piątek, 7 stycznia 2022

EPILOG - Softball

 

EPILOG

 

Softball

 

 

 

Pepper

 

„Nie mogę nawet z tobą” – narzekałam.

„Kotku, chodź tutaj” – zażądał Auggie.

Opierając się na kolanach za nim w łóżku, docisnęłam brzegi plastra otaczającego opatrunek zakrywający siedem szwów rany na jego ramieniu. Kiedy to zrobiłam, opadłam z powrotem na tyłek i skrzyżowałam ręce na piersi.

Aug, który siedział z boku mojego łóżka w samych spodniach od piżamy, przekręcił się do mnie.

Jego oczy przeniosły się z mojej twarzy na moje kolana i z powrotem.

„To nie jest tutaj” – zauważył.

„Powiedziałeś mi po tym, jak zanurkowałeś dziś w tym oknie, że nie jesteś ranny”.

„Choć bardzo chciałbym móc nurkować przez szkło, wylądować na nim i robić to bez szwanku, moja skóra nie jest zrobiona z kevlaru” – odpowiedział.

„Okłamałeś mnie” – zauważyłam.

„Gdybyś wiedziała, że krwawię, myślałabyś o tym, że mam skaleczenie, czy o załatwieniu sprawy z twoją siostrą?”

„Rozcięcie, które wymagało siedmiu szwów” – poprawiłam.

Tylko się uśmiechnął.

„Twoje skaleczenie, potem moja siostra” – odpowiedziałam w końcu.

„Więc skłamałem, bo skaleczenie jest nieistotne. Gówno, którym twoja siostra musiała się podzielić, było”.

„Masz siedem szwów!” – warknęłam - „Nie mogę uwierzyć, że stałeś tam krwawiąc, podczas gdy Saff i ja rozmawialiśmy… och!

Zakończyłam to zdziwionym wrzaskiem, ponieważ ręka Auggie’go wyskoczyła, jego palce owinęły się wokół mojej kostki, pociągnął ją (i przy okazji… mnie) w swoją stronę, co oznaczało, że upadłam na plecy.

A Auggie rzucił się na mnie.

„Będziemy prowadzić śmieszną rozmowę o czymś bez znaczenia, czy będziemy się pieprzyć? I zanim odpowiesz, dam ci swój wybór. Pieprzyć”.

Jakbym nie znała jego wyboru.

„W tej chwili zaznaczę, że krwawienie nigdy nie jest nieistotne” – stwierdziłam.

„Odnotowałem”.

„A gdyby taki incydent miał miejsce w przyszłości, chciałabym być natychmiast poinformowana, że krwawisz, zanim przejdziesz dalej”.

„Incydent taki jak ten już nigdy się nie powtórzy, kochanie” – warknął.

„I tak obiecaj” - zażądałam.

„Jezu, muszę przestać cię tak mocno pieprzyć. W ostatnich dniach jesteś apodyktyczna”.

Pchnęłam bezskutecznie (chociaż, muszę powiedzieć, że nie włożyłam w to zbyt wiele wysiłku) w jego klatkę piersiową i powiedziałam - „Przestań żartować. To jest poważne”.

Chociaż mój punkt widzenia mógł być osłabiony przez fakt, że trochę się uśmiechałam, a także trochę się śmiałam.

Przysunął się, przygryzł moją dolną wargę żartobliwie i uniósł głowę, gdy uniósł brwi - „Mówisz, że chcesz, żebym przestał cię mocno pieprzyć?”

Boże, był cudowny.

„To naprawdę, naprawdę dobrze, że jesteś gorący, nurkowanie przez okno sprawia, że jesteś gorętszy, przyjście mi na ratunek sprawia, że jesteś jeszcze gorętszy, a bycie twardzielem sprawia, że jesteś jeszcze gorętszy nawet niż to wszystko, bo jeśli nie miałbyś tego wszystkiego, byłabym wściekła i nie uprawiałbyś seksu przez tydzień”.

„Jakbyś mogła tak długo wytrzymać bez mojego fiuta” – drażnił się.

„Nie zmuszaj mnie do przeprowadzenia tego eksperymentu”.

Wybuchnął śmiechem.

Pocałowałam go w środku tego.

Chwilę później mnie wypieprzył.

Mocno.

I to było niesamowite nie tylko dlatego, że seks był niesamowity.

To było niesamowite, bo nie musiałam głośno przyznawać, że nie ma mowy, żebym wytrzymała tak długo bez jego kutasa.

Ale i tak wiadomość została wysłana.

*****

Dzieciaki biegające wokół i krzyczące z radości, odbijały się echem w ogromnej przestrzeni.

Juno i dwoje jej kuzynów.

A Birch i ja byliśmy zgarbieni, patrząc na ekran mojego telefonu.

Na mamę.

Na FaceTime.

Właśnie oprowadziłam ją po tym, gdzie mogłabym zbudować swoje studio medytacyjne: magazynie Auggie’go.

„Powtórz, co tam zamierzasz zrobić?” – zapytała mama.

Nigdy nie była energiczną kobietą. Nawet w moich młodszych latach wydawała się przyćmiona przez tatę.

Teraz nie było w niej życia.

Tak bardzo, że ręka Bircha znalazła moją, a jego palce zacisnęły się tak mocno, że zmiażdżyły moje.

Nie pisnęłam.

To był pierwszy raz, kiedy ją widział.

„Medytacja” - powtórzyłam - „I joga. Mogę tu mieć małą kawiarnię. Na pewno jest na to miejsce”.

„Uważaj na niektóre z tych rzeczy, Pepper” - ostrzegła ze znużeniem - „Jestem pewna, że nie muszę ci mówić, że rzeczy, które wydają się dobre, mogą być po prostu modne i mogą skończyć… nie tak dobrze”.

Delikatnie odpowiedziałam - „Ludzie medytują od siedmiu tysięcy lat, mamo”.

„Och” - mruknęła.

„I to nie jest do końca pewne” - kontynuowałam - „Zmiana tego miejsca będzie wymagała dużo pieniędzy i chcę na tym zarabiać, ale nigdy się na tym nie wzbogacę. Będę musiała mieć dobry plan, a to może się nie udać”.

Jej odpowiedź na to ścisnęła mi serce.

„Zbudowałaś życie dla siebie i Juno z niczego bez pomocy, Pepper. Nie oceniaj się nisko”.

„Nie zrobię tego” – powiedziałam, ale brzmiało to bardziej jak świszczący oddech.

„Uwielbiam widzieć was dwoje razem” - wyszeptała i widziałam, jak mocno wpatruje się w ekran, widząc na nim mnie i Bircha - „Zawsze byliście tak blisko.”

„I Saff u jest dobrze” - wtrącił szorstko Birch, zmieniając temat - „Ona i Jon są w Utah. Osiedlili się, tak jak ty. Wszystko poszło tak, jak powinno. Poszło świetnie. Wszyscy jesteśmy dobrzy”.

Wszyscy byliśmy dobrzy.

Koleżanka mamy od razu zabrała ją do onkologa, a lekarz rozważał kurację u mamy. To było obiecujące, nie lekarstwo, ale może mogłoby przedłużyć jej życie.

Tylko trochę.

A Saff i Jon byli w kontakcie i byli cali związani i zakochani.

Tak.

Wszystko dobrze.

Chociaż z tatą nie było dobrze.

Stracił rozum, kiedy mama i Saffron zniknęły. A stopień, w jakim to zrobił, prawdopodobnie miał coś wspólnego z faktem, że wraz z nimi zniknęły jego żony, dzieci, żony i dzieci innych diakonów oraz kilka milionów dolarów z kościelnych pieniędzy.

Od tego czasu wydarzyły się dwie rzeczy.

Tata oficjalnie spotkał Auggie’go na moim progu, po tym, jak nie odebrałam jego telefonów ani nie odpowiedziałam na jego SMS-y i przyszedł, dobijając się do drzwi, żądając informacji, czy wiem coś o Saff i mamie.

Nie otworzyłam drzwi. Nie zbliżyłam się do tego.

Auggie.

I zameldował mi, że wyjaśnił dość dokładnie, że tata nigdy więcej nie powinien się ze mną kontaktować z jakiegokolwiek powodu. To samo dotyczyło Juno.

Tata, będąc tatą, nie posłuchał tej rady, chociaż nigdy nie pojawił się pod moimi drzwiami.

Ale inna rzecz wydarzyła się po tym, jak próbował skontaktować się ze mną na inne sposoby.

Został zablokowany na moim telefonie.

Nie miałam od niego wiadomości od kilku dni.

Więcej dobra.

Mama ani Saff w ogóle nic nie słyszały nic od niego.

I to było doskonałe.

„Chcesz poznać kilkoro swoich wnuków?” – zaproponował Birch, a fałszywa jowialność w jego tonie sprawiła, że ścisnęłam jego palce w odpowiedzi.

„Tak, Birch” - powiedziała mama - „Ale nie… Może kiedy…” - Zajęło jej to chwilę - „Jeśli dostanę się do tej kuracji i może jeśli poczuję się lepiej”.

Miała na myśli, że nie wyglądałaby jak śmierć.

„Albo jeśli sprawy potoczą się naprzód i czas zacznie uciekać…” - nie dokończyła.

Birch uciął ją cicho - „Okej, mamo”.

„Ale Pepper, Saffron przysłała mi list Juno. Czy ona tam jest? Mogę z nią porozmawiać?” – zapytała mama.

„Jasne, mamo” – wyszeptałam.

„Pożegnam się teraz, mamo” – powiedział Birch – „I pójdę po Juno dla siebie”.

„W porządku, Birch. Miło było cię widzieć” - odpowiedziała mama.

„Ciebie też, mamo. Naprawdę miło. Kocham cię”.

Na jego ostatnie dwa słowa, jej głowa dziwnie odskoczyła na bok, jakby została spoliczkowana.

Potem spojrzała wszędzie byle nie na ekran.

Moje przewody nosowe zaczęły mnie szczypać.

Wreszcie spojrzała na nas i powiedziała - „Też cię kocham, piękny chłopcze”.

O cholera, o cholera, o cholera.

Trzymaj się mocno, Pepper!

Głos Bircha był szorstki i ochrypły, kiedy powiedział - „Porozmawiamy później” - zostawił mnie samą z telefonem i odszedł, by wysłać Juno w naszą stronę i zająć jego dzieci (które były, nawiasem mówiąc, urocze jak cholera, super słodkie i naprawdę mi się podobały - minęło zaledwie sześć dni, odkąd wszystko się wydarzyło, więc spotkałam tylko tę dwójkę, jego najstarszego, Joshuę, który miał dziesięć lat, i Aryę, która była w wieku Juno, ale nie mogłam się doczekać spotkania z innymi).

„Saffron mówi mi, że znalazłaś porządnego mężczyznę?” – zapytała mama.

Skupiłam się na niej - „Tak. Auggie. Szkoda, że nie spotkałaś go przed wyjazdem”.

„Mówi, że jest wyjątkowo przystojny” – zauważyła mama.

„Jest” – potwierdziłam.

„Ostatni też był, Pepper” – zauważyła z wahaniem - „Proszę bądź ostrożna”.

„Dlatego żałuję, że go nie poznałaś, mamo. Bo gdybyś to zrobiła, nie czułabyś potrzeby, by to powiedzieć”.

„Saffron powiedziała, że wydawał się naprawdę gorliwy” – mruknęła.

Tak.

Mogłabym tak powiedzieć.

Zanurkuj-przez-okno-aby-„ocalić”-swoją-kobietę gorliwy.

„Mamo” – powiedziała Juno, wkładając palce do kieszeni moich dżinsów i kołysząc mną, żebym zwróciła na nią uwagę.

Spojrzałam na nią.

„Rozmawiam z babcią przez telefon. Dostała twój list. Chce z tobą porozmawiać”.

Miałam ją zapytać, czy się z tym zgadza, ale moja dziewczyna od razu podniosła rękę po telefon.

„Ona chce rozmawiać, oto jest” – powiedziałam mamie.

„Pepper” – powiedziała szybko mama.

„Tak?” – zapytałam, zamiast wręczać Juno telefon.

„Mam rzeczy… są rzeczy… do powiedzenia”.

„Nie, nie ma, mamo” – powiedziałam cicho.

Zacisnęła usta i pociągnęła nosem.

Posłałam jej buziaka i oddałam telefon mojej córce.

Juno spojrzała na ekran i nie wzdrygnęła się, nic nie zrobiła, tylko zawołała z podnieceniem - „Hej, babciu!”

Cholera, kochałam tego dzieciaka.

Odsunęła się, a ja jej pozwoliłam.

Potem odsunęła się dalej, a ja nie chciałam jej na to pozwolić.

Spojrzałam na Bircha.

Miał córkę zwisającą mu z pleców, ale jego wzrok był utkwiony w Juno.

Odkąd opuścił nas tyle lat temu, nad niektórymi rzeczami pracował w niewłaściwy sposób.

Ale widząc go z dziećmi, jak był z Juno, nie mogłam sobie wyobrazić, jak kiedykolwiek kwestionowałam szczerą do kości dobroć mojego starszego brata.

Usłyszałam, jak trampki uderzają o beton, odwróciłam się, zobaczyłam pędzącą w moją stronę Juno, a potem poczułam, jak mój telefon wciska mi się w brzuch, gdy odwróciła twarz i powiedziała - „Babcia musiała się pożegnać”.

Potem podskoczyłam telefonem, bo puściła go i wybiegła na zewnątrz.

Spojrzałam na pusty ekran, włożyłam go do tylnej kieszeni i odwróciłam się, by pobiec za córką.

„Pepper!” - Birch zawołał pilnie.

Zatrzymałam się i spojrzałam na niego.

Potrząsnął głową.

„Była…” – zaczęłam do niego wołać, żeby wyjaśnić.

„Myślisz, że nie wiem, czego potrzebuje kobieta Hannigan?” - zapytał – „To twoja córka, Pep. Ta dziewczyna jest całkiem jak ty. Zostaw ją w spokoju, tak?”

Zamknęłam się.

Miał na myśli to, że moja dziewczyna potrzebowała przestrzeni, żeby wypracować kilka rzeczy, zanim się włączę.

Nie pozwoliła mi przeczytać swojego listu, ale nie miała problemu z jego napisaniem.

Swędziała mnie ręka, żeby zadzwonić do mamy i zapytać, co się stało.

Ale Birch miał rację.

Czasami my, kobiety Hannigan, potrzebowałyśmy przestrzeni.

Nadal.

Podeszłam do drzwi, które prowadziły na zewnątrz. Był otwarte. I ustawiłam się w nim tak, że moje oczy były skierowane na Juno, która wczołgała się na maskę mojego samochodu i wpatrywała się w morze asfaltu, które być może pewnego dnia zostanie ściągnięte, aby rozłożyć ogród.

Podskoczyłam, gdy z bliska Birch powiedział - „To jest od Cisco”.

Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że trzymał kopertę.

„Co to jest?” – zapytałam, biorąc to.

„Nie mam pojęcia” – odpowiedział Birch.

Zaczęłam ją otwierać, gdy zwróciłam na niego uwagę - „A dlaczego i jak dał ci coś, co miałeś dać mi? Przychodzi jutro wieczorem na kolację z nami. Mógł mi to wtedy dać”.

„Zaoferował mi pracę. Wziąłem ją”.

Straciłam zainteresowanie kopertą i gapiłam się.

Potem powiedziałam - „Birch, to miły facet, ale jest też…”

„Ja również”.

Zamknęłam usta.

„Jestem dobry w tym, co robię, Pepper” – stwierdził.

I zrobił to z dumą.

Z dumą stwierdził, że jest dobry w przestępczości.

„Birch…”

„To nie jest bezpieczne tak, jak teraz to robię. Ale stanie się, jeśli będę miał ochronę Cisco”.

„Nie będzie” – powiedziałam cicho - „Takie rzeczy nigdy tak naprawdę nie są”.

„Zaufaj, że wiem, co robię”.

„Kontynuując fałszowanie nielegalnych dokumentów?” – zapytałam, zmuszając mój głos, by się nie podniósł.

„To jest to, co robię”.

„To przestępstwo”.

„Zapewnienie mamie bezpieczeństwa, bezpieczeństwa tym kobietom, bezpieczeństwo Saff, to zbrodnia?” - zapytał.

„Więc to jest całkowicie altruistyczne” – zauważyłam i musiałam przyznać, że było w tym trochę sarkazmu.

„Nie, to jest moje życie” - odpalił - „Mam dzieci, które chcę dobrze karmić, dać im dobre domy w dobrych częściach miasta, żeby mogły chodzić do dobrych szkół. Mam kobiety, które przeleciałem, że przynajmniej to mogę zrobić, Pep, zaopiekować się dziećmi, które z nimi stworzyłem, aby nie ciążyła na nich większość za to odpowiedzialności. Teraz, mogę dostać pracę na stacji benzynowej lub mogę zrobić to. Wybieram to. A ty, Pep, musisz wyciągnąć wnioski z tego, co się stało. Kochasz kogoś, bo go kochasz, a nie pomimo rzeczy, których w nim nie kochasz”.

Okej, to mnie uciszyło.

Ponieważ to trzymało mnie z dala od mojej siostry.

I może nie dzieliła się tym, co o tym myślała.

Ale część osądzania była całkowicie na mnie.

„Teraz ten kościół był do bani” - powiedział Birch – „A tata to kutas. Ale nie była mama ani Saff. Oboje musimy wyciągnąć z tego wnioski, bo prawie je straciliśmy, a z mamą możemy nie mieć zbyt wiele czasu, by dać jej do zrozumienia, że przejmujemy się. Więc tak. Musimy się nauczyć”.

Więc tak.

Miał rację.

Jedyne, co mogłam zrobić, to skinąć głową.

Złapał mnie ramieniem za szyję, co było uściskiem starszego brata.

Cholera, tęskniłam za tym facetem.

Zrelaksowałam się w geście poddaję się, co było gestem młodszej siostry.

Mój tyłek zadrżał SMS’em w chwili, gdy podbiegli do nas Joshua i Arya.

„Gdzie jest Juno?” – zapytał Joshua.

„Ona jest…” - zaczęłam prosić, aby dali jej miejsce, robiąc to wciąż wyciągałam mój telefon.

„Na zewnątrz” – powiedział im ojciec.

Przepychali się między nami, żeby pobiec na zewnątrz.

Naprawdę byli super słodcy.

I lubiłam, że wydawali się bardzo lubić Juno.

Spojrzałam na Bircha - „Co to było z kobietami Hannigan?”

„Potrzebujesz ludzi, żeby się odpieprzyli, a potem musisz się z tego wyrwać”.

Z pewnością nie zapomniał zbyt wiele o mieszkaniu z siostrami.

Zaśmiałam się, gdy spojrzałam na swój telefon.

I zobaczyłam, że dostałam od Aug’a,

Coś właśnie wypadło,

mała. Spóźnię się na kolację,

ale tam tak szybko, jak będę mógł.

Więc odpowiedziałam,

Wiadomość otrzymana.

Poczekamy, aż przyjedziesz,

żeby z tobą zjeść

chyba że poinformujesz inaczej.

Kocham cię. Do zobaczenia wkrótce.

Też cię kocham.

Czytając jego słowa, poczułam, że się rozklejam, a on prawdopodobnie był zajęty, ale zawsze był dobry moment, żeby coś takiego dać.

Więc to zrobiłam.

Tylko mówię

że się myliłeś.

Przepraszam?

Nie miałeś racji.

O czym?

Życie to nie gra w zbijaka.

Życie to softball.

Czasami po prostu spędzasz

czas w polu centralnym pod

słońcem, gotowy na coś,

co się wydarzy.

A czasami ścigasz się

po piłkę uderzoną w

twoją stronę.

Możesz ją złapać i

zostać bohaterem gry.

Możesz ją przegapić,

bo jest poza zasięgiem.

Możesz ją upuścić i

poczuć się jak gówno.

Ale w końcu to koniec.

I idziesz na lody.

Było dużo kropek, a potem dostałam,

Myliłem się w czymś innym.

Nie kocham cię.

Kocham się w tobie jak cholera.

Czy to twój sposób na powiedzenie, że mam rację?

Absolutnie.

Absolutnie.

Zamiast rozpłakać się szczęśliwymi łzami na jego odpowiedź, wysłałam mu emoji chytrej twarzy, aby przekazać głębię mojego samozadowolenia.

Wysłał emotikonę przewracania oczami, aby przekazać, jak urocza uważał, że jestem (a przynajmniej tak to przyjęłam).

Potem zwróciłam się do brata i powiedziałam - „Muszę upiec ciasto. Ty i dzieci chcecie iść z nami do sklepu? Kuszenie, w końcu będzie ciasto”.

Mój brat uśmiechnął się do mnie i powiedział znajome słowo.

„Absolutnie”.

*****

Nawiasem mówiąc, to właśnie było w kopercie.

Pepper,

Są w życiu rzeczy, których żałujesz.

Jakiś czas temu kazałem jednemu z moich ludzi wycelować w ciebie broń.

Na mojej liście, rzeczy, których żałuję, która, jak na pewno możesz sobie wyobrazić, jest długa, to jest bardzo wysoko.

Nie wyobrażam sobie, zwłaszcza mając Juno, co przeszło ci przez głowę w tym momencie i nie chcę.

Ale żyję ze świadomością, że sprawiłem, że to pomyślałaś, czymkolwiek były te myśli.

To, co jest w tej kopercie, nie jest po to, żebym poczuł się lepiej, ani o zadośćuczynienie.

Chodzi o to, że zmusiłem cię do kontemplacji końca twojego życia i tego, co mogłoby to oznaczać dla twojej córki.

Chodzi o naprawienie tego.

Nie zwracaj tego, nie przyjmę.

Poświęć chwilę brzydoty i spraw, aby była piękna.

Magazyn Auggie’go to idealne miejsce do rozpoczęcia.

Zawsze twój, kiedy mnie potrzebujesz,

Brett

A z listem był czek na sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów.

Wybaczyłam mu w Święto Dziękczynienia.

I może porozmawiamy o tym, kiedy będzie na kolacji.

Ale na razie schowałam ten czek i zdecydowałam, że użyję go w co najmniej jednym celu.

Wszechświat kazał mi podążać za moimi marzeniami.

*****

Auggie

„Mam kolację, o co chodzi?” - zapytał Auggie w chwili, gdy trzasnął drzwiami po tym, jak usiadł na miejscu pasażera w pickupie Billy’ego.

„Mamy sytuację” - powiedział Billy.

Fantastycznie.

„A to jest?” - zapytał Auggie.

„Ten pastor jest cholernie wkurzony, Aug” - powiedział Billy.

Billy nie zawiódł w pracy. Zdobył informacje wywiadowcze Clyde/Higgins/Dickens-kiedy-był-Bottoms’em należał do komuny i miał wiele partnerek i dzieci z tamtych czasów, które zostawił.

Jedno z nich ostatecznie doprowadziło do Jona.

Ale Aug nie miał pojęcia, że Billy nadal pracuje nad wielebnym Clyde.

„Federalni mogą być w jego gównie” - ciągnął Billy - „…ale nie zwrócili mu na to uwagi. Jedyne, co wie, to to, że niektóre z jego żon zniknęły, jeden z jego zaufanych pastorów zniknął, te inne kobiety, które zamówił, zniknęły, wszystkie dzieci i tona gówniana jego pieniędzy, a teraz ma jakieś poważne pieprzenie ogniem i siarką. Jest podniecony i chce się odpłacić”.

„Billy, nie ma nic do odpłacenia, a federalni zbudują swoją sprawę tak, by go nie odstraszyć. Jeśli to zrobią, dadzą mu znać, że mają sprawę i on zniknie” - powiedział mu coś, o czym powinien wiedzieć - „A nie mogą go zatrzymać, jeśli jeszcze nie wiedzą, co na niego mają”.

„Tak, ale to zajmie tygodnie, a nawet miesiące, a on jest teraz wkurzony. A jego podniecenie oznacza, że podnieca swoich ludzi. Są tak samo niespokojni i zdenerwowani jak on”.

„Hawk, Mo, Mag i ja długo rozmawialiśmy z Jonem o jego planie, a przykrywka, którą umieścił na ich śladach, jest solidna” – powiedział mu Auggie.

I mieli.

Po zakończeniu sceny w garażu usiedli, by sprawdzić, czy Jon i Saffron nie potrzebują pomocy.

Pod koniec, sposób w jaki Hawk na niego patrzył, gdyby nie wyjeżdżali, Aug miał wrażenie, że Hawk zaoferowałby Jonowi pracę.

Innymi słowy, nie potrzebowali żadnej pomocy. Jon i Saffron zajęli się wszystkim.

Aug mówił dalej.

„Tych kobiet nie da się znaleźć, a Clyde nie ma pojęcia, że miał na swoje nazwisko dwie nieruchomości, zanim Jon je przeniósł. Nawet nie wie, że Jon to krewny. Więc nawet gdyby mógł go namierzyć, nie wiedziałby, od czego zacząć”.

Billy skinął głową, ale powiedział - „Mam faceta, to znaczy znam faceta. Nie jesteśmy… on jest mi coś winien” - wycedził Billy słowami, które niewiele dały, ale Billy sprawiał wrażenie, że nadal nie chciał ich dawać - „Wysłałem go i żeby był bezpieczny, śledzę jego tyłek, a także Clyde’a, bo Clyde jest zdemaskowany i nie gra świętego oburzenia, by kryć siebie. On nie mówi o dobrej grze, podczas której łapałby, co może, żeby wypierdalać w cholerę. Zadomowił się na dłuższą metę”.

Auggie obserwował go uważnie - „Mówisz mi to, bo masz mi coś jeszcze do powiedzenia”.

Billy nie stracił kontaktu wzrokowego - „Mój facet chodzi na nabożeństwa od tygodni i naliczył czterech znanych detektywów policyjnych, którzy są członkami tego kościoła, Auggie. A człowiek, któremu przydarza się poważne gówno, powinien uświadomić sobie, że musi zmniejszyć straty, podnieść stawki i odejść, a on nie robi tego, zamiast tego podwaja je. To znaczy, że ma ochronę. To znaczy, że czuje się nietykalny. To znaczy, że ma kogoś za plecami. Więc przeczucie kazało mi się go trzymać. A kiedy przed chwilą śledziłem Clyde’a, widziałem, jak spotykał się z tymi gliniarzami”.

„Cholera, Billy” - mruknął Auggie, zmartwiony, że Billy zrobił to sam, ale był pod wrażeniem jego rozumowania, dlaczego to zrobił.

„Włamałem się później” - ciągnął Billy - „I znalazłem magazyn jakiegoś poważnego gówna. Skradzione dobra. Dużo tego. Przyzwoita wartość na ulicy, ale nikt nie zadałby sobie trudu, aby tego szukać”.

Auggie poczuł, jak skóra na całym jego ciele napina się.

Billy szedł dalej.

„I mają akta. Zwracali wiele uwagi. Aug. Na mnie. Na ciebie. Na Hawka. Lee Nightingale. Luke Stark. Eddie Chavez. Brock Lucas. Rush Allen. Dutch Black. Knight Sebring. Reszty nie muszę ci mówić. Wszyscy. I mają około siedmiu tysięcy zdjęć jakiejś ślicznej czarnej laseczki, nie wiem kim ona jest, ale śledzą cały czas jej tyłek”.

Ta wspaniała czarna laska musiała wiedzieć, a Billy do tego czasu nie musiał wiedzieć.

„Dobra robota, kolego” - wydusił z siebie Auggie przez nagle ściśnięte gardło, wyciągając telefon.

Billy, który dowodził przed chwilą, wyglądał na zdezorientowanego - „Co?”

Aug wcisnął dzwoń numer Hawka, myśląc, że nawet, kurwa, nie wiedzieli, że ich brudny gliniarz może być powiązany z Clyde’m Pieprzonym Higginsem.

„Wiesz o tych brudnych gliniarzach, których szukaliśmy?” - zapytał Aug.

„Tak” - odpowiedział Billy.

„Myślę, że właśnie to jasno wyjaśniłeś i uratowałeś tajnego oficera, który w tym siedział”.

„Aug, masz mnie” - powiedział mu do ucha Hawk.

„Billy i ja mamy coś dla ciebie” - odparł Auggie.

Hawk nic nie powiedział.

Auggie to zrobił.

„Zwołaj wszystkich”.

Wziął głęboki oddech.

I skończył…

„I powiadom porucznik Fortune, że jej przykrywka została zdemaskowana”.

*****

Elvira

Chłopców tam nie było. Byli zajęci robieniem wielu innych rzeczy.

Tak więc Elvira, kiedy odebrała to z pocztą, musiała umieścić to na właściwym miejscu.

Różniło się od pozostałych.

Ale to podobało jej się najbardziej.

Położyła to na stacji roboczej Auggie’go.

Wyglądał jak tabliczka.

Ale to była bardziej ramka.

A z przodu, napisany białymi literami na fioletowym tle, widniało: SZCZĘŚCIE TO…

A obok było zdjęcie selfie, z wyciągniętym ramieniem Auggie’go, by to zrobić, Aug, Pepper i Juno zgniecieni razem, uśmiechający się do aparatu, trzymający rożki z lodami.

Elvira tak to dostosowała i miała nadzieję, że będzie w pobliżu, kiedy Aug wejdzie i zobaczy to po raz pierwszy.

Ten chłopak potrzebował trochę dobroci.

I była szczęśliwa jak małż, że w końcu ją znalazł.

Przesunęła się na przód stanowisk pracy i z oczywistych względów pomieszczenie było puste.

Spojrzała wzdłuż drugiego rzędu w dół od góry.

Gdzie Zane, Marques i Billy mieli swoje stacje, wszyscy trzej obok siebie.

Uśmiechnęła się do siebie, stuknęła obcasami do swojego biura i wyjęła telefon.

Zadzwoniła.

A kiedy otrzymała powitanie, powiedziała - „Lottie, dziewczyno, tak myślałam…”

 

#####

Nagroda

Colorado Mountain cz.7

Kristen Ashley

Tłumaczenie monique.1.b

Już w 21 stycznia 2022 na

https://monique-romans-18.blogspot.com/

 

######

Jeśli lubisz moje tłumaczenia, poproszę o wpłaty na:

https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL

czwartek, 6 stycznia 2022

27 - Siostry

 

ROZDZIAŁ 27

 

Siostry

 

 

 

 

Pepper

 

 

„To nie jest tak zabawne, jak myślałam, że to będzie” - jęknęła Lottie.

Mogłam jej to powiedzieć.

Nie powiedziałam jej tego teraz.

Byłam zbyt zajęta obserwowaniem mojego brata i chłopaka Saffron stojących razem na drugim końcu garażu, do którego nas zabrali.

Byłyśmy na tyłkach i związane plecami do siebie à la postacie w wielu programach telewizyjnych, filmach szpiegowskich oraz o Indiana Jones i jego tacie (bez krzeseł).

Miałam wrażenie, że, niezależnie od moich obecnych okoliczności, Lottie i ja nie jesteśmy w niebezpieczeństwie.

I z tego powodu się nie bałam.

Ja.

Byłam.

Wściekła.

„Nie zajęło ci dużo czasu, by dać się wciągnąć w oszustwa, starszy bracie” - zawołałam do Bircha.

Rzucił spojrzenie w moją stronę, ale to było wszystko.

„Czy możemy to przesunąć?” - zażądałam - „Obie mamy rzeczy do zrobienia”.

Wtedy dwaj mężczyźni spojrzeli na mnie, ale przemówił Birch.

„Czekamy, aż Saffron przyjedzie tutaj. Chce z tobą porozmawiać”.

Dobra.

Ummm…

To mnie wprawiło w szał.

„Saff też się w to wmieszała?”

„W co?” - przystojny chłopak Saffron o mało nie szczeknął.

Lottie przycisnęła się bliżej moich pleców.

Tak, to nie brzmiało dobrze.

„Cokolwiek się dzieje” - powiedziałam.

„A to jest?” - zapytał.

„Wyluzuj, Jon” - mruknął Birch.

„Chcę wiedzieć, co ona wie” - powiedział Ciacho Jon.

„I Saffron z nią porozmawia” - odparł Birch.

„Nawiasem mówiąc, nic nie wiem” - skłamałam - „Chociaż dobrym sposobem, aby się o tym przekonać, bez skakania na nas, manipulowania nami, wiązania tryk-trakami i wpychania nas na siebie na tylne siedzenie samochodu, jest odebranie telefonu i zadzwonienie. Ty i Saffron macie mój numer”.

„Nie odpowiadałaś” – odparł Birch.

„Potem przyszedłeś i Aug kazał ci zadzwonić do mnie, a ja nie tylko nie usłyszałam nic od ciebie, ale nie odpisałeś na moje SMS-y” - zauważyłam.

Nie spojrzał mi w oczy, kiedy powiedział - „Po tym zrobiło się gorączkowo”.

Gorączkowo, bo w jakiś sposób zaangażował się w…

Cokolwiek to było.

„Wiesz, że to porwanie to bardzo zły pomysł” – wtrąciła Lottie.

„Saffron niedługo tu będzie. Wyjaśni. Potem zostaniecie tu na chwilę. Jutro, najpóźniej następnego dnia, pozwolimy wam odejść” – powiedział Birch.

Poczekaj sekundę.

Jutro, może następnego dnia?

Poczułam, że ciało Lottie podskoczyło na to, ale przemówiłam.

„Zamierzacie trzymać nas tu przez kilka dni?”

„Prawdopodobnie to będzie jutro” – mruknął Ciacho Jon.

„Nie możesz nas tu trzymać przez kilka dni!” - krzyknęłam.

To sprawiło, że Birch spojrzał na mnie z uspokój się! wyraz twarzy i przystojniak Saffron spojrzał na mnie z zupełnie innym wyrazem twarzy.

Takim, który sprawił, że się zamknęłam.

„Możesz oddychać spokojnie albo możemy cię zakneblować. Twój wybór” – stwierdził Ciacho.

O rany.

„Trzymaj się mocno, kochanie” - poradziła Lottie - „Sadzę, że będziemy wolne najdalej za godzinę”.

To było jej pierwsze porwanie i widziałam, że my, dziewczyny, powinnyśmy dać Lottie Porwanie 101.

Jej słowa oznaczały, że obaj faceci nadal nas obserwowali, ale żaden z nich nie miał dobrego wyrazu twarzy.

„Lots” - wymamrotałam ostrzegawczo.

„Co masz na myśli?” - Ciacho Jon zapytał Lots.

„Nic” - powiedziałam szybko.

Za szybko.

Ciacho spojrzał na mnie - „Co miała na myśli?”

„Nic” - powtórzyłam, starając się, by brzmiało to na bardziej wyluzowane.

„Więc dlaczego to powiedziała?” - zapytał.

„Bo pozwolicie nam odejść” – opowiedziała Lottie.

Całkowicie mówiła o tym, że faceci domyślą się, że tu jesteśmy i przyjdą uratować dzień. To właśnie robili. To była ich praca.

I w mojej obecnej sytuacji mogłabym za to podziękować Bogu.

Mówiła dalej.

„Bo nie wiemy, co kombinujesz i nie obchodzi nas to. Więc nie każesz nam siedzieć na tyłkach w tym obskurnym garażu, jakkolwiek długo zajmie wam zrobienie tego, co chcecie zrobić”.

„Po prostu się zrelaksujcie” – poradził Birch.

„Łatwo ci powiedzieć, nie masz kościstego tyłka siedzącego na zimnym betonie” - mruknęła Lottie.

Jej tyłek nie był kościsty.

W to też nie wnikałam.

„Widziałeś mamę?” - zapytałam Bircha, by odwrócić Jona od nas, bo nadal nie wyglądał na szczęśliwego.

„Nie chcę widzieć mamy” – odpowiedział Birch.

O rany.

„Birch, źle z nią. Powinieneś spróbować…”

Uwaga obu mężczyzn uległa przesunięciu, moja też.

Lottie siedziała naprzeciwko ściany bocznej z dwoma oknami, które były wysokie i pokryte brudem, jak zwykle okna garażowe.

Siedziałam naprzeciwko drzwi, które były dwa stopnie wyżej i niewątpliwie prowadziły do domu.

Teraz zobaczyłam Saff wchodzącą przez drzwi, a za nimi pralkę i suszarkę w czymś, co wyglądało na pralnię.

Spojrzała na mnie, schodząc po schodach.

Spojrzałam na nią.

„Myślałem, że skończyłyśmy, siostro” – zauważyłam.

„Jesteś taka głupia” - odpowiedziała.

To sprawiło, że moja broda wróciła na szyję znieważona.

„Przepraszam?” - zapytałam.

„Boże, to znaczy, nie mogłabym wyrazić bardziej jasno, że musisz się odpierdolić”.

Teraz zamrugałam.

Po pierwsze, na próżno wzięła imię Pana.

I ogromny numer dwa, użyła słowa „pierdolić”.

Wtedy właśnie zauważyłam coś innego.

Miała makijaż.

I uroczą białą dżinsową spódnicę sięgającą kilka centymetrów powyżej kolan, brązowe zamszowe buty na kocim obcasie, które nie były aprobowane przez Prawdziwe Światło.

Na wierzchu znajdował się granatowy sweter, a pod nim biała koszula z kołnierzykiem. Zrobiła francuską zakładkę i miała na sobie brązowy pasek.

Wyglądała stylowo. Lalusiowata stylizacja, ale stylizacja. I chociaż nie obnosiła się z ogromną ilością skóry, nie sądziłam, żebym widziała jej kolana przez może dwadzieścia lat.

Poszła bezpośrednio do Ciacha Jona i pocałowała go prosto w usta.

Nie wsadziła mu języka do gardła, ale położyła dłoń na jego klatce piersiowej, miał lekką rękę, ale nadal głównie na jej tyłku i bez wątpienia nie był to pierwszy całus, który wymienili.

Całkowicie wiedziałam, że był jej chłopakiem.

„Co się dzieje?” - zażądałam.

Saffron zwróciła się do mnie.

Ciacho Jon zarzucił rękę na jej ramiona, wygiął ją, a potem została wsunięta plecami do jego przodu z jego przedramieniem na jej klatce piersiowej.

Pomyślałabym, że to było urocze i byłabym niesamowicie szczęśliwa z jej powodu, że zdobyła wysokiego, gorącego faceta i nie była przeznaczona do bycia z obrzydliwym wielebnym Clyde, gdybym nie leżała na tyłku na zimnej betonowej podłodze w parze legginsów, z rękoma spiętymi tryk-trakiem, tak samo z kostkami i połączona z Lottie liną owiniętą wokół naszych piersi.

„Okej, nie załapałaś” - stwierdziła - „Ale nie byłam suką dla ciebie i Juno tylko po to, żeby być suką. A tak na marginesie, Pepper, nie mogę nawet uwierzyć, że pomyślałaś, że tak było. Nie dla ciebie. Jesteś moją cholerną siostrą. Absolutnie nie dla Juno”.

Wpatrywałam się w nią.

Twardo.

„To bolało” - oświadczyła - „Mam na myśli bardzo”.

„Ja…”

„Nie” - przerwała mi - „Tym razem będę protekcjonalna”.

Protekcjonalna?

„Więc sprawa wygląda tak. Tata jest pieprzonym wariatem” - oznajmiła.

Birch wydał potwierdzający dźwięk w gardle.

Jon przyciągnął Saffron bliżej do siebie.

Moje usta się otworzyły.

„I wiedziałam o tym nawet, jak… dawno temu. Przed twoim wyjazdem. Potem odeszłaś, Pepper” - Pochyliła się do mnie, zabierając ze sobą Ciacho Jona i powtórzyła słowa, które powiedziała mi kilka tygodni temu i zrobiła to z gorącem i gniewem, które wtedy miała - „Ty odeszłaś. A kiedy odeszłaś, zostawiłaś mnie z nim”.

„Miałaś tylko szesnaście lat” - powiedziałam cicho - „Ja miałam osiemnaście. Nie skończyłam jeszcze szkoły średniej. Nie miałam pracy. Zatrzymałam się u mamy i taty mojej przyjaciółki Corey przez pierwsze osiem miesięcy po moim odejściu. Opłacili moja naukę w szkole urody. Pracowałam w Burger Kingu i oszczędzałam każdy zarobiony grosz, aby spłacić ich, kiedy tylko mogłam, żebym mogła wyjść na swoje”.

„Cóż, przestałaś pracować w Burger King i dostałaś pracę, potem dostałaś mężczyznę, a potem dziecko, a gdzie ja byłam?”

„Myślałam, że wciągnęła cię cała sprawa Prawdziwego Światła” - powiedziałam jej i tak było.

Właściwie byłam zdumiona, że nie wciągnęła.

„Zapytałaś?” - zapytała.

Racja.

Uh…

Nie.

Nie robiliśmy tego gówna.

„Nie, ale umiesz mówić” - poinformowałam ją - „Mogłaś porozmawiać ze mną”.

„Kiedy? Jak tata był w pobliżu? Kiedy mama była? Kiedy przeniósł nas do kościoła i ludzie obserwowali każdy mój ruch? Kiedy wepchnął mnie do Clyde’a, żeby mógł być głównym diakonem, a Clyde obserwował każdy mój ruch?”

Gówno.

Miałam przeczucie, że będzie jeszcze gorzej i na początku nie było tak wspaniale.

Lottie też miała to przeczucie. Wiedziałam o tym, kiedy wykręciła rękę, żeby jej palce mogły chwycić moje.

„Nie mogłam wiedzieć, że coś jest z tobą nie tak, Saff” - powiedziałam cicho - „Szczerze myślałam, że jesteś w jedności z kościołem”.

„Bo nie pytałaś” - odpaliła.

„To nie moja wina” - stwierdziłam stanowczo.

„Masz rację, nie jest. Nie do końca”.

„Wcale nie jestem” - odpowiedziałam.

„Ale cokolwiek” - Wyrzuciła rękę w powietrze - „Utknęłam tam, a gówno stawało się realne z Clyde’m i dodaniem jego szaleństwa do jego i tak już cholernego szaleństwa polegającego na mówieniu mężczyznom, aby budowali swoje stada. I możemy po prostu powiedzieć, że żaden z nich nie zawahał się i nie powiedział No, Clyde. Bigamia? Postradałeś zmysły?”"

Założę się, że nie.

Saffron szła dalej.

„Byli wszyscy za tym i tata był cały, a mama była zdruzgotana, ponieważ już raz musiała się nim podzielić, ponieważ to był jego pomysł, że mogli uprawiać seks z kimkolwiek chcieli, kiedy byli hipisami. Ale miał na myśli to, że mógłby, a ona nie. Zrobiła to kilka razy, a on stracił opanowanie z tego powodu. Więc na wypadek, gdybyś się zastanawiała, zaczął ją zbijać mentalnie, zanim Clyde pojawił się na tapecie. Ale szybko się w to wkręcił, kiedy znalazł sposób, by wyprać jej mózg w tej sprawie, mając powód, by traktować ją jak gówno, przekonać ją, że żyje, by służyć i złamać jej pieprzoną duszę”.

Dobra, szok, zauważyłam, że Saffron miała brudne usta.

I najwyraźniej była bliżej mamy niż myślałam.

Zerknęłam na Bircha.

Obserwował Saffron z napiętą twarzą i wąskimi ustami.

„Więc tata zawsze był kutasem” - wyszeptałam.

„Tak, Pepper” - Birch włączył się do rozmowy, zwracając się do mnie - „Tata zawsze był ogromnym, cholernym kutasem”.

„Birch…” - wymówiłam jego imię, ale nie wiedziałam, co jeszcze powiedzieć.

On wiedział, co powiedzieć.

„Ta rzecz z tymi stadami żon nie jest nowa. Po prostu wtedy było to trzymane z dala od kobiet. Clyde rozmawiał o tym z mężczyznami od lat. A tata cię pielęgnował. I Chryste, Pep, był tak wkurzony, że nie chciałaś się nawrócić. Ale miałaś szczęście. Aby służyć jego celowi, musiałaś pozostać nietknięta”.

Omójbosze, Omójbosze, Omójbosze.

„Ja?” - zapytał - „Chłopiec, który nie jest grzeczny dla lwa domu? Gówno było inne. Moje lekcje były o wiele trudniejsze niż twoje”.

Mój głos był cichy i pobity, kiedy zapytałam - „Co on ci zrobił?”

Birch odwrócił się, sięgnął między łopatki i podciągnął T-shirt z długimi rękawami.

Zobaczyłam wzdłuż jego pleców wiele wyraźnych, długich blizn.

Zanim znów się odwrócił, naliczyłam ich cztery.

Ale było ich więcej.

Lottie wydała z siebie smutny ton.

Miałam zwymiotować.

Birch przemówił.

„Lubił swój pasek. Miał tylko jeden. Założę się, że tego nie wiedziałaś. Nie zauważyłaś. Ja wiedziałem. Ponieważ nosił go cały czas. Doszło do tego, że jak widziałem go noszącego ten pasek cholernie przysięgam, że prawie sikałem we własne cholerne spodnie”.

Boże, nienawidziłam tego.

Nienawidziłam tego.

„Dlaczego nic nie powiedziałeś?” - zapytałam.

„Bo mi powiedział, żebym tego nie robił?” – zapytał, ale to nie było pytanie - „Poważnie, jak było gówno, które powiedział mi, żebym nie robił, to go nie robiłem. Trzymał mnie z dala od szkoły przez kilka dni po tym, jak mnie zlał, żebym nie szedł niezdarnie i ludzie by tego nie zauważyli. Kazał mi udawać grypę. Myślę, że nawet mama nie wiedziała. Musiałem zmieniać własne zakrwawione prześcieradła. Po tym, jak skończył ze mną, też to robiłem. Zrobiłbym wszystko, co mi kazał. Ale większość jego ostrzeżeń dotyczyła ciebie i Saff. Powiedział, że dostaniecie to samo, jeśli otworzę usta przed wami dwoma”.

Więc chronił nas, mój starszy brat.

Albo myślał, że chroni.

Wzięłam głęboki oddech i podczas wydechu powiedziałam - „Okej, to dużo. Nienawidzę tego dla ciebie. Nie potrafię nawet powiedzieć, jak bardzo tego nienawidzę. Chcę to usłyszeć. Muszę to usłyszeć. Wszystko, co czujesz, czym musisz się ze mną podzielić. Ale nie rozumiem, dlaczego ja i moja przyjaciółka musimy być związane na podłodze, kiedy się tym dzielisz”.

„Bo namówiłaś swojego mężczyznę, żeby nas zajrzał” - odgryzł się Birch i machnął ręką, by wskazać Saffron i Ciacho Jona - „Wszystkich nas”.

„O cholera” - mruknęła Lottie.

„A dla twojej informacji” - ciągnął Birch - „…sporo spieprzyłem w życiu. Nie jestem z tego dumny. Bynajmniej. I tak, sprawy potoczyły się fizycznie z moją ostatnią żoną, ona uderzyła mnie i to jest do dupy przyznać, ale ponieważ ona na mnie atakowała, ja ją też. Nie jestem z tego dumny. Oddałabym wszystko, by to odzyskać, gdy nie trzymałem w kupie mojego gówna, kiedy Leslie była na mnie. Ale ja nie biję kobiet, Pep”.

Byłam wstrząśnięta tym wszystkim, co na mnie czekało.

Ale w tamtym momencie głównie nie byłam jego fanką, gdy mówił, że „nie trzymał swojego gówna” ze swoją żoną.

„Zraniłeś ją?” - zapytałam.

„Nie” - splunął.

„Uderzyłeś ją?” - nacisnęłam.

Kurwa, nie. Jezu” - chrząknął, spojrzał na mnie groźnie, po czym zaczął wyjaśniać - „Ale kiedy kobieta bije cię w gardło, nie możesz uprzejmie prosić, żeby przestała. Musisz ją z siebie zepchnąć”.

„To wszystko?” - trzymałam się go.

„Czy ty w ogóle mnie znasz?” - zażądał.

Dobra.

Znałam go (lub kiedyś) i ta część tego, co powiedział mi o nim Auggie, była najtrudniejsza do usłyszenia i najtrudniejsza do uwierzenia.

„Mam do czynienia z jakimś gównem i mam do czynienia z tym, jak poradziłem sobie z innym gównem i to jest moje” - kontynuował - „Ale cokolwiek ci powiedział twój mężczyzna, prawdopodobnie wszystko to prawda. Po prostu nie to”.

A jego po prostu nie to wskazywało, że to wydawało mu się najważniejsze.

Więc znowu.

Tak.

Jeśli chodzi o jego fizyczne zajście z byłą żoną, na tym się zaczęło i skończyło, i nie tylko został za to ukarany, ale on sam nie był z tym w porządku.

„Okej, Birch” – powiedziałam cicho.

Wydawało się, że trochę się odprężył, kiedy wypowiedziałam te słowa.

„Więc teraz, to nad czym Jon pracował przez lata” - Saffron podniosła pochodnię - „…a ja z nim pracowałam, wkrótce się wydarzy. I nie możemy pozwolić, żebyś to spierdoliła. Stąd…” - wskazała na nas na podłodze.

„Nad czym pracowałeś?” - zapytałam.

„Saff” - Ciach Jon chrząknął, ostrzegając ją, żeby się nie wygadała.

„Nie byłam tego fanką, kiedy wymyśliłeś, że je złapiesz, i nadal nie jestem” - Birch powiedział do Saffron i Jona - „Możemy pozwolić im odejść. Pepper nigdy by nic nie powiedziała”.

„Nie byłeś przy niej od lat” – odparł Ciach Jon - „Saff była przy niej cały czas”.

Nie opisałabym tego jako cały czas.

Nie wciągnęłam się w to. Były ważniejsze sprawy, w które trzeba było wejść.

„Możesz nas puścić. Nic nie powiemy” - obiecałam, chociaż nadal nie byłam pewna, o czym nic nie powiem, bo jedno było jasne w tym wszystkim, nie byli zamieszani w oszustwo wielebnego Clyde’a.

„Nie puścimy was” - prychnęła Saffron.

„Świetnie – wymamrotała Lottie.

Wpatrywałam się w zdeterminowaną twarz Saffron.

Racja.

Idziemy dalej…

„W porządku, jak wiesz, nadrabiam zaległości, ale słyszałam, że zamierzasz poślubić Clyde’a” - zauważyłam.

Jej twarz wykrzywiła się, a moje palce zacisnęły się w Lottie.

„To było uwodzenie i przygotowanie, które wspomniał Birch. Nie było cię, ja byłam następna” - powiedziała - „Ale i tak miałabym swoją kolej”.

„O mój Boże” - wydyszałam.

„Tak” - zgodziła się.

„Ale związałaś się z…” - moje spojrzenie powędrowało do Ciacha Jona.

„Zakochałam się w nim” - poprawiła.

Moje oczy wróciły do niej - „Naprawdę? Łał, Saff. To cudownie”.

„Nie próbuj być teraz moją siostrą” - warknęła.

Próbuj być?

To bolało.

I to mnie wkurzyło.

„Zawsze byłam twoją siostrą” - odpaliłam.

„Ach, do diabła” - mruknęła Lottie.

„Zostawiając mnie w tym koszmarze?” - zażądała.

„Nie wiedziałam!” - warknęłam.

„Uspokój się” – urwał to Ciacho Jon.

„Nie wiedziałam” - powtórzyłam ciszej.

„Teraz to nie ma znaczenia, to już prawie koniec” - odpowiedziała Saffron.

„Co już prawie się skończyło?” - zapytałam.

„To nie twoja sprawa” - odparła - „Będziecie miały dobrze. Damy wam przerwy w łazience. Znajdziemy koce do spania. Przyniesiemy ci trochę je...”

Saffron dokończyła to słowo krzykiem.

To dlatego, że jednocześnie wydarzyły się trzy rzeczy.

Mo wpadł przez drzwi od domu.

Mag zanurkował przez okno na ścianie bocznej.

A Auggie zanurkował przez okno drugie.

A kiedy powiedziałam „zanurkował”, miałam na myśli, że zanurkował.

Lecąc ze szkłem, głową naprzód, zwinął się w powietrzu, wylądował na ramieniu, przetoczył się i wstał, zanim zdążyłam mrugnąć.

Potem, w rozmytym ruchu, Ciacho Jon leżał twarzą w dół na betonie. Podobnie Birch. Mag odzyskał równowagę i wycelował paralizator w Saffron.

Świę.

Ci.

Pań.

Scy.

Ale fajnie!

„O mój Boże! Co robisz?” - Saffron wrzasnęła, z rękami uniesionymi za głowę, patrząc w dół na swojego mężczyznę, który miał kolano Aug’a na plecach.

To, czego Aug i Mo nie robili, bo już zrobili, to spętanie Bircha i Jona.

Mam na myśli, poważnie.

Osiągnęli to w trzy sekundy.

No dobrze, nie rozmawialiśmy o jego pracy.

Ale jeśli mógł wskoczyć przez okno, a potem przygwoździć na płasko i związać faceta w pięć sekund, pomyślałam, że dobrze mu idzie.

„Proszę, nie ruszaj się” - powiedział Mag dość dżentelmeńsko (pomyślałam), kiedy wyglądało na to, że Saffron zamierza pochylić się do Jona.

Spojrzała na Maga i przestała się ruszać.

Aug podszedł do Lottie i mnie, wyciągając potężny scyzoryk, który prawdopodobnie miał tak wiele rozkładanych gadżetów, że mógł nas przewieźć z jednego końca Amazonki na drugi bez spocenia się.

Mo podszedł do przycisku otwierającego drzwi garażowe.

Zaczęło się kręcić i byłam wolna, Lottie była wolna, a Auggie postawił mnie na nogi.

Cholerne uczucie mrowienia.

Zignorowałam je i rzuciłam się do niego.

Przytulił mnie blisko.

Słyszałam, jak Lottie pyta Mo - „Co tak długo?”

Usłyszałam też niski chichot Mo, a potem dźwięk, jakby się pocałowali.

„W porządku?” – zapytał mi Aug do ucha.

Ani trochę.

Ale nie było mi źle z powodu porwania.

„A ty?” - zapytałam zamiast odpowiadać, badając go pod kątem nacięć szkła i nie znajdując ani jednego.

„Dobrze” - burknął.

„Jak wskoczyłeś przez okno i nie zostałeś pocięty?”

Spojrzał na mnie i powiedział - „Praktyka”.

Hmmm…

„Nie musicie ich wiązać” - powiedziała Saffron - „Nie zamierzaliśmy ich skrzywdzić”.

Drzwi garażu znów zaczęły opadać, więc pociągnęłam za ramiona Auggie’go, aby dać mu znak, żeby przyciągnął mnie do swojego boku.

Zrobił to.

I zobaczyłam, że Brett tam jest.

Co dziwne (a może wcale nie dziwnie), nie byłam tym wcale zaskoczona.

„Hej, Brett” - zawołałam.

„Pepper” - przywitał się. Następnie do Lottie - „Charlotte”.

„Yo” - odpowiedziała Lottie.

„Hej, Sly” - powitałam człowieka Bretta, który również do nas dołączył.

„Kobieto” - zagrzmiał Sly i spojrzał na Lottie - „Kobieto”

Lottie i ja odwróciłyśmy się do siebie i, szczerze mówiąc, myślałam, że obie wybuchniemy śmiechem. Częściowo histerycznie. Częściowa z ulgą. Częściowo ze Sly będącego Sly.

Nie zrobiłyśmy tego, gdy Brett zapytał - „Chcesz, żebym zajął się tymi dwoma?”

Skupiłam na nim swoją uwagę, gdy wskazał Ciacho Jona i Bircha skinieniem głowy na obie strony.

Pytał Auggie’go.

„Kim jest ten facet?” - spytała Saffron o Bretta.

„Cholera, kurwa” - jęknął Birch, wpatrując się w Bretta.

Ocho.

„Spotkaliśmy się?” - zapytał Brett, patrząc na mojego brata.

„Nie” - odpowiedział Birch zbyt szybko.

„Spotkaliśmy się” - powiedział cicho Brett.

„Uh…” - przerwałam - „Właśnie dochodziliśmy do dobrej części zrozumienia, co się dzieje. Czy jest jakiś sposób, biorąc pod uwagę, że jest ich trzech, ale nas siedmioro, ze mogliby dokończyć historię bez dwóch z nich związanych na podłodze?”

„Nie okazywali ci tej uprzejmości” - zauważył Brett.

„Nie” - zgodziła się Lots.

Prawdziwe.

Jednakże…

„Jeden z nich to mój brat, a w drugim kocha się moja siostra. Więc może będziemy fajniejsi niż oni?” - zasugerowałam.

Wszyscy faceci (cóż, faceci po naszej stronie) spojrzeli na Auggie’go.

„Przetnij linę krzyżową, trzymaj ręce i stopy związane” - polecił Auggie.

Mo wszedł, żeby to zrobić, jeden po drugim przecinając linię między nadgarstkami a stopami, a następnie ciągnąc ich jedną ze swoich wielkich dłoni pod pachami, by usiedli na tyłku.

Następnie cofnął się niezbyt daleko i skrzyżował ręce na swojej masywnej klatce piersiowej.

Widziałam, że to był jeden z tych momentów, kiedy Mo wyglądał tak, jakby wolał cię przełamać na pół, niż na ciebie patrzeć.

Ponieważ zarówno Birch, jak i Ciacho Jon przyglądali mu się w sposób, w jaki żaden z nich nie miał zamiaru niczego próbować.

„Daj mojej kobiecie to, czego chce, a wtedy dowiemy się, co z tobą zrobić” - wyreżyserował Auggie Saffron.

„Możemy wejść do środka, tam jest wygodnie” - spróbowała Saffron.

„Nie widziałem, żebyś proponowała swojej siostrze miejsce na kanapie i kieliszek wina” - zauważył Aug.

„My…” - zaczęła Saffron.

„Przestań” - warknął Auggie - „Cokolwiek masz w dupie, wyładowujesz to na swojej siostrze. Rozumiem. Nie lubię tego. Nie chcesz, żebym się na tym skupiał, obiecuję ci. Więc rusz się, kurwa, dalej”.

Wyglądało na to, że mój facet może być również intensywny poza seksem.

I jakoś było jeszcze goręcej (może musiałabym to ocenić następnym razem, gdy będziemy uprawiać seks).

„Pracowaliśmy nad tym od lat. Dlatego tu są. Jako zabezpieczenie” – powiedziała Saffron - „Dzisiaj i jutro robimy kilka ważnych ruchów i mieliśmy otrzymać wiadomość, żebyś się wycofał, nie angażował się, niczego nie spieprzył. Chciałam pozwolić Pepper do ciebie zadzwonić, żeby powiedziała ci, że nic jej nie jest, a ty musisz pozwolić, żeby wszystko się potoczyło. Po prostu nie miałam szansy. Więc teraz musisz obiecać, że niczego nie schrzanisz” – zakończyła Saffron żądaniem.

„Moja kobieta była związana na podłodze, zanim tu wszedłem, więc nie muszę robić ni chuja. Teraz możemy przejść do tego, a przez to będę namawiał Pepper do wniesienia zarzutów. Możesz też powiedzieć jej to, co chce wiedzieć”.

Saffron rzuciła Auggie’mu długie, brudne spojrzenie.

Zwróciłam uwagę na fakt, że najwyraźniej Auggie został zaszczepiony przeciwko brzydkim spojrzeniom, ponieważ tylko się na nią gapił.

„Okej” - wypchnęła zirytowana i spojrzała na mnie - „Mama jest objęta ubezpieczeniem, abyś wiedziała”.

„Mama jest zabezpieczona… przed czym?” - zapytałam.

Nie odpowiedziała na to bezpośrednio.

Powiedziała - „Dlatego musiałaś znaleźć dla mnie Bircha. Od kilku znajomych słyszeliśmy, że posiada umiejętności, których potrzebujemy, ale nie mogliśmy go znaleźć. Znalazłaś go, kazałaś skontaktować się z kościołem, tak zrobił, pogadaliśmy, załatwił sprawy i teraz jest zabezpieczona”.

Potrząsnęłam głową.

„Saff, to co mówisz nie żadnego sensu”.

Do dyskusji włączył się Brett.

„Ma specyficzny zestaw umiejętności, który obejmuje fałszerstwa. Przede wszystkim identyfikacja”.

Mój brat był fałszerzem?

Nie.

Nie ma czasu na to.

„Dlaczego wszyscy potrzebowaliście…?” - zaczęłam.

„Och, do cholery, Pepper, zrozum program” - warknęła Saffron - „Nie potrzebowaliśmy cię do kręgu modlitewnego. Musieliśmy użyć twoich zasobów” - wskazała głową na Auggie’go, potem na Maga i Mo - „…żeby znaleźć Bircha. I potrzebowaliśmy, żeby stało się to szybko. Bo mama potrzebuje opieki. I nie chcemy, żeby tata ją znalazł, kiedy od niego odejdzie. Jedzie do starej koleżanki z liceum, która mieszka niedaleko szpitala, który ma najwyższej klasy oddział onkologiczny. Kiedy będziemy gotowi, co będzie jutro, wyciągamy ją stamtąd, zabieramy do jej przyjaciółki, a potem dzieją się inne rzeczy i musimy na chwilę zniknąć”.

„Porywasz mamę?” - zapytałam.

Spojrzała w sufit, jakbym wypróbowywała jej cierpliwość, a potem wróciła do mnie.

„Nie. Ona idzie chętnie. Skończyła po pierwszym dziecku, które tata miał z jedną z innych żon. Zajęło jej tylko chwilę, zanim jej serce dogoniło jej głowę. Niestety, trwało to tak długo, że umierała w tym czasie”.

Bardziej się oparłam o Aug’a.

Przyjął to.

„Idź dalej” – poprosiłam moją siostrę.

„Więc jest gotowa do akcji. Po prostu nie chcemy, żeby tata ją znalazł, bo może ją namówić na coś. Jak umierać z wielkim bólem, aby mogła poczuć rękę Boga, czy jakiekolwiek bzdury, które on wypluwa” – podsumowała Saff.

„Dobrze” - powiedziałam - „Jeśli to właśnie zamierzasz, dlaczego u licha miałbyś mnie porwać? Właściwie, dlaczego po prostu nie poprosiłaś mnie o pomoc?”

„Bo masz Juno, a tata zaoferował mnie, swoją własną córkę, kupie gówna, leniwemu oblechowi, wystarczająco staremu, by być moim dziadkiem” – zauważyła

„A wiem to, bo mój narzeczony jest ode mnie starszy o cztery lata i jest wnukiem Clyde’a”.

Swoją uwagę zwróciłam na Ciacho Jona.

Łał!

Zwrot akcji!

Moja siostra mówiła dalej.

„W chwili, w której miałaś Juno, tata ślinił się z powodu swojej szansy, by wykorzystać ją, by dostać się wyżej w hierarchii kościoła. I myślę, że rozumiesz, jak by ją wykorzystał. Co oznaczało, że zmasowaną ofensywą było sprowadzenie ciebie z powrotem do kościoła. Więc byłam suką i robiłam wszystko, co w mojej mocy, żebyś się odpieprzyła i nigdy nie wróciła, ponieważ chroniłam ciebie i moją siostrzenicę”.

Chroniła mnie.

I jej siostrzenicę.

Była wredna i Gonzo dla Boga, bym zrezygnowała z nich, aby mogła chronić Juno.

O rany.

Miałam płakać.

„Ale nie chciałaś po prostu odejść” - kontynuowała.

„Bo cię kochałam” - szepnęłam.

„Wiem, ty wielki głupku” - odszepnęła.

Wpatrywałam się w nią.

Patrzyła na mnie.

Moja warga zadrżała w tym samym czasie, co jej.

Okej.

O rany.

O cholera.

Pieprzyć to.

Podeszłam się do niej.

Przyszła do mnie.

Spotkałyśmy się po środku, padłyśmy sobie w ramiona i zaczęłyśmy ryczeć.

„Czy ktoś może mnie uwolnić, żebym mógł zaopiekować się moją kobietą?” - usłyszałam pytanie Jona.

I nagle całym sercem zaaprobowałam Ciacho Jona.

„I mnie, to są moje siostry” – wtrącił Birch.

„Nie – powiedział Auggie.

Całkowicie gorąco, mój facet jest twardzielem.

Trzymałam Saff, nawet gdy spojrzałam przez ramię na Auggie’go.

„Może jest w porządku”.

Wytrzymał mój wzrok i powoli potrząsnął głową.

Spoko loko.

Jeszcze nie przeszedł nad porwaniem.

Zauważono.

Odwróciłam się do Saff i szepnęłam jej do ucha - „Poproszę go, żeby ich wypuścił”.

„Ma rację. Po prostu byłam suką, bo byłam na ciebie zła, że możesz wszystko spieprzyć” – wyszeptała w moim.

„Pomagając mamie?”

„Nie, rozbijając kościół i urządzając się w Utah. Jon lubi jeździć na nartach”.

Uhh…

Czekaj.

Co?

Odsunęłam się, żebym mogła ją zobaczyć, chociaż nie wyrwałam się z jej ramion i znów się gapiłam.

„Zamierzasz…” - zaczęłam.

„Clyde myśli, że jestem jego trofeum” - wyjaśniła - „Sprawiłam, że mi zaufał. Myśli, że jestem z nim. Więc mi się zwierzył. Planuje odciąć się i uciec do tego czasu w przyszłym roku, zabierając mnie i wszystkie pieniądze ze sobą i zostawiając to, czego nie chce. Jego inne żony. Jego dzieci. Zrobił to już wcześniej. To jego sposób”.

Kiwnęłam głową, kiedy się zatrzymała.

Więc mówiła dalej.

„Nie wiedział, że byłam z Jonem. A Jon niejako dołączył do kościoła, aby robić to, co my robimy. Wrócił do dziadka, bo zostawił jego babcię, tatę i wielu innych ludzi na pastwę losu miliardy lat temu. Clyde nie wie, że Jon jest z nim spokrewniony. Jest tak jakby tajny, po prostu nie, hm… oficjalny”.

Cóż, Ciacho Jon nie był chytrym.

„Będzie to miało kulminację w tym, że wszystko zostanie uporządkowane, w tym zabezpieczenie mamy i wydostanie się spod tego i jutro wystartujemy” – kontynuowała.

Łał.

„Zamierzamy również przekazać wszystko federalnym. Anonimowo” - kontynuowała - „Tata ma przerąbane, ale jest tylko frajerem, który wierzył. Tak naprawdę nie będzie miał kłopotów. Ale może być spłukany. Clyde jest wypieprzony. Całkowicie pójdzie do więzienia. Ale Jon i ja odciągnęliśmy dość, mamy opiekę nad mamą i kupiliśmy miejsca w Utah, bo Jon lubi jeździć na nartach, i na Florydzie, bo ja lubię plażę. Ale też babcia Jona potrzebuje miejsca na emeryturę, więc to mieszkanie jest głównie dla niej. Chcę też iść na studia. Zostać architektem czy coś. Więc będziemy musieli się gdzieś osiedlić i prawdopodobnie zrobimy to w Utah”.

„Birch zrobił dla ciebie dokumenty?” - zapytałam.

Skinęła głową.

„Jon ma własności na swoje nazwisko. Ale mama i ja mamy teraz nowe dokumenty, więc jeśli tata by nas szukał, nie mógłby znaleźć. A roszczenia z tytułu rezygnacji są rozpatrywane dzisiaj. Gdy to zrobią, nieruchomości zostaną przeniesione i będziemy dobrzy”.

„Nie, jeśli dowiedzą się, że Jon był właścicielem nieruchomości, zanim zmieniłaś tytuły”.

„On tak jakby…” - jej spojrzenie przesuwało się na boki, zanim wróciło do mnie - „…ma to pokryte. Posiadłość była na nazwisko Clyde’a. Jego prawdziwe. To, z którym się urodził. Wygląda więc na to, że Clyde przekazał własność swojemu wnukowi. I powinniśmy być z tym dobrzy, nawet jeśli federalni się w to zaangażują. Bo to wszystko zostało zrobione za pieniądze Clyde’a. Jon ma stare pełnomocnictwo, które posiadała jego babcia i potrafił… dopracowywać różne rzeczy. Ale te miejsca zostały kupione ze starych kont, na których siedział Clyde. Nie kupiono ich za pieniądze kościoła, za które federalni mogli pójść. Albo pieniędzy na sprzedaż wysyłkową panny młodej”.

Zaczekaj chwilę, kurwa.

Moje powieki opadły, a brwi uniosły się.

Podniosłam te powieki i zapytałam - „Co…?”

„Słyszałaś mnie i wiem. To chore” - powiedziała.

„W każdym razie wyjaśnij dokładnie, proszę” - poprosiłam.

Saff skinęła głową.

A kiedy mówiła, robiła to za pomocą wielu cudzysłowów słownych.

„To było dalekosiężne oszustwo. Clyde namawiał tumanów takich jak tata, by przyłączyli się do kościoła z pokaźną „darowizną”, aby w końcu mogli „zamówić” członków, którzy dołączyliby do ich „stada”. Ci, którzy naprawdę wierzyli, jak tata, myśleli, że Clyde wraz z Bogiem sprowadzali kobiety do Prawdziwego Światła. Ratowali ich dusze. Wskazywali im drogę. Ci, którzy byli tylko dupkami, którzy chcieli wyrwać jak największą liczbę biednych kobiet, które znalazły się na tej stronie, Clyde pokazał im, że nie dba o Prawdziwe Światło poza widmem „wolności religijnej”, które dało im „praktykować” ich wiarę. Co oznaczało walić jak najwięcej lasek, podczas gdy ktoś gotował im posiłki i masował im stopy”.

Zrobiłam minę.

„Do diabła, jest tysiąc razy bardziej obrzydliwe, niż myślałam”.

Skinęła głową.

„Prawdę powiedziawszy, z wyjątkiem zdobycia kilku dla diakonów, w tym dla taty, tak naprawdę nigdy nie zamówił żadnej z narzeczonych. Na tym polegał wielki wynik. Była składka członkowska i mężczyźni musieli osiągnąć potencjał Prawdziwego Światła. Podobnie jak tata i inni diakoni spędzili na tym lata i dużo pieniędzy. Clyde ich ustawił, przygotowywał ich, by byli przynętą. Osiągnęli swój „potencjał”, dlatego dostali żony. I mógł pokazać je nowym członkom. Jednak każdy poziom, który przechodzisz, aby osiągnąć ten potencjał, ma swoją cenę. Właśnie tam Clyde naprawdę to pakował. Pięćset tutaj, siedemset pięćdziesiąt tam. Nie podlega zwrotowi, jeśli ludzie wypadają z programu, a wielu z nich wypadało. Ale w ostatecznym rozrachunku to się sumuje”.

„A ty werbowałaś do tego?”

Wzruszyła ramionami - „Byłam z Jonem i musieliśmy zachować pozory. To znaczy, nie było to zabawne, ale szczerze mówiąc, oni przeważnie są albo kretynami, ale nie miłymi, jak tata, lub oblechami, jak Clyde”.

Wyglądało na to, że moja siostra była trochę twardzielem.

Mogłabym się obejść bez części porwania, która demonstrowała jej twardzielowatość.

Ale mimo wszystko było fajnie.

„Jeśli kościół upadnie, tata może być zadłużony po szyję” - powiedziałam jej - „Jest współsygnatariuszem niektórych pożyczek”.

„To nie nasz problem” - stwierdziła stanowczo - „Z mamą wszystko będzie dobrze. Z tobą, mną i Birchem będzie dobrze. Z Juno będzie dobrze. Tylko to się liczy”.

„A co z naszymi pozostałymi braćmi i siostrą?”

„Okej” - wypchnęła, jakby nie chciała tego powiedzieć - „…naprawdę, ty i twoi faceci nie możecie się w to angażować. Wszystko jest poukładane i nie da się tego spieprzyć”.

„Saff” - powiedziałam ostrzegawczo.

Westchnęła i podzieliła się

„Zgarnęliśmy trochę więcej pieniędzy. I wszystkie kobiety, które zostały zmuszone przez okoliczności do poślubienia tych palantów i posiadania ich dzieci, też znikną. I zrobią to z wystarczającą ilością pieniędzy, aby dostać się tam, gdzie chcą i zaopiekować się nimi przez jakiś czas, aby mogły się ustawić. Łącznie z kobietami taty oraz naszymi braćmi i siostrą. I zanim cokolwiek powiesz…” - powiedziała szybko ostatnie - „Muszą iść jutro. Wszystko musi się wydarzyć jutro. Albo wszystko może się rozpaść. Więc nikt nie może nic powiedzieć ani zrobić, żeby to schrzanić. Łącznie z ich spotkaniem. Dowiem się, gdzie są, a później, kiedy będzie bezpiecznie, może tak się stanie. Teraz celem jest ich wydostanie, aby mogli być bezpieczni”.

„Czy Birch robił również ich dokumenty?” - zapytałam.

Skinęła głową.

Tak, dla Bircha zrobiło się gorączkowo.

A moja siostra i Jon (i zbrodniczy Birch) nie byli po prostu twardzieli, byli swego rodzaju geniuszami.

Spojrzałam na mojego starszego brata - „Więc przyszedłeś na ratunek. A ja wszystko prawie spieprzyłam”.

„Połączyłem się ze Saff i żadne z nas nie chciało, aby twoje dziecko było zaangażowane, Pep” - powiedział Birch - „Ale niczego nie spieprzyłaś. Znalazłaś mnie i odesłałaś do niej, prawda?”

To było miłe z jego strony, że próbował sprawić, żebym poczuła się lepiej.

Uderzyło mnie wtedy, że odzyskałam brata i siostrę.

A moja matka uwolni się od tego koszmaru i może podda się leczeniu, jeśli tego zechce, albo umrze bez bólu, ale ze spokojem.

Spojrzałam na Saff.

„Szkoda, że nic nie powiedziałaś”.

„Złościłam się na ciebie, że odeszłaś. Wkurzałam się na ciebie za to, że masz życie, a ja tam utknęłam. Potem zdałam sobie sprawę, że muszę być w pobliżu, aby cię chronić, ale nadal byłam na ciebie zła”.

Oczywiście.

Nic nie powiedziałam.

„I myślę, że może trochę przesadziliśmy dzisiaj z tego powodu” – przyznała.

Tym razem było trudniej, ale znowu nic nie powiedziałam.

„Ale potrzebujemy, aby wszystko wydarzyło się zgodnie z planem, Pepper” – zapewniła - „Jon i ja chcemy żyć dalej. Mama potrzebuje dobrej opieki. Te kobiety już dość przeszły, zasługują na szansę walki. Zajęło to dużo i nie było naprawdę bezpieczne, robienie tego wszystkiego. Ale dobiegamy już prawie do końca. Nie mogłam w to uwierzyć, kiedy twoje dziewczyny, a zwłaszcza twoi zaprzyjaźnieni faceci, pojawiali się koło kościoła lub na nabożeństwach. Wybraliście najgorszy moment”.

„Poprosiłaś mnie, żebym znalazła Bircha” - zauważyłam.

„Tak. Ale nie prosiłam cię, żebyś zbadała nas wszystkich” - odpowiedziała.

Prawda.

Ale i tak… ona zrobiłaby to samo.

Odpuściłam to i przeszłam do innego tematu.

„Miałaś autonomię. Miałaś wolność. Przyszłaś sama do mojego domu. Nie wiem, dlaczego nie mogłaś się ze mną tym wszystkim podzielić - zauważyłam.

Potrząsnęła głową - „Może dlatego, że to było moje? Może dlatego, że było dobre i było moje? Miałaś swoje dobro. Miałaś Juno. Wszystkich swoich przyjaciół. I to było moje”.

Mogłam to zrozumieć.

Założyłam jej włosy za ucho i pociągnęłam za ich koniec.

„Jesteś lalusiowata” - powiedziałam.

Przewróciła oczami i odpowiedziała - „Nie każdy może chodzić i wyglądać jak modelka przez cały czas, tak jak ty”.

O mój Boże!

Jak słodko!

„Masz śliczne kolana” - powiedziałam jej.

„Gdy opadnie kurz, chcę poznać Juno” - powiedziała mi.

„To jest w tysiącach procentów plan” - oświadczyłam.

„Ja też mogę ją poznać, czy twój facet będzie w moim gównie za każdym razem, gdy będę próbował się z tobą zobaczyć?” - zapytał Birch.

Za każdym razem, gdy będę próbował się z tobą zobaczyć.

Nie będę płakać, nie będę płakać, nie będę płakać.

Spojrzałam wtedy od mojego brata do Aug’a.

Auggie wzruszył jednym ramieniem.

Znowu zwróciłam się do brata - „Mam Juno z powrotem w przyszłym tygodniu. Chcesz przyjść na kolację?”

Jego głowa opadła, jakby nie mógł już jej utrzymać, a potem ramiona uniosły się z emocji.

Postanowiłam przyjąć to jako tak.

Nie będę płakać, nie będę płakać, nie będę płakać.

Spojrzałam ponownie na moją siostrę - „Jesteś niezłą twardzielką”.

„Wiem”.

„Obie mamy gorących facetów”.

„Wiem”.

Złapałam ją za ręce.

„Kocham cię” - powiedziała.

Spojrzałam jej w oczy.

„Wiem."

„Rozwiążecie nas teraz?” - spytał Ciacho Jon.

Moja siostra uśmiechnęła się do mnie.

I odwzajemniłam uśmiech.