ROZDZIAŁ
18
Kokos
Pepper
Padało.
Rozległ
się odległy grzmot.
Ładny
tupot kropelek.
Poczułam
ciepło dotykające moje plecy, a potem dłoń wędrującą po moim biodrze, brzuchu,
aż do piersi.
Otworzyłam
oczy na ciemny pokój, kuszącą obecność Auggie’go i niesamowitą wiedzę, że jego
poranny alarm (z dowolnego magicznego miejsca, z którego dobiegał, ale brzmiał
wszędzie) to odgłosy natury.
„Kochanie?”
- wymamrotał w tył moich włosów.
Lekko
się rozciągnęłam i wymamrotałam - „Nie śpię”, chociaż nie spałam, ale tylko trochę.
„Wykonujesz
całą pracę” - powiedział.
Zanim
to powiedział, wciąż byłam śpiąca.
Po
tym, jak to powiedział, mentalny obraz jego pięknego kutasa uderzył w mój mózg,
uczucie jego twardego tyłka uderzyło w moją świadomość i już nie byłam śpiąca.
Odwróciłam
się w jego ramionach.
Jak
dowiedziałam się od Auggie’go, nawet jeśli ja miałam wykonywać pracę, to on
miał kontrolę.
Dlatego
ja go nie pocałowałam.
On
pocałował mnie.
To
było delikatne i odkrywcze, obejmowało nas oboje używających rąk do wędrowania
po swoich ciałach, a kiedy zagłębiłam się w jego spodnie od piżamy, odkryłam,
że jego tyłek czuję jeszcze lepiej niż zwykle, skóra przy skórze.
Potem
pocałunek stał się mniej delikatny i odkrywczy, a bardziej domagający się.
Niedługo
potem Auggie upadł na plecy, ciągnąc mnie na siebie.
Miał
w garści mój tyłek, w drugiej pierś, kiedy przerwał pocałunek, jego
szczeciniasty policzek przeciął mój i powiedział mi do ucha - „Poranne ssanie,
Pepper. Chcę, żebyś owinęła usta wokół mojego penisa, mała”.
To
nie była sugestia.
To
był rozkaz.
I
poczułam, jak moja cipka drży, kiedy to usłyszałam.
Uniosłam
głowę, by spojrzeć w jego zacienioną twarz, czując ciepło bijące z jego
spojrzenia, ciepło jego skóry, sztywność jego penisa.
Potem
pochyliłam głowę i pocałowałam go w gardło.
Po
tym, jak to zrobiłam, nie ociągałam się.
Przesunąłam
się w dół, a on przesunął się w górę, tak że jego ramiona były przy wezgłowiu.
Rozchylił
też i zgiął nogi.
Moja
cipka pulsowała przez cały ten czas.
Skurczyła
się, gdy Aug owinął jedną dłoń wokół podstawy penisa, a drugą wsunął w moje
włosy, a ja nie tak bardzo na niego zeszłam, ile on wziął moją twarz,
popychając mnie w dół.
O
tak.
Miał
ważkość i szerokość, smakował dobrze, a ja totalnie wysiadałam z powodu, że to
mniej ja go brałam, a bardziej on mnie brał.
Aby
podzielić się moimi uczuciami, lizałam, ssałam i podskakiwałam w tempie, w
jakim prowadził mnie ręką we włosach, głaszcząc się wraz z moimi ruchami.
To
było tak, jakbym była dodatkiem do jego porannej ręcznej roboty. Mogłam
jednocześnie oglądać, czuć i bezpośrednio uczestniczyć.
To.
Było.
Wspaniałe.
Byłam
tak pochłonięta, że nie zdawałam sobie sprawy, że nasze tempo wzrosło, dopóki
Auggie nie chwycił swojego penisa u podstawy i przesunął się w łóżku, więc
zgubiłam go z ust.
Spojrzałam
na niego.
„Prezerwatywa”
– burknął.
Tak
jest.
Doczołgałam
się do stolika nocnego i powtórzyliśmy wczorajszą noc.
Ja
wyjęłam paczuszkę.
On
wziął ją, ujawnił jej zawartość, nawinął, podczas gdy ja obserwowałam w
ciemności.
A
potem powiedział - „Wspinaj się, Pepper”.
Zrobiłam
to, a on trzymał się stabilnie, abym mogła go ustawić i wziąć.
Moje
ciało wygięło się, kiedy się nim napełniłam.
Boże,
czułam go tak dobrze, a niski hałas, jaki emitował Auggie, sprawił, że było
jeszcze lepiej.
Zacisnął
palce na moich biodrach i szepnął - „Odbijaj się, mała”.
Odbiłam
się.
Rany,
jak ja się odbijałam.
Auggie
szarpał mnie i dotykał, ale w końcu ułożył biodra, żeby mógł usiąść i zacząć
ssać moje cycki.
O
Boże.
Tak.
„Słonko”
- jęknęłam.
Przesunął
usta w górę mojej klatki piersiowej pod brodę - „Pieprz mnie, Pepper.
Szybciej”.
Zrobiłam
to.
Objął
pierś, przyłożył palec i kciuk do sutka, zwijając, a drugą ręką sięgnął po
łechtaczkę.
Pojechałam
szybciej.
„O
to chodzi” - mruknął - „Kurwa tak. Chryste. Ciasna. Idziesz tam, mała”.
Miał
rację, poszłam tam.
Doszłam
dysząc i drżąc.
Potem
leżałam na plecach, prostopadle w łóżku, a Auggie pieprzył mnie, dopóki tego
nie znalazł.
Drżałam
w następstwie i badałam jego ciało rękami, odkrywając bok jego szyi i ucha nosem
i ustami, kiedy zażądał - „Usta”.
Odwróciłam
głowę, wziął, co chciał, a kiedy skończył, wyślizgnął się ze mnie i obrócił nas
na boki, splątanych w swoich ramionach.
Deszcz
wciąż padał.
„Jak
zyskać magiczny alarm, który sprawi, że cały pokój będzie brzmiał jak deszcz?” -
zapytałam.
Jego
usta uderzyły w moje, nie dla pocałunku. Wyglądało na to, że jedynym celem było
to, bym mogła poczuć, jak się uśmiechają.
Byłam
w zgodzie z tym celem.
„Mam
system inteligentnego domu Indy i Lee, który łączy się z głośnikami
zainstalowanymi w całym domu. Odtwarza muzykę. Łączy się z telewizorem w celu
uzyskania dźwięku przestrzennego. W całym domu są ukryte czujniki, więc możesz
poprosić go o zrobienie czegoś, na przykład o podanie temperatury na zewnątrz
lub zmierzenie czasu podczas gotowania. Steruje termostatem. Takie gówno”.
„Chcę
taki” - oświadczyłam.
„Dobrze,
że znam faceta” - odpowiedział.
Uśmiechnęłam
się do niego i przytuliłam się bliżej.
Ale
niestety trzeba było to zrobić.
Więc
to zrobiłam.
„Musisz
iść do pracy?” - zapytałam.
Brzmiał
tak samo rozczarowanego, jak ja, gdy zadawałam pytanie, kiedy odpowiedział -
„Tak”.
Uścisnęłam
go - „Dziękuję za widok z lotu ptaka na spektakularną ręczną robotę”.
Usłyszałam
i poczułam jego chichot - „Dziękuję za towarzyszenie mojej ręcznej robocie
fenomenalnym lodem”.
„Cała
przyjemność po mojej stronie”.
„Zauważyłem”.
„Mam
wkładkę domaciczną” – oznajmiłam, ponieważ sprawy miały się tak utrzymywać i to
też musiało zostać powiedziane.
Obniżył
głos, kiedy odpowiedział - „Minęło trochę czasu, odkąd miałem kontakt fizyczny.
Chcesz, żebym się przebadał?”
„Czy
możesz to zrobić szybko, powiedzmy dzisiaj, żebyśmy nie musieli przerywać ci
pieprzenia mnie, aby zająć się tym biznesem?”
Słyszałam,
jak humor wraca, gdy powiedział - „Może nie dzisiaj, ale przyspieszę”.
„Świetnie.
Teraz nadszedł czas, abyś wykazał się kreatywnością, bo mam Juno i pracuję w
nocy, więc w tym tygodniu będziesz musiał znaleźć sposób na spędzenie we mnie
godzin lunchu”.
To
sprawiło, że wybuchnął śmiechem.
I
tak to było.
Prawdziwy
początek mojego dnia.
W
tym czasie mnie pocałował.
A
po tym powiedział - „To nie będzie problem”.
„Świetnie.
A teraz zróbmy poranne rzeczy, żebyś mógł zabrać mnie do domu, żebym była
bliżej ciebie, kiedy przyjdziesz dziś wieczorem”.
Znowu
usłyszałam rozbawienie, ale było coś głębokiego i dźwięcznego, ciepłego i
pięknego, gdy powiedział - „Rano jest apodyktyczna”.
„Zazwyczaj
nie. Ale mam apodyktycznego kochanka i wygląda na to, że on mnie pieprzy
apodyktycznie”.
„Lubię
to. Będę musiał to robić dalej”.
„Mam
nadzieję”.
„Przestań
być słodka i wstawaj, Pepper”.
„Przestań
być gorący i wstań ze mną, Auggie”.
Najwyraźniej
moje rządzenie się działało.
Bo
tak właśnie zrobił.
*****
Był
ktoś jeszcze, na czyje przybycie czekałam w biurze.
I
jak zwykle, w poniedziałki wracała, taszcząc większy plecak, który zabierała ze
wszystkim, czego nie miała u Corbin’a. Wyszłam z domu w chwili, gdy zobaczyłam gimbus
jadący ulicą.
Wypuścił
ją pięć domów dalej, a ja byłam przy trzecim, kiedy moje dziecko wysiadło z
autobusu.
Uśmiechnęłam
się do niej szeroko.
Uśmiechnęła
się szerzej i podbiegła do mnie, a jej plecak podskakiwał.
Wtedy
Juno uderzyła we mnie i przytuliła wokół bioder.
Dobra.
Teraz
mój tydzień mógł się rozpocząć.
Skręciłam
się nad nią i przytuliłam do jej plecaka.
Kiedy
to robiłam, przyszła do mnie moja wcześniejsza medytacja.
Myśląc
o tym wszystkim, co wydarzyło się podczas naszej niedzieli i o rzeczach, którymi
podzielił się ze mną Auggie, pomyślałam o rzeczach, za którymi tęskniłam od
mojej rodziny, kiedy weszliśmy do kościoła.
A
okazywanie sobie uczuć było jedną z nich.
Byliśmy
przytulającą się, bliską sobie rodziną przed kościołem.
Ale
zimno nie wdarło się powoli, wypierając ciepło.
Nigdy
nie wróciło.
Juno
odchyliła głowę do tyłu, a ja wyprostowałam się, ale nie puściła mnie.
Tak.
Brakowało
mi tego.
I
tak się cieszyłam, że pielęgnowałam to w mojej córce, a ona to przyjęła.
„Dobrze
bawiłaś się u swojego taty?” - zapytałam.
Jej
twarz zachmurzyła się.
Cholera,
cholera.
„Wszystko
było w porządku” - nie do końca skłamała.
Pociągnęłam
ją w uchwycie, żebym mogła przesunąć się na jej bok i poprowadzić nas do domu,
ale szliśmy blisko siebie w kierunku naszego mieszkania.
Kiedy
byłyśmy o dwa domy bliżej naszego, a większość dzieci się rozproszyła, więc
nikogo nie było w pobliżu, zapytałam - „Czy wszystko w porządku?”
„Myślę,
że zerwał ze swoją dziewczyną”.
Hmmm.
„Polubiłaś
ją?” - zapytałam.
Uniosła
ramię, żadnej innej odpowiedzi.
Mm-hmmm.
W
ten sposób nauczyła się grać. Nie podchodziła zbyt blisko na wypadek, gdyby
została jej zabrana.
Głupi
Corbin.
„Jesteś
głodna?” - zmieniłam temat.
Światło
wróciło na jej twarz, spojrzała na mnie i skinęła głową.
Weszłyśmy,
poszła na górę, żeby zrzucić swoją torbę, a ja byłam w kuchni, robiąc sobie
herbatę jako pretekst, żeby być przy niej, gdyby dobierała się do lodówki lub
spiżarni na popołudniową przekąskę, kiedy usłyszałam dzwonek telefonu stacjonarnego.
Nie
byłam ich fanką, ponieważ oznaczało to, że ktoś, kto nie mógł skontaktować się
ze mną przez komórkę, musiał się ze mną skontaktować, więc łączył się z
telefonem stacjonarnym, a to mogło oznaczać pilną potrzebę lub nagły wypadek.
Obie
te rzeczy miały miejsce w moim życiu, więc kiedy przeniosłam się do słuchawki
bezprzewodowej, skupiłam się na fakcie, że czuję się bardzo retro, ponieważ
nikt ich już nie miał, zamiast tego, jakie nieszczęście może trzeba by mi
przekazać.
„Halo?”
„Pepper,
nie odbierasz swojej komórki” – powiedziała moja siostra.
„Wszystko
w porządku?” – zapytałam szybko.
„Chciałaś
czasu z mamą?” - oschle zapytała z powrotem.
„Racja”
- wyszłam z salonu, aby mieć widok na korytarz, aby być ostrzeżoną, kiedy Juno by
się pokazała - „Juno jest w domu, a ja nie miałam czasu na dysk…”
„Jutro.
Południe. Tata ma spotkanie na lunch. Przyjdź do kościoła. Spotkamy się przy
drzwiach wejściowych”.
„Och,
umm… w porządku”.
„W
porządku. Do zobaczenia”.
I
odłożyła słuchawkę.
Wpatrywałam
się w brzęczący telefon, czując się dziwnie.
Ponieważ
zajmowała się tylko biznesem.
Właściwie
to nie było nieprzyjazne. Nie była sarkastyczna, sfrustrowana ani niecierpliwa jako taka.
Chodziło
o to, że odhaczała mnie z listy rzeczy do zrobienia.
I
wróciła do mnie kolejna część mojej długiej medytacji (i, dodam, sesji
dziennikarskiej).
Ponieważ
podzieliłam się z Auggie’m, że nie odcięłam rodziny od mojego życia, bo ich
kochałam.
Ale
po spotkaniu z jego rodzicami, widząc, jaki wpływ na niego wywarli, poczułam
potrzebę ponownego rozważenia mojej decyzji, by tego nie robić.
Kochałam
ich, ale nie sądziłam, że mają dobry wpływ na Juno. Zastanawiałam się, czy była
w niej jakaś dotycząca ich presja. A jeśli (nie, to było, niestety, kiedy) stracimy mamę, to musiałam poważnie
rozważyć pozostanie z nimi w związku.
Saffron
nigdy nie była zabawową ciocią. Albo kochającą. Albo wspierającą.
Prawdę
mówiąc, w ogóle nie miały żadnego związku.
Tata
wydawał się cierpieć z powodu istnienia Juno. Nie był dla niej okrutny
(oczywiście, wtedy nigdy nie byłaby przy nim). Nie mówił jej brzydkich rzeczy
(tak samo z nie byciem wokół niego). Nie był też czuły ani „dziadkowy”.
Uśmiechał się do niej, słuchał jej i raz na jakiś czas jego twarz stawała się łagodna.
Ale przede wszystkim była to tolerancja. Subtelne, ale moja córka nie była
głupia. Pewnie to poczuła.
To
mama zapalała się (na tyle, na ile sobie na to pozwalała), gdy Juno była w
pobliżu.
Miałam
braci i siostry, których nigdy nie spotkałam.
Miałam
jeszcze jedno, czego nie chciałam, żeby poznała moja córka.
I
prawdą było, że, aby być lepszą osobą, to do mnie należało podjęcie wysiłku i
przyjęcie ciosów, które mogłyby wyniknąć z próby bycia częścią życia tych
ludzi.
Ale
co mi to by dało?
Co
to dawałoby Juno?
Nie
pielęgnowali żadnej z nas ani nie wzbogacali naszego życia.
Nie
mogłyśmy odczuć utraty czegoś, czego tak naprawdę nigdy nie miałyśmy.
Czy
mogłybyśmy?
„Mamo,
z kim rozmawiałaś przez telefon?” – spytała Juno, wywołując u mnie wstrząs i
wyrywając mnie z moich myśli.
„Twoja
ciocia Saffron” – powiedziałam jej.
Zmarszczyła
się.
Uh…
Tak.
Nie
pielęgnowali ani nie wzbogacali.
„Złap
swoją przekąskę, Laleczko” – zachęciłam, odkładając telefon z powrotem na
podstawkę.
„Ponieważ
mamy sprawę, którą musimy załatwić przed kolacją”.
Wpadła
do kuchni, kołysząc kucykiem, co przyjęłam do serca.
Mogła
się uczesać, ale nadal nie była w tym świetna.
Corbin
był. Oczywiście, musiał się uczyć po drodze, a kiedy byliśmy razem i myślałam,
że jesteśmy trwali, myślałam też, że to całkiem urocze, jak czesał jej włosy i
wkładał do nich spinki lub warkoczyki lub kiedy dorośnie, o cokolwiek by poprosiła.
Nadal
to robił.
Miała
słodkie ubrania w jego domu. Opaski Alicji. Rzeczy do włosów.
Był
głównie kutasem.
Ale
trzeba było powiedzieć, że kochał swoją córkę.
Na
tę myśl wzięłam oczyszczający oddech, a Juno wspięła się na stołek na wyspie z
hummusem i małą marchewką, pytając - „Jaka sprawa?”
Poszłam
do czajnika elektrycznego, decydując, jak się tym podzielić, by było to
swobodne, na wypadek, gdybyśmy ja i Auggie się pomylili. Potem mogłabym to
odtworzyć, bo był tylko przyjacielem, który przyjechał, a później porozmawiać o
tym, jak postępować z Auggie’m.
Ale
jeśli wyjdzie nam to dobrze, mogę dać jej trochę więcej i zobaczyć, jak to
poszło.
„Auggie
przyjdzie na kolację, więc musisz się wymyślić…”
„Co,
co, co?” - krzyknęła, zeskakując ze
swojego stołka, a następnie skacząc w powietrzu obok niego - „O mój Boże, musimy
zrobić coś wyjątkowego” - oświadczyła - „I żeby mógł ugotować to z nami!”
„Um…”
To
wszystko, co wyciągnęłam.
Zdecydowała
- „Pierogi!”
Kochała
moje gyoza.
„I
edamame, i kurczak teriyaki!” - szła dalej - „Zdzwoń do niego! Zapytaj go, czy
wraca do domu głodny i będzie musiał od razu coś zjeść, czy chce z nami
gotować”.
Byłam
praktycznie oślepiona, tak jasno promieniała moja dziewczyna.
Można
śmiało powiedzieć, że nie odczytaliśmy tego źle.
Nadal.
„Juno,
weź oddech” - ponaglałam.
Znieruchomiała
i jej twarz zamarła, ale wydawało się, że pojawił się przebłysk strachu.
Nie
zwlekałam więc z powiedzeniem - „Ważne jest, abyś zrozumiała, co to jest”.
Cisza
wyparowała i powiedziała szybko - „Lubisz go, a on lubi ciebie. On jest twoim
Magiem. Twoim Boone’m. Twoim Axlem. Ale jest twój. On jest Auggie’m. I się
spotykacie”.
Zdecydowanie
nie przeczytałam tego źle.
Zdecydowanie
musiałam też odnotować, jak bardzo Juno nie przegapiała wszystkiego, co się
wokół niej działo.
Czajnik
zagwizdał, wyłączyłam go i podeszłam do niej.
„Tak,
Słonko” - potwierdziłam - „Bardzo go lubię. I on bardzo mnie lubi. I spędziliśmy
razem trochę czasu, kiedy byłaś u swojego taty. Ale wszyscy musimy się lubić
raze…”
„Lubię
go” - zaćwierkała - „Bardzo mocno”.
„Okej.
Cieszę się. Ale powodem, dla którego chcę, żebyś wzięła oddech, jest…”
„Ponieważ
tata wykorzystuje swoje dziewczyny i rzeczy czasami nie wychodzą i nie chcesz,
żebym była smutna, jeśli by nie wyszło ci z Auggie’m”.
Nie
podobało mi się, że mi przerywała, ale była podekscytowana, więc pozwoliłam,
żeby to się ześlizgnęło.
Nie
przepadałam też za tym, jak dorosła, ponieważ zdecydowanie trzymała rękę na
pulsie.
Właściwie
zrozumiała prawie wszystko.
Aby
przekazać to ostatnie, powiedziałam - „Tak”.
„Poprosisz
go, żeby z nami ugotował?” - poprosiła.
Innymi
słowy, czy mogłabym poprosić go, żeby przyszedł wcześniej, abyśmy mieli z nim
więcej czasu.
O
tak, mogłabym.
„Czy
możesz być ostrożna i nalać mi herbaty, kiedy to będę robiła?”
„Całkowicie!”
- zawołała podniesionym głosem.
Uśmiechnęłam
się do niej.
Kochałam
to, nawet jeśli mnie to martwiło.
Nie
chodziło o to, że z Auggie’m wszystko nie szło dobrze.
Po
prostu to życie się wydarzało.
Rodzice
się zdarzali.
Mamy
chorowały na raka.
Bracia
zachowywali się jak dupki.
Byli
się wtrącali.
I
nie okłamałam Aug’a. Gdybym miała wybór, ochroniłabym ją przed tym wszystkim
(na przykład: nie powiedziałam jej jeszcze o mamie).
Ale
to nie był mój wybór.
Pobiegła
do czajnika.
Poszłam
do biura po telefon.
Aug
odebrał po trzech dzwonkach.
„Hej,
mała” - przywitał się.
„Cóż,
Juno wychodzi z siebie z radości, przyjdziesz na kolację. Ale ona chce, żebyś gotował
to z nami. Nie chce też, żebyś musiał czekać z jedzeniem, jeśli będziesz głodny
po pracy. Więc w którą stronę chcesz z tym iść?”
Nie
zdziwiłam się w najmniejszym stopniu, kiedy powiedział - „Gotować z wami”.
Tak,
to był Auggie.
Robiliśmy
to.
I
zgadzał się z tym.
„Zgodnie
z życzeniem Juno będzie to róg obfitości azjatyckich przysmaków. Pierożki.
Edamame. Kurczak Teriyaki i ryż. Pewnie ugotujemy też warzywa na parze”.
„Robisz
to wszystko od zera?”
„Cóż,
nie robię własnych wrapper wonton, ale… tak.”
Wtedy
usłyszałam jego cichy śmiech - „Brzmi nieźle. Przyniosę deser. Coś, co
szczególnie lubi?”
„Kocha
słodycze, ale nie przepada za kokosem”.
„Fajnie”
- powiedział.
„Dobrze,
po prostu daj nam znać, gdy będziesz w drodze”.
„Nie,
mam na myśli fajnie”.
„Przepraszam?”
- zapytałam, zdezorientowana, dlaczego to powtórzył.
„Wiedzieć
to o Juno. Że nie lubi kokosa. Dobrze jest to wiedzieć” - zawahał się, a potem
zapytał - „Czy to dziwne?”
Zamknęłam
oczy.
W
tym momencie milczał.
Otworzyłam
oczy i powiedziałam cicho - „To najmniej dziwna rzecz na świecie”.
„Fajnie”
- wyszeptał.
„Do
zobaczenia później”.
„Później,
mała”.
Rozłączyłyśmy
się, a ja spojrzałam przez okno.
Moje
opłaty za działania wspólnoty mieszkaniowej były poważne. Były też widoczne.
Mieliśmy wspaniały krajobraz i pięknie utrzymane wspólne przestrzenie.
Okolica
była gwarna, ruchliwa i ładna, ale jednostki były prawie jedna przy drugiej.
Nigdy tak naprawdę nie czułam ukojenia i spokoju, chyba że wracałam do domu z
pracy, a okolica spała.
Zwykle
wydawała się żywa i ruchliwa, nawet jeśli nikogo nie było na zewnątrz. Po
prostu tętniła.
Podobało
mi się to dla Juno i dla mnie.
Ale
w tym momencie wydawało się spokojne.
Jak
oaza.
Wszystko
dlatego, że Auggie zdał sobie sprawę, jak ważne jest, aby wiedzieć, że moje
dziecko nie lubi kokosa.
Życie
się wydarzało.
Rodzice
się zdarzali.
Mamy
chorowały na raka.
Bracia
zachowywali się jak dupki.
Byli
się wtrącali.
A
może będziemy miały Auggie’go.
Więc
może nadejdzie czas, kiedy we trójkę będziemy razem stawiać czoła burzom życia.
A
może chodziło po prostu o to, co Auggie wniósł do równania.
Trwałość.
Spokój.
Oazę.
Nie.
Naszą
górę.
Przeniosłam
się do kuchni, na herbatę i do córki, poważnie pogodzona z tą myślą.
Zrobiłam
to nie mając pojęcia, w ciągu zaledwie kilku godzin i dalej, w jak znaczący
sposób ta koncepcja będzie testowana.
I pięknie ☺️👍
OdpowiedzUsuńDziękować Pani 😁👍
OdpowiedzUsuńDziękuję za piękny rozdział :)
OdpowiedzUsuńCZekam z niecierpliwościa co to strasznego ma sie wydarzyc.