środa, 15 grudnia 2021

5 - Ciemność

 

ROZDZIAŁ 5

 

Ciemność

 

 

 

Auggie

 

Kiedy zadzwonił jego telefon, Auggie był w swoim SUV’ie, jadąc na krótką przejażdżkę, aby zająć się jakąś sprawą w wieżowcu w centrum miasta i starał się zachować swoje gówno, kiedy to robił.

Patrząc na deskę rozdzielczą, zobaczył, kto dzwoni.

Biorąc pod uwagę jego nastrój i obecną misję, normalnie nie odebrałby.

Ten dzień nie był dobry, z nim zachowującym się jak ogromny dupek wobec Pepper na pierwszym miejscu listy, z radzeniem sobie z tym, z czym właśnie teraz jechał się zmierzyć i możliwymi tego przyczynami, w najbliższej sekundzie nie potrzebował więcej złego.

Ale to nie pomogłoby tego opóźnić. Po prostu rozprzestrzeniłoby straszne gówno na dłużej.

A biorąc pod uwagę długotrwałą sprawę, nad którą pracowali, nie tylko jego zespół, ale także inne osoby, w tym dzwoniący, to mogła być tylko zła wiadomość.

I tak odebrał.

„Yo, Lee” - powitał Lee Nightingale’a, człowieka stojącego za Nightingale Investigations, główną prywatną agencją śledczą w Denver.

„Hej, Aug” - odparł Lee - „Masz chwilę?”

„Pewnie”.

Lee nie zawracał sobie głowy uprzejmościami, a Auggie nie był zaskoczony, że tego nie zrobił.

Nie chodziło o to, że mężczyzna był niegrzeczny. Chodziło o to, że był późny wieczór, a jeśli Lee nie był w domu z żoną i dwójką dzieci, chciałby zrobić to, co trzeba było zrobić, aby wrócić do domu. Gdyby był w domu, chciałby być z żoną i dziećmi, a nie rozmawiać przez telefon o pracy.

Kilka lat temu pomysł, że Lee Nightingale mógłby być Rodzinnym Facetem, wywołałby chichot u większości mężczyzn w Denver.

Ale tak było.

„Racja” - zaczął Lee - „Shirleen właśnie ze mną rozmawiała. Powiedziała mi, że dzwoniła twoja kobieta”.

Nie tego się spodziewał i słysząc, co to było, Auggie prawie próbował znaleźć miejsce, w którym mógłby się zatrzymać, aby mógł w pełni skoncentrować się na rozmowie.

Ponieważ nie miał kobiety.

Ale wiedział, o kim mówi Lee.

Shirleen była kierowniczką biura Lee.

A to oznaczało, że Pepper dzwoniła do Lee Nightingale’a.

Nikt nigdy nie dzwonił do Lee z dobrych powodów.

Dlaczego Pepper dzwoniła do Lee?

„To nie moja sprawa” – ciągnął Lee - „Nie do mnie należy pytać, domyślam się, że między wami dwojgiem rzeczy stały się w trudne”.

Nie tyle stały się trudne, ile nigdy nie były łatwe.

Poza tym, że wieczorem wyszli na drinka z Boone’em i Ryn. Razem tylko jak przyjaciele: jedna para, jedna, która powinna być parą, ale nie byli.

W barze Pepper nie zabrała rzeczy z miejsca, w którym ich mocno trzymała, czyli ze Strefy Przyjaciół.

Lub, jak to widział Auggie, Strefy Tortur.

Nie wypiła za dużo.

Nadal poprosiła go, żeby odwiózł ją do domu.

Zgodził się, a nie zrobił tego, myśląc, że sam trochę dostanie. Zamiast tego, pomyślał, że jest mamą i nadmiernie uważa na picie i prowadzenie samochodu, biorąc pod uwagę, że miała kogoś, kto liczył na to, że wróci bezpiecznie do domu.

I odprowadził ją do drzwi, bo był synem swojego ojca.

To, co się potem stało, było z jej powodu.

Lee włamał się do jego podróży pasem wspomnień.

„Ale myślę, że chciałbyś wiedzieć, że szuka PI, by znaleźć swojego brata” - zakończył Lee - „Shirleen powiedziała, że nie zgadza się z naszymi stawkami i powiedziała jej, że będzie musiała zadzwonić do kilku innych firm. Więc, aby zaoszczędzić jej czas i pieniądze, możesz zająć się tym dla niej, albo jeśli dwoje przechodzicie przez jakieś gówno, przekaż to jednemu ze swoich braci”.

Właściwą rzeczą do zrobienia w tym scenariuszu było wyjaśnienie Lee, że się pomylił. Że chociaż Lottie próbowała ich połączyć, w przeciwieństwie do wszystkich innych, to się nie udało. Pepper i on nie byli czymś, a przy obecnym stanie rzeczy, a zwłaszcza tym, jak to dzisiaj spieprzył, nigdy nie będą.

Nie zrobił tego.

Zapytał - „Czy powiedziała Shirleen, dlaczego szuka brata?”

„Shirleen nie podzieliła się tym i zeszła z dyżuru na noc. Masz jej numer?”

Auggie wjeżdżał na frontowy podjazd wieżowca, nie odrywając wzroku od lokaja, kiedy odpowiadał - „Mam jej numer. Jestem teraz czymś zajęty. Czy będzie miała coś przeciwko, jeśli zadzwonię do niej później?”

„Biorąc pod uwagę, że jest kobietą, która lubi wsadzać nosa w środek wszystkich spraw, możesz zadzwonić do niej o północy, a ona nie będzie miała nic przeciwko”.

Shirleen była dobrym człowiekiem. Była też dobra w swojej pracy. Była takim dobrym rodzicem zastępczym, adoptowała obu swoich synów i byli już prawie pełnoletni, kiedy to robiła, więc oni wybrali ją tak naturalnie, jak ona wybrała ich.

Była również dobra we wtrącaniu się w interesy ludzi.

Nawet jeśli nie był zafascynowany ludźmi, którzy wtrącali się w jego sprawy, już jakiś czas temu nauczył się, że z jego załogą nie można trzymać ludzi z daleka.

Wybierałeś swoje bitwy.

Ale Shirleen była już w środku i mogła mieć coś, czego potrzebował.

Więc nie miał zamiaru się opierać, żeby to zdobyć.

„Dzięki za telefon, Lee” – powiedział, zatrzymując się w miejscu docelowym.

„Mam nadzieję, że przepracujecie gówno, a powód, dla którego musi znaleźć brata, nie jest zły”.

Na to też miał nadzieję, w obu sprawach.

Ale teraz musiał to zrobić.

„Później, bracie” - powiedział.

„Później, Aug”.

Rozłączyli się, a Auggie, zaparkowawszy przy stoisku parkingowego, zamknął komórkę i wysiadł ze swojego pojazdu.

„Do pana Rappaporta” - powiedział lokajowi, podając klucz.

„Rozumiem” – odparł lokaj.

Aug wszedł do wielkiego foyer i spojrzał prosto na tył, który był ścianą okien z widokiem na wypielęgnowany ogród, który nie miał sobie równych w oświetleniu.

A w holu na lśniącej podłodze leżał wielki dywan w kolorze limonki, który miał subtelny geometryczny wzór w kolorze kremowym. W środku znajdował się ogromny okrągły, czarny stół z gigantyczną kompozycją kwiatową pośrodku.

Kabiny wind, po jednym z każdej strony, były dyskretnie schowane z tyłu. Między nimi znajdowała się część wypoczynkowa. Był tam członek personelu, który prawdopodobnie był kolejnym kamerdynerem plus ochrona, który wisiał dyskretnie w niezbyt dobrze oświetlonym kącie. A konsjerż siedział przy biurku z dwoma fotelami ustawionymi pod kątem, więc najemcy i goście nie musieli robić nic tak obciążającego, jak stanie, gdy prosili o paczki lub pranie chemiczne.

Szedł tam, ale zanim otworzył usta, konsjerż powiedział - „Pan Hero dla pana Rappaporta?”

Więc…

Kurwa.

Cisco wiedział, że nadchodzi.

Ale myślenie o tym nie było niespodzianką.

Bo Brett „Cisco” Rappaport nie ukrywał tego, co odkrył Auggie. A jeśli Cisco nie chciał, żeby coś było znane, to nie było tego wiadomo. Ale Auggie znalazł go w mgnieniu oka.

Więc po tym, co wydarzyło się tamtego dnia, wiedział, że Aug to zniszczy.

I dlatego Auggie był dokładnie tam, gdzie miał być.

„Tak” – potwierdził.

Konsjerż spojrzał za niego, pochylił podbródek, a Aug spojrzał przez ramię i zobaczył drugiego faceta idącego w stronę wind.

„Pan Rappaport czeka na pana” - oznajmił konsjerż - „Brandon pokaże panu” - zakończył.

„Dzięki” - mruknął Auggie, podchodząc do wind.

Dotarł na miejsce, Brandon go odebrał i Auggie nie był zaskoczony, że „Pan Rappaport”, lepiej znany pod imieniem Cisco, miał jednostkę na najwyższym piętrze.

Cisco miał też w górach dom o powierzchni dziesięciu tysięcy metrów kwadratowych.

Ponieważ zbrodnia popłacała.

Auggie nie mógł o tym myśleć. Myślenie o tym stawiało go w miejscu, w którym musiał rozważyć to, czego dowiedział się godzinę temu. A był tam, żeby sobie z tym poradzić i nie zgubić przy tym opanowania.

Już dzisiaj zgubił swoje gówno i żałował tego. Wolałby zgubić to z Cisco, a nie z Pepper, ale nie mógł cofnąć czasu.

To powiedziawszy, może to dobrze, że postawił kreskę pod nimi.

Wolałby zrobić to w inny sposób.

Ale był Hero. Hero nie mieli nic przeciwko pieprzeniu gówna po królewsku.

Możesz zapytać jego ojca.

I jego matkę.

Chociaż ona odzyskała swoją część.

Tysiąckrotnie.

Drzwi windy otworzyły się, wysiadł, zobaczył kolejny stół, również okrągły, znacznie mniejszy, podobnie jak kompozycja kwiatowa na nim (ale była świeża). Spojrzał w lewo i skręcił w prawo.

Na tym piętrze były tylko dwie jednostki.

I potrzebował jednostki 2002.

Przeszedł w tamtą stronę i wcisnął guzik przy wielkich podwójnych drzwiach.

Odczekał około pięciu sekund, zanim jedną stronę drzwi otworzył kierowca, ochroniarz i prawa ręka Cisco, Joe.

„Hej, Aug” – powiedział Joe.

Nie miał pojęcia, w jaki sposób Auggie doszedł do takiego punktu w swoim życiu, że człowiek taki jak Joe witał go, jakby byli kumplami.

A, tak.

Wiedział.

Cisco, który był przestępcą równych szans (oznaczało to, że parał się wszystkim nielegalnym, za co mógłby zarabiać pieniądze), porwał kobiety – te kobiety to były Evie, Ryn, Hattie i Pepper – bo został wrobiony w morderstwo, którego nie popełnił. A Evie została wciągnięta w tę sytuację przez członków jej rodziny.

Po tym, jak Cisco to zrobił, cała załoga Auggie’go została wciągnięta w poszukiwania kręgu brudnych gliniarzy.

„Joe” – odparł Auggie.

„Wejdź” – zaprosił Joe, odsuwając się na bok.

Auggie wszedł.

Krótki korytarz rozszerzał się wykładniczo na duży pokój z niesamowicie dobrym widokiem na światła Denver, z którego w ciągu dnia roztaczał się jeszcze bardziej szalenie dobry widok na Front Range.

Tak.

Przestępstwo całkowicie popłacało.

Auggie wszedł na półpiętro nad obniżonym salonem, którego brzegi tworzyły jedną ciągłą kanapę lub ławkę, łącznie z oknem. Mógłbyś tam leżeć i być twarzą w twarz, czując się, jakbyś unosił się nad Denver.

Miejsce było stylowe, schludne i minimalistyczne do tego stopnia, że nie wyglądało na przyjazne, wygodne ani nawet na zamieszkałe.

Aug wiedział, że Cisco nie spędza dużo czasu w Denver. Wolał góry.

Potrzebował jednak miejsca w mieście, przede wszystkim do prowadzenia interesów.

A to miejsce nie zdradzało nic o tym człowieku, co było mocnym posunięciem taktycznym w jego rodzaju działalności.

„Joe, wszystko w porządku”.

Usłyszał to z lewej strony i spojrzał w tę stronę, gdy zobaczył Cisco idącego długim korytarzem w spodniach od garnituru i koszuli z rękawami.

Gdy tylko spojrzeli w oczy, Cisco przywitał się - „Cześć, Auggie. Czy mogę dać ci drinka?” - jakby Aug był tam, żeby obejrzeć mecz.

„Możesz mi powiedzieć, dlaczego numer, pod który dzwoniła Juno, prowadzi bezpośrednio do ciebie. A potem możesz mi obiecać, że w ogóle nie będziesz miał nic wspólnego z Juno, chyba że Pepper cię do tego zaprosi, od teraz aż do dnia twojej śmierci” – odpowiedział.

Aug poczuł, że Joe się waha, ale Cisco spojrzał na niego i pokręcił głową.

Joe wystartował.

Cisco szedł dalej, aż dotarł do bocznej szafki przylegającej do nieskazitelnej kuchni, która była całkowicie biała. Błyszczące białe szafki bez uchwytów. Eleganckie białe blaty. Błyszczący biały nowoczesny panel kuchenny. Nad wyspą wiszące trzy białe oprawy oświetleniowe.

Cisco dotknął panelu, który odskoczył, otworzył się i odsłonił bar z napojami.

Odwrócił się do Auggie’go.

„Powtarzam, czy mogę dać ci drinka?”

„Nie” – odpowiedział Auggie.

Cisco zajął się robieniem sobie wódki z lodem.

Auggie ćwiczył przy tym cierpliwość.

Wtedy stracił cierpliwość.

„Cisco” – ostrzegł.

Mężczyzna odwrócił się ze szklanką w dłoni.

„To Juno przyszła do mnie. Dałem jej telefon, ponieważ nie chciałem, żeby znowu spiskowała z jedną ze swoich przyjaciółek, aby ją kryła, gdy sama szła do miejsca, w którym mogłaby mnie spotkać, co zrobiła za pierwszym i jedynym razem, gdy się spotkaliśmy” - powiedział Cisco.

Auggie stał nieruchomo i starał się nie myśleć o Juno samotnej na ulicach Denver, zmierzającej do jakiegoś miejsca spotkań, o którym wyraźnie nie wiedziała ani jej matka, ani żaden inny dorosły.

Aug kochał dzieci.

Nie wymagało to głębokiej refleksji, aby zrozumieć, że lubił przebywać w pobliżu dzieci z dwóch powodów.

Po pierwsze, bo dzieci były super.

Po drugie, ponieważ jego dzieciństwo było tak popieprzone, więc chciał być tym facetem, z którym można się dobrze bawić, tym facetem, który nigdy nie był zbyt poważny, tym facetem, który rozumiał instynktownie, że byłeś tylko dzieckiem i powinieneś jak najwięcej z tego korzystać, bo nie trwało to długo.

Ale Juno była kimś więcej.

Juno była słodka, słodka, otwarta, zabawna, uśmiechała się szybko, a jej oczy zawsze były jasne i szczęśliwe.

I była Pepper.

„Spotkaliśmy się w Fortnum, a Tex MacMillan oderwałby sobie rękę, gdyby oznaczało to uchronienie jej przed krzywdą, nawet jeśli nie wiedział, kim ona jest” - kontynuował Cisco. – „I Tex tam był. Więc wybrała dobrze. Ale przede wszystkim wybrała szczęśliwie. Ponieważ była wystarczająco zdesperowana, aby to zrobić, uznałem, że należy ustanowić bezpieczną linię komunikacji”.

„Dlaczego ona w ogóle cię spotykała?”

„Ponieważ bardzo chce, aby jej matka zakochała się w tobie i szukała wsparcia w swoich wysiłkach, aby tak się stało”.

Auggie poczuł, jak jego podbródek wraca na szyję, a brwi unoszą się do góry - „Powtórz?”

„Myślę, że mnie słyszałeś”.

Cisco pociągnął łyk wódki, po czym udał się do wyspy, gdzie oparł się o nią biodrem.

A potem mówił dalej.

„Teraz powiedziałbym ci, że jeśli obecność Juno powstrzymywała cię przed posuwaniem się naprzód z Pepper, albo jeśli to ona powstrzymywała Pepper przed posuwaniem się naprzód z tobą, żadne z was nie musi się tym martwić. Można śmiało powiedzieć, że Juno jest bardzo zgodna z ideą, że będziecie parą, a wyczuwam, że ma to związek z faktem, że bardzo chce, aby jej mama była szczęśliwa i myśli, że możesz ją taką uczynić. Tego jednak nie powiem. Zamiast tego zapytam, dlaczego, do cholery, nazwałeś jej matkę flirciarą”.

Cholerne gówno.

„Skąd o tym wiesz?”

„Juno ma uszy, a Pepper ma przyjaciółki”.

Cholerne gówno.

Miał zamiar złapać je w pracy od mężczyzny, do którego dzwoniła Pepper.

W rzeczywistości był zaskoczony, że jego telefon jeszcze nie wybuchł.

Zwłaszcza jeśli to Lottie rozmawiała z Pepper (a Lottie była tą, która dzwoniła).

Ale także, gdyby to była Ryn.

„Zamierzasz to wyjaśnić?” - Cisco naciskał.

„Nie sądzę, że muszę ci mówić, że to nie twoja sprawa”.

„Przepraszam, ale Juno sprawiła, że to moja sprawa”.

„Juno też nie jest twoją sprawą” – odparł Auggie.

„Pepper ma córkę” - odparł Cisco - „Nie możesz być tak związany ze swoim kutasem, że nie rozumiesz, że jest ostrożna w relacjach, ponieważ jeśli działają, nie będzie w nich jedyną”.

„Ponownie, Pepper i ja to nie twoja sprawa”.

„O ile wiem, nie ma Pepper i ciebie”.

Gówno.

To zabolało.

Auggie otrząsnął się.

„To też nie twoja sprawa”.

Cisco szedł dalej, jakby Auggie się nie odzywał.

„I nie będzie, jeśli nadal będziesz zachowywać się jak sukinsyn”.

Auggie wziął głęboki oddech, dając sobie sekundę na przeanalizowanie faktu, że prowadzi tę rozmowę.

Następnie wykonał ruchy, aby się z tego wyrwać.

„Odbierz ten telefon od Juno” - rozkazał - „I robisz, co musisz zrobić, aby zamknąć Juno. Nakładam to na ciebie ze względu na Juno. Gdyby Pepper wiedziała, że to się dzieje, straciłaby rozum, a Juno jest tylko dzieckiem, które chce dobrych rzeczy dla swojej mamy. Nie zrobiła źle, jako takie. Po prostu niewłaściwie to zrobiła i nie powinna za to znosić zbyt wiele. Więc załatw sprawę, Cisco”.

Powiedział to, co chciał powiedzieć, więc wykonał ruch, żeby się stamtąd wydostać.

„Matka Pepper umiera na raka”.

Przestał się ruszać i ponownie skupił się na Cisco.

„Nie wiem, ile wie Pepper” - kontynuował Cisco - „Juno powiedziała mi tylko, że słyszała, jak jej mama opowiadała, że jej babcia jest chora. Ale wykonałem kilka telefonów do kilku źródeł, które mogły zajrzeć do kilku akt. Jej prognozy są tragiczne. Istnieją opcje leczenia, niektóre eksperymentalne, ale są dostępne i mogą przedłużyć życie, choć prawdopodobnie nie prowadzą do tego, że pacjentka jest wolna od raka. Rodzina zdecydowała się oddać zdrowie matki w ręce Boga”.

„Cholera, pieprzyć to” - warknął Auggie.

Słyszał, że rodzina Pepper była religijna.

Ale cholera.

„Dowiedziała się o tym dzisiaj. Poza tym dzisiaj dowiedziała się, że jej były chce ją odzyskać”.

Całe ciało Auggie’go stwardniało.

„Nie mam pojęcia, co o tym sądzi Pepper” - kontynuował Cisco - „Ale Juno tego nie chce. Ani trochę. Chce ciebie dla swojej mamy. To pragnienie Juno i to, jak daleko będzie się musiała posunąć, aby je osiągnąć, oczywiście ona musi zbadać. Ale z tym, mówię sobie, to nie moja sprawa. To sprawa Pepper. A jeśli wysiądziesz głowę ze swojego cholernego tyłka, też twoja”.

„Spieprzyłem dzisiaj gówno”.

Dlaczego to powiedział?

„Rozgryzłem to” - odpowiedział Cisco – „Biorąc pod uwagę, że Juno widziała, że przez ciebie jej matka się rozpłakała i słyszała, że nazwałeś ją flirciarą”.

Do diabła.

Auggie odwrócił wzrok, położył rękę na karku i potarł, mówiąc - „Jezu”.

„Usłyszała to jako „filtrciarą” i brzmiała na zdezorientowaną, ale ja nie byłem zdezorientowany.” - Cisco wyjaśnił.

Aug chciał znaleźć zabawnym słowo „filtrciarą”.

Po prostu tego nie zrobił.

Bo nie było zabawne to, skąd się wzięło.

Opuścił rękę i spojrzał na faceta.

„Jest niezgłębiona” – stwierdził.

„Żadna kobieta nie jest niezgłębiona”.

Dosłownie to była prawda, ponieważ Auggie ją zgłębił.

W przenośni nie tak bardzo.

„Co się dzisiaj stało?” - zapytał Cisco.

Czy zamierzał rozmawiać z tym facetem?

„Juno poprosiła mnie o rozmowę z jej klasą w dniu kariery”.

Domyślał się, że będzie rozmawiał z tym facetem.

I robił to dalej.

„Pepper wyglądała przepięknie. Pierwszą rzeczą, którą zrobiła, to mnie dotknęła. Jakiś czas temu mieliśmy… coś. Zaczęło się fantastycznie. Stało się jeszcze lepsze. Ale nie skończyło się dobrze. Nie byłem gotowy, żeby mnie dotknęła i zachowywała się, jakbyśmy tego nie mieli. Potem, kiedy robiłem prezentację, nazwała mnie „Słonko”. Nigdy nie nazwała mnie Słonko. To było słodkie. Podobało mi się. Ale to nie było moje. Więc zaszło mi pod skórę, że nie byłem tym dla niej, nie pozwoliła mi być tym dla niej, ale mimo to uważała, że to w porządku, aby mnie tak nazywać, jakbym był dla niej. A kiedy to wszystko się skończyło i było po wszystkim, byłem wkurzony i próbowałem wystartować, ale ona poszła za mną, popchnęła rozmowę i straciłem przy niej opanowanie”.

Cisco obserwował go uważnie - „Często je gubisz?”

„Jeśli masz na myśli, czy mam temperament? Tak. Jeśli masz na myśli, czy normalnie traktuję kobiety jak gówno? Nie”.

„To „coś”, co z nią miałeś, czy ją przeleciałeś?”

Auggie nie odpowiedział, ale spojrzał na faceta.

Cisco skinął głową.

Tak.

Odczytał spojrzenie.

Auggie mówił.

„Pragnę jej i jestem sfrustrowany. Co nie jest wymówką. Wpuściła mnie, a potem wyrzuciła, co jeszcze bardziej mnie sfrustrowało. To też nie jest wymówka. Teraz, dzisiaj to ona wchodzi w moją przestrzeń, dotyka mnie i nazywa „Słonko”, kiedy jak ostatni raz ją widziałem, zamykała przede mną drzwi, podczas gdy mój kutas wciąż był od niej mokry”.

„Ten obraz staje się wyraźniejszy” - mruknął Cisco.

„Tak” – powiedział krótko Auggie - „I, stary, mam intymną wiedzę o więcej niż jednej kobiecie, która pieprzy z męskimi głowami z jakiegokolwiek powodu, dla którego one to robią. Nie wiedzą, czego chcą. Albo wysiadają. Albo naciągają go, bo chcą towarzystwa i orgazmów, ale myślą, że w końcu mogą znaleźć kogoś lepszego. Cokolwiek. A ja nie potrzebuję tego gówna. Wie, że mi się podoba. Wie, że chcę dać nam szansę. Jest zimna. Potem jest miła. Staje się pełna rezerwy. Zmienia się na dowcipną. Jest przyjazna. Potem mnie unika. Potem pozwala mi się pieprzyć przy ścianie w jej foyer, nie wpuszczając mnie nawet do swojego domu, i to ona sprowokowała to, zanim mnie wyrzuciła. A następnym razem, gdy mnie widziała, zachowywała się tak, jakby to się nie stało. Co do cholery?”

„Wiesz, że możesz mnie o to pytać, ale ja nie mogę odpowiedzieć przede wszystkim dlatego, że…” - Cisco pochylił się w jego stronę - „Nie jestem nią”.

„Pepper nie wchodzi w nic głęboko”.

„Pozwoliła ci wejść głęboko, Auggie, i jesteś jedynym mężczyzną od czasu jej zerwania z ojcem Juno, któremu pozwoliła to wejść, więc muszę powiedzieć, że się nie zgadzam”.

Auggie powoli mrugnął, zanim zapytał - „Skąd to wiesz?”

Cisco wzruszył ramionami, pociągnął kolejny łyk wódki i powiedział cicho - „Axl pracował do późna, Hattie zapytała mnie, czy zechcę iść na kolację, odpowiedziałem, że tak. Joe prowadził, ona piła, a kiedy pije, robi się gadatliwa”.

Mag, Mo i Hawk nie rozumieli, dlaczego wszystkie kobiety tak lubiły Cisco. Jak wspomniano, ten człowiek był przestępcą, odnoszącym sukcesy, a w tym świecie nie osiągałeś jego poziomu, będąc dobrym facetem.

Ale kobiety tak bardzo go lubiły, że regularnie spędzały z nim czas.

Chociaż Boone miał wskazówkę.

Axl po prostu go lubił.

Auggie zgadzał się z Magiem, Mo i Hawkiem, nie chcąc mieć z nim nic wspólnego.

Ale teraz Auggie to zrozumiał.

Głos Cisco wrócił do normy, kiedy powiedział - „Więc możesz przyjąć, że masz dużo ludzi po swojej stronie, bo Hattie się tym dzieliła, ponieważ ona też jest sfrustrowana, że Pepper cię nie wpuszcza. Nie zawaham się dodać, że nie tylko ona w twojej ekipie ma takie uczucia”.

„Mogę tego chcieć, oni mogą tego chcieć, Juno może tego chcieć, ale to Pepper musi tego chcieć”.

„Jej rodzina jest w sekcie, wiedziałeś o tym?”

Gówno.

Wiedział, że są religijni, ale…

„Sekta?”

Cisco skinął głową, wypił więcej wódki, a potem powiedział - „Nie jest duża. Główny pastor, który jest również liderem, jest szaleńcem. Nie jest to osobowość, która przyciąga wielu zwolenników, powiedzmy jak Koresh. Ale są naśladowcy, a rodzina Pepper od dawna jest częścią grupy. Szczególnie jej ojciec wierzy, do tego stopnia, że jest diakonem. Hattie powiedziała mi, że zanim znaleźli boga tego faceta, jej mama i tata byli hippisami, prawdopodobnie dlatego Pepper ma na imię Pepper. Ale coś się zmieniło i wolna miłość i jedzenie specjalnych ciasteczek i chodzenie na koncerty Dead stały się zauroczeniem czymś, co było dokładnym przeciwieństwem. Odkąd Juno skontaktowała się ze mną, próbowałem się o nich dowiedzieć, ale ta pokrywa jest szczelnie zamknięta. I myślę, że obaj rozumiemy, że to nie jest dobre”.

Nie to nie było.

Cisco szedł dalej.

„Pepper poczuła się przez to stłumiona. Nienawidziła tego. Była już na swoim, gdy była dziewczynką i uciekła tak szybko, jak mogła. Zostawiła to życie. Zdobyła certyfikat szkolenia fryzjerskiego. Spotkała jej byłego. Zakochała się. Urodziła dziecko. A on szedł naprzód. Sprzedawał samochody, kiedy się spotkali. Rozpoczął sprzedaż nieruchomości. Otworzył własną agencję, gdy miał zaledwie dwadzieścia siedem lat. Teraz pracuje dla niego ośmiu agentów, zajmuje się handlem detalicznym, komercyjnym, zarówno mieszkaniami na wynajmem jak i sprzedażą. I jest kimś, na kogo można popatrzeć”.

Auggie tego nie czuł, głównie dlatego, że gdyby zdarzył się jakiś cud i mógłby załatwić sprawy z Pepper, ona powinna mu o tym powiedzieć.

Nie czuł też tego, ponieważ facet brzmiał jak ktoś do zdobycia i chciał ją z powrotem.

„Cisco…”

„Nigdy też nie przestał pieprzyć swojej ukochanej z liceum”.

Uderzyło go to, jak cios w brzuch.

„Żartujesz” - warknął Auggie.

Cisco pokręcił głową - „Nie, kiedy on i Pepper się spotykali. Nie, kiedy zamieszkali razem, kiedy miała dziewiętnaście lat. Nie wtedy, gdy Pepper zaszła w ciążę, gdy nadal miała dziewiętnaście lat, ale zbliżała się do dwudziestki. I nie, kiedy urodziła dziecko, zadomowili się, przestała pracować i poszła na pół etatu dopiero wtedy, gdy Juno trafiła do przedszkola. Teraz ona mieszka w domu o powierzchni sześciuset metrów kwadratowych, w przyzwoitym sąsiedztwie o średnich dochodach. A on ma tysiąc pięćset metrów kwadratowych nowoczesnego budynku, cztery przecznice od Cherry Cricket w północnej części Cherry Creek”.

Modne sąsiedztwo.

Doceniane sąsiedztwo.

Mieszkanie tego gościa prawdopodobnie kosztowało miliony.

Jej, ani trochę.

Cisco trzymał się tego.

„Udało jej się wydostać z jakiegoś poważnego pieprzenia umysłowego i dysfunkcji z rodziną i z mężczyzną, który mógłby zaoferować jej bardzo stabilne życie, przynajmniej finansowo. A ona była zajęta, rodząc dzieci i pracując na wirtualne pieniądze”.

„Więc Hattie dużo mówi, kiedy ma w sobie kilka” - mruknął Aug.

„Tak” - zgodził się Cisco - „Ale czy ty mnie słyszysz?”

Aug spojrzał mu prosto w oczy.

„Miała tatę, który postawił ją w gównianej sytuacji, gdy dorastała, co mogło być i nadal może być niebezpieczne i musiała przed tym uciec. I od razu przeszła od niego do mężczyzny, który złamał jej zaufanie w sposób, w jaki żaden mężczyzna nie powinien i piekielnie trudno było się jej od niego odbić. Tak, słyszę cię. Ale teraz postaw się w mojej pozycji, gdzie mnie to zostawia?”

„Nigdzie dobrze, jeśli nazywasz ją flirciarą”.

Auggie otworzył usta, ale Cisco podniósł rękę.

„Rozumiem. Mieszane sygnały są do bani. Ale, bracie, o czym ty myślałeś?”

Myślałem, że nie chcę być osądzany po czynach jej byłego, a wtedy nawet nie wiedziałem, czym one były, po prostu nie chciałem, aby jego ciemność została zepchnięta na mnie.

Myślałem, że nie jestem jej byłym, nie wyruchałbym jej i nie powinienem być tak traktowany.

Myślałem, że nie jestem moim tatą i nie powinienem być traktowany jak on.

I myślałem, że ona zachowuje się jak moja mama.

„Auggie?” - zapytał Cisco.

„Nie tylko ona ma skomplikowaną przeszłość, stary”.

Cisco przyjrzał mu się.

Auggie pozwolił się badać.

Cisco zakończyło to pytaniem - „Zapytam jeszcze raz, czy chcesz się napić?”

Aug wciągnął powietrze.

Potem zapytał - „Masz piwo?”

Cisco się nie uśmiechnął. Nie napawał się. W ogóle nie zachowywał się jak kutas.

Zapytał - „Lubisz Fat Tire?”

*****

Auggie zaczekał, aż wróci do domu od Cisco, zanim wykonał telefon.

Boone odpowiedział.

„Bracie, co do cholery?”

To było to.

Pepper zadzwoniła do Ryn.

„Porozmawiamy później, ale na razie musisz znaleźć czas jutro, by powiedzieć Pepper, że Lee skontaktował się z nami, by zająć się znalezieniem jej brata i już nad tym pracujemy. I przez to mam na myśli, że ja będę nad tym pracował, ale nie musisz jej tego mówić”.

„Co?” - zapytał Boone.

„Ona szuka swojego brata, a ja dzisiaj spieprzyłem sprawę, więc ona do mnie nie przyszła, a przez to do nas. Próbuje zatrudnić zewnętrznego detektywa. Mogę go jutro poszukać, dać ci to, co mam, ty możesz dać to jej, a ona nie musi wydawać tej gotówki”.

„Więc wiesz, słyszałem cię. I połączę się z Pepper. Ale muszę ci powiedzieć, to gówno, które dzisiaj wyciągnąłeś, zrobiło rundę. Wszyscy są cholernie wkurzeni” - powiedział mu Boone - „Muszę przyznać, łącznie ze mną”.

„Tym też się zajmę” - obiecał Auggie.

„Jak zrobiło się tak ciemno?”

„Gdybym był tylko ja i jakaś kobieta, która nie jest częścią naszego tłumu, powiedziałbym ci. Ale dla Pepper, będę dla siebie trzymał drogę do tego, co mi się przydarzyło”.

„Co to znaczy?”

„To znaczy, że spieprzyłem, ale był powód. Nie wymówka. Ale powód”.

Boone nic nie powiedział.

Auggie to zrobił i zrobił to przypominając mu, że Aug nie wkurzył się na jednego ze swoich chłopców.

„Znasz mnie lepiej, bracie. Nie zamierzam twierdzić, że to, co zrobiłem, było słuszne. Powiem tylko, że to nie stało się znikąd”.

Nastąpiła przerwa, zanim Boone odpowiedział - „Tak, powiedziałem Ryn coś takiego, że ta historia ma dwie strony. W przyszłości zachowam tę myśl dla siebie”.

Ryn była silną kobietą.

Ryn był także wierną przyjaciółką.

„Zajmę się tym i nie będę tracić czasu i pozwolić jej siedzieć nad tym, co zrobiłem dzisiaj zbyt długo” – powiedział mu Auggie - „Biorąc pod uwagę, jak się sprawy potoczyły, nie spodziewałbym się cudów. Ale daj mi czas. Posortuję to w taki czy inny sposób”.

„W porządku, Aug. I przekażę jej wiadomość, że zajmujemy się tym bratem. Czy to ma coś wspólnego z tym, że jej mama jest chora?”

Tak, wieści się rozeszły.

„Przypuszczam, że tak. Ale jeszcze nie wiem”.

„Jeśli potrzebujesz pomocy, daj mi znać”.

„Zrobi się. Dzięki kolego”.

„W każdej chwili, Aug. Trzymaj się”.

„Racja. Później”.

Rozłączyli się i Aug wszedł od razu do swoich kontaktów, aby znaleźć numer.

Zadzwoniło dwa razy, zanim Shirleen odpowiedziała - „Cholera, chłopcze, myślałam, że nigdy nie zadzwonisz”.

To prawie wywołało u niego uśmiech.

„Muszę wiedzieć wszystko, co powiedziała ci Pepper, Shirleen”.

„Cóż, normalnie nie zrobiłbym tego, ponieważ jasne jest, że nie jesteś jej ulubioną osobą. Jednak zaciekawiłam się i sam zaczęłam szukać rzeczy i muszę ci powiedzieć, Augustusie, nie znalazłam wiele, ale nie podobało mi się to, co znalazłam”.

„Jeśli przyniosę nocne przekąski, mogę wpaść w gości?”

„Moses i ja jesteśmy przytuleni do siebie na noc. Ale zawsze mogę użyć jednej z kaw Texa na rozpoczęcie dnia”.

„Spotkamy się w Fortnum. O której?”

„Dziewiąta”.

„Do zobaczenia”.

„Masz to, Auggie”.

Rozłączyli się.

Aug położył telefon na ładowarce.

Potem wyjrzał przez duże okno w kuchni, z którego roztaczał się widok na ogród sąsiada. Pusta działka w popularnej dzielnicy, którą kupili kilkadziesiąt lat temu i przekształcili, tak że była częściowo z kwiatami, częściowo z warzywami. Zawierała łuk porośnięty winoroślami, które kwitły przez całe lato i mały staw z karpiami koi i fontanną.

Prawdopodobnie jedna z najdroższych, spokojnych przestrzeni w Denver, bo na tej parceli powinien znajdować się dom, a najprawdopodobniej była tak samo opodatkowana.

Ale to było dobre dla Auggie’go, ponieważ był to wspaniały widok.

A on potrzebował odrobiny spokoju, bo ciemność pojawiała się w jego mózgu.

Ciemność, której nigdy nie pozwolił wzrosnąć.

Albo by go pochłonęła.

Ewentualnie unicestwiłaby go.

I jak zawsze musiał walczyć jak diabli, żeby do tego nie dopuścić.


 

3 komentarze:

  1. Dziękuję za rozdział :)
    Uwielbiam Cisco że potrząsnął Augim teraz czekamy na rezultaty.
    CZekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję, czy jest jakaś historia o Ciso??

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje. Mam nadzieje, ze napisze Ashley historie o Cisco. Coraz bardziej lubię tego faceta.

    OdpowiedzUsuń