czwartek, 16 grudnia 2021

6 - Jeszcze

 

ROZDZIAŁ 6

 

Jeszcze

 

 

 

Pepper

 

To było pięć dni po Auggie Był Kutasem.

Niedziela.

Pierwszy z moich dwóch dni wolnych w danym tygodniu.

Juno i ja byłyśmy tego ranka w kościele (naszym kościele). Teraz była na ulicy w domu mojej sąsiadki Jenn, robiąc babeczki z nią i jej dwiema córkami.

Ale Jenn dzwoniła jakiś czas temu, że prawie skończyły i moja córka miała niedługo wrócić do domu.

Byłam więc w swojej sypialni na poduszce na moim stanowisku medytacyjnym.

To nie był czas dla mnie.

To był mój codzienny, nie podlegający negocjacji, celowy czas.

Nie chodziło o odstresowanie i zwiększenie pewności siebie (w porządku, tak było, ale nie chodziło tylko o to).

To była część mojej egzystencji.

Gdyby rzeczy miały się inaczej…

Gdyby Corbin mnie nie zdradził i nie byłabym w pojedynkę finansowo odpowiedzialna za siebie i moją córkę (tak, nie tylko – Corbin płacił alimenty dla Juno, a ja wykorzystywałam to wszystko dla Juno, ale możemy po prostu powiedzieć, że myślałam, że będę w sytuacji życiowego partnerstwa z mężczyzną i rodziną… a nie byłam).

Jednocześnie zapewniając jej życie, w którym nie musiała się martwić, że mama musiałaby wiązać koniec z końcem. Życie, w którym miała dobre rzeczy nie tylko dlatego, że pomagał jej tata, ale także dlatego, że jej mama zajmowała się wszystkim (co doprowadziło mnie do striptizu).

Gdybym nie musiała się tym wszystkim zajmować, otworzyłabym studio medytacyjne.

I tam ofiarowałabym innym to, co otrzymałam z praktyki. Stworzyłabym i zapewniłabym miejsce, do którego ludzie mogliby się udawać w ciągu dnia, w którym czuliby się lepiej po wizycie tam.

Oczywiście, jak to zwykle bywało w marzeniach, miałam to wszystko dokładnie przemyślane.

Jak wyglądałoby wejście, grająca muzyka, neutralne kolory, ściana z roślinami.

Przestronne, przewiewne pojedyncze studia medytacyjne, które można by wynająć, gdzie można by wybrać muzykę, zapachy, oświetlenie, a nawet nagrania z medytacjami z przewodnikiem, jeśli taka byłaby twoja potrzeba.

Oferowane medytacje grupowe skupiałyby się na różnych rzeczach: niepokoju, poczuciu siebie, intencji, tworzeniu osobistej mantry.

I joga, która robiłaby dobre rzeczy, jak zawsze robi, ale co więcej, budowałaby twojego ducha, twoją świadomość własnego ciała i przywracała mu równowagę, aby pomóc w przywróceniu równowagi w twoim życiu.

Sprzedawałabym herbaty, które nie byłyby pretensjonalne, to byłyby po prostu dobre herbaty.

I oferowałabym urocze ubrania we wszystkich rozmiarach, w których czułabyś się dobrze i mogłabyś czuć się komfortowo.

I niesamowite podpórki, poduszki i maty, świece i upominki zadumy.

I byłabym jedną z instruktorek prowadzących zajęcia.

Niektóre wersje mojego marzenia miały dodatkowy słoneczny pokój wypełniony zdrowymi roślinami, wygodnymi krzesłami i stolikami. Miejsce, w którym ludzie mogliby się spotkać. Byłby bar, w którym serwowałabym niesamowite koktajle i pyszne herbaty oraz ciekawe napoje kawowe, a ludzie mogliby obcować ze sobą w spokojnym miejscu. Mogliby zabrać ze sobą dziennik, książkę lub magazyn, ale nie wolno byłoby używać laptopów ani telefonów.

Moje najlepsze, największe, najjaśniejsze wersje marzeń miały ogródek, w którym również oferowałabym zajęcia.

Może ogród japoński (z wyraźnym elementem Zen).

To było moje marzenie.

Taka też była moja duchowość.

Ten czas należał do mnie i należał do Boga w osobisty sposób, na jaki On sobie zasłużył.

Nie byłam nieświadoma, że to pozostałość mojego wychowania.

Ale kiedy opuściłam to życie, nie odwróciłam się od duchowości. Zawsze czułam się w tym bardzo skupiona, nawet gdy byłam młodsza.

Po prostu nie rozumiałam, dlaczego ktoś miałby podążać za bogiem, który powstrzymywał niektórych (kobiety), a innych podnosił (mężczyzn). Bóg, który odwracał się plecami do niektórych swoich dzieci (gejów, niewierzących, wyznawców innych wyznań), obiecując jednocześnie obsypać obfitością i życiem wiecznym innych, którzy podążą za rzekomo jego linią. Bóg, którego ogień i siarka, osądzanie i nienawiść przewyższały zachwyt nad jego dziełami, przebaczeniem, akceptacją i miłością. Bóg, którego ludzie mogli używać do straszenia tymi pierwszymi, nie zastanawiając się nad tymi drugimi.

Nie.

W ogóle tego nie rozumiałam.

Odnalazłam więc mojego Boga, praktykę i wiarę w moim domu, życiu, kościele i świecie.

I nie miałam problemu z marzeniem o dzieleniu się tym dobrem z ludźmi.

Nie, żeby nakłaniać ich do mojego Boga, do tego, jak ja Go widziałam, ale by dawać ludziom miejsce, w którym mogliby znaleźć ten spokój w sobie, bez względu na to, jaką formę przybrałby, do jakiego wyższego ducha by się zwrócili (jeśli go mieli).

Ukojenie.

Balans.

Bezpieczeństwo.

To właśnie bym zrobiła, dając to innym każdego dnia na życie.

Ale teraz kończyłam medytację, wracałam do świadomości, poruszałam palcami u rąk i nóg, otwierałam oczy i zobaczyłam kogoś stojącego w drzwiach mojej sypialni.

„A aa!” - krzyknęłam, podnosząc się na bokach stóp, aby wstać.

„Przepraszam, cholera, byłaś tak cicha, że nie chciałem ci przeszkadzać” - powiedział Auggie.

Opierał się o moją framugę (jakby był tam od jakiegoś czasu, obserwując mnie!), ale kiedy podskoczyłam, odsunął się od framugi.

„Co ty tu…?”

Zatrzymałam się w połowie pytania, ponieważ wyraz jego twarzy był…

Cóż…

To było wręcz hipnotyzujące.

To znaczy, facet był wspaniały, ale jak teraz na mnie patrzył?

Patrzyłam na niego.

Patrzył na mnie.

Patrzyłam na niego dłużej.

Wpatrywał się we mnie dłużej.

Żadne z nas się nie ruszało ani nie odzywało.

„Mamo!” - Juno krzyknęła gdzieś niedaleko - „Auggie jest tutaj! Powiedziałam mu, żeby wszedł i się przywitał!”

To wyrwało mnie z mojego transu Auggie-Patrzył-Na-Mnie-Jakbym-Kropkowała-Niebo-Gwiazdami-A-Ja-Absolutnie-Uwielbiałam-To-Spojrzenie.

A moją pierwszą myślą było: Dlaczego moja córka miałaby wysyłać mężczyznę do naszej bardzo osobistej przestrzeni, żeby się przywitał, zamiast wezwać mnie, żebym przywitała się z tym mężczyzną?

„Na wypadek, gdybyś tego nie zrozumiała, ona próbuje nas naprawić” – stwierdził Auggie, jakby usłyszał moje niewypowiedziane pytanie.

Zrobił to wchodząc do mojego pokoju.

Tak, Augustus Hero wszedł do mojej sypialni.

„Naprawić nas?” - papugowałam, niepewna, czym mam być bardziej zszokowana. Nim myślącym, że Juno próbuje nas naprawić, czy nim będącym w moim pokoju.

„Medytowałaś?” - zapytał.

„Tak” - odpowiedziałam.

„To działa?”

„Tak”.

„Nigdy nie próbowałem” - powiedział mi.

„Powinieneś” - powiedziałam mu.

„Nigdy też nie widziałem czegoś takiego. Jesteś piękna nawet wtedy, gdy jesteś całkowicie nieruchoma. Może piękniejsza”.

Um…

Po pierwsze, całkowicie mnie obserwował.

A po drugie, łał.

To znaczy wiedziałam, że leciał na mnie (najwyraźniej).

Ale…

Łał.

„Nigdy nie widziałem takiego pokoju” – ciągnął, rozglądając się dookoła - „To jest fantastyczne. Serio. To najwspanialszy pokój, w jakim kiedykolwiek byłem”.

Moje nogi były dziwne. Jakby wkrótce nie były w stanie mnie wesprzeć.

W porządku.

To było to.

Musiałam załatwić sprawy.

„Auggie…”

Zatrzymał się kilka kroków dalej.

I nie podszedł bliżej, kiedy mówił - „Nie mam usprawiedliwienia dla tego gówna, które powiedziałem ci w szkole Juno. Chciałbym o tym z tobą porozmawiać. Chciałbym, żebyś zrozumiała, skąd to się wzięło, jako wyjaśnienie, a nie obronę. I mam nadzieję, że dasz mi szansę to zrobić. Ale mamy ważniejsze rzeczy do omówienia i nie wiedziałem, że medytujesz, kiedy tu przyjechałem, ale i tak bym tu przyszedł. Bo kiedy o tym będziemy rozmawiali, nie sądzę, żeby było dobrze, żeby Juno słyszała”.

Dobra, nie byłam pewna, co się dzieje. Tak naprawdę nie doszłam do siebie po tym, że patrzył na mnie wcześniej, na pewno nie po tym, jak powiedział, że jestem piękna, że podobał mu się mój pokój, po fakcie, że był we wspomnianym pokoju i absolutnie nie po tym, jak stwierdził, że Juno chce nas naprawić (chociaż, dając tę pobieżną kontemplację, biorąc pod uwagę jej ostatnie zachowanie, musiałam przyznać, że miało to sens).

Ale nie zapomniałam, jakim był dla mnie palantem, ani tych brzydkich rzeczy, które powiedział.

A pamiętając o naszych wspólnych przyjaciołach, wiedziałam, że będziemy musieli znaleźć wyjście poza to, by móc przebywać w swoim towarzystwie, nie sprawiając, że wszyscy czuliby się niekomfortowo. Ale to było tyle, na ile byłam w stanie to znieść.

A przynajmniej to było tyle, ile sobie wmawiałam, że chciałam przyjąć.

Przerwał mi, zanim mogłam mu to wyjaśnić.

I zrobił to, mówiąc - „Znalazłem twojego brata”.

W tej wiadomości czułam się, jakby zaświeciło na mnie w mojej sypialni ciepłe i jasne słońce.

Byłam tak szczęśliwa, że to usłyszałam, że przeskoczyłam dzielącą nas odległość i złapałam go za bicepsy obiema rękami, uśmiechając się do niego i mówiąc - „O mój Boże, naprawdę?”

„Mała…” - powiedział cicho, a słowo wypłynęło z jego ust, wędrując po pokoju.

I przesuwając palec lodowatego zimna po moich plecach przez to, jakim tonem zostało powiedziane i przez nowy wyraz jego twarzy.

Poruszył ramionami i straciłam co trzymałam, ale on zyskał, chwytając obie moje dłonie w swoje.

Ocho.

„Czy czułabyś się komfortowo, gdybym zamknął drzwi?” - zapytał.

„Czemu?” - zapytałam w odpowiedzi.

„Myślę, że powinienem zamknąć drzwi” - Jego głos był nadal bardzo łagodny - „Dobrze byś się z tym czuła?”

Wpatrywałam się w jego oczy, a moja głowa poruszała się w roztargnionym skinieniu głowy, nawet jeśli nie chciałam, żeby zamknął drzwi.

Nie dlatego, że nie chciałam być z nim sam na sam w mojej sypialni za zamkniętymi drzwiami (choć tak było).

Ale ponieważ intuicyjnie wiedziałam, że nie chcę słyszeć tego, co ma do powiedzenia.

Bałam się tego tak bardzo, że zimny dotyk rozlał się po mojej skórze.

I tak, kiedy ścisnął moje dłonie i puścił, zadrżałam.

Podszedł do drzwi, zamknął je i wrócił prosto do mnie, ponownie ujmując moje ręce i trzymając je, w ciepłym i mocnym uścisku obu swoich.

„Auggie, to mnie przeraża” - ostrzegłam.

„Przykro mi. Próbowałem wymyślić, jak ci to powiedzieć, odkąd zacząłem dowiadywać się rzeczy o Birchu i żadna z nich nie była dobra”.

Moje palce zacisnęły się wokół jego i pochyliłam się lekko w jego stronę, nie tracąc kontaktu z jego oczami.

„Twój brat nie oderwał się od waszej rodziny i nie trzymał swojego gówna razem, by budować dobre życie, tak jak ty” - zaczął.

„C-co on zrobił?” - wyjąkałam.

Uścisnął moje dłonie i powiedział - „Cóż, zaczynając od najmniej złych rzeczy…”

O nie!

„Trzy razy był żonaty, trzykrotnie rozwiedziony, ma pięcioro dzieci z czterema różnymi kobietami”.

Poczułam, jak otwierają mi się usta.

To była najmniej zła rzecz?

To znaczy Birch szalał za dziewczynami, ale nie myślałam o tym zbyt wiele, ponieważ w tamtym czasie ja szalałam za chłopcem. Pomyślałam więc, co jest dobre dla nastolatka…

„I, cóż… kurwa” – warknął Auggie.

„Co?” - zapytałam.

Przesunął głowę w lewo, jakby rozciągał napięcie, zanim ją wyprostował i stwierdził - „Trochę odsiedział”.

O mój Boże.

„Znaczy… w więzieniu?” - zapytałam.

Auggie skinął głową.

Mój uścisk na nim zacieśnił się - „Za co?”

Zawahał się, a następnie podzielił się - „Zależy od tego, za którym razem”.

Którym… razem?

Auggie kontynuował - „Ale zaczęło się od oskarżenia czwartego stopnia o kradzież mienia o dużej wartości, co, prawdopodobnie dlatego, że było to jego pierwsze wykroczenie, dało mu tylko rok”.

Dało mu tylko rok?

Rok w więzieniu?

Zawahał się (znowu).

Przygotowałam się (bardziej).

„A jego ostatnia odsiadka dotyczyła napaści w przemocy domowej”.

Wyrwałam ręce z jego rąk, cofając się o krok, podnosząc jedną, by zakryć usta.

Zrobiłam to, żeby nie krzyczeć.

Albo wrzeszczeć.

„Ile chcesz wiedzieć?” - zapytał Auggie, jego słowa były teraz szybkie i nie bezsensowne.

Odjęłam rękę od ust, otuliłam swoje ciało oburącz i zaskrzeczałam - „Wszystko”.

Wciąż szybko i nie bezsensownie odliczał.

„Zarzut kradzieży mienia był spowodowany kradzieżą od pracodawcy. Drukarki. Komputery. Tonery. Rzeczy wartościowe i to wiele, które mógł sprzedać, a które łatwo było zgarnąć podczas wejścia, które zrobił w nocy, gdy biuro było zamknięte”.

Dlaczego Birch miałby to zrobić?

„Bierze narkotyki?” - zapytałam.

„Nie” – odpowiedział Auggie.

„Brał?”

„Nie było wzmianki o narkotykach i nie było oznak, że ma lub miał z tym problem w moich poszukiwaniach”.

„Więc po prostu kradł, żeby… kraść?”

„Nie wiem, dlaczego to zrobił, kochanie”.

O Boże.

„Później wziął samochód” - ciągnął Auggie.

O Boże!

„Mówię „wziął”, ponieważ go zwrócił” - powiedział Auggie - „Był jego dziewczyny. Albo jego byłej dziewczyny. Właściwie to jedna z mamuś jego dziecka”.

„O Boże” - wyszeptałam, poruszając się powoli, aż dowiedziałam się, gdzie jest moje łóżko, a potem usiadłam, a absurdalnie duży splot mojej grubej dzianiny, która była złożona na końcu łóżka, zwinął się wokół moich bioder.

„Może powinienem przestać” - zaproponował Auggie.

„Nie” - Potrząsnęłam głową, nie chcąc tego, ale wiedząc, że muszę to mieć i chcąc, aby to się skończyło. - „Kontynuuj”.

„Pepper…”

„Proszę, mów dalej, Auggie”.

Studiował mnie przez chwilę.

A potem powiedział - „Kradzież samochodu, jak twierdził, była nieporozumieniem. Ale ponieważ jego związek z nią pogorszył się po tym, jak dowiedziała się, że była inną kobietą… z inną kobietą w ciąży… a on był wtedy żonaty, jest mało prawdopodobne, że tak było. Prawdę powiedziawszy, w końcu wrócili do siebie i spłodzili kolejne dziecko”.

„A więc to Corbin” - powiedziałam głucho.

„Powtórz?”

Potrząsnęłam głową w negacji, podniosłam rękę i pokręciłam nią, prosząc, żeby kontynuował.

Niestety, tak właśnie zrobił.

„Oskarżenie o przemoc domową nałożyła na niego jego ostatnia żona”.

Spuściłam głowę.

Mój starszy brat bił swoją żonę.

Mój Boże.

Mój wspaniały starszy brat bił swoją żonę.

„Pepper.” - Jego zwykle łagodny głos drapał moje imię i to też sprawiło, że zadrżałam.

A potem go poczułam.

Uniosłam głowę i zobaczyłam, że przykucnął przede mną z rozłożonymi udami.

„Czy powinniśmy się zatrzymać?” - zapytał.

„Czy jest więcej?”

„Tak” - Musiałam zrobić minę, ponieważ kontynuował - „Nie wielkie gówno. Walki barowe. Wszedł z kimś w interesy i zrobiło się źle. Miał kilku najmujących, którzy nie byli jego największymi fanami, głównie dlatego, że nie lubił płacić czynszu i mógł być destrukcyjny. I to tyle”.

To nie było tyle.

To było dużo.

„Więc odszedł i całkowicie się wykoleił” – zauważyłam.

Auggie nic nie powiedział.

„To trochę definicja wykolejenia” – zapewniłam - „Dwanaście lat, trzy małżeństwa, pięcioro dzieci, kary więzienia, bójki w barze i spory biznesowe. To dużo nie jest dobre do spakowania w takim czasie. To znaczy, całkowicie i całkowicie wykolejone”.

Auggie milczał.

Zacisnęłam mocno oczy i odchyliłam głowę do tyłu.

Potem opadłam plecami na łóżko.

Wzięłam sekundę.

Wzięłam dwie.

Potem otworzyłam oczy i pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłam, była ogromna instalacja świetlna nad moim łóżkiem.

Kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam, poszłam na misję, która obejmowała wykonanie grupy tańców na kolanach, żeby sobie na to pozwolić, bo musiałam to mieć.

Wyglądał jak delikatny bębenek, bielony w naturalnym odcieniu, spiczasty w fakturze, ale w miękki sposób. To otaczało słabą żarówkę, więc w ciągu dnia nie widziałaś nic poza tym kawałkiem natury zawieszonym prawie jak ziemna chmura nad pomieszczeniem. Ale w nocy, kiedy włączałaś światło, smukłe gałązki rzucały cień na pokój, dzięki czemu czułaś się jak w lesie. A światło nigdy nie było jasne, nigdy nie było inwazyjne, było miękkie i przyjemne.

Uwielbiałam tę instalację.

Dokładnie wtedy dała mi spokój.

Po prostu za mało.

Mój brat był byłym więźniem.

Bił kobiety.

Chcąc nie chcąc płodził liczne dzieci.

„Pepper, wszystko w porządku?” - wołał Auggie.

Podniosłam się na łokciach i spojrzałam na niego.

Wyglądał na czujnego i zaniepokojonego.

Wyglądał też nie na miejscu.

To była niedziela.

Nie miał na sobie swojego zwykłego stroju komandosa, złożonego z cargo, butów użytkowych i obcisłej koszulki.

Miał na sobie dżinsy, rdzawo dżinsowego Henleya z długimi rękawami, który były obszerny w środkowej części, dopasowany na ramionach i bicepsach (innymi słowy, idealnie dopasowany), a na nogach miał skórzane buty Nike Killshot w wojskowej szarości.

Mój pokój był snem i on był snem i było coś spektakularnego w tym, że był całym… sobą w zwariowanych Nike Killshot i Henleyu, pozornie tylko mężczyzną akcji, nawet w zwykłych ubraniach, stojącym w moim miejscu spokoju.

Ta dychotomia była perfekcją.

To była równowaga.

On był energią piorunów. Ogień.

(Góra?)

Ja byłam energią wody. Jezioro. Ziemia.

Kolejny palec przesunął się po moim kręgosłupie, ale ten w najmniejszym stopniu nie był lodowaty.

„Pepper” - powtórzył - „Wszystko w porządku?”

„Myślałam, że Boone się tym zajmuje” - powiedziałam.

„Poprosiłem Boone’a, aby powiedział ci, że przyjrzy się temu w tym sensie, że my szukaliśmy w tym sensie, że w rzeczywistości zaglądałem do tego ja. Zrobiłem to, bo zacząłem szukać twojego brata dzień po tym, jak zachowywałem się wobec ciebie jak osioł i nie sądziłem, że będziesz okej z tym, bym zajął się tym dla ciebie”.

To przypomniało mi, że nie powinnam z tym być okej, ponieważ zrobił o wiele więcej niż tylko zachowywał się jak osioł.

Był totalnym kutasem.

Odepchnęłam się od łóżka, prawdopodobnie bardzo niewdzięcznie, biorąc pod uwagę, że stał blisko niego, a ja musiałam go unikać.

Ale unikałam go.

Umieściłam też przestrzeń między nami.

Spojrzał na moje stopy w nowej pozycji odległej od niego, a potem na moją twarz.

I przygotowałam się, by podziękować mu za pomoc i zapytać, ile jestem mu winna za jego czas.

Jednak przemówił, zanim zdążyłam zacząć.

„A teraz musimy porozmawiać…”

O nie, nie musieliśmy.

Nie zamierzaliśmy rozmawiać o tym, co powiedział poza szkołą Juno i dlaczego to powiedział.

Nie zamierzaliśmy rozmawiać o nas.

Bo nas nie było i nigdy nie będzie nas.

I musiał w końcu to zrozumieć.

„…o sytuacji z twoją siostrą” - zakończył.

Zamknęłam usta i zamrugałam.

Według moich obliczeń, miałam obecnie trzy sytuacje: jedną starą (Auggie i ja nie jesteśmy razem, kiedy oboje chcieliśmy być), jedną niedawną (mama ma raka), jedną nową (mój brat jest definicją dupka).

Moja siostra, o ile wiedziałam, nie była sytuacją.

Ponownie otworzyłam usta, by zapytać - „Jaka jest sytuacja z moją siostrą?”

„Fakt, że wychodzi za pastora tego kościoła, do którego należą” – powiedział Auggie.

Stałam nieruchomo, wpatrując się w niego, wiedziałam, z przerażeniem.

Wiedziałam o tym, bo czułam ten horror.

W rzeczywistości czułam to tak mocno, że myślałam, że mogę zwymiotować.

„Co?” - wyszeptałam.

„Nie wiedziałaś” – odszepnął.

Co?” - wrzasnęłam.

Wystrzelił w moją stronę, chwycił mnie za szyję pod ucho, palcami owiniętymi wokół karku we włosach, drugą ręką na mojej talii, twarzą w twarz i powiedział pilnie - „Uspokój się, kotku. Juno jest na dole”.

Mój głos był nie mniej przerażony, nawet jeśli był o wiele mniej głośny, kiedy zapytałam - „Moja siostra wychodzi za wielebnego Clyde’a?”

„Zgodnie z prawem nie. Nieoficjalnie, żeby nie był ścigany za bigamię, tak. Dodaje ją do swojej rodziny, w której ma już pięć innych żon”.

Mój żołądek opadł - „Do diabła ciężkiego”.

„Tak”.

„On ma jakieś sto lat”.

„Nie do końca. Ale jest od niej znacznie starszy. Ma siedemdziesiąt pięć lat”.

„Święci Pańscy”.

„Tak”.

„Kiedy zaczęli to robić? Ta sprawa z wieloma żonami?”

Pokręcił głową - „Nie robili tego, kiedy byłaś młodsza?”

Potrząsnęłam głową.

O stary.

Jego wyraz twarzy znów się zmienił.

„Co?” - zapytałam.

Zagryzł dolną wargę. Widziałam krawędzie jego białych zębów. Były spektakularne.

Nie miałam czasu na spektakularne zęby Auggie’go ani na to, jak bajecznie wyglądały wciskając się w jego idealną dolną wargę, ani na to, o ile bardziej bajecznie wyglądałyby wciśnięte we mnie.

Musiałam wiedzieć, dlaczego przygryzał tę wargę.

Zwinęłam palce w jego Henleya, użyłam ich, by cofnąć się i pchnąć do przodu na jego klatce piersiowej, aby to wykrztusił, a na wypadek, gdyby to nie wystarczyło, dodałam w mgnieniu oka - „Augustusie! Co?”

„Twój ojciec ma cztery żony”.

„O mój pieprzony Boże!” - wykrzyczałam ostatnie bluźnierstwo.

„Kotku, cicho” – rozkazał cicho, ściskając mnie obiema rękami.

„Cztery żony oprócz mojej mamy, czy łącznie cztery żony?” - zapytałam, aby zrozumieć pełne szaleństwo tego, czego się dowiadywałam.

„Razem”.

„Kiedy to się stało?” - kontynuowałam.

„Nie wiem” – odpowiedział.

„To szaleństwo” – oświadczyłam.

„Tak” – zgodził się.

„Więc mój brat jest przestępcą i bijącym żony. Moja siostra wychodzi za najbardziej przerażającego władcę oblechów w historii, a, nawiasem mówiąc, wielebny Clyde był takim, zanim dowiedziałam się, że ma wiele żon. Mężczyzna, który akurat jest o czterdzieści dziewięć lat starszy od niej i zna ją odkąd była małą dziewczynką, co, jak sądzę, oboje możemy się zgodzić, znacznie podnosi jego czynnik obleśności. A mój ojciec ma trzy żony, o których nie wiedziałam, co jest dla niego dobre, biorąc pod uwagę, że ma zapasowe, gdy jego pierwsza umrze na raka”.

„Mała” – powiedział łagodnie.

„To jest oficjalne. Moja ostatnia medytacja teraz wyparowała”.

I z tym ogłoszeniem upadłam do przodu i wbiłam twarz w jego klatkę piersiową.

Natychmiast Auggie objął mnie ramionami, jedną na moich ramionach, drugą na plecach.

Był ciepły i pachniał jak słońce z nutą jakiegoś środka do zmiękczania tkanin (lub czegoś takiego), jego klatka piersiowa była szeroka, mięśnie twarde i solidne, ramiona napięte.

I natychmiast wyobraziłem sobie, jak stabilnie i pewnie stąpałabym po wyspie stojącej za tą solidną konstrukcją, która zapewniałaby mi schronienie, gdyby wiał wiatr, spadły deszcze, a morza wirowały wokół mnie.

Cholera, cholera, cholera.

Próbowałam się odsunąć, ale uścisk Auggie’go zacieśnił się.

„Nie rób tego” – powiedział i był to jęk graniczny, jakby moje odsunięcie się fizycznie by go zraniło.

Nie chciałam go skrzywdzić.

I w tej sekundzie zdałam sobie sprawę, że nigdy nie chciałam tego zrobić.

Ale mój umysł chciał mnie chronić. Chciał, żebym się odsunęła.

Moje serce miało swój własny umysł i przestałam się ruszać.

Jednak moja głowa na szczęście nadal kontrolowała moje usta.

„Nie zachowywałeś się jak osioł, Auggie, zdziesiątkowałeś mnie. Corbin i ja mogliśmy się w to wciągnąć, a on mógł zejść nisko, ale nigdy nie zostałam zdziesiątkowana przez coś, co powiedział, tak jak wtedy, gdy ty mi to powiedziałeś. To nie jest w porządku. Nie ma na to usprawiedliwienia. I nie ma mowy, żebym kiedykolwiek związała się z mężczyzną, który mówiłby do mnie w ten sposób”.

„Rozumiem, że Corbin jest twoim byłym?” - zapytał.

„Tak” – potwierdziłam.

„Urodziłaś jego dziecko, gówno poszło źle, wy dwoje poszliście swoimi drogami bez wątpienia z niedotrzymanymi obietnicami i dramatami, a on nigdy nie skrzywdził cię tak, jak ja?”

Zacisnęłam usta, bo dopiero zaczęłam mówić, a mimo to był najwyższy czas przestać.

„Spędziłem całe swoje życie…” - zaczął Auggie - „…całe moje życie, Pepper, odkąd pamiętam, patrząc, jak mój tata pieprzy z mamą, a potem obserwowałem, jak mama każe mu za to zapłacić. Oszukiwał, albo tracił pracę, albo zapominał o jej urodzinach. Krzyczeli na siebie. I w końcu go zostawiała. Przyczołgiwał się do niej, błagając, by wróciła, obiecując, że nigdy więcej tego nie zrobi. Sprawiała, że się skręcał. Gorąca. Zimna. Tam, a potem duch. Dla niego i dla mnie”.

Cóż, do diabła.

To brzmiało znajomo.

Ciągnął dalej.

„Brała sobie chłopaków, których wcierała mu w twarz. Rzucała ich i zabierała tatę z powrotem. Wprowadzaliśmy się i znów byliśmy rodziną. Pstrykała palcami, a on tańczył, całkowicie według jej kaprysu, dopóki nie przestał. Wtedy robił coś głupiego i wszystko zaczynało się od nowa”.

O rany, właśnie wtedy, gdy myślałaś, że twoje życie rzuciło ci kilka podkręconych piłek, że twoja sytuacja jest naprawdę zepsuta, słyszysz kogoś innego i zdajesz sobie sprawę, że masz błogosławieństwa do policzenia.

I oczywiście miałam problemy z rzeczami takimi, jakie miałam w domu, zanim się wydostałam, ale słysząc, jak on dorastał, zdałam sobie sprawę, że mam błogosławieństwa do policzenia.

„Auggie” – powiedziałam cicho.

„I muszę się upewnić, że rozumiesz, że kiedy powiedziałem „całe moje życie”, znaczy to, że odkąd cię poznałem, ona go zostawiła dwa razy i dwa razy zabrała go z powrotem. To nadal trwa”.

Znaliśmy się od jakiegoś czasu.

Ale nie znaliśmy się aż tak długo.

„O mój Boże, to najgorsze” – wyszeptałam.

„Jest. I muszę ci powiedzieć, wiem, że twój były cię zdradził, a sposób, w jaki to zrobił, był ekstremalny”.

Powinnam była wiedzieć, jakie są konsekwencje dzielenia się wieloma rzeczami z przyjaciółmi.

Ale jednak.

Cholera.

„A teraz ty już to o mnie wiesz” - kontynuował.

Mogłam powiedzieć, że szykował się do czegoś.

Mogłam też powiedzieć, że nie spodoba mi się to coś, ponieważ mogę absolutnie to pokochać.

Dlatego otworzyłam usta, żeby go powstrzymać, zanim zdążył zacząć.

Ale był na fali i nie mogłam się wtrącić.

„Mając mnóstwo Cioć Tych i Wujków Tamtych w moim życiu, bo mój tata wychodził uciekając od jej gier, albo moja mama występowała, by odpłacić mu za zranienie jej, nigdy nie zrobiłbym tego, co zrobił twój były tobie. Ani tobie. Ani żadnej kobiecie”.

O rany.

Mm-hmmm.

Kochałam to.

„I…” - kontynuował - „…gdy te ciotki i wujkowie zanikali w moim życiu, wiem, jak ważne jest, aby nie zmuszać dziecka do przeżywania związków rodziców. To dezorientujące. Tymczasowość nie jest pojęciem do przyjęcia w zakresie emocjonalnym dziecka. Ciągłe poznawanie nowych osobowości, niektórych dobrych, innych złych, i tego, jak z nimi żyć, nie jest zabawne. Nie tylko radzenie sobie ze złem, które po prostu jest do bani. Ale gorsze jest dobro. Ludzie w twoim życiu, którzy znaczą dla ciebie coś, co w końcu zniknie. Więc wchodzę na poziom, nawet ty nie wiesz jaki, próbując ochronić Juno”.

Tak.

To też mi się podobało.

„I zawsze będę, Pepper, zawsze ostrożnie obchodził się z twoją dziewczynką” – kontynuował.

Cholera, cholera, cholera.

Wiedziałam, że to prawda.

Bo był zły, kiedy był w szkole.

Wściekły na mnie.

Ale przytulił Juno i pozwolił jej się na nim oprzeć i ani razu nie dał jej wskazówki, że nie zgadza się z byciem przy niej i byciem ze mną.

Mówił dalej.

„Ale mała, musisz zrozumieć, że nie jestem twoim byłym. A ja muszę zrozumieć, że ty nie jesteś moją mamą ani innymi kobietami, które mnie oszukiwały”.

Inne kobiety, które go oszukiwały?

O rany!

Mówił dalej.

„A ty dawałaś mi wibracje mojej mamy, kochanie. Rozumiem dlaczego. Ale pozwoliłem, żeby to dostało się pod moją skórę. Wiem, że nie jesteś nią i wiem, że wzloty i upadki, których doświadczasz, dotyczą twojej sytuacji i Juno. Ja nie jestem twoim byłym, ty nie jesteś moją mamą. I przepraszam. Naprawdę przepraszam. Gdybym mógł cofnąć ten czas, gdy byliśmy przy moim samochodzie i odtworzyć go ponownie, poprosiłbym cię, abyś się wycofała i byśmy porozmawiali, gdy nie byłbym wkurzony i spróbowałbym się uspokoić. Ale nie mogę cofnąć. Nic nie wymaże mi takiego ataku. A moim celem jest pomóc ci dowiedzieć się, że tak bardzo miesza mi w głowie, że to zrobiłem, bo nigdy w życiu nie zrobiłem czegoś takiego komuś, kto na to nie zasłużył. Oznacza to, że nie jest to dla mnie normalne”.

Tak bardzo miesza mi w głowie…

Tak bardzo, że, żeby odpokutować, spędził wiele dni, dowiadując się wielu rzeczy o moim bracie.

Tak bardzo, że spędził wiele dni, poznając tragiczne wieści o reszcie mojej rodziny, ale, nawet tragiczne, ważne było, żebym o nich wiedziała. Zwłaszcza teraz, kiedy mama jest tak chora.

A potem było…

Nie jest to dla mnie normalne.

O stary.

O kurczę.

O chłopie.

Tak, kochałam to wszystko.

„Na koniec chcę, żebyś się nie pomyliła” - kontynuował - „Podoba mi się wszystko, co o tobie wiem. Chcę wiedzieć więcej. Naprawdę lubię twoje dziecko. Jest niesamowita. Więc musisz wiedzieć, że nie jestem w tym na szybkie pieprzenie lub krótkoterminową sytuację, w której mam z kim spędzać czas. Myślę o tobie poważnie. O sprawdzenie, czy możemy być razem. I rozumiem, że przyszedłeś do mnie już jako my z Juno. A ja stoję tutaj z tobą w ramionach, obiecując ci, że jeśli to nie zadziała, nie wyłożę cię i nie będę tylko Wujkiem Tamtym dla Juno. Mówiłem ci, że będę się z nią obchodził ostrożnie. Teraz mówię ci, że ty też to dostaniesz ode mnie”.

Nagle odkryłam, że nie jest łatwo oddychać.

„I to wszystko, co mam” – zakończył.

Ulżyło mi, bo wszystko, co miał, było dobre i nie byłam pewna, czy wytrzymam.

Wiedziałam już wiele innych rzeczy o Auggie’m, które były dobre.

To się piętrzyło.

I nie byłam pewna, czy zdołam z tym walczyć.

Ale to nie było wszystko, co miał, bo szedł dalej.

„Juno szła do domu, kiedy się podjechałem i podbiegła do mnie. Poprosiła o to, a ja obiecałem, że pomogę w programie na Święto Dziękczynienia. Niezależnie od tego, czy będziesz pomagała, czy nie, wchodzę w to. Ale dla ciebie na razie po prostu dałem ci wiele rzeczy, które będą ci pieprzyć w głowie o twojej rodzinie i więcej do myślenia o nas. A nawet jeśli nie chcę, czuję, że najlepiej dla ciebie, jeśli cię z tym zostawię”.

Ale nie wyszedł.

Dał mi właśnie to doskonałe dotknięcie z większą ilością dobroci.

„Ale nie jestem twoją ostoją, gdy czasy stają się trudne… jeszcze… a teraz muszę ci pozwolić być, abyś mogła dotrzeć do tej osoby lub…” - ponownie rozejrzał się po pokoju, zanim zakończył - „…miejsca, gdzie potrzebujesz być”.

W końcu się zamknął.

Nie zaczęłam mówić.

Jeszcze.

„Czy będzie dobrze, żebym odszedł?” - zapytał.

Nie poruszyłam się.

Ciągle słyszałam w głowie, jak mówił „Jeszcze”.

Uścisnął mnie – „O twoich rodzicach, twoim bracie. To cię zdenerwowało, kochanie. Wyczuwam, że potrzebujesz przestrzeni, ale nie mogę iść, chyba że wiem, że będzie dobrze, żebym odszedł”.

Zaczęłam kręcić głową (ponieważ nie było mi dobrze, żeby odszedł z więcej niż jednego powodu).

Ale zmusiłam się do przytaknięcia.

Pochylił się i przycisnął usta do mojego czoła.

O Boże.

Potem puścił mnie, mrucząc - „Pierwsze spotkanie w szkole dotyczące koncertu w Święto Dziękczynienia jest w środę wieczorem. Jeśli przyjdziesz, może uda nam się później coś przegryźć”.

Nie powiedziałam ani słowa.

Jeszcze.

Zatrzymał się przy drzwiach i odwrócił do mnie.

I zadał swój ostateczny jedwabisty cios.

„Ona jest gotowa, byś znalazła dla siebie trochę szczęścia, Pepper. Nawet jeśli to nie ja, nie robisz jej żadnej przysługi, pokazując jej, że uważasz, że nie jesteś wystarczająco ważna, by mieć to dla siebie”.

I mówiąc to, otworzył drzwi i prawie przez nie przeszedł, zanim zawołałam - „Auggie!”

Znowu się odwrócił.

„Dziękuję”.

Kiepskie.

Ale w tamtym momencie to było wszystko, co miałam.

I oczywiście jego odpowiedź była gładka, czuła - „Dla ciebie zawsze, mała”.

Z tymi słowami i kiwnięciem broda zniknął w korytarzu.

Patrzyłam za nim.

Nie jestem twoją ostoją w trudnych czasach…

Jeszcze.

Więc…

Moja mama była bardzo chora.

Odkąd się tego dowiedziałam, nie zostałam zaproszona do spędzania z nią czasu i teraz zastanawiałam się, czy to dlatego, że miałam trzy macochy, o których nie wiedziałam.

Moja siostra wychodziła za mężczyznę starszego od naszego ojca i była szósta w tej kolejności.

Mój brat spędził lata wyzwolenia od tego całego szaleństwa, na tworzeniu bałaganu w swoim życiu, a także w życiu wielu innych ludzi.

I rzeczywiście wyglądało na to, że moja córka próbowała zdobyć kolejną szybką piłkę, rzucając mnie na drogę Auggie’go przy każdej okazji, w tym wymyślając kilka. To nie tylko wymagało więcej dyskusji z nią, ale także kontemplację, dlaczego to zrobiła.

Wszystko to się działo i jedyne o czym mogłam myśleć to Jeszcze.

Nigdy… w moim życiu… nie miałam ostoi.

Nigdy… w moim życiu… nikt nie chronił mnie przed jakąkolwiek burzą (przynajmniej nie był to ktoś, kto nie odwaliłby tak dobrej roboty, że tworzył własną burzę, którą musiałam znosić).

Teraz musiałam o tym pomyśleć.

Musiałam przestać manipulować Auggie’m (chociaż nie chciałam mu tego robić) i naprawdę o tym pomyśleć.

Dla mnie.

Dla Juno.

I zdecydowanie…

Dla Auggie’go.


 

4 komentarze:

  1. Ciężkie 😐 bigamii nigdy nie pojmę a już na pewno nie w takim wydaniu 🥴 powalone to wszystko 😐 dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale cudownie że Augi wyjaśnił wszystko :) Teraz czekać jaka podejmie decyzję. Mam nadzieję że zmądrzeje i da mu szansę.
    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy wątek poruszony w tej części - bigamii.
    Sytuacja wyjaśniona, teraz czas na działania :D

    OdpowiedzUsuń