na nim i ściskając jego ramię wokół moich ramion, powiedział - „Poważnie, cieszę się, że to słyszę, mała. Mogę być… intensywny podczas seksu”.

O tak, mógł.

„Tak, dotarło” – potwierdziłam - „Nie ma tutaj żadnych skarg”.

„Jeśli będzie za mocno, powiedz mi, żebym się wycofał”.

„Aug?”

„Tak”.

Podniosłam się, wycelowałam w okolice jego ust przez ciemność, trafiłam w bok, ale dostosował się tak, że moje usta były na jego.

Pocałowałam go w mojej własnej wersji mokrego, słodkiego i głębokiego (ale nie intensywnego).

Złamałam go, ale nie odsunęłam się, zanim po cichu powiedziałam - „To było fenomenalne. Ty byłeś fenomenalny. Zdecydowanie mogę przejąć inicjatywę, ale okazuje się, że kręci mnie nie to, bym była uległa, ale…”

„Prowadzona?” - zasugerował, gdy nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa.

„Tak. Silną ręką”.

Jego głos był lżejszy, z ulgą, gdy odpowiedział - „Rozumiem”.

„Więc było idealnie” - powiedziałam mu.

Uniósł ręce, przeczesał palcami bok moich włosów, aż do moich pleców.

„Śpisz nago?” - zapytał cicho.

„Oczywiście, kiedy mam przystojnego faceta, z którym mogę się zetknąć, a w domu nie ma dzieci”.

„Nie musisz dla mnie”.

„Nie zrobiłabym tego, gdybym czuła się niekomfortowo” – zapewniłam go.

„Lubię cię czuć przy sobie”.

Miło.

„Lubię cię czuć przy sobie” – podzieliłam się.

Wplótł palce w moje włosy i delikatnymi ruchami skierował mój policzek na swoje ramię.

„Musisz ustawić alarm” - powiedziałam mu.

„Jest już ustawiony” - powiedział mi.

Był?

Nie widziałam budzika.

„Nie” - zaczęłam wyjaśniać - „Mam na myśli za godzinę od teraz, żebyśmy mogli się obudzić i znowu uprawiać seks”.

To sprawiło, że jego ciało jeszcze bardziej się trzęsło.

„Potrzebujesz dwóch godzin?” - droczyłam się.

„Idź spać, Pepper” – rozkazał.

„Aug?”

„Tak”

„Nasz dzień był popieprzony. Ale tak się cieszę, że byłeś ze mną, kiedy moja część się spieprzyła. I cieszę się, że ja byłam z tobą, kiedy twoja”.

Jego palce, wciąż w moich włosach, zaczęły je przerzucać, gdy mruknął - – „Ja też się cieszę, mała. Bardziej niż mogę powiedzieć”.

„Teraz pójdę spać” – obiecałam.

„Okej kochanie. Śpij dobrze”.

„Nie da się tego nie zrobić. Moje ciało zostało zerżnięte do posłusznego snu”.

Lekki ruch jego sylwetki z humorem i ostrzeżeniem - „Pepper”.

„Dobrze, teraz idę spać” – tym razem naprawdę obiecałam.

Jego palce przesuwały się po moich włosach, to było szalenie kojące i zastanawiałam się, czy robi się senny.

Jednak nie spytałam.

Ponieważ to, co robił, było tak kojące, odeszłam prosto do krainy snów.


 

2 komentarze: