ROZDZIAŁ
17
Letarg
Pepper
Było
później, niż przypuszczałam, że oboje wyobrażaliśmy sobie, że opuścimy Toda i
Steviego, a było później, głównie dlatego, że Tod wyciągnął grę Yahtzee.
Skończyło
się na tym, że obaliliśmy więcej niż jedną butelkę Freixenet, gdy braliśmy
udział w maratonie Yahtzee, który trwał wiele godzin, bo wszyscy się w jego
czasie zalewaliśmy (chociaż Aug nie pił Freixenet, przyniósł piwo, bo,
najwyraźniej, komandosi napędzani testosteronem nie pili wina musującego – co
nie przeszkadzało Todowi, Stevie i mnie, było więcej dla nas).
Podobało
mi się, że Auggie odpoczywał, dobrze się bawił, śmiał się (nawet jeśli nie był
to głęboki, pełen śmiech, jaki zwykle potrafiłam z niego wydobyć) i z więcej
niż tego powodu nie chciałam, by wieczór dobiegł końca.
Tym
ważniejszym powodem było to, że nie chciałam, aby mój czas z Auggie’m się
skończył.
Choć
prawdopodobnie miało to być trudne, nie chciałam też, abyśmy skończyli rozmowę
o tym, co stało się z jego rodzicami.
Było
o wiele więcej do omówienia. A ta dyskusja koncentrowałaby się na tym, jak
ważne było dla niego, by rozumiał, że oni nie rzutowali na nim.
Chodziło
mi o to, że ja nie byłam Gonzo dla Boga ani przestępcą bijącym partnerów.
On
nie był niegrzecznym, natrętnym królem dramatu.
Teraz
rozumiałam, dlaczego wydawał się zaskoczony, że otworzyłam przed nim drzwi,
bezbłędnie wyrażając, jak podekscytowana byłam, kiedy pojawił się w moim domu.
Ale…
Jego
rodzice zapomnieli więcej jego urodzin, niż pamiętali?
Ciężko
było o tym myśleć, mimo że tyle razy przewracało mi się to w głowie podczas
jedzenia niesamowicie pysznych kanapek Aug’a, picia wina musującego i grania w
Yahtzee w świetnym towarzystwie.
Więc
często przez całą noc przyłapywałam się na tym, że patrzę na niego, na tego
słodkiego, troskliwego, przystojnego mężczyznę i czułam ściskanie serca.
Oczywiście,
że starałam się nie myśleć o dorosłej Juno. Nie chciałam nawet myśleć, że
trzecia klasa prowadzi do czwartej, a, zanim mrugnę, ona będzie w gimnazjum.
Potem liceum. I nagle pójdzie w świat sama, tworząc własne życie, robiąc swoje,
przeżywając swoje przygody, może wyszłaby za mąż, rodząc dzieci.
Wiedziałam
o tym wszystkim jedno, od teraz na zawsze.
Będzie
spektakularna.
Będę
z niej dumna.
I
w każdej chwili, którą mi podaruje, wezmę to.
I
tak jak teraz, tak będzie zawsze, każda minuta, jaką będę z nią spędzała,
byłaby prezentem.
Nie
mogłam pojąć, jak rodzice Auggie’go mogli pojawić się w jego drzwiach i
zachowywać się tak wobec niego, wobec siebie, wobec mnie.
Jak
on musiał to odczuć, nie chciałam pojąć.
Ale
musiałam.
Musiałam
to usłyszeć, nie żebym kiedykolwiek to zrozumiała, ale żebym mogła być przy nim
przez to, jakkolwiek postanowiłby sobie z tym poradzić.
Tod
czuwał, a rodzice Auggie’go nie zbliżyli się ponownie do jego drzwi (to znaczyło,
że wyrzucenie czyichś walizek na frontowy chodnik było oświadczeniem, którego
nawet jego rodzice nie mogli zignorować). Ich sytuacja przed domem dobiegła
końca i poszli zrobić to, co następne mieli zamiar zrobić.
Wizyta
rodziców Auggie’go miała tylko jedną dobrą stronę.
Oderwała
mnie to od tego, jak bardzo popieprzona była moja rodzina.
Jednak
mentalnie schowałam fakt, że będę musiała się nad tym zastanowić.
Wszystkim.
Ponieważ
to, co stało się ze mną tego ranka i to, co przydarzyło się Auggie’mu tego
popołudnia, przyniosło gównianą masę refleksji.
Auggie
wpuścił nas do swojego domu tylnymi drzwiami po tym, jak opuściliśmy Toda i
Steviego i pomyślałam, że to dobrze, że po ich zamknięciu użył swojego klucza,
by je zablokować.
Więc
tak, wyglądało na to, że tej nocy nie wracałam do domu.
To
było dla mnie więcej niż trochę w porządku.
Dobrze,
że miałam w torbie szczoteczkę do zębów, spodenki do spania, dezodorant, środek
czyszczący i nawilżający oraz czystą parę majtek.
„Chcesz
jeszcze jeden kieliszek wina?” – zapytał Auggie.
„Chciałabym
spędzić tu noc” – wypaliłam.
Miałam
wskazówki.
Ale
nic nie należy zakładać.
„Ja
też bym tego chciał” – odpowiedział.
„I
żeby potwierdzić, tak. Nadal chcę, żebyś wpadł jutro na kolację z Juno i ze mną”.
„Okej”
– powiedział cicho.
„I
nie mogę uwierzyć, że to wyjdzie z moich ust, bo wydaje mi się, że dość jasno
dałam do zrozumienia, że chcę znowu uprawiać z tobą seks” – zaczęłam.
Jego
idealnie ukształtowane usta wykrzywiły się w niemal uśmiechu - „Tak, powiedziałaś
to stosunkowo jasno”.
„Jednak
dzisiejszej nocy, jeśli nie masz nic przeciwko, po prostu chcę być z tobą” –
podsumowałam.
Nic
nie powiedział.
„Albo
możemy uprawiać seks” – dodałam szybko.
„Po
prostu chcesz być ze mną” – stwierdził, jakby wypróbowywał słowa, których nie
był pewien.
„Chcę
ciebie dla ciebie” - stwierdziłam - „Nie chcę ciebie dla orgazmu. Nie chcę, z
tego wyciągnąć coś dla mnie. Żebym poczuła się pożądana. Aby zakończyć posuchę.
Poczuć się solidniej w tym, co budujemy” - wyjaśniłam - „Chcę tylko ciebie. Być
z tobą. Tylko dla ciebie”.
Znowu
nic nie powiedział.
Ale
tym razem odezwał się, zanim zdążyłam tam wejść.
„Sprawiasz,
że jest super pieprzenie trudno nie skoczyć na ciebie teraz.”
Nie
trzeba dodawać, że przez cały czas pieprzenie bardzo trudno było nie skoczyć na
niego.
„Skończyłabym
na intymnym nawiązywaniu kontaktów, Auggie” – powiedziałam cicho.
Wziął
głęboki oddech, który rozszerzył jego szeroką klatkę piersiową.
Wypuścił
go, mówiąc - „Tak, zrobimy to. Kiedy nadejdzie odpowiedni czas. Więc, do spania
potrzebujesz jednej z moich koszulek?”
Poczułam,
że ściska mi się gardło, takie było moje uczucie, że mieliśmy to zrobić, miał
zamiar mi to dać.
To
byłam ja pozwalająca mu coś mi dać.
I
zamierzał mi dać…
Siebie.
To
też niosło ze sobą kontemplację, jak wiele to dla mnie znaczyło.
Ale
to było również na później.
„Przyniosłam
trochę rzeczy do spania, ale tak, chcę jedną z twoich koszulek” – powiedziałam.
Ponieważ
tak bardzo chciałam poczuć koszulkę Auggie’go na moim ciele.
Ciepło
przesunęło się po jego twarzy i wyciągnął do mnie rękę.
Wzięłam
ją.
Wyprowadził
nas ze swojej kuchni.
Jego
mieszkanie nie było duże, z przodu duży pokój, a jadalnia z tyłu była połączona
z kuchnią.
Po
wejściu do salonu złapałam torbę z miejsca, w którym upuściłam ją na jeden z
jego foteli i poprowadził mnie po schodach.
Na
górze był mały podest, z którego prowadziły trzy drzwi.
„Biuro
od frontu” - powiedział - „Łazienka, w środku. Moja sypialnia tutaj, z tyłu”.
Potem
zaciągnął mnie do swojego pokoju i przekręcił przełącznik, który włączał
podtynkową, nowoczesną, górną oprawę oświetleniową z niesamowitymi czarnymi
akcentami.
Jego
pokój był pomalowany na ciepły, prawdziwy błękit. Były w nim białe akcenty,
inne jaśniejsze błękity, ciemniejsze i szarości (te głównie w pasiastym
dywaniku pokrywającym drewniane podłogi).
Było
schludnie, prawie strasznie.
Łóżko
było zasłane, biała kołdra była dokładnie wywinięta u góry, do tego stopnia, że
miałam wrażenie, że mogę postawić kątomierz na jej krawędzi i zobaczyć, jak
proste jest zagięcie. Kołdra była również schowana pod materacem. Pikowana
narzuta w kolorze kamiennym niebieskim była idealnie złożona na końcu łóżka.
Poduszki w białych poszewkach były dokładnie ułożone z niebieskimi ozdobnymi u
wezgłowia łóżka.
Na
pudełkowych szafkach nocnych nie było niczego, w tym lamp (były regulowane,
naścienne lampki do czytania, również czarne, nad wezgłowiem po obu stronach
łóżka).
Na
komodzie nie było niczego oprócz drzewka bonsai w kobaltowo niebieskiej
doniczce.
Jedyna
inna rzecz w pokoju znajdowała się w kącie. Wyglądała jak dzieło sztuki
wykonane z błyszczącego srebrnego metalu z otworami w kształcie prostokąta z
odciętą górą, a gdybym stanęła obok niego, sięgałoby mi to do biodra.
Jego
sypialnia przypominała resztę domu.
Lubił
ten styl, zdecydowanie. Ale on coś mówił o nim, ten jego minimalistyczny wystrój:
czysty i uporządkowany. To dawało poczucie spokoju.
Ale
był schludny i uporządkowany do tego stopnia, że był kontrolowany.
Coś
innego, o czym można by porozmawiać.
Auggie
puścił mnie, by iść do komody, gdzie otworzył szufladę, złapał koszulkę i
wrócił do mnie.
Wręczył
mi koszulę i powiedział - „Rób swoje. Zamknę dom. Potrzebujesz szklanki wody
lub czegokolwiek, zanim wrócę?”
Był
troskliwy.
Potrząsnęłam
głową.
Pochylił
się i dotknął ustami moich.
Potem
wyszedł, a ja nie traciłam czasu, by zabrać jego koszulkę i moją torbę do
łazienki.
Przebrałam
się, umyłam zęby, wyczyściłam twarz, nawilżyłam i wyszłam.
Weszłam
do pokoju Auggie’go i zobaczyłam, jak zawiązuje sznurek od jasnoniebieskich,
bawełnianych spodni od piżamy.
To
był pierwszy raz, kiedy widziałam jego obnażoną klatkę piersiową.
Miał
na klatce piersiowej drobinki czarnych włosów.
Miał
również ramiona, klatkę piersiową, brzuch i bicepsy wyrzeźbione własnoręcznie
przez Zeusa.
I
nie będziemy zagłębiać się, jaki był jego tyłek w tych spodniach od piżamy.
Superowy.
Widząc
go, odczułam, że moja decyzja o nieuprawianiu seksu uderzyła bezpośrednio we mnie.
„Wrócę”
– mruknął, dotykając mojej dłoni, gdy mijał mnie, by iść do łazienki.
Poświęciłam
chwilę, by stłumić swój popęd seksualny, zanim podeszłam do jego komody,
położyłam na niej swoje rzeczy i zwróciłam uwagę na łóżko.
Nawet
jeśli ćwierćdolarówka mogłaby odbić się od niego i uderzyć w sufit, weszłam na
nie i usiadłam po turecku na środku, twarzą do boku łóżka w kierunku drzwi.
Wtedy
zauważyłam, że zgasił górne światło, dwie lampki do czytania nad łóżkiem były
włączone, a dzieło sztuki w kącie było w rzeczywistości lampą i miękkie światło
wpadało rozproszone przez otwory po bokach, a także na szczycie.
Fajne.
Nie
minęło dużo czasu, zanim Auggie wrócił i lekki dreszcz przebiegł po mojej
skórze, kiedy wszedł do pokoju i potknął się, gdy jego oczy trafiły na mnie w jego
łóżku.
Nigdy
nie widziałam, żeby zrobił niewłaściwy krok lub zrobił coś z wahaniem. Był
pewny swojego ciała i rzeczy, do których go używał. Tak bardzo, że do tego
czasu nie myślałam, żebym widziała, jakby robił coś niezdarnego, jak podróż,
machanie rękami, nic, odkąd go spotkałam.
Ale
widok mnie w jego łóżku sprawił, że zachwiał się, choćby o krok.
Dobra,
może nie było czasu, aby tam jechać. Potrzebowałam przestrzeni do przemyśleń dla
mnie, dla nas, aby przedstawić to Juno. Potrzebowałam głębokich przemyśleń o
tym.
Ale
nie mogłam się powstrzymać, przed pojechaniem tam.
Miałam
silne przeczucie, że zakochiwałam się w tym facecie.
„Hej”
- powiedziałam, kiedy wydawał się zamrożony, stojąc tam.
Wyciągnął
się z tego i odpowiedział - „Hej”.
Przeniósł
się do łóżka i wtedy było coś zdecydowanie dziwnego w jego ruchach. Jakby nie
wiedział, co robić.
To
nie tak, że był niezdarny, albo jego ruchy były urywane.
To
było prawie tak, jakby czuł się nieśmiały.
O
tak.
Zakochiwałam
się w tym facecie.
Wyregulował
poduszki tak, aby opierały się o atrakcyjny zagłówek z poplamionego na czarno
drewna i położył się do łóżka, opierając się plecami o nie z wyprostowanymi
długimi nogami.
Leżał.
A
mimo to wyglądał sztywny jak deska.
„Czy
czujesz się niekomfortowo?” - zapytałam ostrożnie.
Wpatrywał
się w swoje bose stopy, kiedy zadałam mu pytanie i robił to przez chwilę, zanim
na mnie spojrzał.
„Czuję
się wyeksponowany”.
Utrzymywałam
łagodny i ostrożny ton, kiedy zapytałam - „Jak?”
„Widziałaś
ich”.
Miał
na myśli swoich rodziców.
„Marie
ich spotkała?” - zapytałam.
Potrząsnął
głową.
Uhh…
Co?
Święci
pańscy.
Byli
razem tyle lat i byli zaręczeni.
„Naprawdę?”
- zapytałam.
„Naprawdę”
- potwierdził, a potem wyjaśnił - „Oboje stacjonowaliśmy w Kalifornii.
Pendleton. Nigdy nie przyjechali z wizytą. A ja, z oczywistych powodów, nie
miałem ochoty zaprosić jej do domu na Święta. Przez większość czasu w ogóle nie
wracałem do domu. Zdarzyło mi się to tylko wtedy, gdy zmarł mój dziadek, tata
taty i kiedy mama wrobiła mnie, że wróciłem do domu, bo miała operację
tarczycy”.
Zanim
ta informacja została w pełni zarejestrowana, mówił dalej.
„I
tylko ostrzegam, nadchodzą ich wielkie sezony”.
„Wielkie
sezony?”
„Święto
Dziękczynienia i Boże Narodzenie. Optymalny czas na dramat.”
Wspaniale.
Zmieniłam
pozycję, więc nie byłam twarzą do jego boku łóżka z głową odwróconą w jego
stronę, zamiast tego byłam twarzą w tę stronę, co on.
„Jeśli
byłeś bezpiecznie z dala od nich, dlaczego wróciłeś do domu, do Denver?” - zapytałam.
„Bo
kocham Denver” - odpowiedział - „To mój dom. Ne ma nic przeciwko Cali. Ale lubię
pory roku. Miałem tu przyjaciół. Kocham góry i to nie tylko dlatego, że lubię narty.
Nigdy nigdzie nie czułem się jak w domu, ale Denver zawsze tak było”.
Całkowicie
to rozumiałam.
Kiedy
wydostałam się z mojej sytuacji, nie miałam pieniędzy, żeby zapuszczać się gdziekolwiek.
Ale
nawet gdybym miała, nie sądziłam, żebym to zrobiła.
„Po
tym, jak dołączyli do kościoła, szczerze mówiąc, nigdy w pełni nie czułam
miłości mojej matki” – oznajmiłam.
Uniósł
brwi.
„Wiem,
że mnie kocha” - kontynuowałam - „Miałyśmy chwile. Były czasy. Zwłaszcza jeśli
taty nie było w pobliżu. Ale on mnie nie aprobował. Nie trzymałam się linii,
nawet gdy byłam młoda, mieszkając z nimi w domu. A ona pragnęła jego aprobaty.
Oznaczało to, że nie mogła pokazać, że mnie kocha, kiedy tam był, ponieważ
jakoś w jej głowie byłoby to sprzeczne z jego życzeniem”.
„Mała”
– mruknął.
Choć
jego współczucie było cudowne, w tym momencie nie potrzebowałam go.
Potrzebowałam,
by to zrozumiał.
„I
może dlatego upewniam się, że gdziekolwiek Juno się kręci, widzi, że ją kocham.
Widzi, ile to jest warte. Posiadanie jej miejsca w naszym biurze. Ja wstająca rano,
żeby zrobić jej śniadanie. Cokolwiek.” - powiedziałam mu.
„A
może to po prostu kobieta, którą jesteś. Jesteś mamą” - zasugerował.
„Może”
- przyznałam - „Ale wiem, że mama mnie kocha. Mój ojciec jest… nie wiem. Zagubiony.
Chociaż myślę, że prawda jest taka, że jest tylko zwolennikiem. Wydaje się być
bardzo silny w swoich przekonaniach, ale to nie on tworzy te przekonania. Ktoś
inny mówi mu, co ma myśleć. A on nie kwestionuje tego. Nie prowadzi badań. Nie
zastanawia się nad tym i nie zastanawia się, jak to pasuje do świata, do jego
punktu widzenia na ten świat, jego rodziny, jego życia. Powiedziano mu, co ma
myśleć i tak myśli. Przed kościołem, kiedy byłam naprawdę młoda, byliśmy inną
rodziną. Mieli wielu przyjaciół. Dużo imprez. Patrząc wstecz, zdaję sobie
sprawę, że wokół były narkotyki. Uprawy. Trochę halucynogenów. Wódka. Muzyka.
Byłam młoda, ale mimo to myślę, że mama i tata mieli wtedy otwarte małżeństwo,
chociaż byli sobie na pewno oddani. Ale byli szczęśliwi. Byliśmy szczęśliwi.
Byliśmy rodziną. Kochał mnie wtedy”.
Auggie
nic nie powiedział, ale nie odrywał ode mnie wzroku.
„Kochał
mnie, dopóki nie powiedziano mu, że nie jestem godna jego miłości”.
Wtedy
coś powiedział.
„Pepper,
kochanie”.
Potrząsnęłam
głową - „Już dobrze, Aug. Naprawdę. Szczerze. Zajęło mi to dużo czasu, ale
pogodziłam się z tym. Nie miałam wyboru. Podjęłam kilka ekstremalnych decyzji,
aby się uwolnić. Wymazać ich w pewien sposób z mojego życia. Zbudować rodzinę,
której nie miałam. Znalazłam Corbin’a. Zakochałam się w kłamcy. Bardzo szybko
zaszłam w ciążę i byłam za młoda. Wszystko dlatego, że tęskniłam za tym, czego
nie miałam. Ale będąc w ciąży…” – uśmiechnęłam się – „…kiedy spotkałam Juno po
raz pierwszy, całą lepką i robiącą miny, które mówiły: Co to do cholery jest? Odłóżcie mnie z powrotem.”
Auggie
uśmiechnął się na to.
Mówiłam
dalej.
„Z
nią wijąca się na mojej klatce piersiowej, zdałam sobie sprawę, że muszę
przestać się bawić. To było prawdziwe. Nie chodziło tylko o mnie. Ona też tam
była. I, wtedy, Corbin. A potem zrobił to, co zrobił, a kiedy już
przezwyciężyłem ukłucie zdrady, poświęciłam temu trochę czasu. Z decyzjami,
które podjęłam. Z tym, co zrobiłam. Sprowadzając Juno na ten świat, nie znając
tak naprawdę mężczyzny, który był jej ojcem. Nawet nie znając siebie. I zdałam
sobie sprawę, że to naprawdę nie
chodziło o mnie. Nie chodziło nawet tylko o Juno. Chodziło o to, że byłam
częścią znacznie większego świata i mój ślad w nim nie mógł być gówniany.
Musiałam opiekować się ludźmi wokół mnie. Musiałam być dobrym człowiekiem. Dla
mnie. Dla Juno. Dla wszystkich”.
„To
dlatego nie odcięłaś swojej rodziny od swojego życia?” - zapytał.
„Nie”
- odpowiedziałam - „Nie usunęłam ich z mojego życia, bo mogą nie kochać mnie w
zdrowy sposób lub w ogóle mnie nie kochać. Ale ja ich kocham”.
Na
te słowa podniósł się, odwrócił do mnie, zgiął kolano, by usiąść ze na wpół skrzyżowanymi
nogami, drugą nogę postawił na łóżku przy moim biodrze ze zgiętym kolanem.
Oparł swoją górną część ciała w jednej ręce na łóżku, a drugą wyciągnął i wziął
jedną z moich, by bawić się moimi palcami.
Wszystko
po to, żeby mnie dotykać, a nawet częściowo otaczać.
Miałam
całą jego uwagę.
Jego
bliskość.
Jego.
Boże,
Auggie.
„Co
mnie doprowadza do ciebie, Słonko” - ciągnęłam - „Kochasz ich? Czy dlatego nie
wycinasz ich ze swojego życia?”
„W
większości dlatego, że się nie poddaję” - poinformował mnie.
Potrząsnęłam
głową - „Przepraszam? Nie wiem, co masz na myśli”.
„Kiedy
skończyłem z Marie, to był jedyny raz, kiedy była sfrustrowana, a nawet
wkurzona, po tym, jak zrobiła to, co zrobiła, a moją odpowiedzią było to,
żebyśmy nas przepracowali. Rzuciła mi w twarz, że nigdy z niczego nie
rezygnuję: W tym z tego marnotrawstwa
przestrzeni, którymi są twoi rodzice, jej słowa. Ale raz spieprzyła, a ja z
niej zrezygnowałem”.
„Nie
wiedziała tyle, by mogłaby cię osądzać” - zauważyłam.
„Wiem
o tym, ale nie chciała, żebyśmy skończyli. Nie chciała żyć z konsekwencjami
tego, co zrobiła. Była wtedy zdesperowana”.
„Okej,
słyszę to wszystko, ale nadal nie wiem, co masz na myśli, kiedy mówisz, że nie
rezygnujesz z rodziców”.
„Ze
zdrapania tego całego gówna, głównie jej, tylko że ona jest mamą, a mój tata jest przyzwoitym facetem”.
Potrząsnął
głową i puścił moją rękę, żeby potrząsnąć tym między nami, jakbym powiedziała
coś, by mu się sprzeciwić, czego nie zrobiłam.
Następnie
kontynuował.
„Wcześniej,
kiedy byłem młodszy, co ważniejsze, kiedy on był młodszy, robił jakieś głupie
gówno. Jest próżny. Był naprawdę przystojnym facetem. Wiedział o tym. Ożenił
się z piękną, równie próżną kobietą, ale się nie ustatkował. Pamiętam nawet,
jak byłem z nim i patrzyłem, jak flirtuje z kobietami, z małym synem u boku i
żoną gdzie indziej. Pamiętam, że dziwnie się z tego powodu czułem. Nie podobało
mi się to, a byłem za młody, żeby w ogóle to zrozumieć”.
„Tak”
- zgodziłam się, kiedy przerwał.
„I
jak już o tym rozmawialiśmy…” - kontynuował - „…nie zgadzam się ze zdradzaniem.
Więc nie wybaczam mu tego. Mówię tylko, że gówno wymknęło się spod kontroli i
naprawdę cholernie przekrzywiło po drodze. To była jego wina. Ale też była jej.
Całkowicie popadła w dysfunkcję. Ale tato? Nie był ojcem roku, ale opiekował
się mną”.
„Rodzic
powinien zrobić więcej”.
Pokiwał
głową - „Chodzi mi o to, że kiedy usłyszał, że twoja mama ma raka, przejął się.
Spojrzał prosto na ciebie. Nawet nie wie, kim jesteś, a czuł to do ciebie. Moja
mama nawet tego nie przetworzyła. Nie chodziło o nią, więc wyparowało w chwili,
gdy słowa zostały wypowiedziane. To jest różnica. Więc się poprawię. Nie
poddaję się, jeśli chodzi o to, że nie rezygnuję z mojego taty. Mając nadzieję,
że pewnego dnia zda sobie sprawę, że wpadł w niezdrowy krąg i odstrzeli ją. Mama,
to przegrana sprawa. Znosiłem ją tylko dla niego”.
Zauważyłam,
że zdecydowanie miał więcej problemów z matką niż z ojcem.
A
po spotkaniu ich dwojga, nawet po tym krótkim czasie, kiedy z nimi przebywałam,
zrozumiałam dlaczego.
To
mówiąc…
„Myślę,
że to wszystko wpływa na ciebie o wiele bardziej, niż myślisz” – zauważyłam.
Odwrócił
wzrok.
Wtedy
to ja wzięłam jego rękę, a kiedy to zrobiłam, odzyskałam jego uwagę.
„Auggie,
właśnie mi powiedziałeś, że czujesz się wyeksponowany tylko dlatego, że ich
spotkałam. Byłeś zaręczony z kobietą, byłeś nią przez lata, a ona nigdy nie poznała
twoich rodziców. Myślałeś, że odwołam moje zaproszenie na kolację po tym, jak
zagrali swoją scenę w twoim salonie” - Ścisnęłam jego rękę - „Nie jesteś nimi. Spotykam
się z tobą. Chcę, żebyś zjadł kolację
ze mną i moją córką. Jesteś opiekuńczy, uważny, miły i zabawny. Jesteś dobry z
dziećmi. Świetnie całujesz. Jest tak wiele rzeczy i żadna z nich nie ma z nimi
nic wspólnego. Ale myślę, że ty myślisz, że ma”.
„Chcesz,
żeby spotkali Juno?” - zapytał.
Gówno.
To
było trudne pytanie.
Ruszyłam
ostrożnie, ale szczerze.
„Z
tego, co widziałam, chociaż niewiele byłam przy nich, musiałabym odpowiedzieć:
nieszczególnie” - przyznałam - „Ale Juno jest z tego świata. Doświadczyła już
rzeczy, widziała, słyszała wiele rzeczy, przed którymi wolałabym ją uchronić.
Nie wykonam swojej pracy, jeśli będę chroniła ją przed życiowymi wybojami. W
końcu napotka dysfunkcyjnych ludzi. Wrednych. Samolubnych. Nie dbających o
innych. Musi się nauczyć, jak sobie z tym radzić”.
Nagle
poczułam swędzenie skóry.
A
to z powodu wyrazu, który pojawił się na jego twarzy i sposobu, w jaki wyrzucił
z siebie - „To mnie pieprzy”.
Jego
gładki głos był napięty, prawie szorstki, jakby odczuwał ból przy wypowiadaniu
tych słów.
„Co
cię pieprzy?” – zapytałam cicho.
„Bycie
z tobą”.
Zanim
zdążyłam się nad tym zastanowić, puściłam jego rękę i odchyliłam się, czując,
jak mój żołądek nieprzyjemnie nurkuje.
„Nie,
nie to. Nie to” - powiedział szybko, sięgając obiema rękami do mojej twarzy.
Kiedy
już ją chwycił, przyciągnął bliżej swojej - „Nie to” - szepnął.
„Dobra,
teraz nie wiem, co masz na myśli, mówiąc nie
to” – powiedziałam cichym głosem.
„To
było złe”.
„Jak
to, co cię pieprzy mogło być dobre?”
„Bo
widzę, jak było”.
„Co
było?”
„Jak
mnie traktowali” - stwierdził - „Jak traktowali siebie. Ciągle mnie to atakuje.
Nie mogę tego kontrolować. Kiedy jestem na spotkaniu w pracy i myślę o
absurdalnym gównie, które nie jest śmieszne. Jak wszyscy faceci, którzy mają
kobiety, przynoszą do pracy kubki podróżne. Bo to robisz, gdy masz w swoim
życiu kogoś, kogo to obchodzi. Jak budujecie wspólne życie. Jak moi rodzice nie
opiekowali się sobą na tyle, by mieć w domu kubki podróżne. Albo jedzenie. Tata
nie wstawał i nie robił dzbanka kawy dla obojga, bo oboje pili kawę, więc
oczywiście jedno z nich powinno robić to, żeby oboje mogli ją wypić. Jak nawet
mieszkanie mojego taty, w którym mieszkał od dziesięcioleci, wydawało mi się
nietrwałe, bo ona była w nim i poza nim. Jak ja…”
Potrząsnął
głową.
Opuścił
ręce z mojej twarzy.
Spojrzał
w inną stronę.
Przełknął.
„Jak
cię to skrzywdziło?” - zasugerowałam miękko - „Jak potrzebowałeś tego jako
dziecko? Żeby szanowali siebie i ciebie?”
Nie
odpowiedział.
Wpatrywał
się w narzutę na końcu łóżka.
Więc
wzięłam jego twarz w dłonie i kazałam mu na mnie spojrzeć.
„A
skoro jeśli masz Juno i mnie w swoim życiu, to będziesz to mieć?” - wyszeptałam.
Nic
nie powiedział, ale coś płonęło głęboko w jego czarnych oczach. Coś tak
intensywnego, jakby jego tęczówki były stopione. Falujący. Wibrujące.
Zafascynowana
tym, ciągle szeptałam, kiedy powiedziałam - „Mam kubki podróżne, Auggie”.
„Muszę
cię wypieprzyć” - zagrzmiał.
O
tak, musiał.
I
ja też tego potrzebowałam.
Więc
postanowiliśmy tego nie robić.
Plany
się zmieniają.
I
podążasz za tym.
Tak
mi się to podobało.
„O…”
- odetchnęłam, ale nie wyciągnęłam części - „kej”.
Leżałam
na plecach, a Auggie był na mnie.
Całował
mnie i dotykał, i, zanim jeszcze zauważyłam, jak bardzo podobał mi się smak
jego języka w moich ustach, jego ciężar na moim ciele, jego ręce były w
koszulce i to nakręciło się.
Wygiął
się w łuk, a ja uniosłam ramiona, aby się jej pozbyć i oto byłam w jego łóżku,
ubrana tylko w parę różowych koronkowych majtek.
A
Aug trzymał rękę na łóżku, wyprostowany, patrząc na mnie, jakby miał zamiar
mnie ugryźć, kiedy to się stało.
To
samo, co wydarzyło się w przedpokoju w moim domu.
To
było tak wiele, a jednak nadal było to proste.
Potrzebowałam
go.
Położyłam
więc stopę na łóżku, podniosłam się, złapałam go po drodze jedną ręką i już
leżał na plecach, a ja siedziałam na nim okrakiem.
Sięgnęłam
za sznurek w jego spodniach od piżamy.
Zacisnął
palce wokół moich nadgarstków i podniósł się jednym ruchem do siedzenia.
„Pepper”
– mruknął.
„Zdejmij
to, kochanie” – wydyszałam, próbując wyrwać ręce z jego uścisku.
Potrafił
poradzić sobie ze swoją piżamą.
Mogłam
się pozbyć moich majtek.
„Pepper”
– powtórzył, tym razem nie szepcząc i delikatnie potrząsnął moimi nadgarstkami.
Spojrzałam
na niego.
I
zamarłam.
Całkowicie.
„Mała,
ja będę cię pieprzyć” – powiedział słowa, które były wyryte na jego twarzy – „Ty
nie będziesz mnie pieprzyć. Ale najpierw cię zjem. Potem cię przelecę. Będą
chwile, kiedy będę z tobą, a ty będziesz na mnie, ale lubię mieć kontrolę, więc
albo wyluzuj i pozwól mi się nie spieszyć, albo zwiążę cię, a potem nie będę się spieszył”.
Myliłam
się.
Wcześniej
nie dyszałam.
Ponieważ
teraz dyszałam.
„Wyluzujesz
się?” - zapytał.
„T-tak”
- wyjąkałam, wijąc się przy drzewcu twardości, na którym siedziałam i
zastanawiając się, czy to była właściwa odpowiedź, ponieważ również chciałam
być związana.
„Zdejmij
majtki, przewracając się na plecy” – rozkazał.
„Och…
okej” – wyszeptałam.
Zrobiłam
to i nie traciłam na to czasu.
Auggie
obserwował, jak to robię.
Całkowicie
podniecało mnie to, że patrzył.
Kiedy
byłam taka, jak mi kazał, nie spieszył się z pochyleniem się do mnie, wzięciem
moich ust, całowaniem.
Jak
zwykle, iloraz ciepła szybko narastał, ale kiedy już miałam zostać przez nie
porwana, sprawdziłam sama siebie.
On
był pod kontrolą.
A
ja chciałam mu to dać.
Dostałam
swoją nagrodę.
Auggie
zniżył do mnie swoje ciało.
Wkrótce
odkryłam, że skłamał.
Nie
zamierzał mnie najpierw zjeść, a potem mnie pieprzyć.
Nie.
Najpierw
całował mnie do zawrotów głowy. Zrobił to, dotykając mnie wszędzie, gdzie mógł
sięgnąć.
Potem
ujął moją pierś pod spodem i pochylił się do niej, podnosząc ją do ust,
obracając sutek językiem, zanim zaczął ssać, aż wiłam się pod nim.
To
samo zrobił z drugim.
Spędził
trochę czasu, badając skórę mojego brzucha i okolice bioder ustami, językiem i
zębami, zanim rozłożył moje nogi.
Więc
zanim się między nimi usadził, byłam tak daleka od wyluzowania, że to nie było
zabawne.
Jedyną
rzeczą, którą wiedziałam poza odczuwaniem rzeczy, które sprawiał, że czułam,
było to, że pozwoliłabym mu zrobić, co by chciał, bo z całego doświadczenia jakie
miałam, wiedziałam, że on naprawdę wiedział, jak to zrobić.
Ale
nie miałam pojęcia.
Nawet
najmniejszego.
Powinnam
wiedzieć, biorąc pod uwagę sposób, w jaki całował. Jak to na mnie działało. Po
sposobie, w jaki przejął kontrolę. Sposobie, w jaki wszystko oprócz Auggie’go i
tego, co mi robił, było jedyną rzeczą w mojej głowie.
Ale
nie połączyłam tych dwóch rzeczy.
Nie
uderzyło mnie to, co by się stało, gdyby pocałował inną część mnie, bo mógł
sprawić, że stawałam się dzika, kiedy mnie całował.
A
to stało się.
Nie
dlatego, że nie miałam orgazmu, który nie zostałby wywołany przeze mnie samą,
od czasu ostatniego, który dał mi Auggie.
Ponieważ
był po prostu tak dobry w rzucaniu się na mnie.
Po
chwili wbiłam mu się jedną piętę w plecy, drugą nogą byłam oparta na łóżku,
wpychając mnie do jego ust, a obie ręce miałam nad głową, ręce płasko na
zagłówku, popychając się w dół, jakbym chciała, żeby zatonął we mnie.
Nie
zatonął we mnie.
Nie.
Kiedy
tam było.
Kiedy
było blisko.
Kiedy
mój szczyt groził, że mnie zmiecie, jego usta zniknęły.
Nie!
Otworzyłam
oczy i zobaczyłam, jak klęczy między moimi nogami, szarpiąc za sznurek spodni.
Spadły
mu z ud.
A
z gniazda czarnych loków wyrastał jego wspaniale ukształtowany kogut.
Ledwie
udało mi się to podziwiać, aż pociekła mi ślinka, żeby zrobić cokolwiek, na co by
mi pozwolił z tym zrobić, zażądał - „Prezerwatywa. Szuflada”.
Moje
ramię było zamazane, tak szybko przesunęłam się do szuflady jego szafki nocnej.
Ledwo
upadłam na plecy, zanim wyjął mi paczkę z palców.
Rozerwał
ją.
Odrzucił
opakowanie na bok.
Patrzyłam
z oszołomionym podziwem, jak rozwinął ją na swojego ładnego, grubego kutasa
(podziw dotyczył jego kutasa, ale też tego, że był biegły w rozwijaniu).
A
potem owinął ręce wokół moich kolan, usiadł na łydkach, wciągnął mnie po udach…
O
mój Boże.
„Spójrz
na mnie” – warknął.
Moje
spojrzenie padło z miejsca, w którym moja płeć prawie stykała się z jego, na
jego twarz.
A
wyraz jego twarzy…
Oh…
Łał.
Poczułam
główkę jego penisa…
I
płynnym pchnięciem bioder został pochowany we mnie.
Auggie
znowu stał się częścią mnie.
Biorąc
go, wsunęłam głowę w jego poduszki, moje plecy wygięły się w łuk z łóżka i
zaczął mnie pieprzyć.
To
nie było delikatne.
To
nie było szorstkie.
To
było po prostu właściwe.
„Mała”
– zawołał, a ja poczułam, jak jego dłoń opuszcza moją nogę i szczypie mój
sutek.
Święci
pańscy.
Miłe.
Spojrzałam
na niego ponownie.
„Obserwujesz
mnie, kiedy się z tobą pieprzę, tak?”
O
mój Boże… tak.
„Tak”
– jęknęłam.
Zgięłam
uda, próbowałam poruszać się w jego rytmie, ale zatrzymał się, gdy byłam nim
pełna.
„Mm-mm”
– mruknął.
Umm…
„Jak
cię pieprzę, ty bierzesz moje pieprzenie” - powiedział mi - „Dam ci znać, kiedy
będę chciał, żebyś pracowała”.
Oh.
Mój.
Boże.
Tak!
„Okej,
Słonko” - wydyszałam.
Znowu
zaczął się we mnie poruszać, obserwując mnie z tym mrocznym wyrazem twarzy i
błyskiem w oczach. Nigdy nie widziałam tak pięknego mężczyzny, a już myślałam,
że jest najpiękniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam.
Tak,
tak, tak.
Święci
pańscy.
Był
piękniejszy niż wcześniej, kiedy pieprzył.
„Słodka
cipka” – mruknął, obserwując moją twarz i moje ciało, które poruszały się jego
pchnięciami.
„Dzięki”
– wypchnęłam.
Jego
usta drgnęły.
Potem
zapytał - „Jesteś gotowa?”
„Gotowa?”
– zapytałam z powrotem.
„Żebym
cię pieprzył” – wyjaśnił.
„Myślałam…
że… robisz… to” – zauważyłam, a moje słowa urywały się, ponieważ, no cóż, pieprzył
mnie.
„Tak
pieprzę. Ale czy jesteś gotowa, żebym naprawdę cię wypieprzył?”
Uh…
„Będzie
lepiej?” - zapytałam.
Żadnego
drgania wargi.
Uśmiechnął
się.
Zadrżałam.
Wyciągnął
się, przerzucił mnie na brzuch, okraczył moje biodra, lekko je uniósł, a
następnie wjechał.
I…
Auggie…
Pieprzył
mnie.
Dyszałam
i jęczałam, zanim wplątał palce w moje włosy i użył ich, by odwrócić moją głowę
tak, że mój policzek znalazł się na jego prześcieradle, a jego usta były przy
moim uchu, ponieważ najechał na mnie.
„Czujesz
różnicę?” – zapytał szorstkim i seksownym jak cholera głosem.
„Tak”
– sapnęłam.
„Podnieś
tyłek, chcę więcej”.
Zrobiłam
to, co powiedział, bo chciałam, żeby on miał więcej i ja tego też chciałam
więcej.
Jego
palce zacisnęły się na moich włosach.
Zaskomlałam.
„Kurwa
tak, słodka, pieprzona cipka” - burknął, jadąc szybciej i głębiej.
Miałam
jedną jego rękę we włosach, jego ciepło na plecach, jego kutas mocno mnie
pieprzył, kiedy wepchnął pod mnie swoją drugą rękę i znalazł moją łechtaczkę.
To
wymagało przewrotu, dwa, trzy i podskoczyłam pod nim, gdy mój orgazm przeszył
mnie, ostry i silny.
Ale
to trwało i byłam zawieszona w rewelacyjnej przyjemności kulminacji.
Moje
piersi przycisnęły się do łóżka, moje sutki ocierały się o nie.
Kutas
Auggie’go wbijał się we mnie.
Słyszałam
jego chrapliwy oddech, cichy jęk wysiłku wydobywający się z jego ust, jego
oddech pędzący po mojej skórze przy każdym wjeździe do środka.
W
końcu nadeszła chwila nirwany, gdy Auggie ponownie pokręcił moją łechtaczką i
doszłam po raz drugi, zanim pierwszy mnie opuścił.
I
on też dochodził, głośniejsze pomruki rozbrzmiewały na mojej skórze i to nie
były oddechy, były tak głębokie, że to był fizyczny dotyk.
Nie
skończył, zanim jego palce we włosach delikatnie mną potrząsnęły.
Wiedziałam,
czego chce, kiedy wykręcił mi szyję i ujął moje usta prawie z taką siłą, jaką
chwycił moją cipkę.
Dobra.
Dość
powiedzieć, seks w przedpokoju w moim domu?
Niesamowity.
Jako
występ otwierający.
Główne
wydarzenie było wszystkim.
Skończył
z moimi ustami, a ja oddychałam ciężko, sennie, ale brzęcząc, wciąż mrowiąc,
ale uspokajając się.
I
dobrze, że chwycił mnie za biodro dłonią i przewrócił mnie na plecy, bo
prawdopodobnie nie byłabym w stanie tego zrobić.
Ponownie
położył się na mnie, a ja wpatrywałam się w jego twarz, która była niewyraźna,
głównie dlatego, że się na niej nie skupiałam.
Skupiałam
się na czuciu jego ciała przy moim.
Dotyk
jego włosów na klatce piersiowej, włosy na udach drapiące moją skórę. Jego
płaski brzuch spoczywający na moim. Jego ciężar. Jego ciepło. Jego wciąż
półtwardy kutas mokry ode mnie, leżący na moim udzie.
„Jesteś
ze mną?” – spytał, jego głos był o oktawę niższy (o oktawę, która mi się
podobała), ale też miał w sobie trochę rozbawienia.
„Nie.
Jestem w innym samolocie”.
Poczułam,
że ciało, na którym się skupiałam, zatrzęsło się ze śmiechu, który nie był
słyszalny.
W
końcu skupiłam się na jego twarzy (tak jakby).
„Nie
możemy znowu uprawiać seksu” – powiedziałam mu.
Jego
ciało już się nie trzęsło, ale uśmiechał się – „Nie możemy?”
„Nie.
Bo to już nie może być tak dobrze”.
„Chcesz
się założyć?” - zapytał.
Kolejny
dreszcz.
Auggie
mnie pocałował mokrym, słodkim i głębokim, ale nie intensywnym pocałunkiem.
Kiedy
go przerwał, mruknął - „Idę do łazienki i wrócę”.
Przytaknęłam.
Nie
poszedł do łazienki i nie wrócił.
Zrzucił
ozdobne poduszki na podłogę, poprawił mnie w łóżku tak, że miałam głowę na
jednej z poduszek, które zostawił, wyciągnął spode mnie kołdrę, naciągnął ją na
mnie, zlokalizował swoje spodnie od piżamy (nawet nie zauważyłam, że je zdjął),
złapał je… a potem poszedł do łazienki.
Byłam
w ferworze, próbując zdecydować, czy miałam dwa naprawdę wspaniałe orgazmy, czy
też taki, który miał fazy, kiedy wrócił, z seksownymi włosami i piżamą.
Poszedł
do rogu, żeby zgasić tam lampę.
Potem
poszedł do łóżka.
Po
naszym dniu, ciemności (jego starzy, moja rodzina), lekkości (drzemka na jego
kanapie, Tod i Stevie), byłabym bardzo załamana, gdyby nie lubił się przytulać.
Szczególnie
na początku nocy.
Byłam
dziewczyną, która mogła spać w oddaleniu, kiedy już zasnęliśmy.
Ale
dziś szczególnie chciałam się przytulić.
Podziwiałam
mięśnie boczne Auggie’go, gdy sięgnął, by wyłączyć swoją lampkę do czytania, a
potem sięgał daleko, by wyłączyć moją, a kiedy przysunął się do mnie,
wypuściłam oddech, gdy wziął mnie w ramiona.
„Zdecydowałam,
że miałam dwa naprawdę świetne orgazmy, z momentem letargu, który je oddzielał,
zamiast jednego długiego z fazami” – ogłosiłam swoją decyzję.
Poczułam,
że jego ciało znów się trzęsie, zanim przyciągnął mnie bliżej i zapytał -
„Powiedz jeszcze raz?”
„Doszłam
dwa razy”.
„Tak,
czułem. Letargu?”
Odchyliłam
głowę do tyłu i spojrzałam na jego twarz przez cienie - „To był naprawdę, dłuuuuuuuugi
moment, w którym dochodziłam, ale nie dochodziłam, nadal myślałam, że dochodzę.”
Jego
ciało znów się zatrzęsło.
„To
było szalenie niesamowite” –
podzieliłam się.
„Dobrze”
– wypchnął, a to słowo wibrowało humorem.
„A
więc wiesz, wciąż czułam, jak mnie pieprzysz, kiedy byłam w letargu”.
„Dzięki
Chrystusowi. Martwiłem się”.
„Tak,
nie, możesz być spokojny, miałam to. Prawdę mówiąc, jestem prawie pewna, że
nadal czuję, że mnie pieprzysz”.
Wybuchnął
śmiechem.
I
coś we mnie się rozjaśniło.
Byłam
przeciążona, odkąd wrócił do mnie po tym, jak zamknął drzwi za swoimi rodzicami.
Teraz
tego nie było.
Kiedy
skończył się śmiać, upadł trochę na plecy, zabierając mnie ze sobą, więc
częściowo leżałam na nim i ściskając jego ramię wokół moich ramion, powiedział
- „Poważnie, cieszę się, że to słyszę, mała. Mogę być… intensywny podczas seksu”.
O
tak, mógł.
„Tak,
dotarło” – potwierdziłam - „Nie ma tutaj żadnych skarg”.
„Jeśli
będzie za mocno, powiedz mi, żebym się wycofał”.
„Aug?”
„Tak”.
Podniosłam
się, wycelowałam w okolice jego ust przez ciemność, trafiłam w bok, ale
dostosował się tak, że moje usta były na jego.
Pocałowałam
go w mojej własnej wersji mokrego, słodkiego i głębokiego (ale nie intensywnego).
Złamałam
go, ale nie odsunęłam się, zanim po cichu powiedziałam - „To było fenomenalne. Ty
byłeś fenomenalny. Zdecydowanie mogę przejąć inicjatywę, ale okazuje się, że
kręci mnie nie to, bym była uległa, ale…”
„Prowadzona?”
- zasugerował, gdy nie mogłam znaleźć odpowiedniego słowa.
„Tak.
Silną ręką”.
Jego
głos był lżejszy, z ulgą, gdy odpowiedział - „Rozumiem”.
„Więc
było idealnie” - powiedziałam mu.
Uniósł
ręce, przeczesał palcami bok moich włosów, aż do moich pleców.
„Śpisz
nago?” - zapytał cicho.
„Oczywiście,
kiedy mam przystojnego faceta, z którym mogę się zetknąć, a w domu nie ma
dzieci”.
„Nie
musisz dla mnie”.
„Nie
zrobiłabym tego, gdybym czuła się niekomfortowo” – zapewniłam go.
„Lubię
cię czuć przy sobie”.
Miło.
„Lubię
cię czuć przy sobie” – podzieliłam się.
Wplótł
palce w moje włosy i delikatnymi ruchami skierował mój policzek na swoje ramię.
„Musisz
ustawić alarm” - powiedziałam mu.
„Jest
już ustawiony” - powiedział mi.
Był?
Nie
widziałam budzika.
„Nie”
- zaczęłam wyjaśniać - „Mam na myśli za godzinę od teraz, żebyśmy mogli się
obudzić i znowu uprawiać seks”.
To
sprawiło, że jego ciało jeszcze bardziej się trzęsło.
„Potrzebujesz
dwóch godzin?” - droczyłam się.
„Idź
spać, Pepper” – rozkazał.
„Aug?”
„Tak”
„Nasz
dzień był popieprzony. Ale tak się cieszę, że byłeś ze mną, kiedy moja część
się spieprzyła. I cieszę się, że ja byłam z tobą, kiedy twoja”.
Jego
palce, wciąż w moich włosach, zaczęły je przerzucać, gdy mruknął - – „Ja też
się cieszę, mała. Bardziej niż mogę powiedzieć”.
„Teraz
pójdę spać” – obiecałam.
„Okej
kochanie. Śpij dobrze”.
„Nie
da się tego nie zrobić. Moje ciało zostało zerżnięte do posłusznego snu”.
Lekki
ruch jego sylwetki z humorem i ostrzeżeniem - „Pepper”.
„Dobrze,
teraz idę spać” – tym razem naprawdę obiecałam.
Jego
palce przesuwały się po moich włosach, to było szalenie kojące i zastanawiałam
się, czy robi się senny.
Jednak
nie spytałam.
Ponieważ
to, co robił, było tak kojące, odeszłam prosto do krainy snów.
Dziękuję za rozdział :) Nareszcie się dzieje :)
OdpowiedzUsuńCZekam na kolejny rozdział.
Dzy
OdpowiedzUsuń