wtorek, 14 grudnia 2021

4 - Desperackie czasy

 

ROZDZIAŁ 4

 

Desperackie czasy

 

 

 

Juno

 

Juno pomyślała, że to naprawdę bardzo miłe, że za każdym razem, gdy do niego dzwoniła, odbierał po drugim dzwonku.

„Hej, Juno”.

„Hej, panie Cisco” – szepnęła.

Jej drzwi były zamknięte. Jej mama była na dole. Juno siedziała na podłodze po przeciwnej stronie łóżka od drzwi i miała nadzieję, że łóżka pochłaniały hałas.

Ale było późno. Był to prawie czas iść spać, prawie czas, żeby mama szła do pracy.

Oznaczało to, że wkrótce mama przyjdzie i sprawdzi, jak Juno wyszczotkowała zęby i włosy i przygotowała torbę na książki.

Nie miała dużo czasu.

„Jak poszło dzisiaj?” - zapytał pan Cisco.

„Nie wydało mi się to dobre” - powiedziała mu.

„Dlaczego tak myślisz?”

„Okej, cóż, umm… najpierw patrzyłam przez okna po tym, jak wyszli ze szkoły i rozmawiali przy samochodzie Auggie’go, potem mama naprawdę szybko poszła do swojego samochodu, a Auggie podążył za nią i rozmawiali tam i… no cóż, on był w moją stronę i nie mogłam jej zobaczyć. Ale kiedy odszedł, płakała”.

„Cholera” - Pan Cisco teraz szeptał.

„Tak, ale, hm, okej, widzi pan, sprawy mają się jeszcze gorzej”.

Przełknęła, a jej usta dziwnie smakowały, kiedy to robiła.

Znała ten smak.

Smakowało jak łzy.

„Czy możesz mi powiedzieć?” – zapytał pan Cisco.

Juno wzięła wdech, a potem jeszcze jeden, bo pierwszy był krępujący, ale drugi był lepszy, a to oznaczało, że mogła mówić.

Tak też zrobiła.

„Cóż, wróciłam do domu, a mama chciała wiedzieć, jak zadzwoniłam do Auggie’go i dlaczego to zrobiłam i dlaczego nauczycielka nazwała go moim ojczymem”.

Wcześniej nastąpiła przerwa, a potem - „Dlaczego twoja nauczycielka to zrobiła?”

Tak.

Posunęła się za daleko.

„No cóż… tak jakby jej to powiedziałam. Wie pan. Na przykład, jeśli zostałoby powiedziane to na głos, może wpadłby na jakieś pomysły”.

Pan Cisco brzmiał na dumnego, kiedy powiedział - „Genialna taktyka, Juno”.

„To nie zadziałało”.

„W porządku, kochanie. Takie rzeczy wymagają zaangażowania i czasu.”

„Dobrze, ale mama płakała”.

„Zajmę się tym”.

Nie brzmiał na dumnego, kiedy to powiedział. Brzmiał trochę na wściekłego.

Juno posuwała się naprzód.

„Więc wróciłam do domu, a kiedy zapytała, powiedziałam jej, że moja nauczycielka się pomyliła i że zadzwoniłam do Auggie’go z telefonu przyjaciółki, a dostałam jego numer z telefonu cioci Ryn, co w większości było kłamstwem”.

W tym sensie, że to wszystko było kłamstwem, z wyjątkiem części, w której mogła mieć jego numer z telefonu cioci Ryn, po prostu tego nie zrobiła. Dostała go od pana Cisco.

„Ponownie, jak mówiliśmy, w twoim życiu, mam nadzieję, że w bardzo niewielu przypadkach kłamstwo jest rozwiązaniem” - powiedział Cisco - „Ale teraz jest jeden z tych momentów, kiedy tak jest. Czy słyszałaś powiedzenie „Desperackie czasy wymagają desperackich środków”?”

„Nie sądzę”.

„Cóż, tak. A rozumiesz to?”

„Poniekąd”.

„Okej” – mruknął.

Musiała iść dalej, albo zabrakłoby im czasu - „Więc to było kłamstwo, ale także ja… cóż, mama zwykle nie ukrywa rzeczy przede mną. Mówi prosto. Nie ma nic do ukrycia. Więc słyszę różne rzeczy. Ale nie próbuję słuchać”.

Kolejna pauza, a potem - „Co słyszałaś?”

„Panie Cisco, nie wypada słuchać, kiedy ktoś nie wie, że słuchasz”.

„Masz rację. Absolutnie nie. Jednak jesteśmy w trakcie operacji, Juno. A w każdej ważnej operacji kluczowa jest informacja. Jesteś ze mną?”

Miał rację.

To była całkowicie ważna operacja.

„Jestem z panem”.

„Więc co słyszałaś?”

Znowu przełknęła ślinę.

Potem powiedziała bardzo cicho - „Moja babcia ma raka”.

Właściwie usłyszała, jak wciąga powietrze.

Szuu.

„Mama rozmawiała przez telefon z ciocią Lottie i ona… ona…”

Juno znowu posmakowała łez.

„W porządku, Juno. Domyślam się, jaka była”.

„A potem rozmawiała przez telefon z ciocią Ryn i powiedziała jej, że Auggie był dla niej bardzo podły”.

„Jak bardzo?”

„Nazywała go…” - Juno podniosła się, spojrzała przez ramię i łóżko na drzwi, zobaczyła, że są nadal zamknięte, światło wydobywające się spod nich nieprzerwane czymś w rodzaju stóp, po czym usiadła z powrotem i wypuściła słowo, którego nie było wolno mówić - „kutas”.

„Hmmm…”

„A on nazwał ją filtrciarą”.

„Co?”

Jego pytanie było szybkie i bardzo ostre.

Więc była trochę przestraszona, kiedy powiedziała - „Nazwał ją…”

„Nie, Juno. Nie musisz tego powtarzać. Słyszałem cię”.

Na jego ton Juno zamilkła, choć tego nie rozumiała tak, jak nie rozumiała, dlaczego jej mama była tak zdenerwowana, że Auggie nazwał ją filtrciarą.

I nie rozumiała, dlaczego tak ją nazwał.

Jej mama lubiła czystą wodę, ale to wydawało się po prostu dziwne.

Ale nie mogła milczeć, ponieważ poza chorą babcią i płaczem mamy była jeszcze jedną najgorsza rzecz, o której musiała powiedzieć panu Cisco, zanim musiała odłożyć telefon.

„I tata przyszedł, zanim wróciłam do domu ze szkoły, i chce żeby znowu byli razem”.

Teraz pan Cisco milczał.

Trwało to tak długo, a nadszedł czas mycia zębów, więc musiała zawołać - „Panie Cisco? Jest pan tam jeszcze?"

„Jestem tutaj, Juno”.

„Tata ma dziewczynę”.

„Wiem, mówiłaś mi”.

„Musi z nią zostać”.

„Tak, to też mi powiedziałaś. Jest mamą dziecka z twojej klasy, a jeśli zerwą, może to sprawić, że w szkole będzie nieprzyjemnie”.

Juno czuła się dziwnie.

I to nie dlatego, że jej tata myślał, że nie wiedziała, że spotyka się z mamą Emmy, a to nie było przyjemne. Wydawało mu się, że myślał, że jest głupia czy coś. Uświadomiło jej to również, jak czułaby się jej mama, gdyby wiedziała, że Juno kłamie, ponieważ jej tata nie kłamał, kłamiąc, że nie powiedział jej, że Paula jest mamą Emmy. Wciąż trochę kłamał.

Ale teraz trzeba było się martwić większymi sprawami.

„Nie, nie obchodzi mnie to. Musi z nią zostać, żeby nie przeszkadzał Auggie’mu być z mamą”.

„Okej, kochanie. Masz rację. To jest podkręcona piłka. Muszę się nad tym zastanowić”.

Uklękła, odwróciła się i skierowała twarzą do drzwi, na wypadek, gdyby nie usłyszała nadchodzącej mamy i to dziwne uczucie stało się dziwniejsze.

I wiedziała, co to jest.

Tak nazwał to pan Cisco.

Desperacja.

„Co zrobimy?” - zapytała - „Babcia jest chora, a rodzina mamy jest dziwna, ale babcia potrafi być słodka, a mama ją kocha. A mama i Auggie nie rozmawiali zbyt długo, a mama płakała. Czy Auggie sprawił, że płakała? Dlaczego był dla niej podły? I dlaczego tata mówi, że chce ją odzyskać, skoro ma dziewczynę?”

„Juno, Słonko, posłuchaj mnie, dobrze?”

„Okej”.

„Zrobiłaś, co mogłaś zrobić. Teraz ja muszę zrobić kilka rzeczy. Sprawdzaj swój telefon. Napiszę do ciebie, jeśli będziemy musieli porozmawiać. Ale na razie zostaw to mnie. W porządku?"

„Zamierza pan zrobić kilka rzeczy?”

„Tak”.

„Jakie rzeczy?”

„Po prostu zostaw to mnie. Okej?”

Pomyślała o tym.

Powiedział, że się tym zajmie i załatwił jej telefon, i w ogóle, co całkowicie dowodziło, że się zajmie.

I bardzo go lubiła.

Kiedy byli w Fortnum, patrzył jej w oczy, kiedy mówiła, i często kiwał głową, by upewnić się, więc wiedziała, że ją słucha i miał naprawdę miły uśmiech.

Więc powiedziała - „Okej”.

„Okej”.

Nie chciała pytać.

Ale teraz zaczynała przeżywać desperackie czasy.

Więc musiała zapytać.

„Czy powinnam, hm… więcej słuchać co mama mówi, a potem powiedzieć ci, co słyszałam?”

„Nie, kochanie” – powiedział bardzo szybko - „Po prostu bądź normalna ze swoją mamą. Odtąd ja się tym zajmę”.

Kiedy to powiedział, ta rzecz w środku, która znowu zrobiła się ciasna po tym, jak zobaczyła, jak jej mama płacze na parkingu i Auggie odchodząc, wygląda na wściekłego, a potem zrobiła się ciaśniejsza, kiedy wróciła do domu i musiała kłamać, a jeszcze bardziej, gdy usłyszała jej babcia była chora, a tata zamierzał wszystko zepsuć, znowu się rozluźniła.

„Dzięki, panie Cisco”.

„Nie musisz mi dziękować, Juno. Dobrzy ludzie zasługują na szczęście. A poza tym jestem winien twojej mamie”.

„Co?”

„Nieważne. A teraz śpij dobrze, dobrze?”

„Pan też, panie Cisco. I obiecuję, że będę sprawdzać telefon tak często, jak będę mogła. Dobranoc”.

„Dobranoc, Juno”.

Odłożyła słuchawkę i wsunęła telefon pod szafkę nocną.

Potem podskoczyła i wyszła z pokoju, aby przejść do łazienki w korytarzu, która należała do niej i nigdy nie musiała się nią dzielić, mimo że mieli pokój gościnny. Po prostu nikt już nie zostawał, głównie dlatego, że ciocia Saffron nie była zabawna (więc to było złośliwe, ale Juno była zadowolona, że nie przyjeżdżała i nie zostawała, jak ciocia Ryn robiła na dziewczęce wieczory). A teraz ciocia Ryn miała Boone’a, więc ona też nigdy nie zostawała.

Juno skończyła z zębami i włosami, była w piżamie i leżała na brzuchu na łóżku ze swoim dużym pudełkiem Prismacolorów i książeczką do kolorowania (to nie była kolorowanka dla dzieci, zawierała wiele podchwytliwych obrazków z kwiatami i mama też w niej pokolorowała), kiedy weszła mama.

„Dobra, dzieciaku. W porządku, żebym szła?” - zapytała.

Jej mama już prawie wychodziła do pracy, co oznaczało, że Flossy, opiekunka Juno, wkrótce tam miała być.

Juno lubiła Flossy, chociaż rzadko ją widywała, ponieważ spała przez większość czasu, gdy Flossy tam była. A Juno prawdopodobnie nie byłaby w stanie z nią dużo rozmawiać, nawet gdyby nie spała, bo Flossy była w college’u i przesiadywała w ich domu, aby być tam dla Juno, ale przez większość czasu uczyła się, ponieważ chciała zostać lekarką.

Jej prawdziwe imię brzmiało Florence, a Juno lubiła Flossy, ale wszyscy wiedzieli, że Florence było lepsze dzięki Florence + The Machine.

Ale to nie było jej imię, więc nie miała nic do powiedzenia.

„Możesz iść” – odpowiedziała Juno. Ale odłożyła ołówek, usiadła na biodrze i zapytała - „Wszystko w porządku, mamusiu?”

Jej mama usiadła z nią na łóżku, odpowiadając - „Jasne, Laleczko. Dlaczego pytasz?"

Juno odwróciła wzrok.

„Nie wiem” – wymamrotała.

Kłamca, kłamca, kłamca! krzyczał jej umysł.

Mama odgarnęła trochę włosów z ramienia Juno i Juno spojrzała na nią.

Była najładniejszą mamą ze wszystkich dzieci w swojej klasie. Bez porównania.

I Juno miała najlepszy dom ze wszystkich swoich przyjaciół, nawet Megan, której rodzice byli dziani.

A pokój Juno był niesamowity.

Jej ulubionymi elementami były duża poduszka z napisem PODĄŻAJ ZA SWOIM SERCEM i szablon na ścianie tuż obok jej łóżka z napisem ŚPIJ DOBRZE, WIEDZĄC, ŻE CIĘ KOCHAM.

Jej mama była najlepszą dekoratorką na świecie. Dowodził tego cały ich dom i całe otoczenie.

Ale pokój Juno był najlepszy ze wszystkich.

„A z tobą wszystko w porządku?” - spytała mama, zbyt uważnie przyglądając się Juno.

„Tak, dobrze. Po prostu myślę, że może źle postąpiłam, prosząc Auggie’go o rozmowę z klasą. Chodzi o to, że kocham tatę, ale on nie ma tak interesującej pracy. Wiesz?”

Mama uśmiechnęła się - „Wiem, malutka. I nie postąpiłaś źle, nawet jeśli nie zrobiłaś całkowicie dobrze. Wyglądało na to, że dzieci wiele wyciągnęły z tego, co miał do powiedzenia Auggie. Chociaż jutro powinnaś zadzwonić do taty i wszystko mu wyjaśnić. Musi usłyszeć od ciebie, dlaczego Auggie tam był”.

To nie było coś, co chciała zrobić.

Ale jej mama mówiła, że jej życie jest pełne rzeczy, których nie chcesz robić.

Kluczem do sukcesu jest to, aby je zrobić, abyś mogła dostać się do rzeczy, które chcesz zrobić, mówiła.

„Okej” – zgodziła się Juno.

Zadzwonił dzwonek do drzwi.

„To Flossy” – powiedziała mama, pochyliła się, pocałowała Juno w czoło i usiadła – „Wpuszczę ją, podejdę i pocałuję cię na dobranoc”.

„Zejdę z tobą”.

„Kolorujesz, aż będziesz musiała zamknąć te oczy. Flossy usadowi się na dole, podejdzie i przywita się”.

„W porządku, mamusiu”.

Uśmiechnęła się do Juno, a Juno odwzajemniła uśmiech.

Wtedy jej mama wybiegła z pokoju.

Juno spojrzała w dół na kolorowankę, którą próbowała pokolorować tak, jak kolorowała mama, z cieniowaniem w różnych odcieniach płatków i liści.

Nie wyglądało to tak dobrze jak to, co robiła jej mama.

Rzeczy przychodzą z czasem, praktyką i cierpliwością, dzieciaku, mówiła mama. Jeśli uważasz, że coś nie jest w porządku, po prostu pracuj nad tym, aż uzyskasz właściwe. Może po drodze odkryjesz, że nie chodzi o to, że robisz właściwe, ale o to, jak dobrze się czujesz, że nad czymś pracowałaś. Daję słowo ci, że coś, nad czym pracowałaś, jest o wiele lepsze niż posiadanie czegoś, co w ogóle nie wymagało pracy.

Tak.

Jej mama tak mówiła.

Siedząc tam w swoim łóżku w swoim niesamowitym pokoju, Juno pomyślała o tym, jak widziała, jak Auggie czasami patrzy na jej mamę i jak widziała, jak jej mama czasami na niego patrzy, i jak nigdy nie patrzyli na siebie w ten sposób, kiedy oboje faktycznie patrzyli na siebie.

I naprawdę, naprawdę, naprawdę miała nadzieję, że jej mama ma rację.


 

4 komentarze:

  1. Dziękuje za rozdział :)
    Mam nadzieje że Cisco coś wymyśli bo jak na razie niewypał :(
    CZekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cisco pewnie coś wymyśli. Książka byłaby za krótka, gdyby od razu się udało 😁

      Usuń