ROZDZIAŁ
16
Popołudnie
dopełnione
Auggie
Aug
nie był zaskoczony, że Pepper padła około dwie minuty po tym, jak zrelaksowała
się na jego klatce piersiowej na kanapie przed telewizorem z meczem footballu.
Po
tym, jak wypłakała się w jego samochodzie, zapytał, czy chce, żeby ją nakarmił.
Powiedziała mu, że nie jest głodna, po prostu chce się wyluzować. Potem
zapytała go, czy lubi football, a kiedy powiedział, że tak, zadał jej to samo
pytanie.
„Niezupełnie”
- odpowiedziała - „Lubię oglądać gry w ustawieniach społecznościowych, ale sama
nie złapałabym meczu. Ale jeśli będziemy oglądali, możesz robić coś, co lubisz,
podczas gdy ja odlecę. Czy to byłoby dla ciebie okej?”
Chciał,
żeby miała bezpieczną przestrzeń do wyłączenia się, chciał też spędzić z nią
czas, więc się zgodził.
Udali
się do jego mieszkania, podczas gdy ona odstraszała dzwoniące i piszące do niej
przyjaciółki. Wszystkie, co było zrozumiałe, były zaniepokojone tym, co się
stało i wszystkie chciały się upewnić, że z Pepper wszystko w porządku.
Auggie
wiedział, że była blisko ze swoimi dziewczynami, ale to nie powstrzymało go od
uczucia, jak coś osiadało w jego klatce piersiowej, że odstawiła je, a chciała
„wyłączyć się” z nim.
Po
tym, co się stało, nie spakowała torby na ich randkę i nie poprosiła go, aby
zabrał ją do domu.
Znalazła
coś, aby on mógł zrobić to, co jemu się podobało, a co ona mogła z nim zrobić i
nie zabierało jej zbyt wiele sił umysłowych.
Tak.
Bardzo
mu się to podobało.
To
nie był dzień, jaki miał nadzieję jej dać, co obejmowałoby brunch, potem film,
a potem powrót do jego domu, żeby mogli się zrelaksować, wypić kilka drinków, a
ona mogłaby dotrzymać mu towarzystwa, podczas gdy on robiłby jej swoje kanapki
Philly Cheese Ribeye.
Potem
skończyliby noc robiąc to, co oboje chcieli zrobić ich od ostatniego razu.
Uprawiać
seks.
Ale
tym razem nie rzucaliby się na siebie w jego łóżku, bo mieliby czas na
odkrywanie i doświadczanie.
A
jutro obudziłby się obok niej.
W
jego domu, w jego łóżku, z Pepper u jego boku.
Wreszcie.
Oczywiście
z tego dnia usunąłby tę część, w której musiała stawić czoła postępom choroby
matki, tak jak to zrobiła.
Ale
to, że Pepper przytulała się do niego na kanapie w salonie, kiedy on popijał
piwo, a ona drzemała, nie było do bani.
Właściwie
to było niesamowite.
Tak
niesamowite, że mógłby to robić w każdą niedzielę i nie mógłby się tego doczekać.
Cisza,
nie robienie absolutnie niczego z kimś, na kim ci zależało.
Wiedział
dokładnie, kiedy zaczęła się budzić, ponieważ również zaczęła się poruszać, jej
ciało poruszało się przy jego ciele.
Kiedy
to zrobiła, Aug wcisnął brodę w szyję i patrzył na nią, dopóki nie otworzyła
oczu.
Na
początku wyglądała na senną i nieskoncentrowaną, a Aug nie odwrócił od niej
jego uwagi, gdy dochodziła do świadomości.
Od
pierwszej minuty, kiedy na nią spojrzał, myślał, że jest piękna.
Ale
przez ostatni tydzień zastanawiał się, jak to się stało, że nie zauważył, że
jest najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widział.
Poczuł,
jak jej policzek się porusza, gdy patrzył, jak odchyliła głowę do tyłu i
złapała jego spojrzenie.
„Hej”
- wyszeptał.
„Hej”
- odszepnęła.
„Wszystko
w porządku?” - zapytał.
Kiwnęła
głową, przesunęła się trochę tak, że była jeszcze bardziej przyciśnięta do
niego (była wsunięta w jego bok, plecami do oparcia kanapy, ze zgiętą nogą
przerzuconą przez jego uda, więc była już blisko, ale lubił to, że była bliżej
) i z roztargnieniem zwróciła oczy na telewizor.
Pozwolił
jej wziąć więcej czasu i zasysał, jak często w zeszłym tygodniu, kiedy dowiadywał
się o niej czegoś nowego.
Nie
obudziła się tak, jak zwykle: zebrana, w jednej chwili, pełna energii.
Była
niejasna, cicha i urocza.
Zajęło
to trochę czasu i przez większość czasu Auggie obserwował ją, zanim podniosła
się trochę i spojrzała na niego.
„Jesteś
okej?” - zapytała.
„Zdecydowanie”
- odpowiedział.
„Przepraszam,
że padłam”.
To
doprowadziło ich do pytania, które miał od jakiegoś czasu, po prostu zawsze
działo się tyle innego gówna, że nie zadawał tego.
„Kiedy
śpisz?”
„Przepraszam?”
„Wracasz
bardzo późno z pracy do domu. A byłaś dzisiaj na nogach, już gotowa, o
dziesiątej. Skoro pisaliśmy, wiem, że to twój sposób działania. Wracasz do domu
późno, ale nie śpisz do późna. Więc kiedy śpisz?”
Wzruszyła
ramionami i odpowiedziała - „Mam córkę, która musi iść do szkoły. Lubię spędzać
z nią czas, kiedy tylko mogę. I lubię, jak zaczyna dzień wiedząc, że jej mama
jest przy niej. Lubię też, żeby miała dobre jedzenie w brzuchu przed pójściem
do szkoły. Więc wstaję z nią, robię jej śniadanie, a nauczyłam się kiedyś, że
jeśli wyjdę z praktyki między tymi chwilami, kiedy ją mam i prześpię się, kiedy
jej nie będzie, to nie będzie dobre. Więc wstaję codziennie o tej samej porze.
Z wyjątkiem weekendów”.
Uśmiechnął
się do niej, zanim powiedział - „Powtarzam, kiedy śpisz?”
Zaspanie
zaczęło się wycofywać i odwzajemniła uśmiech - „Drzemię, kochanie. Mam
opanowane mistrzowskie drzemki. A Ian się nami opiekuje. Dla mnie oznacza to,
że mój ostatni taniec jest zawsze jednym z pierwszych z dziewczyn, więc zwykle
wychodzę stamtąd około dwunastej trzydzieści do pierwszej”.
„Wciąż
jest to późno, a kiedy wstajesz, co? Około szóstej?”
„Znowu…”
- wskazała do siebie - „…mistrz drzemki”.
Być
może.
Przede
wszystkim kochała swoje dziecko i wykorzystywała każdą okazję, by to pokazać.
A
Juno miała wyrosnąć na jedno z tych dzieciaków, które nie miały pojęcia, aż do
czasu, gdy będzie miała własne dzieci, jak bardzo, każdego dnia, jej mama urabiała
się, by dać jej miłość.
Całe
życie, lub do czasu, gdy zdołał dosięgnąć budzik i zrobić to sam, co stało się,
gdy miał około dziesięciu lat, obudził go ojciec.
I
nie mógł sobie przypomnieć ani jednego przypadku, chyba że był to jakiś
przypadkowy dzień, w którym któreś z nich postanowiło zrobić coś specjalnego
(ale to nie oznaczało wakacji ani urodzin), w którym jego mama lub tata zrobiliby
śniadanie.
W
większości były to płatki zbożowe (jeśli mieli mleko).
Gofry
z gotowego ciasta z jajkiem.
Okazjonalny
przejazd do McDonalda po jajko McMuffin, ale tylko wtedy, gdy jego tata, który
zabierał go do szkoły, był głodny.
Ale,
nie licząc przejazdu, zawsze to było coś, co Auggie mógłby zrobić sam.
„Auggie?”
Pepper
wołająca jego imię sprowadziła go z powrotem na kanapę, z nią ułożoną obok
niego.
Lepsze
miejsce, by być.
„Jesteś
okej?” - zapytała ponownie.
„Tak.
Przepraszam. Ja też się wyłączam. Tak mogą robić niedziele”.
Jej
twarz zrobiła się łagodna.
A
poważnie, jak, do cholery, nie rozpoznał, jaka była piękna, gdy tylko ją
zobaczył?
Poza
cholernymi listami przebojów.
„Zepsułam
nasz dzień” - powiedziała posępnie.
„Nic
nie jest zepsute” - obiecał - „Przegapiłaś brunch i film. Nadal robię ci moje
kanapki Philly Cheese Ribeye. Jesteś teraz głodna? Chcesz późny lunch?”
„Która
godzina?” - zapytała, rozglądając się po pokoju, prawdopodobnie szukając
zegara.
„Około
pierwszej”.
Jej
oczy wróciły do niego - „Serio?”
Wykrzywił
się w kolejnym uśmiechu - „Nie kłamię”.
Wyglądała
na lekko przerażoną - „O mój Boże. Spałam dwie godziny”.
„Zgadza
się. Chociaż to bardziej przypominało to, że przez dwie godziny spałaś jak
zabita”.
„To
nie była moja zwykła drzemka. Te trwają najwyżej dwadzieścia minut”.
Nie
wiedział, jak mogła spać może pięć godzin w nocy, dodając do tego
dwudziestominutową „mistrzowską drzemkę” i myśleć, że jest wygrana.
Z
wyjątkiem tego, że przyjęła wszystko spokojnie.
Zaczęła
swój dzień od wielkiego dramatu, ale nie traciła zmysłów. Nie wpadała w złość
ani nie mieliła wszystkiego, co było warte.
Wypłakała
to. Zdrzemnęła się. A teraz prowadzili swobodną rozmowę.
„Aug?”
Potrząsnął
głową i skupił się na niej tylko po to, by zobaczyć, jak jej oczy zwęziły się
na niego.
„Bądź
szczery, czy jesteś pewien, że nie jesteś wkurzony, że to, co wydarzyło się dziś
rano, zniszczyło naszą randkę?” - naciskała.
„Chciałem
zabrać cię na brunch, ponieważ chciałem cię nakarmić po tym, jak miałem
nadzieję, że wyśpisz się po pracy do późna. Potem zamierzałem zabrać cię do
kina na coś fajnego i do zrelaksowania. To był dla ciebie poważny tydzień,
dlatego zaprojektowałem ją tak, aby była stonowana. A nic nie robi tego lepiej
niż rozwalanie się na kanapie z piłką nożną i drzemką. Więc znowu, nie. Nie
denerwuję się naszą randką. Jestem zły, że musiałaś przejść przez to, przez co
przeszłaś wcześniej, ale chciałem spędzić z tobą moją niedzielę. A właśnie to
się dzieje”.
„Chcę,
żebyś jutro wieczorem wpadł na kolację”.
Powiedziała
to, jakby to jej się wymsknęło. Jakby nie spodziewała się, że to wyjdzie.
I
sposób, w jaki jej oczy zaokrągliły się po tym, jak to powiedziała, podkreślał
to.
Po
prostu tego nie zrozumiał, bo wykorzystywali każdą okazję, jaką mogli, odkąd
zaczęli się łączyć, aby to zrobić.
Łączyć
się.
Więc
jej zaproszenie na kolację, ponieważ zjadł już kilka posiłków w jej domu, nie
wydawało się dziwne.
Dlatego
był ostrożny, kiedy powiedział - „Wchodzę w to”.
Nie
zawahała się to wyjaśnić.
„To
byłaby kolacja z Juno i ze mną”.
Racja.
Juno
miała być jutro w domu.
To
zdecydowanie była duża i szybka rzecz, aby Auggie był w ich domu na rodzinnej kolacji.
„Jesteś
pewna, że jesteś na to gotowa?” - zapytał cicho.
„Ona
chce nas razem”.
„Nie
pytam o Juno. Twoja dziewczyna jasno określiła swoje preferencje. I powtórzę,
wchodzę w to. Teraz pytam, czy…?”
Nie
skończył, ponieważ w jego frontowe drzwi rozległo się maniakalne łomotanie.
Słyszał
to szaleńcze żądanie uwagi często w swoim życiu, albo z waleniem do drzwi, albo
różnymi innymi opcjami.
Słysząc
to w tej chwili, Aug znieruchomiał, a jego wnętrzności się skręciły.
Nie teraz.
Pepper
podskoczyła ze zdziwienia, a jej oczy powędrowały ponad jego głową w stronę
drzwi.
Kurwa,
kurwa, kurwa, kurwa, KURWA!
Walenie
nie ustało i Auggie usiadł, zabierając ze sobą Pepper.
„Nie
ruszaj się stąd, zajmę się tym” - mruknął.
„Zajmiesz
się…?” - zaczęła.
„Chłopcze!
Widziałam twój samochód zaparkowany z tyłu. Wiem że tam jesteś. Otwórz drzwi!”
To
była jego matka krzycząca przez jego frontowe drzwi, jakby to było zupełnie
normalne w niedzielne popołudnie.
Albo
w jakimkolwiek innym pieprzonym momencie.
Poczuł,
że ściska mu gardło potrzeba wykrzyczenia słów, których nie chciał, by Pepper
usłyszała.
Poczuł
też, że jego szyja u podstawy głowy twardnieje z napięcia, że to się dzieje,
zwłaszcza teraz, gdy Pepper była u niego po raz pierwszy.
Na
koniec poczuł mrowienie na skórze, o którym wiedział, że to adrenalina zrodzona
z ostrego gniewu.
„Nie
ruszaj się” - powtórzył stanowczo Pepper, zostawiając ją siedzącą na kanapie,
wstając i podchodząc do drzwi.
Otworzył
je, wiedząc, że frontowe drzwi burzowe będą takie, jak zawsze.
Zablokowane.
To
była jedyna dobra rzecz, jaką wiedział.
Bo
było gorzej, niż myślał.
Jego
matka miała ze sobą walizki.
Rzadko
przynosiła walizki, przynajmniej do jego domu, ponieważ wiedziała, że to nie wypali,
nie było mowy o pieprzeniu się z Auggie’m.
„Skończyłam
z nim” - oświadczyła, gdy tylko zobaczyła syna.
Nie
„Hej”.
Nie
„Przepraszam, że przerywam twoją niedzielę. Jesteś zajęty? Muszę porozmawiać”.
Po
prostu skończyłam z nim.
I
szczerze mówiąc, gdyby Auggie dostawał dolara za każde słowa tego typu wychodzące
z jej ust, przeszedłby na emeryturę.
I
zrobiłby to gdzieś daleko stąd, to znaczy daleko od rodziców.
„Mamo,
to nie jest dobry czas” - powiedział jej, a jej masa ufarbowanych teraz blond
loków na czubku głowy podskoczyła, gdy szarpnęła się ze zdziwienia.
„Co
powiedziałeś?” - zapytała.
„Powiedziałem,
że to nie jest dobry czas. I wiesz…” - przechylił głowę, wskazując walizki - „…to
się nie stanie”.
„Augustusie…”
„Porozmawiamy
jutro” – powiedział i zaczął zamykać drzwi.
„August!” - wrzasnęła.
Ale
nie zamknął drzwi.
Nie
zrobił tego, ponieważ sytuacja, która nie była aż tak wspaniała, pogorszyła się
wykładniczo.
To
dlatego, że jego ojciec krążył po chodniku.
Kurwa, KURWA!
Ta
część nie zdarzała się często. Kiedy odchodziła, jego tata zwykle pozwalał jej
odejść, aby oboje mogli odegrać jakąkolwiek scenę, którą tworzyli, by jak
najbardziej przeciągać, ale zawsze dążąc do takiego samego zakończenia.
Jak
jego ojciec podążał za mamą?
Miało
być źle.
Auggie
zostawił klucze w kuchni, ale musiał otworzyć drzwi, wyjść i zamknąć ten dramat
z dala od Pepper.
Ale
nie mógł tego zrobić, ponieważ nie miał klucza do otwarcia drzwi.
„Dana!
Jeszcze nie skończyliśmy!” - krzyknął jego ojciec.
Jego
matka odwróciła się - „Nigdy tego nie zrobiliśmy, ty kupo gówna, marnotrawstwo miejsca!” - Odwróciła się do syna - „Auggie,
pozwól mi…”
Zatrzymała
się nagle, przechyliła w bok, wstała na palcach i spojrzała za niego.
Cholera,
kurwa.
Nawet
gdy przesunął się, by zasłonić matce widok na dom, zerknął przez ramię.
Pepper
leżała na boku na kanapie. Telewizor wychodził na pokój, kanapa na okna i
drzwi, a jeśli zajrzało się do środka, co robiła jego matka, można było
zobaczyć Pepper.
„Kto
to?” - zapytała jego mama.
Wciąż
odwrócił się w jej stronę, pochwycił spojrzenie Pepper i zobaczył, jak
przygryza wargę i unosi brwi.
Tak,
była piękna.
Tak,
mogła być słodka.
Tak,
często była całkowicie przezabawna.
Ale
teraz nic z tego nie mogło pomóc.
Z
wyjątkiem jednej rzeczy.
„Mała,
czy możesz zabrać moje klucze z kuchni?” - zapytał.
Szybko
skinęła głową, zerwała się z kanapy i ruszyła w tamtym kierunku.
„Mała?”
- zażądała od Auggie’go matka.
„Dana.
Słyszałaś mnie, kurwa?” - jego ojciec zażądał od matki.
Auggie
zwrócił na nich uwagę.
Jego
ojciec stał teraz na werandzie od frontu, który przypominał raczej krótki
betonowy ganek, pomalowany terakotą i biegnący po stronie wynajmowanego przez Aug’a
bliźniaka.
Po
drugiej stronie mieszkało małżeństwo. Nazywali się Tod i Stevie i raz w
miesiącu zapraszali go na specjalną kolację, ponieważ „Wykonujesz prace na podwórku,
w tym przycinanie, a to zasługuje na świętowanie”.
Ich
trawniki były wielkości znaczków pocztowych, więc koszenie zajmowało mu około
piętnastu minut. Do posadzenia było dokładnie sześć doniczek, co zabierało pół
godziny dwa razy w roku. I prawdopodobnie spędzał godzinę w roku przycinając
dwanaście ich krzaków róż.
Ale
Stevie był fantastycznym kucharzem.
Więc
się nie kłócił.
Zastanawiał
się teraz, co czuli w stosunku do niego jako sąsiada, gdy jego mama
wykrzykiwała przekleństwa w niedzielne popołudnie.
„Kim
jest ta kobieta?” - spytała jego matka Auggie’go, niestety, sprowadzając go z
powrotem na ich scenę.
Demetrios
„Dem” Hero, jego tata, który nawet nie spojrzał na Auggie’go, zwrócił swoją
uwagę na syna - „Kobieta?”
„Naprawdę
masz kobietę w swoim życiu i nie powiedziałeś o niej matce?” – spytała Dana,
jej głos stał się bardziej piskliwy.
Miał
wiele w życiu, praktycznie wszystko, o czym nie mówił matce.
„Spotykasz
się z kimś wyjątkowym, Auggie?” - zapytał Dem.
Jak,
do cholery, mogli wylądować na jego progu w środku tego, co się z nimi dzieje,
a teraz zachowywać się tak, jakby jego życie było w jakiś sposób ich sprawą?
Nigdy
nie zrobili niczego związanego z nim, nawet gdy był w tym wieku, kiedy musiał na
nich polegać.
„Nie
robimy tego teraz” - ogłosił Aug - „To nie był dobry dzień dla Pepper, więc
cokolwiek dzieje się z wami dwojgiem, musi się wydarzyć gdzie indziej”.
Usłyszał
za sobą niski gwizd. Odwrócił głowę, a Pepper podniosła rękę z jego kluczami.
„Pepper?
Ma na imię Pepper? Co to za imię?” - To była jego mama.
„Fajowo,
synu. Bardzo dobrze” - To był jego tata, który najwyraźniej miał oko na Pepper,
nawet jeśli starał się by pozostała poza zasięgiem wzroku.
„Co
to, do cholery, ma znaczyć?” - znowu jego mama.
Auggie
skinął głową Pepper.
Pepper
wysłała klucze w jego stronę.
Złapał
je, otworzył drzwi i zaczął przepychać się z rodzicami, którzy oboje próbowali
się wcisnąć, podczas gdy on odpychał ich, jego matka w tym samym czasie
chwyciła swoje walizki.
Innymi
słowy, przegrał walkę z przepychaniem i znalazł się przyciśnięty plecami do
otwartych drzwi, gdy oboje jego rodzice wchodzili do jego domu… jego mama
robiła to ze swoimi pieprzonymi walizkami.
Wtedy
poczuł, że jego skóra zaczyna się nagrzewać.
O
tak.
Będzie
źle.
I
nie chciał, żeby Pepper to zobaczyła.
„Uh…
hej” – usłyszał niepewne powitanie Pepper.
Auggie
wszedł, ćwicząc cierpliwość i okrążając rodziców, gdy jego tata odpowiedział -
„Cześć, dziewczyno”.
„Więc
tak, oczywiście, po pierwsze, flirtuje z
dziewczyną swojego syna” – oznajmiła Dana nikomu.
Gówno.
„Co
jest z tobą nie tak?” - Dem zapytał żonę - „Tylko się przywitałem”.
„Zastanawiam
się, co twoja dziewczyna pomyśli o tym, że dyszysz za kobietą wystarczająco
młodą, by być twoją córką?” - Dana spekulowała, dając wskazówki, dlaczego tak
się dzieje. Albo tata odchodził, albo myślała, że odchodzi - „Powiem ci, co
myśli twoja żona. Uważa, że to śmierdzi”.
„Powiem
to jeszcze raz” – wtrącił Auggie – „Nie… robimy… tego… teraz”.
Zwróciło
to na niego uwagę obojga rodziców.
„Synu…”
- zaczęła Dem.
Ale
Dana przemówiła do męża, celując w swojego chłopca.
„Nie
znoszę ograniczać twojego stylu, Auggie. Ale potrzebuję miejsca, w którym mogę
się zatrzymać, dopóki nie będę mogła tego uporządkować”.
Tłumaczenie:
Dopóki nie uda mi się namówić jednego z moich byłych kochanków, żeby mnie
ulokował na chwilę lub dopóki znalazłabym nowego. Ale jeśli to nie zadziała,
znajdę sposób, by załatwić sprawy z tatą, nie tracąc twarzy, żebym mogła z
powrotem do niego wrócić. Ponieważ wypróbowałam cierpliwość wszystkich moich
przyjaciół z tymi śmieciami, a oni ze mną skończyli, więc ty jesteś moją
ostatnią deską ratunku. I to wszystko dotyczy mnie, fakt, że masz coś, nie ma
najmniejszego znaczenia.
„Mamo,
nie zostaniesz tutaj” – powiedział jej.
„Nie
mam gdzie się zatrzymać” – odpaliła.
„Rozmawialiśmy
o tym wcześniej” – odpowiedział.
„Nie
przedstawisz nas swojej dziewczynie?” – zapytał Dem.
Dana
przeniosła uwagę na męża - „Oczywiście myślisz tylko o dziewczynie. Ponieważ
twój mózg był w spodniach, odkąd sformułowałaś swoją pierwszą myśl”.
Dem
też przeniósł swoją uwagę – „To twój umysł w rynsztoku, Dana. Nie mój”.
„Mieszkam
w rynsztoku, spędzając z tobą zbyt wiele życia” – odparła.
„Musisz
to lubić, skoro ciągle wracasz” – stwierdził jego ojciec.
„Składasz
obietnice, czyli kłamiesz” – odpowiedziała - „I znowu to robisz. I jeszcze
trochę. To, co muszę zrobić, to zbadać moją cholerną głowę, bo zawsze ci wierzę”.
Potem,
niestety, jej uwaga przeniosła się na Pepper.
I
mówiła dalej.
„Bądź
ostrożna, dziewczyno. Wyglądają tak, że wiedzą, że mogą raz po raz złamać ci
serce, a ty pogodzisz się z ich gównem”.
Auggie
otworzył usta.
Jego
ojciec miał w tym więcej praktyki, więc przemówił pierwszy.
„Skończ
z tym gównem, kobieto. To nie moja uroda to zrobiła, to mój portfel”.
Ten
temat rozmowy zawsze był wskaźnikiem pogorszenia się sytuacji, bo oboje
potrafili się nawzajem oszukiwać, okłamywać, gadać ze sobą, ale jego matka wykreślała
granicę ojcu oskarżającego ją o to, że jest z nim dla pieniędzy.
Mężczyzna
zarabiał może pięćdziesiąt tysięcy rocznie. To był przyzwoity zarobek, ale
daleko mu było do tego, żeby się tarzał w forsie.
Ale
jego matka nudziła się pracą, jak tubką szminki, co oznaczało, że szybko traciła
zainteresowanie, wyrzucała ją i dostawała nową. Nigdy nigdzie nie była
szczęśliwa przez długi czas. A ponieważ jej CV miało dziesięć stron, a
obejmowało tylko pięć lat pracy, wszelkie dobre możliwości wyschły dawno temu.
Tak
więc problem w oczach Dany z tym, co powiedział Dem, polegał na tym, że było w
tym ziarno prawdy.
Co
oczywiście pogorszyło sytuację.
„Nie
znudziły mi się moje wycieczki na twoim jachcie na Riwierze, Dem” – stwierdziła
chłodno – „I masz rację. To nie twój wygląd. Przynajmniej już nie, staruszku”.
„Pieprz
się, Dana” – splunął jego ojciec.
Tak.
Pogorszyło
się.
Ponieważ
jego matka nie mogła znieść jednej rzeczy, którą było rzucanie jej w twarz
pieniędzmi.
Jedyną
rzeczą, której jego ojciec nie mógł znieść, było przypomnienie mu jego wieku i
blednącego wyglądu. Próżność jego ojca była ekstremalna i wcale nie radził
sobie dobrze ze swoją podróżą przez schyłkowy etap wieku średniego.
„Chciałabym.
Ty jesteś zbyt zajęty pieprzeniem swojej nowej dziewczyny, Dem” – odpaliła
Dana.
„Pieprzone piekło!” - eksplodował Auggie -
„Zamknijcie się, kurwa, i wynoście się z
mojego domu!”
Oboje
jego rodzice spojrzeli na niego.
Poczuł,
że Pepper się zbliżyła i położyła mu rękę na plecach.
To
powinno sprawić, żeby poczuł się lepiej, z Pepper blisko. Dotykającą go.
Tak
się nie stało.
To
wszystko pogorszyło.
O
wiele gorzej.
Bo
to było to.
To
byli oni.
To
była jego rodzina.
Wliczając
w to, że ostatecznie stracił opanowanie tak po prostu.
„Czy
usłyszałem, jak mówiłeś w ten sposób do swojej matki i do mnie?” - zażądał jego
ojciec.
„Zabierz
jej walizki, tato, weź ją i wyjdź” – odparł Auggie napiętym głosem, a jego mózg
próbował znaleźć trochę spokoju.
„W
niedzielę masz w domu kobietę, co oznacza, że to coś” - Dem wskazał ręką Pepper
- „A nigdy nie słyszeliśmy ani słowa o tej dziewczynie. Jesteśmy tu. Nie
przedstawiasz nas. A potem nas przeklinasz i nas wyrzucasz?”
„Matka
Pepper umiera na raka” – stwierdził nagle. Oczy jego ojca skierowały się prosto
na Pepper, wyrzuty sumienia pojawiły się na jego twarzy, oczy matki nie
oderwały się od Auggie’go, ale zwęziły się - „Dziś rano dowiedziała się, że jej
mama nie przetrwa do końca roku. Teraz, słysząc to, czy naprawdę, kurwa, myślicie,
że w cokolwiek wy dwoje jesteście uwikłani i przynieśliście do mojego progu, wepchnęliście
się tu, kiedy powtarzałem wam wielokrotnie, że to nie czas na to, aby teraz spadło
na mnie więcej niż dopilnowanie spraw z moją kobietą?”
To
ich uciszyło.
Przeniósł
uwagę na matkę - „Zabierz swoje walizki, mamo, i idź. Wiesz, że to nie przejdzie.
Nie mam dla ciebie miejsca, a ty robisz bałagan. On po tobie posprząta, ja nie.
Nie potrzebuję twojego gówna w całym moim domu i ledwo mam czas, żeby po sobie
posprzątać. A teraz, prosto, mam na talerzu inne gówno i nie mogę sobie
poradzić z twoim”.
Jego
spojrzenie powędrowało do ojca i skończył.
„Zabierz
ją, tato, i idźcie. Teraz”.
Dem
spojrzał na Pepper - „Przykro mi z powodu twojej mamy, dziewczyno”.
„Dzięki”
– powiedziała cicho Pepper.
„Wiesz,
mogłaś powiedzieć: „Cześć, nazywam się Pepper”” – ucięła jego matka - „To
znaczy, jaki rodzaj osoby się nie przedstawia? Zwłaszcza dziewczyna pieprzonym
rodzicom jej mężczyzny”.
I
oto było.
Dana
zagłębiała się w grę na dłuższą metę, zachwycona perspektywą wciągnięcia nowego
gracza do swojego teatru.
Wzrok
Auggie’go zamglił się.
Pepper
poruszyła się i poczuł jej plecy przyciśnięte do jego przodu.
„Dana,
musimy się stąd wydostać” – wymamrotał Dem, a była to jedyna mądra rzecz, jaką
Auggie usłyszał od niego od dziesięciu lat.
„Przepraszam,
masz rację. Pomyślałam, że najlepiej będzie, jeśli Auggie poradzi sobie z tą
sytuacją. Ale jestem Pepper i może…” – zaczęła Pepper.
„Nie
przepraszaj ich, kurwa” – warknął Auggie.
Pepper
ucichła.
„Wypierdalajcie”
– powtórzył Auggie.
„Nie
jestem fanką tego, że mówisz do mnie w ten sposób” – powiedziała jego mama.
„Wiesz
co?” – zapytał Auggie Dem’a – „Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego ją przyjmujesz
z powrotem. To kawał cholery. Moja rada, wracaj do domu szybciej niż ona,
zarygluj drzwi, wezwij cholernego ślusarza i skończ z tym”.
A
kiedy to powiedział, zignorował rozwścieczone westchnienie matki, ostrożnie
odsunął Pepper z drogi, podszedł do mamy, pochylił się i podniósł jej walizki.
Następnie
przepchnął się między nią a swoim tatą, podszedł do frontowych drzwi, otworzył
je i posłał je jedną po drugiej w dół frontowym chodnikiem.
Chcieli
dramatu.
To
mieli.
„August!”
– pisnęła Dana.
„Chłopcze,
to było przesadzone” – wycedził Dem.
Skierował
wzrok na swojego tatę – „Wiesz, że mogę was oboje wyrzucić. Nie zmuszaj mnie”.
Ojciec
i syn wpatrywali się w siebie.
Auggie
nie był zaskoczony, że wygrał szybko, ponieważ nie zajęło to nawet trzech
sekund. Jego ojciec cofnął się i złapał Danę za rękę.
To
dlatego, że Dem był słaby i w każdej sekundzie życia Auggie’go demonstrował,
jak głęboko sięga ta wada.
Do
cholery, nie mógł nawet wygrać zawodów
na odwrócenie wzroku.
Właśnie
dlatego, ku szemraniu i narzekaniu matki, Dem zaprowadził Danę do drzwi.
Auggie
zamknął na klucz za nimi drzwi burzowe i drzwi frontowe.
Następnie
zwrócił się do Pepper.
„Nadal
chcesz, żebym jutro zjadł kolację z tobą i Juno?” - zapytał zgryźliwie.
„Weź
oddech” - nalegała.
„Mogę
wziąć ich tuzin, to nie sprawi, że te bzdury znikną”.
„I
tak weź jeden”.
Wziął
krótki, ostry oddech.
„Jeszcze
jeden, Słonko” – zachęciła.
Zrobił
to ponownie, trwał dłużej, poszedł głębiej.
Niewiele
to pomogło, ale przynajmniej nie chciał już krzyczeć ani rozrywać na strzępy swojego
salonu.
„Jeszcze
jeden. Dla mnie” - poprosiła - „Tym razem zwracaj uwagę tylko na oddech. Nie
musi być głęboki. Po prostu skup się na wejściu i wyjściu”.
To
też zrobił.
Dobra,
trochę lepiej. Nie bardzo. Ale to było coś.
„Przyniosę
ci kolejne piwo” - oświadczyła, kiedy wypuścił ostatni wydech - „Idziesz ze
mną?”
Spojrzał
na nią, by ją ocenić.
Wydawała
się spokojna, czujna, obserwująca go uważnie.
Nie
tak, jakby czekała, aż nie wydawałoby się to zbyt niegrzeczne, aby poprosić go,
aby zabrał ją do domu, ponieważ nagle dostała „bólu głowy”.
Więc
skinął głową.
Posłała
mu mały uśmiech i wyciągnęła do niego rękę.
Podszedł
do niej, wziął ją, a ona odprowadziła go do kuchni.
Tam
dała mu piwo, oparła tyłek o blat, poczekała, aż wypije łyka, a gdy tylko
opuścił rękę, powiedziała - „Porozmawiaj ze mną”.
„Nie
wiem, co powiedzieć” – odparł - „To prawie wszystko powiedziało” - i użył
swojej butelki, aby wskazać salon.
„To
mówiło dużo o nich, ale ja nie martwię się o nich. Martwię się o ciebie”.
„Tak,
a ja martwię się o to, ty jak czujesz się z facetem, który nie tylko ma takich
rodziców, ale który bez wahania się wchodzi między nich i brudzi się” –
odpowiedział.
Wydawała
się zdezorientowana, kiedy zapytała - „Jak się tym brudzi?”
Czubkiem
butelki z piwem wskazał salon, tym razem bardziej wzburzony.
„Kotku,
to nie przyniosło mi tam żadnej przysługi” – zauważył.
„Wdarli
się do środka” – powiedziała.
„Tak,
byłem tym, przez którego się przepchnęli” – potwierdził.
„Auggie,
szczerze, byłam naprawdę zaskoczona, że tak długo zajęło ci z nimi zgubienie
opanowania. To znaczy, jesteś do nich przyzwyczajony, ale weź to od kogoś z
zewnątrz. To było szalone”.
Patrzył
na nią.
„Poważnie”
– ciągnęła – „…to było tak, jakbyś nie istniał, chociaż to oni do ciebie
przyszli. Nigdy czegoś takiego nie widziałam”.
„Masz
rację” – stwierdził.
„Przepraszam?”
„Ja
nie istnieję”.
Obserwowanie
jej reakcji na te słowa było jak oglądanie zwolnionego filmu z manekinami do
testów zderzeniowych w samochodzie, uderzających w barierę. Jej ciało kołysało
się do przodu i do tyłu, jej oczy były utkwione w nim.
„Mogę
tylko powiedzieć, że moja mama nie wstawała codziennie, żebym jadł dobre
śniadanie” – kontynuował.
I
to sprawiło, że się skrzywiła.
Ale
jeszcze nie skończył.
„Jestem
dla nich niczym, dopóki nie zdecydują, że nadszedł czas, aby moja postać
pojawiła się na scenie. Zawsze tak było, Pepper. W tej chwili zupełnie o mnie
zapomnieli. Albo są na chodniku, żeby to zrobić. Lub w swoich pojazdach
ścigających się ze sobą do domu, aby to mieć. Albo zdecydowali, kogo następnego
wciągną w ich dramat i jadą tam. Fakt, że wdarli się do tego domu, do naszego
czasu, zrobili to, co zrobili, powiedzieli to, co powiedzieli, otrzymali
reakcję ode mnie, z którą wyszli, nie ma dla nich znaczenia. Chodzi o niego i o
nią, ponieważ szczerze myślę, że ją kocha, to po prostu popieprzona miłość. Ona
myśli tylko o sobie, koniec. I to wszystko”.
„Auggie”
- szepnęła.
„Ale
powinienem być ponad tym. Nie powinienem pozwolić, żeby to do mnie dotarło.
Powinienem po prostu pozwolić im powiedzieć, co mają do powiedzenia sobie
nawzajem i poczekać, aż stracą zainteresowanie mną”.
„Z
tego, co widziałem, nie miałeś innego wyjścia, jak tylko w tym być”.
„Każdy
ma wybór, Pepper”.
To
było tak, jakby nic nie powiedział, kiedy kontynuowała - „I żadne dziecko nie
powinno czekać, aż rodzice przestaną się nimi interesować, ponieważ żadne
dziecko nigdy nie powinno czuć, że rodzice stracili zainteresowanie nim. Nie
obchodzi mnie, czy masz osiem czy osiemdziesiąt lat”.
„Pepper,
nie upewniali się, że zjadłem śniadanie, zapominali więcej moich urodzin, niż
pamiętali, a ty otwierasz mi drzwi szybciej niż moja mama, kiedy jestem na
zewnątrz i ona mieszka gdzie indziej, a ja wpadłem ku jej ubolewaniu”.
Coś
zaskoczyło w jej twarzy, widział to.
Ale
był tam, gdzie był w swojej głowie i musiał dokończyć dawanie jej tego, żeby to
zrozumiała i nie zastanawiała się, co z nim, do cholery, jest nie tak.
„To
jest moje życie z nimi i żałuję, że nie mogę powiedzieć, że zdarza się to tylko
czasami, ale oni walczą przez cały cholerny czas i jakoś przekonali się, że przejmuję
się, kiedy to robią. To telefony. To SMS-y. Pojawia się tak, jak właśnie byłaś
świadkiem. Zapraszają mnie na piwo, żeby mogli utopić swoje smutki, ale przede
wszystkim zrzędząc o tym drugim, do mnie, ich syna. Jakbym był kumplem albo
jakąś pieprzoną rzeczą. Próbowałem to ignorować. Próbowałem rozmawiać z nimi w
ich racjonalnych chwilach i mówić im, że nie chcę się w to angażować. Poza
przeprowadzką, zmianą numeru i grając na jak najwięcej sposobów, aby zniknąć z
ich życia, jakie wymyślałem, ale, szczerze mówiąc, nie wiem, jak się ich
pozbyć”.
Otworzyła
usta, ale rozległo się pukanie do tylnych drzwi i „Juhu”.
Auggie
spojrzał w tę stronę, żeby zobaczyć przez oszklone drzwi, że byli tam zarówno
Tod, jak i Stevie.
Fantastycznie.
Podszedł
do drzwi i otworzył je, tym razem odsuwając się na bok bez wahania.
Weszli
Tod i Stevie, Tod patrzący na Pepper, Stevie patrzący na Aug’a.
„Dziewczyno,
ta sukienka ze swetra to cuudo” –
powiedział Tod do Pepper.
Nie
trzeba się przedstawiać, bo już się znali. Tod i Stevie należeli do plemienia
Rockowych Lasek, które było załogą Jet, siostry Lottie.
I
często się spotykali.
„Dzięki”
- odpowiedziała.
Tod
odwrócił się do Steviego i oświadczył - „Potrzebuję sukienki ze swetra”.
Ważna
uwaga w tym momencie: Tod był drag queen znaną jako Burgundowa Róża.
Nie
tracąc ani chwili, Stevie odpowiedział - „Cekiny twoich sukni zahaczą o
dzianinę, gdy włożysz ją do swojej szafy na ubrania”.
Tod
wyraźnie się nad tym zastanawiał, kładąc w tym celu wyciągnięty palec
wskazujący obok ust.
„Wszystko
w porządku?” - Stevie zapytał Aug’a.
„Przepraszam,
że musieliście tego słuchać. Moi rodzice coś mają” – powiedział mu Auggie.
„Słyszeliśmy
i widzieliśmy” - stwierdził Tod - „Teraz odgrywają nieznaną dotąd sztukę
Tennessee Williamsa na froncie”.
Auggie
wyglądał w tę stronę, widząc lodówkę, szafki i kuchenkę, nic nie słysząc, ale
ani przez chwilę nie wątpił w słowa Toda.
„Teraz
jesteśmy tutaj, aby zapytać, czy wszystko w porządku, ale także zapytać, czy
powinniśmy uprażyć trochę popcornu na wypadek, gdybyśmy zgłodnieli, kiedy robiliby
to, na co to wygląda, bo trochę to potrwa” – zakończył Tod.
„Kurwa,
przepraszam” - mruknął Aug, czując, jak coś kwaśnego uderza w jego wnętrzności
i zaczął się poruszać - „Pozbędę się ich”.
Nie
uszedł daleko, bo nagle w drzwiach stała Pepper.
„Nie,
nie pójdziesz” – powiedziała.
„Tylko
dla podkreślenia, jesteśmy tutaj głównie po to, aby sprawdzić, czy wszystko w
porządku” – poprawił Stevie.
Aug
spojrzał przez ramię na Steviego i powiedział - „Dzięki. Jestem w porządku. I zajmę
się tym.” - Odwrócił się do Pepper i rozkazał - „Kotku, proszę, zejdź z drogi.
Muszę tam wyjść i spróbować zabrać ich do ich samochodów”.
„Mieli
dzisiaj dość twojego czasu” – odpowiedziała.
„A
jeśli każesz im odejść, co zrobimy z naszą niedzielą?” – zapytał Tod. - „Jestem
cały za leniwą niedzielą. Nigdy nie jestem za nudą”.
Znowu
zwrócił się do chłopaków i powiedział - „Jesteś spoko. Doceniam to. Ale...”
„Żadnych
ale” - wtrącił się Tod - „A dziewczyna w bajecznej sukience ma rację. Jeśli to
są twoi rodzice, wystarczy około dziesięciu sekund” - Machnął ręką w powietrzu
- „I tak straciłem zainteresowanie. Czas porozmawiać o tym, jak w końcu się zeszliście. I będziesz całkowicie
poza ich docelowym zasięgiem, jeśli zdecydują, że trzeci akt obejmie ciebie, jak
robimy to u nas” - Zwrócił się do Steviego - „Czy mamy Freixenet?”
„Czy
bywa, że nie mamy Freixenet?” - odpowiedział Stevie.
„Omójbosze!” - Tod podskoczył i spojrzał
na Pepper - „Mamy nie tylko Freixenet, ale także Freixenet Rose w tej butelce z
ciętego kryształu. Idealny do
ochrzczenia faktu, że wy dwoje wreszcie wyjęliście sobie głowy z tyłków”.
„Tod!”
- Stevie warknął.
„Czy
się mylę?” – spytał Tod swojego męża.
„Może
nie, ale na litość boską” – odpowiedział Stevie.
„Jesteśmy
razem od dziesięcioleci, kiedy przestaniesz udawać, że jesteś zaskoczony moim
zachowaniem?” – zapytał Tod.
„Nie
udaję, że jestem zaskoczony. Demonstruję moją nieśmiertelną nadzieję, że
nauczysz się zachowywać” – odpalił Stevie.
„Gdybyś
chciał mężczyzny, który by się zachowywał, nie poślubiłbyś mnie” – odparował
Tod.
Stevie
zwrócił się do Auggie’go i Pepper - „Nienawidzę tego, że ma rację”.
Tod
przybrał zadowoloną minę.
To
był jeszcze jeden związek w sferze Auggie’go, w którym ludzie kochali się
nawzajem w zdrowy sposób, nawet jeśli wiązało się to z przekomarzaniem się lub
kłótniami.
„Idziecie,
czy co?” – zapytał Tod.
Aug
spojrzał na Pepper.
W
chwili, gdy ich oczy się spotkały, dała mu odczucie, że próbowała zobaczyć coś
poza nimi, w głębi jego mózgu.
Następnie
powiedziała - „Uwielbiam dobre różowe”.
Tak.
Odczytała
go dobrze.
Ponieważ
chciał czasu z nią.
Ale
naprawdę lubił Toda i Steviego. Fajnie było być w pobliżu nich. Byli dobrymi
ludźmi. Wiedział, że ona czuje to samo.
A
gdyby matka lub ojciec ponownie zapukali do jego drzwi, nie usłyszałby tego.
Odwrócił
się do mężczyzn - „Robię moje kanapki Philly Cheese Ribeye i mam ich mnóstwo”.
Tod
udał się do lodówki - „Będziesz gościnnym szefem w naszej kuchni. Zacznę
pakować składniki”.
Stevie
nie ukrywał uśmiechu, kiedy patrzył, jak jego mąż się porusza.
Zdrowy.
Kochający
związek.
W
jego kuchni.
Aug
spojrzał z powrotem na Pepper i uniósł brwi.
Zrozumiała
jego pytanie.
I
odpowiedziała - „Popołudnie dopełnione”.
Co jedni to lepsi... Co za ćwoki. 🥴🥴🥴 Dziękuję ❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńDziekuje za rozdział :)
OdpowiedzUsuńRodzice zrobili niezła scenę. Ale buraki hahaha
Dobrze że chłopaki przyszli na ratunek. Zawsze ich uwielbiałam :)
CZekam na kolejny rozdział.