ROZDZIAŁ
6
Jeszcze
Pepper
To
było pięć dni po Auggie Był Kutasem.
Niedziela.
Pierwszy
z moich dwóch dni wolnych w danym tygodniu.
Juno
i ja byłyśmy tego ranka w kościele (naszym kościele). Teraz była na ulicy w
domu mojej sąsiadki Jenn, robiąc babeczki z nią i jej dwiema córkami.
Ale
Jenn dzwoniła jakiś czas temu, że prawie skończyły i moja córka miała niedługo
wrócić do domu.
Byłam
więc w swojej sypialni na poduszce na moim stanowisku medytacyjnym.
To
nie był czas dla mnie.
To
był mój codzienny, nie podlegający negocjacji, celowy czas.
Nie
chodziło o odstresowanie i zwiększenie pewności siebie (w porządku, tak było,
ale nie chodziło tylko o to).
To
była część mojej egzystencji.
Gdyby
rzeczy miały się inaczej…
Gdyby
Corbin mnie nie zdradził i nie byłabym w pojedynkę finansowo odpowiedzialna za
siebie i moją córkę (tak, nie tylko – Corbin płacił alimenty dla Juno, a ja
wykorzystywałam to wszystko dla Juno, ale możemy po prostu powiedzieć, że
myślałam, że będę w sytuacji życiowego partnerstwa z mężczyzną i rodziną… a nie
byłam).
Jednocześnie
zapewniając jej życie, w którym nie musiała się martwić, że mama musiałaby wiązać
koniec z końcem. Życie, w którym miała dobre rzeczy nie tylko dlatego, że
pomagał jej tata, ale także dlatego, że jej mama zajmowała się wszystkim (co
doprowadziło mnie do striptizu).
Gdybym
nie musiała się tym wszystkim zajmować, otworzyłabym studio medytacyjne.
I
tam ofiarowałabym innym to, co otrzymałam z praktyki. Stworzyłabym i zapewniłabym
miejsce, do którego ludzie mogliby się udawać w ciągu dnia, w którym czuliby
się lepiej po wizycie tam.
Oczywiście,
jak to zwykle bywało w marzeniach, miałam to wszystko dokładnie przemyślane.
Jak
wyglądałoby wejście, grająca muzyka, neutralne kolory, ściana z roślinami.
Przestronne,
przewiewne pojedyncze studia medytacyjne, które można by wynająć, gdzie można
by wybrać muzykę, zapachy, oświetlenie, a nawet nagrania z medytacjami z
przewodnikiem, jeśli taka byłaby twoja potrzeba.
Oferowane
medytacje grupowe skupiałyby się na różnych rzeczach: niepokoju, poczuciu
siebie, intencji, tworzeniu osobistej mantry.
I
joga, która robiłaby dobre rzeczy, jak zawsze robi, ale co więcej, budowałaby
twojego ducha, twoją świadomość własnego ciała i przywracała mu równowagę, aby
pomóc w przywróceniu równowagi w twoim życiu.
Sprzedawałabym
herbaty, które nie byłyby pretensjonalne, to byłyby po prostu dobre herbaty.
I
oferowałabym urocze ubrania we wszystkich rozmiarach, w których czułabyś się
dobrze i mogłabyś czuć się komfortowo.
I
niesamowite podpórki, poduszki i maty, świece i upominki zadumy.
I
byłabym jedną z instruktorek prowadzących zajęcia.
Niektóre
wersje mojego marzenia miały dodatkowy słoneczny pokój wypełniony zdrowymi
roślinami, wygodnymi krzesłami i stolikami. Miejsce, w którym ludzie mogliby
się spotkać. Byłby bar, w którym serwowałabym niesamowite koktajle i pyszne
herbaty oraz ciekawe napoje kawowe, a ludzie mogliby obcować ze sobą w
spokojnym miejscu. Mogliby zabrać ze sobą dziennik, książkę lub magazyn, ale
nie wolno byłoby używać laptopów ani telefonów.
Moje
najlepsze, największe, najjaśniejsze wersje marzeń miały ogródek, w którym
również oferowałabym zajęcia.
Może
ogród japoński (z wyraźnym elementem Zen).
To
było moje marzenie.
Taka
też była moja duchowość.
Ten
czas należał do mnie i należał do Boga w osobisty sposób, na jaki On sobie
zasłużył.
Nie
byłam nieświadoma, że to pozostałość mojego wychowania.
Ale
kiedy opuściłam to życie, nie odwróciłam się od duchowości. Zawsze czułam się w
tym bardzo skupiona, nawet gdy byłam młodsza.
Po
prostu nie rozumiałam, dlaczego ktoś miałby podążać za bogiem, który powstrzymywał
niektórych (kobiety), a innych podnosił (mężczyzn). Bóg, który odwracał się
plecami do niektórych swoich dzieci (gejów, niewierzących, wyznawców innych
wyznań), obiecując jednocześnie obsypać obfitością i życiem wiecznym innych,
którzy podążą za rzekomo jego linią. Bóg, którego ogień i siarka, osądzanie i
nienawiść przewyższały zachwyt nad jego dziełami, przebaczeniem, akceptacją i
miłością. Bóg, którego ludzie mogli używać do straszenia tymi pierwszymi, nie
zastanawiając się nad tymi drugimi.
Nie.
W
ogóle tego nie rozumiałam.
Odnalazłam
więc mojego Boga, praktykę i wiarę w moim domu, życiu, kościele i świecie.
I
nie miałam problemu z marzeniem o dzieleniu się tym dobrem z ludźmi.
Nie,
żeby nakłaniać ich do mojego Boga, do tego, jak ja Go widziałam, ale by dawać
ludziom miejsce, w którym mogliby znaleźć ten spokój w sobie, bez względu na
to, jaką formę przybrałby, do jakiego wyższego ducha by się zwrócili (jeśli go
mieli).
Ukojenie.
Balans.
Bezpieczeństwo.
To
właśnie bym zrobiła, dając to innym każdego dnia na życie.
Ale
teraz kończyłam medytację, wracałam do świadomości, poruszałam palcami u rąk i
nóg, otwierałam oczy i zobaczyłam kogoś stojącego w drzwiach mojej sypialni.
„A aa!” - krzyknęłam,
podnosząc się na bokach stóp, aby wstać.
„Przepraszam,
cholera, byłaś tak cicha, że nie chciałem ci przeszkadzać” - powiedział Auggie.
Opierał
się o moją framugę (jakby był tam od jakiegoś czasu, obserwując mnie!), ale
kiedy podskoczyłam, odsunął się od framugi.
„Co
ty tu…?”
Zatrzymałam
się w połowie pytania, ponieważ wyraz jego twarzy był…
Cóż…
To
było wręcz hipnotyzujące.
To
znaczy, facet był wspaniały, ale jak teraz na mnie patrzył?
Patrzyłam
na niego.
Patrzył
na mnie.
Patrzyłam
na niego dłużej.
Wpatrywał
się we mnie dłużej.
Żadne
z nas się nie ruszało ani nie odzywało.
„Mamo!”
- Juno krzyknęła gdzieś niedaleko - „Auggie jest tutaj! Powiedziałam mu, żeby wszedł
i się przywitał!”
To
wyrwało mnie z mojego transu Auggie-Patrzył-Na-Mnie-Jakbym-Kropkowała-Niebo-Gwiazdami-A-Ja-Absolutnie-Uwielbiałam-To-Spojrzenie.
A
moją pierwszą myślą było: Dlaczego moja córka
miałaby wysyłać mężczyznę do naszej bardzo osobistej przestrzeni, żeby się
przywitał, zamiast wezwać mnie, żebym przywitała się z tym mężczyzną?
„Na
wypadek, gdybyś tego nie zrozumiała, ona próbuje nas naprawić” – stwierdził
Auggie, jakby usłyszał moje niewypowiedziane pytanie.
Zrobił
to wchodząc do mojego pokoju.
Tak,
Augustus Hero wszedł do mojej sypialni.
„Naprawić
nas?” - papugowałam, niepewna, czym mam być bardziej zszokowana. Nim myślącym,
że Juno próbuje nas naprawić, czy nim będącym w moim pokoju.
„Medytowałaś?”
- zapytał.
„Tak”
- odpowiedziałam.
„To
działa?”
„Tak”.
„Nigdy
nie próbowałem” - powiedział mi.
„Powinieneś”
- powiedziałam mu.
„Nigdy
też nie widziałem czegoś takiego. Jesteś piękna nawet wtedy, gdy jesteś
całkowicie nieruchoma. Może piękniejsza”.
Um…
Po
pierwsze, całkowicie mnie obserwował.
A
po drugie, łał.
To
znaczy wiedziałam, że leciał na mnie (najwyraźniej).
Ale…
Łał.
„Nigdy
nie widziałem takiego pokoju” – ciągnął, rozglądając się dookoła - „To jest
fantastyczne. Serio. To najwspanialszy pokój, w jakim kiedykolwiek byłem”.
Moje
nogi były dziwne. Jakby wkrótce nie były w stanie mnie wesprzeć.
W
porządku.
To
było to.
Musiałam
załatwić sprawy.
„Auggie…”
Zatrzymał
się kilka kroków dalej.
I
nie podszedł bliżej, kiedy mówił - „Nie mam usprawiedliwienia dla tego gówna,
które powiedziałem ci w szkole Juno. Chciałbym o tym z tobą porozmawiać.
Chciałbym, żebyś zrozumiała, skąd to się wzięło, jako wyjaśnienie, a nie
obronę. I mam nadzieję, że dasz mi szansę to zrobić. Ale mamy ważniejsze rzeczy
do omówienia i nie wiedziałem, że medytujesz, kiedy tu przyjechałem, ale i tak
bym tu przyszedł. Bo kiedy o tym będziemy rozmawiali, nie sądzę, żeby było
dobrze, żeby Juno słyszała”.
Dobra,
nie byłam pewna, co się dzieje. Tak naprawdę nie doszłam do siebie po tym, że
patrzył na mnie wcześniej, na pewno nie po tym, jak powiedział, że jestem
piękna, że podobał mu się mój pokój, po fakcie, że był we wspomnianym pokoju i
absolutnie nie po tym, jak stwierdził, że Juno chce nas naprawić (chociaż,
dając tę pobieżną kontemplację, biorąc pod uwagę jej ostatnie zachowanie,
musiałam przyznać, że miało to sens).
Ale
nie zapomniałam, jakim był dla mnie palantem, ani tych brzydkich rzeczy, które
powiedział.
A
pamiętając o naszych wspólnych przyjaciołach, wiedziałam, że będziemy musieli
znaleźć wyjście poza to, by móc przebywać w swoim towarzystwie, nie sprawiając,
że wszyscy czuliby się niekomfortowo. Ale to było tyle, na ile byłam w stanie
to znieść.
A
przynajmniej to było tyle, ile sobie wmawiałam, że chciałam przyjąć.
Przerwał
mi, zanim mogłam mu to wyjaśnić.
I
zrobił to, mówiąc - „Znalazłem twojego brata”.
W
tej wiadomości czułam się, jakby zaświeciło na mnie w mojej sypialni ciepłe i
jasne słońce.
Byłam
tak szczęśliwa, że to usłyszałam, że przeskoczyłam dzielącą nas odległość i
złapałam go za bicepsy obiema rękami, uśmiechając się do niego i mówiąc - „O
mój Boże, naprawdę?”
„Mała…”
- powiedział cicho, a słowo wypłynęło z jego ust, wędrując po pokoju.
I
przesuwając palec lodowatego zimna po moich plecach przez to, jakim tonem zostało
powiedziane i przez nowy wyraz jego twarzy.
Poruszył
ramionami i straciłam co trzymałam, ale on zyskał, chwytając obie moje dłonie w
swoje.
Ocho.
„Czy
czułabyś się komfortowo, gdybym zamknął drzwi?” - zapytał.
„Czemu?”
- zapytałam w odpowiedzi.
„Myślę,
że powinienem zamknąć drzwi” - Jego głos był nadal bardzo łagodny - „Dobrze byś
się z tym czuła?”
Wpatrywałam
się w jego oczy, a moja głowa poruszała się w roztargnionym skinieniu głowy,
nawet jeśli nie chciałam, żeby zamknął drzwi.
Nie
dlatego, że nie chciałam być z nim sam na sam w mojej sypialni za zamkniętymi
drzwiami (choć tak było).
Ale
ponieważ intuicyjnie wiedziałam, że nie chcę słyszeć tego, co ma do
powiedzenia.
Bałam
się tego tak bardzo, że zimny dotyk rozlał się po mojej skórze.
I
tak, kiedy ścisnął moje dłonie i puścił, zadrżałam.
Podszedł
do drzwi, zamknął je i wrócił prosto do mnie, ponownie ujmując moje ręce i
trzymając je, w ciepłym i mocnym uścisku obu swoich.
„Auggie,
to mnie przeraża” - ostrzegłam.
„Przykro
mi. Próbowałem wymyślić, jak ci to powiedzieć, odkąd zacząłem dowiadywać się
rzeczy o Birchu i żadna z nich nie była dobra”.
Moje
palce zacisnęły się wokół jego i pochyliłam się lekko w jego stronę, nie tracąc
kontaktu z jego oczami.
„Twój
brat nie oderwał się od waszej rodziny i nie trzymał swojego gówna razem, by budować
dobre życie, tak jak ty” - zaczął.
„C-co
on zrobił?” - wyjąkałam.
Uścisnął
moje dłonie i powiedział - „Cóż, zaczynając od najmniej złych rzeczy…”
O
nie!
„Trzy
razy był żonaty, trzykrotnie rozwiedziony, ma pięcioro dzieci z czterema
różnymi kobietami”.
Poczułam,
jak otwierają mi się usta.
To
była najmniej zła rzecz?
To
znaczy Birch szalał za dziewczynami, ale nie myślałam o tym zbyt wiele,
ponieważ w tamtym czasie ja szalałam za chłopcem. Pomyślałam więc, co jest
dobre dla nastolatka…
„I,
cóż… kurwa” – warknął Auggie.
„Co?”
- zapytałam.
Przesunął
głowę w lewo, jakby rozciągał napięcie, zanim ją wyprostował i stwierdził - „Trochę
odsiedział”.
O
mój Boże.
„Znaczy…
w więzieniu?” - zapytałam.
Auggie
skinął głową.
Mój
uścisk na nim zacieśnił się - „Za co?”
Zawahał
się, a następnie podzielił się - „Zależy od tego, za którym razem”.
Którym…
razem?
Auggie
kontynuował - „Ale zaczęło się od oskarżenia czwartego stopnia o kradzież
mienia o dużej wartości, co, prawdopodobnie dlatego, że było to jego pierwsze
wykroczenie, dało mu tylko rok”.
Dało
mu tylko rok?
Rok
w więzieniu?
Zawahał
się (znowu).
Przygotowałam
się (bardziej).
„A
jego ostatnia odsiadka dotyczyła napaści w przemocy domowej”.
Wyrwałam
ręce z jego rąk, cofając się o krok, podnosząc jedną, by zakryć usta.
Zrobiłam
to, żeby nie krzyczeć.
Albo
wrzeszczeć.
„Ile
chcesz wiedzieć?” - zapytał Auggie, jego słowa były teraz szybkie i nie bezsensowne.
Odjęłam
rękę od ust, otuliłam swoje ciało oburącz i zaskrzeczałam - „Wszystko”.
Wciąż
szybko i nie bezsensownie odliczał.
„Zarzut
kradzieży mienia był spowodowany kradzieżą od pracodawcy. Drukarki. Komputery.
Tonery. Rzeczy wartościowe i to wiele, które mógł sprzedać, a które łatwo było zgarnąć
podczas wejścia, które zrobił w nocy, gdy biuro było zamknięte”.
Dlaczego
Birch miałby to zrobić?
„Bierze
narkotyki?” - zapytałam.
„Nie”
– odpowiedział Auggie.
„Brał?”
„Nie
było wzmianki o narkotykach i nie było oznak, że ma lub miał z tym problem w
moich poszukiwaniach”.
„Więc
po prostu kradł, żeby… kraść?”
„Nie
wiem, dlaczego to zrobił, kochanie”.
O
Boże.
„Później
wziął samochód” - ciągnął Auggie.
O
Boże!
„Mówię
„wziął”, ponieważ go zwrócił” - powiedział Auggie - „Był jego dziewczyny. Albo
jego byłej dziewczyny. Właściwie to jedna z mamuś jego dziecka”.
„O
Boże” - wyszeptałam, poruszając się powoli, aż dowiedziałam się, gdzie jest
moje łóżko, a potem usiadłam, a absurdalnie duży splot mojej grubej dzianiny,
która była złożona na końcu łóżka, zwinął się wokół moich bioder.
„Może
powinienem przestać” - zaproponował Auggie.
„Nie”
- Potrząsnęłam głową, nie chcąc tego, ale wiedząc, że muszę to mieć i chcąc,
aby to się skończyło. - „Kontynuuj”.
„Pepper…”
„Proszę,
mów dalej, Auggie”.
Studiował
mnie przez chwilę.
A
potem powiedział - „Kradzież samochodu, jak twierdził, była nieporozumieniem.
Ale ponieważ jego związek z nią pogorszył się po tym, jak dowiedziała się, że
była inną kobietą… z inną kobietą w ciąży… a on był wtedy żonaty, jest mało
prawdopodobne, że tak było. Prawdę powiedziawszy, w końcu wrócili do siebie i
spłodzili kolejne dziecko”.
„A
więc to Corbin” - powiedziałam głucho.
„Powtórz?”
Potrząsnęłam
głową w negacji, podniosłam rękę i pokręciłam nią, prosząc, żeby kontynuował.
Niestety,
tak właśnie zrobił.
„Oskarżenie
o przemoc domową nałożyła na niego jego ostatnia żona”.
Spuściłam
głowę.
Mój
starszy brat bił swoją żonę.
Mój
Boże.
Mój
wspaniały starszy brat bił swoją żonę.
„Pepper.”
- Jego zwykle łagodny głos drapał moje imię i to też sprawiło, że zadrżałam.
A
potem go poczułam.
Uniosłam
głowę i zobaczyłam, że przykucnął przede mną z rozłożonymi udami.
„Czy
powinniśmy się zatrzymać?” - zapytał.
„Czy
jest więcej?”
„Tak”
- Musiałam zrobić minę, ponieważ kontynuował - „Nie wielkie gówno. Walki
barowe. Wszedł z kimś w interesy i zrobiło się źle. Miał kilku najmujących,
którzy nie byli jego największymi fanami, głównie dlatego, że nie lubił płacić
czynszu i mógł być destrukcyjny. I to tyle”.
To
nie było tyle.
To
było dużo.
„Więc
odszedł i całkowicie się wykoleił” – zauważyłam.
Auggie
nic nie powiedział.
„To
trochę definicja wykolejenia” – zapewniłam - „Dwanaście lat, trzy małżeństwa,
pięcioro dzieci, kary więzienia, bójki w barze i spory biznesowe. To dużo nie
jest dobre do spakowania w takim czasie. To znaczy, całkowicie i całkowicie wykolejone”.
Auggie
milczał.
Zacisnęłam
mocno oczy i odchyliłam głowę do tyłu.
Potem
opadłam plecami na łóżko.
Wzięłam
sekundę.
Wzięłam
dwie.
Potem
otworzyłam oczy i pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłam, była ogromna instalacja
świetlna nad moim łóżkiem.
Kiedy
pierwszy raz ją zobaczyłam, poszłam na misję, która obejmowała wykonanie grupy
tańców na kolanach, żeby sobie na to pozwolić, bo musiałam to mieć.
Wyglądał
jak delikatny bębenek, bielony w naturalnym odcieniu, spiczasty w fakturze, ale
w miękki sposób. To otaczało słabą żarówkę, więc w ciągu dnia nie widziałaś nic
poza tym kawałkiem natury zawieszonym prawie jak ziemna chmura nad
pomieszczeniem. Ale w nocy, kiedy włączałaś światło, smukłe gałązki rzucały
cień na pokój, dzięki czemu czułaś się jak w lesie. A światło nigdy nie było
jasne, nigdy nie było inwazyjne, było miękkie i przyjemne.
Uwielbiałam
tę instalację.
Dokładnie
wtedy dała mi spokój.
Po
prostu za mało.
Mój
brat był byłym więźniem.
Bił
kobiety.
Chcąc
nie chcąc płodził liczne dzieci.
„Pepper,
wszystko w porządku?” - wołał Auggie.
Podniosłam
się na łokciach i spojrzałam na niego.
Wyglądał
na czujnego i zaniepokojonego.
Wyglądał
też nie na miejscu.
To
była niedziela.
Nie
miał na sobie swojego zwykłego stroju komandosa, złożonego z cargo, butów
użytkowych i obcisłej koszulki.
Miał
na sobie dżinsy, rdzawo dżinsowego Henleya z długimi rękawami, który były
obszerny w środkowej części, dopasowany na ramionach i bicepsach (innymi słowy,
idealnie dopasowany), a na nogach miał skórzane buty Nike Killshot w wojskowej
szarości.
Mój
pokój był snem i on był snem i było coś spektakularnego w tym, że był całym…
sobą w zwariowanych Nike Killshot i Henleyu, pozornie tylko mężczyzną akcji,
nawet w zwykłych ubraniach, stojącym w moim miejscu spokoju.
Ta
dychotomia była perfekcją.
To
była równowaga.
On
był energią piorunów. Ogień.
(Góra?)
Ja
byłam energią wody. Jezioro. Ziemia.
Kolejny
palec przesunął się po moim kręgosłupie, ale ten w najmniejszym stopniu nie był
lodowaty.
„Pepper”
- powtórzył - „Wszystko w porządku?”
„Myślałam,
że Boone się tym zajmuje” - powiedziałam.
„Poprosiłem
Boone’a, aby powiedział ci, że przyjrzy się temu w tym sensie, że my szukaliśmy
w tym sensie, że w rzeczywistości zaglądałem do tego ja. Zrobiłem to, bo
zacząłem szukać twojego brata dzień po tym, jak zachowywałem się wobec ciebie
jak osioł i nie sądziłem, że będziesz okej z tym, bym zajął się tym dla ciebie”.
To
przypomniało mi, że nie powinnam z tym być okej, ponieważ zrobił o wiele więcej
niż tylko zachowywał się jak osioł.
Był
totalnym kutasem.
Odepchnęłam
się od łóżka, prawdopodobnie bardzo niewdzięcznie, biorąc pod uwagę, że stał
blisko niego, a ja musiałam go unikać.
Ale
unikałam go.
Umieściłam
też przestrzeń między nami.
Spojrzał
na moje stopy w nowej pozycji odległej od niego, a potem na moją twarz.
I
przygotowałam się, by podziękować mu za pomoc i zapytać, ile jestem mu winna za
jego czas.
Jednak
przemówił, zanim zdążyłam zacząć.
„A
teraz musimy porozmawiać…”
O
nie, nie musieliśmy.
Nie
zamierzaliśmy rozmawiać o tym, co powiedział poza szkołą Juno i dlaczego to
powiedział.
Nie
zamierzaliśmy rozmawiać o nas.
Bo
nas nie było i nigdy nie będzie nas.
I
musiał w końcu to zrozumieć.
„…o
sytuacji z twoją siostrą” - zakończył.
Zamknęłam
usta i zamrugałam.
Według
moich obliczeń, miałam obecnie trzy sytuacje: jedną starą (Auggie i ja nie
jesteśmy razem, kiedy oboje chcieliśmy być), jedną niedawną (mama ma raka),
jedną nową (mój brat jest definicją dupka).
Moja
siostra, o ile wiedziałam, nie była sytuacją.
Ponownie
otworzyłam usta, by zapytać - „Jaka jest sytuacja z moją siostrą?”
„Fakt,
że wychodzi za pastora tego kościoła, do którego należą” – powiedział Auggie.
Stałam
nieruchomo, wpatrując się w niego, wiedziałam, z przerażeniem.
Wiedziałam
o tym, bo czułam ten horror.
W
rzeczywistości czułam to tak mocno, że myślałam, że mogę zwymiotować.
„Co?”
- wyszeptałam.
„Nie
wiedziałaś” – odszepnął.
„Co?” - wrzasnęłam.
Wystrzelił
w moją stronę, chwycił mnie za szyję pod ucho, palcami owiniętymi wokół karku
we włosach, drugą ręką na mojej talii, twarzą w twarz i powiedział pilnie -
„Uspokój się, kotku. Juno jest na dole”.
Mój
głos był nie mniej przerażony, nawet jeśli był o wiele mniej głośny, kiedy
zapytałam - „Moja siostra wychodzi za wielebnego Clyde’a?”
„Zgodnie
z prawem nie. Nieoficjalnie, żeby nie był ścigany za bigamię, tak. Dodaje ją do
swojej rodziny, w której ma już pięć innych żon”.
Mój
żołądek opadł - „Do diabła ciężkiego”.
„Tak”.
„On
ma jakieś sto lat”.
„Nie
do końca. Ale jest od niej znacznie starszy. Ma siedemdziesiąt pięć lat”.
„Święci
Pańscy”.
„Tak”.
„Kiedy
zaczęli to robić? Ta sprawa z wieloma żonami?”
Pokręcił
głową - „Nie robili tego, kiedy byłaś młodsza?”
Potrząsnęłam
głową.
O
stary.
Jego
wyraz twarzy znów się zmienił.
„Co?”
- zapytałam.
Zagryzł
dolną wargę. Widziałam krawędzie jego białych zębów. Były spektakularne.
Nie
miałam czasu na spektakularne zęby Auggie’go ani na to, jak bajecznie wyglądały wciskając się w jego idealną
dolną wargę, ani na to, o ile
bardziej bajecznie wyglądałyby wciśnięte we mnie.
Musiałam
wiedzieć, dlaczego przygryzał tę wargę.
Zwinęłam
palce w jego Henleya, użyłam ich, by cofnąć się i pchnąć do przodu na jego
klatce piersiowej, aby to wykrztusił, a na wypadek, gdyby to nie wystarczyło,
dodałam w mgnieniu oka - „Augustusie! Co?”
„Twój
ojciec ma cztery żony”.
„O
mój pieprzony Boże!” - wykrzyczałam
ostatnie bluźnierstwo.
„Kotku,
cicho” – rozkazał cicho, ściskając
mnie obiema rękami.
„Cztery
żony oprócz mojej mamy, czy łącznie
cztery żony?” - zapytałam, aby zrozumieć pełne szaleństwo tego, czego się dowiadywałam.
„Razem”.
„Kiedy
to się stało?” - kontynuowałam.
„Nie
wiem” – odpowiedział.
„To
szaleństwo” – oświadczyłam.
„Tak”
– zgodził się.
„Więc
mój brat jest przestępcą i bijącym żony. Moja siostra wychodzi za najbardziej
przerażającego władcę oblechów w historii, a, nawiasem mówiąc, wielebny Clyde
był takim, zanim dowiedziałam się, że ma wiele żon. Mężczyzna, który akurat
jest o czterdzieści dziewięć lat starszy od niej i zna ją odkąd była małą
dziewczynką, co, jak sądzę, oboje możemy się zgodzić, znacznie podnosi jego
czynnik obleśności. A mój ojciec ma trzy żony, o których nie wiedziałam, co
jest dla niego dobre, biorąc pod uwagę, że ma zapasowe, gdy jego pierwsza umrze
na raka”.
„Mała”
– powiedział łagodnie.
„To
jest oficjalne. Moja ostatnia medytacja teraz wyparowała”.
I
z tym ogłoszeniem upadłam do przodu i wbiłam twarz w jego klatkę piersiową.
Natychmiast
Auggie objął mnie ramionami, jedną na moich ramionach, drugą na plecach.
Był
ciepły i pachniał jak słońce z nutą jakiegoś środka do zmiękczania tkanin (lub
czegoś takiego), jego klatka piersiowa była szeroka, mięśnie twarde i solidne,
ramiona napięte.
I
natychmiast wyobraziłem sobie, jak stabilnie i pewnie stąpałabym po wyspie
stojącej za tą solidną konstrukcją, która zapewniałaby mi schronienie, gdyby
wiał wiatr, spadły deszcze, a morza wirowały wokół mnie.
Cholera,
cholera, cholera.
Próbowałam
się odsunąć, ale uścisk Auggie’go zacieśnił się.
„Nie
rób tego” – powiedział i był to jęk graniczny, jakby moje odsunięcie się
fizycznie by go zraniło.
Nie
chciałam go skrzywdzić.
I
w tej sekundzie zdałam sobie sprawę, że nigdy
nie chciałam tego zrobić.
Ale
mój umysł chciał mnie chronić. Chciał, żebym się odsunęła.
Moje
serce miało swój własny umysł i przestałam się ruszać.
Jednak
moja głowa na szczęście nadal kontrolowała moje usta.
„Nie
zachowywałeś się jak osioł, Auggie, zdziesiątkowałeś mnie. Corbin i ja mogliśmy
się w to wciągnąć, a on mógł zejść nisko, ale nigdy nie zostałam
zdziesiątkowana przez coś, co powiedział, tak jak wtedy, gdy ty mi to
powiedziałeś. To nie jest w porządku. Nie ma na to usprawiedliwienia. I nie ma
mowy, żebym kiedykolwiek związała się z mężczyzną, który mówiłby do mnie w ten
sposób”.
„Rozumiem,
że Corbin jest twoim byłym?” - zapytał.
„Tak”
– potwierdziłam.
„Urodziłaś
jego dziecko, gówno poszło źle, wy dwoje poszliście swoimi drogami bez
wątpienia z niedotrzymanymi obietnicami i dramatami, a on nigdy nie skrzywdził
cię tak, jak ja?”
Zacisnęłam
usta, bo dopiero zaczęłam mówić, a mimo to był najwyższy czas przestać.
„Spędziłem
całe swoje życie…” - zaczął Auggie - „…całe moje życie, Pepper, odkąd pamiętam,
patrząc, jak mój tata pieprzy z mamą, a potem obserwowałem, jak mama każe mu za
to zapłacić. Oszukiwał, albo tracił pracę, albo zapominał o jej urodzinach.
Krzyczeli na siebie. I w końcu go zostawiała. Przyczołgiwał się do niej,
błagając, by wróciła, obiecując, że nigdy więcej tego nie zrobi. Sprawiała, że
się skręcał. Gorąca. Zimna. Tam, a potem duch. Dla niego i dla mnie”.
Cóż,
do diabła.
To
brzmiało znajomo.
Ciągnął
dalej.
„Brała
sobie chłopaków, których wcierała mu w twarz. Rzucała ich i zabierała tatę z
powrotem. Wprowadzaliśmy się i znów byliśmy rodziną. Pstrykała palcami, a on
tańczył, całkowicie według jej kaprysu, dopóki nie przestał. Wtedy robił coś
głupiego i wszystko zaczynało się od nowa”.
O
rany, właśnie wtedy, gdy myślałaś, że twoje życie rzuciło ci kilka podkręconych
piłek, że twoja sytuacja jest naprawdę zepsuta, słyszysz kogoś innego i zdajesz
sobie sprawę, że masz błogosławieństwa do policzenia.
I
oczywiście miałam problemy z rzeczami takimi, jakie miałam w domu, zanim się
wydostałam, ale słysząc, jak on dorastał, zdałam sobie sprawę, że mam
błogosławieństwa do policzenia.
„Auggie”
– powiedziałam cicho.
„I
muszę się upewnić, że rozumiesz, że kiedy powiedziałem „całe moje życie”,
znaczy to, że odkąd cię poznałem, ona go zostawiła dwa razy i dwa razy zabrała
go z powrotem. To nadal trwa”.
Znaliśmy
się od jakiegoś czasu.
Ale
nie znaliśmy się aż tak długo.
„O
mój Boże, to najgorsze” – wyszeptałam.
„Jest.
I muszę ci powiedzieć, wiem, że twój były cię zdradził, a sposób, w jaki to
zrobił, był ekstremalny”.
Powinnam
była wiedzieć, jakie są konsekwencje dzielenia się wieloma rzeczami z przyjaciółmi.
Ale
jednak.
Cholera.
„A
teraz ty już to o mnie wiesz” - kontynuował.
Mogłam
powiedzieć, że szykował się do czegoś.
Mogłam
też powiedzieć, że nie spodoba mi się to coś, ponieważ mogę absolutnie to
pokochać.
Dlatego
otworzyłam usta, żeby go powstrzymać, zanim zdążył zacząć.
Ale
był na fali i nie mogłam się wtrącić.
„Mając
mnóstwo Cioć Tych i Wujków Tamtych w moim życiu, bo mój tata wychodził uciekając
od jej gier, albo moja mama występowała, by odpłacić mu za zranienie jej, nigdy
nie zrobiłbym tego, co zrobił twój były tobie. Ani tobie. Ani żadnej kobiecie”.
O
rany.
Mm-hmmm.
Kochałam
to.
„I…”
- kontynuował - „…gdy te ciotki i wujkowie zanikali w moim życiu, wiem, jak
ważne jest, aby nie zmuszać dziecka do przeżywania związków rodziców. To
dezorientujące. Tymczasowość nie jest pojęciem do przyjęcia w zakresie
emocjonalnym dziecka. Ciągłe poznawanie nowych osobowości, niektórych dobrych,
innych złych, i tego, jak z nimi żyć, nie jest zabawne. Nie tylko radzenie
sobie ze złem, które po prostu jest do bani. Ale gorsze jest dobro. Ludzie w
twoim życiu, którzy znaczą dla ciebie coś, co w końcu zniknie. Więc wchodzę na
poziom, nawet ty nie wiesz jaki, próbując ochronić Juno”.
Tak.
To
też mi się podobało.
„I
zawsze będę, Pepper, zawsze ostrożnie
obchodził się z twoją dziewczynką” – kontynuował.
Cholera,
cholera, cholera.
Wiedziałam,
że to prawda.
Bo
był zły, kiedy był w szkole.
Wściekły
na mnie.
Ale
przytulił Juno i pozwolił jej się na nim oprzeć i ani razu nie dał jej
wskazówki, że nie zgadza się z byciem przy niej i byciem ze mną.
Mówił
dalej.
„Ale
mała, musisz zrozumieć, że nie jestem twoim byłym. A ja muszę zrozumieć, że ty nie
jesteś moją mamą ani innymi kobietami, które mnie oszukiwały”.
Inne
kobiety, które go oszukiwały?
O
rany!
Mówił
dalej.
„A
ty dawałaś mi wibracje mojej mamy, kochanie. Rozumiem dlaczego. Ale pozwoliłem,
żeby to dostało się pod moją skórę. Wiem, że nie jesteś nią i wiem, że wzloty i
upadki, których doświadczasz, dotyczą twojej sytuacji i Juno. Ja nie jestem
twoim byłym, ty nie jesteś moją mamą. I przepraszam. Naprawdę przepraszam.
Gdybym mógł cofnąć ten czas, gdy byliśmy przy moim samochodzie i odtworzyć go
ponownie, poprosiłbym cię, abyś się wycofała i byśmy porozmawiali, gdy nie byłbym
wkurzony i spróbowałbym się uspokoić. Ale nie mogę cofnąć. Nic nie wymaże mi takiego
ataku. A moim celem jest pomóc ci dowiedzieć się, że tak bardzo miesza mi w
głowie, że to zrobiłem, bo nigdy w życiu nie zrobiłem czegoś takiego komuś, kto
na to nie zasłużył. Oznacza to, że nie jest to dla mnie normalne”.
Tak bardzo miesza mi w głowie…
Tak
bardzo, że, żeby odpokutować, spędził wiele dni, dowiadując się wielu rzeczy o
moim bracie.
Tak
bardzo, że spędził wiele dni, poznając tragiczne wieści o reszcie mojej
rodziny, ale, nawet tragiczne, ważne było, żebym o nich wiedziała. Zwłaszcza
teraz, kiedy mama jest tak chora.
A
potem było…
Nie jest to dla mnie normalne.
O
stary.
O
kurczę.
O chłopie.
Tak,
kochałam to wszystko.
„Na
koniec chcę, żebyś się nie pomyliła” - kontynuował - „Podoba mi się wszystko,
co o tobie wiem. Chcę wiedzieć więcej. Naprawdę lubię twoje dziecko. Jest
niesamowita. Więc musisz wiedzieć, że nie jestem w tym na szybkie pieprzenie
lub krótkoterminową sytuację, w której mam z kim spędzać czas. Myślę o tobie
poważnie. O sprawdzenie, czy możemy być razem. I rozumiem, że przyszedłeś do
mnie już jako my z Juno. A ja stoję tutaj z tobą w ramionach, obiecując ci, że
jeśli to nie zadziała, nie wyłożę cię i nie będę tylko Wujkiem Tamtym dla Juno.
Mówiłem ci, że będę się z nią obchodził ostrożnie. Teraz mówię ci, że ty też to
dostaniesz ode mnie”.
Nagle
odkryłam, że nie jest łatwo oddychać.
„I
to wszystko, co mam” – zakończył.
Ulżyło
mi, bo wszystko, co miał, było dobre i nie byłam pewna, czy wytrzymam.
Wiedziałam
już wiele innych rzeczy o Auggie’m, które były dobre.
To
się piętrzyło.
I
nie byłam pewna, czy zdołam z tym walczyć.
Ale
to nie było wszystko, co miał, bo szedł dalej.
„Juno
szła do domu, kiedy się podjechałem i podbiegła do mnie. Poprosiła o to, a ja
obiecałem, że pomogę w programie na Święto Dziękczynienia. Niezależnie od tego,
czy będziesz pomagała, czy nie, wchodzę w to. Ale dla ciebie na razie po prostu
dałem ci wiele rzeczy, które będą ci pieprzyć w głowie o twojej rodzinie i
więcej do myślenia o nas. A nawet jeśli nie chcę, czuję, że najlepiej dla
ciebie, jeśli cię z tym zostawię”.
Ale
nie wyszedł.
Dał
mi właśnie to doskonałe dotknięcie z większą ilością dobroci.
„Ale
nie jestem twoją ostoją, gdy czasy stają się trudne… jeszcze… a teraz muszę ci
pozwolić być, abyś mogła dotrzeć do tej osoby lub…” - ponownie rozejrzał się po
pokoju, zanim zakończył - „…miejsca, gdzie potrzebujesz być”.
W
końcu się zamknął.
Nie
zaczęłam mówić.
Jeszcze.
„Czy
będzie dobrze, żebym odszedł?” - zapytał.
Nie
poruszyłam się.
Ciągle
słyszałam w głowie, jak mówił „Jeszcze”.
Uścisnął
mnie – „O twoich rodzicach, twoim bracie. To cię zdenerwowało, kochanie.
Wyczuwam, że potrzebujesz przestrzeni, ale nie mogę iść, chyba że wiem, że
będzie dobrze, żebym odszedł”.
Zaczęłam
kręcić głową (ponieważ nie było mi dobrze, żeby odszedł z więcej niż jednego
powodu).
Ale
zmusiłam się do przytaknięcia.
Pochylił
się i przycisnął usta do mojego czoła.
O
Boże.
Potem
puścił mnie, mrucząc - „Pierwsze spotkanie w szkole dotyczące koncertu w Święto
Dziękczynienia jest w środę wieczorem. Jeśli przyjdziesz, może uda nam się
później coś przegryźć”.
Nie
powiedziałam ani słowa.
Jeszcze.
Zatrzymał
się przy drzwiach i odwrócił do mnie.
I
zadał swój ostateczny jedwabisty cios.
„Ona
jest gotowa, byś znalazła dla siebie trochę szczęścia, Pepper. Nawet jeśli to
nie ja, nie robisz jej żadnej przysługi, pokazując jej, że uważasz, że nie
jesteś wystarczająco ważna, by mieć to dla siebie”.
I
mówiąc to, otworzył drzwi i prawie przez nie przeszedł, zanim zawołałam -
„Auggie!”
Znowu
się odwrócił.
„Dziękuję”.
Kiepskie.
Ale
w tamtym momencie to było wszystko, co miałam.
I
oczywiście jego odpowiedź była gładka, czuła - „Dla ciebie zawsze, mała”.
Z
tymi słowami i kiwnięciem broda zniknął w korytarzu.
Patrzyłam
za nim.
Nie jestem twoją ostoją w trudnych
czasach…
Jeszcze.
Więc…
Moja
mama była bardzo chora.
Odkąd
się tego dowiedziałam, nie zostałam zaproszona do spędzania z nią czasu i teraz
zastanawiałam się, czy to dlatego, że miałam trzy macochy, o których nie
wiedziałam.
Moja
siostra wychodziła za mężczyznę starszego od naszego ojca i była szósta w tej
kolejności.
Mój
brat spędził lata wyzwolenia od tego całego szaleństwa, na tworzeniu bałaganu w
swoim życiu, a także w życiu wielu innych ludzi.
I
rzeczywiście wyglądało na to, że moja córka próbowała zdobyć kolejną szybką
piłkę, rzucając mnie na drogę Auggie’go przy każdej okazji, w tym wymyślając
kilka. To nie tylko wymagało więcej dyskusji z nią, ale także kontemplację,
dlaczego to zrobiła.
Wszystko
to się działo i jedyne o czym mogłam myśleć to Jeszcze.
Nigdy…
w moim życiu… nie miałam ostoi.
Nigdy…
w moim życiu… nikt nie chronił mnie przed jakąkolwiek burzą (przynajmniej nie
był to ktoś, kto nie odwaliłby tak dobrej roboty, że tworzył własną burzę,
którą musiałam znosić).
Teraz
musiałam o tym pomyśleć.
Musiałam
przestać manipulować Auggie’m (chociaż nie chciałam mu tego robić) i naprawdę o
tym pomyśleć.
Dla
mnie.
Dla
Juno.
I
zdecydowanie…
Dla
Auggie’go.
Ciężkie 😐 bigamii nigdy nie pojmę a już na pewno nie w takim wydaniu 🥴 powalone to wszystko 😐 dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńAle cudownie że Augi wyjaśnił wszystko :) Teraz czekać jaka podejmie decyzję. Mam nadzieję że zmądrzeje i da mu szansę.
OdpowiedzUsuńCZekam na kolejny rozdział.
Ciekawy wątek poruszony w tej części - bigamii.
OdpowiedzUsuńSytuacja wyjaśniona, teraz czas na działania :D