sobota, 25 grudnia 2021

15 - Bękart Kościoła

 

ROZDZIAŁ 15

 

Bękart Kościoła

 

 

 

Pepper

 

Byłam bardzo niezadowolona, kiedy musiałam w trudnej sytuacji wbiegać po schodach, żeby przebrać się z mojego bajecznego swetra, obcisłych dżinsów i seksownych botek na wysokim obcasie w moją luźną, obszerną sukienkę swetrową, która miała golf i była w kolorze płowego wrzosu.

Byłam niezadowolona, bo sukienka była luźna i za duża, ale i tak udało jej się być seksowną (bo tak było w przypadku sukienek swetrowych, była mistyczna, magiczna i nie kwestionowałaś tego).

Było to szczególnie seksowne, kiedy zestawiłam ją z moimi czekoladowymi zamszowymi butami do ud (których, nie miałam innego wyjścia, jak włożyć, nawet jeśli obcas był wysoki i cienki i nie mieścił się w normach stroju damskiego Tabernakulum Prawdziwego Światła - musiałam coś zrobić, żeby zakryć skórę od połowy uda w dół, która była aluzją, biorąc pod uwagę, że sukienka kończyła się dużo nad kolanami, co było jednym z powodów, dla których była seksowna).

Prawdę mówiąc, sukienka nie była swobodna, gotowa na wszystko, co mógłby przynieść dzień z Auggie’m i, chociaż byłoby mu o wiele łatwiej ją zdjąć (ostatecznie i miejmy nadzieję), przestudiowałam mój wybór strojów na dzień, a luźna sukienka swetrowa nie była „jestem gotowa na wszystko!” a także „Weź mnie, jestem twoja!”, czyli wyglądem, jaki chciałam osiągnąć.

Niestety, musiałam ratować dziewczyny, bo nie wiedziały, co robią.

A wielebny Clyde był podejrzany i pokręcony, a jeśli zostałby zaalarmowany, że szydło wyszło z worka w związku z jego bardzo długoterminowym oszustwem, mógłby je wyczyścić i wystartować szybciej, niż planował.

Nie chciałam, żeby teraz mężczyzna wyrolował w mojego tatę i zostawił go odpowiedzialnym za tonę długów.

Ale, ponieważ prawdopodobnie mój wybór był poza moimi możliwościami i nie mogłabym tego powstrzymać, zrobiłby to w czasie, gdy moja matka nie liczyła na krąg modlitewny, do którego niewątpliwie doprowadziłby wielebny Clyde’a, by wyleczyć jej raka.

Auggie nie dostał memorandum o strojach kościelnych i jako taki miał na sobie spodnie w kolorze wojskowej zieleni z białą koszulką, widoczną nad niebieską koszulą zapinaną na guziki (która była rozpięta). Masywny, sportowy zegarek z brązowym paskiem w fajny sposób ingerował w mankiet lewego rękawa.

Wyglądał fantastycznie.

A jeśli wspomnienie służyło, mężczyźni w kościele nosili nieco bardziej szykowne ubrania niż Auggie, ale nie spodziewano się, że będą tak formalni jak kobiety.

Ale strój Auggie’go był odrobinę poniżej tego, co było normą.

Czułam, że to oznacza, że muszę wejść tam sama.

Dlatego, kiedy byliśmy w jego SUV’ie i jechaliśmy, powiedziałam do Aug’a - „Ponieważ nie jesteś ubrany do kościoła, wpadnę, znajdę ich, zamienię słowo i wyjdę”.

„Wejdziesz jak cholera”.

Zaskoczona jego odpowiedzią, nie tylko słowami, ale także tonem, odwróciłam głowę w jego stronę.

„Przepraszam?”

„Czy twoja rodzina tam będzie?”

„Niewątpliwie”.

Wyczułam napięcie w jego kościach policzkowych i na moje słowo, wygiął wargi, jakby aplikował pomadkę, a kiedy przestał to robić, skrzywił się.

„Niewątpliwie?” - zapytał.

„Tak” - odpowiedziałam.

„Nie wejdziesz tam sama, Pepper”.

„Nie złapią mnie, nie zamurują w swoim kompleksie i nie będę jak Patty Hearst[1]” – zauważyłam.

Spojrzał na mnie, a potem powiedział cicho do drogi - „Mała, poświęć chwilę i pozwól, aby to, co powiem, zapadło w ci pamięć, dobrze?”

O rany.

„Okej” – zgodziłam się.

„Twoja mama tam będzie”.

Moje ciało napięło się.

Oczywiście, że będzie.

Nie pomyślałam o tym.

I oczywiście: znowu.

Ponieważ Auggie pomyślał.

„A to jest to, co mówiłem” - ciągnął - „Jak zdarza się gówno jak to, nie pozwolę ci iść samej. Czy rozumiesz, co mówię?”

O tak.

Myślałam, że zrozumiałam ostatnim razem.

Rozumiałam to choćby przez chwilę.

Ale tym razem zdecydowanie to zrobiłam.

„Tak, Auggie”.

„Powiedziałem to wczoraj, przynajmniej tak mi się wydawało, a ty właśnie powiedziałaś, że wchodzisz sama. Więc żeby się upewnić, czy naprawdę rozumiesz, co mówiłem?”

Mm-hmmm.

Naprawdę rozumiałam, co mówił.

Nie wchodziłam sama…

Ponieważ nie byłam sama.

„Tak, Słonko” - szepnęłam.

Uniósł dłoń między nami i zażądał - „Ręka”.

Umieściłam swoją w jego.

Zacisnął palce, przyłożył je do piersi i przycisnął tył mojej do swojej koszulki.

Wtedy to mnie uderzyło.

Prawdopodobnie szłam zobaczyć się z mamą.

Uderzyło mnie też, że wiedziałam, jak głębokie było gówno, w którym był mój tata.

Uderzyło mnie, że rozmawiałam z moim bratem i powiedziałam mu o mamie, a on mógł nawiązać kontakt. A skoro minął dzień, mógł już to zrobić.

Wreszcie uderzyło mnie, że Auggie wiedział o tym wszystkim, kiedy ja o niczym nie pomyślałam.

I kiedy to uderzyło we mnie, odruchowo moje palce zacisnęły się wokół jego.

Podniósł moją rękę do swoich ust, dotknął jej tam, po czym upuścił ją na swoje udo, wciąż trzymając ją w swojej.

Byliśmy cicho, dopóki nie dotarliśmy do ulicy, która prowadziła do Prawdziwego Światła.

Ja, bo szykowałam się na to, co miało nadejść.

Auggie, wyczułam, bo dawał mi możliwość przygotowania się.

Nie milczałam, kiedy zbliżyliśmy się do kościoła.

A to dlatego, że na poboczu stały już trzy: duży czarny pickup RAM Mo, błyszczący czarny Charger Boone’a i grafitowy Jeep Axla.

A na chodniku stali: Mo z rękami na biodrach, Boone z rękami skrzyżowanymi na piersi i Axl opierający się jedną ręką o maskę swojego jeepa, z drugą ręką zaciśniętą w pasie.

I wszyscy obserwowali nas jadących drogą.

Widząc ich w ten sposób, w połączeniu z wyrazem ich twarzy, odnotowałam sobie w pamięci, aby nigdy nie unieszczęśliwiać załogi komandosów.

W ten sposób przerwałam nasze milczenie całkowicie odpowiednim - „O cholera”.

Auggie nie odpowiedział, ale zwolnił, aż zatrzymał się naprzeciwko nich i zsunął boczną szybę.

„Wchodzimy do środka” - powiedział im.

„Powiedz Hattie, że wyprowadziłam jej samochód z parkingu, a ona ma odprowadzić swój tyłek prosto do mnie” – rozkazał Axl.

Zacisnęłam usta, co z jakiegoś powodu spowodowało, że moje oczy się otworzyły.

Zarobiłam to częściowo po to, by powstrzymać się od śmiechu, a częściowo po to, by powstrzymać się od mówienia, ponieważ Hattie była nieśmiała, urocza i zdecydowanie najbardziej dziewczęca z naszej grupy.

Ale nawet gdy pozwalała swojemu tacie nasrać się na nią (rodziny), nigdy nie pozwoliłaby robić tego mężczyźnie.

Nie żeby Axl na nią srał, ale był cholernie apodyktyczny i nie byłam pewna, czy Hatz by nad tym przeszła do porządku.

Mam na myśli, jasne, kobiety robiły to w moim imieniu (i dlatego, że Lottie chciała wziąć udział w jakiejś akcji). I tak, to było niepotrzebne w tym momencie (nawet jeśli o tym nie wiedziały, nie poinformowałam ich o moim nowym spojrzeniu na sytuację).

Ale tak jak powiedziałam Auggie’mu, nie groziło im żadne prawdziwe niebezpieczeństwo.

Więc nie byłam pewna, czy ten cholernie władczy sposób, w jaki ci chłopcy grają, jest dobry.

„A skoro Hattie przyjdzie, Ryn i Lottie najlepiej, żeby za nią podążyły” - zadecydował Boone.

Hmmm.

Trzymałam mocno zaciśnięte usta, bo nawet jeśli Ryn miała pewne skłonności seksualne (a Boone miał przeciwne skłonności, ale oboje tak pasowali do siebie), to w stu procentach nie była kobietą, która lubiła, jak mężczyzna nią rządzi (w ten sposób, ekhem).

Aug skinął im głową, wcisnął pedał gazu i uniósł szybę.

„Wiesz, że będziemy musieli to dopracować, bo dziewczyny nie będą wielkimi fanami facetów, którzy są apodyktyczni i nadopiekuńczy” – mruknęłam.

„Wiem, że każda sytuacja jest całkowicie nieznana i wchodzisz w nią w ten sposób. Możesz myśleć, że masz wszystkie potrzebne informacje. Możesz myśleć, że zaplanowałeś operację w najdrobniejszych szczegółach. I zawsze możesz zostać zaskoczony, a twoje gówno będzie wisiało w sposób, na który nie jesteś przygotowany. Tyle wiem. I to właśnie wiedzą ci mężczyźni. Więc mała, ostrzegam cię. One spieprzyły wtykając w to nosy. Więc nie robię finezji”.

To było przypomnienie, że jeszcze nie mówiliśmy o jego pracy.

Teraz nie było na to czasu.

Teraz nadszedł czas, by wymamrotać - „W takim razie w porządku”.

„Nie, żeby to utrudniać” – kontynuował Aug - „Ludzie wierzą w to samo z różnych powodów. Ale czy brałaś pod uwagę fakt, że kiedy była młoda, ktoś był siostrą Patty Hearst?”

Gówno.

Zaczynało być mało denerwujące, że wydawał się mieć to wszystko poukładane i wiedział praktycznie wszystko.

W niewielkim stopniu irytujące, a także śmiesznie atrakcyjne.

Uderzające.

Zdecydowałam, że moja najlepsza odpowiedź brzmiała - „Ummm…”

„A więc… tak” – dokończył.

Tak.

Zaparkowaliśmy na dużym parkingu przy kościele, który był dość pełny.

Więc znowu, dane wywiadowcze Auggie’go były poprawne.

Mieli o wiele więcej członków niż kiedyś.

Wysiedliśmy i nawet jeśli szłam na wysokich obcasach, szybko dotarliśmy do drzwi wejściowych.

Zrobiliśmy to trzymając się za ręce.

Aug był tym, co trzymał się za ręce.

Całkowicie staromodny.

Tym razem o tym nie wspomniałam.

Tym razem milczałam, gdy Auggie pchnął drzwi i wszedł pierwszy, wciąż trzymając mnie za rękę, a ja poszłam za nim.

Wyszliśmy z rześkiego, ale słonecznego listopadowego dnia i nasze oczy przyzwyczaiły się do przedsionka sanktuarium, który był przestronny, ale ojciec nie kłamał.

Podłogę pokrywała intensywnie użytkowana, komercyjna wykładzina w kolorze ciemnoszarym. Wokół gołe ściany pomalowane na granatowy kolor. Światło wpuszczały bardzo wąskie okna, ale nie było widać ani skrawka witrażu. Było tam kilka tanio wyglądających lamp stojących, które wyganiały cienie z kątów. A na środkowej ścianie, która oddzielała dwa zestawy teraz zamkniętych podwójnych drzwi, które najwyraźniej prowadziły do sanktuarium, znajdowała się niezbyt wspaniała, ale dość duża artystyczna interpretacja tego właśnie kościoła.

Poza kilkoma nieprzyjemnymi drewnianymi ławkami przy niektórych ścianach, to było wszystko.

Zdecydowanie nie było tu ani trochę ostentacji niektórych większych kościołów, które miały obserwujących w telewizji lub mediach społecznościowych. Lub, szczerze mówiąc, któregokolwiek posiadającego lojalnie zebranych i skrupulatnie dbających o wystrój każdego innego kościoła, w którym bywałam.

To były spartańskie warunki.

Aug nie zwlekał, żeby to obejrzeć.

Zaprowadził mnie do jednych z podwójnych drzwi, a potem poprowadził mnie przez nie.

Łał.

To było wielkie.

I oczywiście niektórzy ludzie korzystali z podwózki.

Tam musiało być kilkaset osób.

Przechodząc wzrokiem, zauważyłam kolejną niespodziankę.

Byli to głównie mężczyźni.

Jak ci mężczyźni myśleli, że dostaną wielokrotność żon, jeśli ich koledzy z parafii też byli kolesiami?

Wielebny Clyde, z jego wąskimi ramionami pokrytymi białymi szatami i wysoką, tłustą, charakterystyczną fryzurą pompadour, która była przeplatana srebrną nicią przez czerń na górze, z pełnym srebrem po bokach (całkiem wampiryczne), prowadził mszę z równie gołej ambony z przodu. A sala była taka ogromna, tylko ci najbliżej nas odwrócili się i spojrzeli, prawdopodobnie dlatego, że ci za nimi nie zauważyli naszego wejścia.

Auggie zignorował ich.

Rzuciłam im spojrzenie przepraszam, że przeszkadzamy, bo to był zakręcony kościół, ale to wciąż był kościół.

Aug skanował, bez wątpienia w poszukiwaniu charakterystycznej głowy z dużymi blond włosami Lottie.

Ja szukałam czegoś innego.

Najpierw on znalazł to, czego szukał i wyszliśmy przez drzwi, przez które weszliśmy, przez przednie malunki i przez następne drzwi.

Przejściem.

I używając mojej ręki, wepchnął mnie jako pierwszą, gdy Hattie, która była na końcu ławki, spojrzała w górę zaskoczona.

Ryn i Lottie również podniosły wzrok.

Ryn nie kryła zdziwienia.

Lottie westchnęła wyraźnie.

Wszyscy się ścisnęli, gdy my się wcisnęliśmy.

„Przepraszam” - szepnęłam do każdego, kto był zakłócony w naszym ogólnym obszarze.

Auggie nic nie powiedział.

Kiedy już dostałam tyłek do ławki, Lottie to zrobiła.

Pochyliła się do przodu i zapukała - „Kto się wygadał? Mo?”

Nie odpowiedziałam, bo nie wiedziałam, ale nawet gdybym wiedziała, a to byłby Mo, nic bym nie powiedziała, bo uwielbiałam Mo i nie chciałam wpakować go w kłopoty.

Wzruszyłam ramionami.

Siedzący obok mnie Auggie też się pochylił - „Weźcie swoje gówno. Wychodzimy”.

Naliczyłam trzy wdechy w naszym sąsiedztwie, niewątpliwie z powodu użycia przez niego słowa „gówno”.

Chociaż mogło to być spowodowane tym, że nadal rozmawialiśmy.

„Nie idę” – oświadczyła Lottie.

„Ja też nie” – powiedziała Ryn.

Ale straciłam zainteresowanie nimi, ponieważ to poczułam.

Spojrzałam na front kościoła.

Były trzy rzędy rzędów ławek ustawionych pod kątem z widokiem na ambonę, środkowa najdłuższa, dwie nawy przecinające kolektyw.

Byliśmy w połowie drogi z tyłu, na lewo od środka.

A na końcu w pierwszym rzędzie ławek po lewej stronie, mój ojciec był odwrócony i patrzył na mnie.

Miałam jego włosy.

Dostałam oczy mojej mamy.

Był teraz prawie całkowicie szary, ale po czterdziestce jego blond pociemniał z wiekiem i zastanawiałam się, czy mój też taki będzie.

Był wysoki, prosty i szczupły, jak ja.

I był przystojny i część tego zachował do dziś.

Oderwałam od niego oczy i zobaczyłam obok niego czuprynę srebrnobiałych włosów, posłusznie upiętą w kok.

Moja mama.

Była ciemna i zaczęła srebrzyć się po czterdziestce. Biel przebiła się po czterdziestce.

A obok niej blondynka i dwie brunetki.

Bez białego. Bez srebra. Żadnej siwizny w tych włosach.

Świecąc i deklarując swoją młodość, nawet jeśli nie widziałaś ich twarzy.

Żony mojego ojca.

„O mój Boże, mam zamiar go, kurwa, zabić” – szepnęłam.

Więcej westchnień, ostre „Ćśś!” wyszeptane „O mój Boże”, a Hattie sięgnęła do mojego kolana i ściskała je.

„Chodźmy” – warknął Auggie.

„Wszystko w porządku?” – zapytała Hattie.

Albo bo robiliśmy awanturę, albo moja mama mnie wyczuła, albo zauważyła, że ojciec się nie odwrócił, bo powoli, mozolnie powoli obejrzała się przez ramię.

I mój świat wypadł mi spod nóg.

Wydałam bardzo głośny dźwięk szoku i smutku.

Ludzie odwrócili się, żeby spojrzeć.

„Wychodzimy” – uciął Auggie.

Nadal trzymał moją rękę w swojej i użył jej, by wyciągnąć mnie z ławki.

Wyczułam, że moje przyjaciółki wstają razem z nami, ale nawet jeśli Auggie ciągnął mnie do drzwi, stawiałam opór.

Bo moja mama była żyjącym szkieletem.

Była oddychającym horrorem.

Zwisy skóry ociekające jej na twarz.

Niezliczone głębokie zmarszczki wokół ust.

Jej rzadkie, srebrzystobiałe włosy spięte w kok na plecach, ale naciągające jej twarz.

Była postacią z nawiedzonego domu.

A miała pięćdziesiąt cztery lata.

Po mojej mamie nie pozostał nawet ślad, a gdybym nie widziała miała świadectwa moich oczu i wspomnienia jej gęstych włosów, nie rozpoznałabym jej.

Mój umysł spanikowany cofnął się, próbując ustalić czas, w którym ją ostatnio widziałam.

Nie tak dawno temu.

Miesiąc.

Może sześć tygodni.

Myślałam, że trochę schudła.

Doszła do tego za sześć tygodni.

Z jakiegoś powodu moje oczy przesunęły się w prawo, na przód środkowych ławek i zobaczyłam kilka kobiet patrzących na mnie.

Kilka starszych.

Reszta młodsza.

Moja siostra ze swoimi przyszłymi siostrami-żonami.

„Mała, chodźmy” – powiedział mi Auggie do ucha.

„Jeśli moglibyśmy, proszę, aby wszyscy zajęli swoje miejsca” - wielebny Clyde poprosił przez coś, co brzmiało jak bardzo wysokiej jakości system audio.

Ławki przy wejściu z wyprzedaży.

Okazja na wykładzinę.

Ale z pewnością słyszałaś Clyde’a w każdym zakątku tej dużej sali.

„Pez, kochanie, wynośmy się stąd” – ponagliła Lottie z bliska.

Spojrzałam z Szafran na tatę.

Stał teraz całkowicie twarzą do mnie.

Nie patrzyłam na matkę.

„Tak” - zawołałam głośno przejściem do niego - „Lepiej, do cholery, idź za mną”.

Więcej westchnień, trochę zszokowanego szeptu, ale odwróciłam się, wyrwałam Auggie’mu i ruszyłam w stronę drzwi.

Wszyscy poszli za mną.

Dotarłam do przedsionka i zaczęłam chodzić.

„Nie sądzę, że teraz jest…” - Ryn.

„No dobrze, może nie powinniśmy…” - Hattie.

„Hej, hej, hej, spójrz na mnie” - powiedziała Lottie stojąc przede mną, zatrzymując moje chodzenie swoją bliskością i ręką na moim policzku.

Spojrzałam na nią - „Ona marnieje”.

Poczułam, że Aug zbliża się do moich pleców.

Twarz Lottie zrobiła się łagodna, kąciki jej ust były opuszczone, a kciuk przesunął się po moim policzku.

Drzwi do sanktuarium otworzyły się i pojawił się mój ojciec.

Zwróciłam się twarzą ku niemu.

Ręka Lottie opadła.

Aug nie poruszył się ani o centymetr ode mnie.

„Doskonałe przewidywanie, tato, ustawić w kolejce młody harem, gdy stary model znika” – warknęłam sarkastycznie.

Poczułam, jak ręka Auggie’go ześlizguje się z mojego krzyża, by owinąć się wokół mojej talii.

Tata zbliżył się do nas, sycząc - „Nie mogę uwierzyć, że pokazałaś się podczas nabożeństwa, powodując scenę”.

„A ja nie mogę uwierzyć, że mam trzy macochy. Czy mam więcej braci i sióstr? Biorąc pod uwagę wiek twoich żon, czy powinienem skontaktować się ze Świętym Mikołajem? Upewnić się, że mam dostęp do list moich braci i sióstr na Święta?”

Tata zatrzymał się kilka kroków dalej - „Postanowiłaś nie być częścią naszego życia, więc nie jesteś. Tylko twoja matka chce cię w owczarni. Gdyby nie ona, byłbym szczęśliwy, gdyś zmarnowała życie w grzechu i zepsuciu”.

Zamrugałam.

Często.

I szybko.

Ponieważ nie odpowiedział na moje pytanie.

„Mam braci i siostry?” - wyszeptałam.

Tata nic nie powiedział.

Spojrzałam przez ramię na Auggie’go.

Jego usta były zaciśnięte.

„Mam?” - pisnęłam.

Jego palce ścisnęły mnie - „Nie wiem, mała. Szczerze”.

Drzwi ponownie się otworzyły i wyszła Saffron.

„Nie powiedziałaś mi, jak z nią źle” - oskarżyłam głośno, zanim drzwi się zamknęły.

„To nie czas, Pepper” - warknęła.

„Kiedy jest czas, Saff?” - zapytałam - „To znaczy, nieco mnie obchodzi mnie fakt, że nie poprosiłaś mnie, abym była druhną na zbliżającym się ślubie…”

Jej oczy rzuciły się na tatę.

Tata spojrzał na mnie groźnie.

„…to twój ślub, twój wybór. Ale ona jest…” - pochyliłam się do przodu - „…naszą mamą. I powinnam wiedzieć, że jest u pieprzonych wrót śmierci”.

„Nie mów tak w tym budynku” – rozkazał tata.

„Oszalałeś?” - zapytałam - „Moja matka umiera!”

„Musisz wyjść, Pepper” - odparł.

„Myślę, że powinieneś chcieć założyć krąg modlitewny jakieś trzy miesiące temu, tato” – odpowiedziałam.

Spojrzał na Saffron - „Zabierz ją stąd”.

„Ile ona ma czasu?” - zażądałem od taty.

Szafran pojawiła się na mojej drodze.

Lottie poruszyła się przede mną - „Nie zbliżaj się do niej”.

Moja uwaga pozostała skupiona na moim ojcu - „Czy mam inne rodzeństwo?”

Tata zwrócił się w stronę sanktuarium.

„Odpowiedz mi!” - krzyknęłam.

Odwrócił się z powrotem - „Lekarze twierdzą, że nie dotrwa do końca roku. A moja rodzina powiększyła się o dwóch chłopców i jedną dziewczynkę, ale to nie są twoi bracia i siostra. Jesteś moją krwią. Ale jesteś bękartem kościoła. Dlatego nie twierdzę, że jesteś moja, więc nie splamisz ich i nie będziesz ich rodzeństwem”.

Tak.

Był szalony.

Drzwi zewnętrzne się otworzyły, ale nie patrzyłam w tę stronę.

Spojrzałam na moją siostrę.

I chłód prześlizgnął się po mojej skórze tak okropnie, że aż cudowne było, że cienkie włosy, które ją pokrywały, nie oszroniły się, kiedy zobaczyłam, jak krzywi się szyderczo na mojego ojca.

Właściwe szyderstwo.

Co u licha?

Nawet gdy wyczułam, że Mo, Boone i Axl dołączają do tego tableau (prawdopodobnie Aug dał sygnał i jedna z dziewczyn wysłała im SMS-a), to, co powiedział mój tata, uderzyło we mnie.

Nie przetrwa roku.

Był listopad!

„Czy ona cierpi?” - zapytałam.

Tata otworzył drzwi do sanktuarium.

Czy ona cierpi?” – wrzasnęłam.

Ale nie wiedziałam, dlaczego to zrobiłam, bo odpowiedź na to pytanie krzyczała z każdego poru mojej matki.

Szafran stanęła przede mną.

Drzwi do sanktuarium zamknęły się za moim ojcem.

Spojrzałam na siostrę i powtórzyłam moje pytanie, bo cholernie chciałam, żeby się do tego przyznała.

„Czy ona cierpi?”

„Potrzebuje pomocy w dostaniu się na mszę, tak.”

Oddech, który wciągnąłam, zaświszczał mi między zębami.

Auggie przykleił się do moich pleców.

Lottie wzięła mnie za rękę.

„Zajmujemy się nią, Pepper” – zapewniła Saffron.

„Powinna być w łóżku. Powinna brać morfinę”.

„Dbamy o nią”.

„W jaki sposób?” - zapytałam, a następnie wskazałam na sanktuarium - „Tak? Wygląda jak śmierć. Wygląda, jakby chciała umrzeć. O czym ty myślisz?”

„Tam jest najbliżej Boga”.

„Jesteś szalona” - szepnęłam.

Otworzyła usta.

„I jesteś okrutna” - splunęłam - „Saff, co się z tobą dzieje? Musisz wiedzieć, że to jest złe”.

„Ona tego właśnie chce”.

„Tego chce tata”.

„Tak, i tego właśnie chce mama”.

Patrzyłyśmy na siebie i do cholery, robiłam to, wiedząc, że moja siostra nie kłamie.

Zamknęłam oczy.

Mocno.

„Pepper, poproszę. To na pewno jej nie pomaga” - powiedziała cicho Saffron.

Otworzyłam oczy.

Coś było w wyrazie twarzy mojej siostry, po prostu nie miałam tego w sobie, żeby to odczytać.

Chciałam nią potrząsnąć.

Dać jej trochę rozsądku.

Uderzyć ją, kopnąć ją i wyładować na niej całą moją wściekłość, że do tego doszło.

Nic z tego nie zrobiłam.

Wyciągnęłam rękę z dłoni Lottie, odwróciłam się i okrążając dziewczyny i chłopców z drugiej strony Saffron, skierowałam się do drzwi na zewnątrz.

„Znalazłaś Bircha?” - zawołała Saffron.

Zatrzymałam się i zawróciłam - „Tak. On wie. Od niego zależy, co zrobi z tymi informacjami. Wychodzę z tego” - wytrzymałam jej spojrzenie i stwierdziłam stanowczo - „Ale chcę czasu z moją matką, Saffron. I to załatwiasz. W przyszłym tygodniu. Chcę czasu z mamą”.

Pochyliła głowę - „Załatwię to”.

„Nie on” – warknęłam.

„Nie on” – zgodziła się.

„Dziękuję” – warknęłam.

Potem odwróciłam się i wyszłam na zewnątrz.

Auggie był tam ze mną i złapał mnie za rękę.

Lottie podeszła po mojej drugiej stronie.

„Tak mi przykro.” - złapała mnie za przedramię – „Tak mi przykro, Pez. Chciałyśmy tylko...”

Zatrzymałam się i spojrzałam na nią.

„Nie jest mi przykro. I nie żałuję. Gdybyście tego nie zrobiły, nie wiedziałabym. Musiałam wiedzieć, Lots. Muszę zacząć sobie z tym radzić. Muszę wymyślić, jak pomóc mojej córce poradzić sobie z tym. I muszę to zrobić teraz”.

Spojrzała na mnie, spojrzała na Auggie’go obok mnie, z powrotem do mnie i skinęła głową.

Znowu zaczęłam iść.

Lottie cofnęła się.

Auggie pozostał przy mnie.

„Pepper…” - zaczął.

Nie patrzyłam na niego, patrzyłam prosto przed siebie, kiedy szepnęłam - „Zabierz mnie stąd, kochanie. Zaraz się rozpadnę”.

„Masz to, kochanie”.

I ponownie jego ręka mocno ścisnęła moją, zabrał mnie do swojego Telluride, otworzył mi drzwi, pomógł mi wejść, zamknął za mną drzwi, wsiadł obok mnie, wyjechał z parkingu przy kościele i znalazł otwarty odcinek ulicy dwie przecznice dalej, gdzie zjechał na pobocze i zatrzymał się.

Wtedy jego pasy bezpieczeństwa nie były zapięte.

Moje zostały odpięte.

Byłam w jego ramionach.

I nie rozpadłam się.

Ponieważ ramiona Auggie’go były wokół mnie.

I jak emocje płynęły ode mnie…

Te ramiona trzymały mnie razem.


 



[1] Patty Hearst - dziedziczka fortuny magnata prasowego w 1974r. została porwana przez lewicową grupę rewolucyjną SLA i prawdopodobnie poddana praniu mózgu, w wyniku którego przyłączyła się do porywaczy.

4 komentarze:

  1. Dziękuję 😘❤️ jej rodzina jest pojechana 🥴

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za rozdział :)
    NO cudowna rodzinka nie ma co :( Ale coś czuję że będą kłopoty z nimi.

    Korekta nie wiem czy ma tak być ale chyba za dużo mnie: „To znaczy, nieco mnie obchodzi mnie fakt, że nie poprosiłaś mnie"

    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń