niedziela, 26 grudnia 2021

16 - Popołudnie dopełnione

 

ROZDZIAŁ 16

 

Popołudnie dopełnione

 

 

 

Auggie

 

Aug nie był zaskoczony, że Pepper padła około dwie minuty po tym, jak zrelaksowała się na jego klatce piersiowej na kanapie przed telewizorem z meczem footballu.

Po tym, jak wypłakała się w jego samochodzie, zapytał, czy chce, żeby ją nakarmił. Powiedziała mu, że nie jest głodna, po prostu chce się wyluzować. Potem zapytała go, czy lubi football, a kiedy powiedział, że tak, zadał jej to samo pytanie.

„Niezupełnie” - odpowiedziała - „Lubię oglądać gry w ustawieniach społecznościowych, ale sama nie złapałabym meczu. Ale jeśli będziemy oglądali, możesz robić coś, co lubisz, podczas gdy ja odlecę. Czy to byłoby dla ciebie okej?”

Chciał, żeby miała bezpieczną przestrzeń do wyłączenia się, chciał też spędzić z nią czas, więc się zgodził.

Udali się do jego mieszkania, podczas gdy ona odstraszała dzwoniące i piszące do niej przyjaciółki. Wszystkie, co było zrozumiałe, były zaniepokojone tym, co się stało i wszystkie chciały się upewnić, że z Pepper wszystko w porządku.

Auggie wiedział, że była blisko ze swoimi dziewczynami, ale to nie powstrzymało go od uczucia, jak coś osiadało w jego klatce piersiowej, że odstawiła je, a chciała „wyłączyć się” z nim.

Po tym, co się stało, nie spakowała torby na ich randkę i nie poprosiła go, aby zabrał ją do domu.

Znalazła coś, aby on mógł zrobić to, co jemu się podobało, a co ona mogła z nim zrobić i nie zabierało jej zbyt wiele sił umysłowych.

Tak.

Bardzo mu się to podobało.

To nie był dzień, jaki miał nadzieję jej dać, co obejmowałoby brunch, potem film, a potem powrót do jego domu, żeby mogli się zrelaksować, wypić kilka drinków, a ona mogłaby dotrzymać mu towarzystwa, podczas gdy on robiłby jej swoje kanapki Philly Cheese Ribeye.

Potem skończyliby noc robiąc to, co oboje chcieli zrobić ich od ostatniego razu.

Uprawiać seks.

Ale tym razem nie rzucaliby się na siebie w jego łóżku, bo mieliby czas na odkrywanie i doświadczanie.

A jutro obudziłby się obok niej.

W jego domu, w jego łóżku, z Pepper u jego boku.

Wreszcie.

Oczywiście z tego dnia usunąłby tę część, w której musiała stawić czoła postępom choroby matki, tak jak to zrobiła.

Ale to, że Pepper przytulała się do niego na kanapie w salonie, kiedy on popijał piwo, a ona drzemała, nie było do bani.

Właściwie to było niesamowite.

Tak niesamowite, że mógłby to robić w każdą niedzielę i nie mógłby się tego doczekać.

Cisza, nie robienie absolutnie niczego z kimś, na kim ci zależało.

Wiedział dokładnie, kiedy zaczęła się budzić, ponieważ również zaczęła się poruszać, jej ciało poruszało się przy jego ciele.

Kiedy to zrobiła, Aug wcisnął brodę w szyję i patrzył na nią, dopóki nie otworzyła oczu.

Na początku wyglądała na senną i nieskoncentrowaną, a Aug nie odwrócił od niej jego uwagi, gdy dochodziła do świadomości.

Od pierwszej minuty, kiedy na nią spojrzał, myślał, że jest piękna.

Ale przez ostatni tydzień zastanawiał się, jak to się stało, że nie zauważył, że jest najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widział.

Poczuł, jak jej policzek się porusza, gdy patrzył, jak odchyliła głowę do tyłu i złapała jego spojrzenie.

„Hej” - wyszeptał.

„Hej” - odszepnęła.

„Wszystko w porządku?” - zapytał.

Kiwnęła głową, przesunęła się trochę tak, że była jeszcze bardziej przyciśnięta do niego (była wsunięta w jego bok, plecami do oparcia kanapy, ze zgiętą nogą przerzuconą przez jego uda, więc była już blisko, ale lubił to, że była bliżej ) i z roztargnieniem zwróciła oczy na telewizor.

Pozwolił jej wziąć więcej czasu i zasysał, jak często w zeszłym tygodniu, kiedy dowiadywał się o niej czegoś nowego.

Nie obudziła się tak, jak zwykle: zebrana, w jednej chwili, pełna energii.

Była niejasna, cicha i urocza.

Zajęło to trochę czasu i przez większość czasu Auggie obserwował ją, zanim podniosła się trochę i spojrzała na niego.

„Jesteś okej?” - zapytała.

„Zdecydowanie” - odpowiedział.

„Przepraszam, że padłam”.

To doprowadziło ich do pytania, które miał od jakiegoś czasu, po prostu zawsze działo się tyle innego gówna, że nie zadawał tego.

„Kiedy śpisz?”

„Przepraszam?”

„Wracasz bardzo późno z pracy do domu. A byłaś dzisiaj na nogach, już gotowa, o dziesiątej. Skoro pisaliśmy, wiem, że to twój sposób działania. Wracasz do domu późno, ale nie śpisz do późna. Więc kiedy śpisz?”

Wzruszyła ramionami i odpowiedziała - „Mam córkę, która musi iść do szkoły. Lubię spędzać z nią czas, kiedy tylko mogę. I lubię, jak zaczyna dzień wiedząc, że jej mama jest przy niej. Lubię też, żeby miała dobre jedzenie w brzuchu przed pójściem do szkoły. Więc wstaję z nią, robię jej śniadanie, a nauczyłam się kiedyś, że jeśli wyjdę z praktyki między tymi chwilami, kiedy ją mam i prześpię się, kiedy jej nie będzie, to nie będzie dobre. Więc wstaję codziennie o tej samej porze. Z wyjątkiem weekendów”.

Uśmiechnął się do niej, zanim powiedział - „Powtarzam, kiedy śpisz?”

Zaspanie zaczęło się wycofywać i odwzajemniła uśmiech - „Drzemię, kochanie. Mam opanowane mistrzowskie drzemki. A Ian się nami opiekuje. Dla mnie oznacza to, że mój ostatni taniec jest zawsze jednym z pierwszych z dziewczyn, więc zwykle wychodzę stamtąd około dwunastej trzydzieści do pierwszej”.

„Wciąż jest to późno, a kiedy wstajesz, co? Około szóstej?”

„Znowu…” - wskazała do siebie - „…mistrz drzemki”.

Być może.

Przede wszystkim kochała swoje dziecko i wykorzystywała każdą okazję, by to pokazać.

A Juno miała wyrosnąć na jedno z tych dzieciaków, które nie miały pojęcia, aż do czasu, gdy będzie miała własne dzieci, jak bardzo, każdego dnia, jej mama urabiała się, by dać jej miłość.

Całe życie, lub do czasu, gdy zdołał dosięgnąć budzik i zrobić to sam, co stało się, gdy miał około dziesięciu lat, obudził go ojciec.

I nie mógł sobie przypomnieć ani jednego przypadku, chyba że był to jakiś przypadkowy dzień, w którym któreś z nich postanowiło zrobić coś specjalnego (ale to nie oznaczało wakacji ani urodzin), w którym jego mama lub tata zrobiliby śniadanie.

W większości były to płatki zbożowe (jeśli mieli mleko).

Gofry z gotowego ciasta z jajkiem.

Okazjonalny przejazd do McDonalda po jajko McMuffin, ale tylko wtedy, gdy jego tata, który zabierał go do szkoły, był głodny.

Ale, nie licząc przejazdu, zawsze to było coś, co Auggie mógłby zrobić sam.

„Auggie?”

Pepper wołająca jego imię sprowadziła go z powrotem na kanapę, z nią ułożoną obok niego.

Lepsze miejsce, by być.

„Jesteś okej?” - zapytała ponownie.

„Tak. Przepraszam. Ja też się wyłączam. Tak mogą robić niedziele”.

Jej twarz zrobiła się łagodna.

A poważnie, jak, do cholery, nie rozpoznał, jaka była piękna, gdy tylko ją zobaczył?

Poza cholernymi listami przebojów.

„Zepsułam nasz dzień” - powiedziała posępnie.

„Nic nie jest zepsute” - obiecał - „Przegapiłaś brunch i film. Nadal robię ci moje kanapki Philly Cheese Ribeye. Jesteś teraz głodna? Chcesz późny lunch?”

„Która godzina?” - zapytała, rozglądając się po pokoju, prawdopodobnie szukając zegara.

„Około pierwszej”.

Jej oczy wróciły do niego - „Serio?”

Wykrzywił się w kolejnym uśmiechu - „Nie kłamię”.

Wyglądała na lekko przerażoną - „O mój Boże. Spałam dwie godziny”.

„Zgadza się. Chociaż to bardziej przypominało to, że przez dwie godziny spałaś jak zabita”.

„To nie była moja zwykła drzemka. Te trwają najwyżej dwadzieścia minut”.

Nie wiedział, jak mogła spać może pięć godzin w nocy, dodając do tego dwudziestominutową „mistrzowską drzemkę” i myśleć, że jest wygrana.

Z wyjątkiem tego, że przyjęła wszystko spokojnie.

Zaczęła swój dzień od wielkiego dramatu, ale nie traciła zmysłów. Nie wpadała w złość ani nie mieliła wszystkiego, co było warte.

Wypłakała to. Zdrzemnęła się. A teraz prowadzili swobodną rozmowę.

„Aug?”

Potrząsnął głową i skupił się na niej tylko po to, by zobaczyć, jak jej oczy zwęziły się na niego.

„Bądź szczery, czy jesteś pewien, że nie jesteś wkurzony, że to, co wydarzyło się dziś rano, zniszczyło naszą randkę?” - naciskała.

„Chciałem zabrać cię na brunch, ponieważ chciałem cię nakarmić po tym, jak miałem nadzieję, że wyśpisz się po pracy do późna. Potem zamierzałem zabrać cię do kina na coś fajnego i do zrelaksowania. To był dla ciebie poważny tydzień, dlatego zaprojektowałem ją tak, aby była stonowana. A nic nie robi tego lepiej niż rozwalanie się na kanapie z piłką nożną i drzemką. Więc znowu, nie. Nie denerwuję się naszą randką. Jestem zły, że musiałaś przejść przez to, przez co przeszłaś wcześniej, ale chciałem spędzić z tobą moją niedzielę. A właśnie to się dzieje”.

„Chcę, żebyś jutro wieczorem wpadł na kolację”.

Powiedziała to, jakby to jej się wymsknęło. Jakby nie spodziewała się, że to wyjdzie.

I sposób, w jaki jej oczy zaokrągliły się po tym, jak to powiedziała, podkreślał to.

Po prostu tego nie zrozumiał, bo wykorzystywali każdą okazję, jaką mogli, odkąd zaczęli się łączyć, aby to zrobić.

Łączyć się.

Więc jej zaproszenie na kolację, ponieważ zjadł już kilka posiłków w jej domu, nie wydawało się dziwne.

Dlatego był ostrożny, kiedy powiedział - „Wchodzę w to”.

Nie zawahała się to wyjaśnić.

„To byłaby kolacja z Juno i ze mną”.

Racja.

Juno miała być jutro w domu.

To zdecydowanie była duża i szybka rzecz, aby Auggie był w ich domu na rodzinnej kolacji.

„Jesteś pewna, że jesteś na to gotowa?” - zapytał cicho.

„Ona chce nas razem”.

„Nie pytam o Juno. Twoja dziewczyna jasno określiła swoje preferencje. I powtórzę, wchodzę w to. Teraz pytam, czy…?”

Nie skończył, ponieważ w jego frontowe drzwi rozległo się maniakalne łomotanie.

Słyszał to szaleńcze żądanie uwagi często w swoim życiu, albo z waleniem do drzwi, albo różnymi innymi opcjami.

Słysząc to w tej chwili, Aug znieruchomiał, a jego wnętrzności się skręciły.

Nie teraz.

Pepper podskoczyła ze zdziwienia, a jej oczy powędrowały ponad jego głową w stronę drzwi.

Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa, KURWA!

Walenie nie ustało i Auggie usiadł, zabierając ze sobą Pepper.

„Nie ruszaj się stąd, zajmę się tym” - mruknął.

„Zajmiesz się…?” - zaczęła.

„Chłopcze! Widziałam twój samochód zaparkowany z tyłu. Wiem że tam jesteś. Otwórz drzwi!”

To była jego matka krzycząca przez jego frontowe drzwi, jakby to było zupełnie normalne w niedzielne popołudnie.

Albo w jakimkolwiek innym pieprzonym momencie.

Poczuł, że ściska mu gardło potrzeba wykrzyczenia słów, których nie chciał, by Pepper usłyszała.

Poczuł też, że jego szyja u podstawy głowy twardnieje z napięcia, że to się dzieje, zwłaszcza teraz, gdy Pepper była u niego po raz pierwszy.

Na koniec poczuł mrowienie na skórze, o którym wiedział, że to adrenalina zrodzona z ostrego gniewu.

„Nie ruszaj się” - powtórzył stanowczo Pepper, zostawiając ją siedzącą na kanapie, wstając i podchodząc do drzwi.

Otworzył je, wiedząc, że frontowe drzwi burzowe będą takie, jak zawsze.

Zablokowane.

To była jedyna dobra rzecz, jaką wiedział.

Bo było gorzej, niż myślał.

Jego matka miała ze sobą walizki.

Rzadko przynosiła walizki, przynajmniej do jego domu, ponieważ wiedziała, że to nie wypali, nie było mowy o pieprzeniu się z Auggie’m.

„Skończyłam z nim” - oświadczyła, gdy tylko zobaczyła syna.

Nie „Hej”.

Nie „Przepraszam, że przerywam twoją niedzielę. Jesteś zajęty? Muszę porozmawiać”.

Po prostu skończyłam z nim.

I szczerze mówiąc, gdyby Auggie dostawał dolara za każde słowa tego typu wychodzące z jej ust, przeszedłby na emeryturę.

I zrobiłby to gdzieś daleko stąd, to znaczy daleko od rodziców.

„Mamo, to nie jest dobry czas” - powiedział jej, a jej masa ufarbowanych teraz blond loków na czubku głowy podskoczyła, gdy szarpnęła się ze zdziwienia.

„Co powiedziałeś?” - zapytała.

„Powiedziałem, że to nie jest dobry czas. I wiesz…” - przechylił głowę, wskazując walizki - „…to się nie stanie”.

„Augustusie…”

„Porozmawiamy jutro” – powiedział i zaczął zamykać drzwi.

August!” - wrzasnęła.

Ale nie zamknął drzwi.

Nie zrobił tego, ponieważ sytuacja, która nie była aż tak wspaniała, pogorszyła się wykładniczo.

To dlatego, że jego ojciec krążył po chodniku.

Kurwa, KURWA!

Ta część nie zdarzała się często. Kiedy odchodziła, jego tata zwykle pozwalał jej odejść, aby oboje mogli odegrać jakąkolwiek scenę, którą tworzyli, by jak najbardziej przeciągać, ale zawsze dążąc do takiego samego zakończenia.

Jak jego ojciec podążał za mamą?

Miało być źle.

Auggie zostawił klucze w kuchni, ale musiał otworzyć drzwi, wyjść i zamknąć ten dramat z dala od Pepper.

Ale nie mógł tego zrobić, ponieważ nie miał klucza do otwarcia drzwi.

„Dana! Jeszcze nie skończyliśmy!” - krzyknął jego ojciec.

Jego matka odwróciła się - „Nigdy tego nie zrobiliśmy, ty kupo gówna, marnotrawstwo miejsca!” - Odwróciła się do syna - „Auggie, pozwól mi…”

Zatrzymała się nagle, przechyliła w bok, wstała na palcach i spojrzała za niego.

Cholera, kurwa.

Nawet gdy przesunął się, by zasłonić matce widok na dom, zerknął przez ramię.

Pepper leżała na boku na kanapie. Telewizor wychodził na pokój, kanapa na okna i drzwi, a jeśli zajrzało się do środka, co robiła jego matka, można było zobaczyć Pepper.

„Kto to?” - zapytała jego mama.

Wciąż odwrócił się w jej stronę, pochwycił spojrzenie Pepper i zobaczył, jak przygryza wargę i unosi brwi.

Tak, była piękna.

Tak, mogła być słodka.

Tak, często była całkowicie przezabawna.

Ale teraz nic z tego nie mogło pomóc.

Z wyjątkiem jednej rzeczy.

„Mała, czy możesz zabrać moje klucze z kuchni?” - zapytał.

Szybko skinęła głową, zerwała się z kanapy i ruszyła w tamtym kierunku.

„Mała?” - zażądała od Auggie’go matka.

„Dana. Słyszałaś mnie, kurwa?” - jego ojciec zażądał od matki.

Auggie zwrócił na nich uwagę.

Jego ojciec stał teraz na werandzie od frontu, który przypominał raczej krótki betonowy ganek, pomalowany terakotą i biegnący po stronie wynajmowanego przez Aug’a bliźniaka.

Po drugiej stronie mieszkało małżeństwo. Nazywali się Tod i Stevie i raz w miesiącu zapraszali go na specjalną kolację, ponieważ „Wykonujesz prace na podwórku, w tym przycinanie, a to zasługuje na świętowanie”.

Ich trawniki były wielkości znaczków pocztowych, więc koszenie zajmowało mu około piętnastu minut. Do posadzenia było dokładnie sześć doniczek, co zabierało pół godziny dwa razy w roku. I prawdopodobnie spędzał godzinę w roku przycinając dwanaście ich krzaków róż.

Ale Stevie był fantastycznym kucharzem.

Więc się nie kłócił.

Zastanawiał się teraz, co czuli w stosunku do niego jako sąsiada, gdy jego mama wykrzykiwała przekleństwa w niedzielne popołudnie.

„Kim jest ta kobieta?” - spytała jego matka Auggie’go, niestety, sprowadzając go z powrotem na ich scenę.

Demetrios „Dem” Hero, jego tata, który nawet nie spojrzał na Auggie’go, zwrócił swoją uwagę na syna - „Kobieta?”

„Naprawdę masz kobietę w swoim życiu i nie powiedziałeś o niej matce?” – spytała Dana, jej głos stał się bardziej piskliwy.

Miał wiele w życiu, praktycznie wszystko, o czym nie mówił matce.

„Spotykasz się z kimś wyjątkowym, Auggie?” - zapytał Dem.

Jak, do cholery, mogli wylądować na jego progu w środku tego, co się z nimi dzieje, a teraz zachowywać się tak, jakby jego życie było w jakiś sposób ich sprawą?

Nigdy nie zrobili niczego związanego z nim, nawet gdy był w tym wieku, kiedy musiał na nich polegać.

„Nie robimy tego teraz” - ogłosił Aug - „To nie był dobry dzień dla Pepper, więc cokolwiek dzieje się z wami dwojgiem, musi się wydarzyć gdzie indziej”.

Usłyszał za sobą niski gwizd. Odwrócił głowę, a Pepper podniosła rękę z jego kluczami.

„Pepper? Ma na imię Pepper? Co to za imię?” - To była jego mama.

„Fajowo, synu. Bardzo dobrze” - To był jego tata, który najwyraźniej miał oko na Pepper, nawet jeśli starał się by pozostała poza zasięgiem wzroku.

„Co to, do cholery, ma znaczyć?” - znowu jego mama.

Auggie skinął głową Pepper.

Pepper wysłała klucze w jego stronę.

Złapał je, otworzył drzwi i zaczął przepychać się z rodzicami, którzy oboje próbowali się wcisnąć, podczas gdy on odpychał ich, jego matka w tym samym czasie chwyciła swoje walizki.

Innymi słowy, przegrał walkę z przepychaniem i znalazł się przyciśnięty plecami do otwartych drzwi, gdy oboje jego rodzice wchodzili do jego domu… jego mama robiła to ze swoimi pieprzonymi walizkami.

Wtedy poczuł, że jego skóra zaczyna się nagrzewać.

O tak.

Będzie źle.

I nie chciał, żeby Pepper to zobaczyła.

„Uh… hej” – usłyszał niepewne powitanie Pepper.

Auggie wszedł, ćwicząc cierpliwość i okrążając rodziców, gdy jego tata odpowiedział - „Cześć, dziewczyno”.

„Więc tak, oczywiście, po pierwsze, flirtuje z dziewczyną swojego syna” – oznajmiła Dana nikomu.

Gówno.

„Co jest z tobą nie tak?” - Dem zapytał żonę - „Tylko się przywitałem”.

„Zastanawiam się, co twoja dziewczyna pomyśli o tym, że dyszysz za kobietą wystarczająco młodą, by być twoją córką?” - Dana spekulowała, dając wskazówki, dlaczego tak się dzieje. Albo tata odchodził, albo myślała, że odchodzi - „Powiem ci, co myśli twoja żona. Uważa, że to śmierdzi”.

„Powiem to jeszcze raz” – wtrącił Auggie – „Nie… robimy… tego… teraz”.

Zwróciło to na niego uwagę obojga rodziców.

„Synu…” - zaczęła Dem.

Ale Dana przemówiła do męża, celując w swojego chłopca.

„Nie znoszę ograniczać twojego stylu, Auggie. Ale potrzebuję miejsca, w którym mogę się zatrzymać, dopóki nie będę mogła tego uporządkować”.

Tłumaczenie: Dopóki nie uda mi się namówić jednego z moich byłych kochanków, żeby mnie ulokował na chwilę lub dopóki znalazłabym nowego. Ale jeśli to nie zadziała, znajdę sposób, by załatwić sprawy z tatą, nie tracąc twarzy, żebym mogła z powrotem do niego wrócić. Ponieważ wypróbowałam cierpliwość wszystkich moich przyjaciół z tymi śmieciami, a oni ze mną skończyli, więc ty jesteś moją ostatnią deską ratunku. I to wszystko dotyczy mnie, fakt, że masz coś, nie ma najmniejszego znaczenia.

„Mamo, nie zostaniesz tutaj” – powiedział jej.

„Nie mam gdzie się zatrzymać” – odpaliła.

„Rozmawialiśmy o tym wcześniej” – odpowiedział.

„Nie przedstawisz nas swojej dziewczynie?” – zapytał Dem.

Dana przeniosła uwagę na męża - „Oczywiście myślisz tylko o dziewczynie. Ponieważ twój mózg był w spodniach, odkąd sformułowałaś swoją pierwszą myśl”.

Dem też przeniósł swoją uwagę – „To twój umysł w rynsztoku, Dana. Nie mój”.

„Mieszkam w rynsztoku, spędzając z tobą zbyt wiele życia” – odparła.

„Musisz to lubić, skoro ciągle wracasz” – stwierdził jego ojciec.

„Składasz obietnice, czyli kłamiesz” – odpowiedziała - „I znowu to robisz. I jeszcze trochę. To, co muszę zrobić, to zbadać moją cholerną głowę, bo zawsze ci wierzę”.

Potem, niestety, jej uwaga przeniosła się na Pepper.

I mówiła dalej.

„Bądź ostrożna, dziewczyno. Wyglądają tak, że wiedzą, że mogą raz po raz złamać ci serce, a ty pogodzisz się z ich gównem”.

Auggie otworzył usta.

Jego ojciec miał w tym więcej praktyki, więc przemówił pierwszy.

„Skończ z tym gównem, kobieto. To nie moja uroda to zrobiła, to mój portfel”.

Ten temat rozmowy zawsze był wskaźnikiem pogorszenia się sytuacji, bo oboje potrafili się nawzajem oszukiwać, okłamywać, gadać ze sobą, ale jego matka wykreślała granicę ojcu oskarżającego ją o to, że jest z nim dla pieniędzy.

Mężczyzna zarabiał może pięćdziesiąt tysięcy rocznie. To był przyzwoity zarobek, ale daleko mu było do tego, żeby się tarzał w forsie.

Ale jego matka nudziła się pracą, jak tubką szminki, co oznaczało, że szybko traciła zainteresowanie, wyrzucała ją i dostawała nową. Nigdy nigdzie nie była szczęśliwa przez długi czas. A ponieważ jej CV miało dziesięć stron, a obejmowało tylko pięć lat pracy, wszelkie dobre możliwości wyschły dawno temu.

Tak więc problem w oczach Dany z tym, co powiedział Dem, polegał na tym, że było w tym ziarno prawdy.

Co oczywiście pogorszyło sytuację.

„Nie znudziły mi się moje wycieczki na twoim jachcie na Riwierze, Dem” – stwierdziła chłodno – „I masz rację. To nie twój wygląd. Przynajmniej już nie, staruszku”.

„Pieprz się, Dana” – splunął jego ojciec.

Tak.

Pogorszyło się.

Ponieważ jego matka nie mogła znieść jednej rzeczy, którą było rzucanie jej w twarz pieniędzmi.

Jedyną rzeczą, której jego ojciec nie mógł znieść, było przypomnienie mu jego wieku i blednącego wyglądu. Próżność jego ojca była ekstremalna i wcale nie radził sobie dobrze ze swoją podróżą przez schyłkowy etap wieku średniego.

„Chciałabym. Ty jesteś zbyt zajęty pieprzeniem swojej nowej dziewczyny, Dem” – odpaliła Dana.

Pieprzone piekło!” - eksplodował Auggie - „Zamknijcie się, kurwa, i wynoście się z mojego domu!

Oboje jego rodzice spojrzeli na niego.

Poczuł, że Pepper się zbliżyła i położyła mu rękę na plecach.

To powinno sprawić, żeby poczuł się lepiej, z Pepper blisko. Dotykającą go.

Tak się nie stało.

To wszystko pogorszyło.

O wiele gorzej.

Bo to było to.

To byli oni.

To była jego rodzina.

Wliczając w to, że ostatecznie stracił opanowanie tak po prostu.

„Czy usłyszałem, jak mówiłeś w ten sposób do swojej matki i do mnie?” - zażądał jego ojciec.

„Zabierz jej walizki, tato, weź ją i wyjdź” – odparł Auggie napiętym głosem, a jego mózg próbował znaleźć trochę spokoju.

„W niedzielę masz w domu kobietę, co oznacza, że to coś” - Dem wskazał ręką Pepper - „A nigdy nie słyszeliśmy ani słowa o tej dziewczynie. Jesteśmy tu. Nie przedstawiasz nas. A potem nas przeklinasz i nas wyrzucasz?”

„Matka Pepper umiera na raka” – stwierdził nagle. Oczy jego ojca skierowały się prosto na Pepper, wyrzuty sumienia pojawiły się na jego twarzy, oczy matki nie oderwały się od Auggie’go, ale zwęziły się - „Dziś rano dowiedziała się, że jej mama nie przetrwa do końca roku. Teraz, słysząc to, czy naprawdę, kurwa, myślicie, że w cokolwiek wy dwoje jesteście uwikłani i przynieśliście do mojego progu, wepchnęliście się tu, kiedy powtarzałem wam wielokrotnie, że to nie czas na to, aby teraz spadło na mnie więcej niż dopilnowanie spraw z moją kobietą?”

To ich uciszyło.

Przeniósł uwagę na matkę - „Zabierz swoje walizki, mamo, i idź. Wiesz, że to nie przejdzie. Nie mam dla ciebie miejsca, a ty robisz bałagan. On po tobie posprząta, ja nie. Nie potrzebuję twojego gówna w całym moim domu i ledwo mam czas, żeby po sobie posprzątać. A teraz, prosto, mam na talerzu inne gówno i nie mogę sobie poradzić z twoim”.

Jego spojrzenie powędrowało do ojca i skończył.

„Zabierz ją, tato, i idźcie. Teraz”.

Dem spojrzał na Pepper - „Przykro mi z powodu twojej mamy, dziewczyno”.

„Dzięki” – powiedziała cicho Pepper.

„Wiesz, mogłaś powiedzieć: „Cześć, nazywam się Pepper”” – ucięła jego matka - „To znaczy, jaki rodzaj osoby się nie przedstawia? Zwłaszcza dziewczyna pieprzonym rodzicom jej mężczyzny”.

I oto było.

Dana zagłębiała się w grę na dłuższą metę, zachwycona perspektywą wciągnięcia nowego gracza do swojego teatru.

Wzrok Auggie’go zamglił się.

Pepper poruszyła się i poczuł jej plecy przyciśnięte do jego przodu.

„Dana, musimy się stąd wydostać” – wymamrotał Dem, a była to jedyna mądra rzecz, jaką Auggie usłyszał od niego od dziesięciu lat.

„Przepraszam, masz rację. Pomyślałam, że najlepiej będzie, jeśli Auggie poradzi sobie z tą sytuacją. Ale jestem Pepper i może…” – zaczęła Pepper.

„Nie przepraszaj ich, kurwa” – warknął Auggie.

Pepper ucichła.

„Wypierdalajcie” – powtórzył Auggie.

„Nie jestem fanką tego, że mówisz do mnie w ten sposób” – powiedziała jego mama.

„Wiesz co?” – zapytał Auggie Dem’a – „Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego ją przyjmujesz z powrotem. To kawał cholery. Moja rada, wracaj do domu szybciej niż ona, zarygluj drzwi, wezwij cholernego ślusarza i skończ z tym”.

A kiedy to powiedział, zignorował rozwścieczone westchnienie matki, ostrożnie odsunął Pepper z drogi, podszedł do mamy, pochylił się i podniósł jej walizki.

Następnie przepchnął się między nią a swoim tatą, podszedł do frontowych drzwi, otworzył je i posłał je jedną po drugiej w dół frontowym chodnikiem.

Chcieli dramatu.

To mieli.

„August!” – pisnęła Dana.

„Chłopcze, to było przesadzone” – wycedził Dem.

Skierował wzrok na swojego tatę – „Wiesz, że mogę was oboje wyrzucić. Nie zmuszaj mnie”.

Ojciec i syn wpatrywali się w siebie.

Auggie nie był zaskoczony, że wygrał szybko, ponieważ nie zajęło to nawet trzech sekund. Jego ojciec cofnął się i złapał Danę za rękę.

To dlatego, że Dem był słaby i w każdej sekundzie życia Auggie’go demonstrował, jak głęboko sięga ta wada.

Do cholery, nie mógł nawet wygrać  zawodów na odwrócenie wzroku.

Właśnie dlatego, ku szemraniu i narzekaniu matki, Dem zaprowadził Danę do drzwi.

Auggie zamknął na klucz za nimi drzwi burzowe i drzwi frontowe.

Następnie zwrócił się do Pepper.

„Nadal chcesz, żebym jutro zjadł kolację z tobą i Juno?” - zapytał zgryźliwie.

„Weź oddech” - nalegała.

„Mogę wziąć ich tuzin, to nie sprawi, że te bzdury znikną”.

„I tak weź jeden”.

Wziął krótki, ostry oddech.

„Jeszcze jeden, Słonko” – zachęciła.

Zrobił to ponownie, trwał dłużej, poszedł głębiej.

Niewiele to pomogło, ale przynajmniej nie chciał już krzyczeć ani rozrywać na strzępy swojego salonu.

„Jeszcze jeden. Dla mnie” - poprosiła - „Tym razem zwracaj uwagę tylko na oddech. Nie musi być głęboki. Po prostu skup się na wejściu i wyjściu”.

To też zrobił.

Dobra, trochę lepiej. Nie bardzo. Ale to było coś.

„Przyniosę ci kolejne piwo” - oświadczyła, kiedy wypuścił ostatni wydech - „Idziesz ze mną?”

Spojrzał na nią, by ją ocenić.

Wydawała się spokojna, czujna, obserwująca go uważnie.

Nie tak, jakby czekała, aż nie wydawałoby się to zbyt niegrzeczne, aby poprosić go, aby zabrał ją do domu, ponieważ nagle dostała „bólu głowy”.

Więc skinął głową.

Posłała mu mały uśmiech i wyciągnęła do niego rękę.

Podszedł do niej, wziął ją, a ona odprowadziła go do kuchni.

Tam dała mu piwo, oparła tyłek o blat, poczekała, aż wypije łyka, a gdy tylko opuścił rękę, powiedziała - „Porozmawiaj ze mną”.

„Nie wiem, co powiedzieć” – odparł - „To prawie wszystko powiedziało” - i użył swojej butelki, aby wskazać salon.

„To mówiło dużo o nich, ale ja nie martwię się o nich. Martwię się o ciebie”.

„Tak, a ja martwię się o to, ty jak czujesz się z facetem, który nie tylko ma takich rodziców, ale który bez wahania się wchodzi między nich i brudzi się” – odpowiedział.

Wydawała się zdezorientowana, kiedy zapytała - „Jak się tym brudzi?”

Czubkiem butelki z piwem wskazał salon, tym razem bardziej wzburzony.

„Kotku, to nie przyniosło mi tam żadnej przysługi” – zauważył.

„Wdarli się do środka” – powiedziała.

„Tak, byłem tym, przez którego się przepchnęli” – potwierdził.

„Auggie, szczerze, byłam naprawdę zaskoczona, że tak długo zajęło ci z nimi zgubienie opanowania. To znaczy, jesteś do nich przyzwyczajony, ale weź to od kogoś z zewnątrz. To było szalone”.

Patrzył na nią.

„Poważnie” – ciągnęła – „…to było tak, jakbyś nie istniał, chociaż to oni do ciebie przyszli. Nigdy czegoś takiego nie widziałam”.

„Masz rację” – stwierdził.

„Przepraszam?”

„Ja nie istnieję”.

Obserwowanie jej reakcji na te słowa było jak oglądanie zwolnionego filmu z manekinami do testów zderzeniowych w samochodzie, uderzających w barierę. Jej ciało kołysało się do przodu i do tyłu, jej oczy były utkwione w nim.

„Mogę tylko powiedzieć, że moja mama nie wstawała codziennie, żebym jadł dobre śniadanie” – kontynuował.

I to sprawiło, że się skrzywiła.

Ale jeszcze nie skończył.

„Jestem dla nich niczym, dopóki nie zdecydują, że nadszedł czas, aby moja postać pojawiła się na scenie. Zawsze tak było, Pepper. W tej chwili zupełnie o mnie zapomnieli. Albo są na chodniku, żeby to zrobić. Lub w swoich pojazdach ścigających się ze sobą do domu, aby to mieć. Albo zdecydowali, kogo następnego wciągną w ich dramat i jadą tam. Fakt, że wdarli się do tego domu, do naszego czasu, zrobili to, co zrobili, powiedzieli to, co powiedzieli, otrzymali reakcję ode mnie, z którą wyszli, nie ma dla nich znaczenia. Chodzi o niego i o nią, ponieważ szczerze myślę, że ją kocha, to po prostu popieprzona miłość. Ona myśli tylko o sobie, koniec. I to wszystko”.

„Auggie” - szepnęła.

„Ale powinienem być ponad tym. Nie powinienem pozwolić, żeby to do mnie dotarło. Powinienem po prostu pozwolić im powiedzieć, co mają do powiedzenia sobie nawzajem i poczekać, aż stracą zainteresowanie mną”.

„Z tego, co widziałem, nie miałeś innego wyjścia, jak tylko w tym być”.

„Każdy ma wybór, Pepper”.

To było tak, jakby nic nie powiedział, kiedy kontynuowała - „I żadne dziecko nie powinno czekać, aż rodzice przestaną się nimi interesować, ponieważ żadne dziecko nigdy nie powinno czuć, że rodzice stracili zainteresowanie nim. Nie obchodzi mnie, czy masz osiem czy osiemdziesiąt lat”.

„Pepper, nie upewniali się, że zjadłem śniadanie, zapominali więcej moich urodzin, niż pamiętali, a ty otwierasz mi drzwi szybciej niż moja mama, kiedy jestem na zewnątrz i ona mieszka gdzie indziej, a ja wpadłem ku jej ubolewaniu”.

Coś zaskoczyło w jej twarzy, widział to.

Ale był tam, gdzie był w swojej głowie i musiał dokończyć dawanie jej tego, żeby to zrozumiała i nie zastanawiała się, co z nim, do cholery, jest nie tak.

„To jest moje życie z nimi i żałuję, że nie mogę powiedzieć, że zdarza się to tylko czasami, ale oni walczą przez cały cholerny czas i jakoś przekonali się, że przejmuję się, kiedy to robią. To telefony. To SMS-y. Pojawia się tak, jak właśnie byłaś świadkiem. Zapraszają mnie na piwo, żeby mogli utopić swoje smutki, ale przede wszystkim zrzędząc o tym drugim, do mnie, ich syna. Jakbym był kumplem albo jakąś pieprzoną rzeczą. Próbowałem to ignorować. Próbowałem rozmawiać z nimi w ich racjonalnych chwilach i mówić im, że nie chcę się w to angażować. Poza przeprowadzką, zmianą numeru i grając na jak najwięcej sposobów, aby zniknąć z ich życia, jakie wymyślałem, ale, szczerze mówiąc, nie wiem, jak się ich pozbyć”.

Otworzyła usta, ale rozległo się pukanie do tylnych drzwi i „Juhu”.

Auggie spojrzał w tę stronę, żeby zobaczyć przez oszklone drzwi, że byli tam zarówno Tod, jak i Stevie.

Fantastycznie.

Podszedł do drzwi i otworzył je, tym razem odsuwając się na bok bez wahania.

Weszli Tod i Stevie, Tod patrzący na Pepper, Stevie patrzący na Aug’a.

„Dziewczyno, ta sukienka ze swetra to cuudo” – powiedział Tod do Pepper.

Nie trzeba się przedstawiać, bo już się znali. Tod i Stevie należeli do plemienia Rockowych Lasek, które było załogą Jet, siostry Lottie.

I często się spotykali.

„Dzięki” - odpowiedziała.

Tod odwrócił się do Steviego i oświadczył - „Potrzebuję sukienki ze swetra”.

Ważna uwaga w tym momencie: Tod był drag queen znaną jako Burgundowa Róża.

Nie tracąc ani chwili, Stevie odpowiedział - „Cekiny twoich sukni zahaczą o dzianinę, gdy włożysz ją do swojej szafy na ubrania”.

Tod wyraźnie się nad tym zastanawiał, kładąc w tym celu wyciągnięty palec wskazujący obok ust.

„Wszystko w porządku?” - Stevie zapytał Aug’a.

„Przepraszam, że musieliście tego słuchać. Moi rodzice coś mają” – powiedział mu Auggie.

„Słyszeliśmy i widzieliśmy” - stwierdził Tod - „Teraz odgrywają nieznaną dotąd sztukę Tennessee Williamsa na froncie”.

Auggie wyglądał w tę stronę, widząc lodówkę, szafki i kuchenkę, nic nie słysząc, ale ani przez chwilę nie wątpił w słowa Toda.

„Teraz jesteśmy tutaj, aby zapytać, czy wszystko w porządku, ale także zapytać, czy powinniśmy uprażyć trochę popcornu na wypadek, gdybyśmy zgłodnieli, kiedy robiliby to, na co to wygląda, bo trochę to potrwa” – zakończył Tod.

„Kurwa, przepraszam” - mruknął Aug, czując, jak coś kwaśnego uderza w jego wnętrzności i zaczął się poruszać - „Pozbędę się ich”.

Nie uszedł daleko, bo nagle w drzwiach stała Pepper.

„Nie, nie pójdziesz” – powiedziała.

„Tylko dla podkreślenia, jesteśmy tutaj głównie po to, aby sprawdzić, czy wszystko w porządku” – poprawił Stevie.

Aug spojrzał przez ramię na Steviego i powiedział - „Dzięki. Jestem w porządku. I zajmę się tym.” - Odwrócił się do Pepper i rozkazał - „Kotku, proszę, zejdź z drogi. Muszę tam wyjść i spróbować zabrać ich do ich samochodów”.

„Mieli dzisiaj dość twojego czasu” – odpowiedziała.

„A jeśli każesz im odejść, co zrobimy z naszą niedzielą?” – zapytał Tod. - „Jestem cały za leniwą niedzielą. Nigdy nie jestem za nudą”.

Znowu zwrócił się do chłopaków i powiedział - „Jesteś spoko. Doceniam to. Ale...”

„Żadnych ale” - wtrącił się Tod - „A dziewczyna w bajecznej sukience ma rację. Jeśli to są twoi rodzice, wystarczy około dziesięciu sekund” - Machnął ręką w powietrzu - „I tak straciłem zainteresowanie. Czas porozmawiać o tym, jak w końcu się zeszliście. I będziesz całkowicie poza ich docelowym zasięgiem, jeśli zdecydują, że trzeci akt obejmie ciebie, jak robimy to u nas” - Zwrócił się do Steviego - „Czy mamy Freixenet?”

„Czy bywa, że nie mamy Freixenet?” - odpowiedział Stevie.

Omójbosze!” - Tod podskoczył i spojrzał na Pepper - „Mamy nie tylko Freixenet, ale także Freixenet Rose w tej butelce z ciętego kryształu. Idealny do ochrzczenia faktu, że wy dwoje wreszcie wyjęliście sobie głowy z tyłków”.

„Tod!” - Stevie warknął.

„Czy się mylę?” – spytał Tod swojego męża.

„Może nie, ale na litość boską” – odpowiedział Stevie.

„Jesteśmy razem od dziesięcioleci, kiedy przestaniesz udawać, że jesteś zaskoczony moim zachowaniem?” – zapytał Tod.

„Nie udaję, że jestem zaskoczony. Demonstruję moją nieśmiertelną nadzieję, że nauczysz się zachowywać” – odpalił Stevie.

„Gdybyś chciał mężczyzny, który by się zachowywał, nie poślubiłbyś mnie” – odparował Tod.

Stevie zwrócił się do Auggie’go i Pepper - „Nienawidzę tego, że ma rację”.

Tod przybrał zadowoloną minę.

To był jeszcze jeden związek w sferze Auggie’go, w którym ludzie kochali się nawzajem w zdrowy sposób, nawet jeśli wiązało się to z przekomarzaniem się lub kłótniami.

„Idziecie, czy co?” – zapytał Tod.

Aug spojrzał na Pepper.

W chwili, gdy ich oczy się spotkały, dała mu odczucie, że próbowała zobaczyć coś poza nimi, w głębi jego mózgu.

Następnie powiedziała - „Uwielbiam dobre różowe”.

Tak.

Odczytała go dobrze.

Ponieważ chciał czasu z nią.

Ale naprawdę lubił Toda i Steviego. Fajnie było być w pobliżu nich. Byli dobrymi ludźmi. Wiedział, że ona czuje to samo.

A gdyby matka lub ojciec ponownie zapukali do jego drzwi, nie usłyszałby tego.

Odwrócił się do mężczyzn - „Robię moje kanapki Philly Cheese Ribeye i mam ich mnóstwo”.

Tod udał się do lodówki - „Będziesz gościnnym szefem w naszej kuchni. Zacznę pakować składniki”.

Stevie nie ukrywał uśmiechu, kiedy patrzył, jak jego mąż się porusza.

Zdrowy.

Kochający związek.

W jego kuchni.

Aug spojrzał z powrotem na Pepper i uniósł brwi.

Zrozumiała jego pytanie.

I odpowiedziała - „Popołudnie dopełnione”.

 


 

2 komentarze:

  1. Co jedni to lepsi... Co za ćwoki. 🥴🥴🥴 Dziękuję ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje za rozdział :)
    Rodzice zrobili niezła scenę. Ale buraki hahaha
    Dobrze że chłopaki przyszli na ratunek. Zawsze ich uwielbiałam :)
    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń