piątek, 10 grudnia 2021

PROLOG - Pułapka rodzicielstwa

 

PROLOG

Pułapka rodzicielstwa

 

 

Auggie

Auggie stał przed ołtarzem i patrzył, jak idzie.

Suknie druhen, które wybrała Lottie, były bardzo Lottie. Gładkie. Seksowne.

Obnażające.

Wszystkie kobiety wyglądały w nich świetnie, ale żadna z nich nie wyglądała lepiej niż Pepper.

A pomyślał tak, jeszcze zanim Pepper, krocząc nawą, dostrzegła swoją córkę Juno i posłała jej ogromny uśmiech.

Pepper Hannigan była wspaniała.

A kiedy była z córką?

Nokaut.

Byli następni w kolejce swatów Lottie.

Auggie i Pepper.

Mo i Lottie były oczywiście pierwszymi (Mo był jednym z czterech najlepszych kumpli Auggie’go), a Lottie, która zdobyła miłość Mo, była pomysłem Lottie.

Mo nigdy nie sądził, że znajdzie kogoś tak fantastycznego jak Lots, nigdy by na to nie poszedł, dopóki Lottie nie powiedziała mu o tym.

Teraz Mo stał na czele ich kolejki, czekając, by uczynić ją swoją żoną.

Kiedy Lottie miała swoje szczęśliwe zakończenie, zaczęła dawać to samo przyjaciołom Mo… swatając ich z własną ekipą.

I jak dotąd wykonała kawał dobrej roboty.

Mag i Evie, druga para, mieszkali razem i brali ślub.

Boone i Ryn, trzecia, byli bliscy, a ponadto prowadzili razem interesy.

Axl i Hattie, czwarta, byli tak dobrzy, że mieszkali razem i byli praktycznie nierozłączni.

To on i Pepper się powstrzymywali.

Nie z powodu braku prób ze strony Auggie’go.

Kiedy Auggie ją poznał, nie widział powodu, by tego nie robić.

Była wspaniała. Była zabawna. Mówiła co myśli. Była wyluzowana.

Pozbierana. Wyglądało na to, że nie ma żadnych kompleksów.

Ale Pepper widziała powód, by nie spróbować, ponieważ miała dziecko.

Rozumiał to. Była ostrożna. Cokolwiek rozdarło ją i tatę Juno, sprawiło, że zaczęła się bać.

Więc tak.

Rozumiał to.

Co nie znaczyło, że to nie były tortury.

Jak w tej chwili, kiedy jej oczy pochwyciły jego wzrok, uśmiech, którym obdarzyła swoje dziecko, wciąż był w nich i Auggie to poczuł.

Czuł to.

Cholera.

Nie była nawet wymierzona w niego w żaden prawdziwy sposób, a ta szczątkowa miłość, którą skierowała na jej córkę, była tak wielka, że to zabrało wieczność, by znikła.

Nigdy nie czuł takiej miłości.

Ani razu w życiu.

I tak bardzo tego pragnął, że aż bolały go zęby z potrzeby spróbowania.

Stracił jej uwagę, kiedy przesunęła się, by zająć swoje miejsce przed ołtarzem, a Auggie oderwał od niej wzrok, by zobaczyć, jak kolejna kobieta, Hattie, maszeruje do ołtarza.

W drodze jego wzrok padł na Juno.

Miała ciemne włosy, podczas gdy jej mama była blondynką, była wystrojona, włosy miała poskręcane. Jej mama była druhną na wielkim weselu z całym tym przygotowaniem, ale było jasne, że nie zapomniano o Juno.

Patrzyła na matkę, promieniejąc z dumy.

Widząc tę dumę, Auggie pragnął jeszcze więcej tego, czego nigdy nie miał.

Od obu.

*****

„Nikt nie powinien tak bardzo cieszyć się tą piosenką” – zauważył Axl.

Auggie i jego kumpel rozłożyli się na krzesłach obok stołu, na którym leżały porozrzucane poplamione talerze z ciastami, porzucone napoje i posypane spersonalizowanymi M&M’sami, które były weselnymi przysługami Lots i Mo.

Lottie i Mo wystartowali kilka godzin temu, ale impreza wcale się nie kończyła, co nie było niespodzianką, biorąc pod uwagę, że lista gości składała się z Rock Chicks i ich ekipy oraz Dream Team i ich ekipy .

Możliwe, że Lottie i Mo już dawno nie było i wyruszyli na całą noc gdzieś indziej.

Ale ich wesele miało trwać do świtu.

Co najmniej.

Na przykład teraz było po północy, leciało „Celebration” Koola and the Gang[1], a parkiet był pełen.

Callum Nightingale był w centrum uwagi. Do jego matki i jej przyjaciół, którzy go dopingowali (oraz jego ojca i jego przyjaciół stojących na uboczu, potrząsając głowami, ale uśmiechając się), Callum faktycznie tańczył breakdance, a dzieciak wstrząsał tym gównem.

Ale Auggie nie oglądał Calluma.

Patrzył, jak wygłupiają się Juno i Pepper.

Żadna kobieta w tak nisko wydekoltowanej sukience z tak wysokim rozcięciem nie powinna być w stanie odwalać takiego głupkowatego zachowania.

Ale Juno wybrała trąbkę powietrzną, a Pepper saksofon powietrzny i zaczęły grać.

Żadnej przestarzałej gitary ani udawanego wokalisty dla tych dwóch uroczych głupków.

Wygłupiały się na całego.

I świetnie się bawiły.

Były w środku wielkiej uroczystości, a mimo to były na przyjęciu we dwie.

Kurwa, dlaczego bolał go brzuch?

„Auggie?”

Auggie przestał oglądać Pepper i Juno śpiewających „Yahoo!” do fałszywych mikrofonów, wciąż trzymając się fałszywych instrumentów i spojrzał na swojego przyjaciela.

W chwili, gdy to zrobił, głowa Axla kiwała się i wymamrotał - „Koleś”.

Proszę bardzo.

Nie ukrywał bólu.

Aug przełknął ślinę, zwrócił swoją uwagę z powrotem na parkiet i skupił się na Luke’u Starku, który rozwiązał pewną sytuację, jaka miała miejsce z jego córką Maisie i synem Tacka Allena, Cutter’em.

„Ona wciąż cię odrzuca” – domyślił się Axl.

„Powiedziałem to już wcześniej, Axe. Ma dziecko. Rozumiem. Jeśli jesteś mamą” - tak jak jest Pepper, nie dodał, a nie tak, jak była moja mama - „chronisz swoje dziecko”.

„Dojdzie tam” – oświadczył Axl.

Auggie zaczynał w to wątpić.

„Poważnie, człowieku, ona tam dotrze” – naciskał Axl.

Aug odwrócił tylko głowę i spojrzał z powrotem na parkiet, ale nie na Pepper i Juno, tylko na ogólną falę i szum szczęśliwych ludzi wyrażających to szczęście w sposób fizyczny.

Potem powiedział - „Jak nie, to nie”.

„Ona patrzy na ciebie, kiedy ty na nią nie patrzysz, Aug, a kiedy to robi, ma ten sam wyraz twarzy, co przed chwilą”.

To zwróciło pełną uwagę Axla Auggie.

„Nie chrzanisz?” - zapytał.

Axl potrząsnął głową - „Wrabiałbym cię w to?”

Nie, nie zrobiłby tego.

„Nie zauważyłeś tego?” - zapytał Axl.

Nie zauważył.

Aug nie mógł tego powstrzymać. Jego oczy skierowały się prosto na Pepper.

I, cholera.

Kiedy to zrobił, zauważył, że szybko odwraca wzrok.

Jego wzrok opadł na Juno.

Nie odwróciła wzroku.

Patrzyła prosto na niego z szerokim uśmiechem, a kiedy zwróciła jego uwagę, pomachała mu.

Odwzajemnił jej uśmiech i pomachał.

Piosenka zmieniła się na „Can’t Stop the Feeling!” i nagle Hattie znalazła się u boku swojego mężczyzny.

„Kotku, nie zamierzam…” - zaczął Axl, zanim szarpnęła go z krzesła.

„Ty też!” - Wskazała na Auggie’go, ciągnąc Axla na parkiet.

Nie spuszczała z niego wzroku, machając do niego, żeby się pośpieszył, nawet gdy popychała swojego mężczyznę tam, gdzie chciała, żeby był.

Byli wśród tancerzy tworzących wielki krąg, a kiedy Auggie zauważył, że Pepper pochyla się do przodu i ściska dłonie między kolanami z ustami szeroko otwartymi ze śmiechu, poderwał tyłek i dołączył do imprezy.

Kiedy to zrobił, zobaczył, że w środku kręgu Smithie wrzuca na luz.

I prawdopodobnie nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że mężczyzna prowadził klub, umiał się ruszać.

Dorian dołączył do swojego wuja w kręgu, pstrykając palcami i nie poruszając praktycznie niczym poza tymi i ramionami. Mimo to Ian niezmiernie podkręcił chłodny czynnik tego bałaganu. Był właśnie tym facetem.

Odfrunęli, gdy Jagger i jego kobieta, Archie, przyprowadzili młodszego brata Jaga, Wildera, i Wilder robił to, co często robił dzieciak. Oszalał.

Ale ruchy Archie’go wprowadzały chłód do miejsca, w którym było gorąco.

Brat Jaggera, Dutch, został wciągnięty przez dziewczynę Dutcha, Georgie, i rozbili tę konkretną imprezę.

Motocykliści i ich laski wcięli się w krąg.

Tylko na ślubie Drużyny Marzeń.

Gdy piosenka trwała, doszło do tego, że szwagier Lot, Eddie Chavez, stał na krześle na skraju kręgu i filmował to wszystko swoim telefonem, co było dobre.

Mo i Lottie bez wątpienia nie byli zmartwieni tym, co właśnie teraz robili.

Ale nie chcieliby tego przegapić.

Skończyło się tak, jak powinno.

Hattie wybrała się na solo.

Straciła ośmiocentymetrowe szpilki, a częściowo dlatego, że była klasycznie wyszkoloną tancerką, częściowo dlatego, że była Hattie, zrobiła coś, co było połączeniem hip-hopu, disco i klasycznego baletu, co sprawiło, że wszyscy pohukiwali, krzyczeli, wołali i klaskali, bo było właśnie tak cholernie niesamowite.

Ale Aug przestał oglądać Hattie, żeby zobaczyć, jak robi to Axl.

I…

Auggie też tego chciał.

Duma.

I dużo miłości.

Aug poczuł coś, co sprawiło, że odwrócił głowę w drugą stronę, by zobaczyć, jak Pepper znów odwraca wzrok.

Kiedy to złapał, nie był to pierwszy raz, kiedy zrobił to tego dnia.

To nie był pierwszy raz, kiedy zrobił to naprawdę tego dnia.

Ale to był najlepszy, jaki czuł tego dnia.

Uśmiechnął się.

*****

Pepper

„Ma do tego talent” – drażnił się Auggie, a jego czarne oczy rozbłysły figlarnym światłem, gdy Ryn się zaśmiała.

„Muszę przyznać, że tak” - zgodził się Boone mrucząc.

„Uch, nie staniesz się miliarderem przez przywracanie domów, jeśli kupujesz wspaniały dom, w którym może zmienisz żyrandol” – zauważyła Ryn - „W domu musi być bałagan. Katastrofa. To nie byłoby fajne, gdyby nie było to wyzwanie. Więc tak, mam talent do znajdowania wyzwań, czy po co miałabym to w ogóle robić?”

„Mogliśmy starać się o wpis do rekordów Guinnessa z ilością szczurzych odchodów podczas obecnego remontu” – wtrącił Auggie - „A było tak jeszcze, zanim Hound prawie upadł na podłogę w łazience po tym, jak wyciągnęli linoleum”.

„Tak, ta scena z Hound’em nie była niesamowita” – wymamrotała Ryn.

Zdusiłam chichot.

„Czy to twój cel, zostać miliarderką przez przywracanie domów?” - teraz zażartował Boone.

„Nie, miłości mojego życia” – odparła Ryn, a słysząc te słowa wypowiedziane przez jego kobietę, Boone nie wyglądał już tak łobuzersko. Wyglądał inaczej i to coś innego było marzycielskie - „Moim celem jest nie tylko stać się miliarderką przez przywracanie domów, ale także mieć własny program w jakiejś sieci DIY”.

Po tym ostatnim kawałku Boone nie pokazywał już swojej kobiecie zakochanych oczu.

Dawał jej oczy co do cholery.

„Chcesz show majsterkowania?” - zapytał.

„Uch” - Ryn machnęła ręką na Boone’a - „Spójrz na siebie. Cały czas jesteś gotowy do wyjścia przed kamerę. W jeden dzień mielibyśmy fankluby, a w miesiąc linię mojego osobiście zaprojektowanego wystroju w Kohl”.

„Muszę przyznać, że cały czas jesteś całkowicie gotowi do kamery” – wtrąciłam się - „Obydwoje”.

Boone strzelił do mnie spojrzeniem, nie pomagasz.

Aug wyraźnie stłumił śmiech.

Zwróciłam się do niego.

Mrugnął do mnie.

Poczułam, jak mrugnięcie eksploduje w moim mostku.

Tak bardzo cię pragnę, budzę się z myślą o tym i idę spać rozpaczając, że cię nie mam, praktycznie jęknął mój umysł po złapaniu tego mrugnięcia.

Posłałam mu kiepski uśmiech i odwróciłam wzrok.

Trudno było odwrócić wzrok.

Był niesamowicie piękny. Na przykład tak piękny, że Michel Angelo zatrzymał się w swojej pracy, padł na kolana i błagał go, aby był jego modelem.

Ale to było więcej.

Z Augustusem Hero było łatwo być.

Był po prostu…

Miłym chłopakiem.

Dobrym facetem.

Z dobrym poczuciem humoru. Dobrym z ludźmi. Dobrym w prowadzeniu rozmów. Dobrym z dziećmi. Dobrym przyjacielem.

Dobry facet.

I lubił mnie.

Nie ukrywał tego i to nie tylko wtedy, kiedy mnie zapraszał na randki.

Był otwarty. Gotowy, żebym tam poszła.

Aby nas tam zabrać.

Chcę tam iść, szepnął mój umysł.

Nie, muszę tam iść, krzyknął.

Nie mogłam tam iść.

Nie teraz.

Nie z moim byłym, który był również tatusiem mojego dziecka, będąc wielkim palantem.

Nie z moją ukochaną córką, która mogłaby przyłapać mnie na wybrykach.

Corbin miał karuzelę z damami.

To nie miało się wydarzyć w domu jej mamy.

Stabilność.

Bezpieczeństwo.

To właśnie Juno dostanie od swojej mamy.

„Nie zamierzam mieć show przewracania domów” - oświadczył Boone i mogłam go pocałować za włamanie się do moich myśli.

„Zobaczymy” – mruknęła Ryn.

„Nie zobaczymy” – odparł Boone.

„Dobrze, kochanie” – powiedziała Ryn, po czym obdarzyła mnie wielkimi oczami.

Uśmiechnęłam się do niej i chociaż były urocze, mój umysł był w miejscu, w którym miałam nadzieję, że ten uśmiech nie wyglądał sztucznie.

Ponieważ siedziałam przy Auggie’m, a on był dobrym facetem, był moim przyjacielem.

Ale bolał mnie brzuch.

„A ty?” – zapytał Auggie ściszonym głosem w taki sposób, że wiedziałam, że to pytanie jest tylko dla mnie.

Odwróciłam się do niego, myśląc o tym, jak bardzo podobał mi się jego głos i stwierdziłam, że trochę się we mnie pochylił, więc również złapałam jego zapach.

Jego zapach też mi się podobał.

Pachniał jak…

„Więc?” - podpowiedział.

„A ja co?”

„Jakieś plany na reality show?”

Nie, chyba że ludzie nagle uznają za fascynujące obserwowanie, jak ktoś medytuje.

Potrząsnęłam głową.

„Nie planujesz zabrać sekcji trąbek powietrznych na drogę?”

Zamrugałam, zdezorientowana - „Przepraszam?”

„Ty i Juno. Na weselu. Jestem prawie pewien, że Kool and the Gang zatrudniłby ciebie i twoją dziewczynę tylko po to, by dodać trochę ikry do ich występu”.

Wybuchnął ze mnie zdziwiony chichot - „Czy właśnie użyłeś słowa „ikry”?”

Wzruszył ramionami - „Nazywam je tak, jak je widzę”.

„Muszę powiedzieć, że jesteśmy pełne ikry” – przyznałam.

„Zsynchronizowane kopnięcia były moimi ulubionymi” - zauważył, sprawiając, że ten ból był jeszcze bardziej bolesny, jednocześnie dodając ciepło, które postanowiłam zignorować, ponieważ był otwarty w komunikacji, na którą zwracał uwagę. Otwarty, ale bez nacisku. Auggie miał w tym talent - „I zawsze byłaś na fali ze swoim „Yahoo”.

„Nie możesz zepsuć „Yahoo” – stwierdziłam z udawaną powagą.

Zachichotał i ten dźwięk, widok jego rozbawienia był tak piękny, że trochę umarłam.

Aby to ukryć i wyjść poza to, ponownie pokręciłam głową, tym razem (fałszywie) uśmiechając się i zapytałam - „A ty masz jakieś plany na show?”

On też potrząsnął głową.

„Byłbyś zabójczy w reality show” – zauważyłam.

Jego brwi uniosły się, a jego wspaniałe usta wykrzywiły się - „Tak? Czemu?”

„Uch, czy spojrzałeś w lustro?” - droczyłam się - „Nie musiałbyś nic robić, z wyjątkiem może napinania bicepsa od czasu do czasu i bum! Natychmiastowe rzesze fanów”.

Byłam tak zajęta próbą bycia zabawną, że nie zauważyłam, jak jego oczy zamykają się, gdy mówię.

Um.

Co to było?

„Czy ja…?” - zaczęłam.

„O czym wy dwoje szepczecie?” – zapytał Boone.

Oderwałam swoją uwagę od Auggie i zauważyłam, że Ryn patrzy na niego, wyraźnie stwierdzając, że właśnie powstrzymuje się przed daniem mu kopniaka „nie przerywaj im!”.

Ale nie, nic z tego swatania.

Od kogokolwiek.

Auggie był moim przyjacielem. Był fajny z Juno. Był świetnym facetem do poznania.

Wiedział, że byliśmy ostatnią parą, przeznaczoną sobie nawzajem, a ja nie mogłam w to wejść i rozumiał, dlaczego nie mogłam i z tym też był fajny.

I chociaż bardzo chciałam więcej, to było wszystko, co mogłam mieć.

Myślałam, że w końcu znajdzie kogoś innego, ale nie myślałam o tym (wcale, nigdy).

Jak nauczyłam się w swoim życiu, miałam to, co miałam i musiałam znaleźć sposób, aby być z tym okej.

I musiałam mieć cierpliwość, aby czekać do tego czasu (o ile kiedykolwiek nadejdzie), kiedy dostanę to, czego chciałam.

Tylko trochę i byłabym szczęśliwa.

Nic tak dużego jak Auggie.

To…

Cóż, mogłoby się to zdarzyć tylko w idealnym świecie.

Nie w moim świecie.

Auggie był nieosiągalnym marzeniem.

*****

„Musisz iść”.

Jego oddechy wciąż były ciężkie.

Tak jak moje.

Ale jego twarz była na mojej szyi, więc mogłam poczuć jego.

Pięknie je było czuć.

Również wciąż był we mnie, głównie dlatego, że dopiero co doszedł.

I ja też.

To było jeszcze piękniejsze.

„Kochanie” – wyszeptał.

To nie powinno było się wydarzyć.

To nigdy nie powinno się wydarzyć.

Co ja zrobiłam?

Dlaczego byłam taka słaba?

Naparłam na jego klatkę piersiową.

„Auggie, musisz iść”.

Uniósł głowę i spojrzał na mnie w ciemności.

„Pepper, to było dobre”.

Nie.

To było takie dobre.

Gorączkowy, nie-mogę-się-doczekać, aż-będę-w-tobie, nie-mogę-się-doczekać, aż wejdziesz-we-mnie, seks przy ścianie tuż za moimi drzwiami?

Nie chodziło o zakończenie okresu posuchy.

Nie chodziło nawet o moment słabości.

Chodziło o Auggie’go.

Auggie’go i mnie.

Auggie i ja, i to, jak niewiarygodnie dobrze było nam razem.

Zaprzeczyłam. Odmówiłam mu. Odmówiłam mi. Kiedy na niego spojrzałam. Kiedy na mnie spojrzał. Kiedy byłam z nim.

Ale nie można było temu zaprzeczyć.

Właśnie to udowodniliśmy.

Było nam razem niewiarygodnie dobrze.

Na tę myśl, z bardziej zdesperowanym wzrokiem, ponownie pchnęłam jego klatkę piersiową, próbując się od niego odsunąć.

Trzymał się.

I przyłożył usta do mojego ucha.

„Mała, to było gorące, ale było szybkie i zostało zrobione, zanim cokolwiek zostało powiedziane. Teraz musimy porozmawiać”.

„Nie” - Potrząsnęłam głową - „Żadnych rozmów. Nic. To był błąd”.

„To nie był błąd”.

Z narastającą desperacją oświadczyłem - „To był całkowity błąd. Ty jesteś błędem. To jest błąd. To wszystko jest ogromnym błędem”.

Uniósł głowę - „Ja jestem błędem?”

Nienawidziłam tonu jego głosu.

Niedowierzanie.

Trochę wkurzenia.

Wątek bólu.

Boże.

Ale nie mogłam do tego wrócić.

Nie mogłam.

To gówno już mi się nie przydarzy.

I nie zamierzałam narażać Juno na to.

Dlaczego się poddałam?

Wiedziałam dlaczego. Przez noc, podczas której Boone i Ryn byli słodcy i bardzo razem, a ja siedziałam z Auggie’m i zaprzeczałam sobie.

Potem był dla mnie taki słodki, jak zawsze, w końcu pozwoliłam sobie udawać, że nie byliśmy tam jako przyjaciele, ale byliśmy tam… razem.

W końcu wypiłam trochę za dużo, żeby móc bezpiecznie jechać do domu. Zanim mój zdrowy umysł, mój umysł dobrej mamy, mój umysł dbania o priorytety, mógł powiedzieć mojemu głupiemu, samolubnemu umysłowi, żeby przestał, odwróciłam głowę i poprosiłam go, żeby odwiózł mnie do domu.

Teraz byliśmy tutaj.

W moim foyer.

Właśnie uprawiałam seks.

I to ja wskoczyłam na niego na mojej werandzie po tym, jak zrobił dżentelmeńską rzecz (widzicie! był doskonały!) i odprowadził mnie do moich drzwi.

Potem wciągnęłam go do środka.

„Tak, Auggie”. - Znowu się wiłam i tym razem uciekłam.

Moje majtki leżały gdzieś na podłodze. Na szczęście spódnica mojej sukienki na ramiączkach bez rękawów była łatwa do ściągnięcia z powrotem.

Podeszłam do drzwi wejściowych, które zatrzasnął Aug po tym, jak wszedł za mną się do mojego domu i zanim przyszpilił mnie do ściany.

I przypomnienie tego wszystkiego zesłało dreszcze w dół moich ud.

Otworzyłam drzwi i stanęłam naprzeciw nich z oczami skierowanymi na nogi.

„Pepper, kochanie, nie chcesz, żebym wyszedł przez te drzwi” - Auggie ostrzegł.

Nie, nie chcę, pomyślałem. Naprawdę, naprawdę nie chcę.

Ale nie mogłam mieć tego, czego chciałam.

Nigdy nie mogłam.

Nauczyłam się tego wielokrotnie.

Dlaczego zapomniałam?

Nie sięgaj, bo możesz to zdobyć i dowiedzieć się (A) że po pierwsze ty nie chciałaś tego w lub (B) on nie chciał ciebie.

Więc nic nie powiedziałam.

Zatrzymał się przede mną. Widziałam czubki jego butów blisko moich, które były odsłonięte przez moje sandały bez obcasów.

Było w tym coś bardzo… cudownego.

Jego buty.

Moje sandały.

Jego męskość.

Moje paznokcie pomalowane na blady róż.

On tam.

Ze mną.

„Pepper, spójrz na mnie”.

„Musisz iść” – powtórzyłam.

„Juno jest z nim”.

To sprawiło, że zaswędział mnie tył szyi.

Z drugiej strony, za każdym razem, gdy moja dziewczynka odchodziła, by spędzić czas z tatą, miałam to uczucie.

„Tak jest z nim”.

„Byśmy mogli porozmawiać”.

„Nie porozmawiamy”.

„Pepper…”

Podniosłam głowę i warknęłam - „Boże! Nie powinnam tego powtarzać! Wynoś się, Auggie! To było głupie i słabe i to się już nie powtórzy. Jestem już wystarczająco upokorzona, że pozwoliłam ci się wypieprzyć. Po prostu to pogarszasz”.

Przez chwilę wydawał się zszokowany.

Zszokowany i zraniony.

Moje serce się ścisnęło.

To szybko minęło, kiedy spojrzał mi w twarz i warknął - „Nie zamierzam grać w tę grę”.

„Nie gram w grę”.

„Znam kobiety takie jak ty. I, tak, grasz”.

Znał kobiety takie jak ja?

Nie pytałam, głównie dlatego, że nie dał mi okazji.

„Dzięki za gorący seks, kotku” - powiedział - „Przynajmniej to sprawiło, że warto było znosić tę bzdurną grę”.

A potem odszedł.

Zamknęłam za nim drzwi.

Przyłożyłam do nich czoło.

„Ogromny błąd” – szepnęłam.

Ale wiedziałam.

Mogłam sobie to powtarzać raz za razem.

Ale widziałam dziewczyny ze swoimi chłopakami.

Więc mogłabym to powtarzać przez całą wieczność i nigdy bym nie uwierzyła.

Nie, Augustus Hero nie był błędem.

Błędem byłoby, gdyby zaryzykował ze mną.

To byłby błąd.

Olbrzymi.

Ponieważ byłam popieprzona.

Moja rodzina była w popieprzona.

Mój były był popieprzony.

Tylko jedna rzecz nie była popieprzona.

Dom, który dałam mojej córce.

I to była również jedyna rzecz, której postanowiłam nigdy nie dać się popieprzyć.

Dlatego musiałam zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby wszystko było dobre, bezpieczne i odpowiednie dla mojej dziewczyny.

W tym odmawianie sobie wspaniałego faceta o imieniu Auggie.

*****

Juno

Nawaliła.

Siedziała przy dużym, okrągłym stole w rogu kawiarni „Używane Książki Fortnum”.

To oznaczało, że świeciło na nią wielkie światło.

Albo znaki wskazujące na nią.

Lub cokolwiek.

To było złe.

Nie miała być zauważona.

Powinna była schować się na półkach z książkami. Albo zbliżyć się do kogoś innego, żeby ludzie, którzy tam pracowali, myśleli, że jest z mamą lub tatą.

Co gorsza, panie, które tam pracowały, jak mogła powiedzieć, były mamami.

Całkowicie.

I to było również złe, ponieważ nie można było wyciągnąć rzeczy na mamę. Mamy rozgryzały różne rzeczy.

A jeszcze do tego za ladą z kawą stał wielki, szalenie wyglądający brodaty facet.

O, rany.

Juno miała wrażenie, że ten facet niczego nie przegapiał.

Łącznie z faktem, że weszła tu sama i usiadła sama, a była tam przez jakiś czas.

Prawda: była wysoka jak na swój wiek.

Miała jeszcze tylko osiem lat.

Wszyscy patrzyli na nią.

Zapytają ją, gdzie jest jej mama lub tata, wiedziała o tym.

Facet…

O, stary.

Musiał się tam dostać.

Od razu!

Nie mogła wiedzieć, czy przyjdzie.

Jej mama i przyjaciele jej mamy rozmawiali (i rozmawiali o nim). Juno słuchała. To nie tak, że zachowywali się, jakby Juno była dzieckiem i nie mogła zrozumieć, co mówią, albo nie myśleli, że jest ważna, więc zapominali, że tam jest. Byli przy niej spoko. Naturalni. Tylko oni. I myśleli, że Juno też jest spoko.

W przeciwieństwie do jej taty (czasami) jej mama wiedziała, że Juno była tym. Miała mózg. Nie była już małym dzieckiem.

A ona i jej mama były zespołem.

Zawsze były zespołem, ale teraz, kiedy dorastała, były bardziej zespołem.

Na przykład Juno pomagała przy zmywaniu, a czasem nawet pomagała mamie gotować. I utrzymywała porządek w swoim pokoju, aby jej mama nie musiała jej (już więcej) o tym mówić. A kiedy Juno poprosiła, mama zaczęła uczyć ją prania. Więc Juno powiedziała jej, że kiedy robi własne, może też robić mamy. Po tym, jak to powiedziała, mama dała jej jeden ze swoich mocnych, mocnych uścisków, więc Juno wiedziała, że to bardzo pomoże.

Juno była naprawdę dobra w odkurzaniu i nigdy (no cóż, nie nigdy, ale nie tak często jak kiedyś) zapomniała spryskać prysznic tym sprayem po prysznicu, który jej mama powiedziała, że pomagał utrzymywać prysznic w czystości, więc nie musiała myć go cały czas, a szkło wyglądało przejrzyście i ładnie.

Więc mama Juno wiedziała, że Juno poradzi sobie z różnymi sprawami.

Po prostu Juno wiedziała, że w ich zespole jej mama zajmuje się większością ważnych spraw.

Dobra, to dlatego, że była dorosła. Była mamą.

Juno nauczyła się, że najważniejszą rzeczą w życiu nie jest nie zapominanie o prysznicu.

Chodziło o to, że jej mama musiała sobie radzić z wieloma sprawami.

Na przykład o wiele więcej niż inne mamy.

Właśnie dlatego Juno była tam właśnie wtedy, w Fortnum.

To dlatego kilka dni temu bardzo szybko złapała telefon cioci Ryn, kiedy ta go odłożyła. Złapała go, zanim się wyłączył, robiąc to, żeby ciocia Ryn nie widziała.

Zrobiła to, żeby pobiec z nim do łazienki, znaleźć jego numer telefonu i go zapisać.

Wysłała SMS’a na ten numer pół godziny temu.

SMS’a do faceta, który jej zdaniem mógłby pomóc.

Ponieważ Juno wiedziała, że jej mama potrzebuje przerwy.

Mama Juno, Pepper, potrzebowała wielu rzeczy.

A Juno dokładnie wiedziała, czego potrzebuje.

Mama po prostu by na to nie poszła.

Więc Juno zdecydowała, że ona, Juno, zmusi ją do tego.

Nie w złośliwy sposób.

Miejmy nadzieję, że mama nawet nie będzie wiedziała, że to się stało.

Ale nie mogła tego zrobić bez małej pomocy.

Nie mogła tego zrobić bez niego.

I miała tę jedną szansę porozmawiać z nim bez wiedzy matki…

Gdyby przyszedł.

Musiał przyjść.

Ocho.

O, nie!

Zbliżała się jedna z pracujących tam matek. Blondynka. Ta, którą szalenie wyglądający facet wciąż nazywał „Świruska”, co nie mogło być jej imieniem (ale może być dowodem, że szalenie wyglądający facet był po prostu szalony).

Juno albo będzie musiała się stąd wydostać, albo będzie musiała okłamać blondynkę.

Juno nienawidziła kłamać.

Musiała to zrobić ze swoim tatą (czasami), ponieważ był taki… taki… uch!

Ale jej się to nie podobało.

I nie chciała tego zrobić blondynce. Była naprawdę ładna, uroczo ubrana i wyglądała, jakby była miła.

Mężczyźni!

Dlaczego nie mógł po prostu przyjść, kiedy Juno…?

Zanim „Świruska”, z tym zmartwionym wyrazem twarzy (który mówił, że była miła), dotarła do Juno, zadzwonił dzwonek nad drzwiami.

Juno właśnie tam spojrzała.

I chociaż nigdy go nie spotkała, tylko słyszała, jak mama i jej ekipa rozmawiali o nim, wiedziała, że to on.

To był garnitur.

Nikt inny w tym miejscu nie miałby na sobie garnituru.

Zerwała się z krzesła i podbiegła do niego.

Więc wszyscy ludzie, którzy ją obserwowali, skoro tam dotarła, wiedzieli, że nic jej nie jest. Juno zarzuciła mu ręce na biodra, przycisnęła policzek do jego brzucha, mocno go przytuliła i krzyknęła - „Wreszcie!”

Poczuła dłoń owiniętą wokół jej karku (to była duża dłoń i była ciepła, więc to było miłe), a głęboki głos mężczyzny, którego trzymała, zapytał - „Juno, czy wszystko w porządku?”

Odchyliła głowę do tyłu i spojrzała mu w oczy.

On też się martwił.

I mogła powiedzieć, nawet nie znając go, że martwił się 5287 razy bardziej niż Świruska.

A Świruska była matką!

To było to.

Dowód.

Juno zrobiła dobrze.

To był facet, którego należało poprosić.

Oczywiście w swojej wiadomości powiedziała mu, że musiał się tam od razu z nią spotkać, a sposób, w jaki to zrobiła, sprawiał wrażenie, jakby było się czym martwić.

To nie było przyjemne, bo nie było to miłe, straszenie kogoś takiego.

Ale czasami trzeba było zrobić to, co trzeba było zrobić.

Racja?

„Znasz mnie” - stwierdziła, coś jeszcze, co dowodziło, że miała rację.

To był on. Znał ją. Nawet jeśli nigdy się nie spotkali, tak jak ona go znała, on znał ją.

Tak całkowicie był osobą, którą należało poprosić.

„Tak, Słonko, teraz odpowiedz mi, u ciebie wszystko w porządku?”

Juno skinęła głową, szybko i radośnie.

Patrzył, jak to robi, ale nie wydawał się mniej zmartwiony.

„Czy u twojej mamy wszystko w porządku?”

Tym razem nie kiwała głową szybko i szczęśliwa.

Pokręciła głową, powoli i wcale nie szczęśliwa.

Ponieważ jej mama nie była w porządku.

Próbowała to ukryć, ale nigdy nie było w porządku.

Gdyby mogły być tylko one, Pepper i Juno, zespół marzeń, byłoby w porządku.

Kiedy były tylko one, a jej tata nie psuł niczego, ani jej dziadek, ani te wszystkie inne głupie rzeczy, to było niesamowite.

Ale nie były tylko one.

Mama Juno musiała znosić o wiele więcej i to był poważny ból.

I myślała, że Juno nie może jej pomóc, a smutna prawda była taka, że w niektórych przypadkach Juno nie mogła.

Ale jej mama nie mogła tego zrobić sama.

Już nie.

To nie było sprawiedliwe.

To nie było sprawiedliwe, te wszystkie rzeczy, które robił tata Juno i nie było sprawiedliwe, wszystkie bzdury, które robiła rodzina jej mamy.

Nic z tego nie było sprawiedliwe.

I było tego zbyt wiele.

A mama Juno była silna. Najsilniejsza mama na całym świecie.

Ale potrzebowała przerwy.

Jego ciało wydawało się spięte na jej odpowiedź, zanim zapytał - „Dlaczego jesteś tu sama? Czy ona…?”

Juno puściła go i odsunęła się - „Ona jest w porządku. Jest w domu. Powinnam być w domu przyjaciółki. Przyjaciółka mnie kryje. Mieszka niedaleko stąd, więc jest tam… osłaniając mnie. A ja przyszłam tutaj, żeby cię poznać. Ale muszę wrócić, zanim jej rodzice zorientują się, co robimy.

„Jesteś tu sama?”

Juno skinęła głową.

Na nieszczęście, ale nic dziwnego, biorąc pod uwagę wyraz jego twarzy i fakt, że był dorosły, ciągle o tym mówił.

„Przyszłaś tu z domu przyjaciółki… sama?”

O rany.

„Uch…”

„Czy możesz wyjaśnić, dlaczego to zrobiłaś?” - zapytał.

„Jesteś panem Cisco, prawda?”

Skinął głową, ale powiedział - „Możesz mówić do mnie Brett”.

Um.

Nie wiedziała o tym.

Mama nie lubiła, gdy zwracała się do ludzi po imieniu, chyba że byli bardzo bliskimi przyjaciółmi lub rodziną.

Kiedy o nim rozmawiali, Juno mogła powiedzieć, że ciocia Ryn, ciocia Hattie i ciocia Evie bardzo lubiły pana Cisco.

Ale Juno nigdy nie zwracała się do dorosłego po imieniu, chyba że jej mama powiedziała, że to w porządku.

(Chociaż mówiła do cioci Ryn, cioci Hattie i cioci Evie, Rinz, Hatz i Evz, ale tylko dlatego, że jej mama powiedziała, że może.)

„No dobrze, uh…” – zaczęła - „Zrobiłam to, bo potrzebuję twojej pomocy”.

„Pomóc ci w czym?”

„Pomóż mi sprawić, by mama zakochała się w Auggie’m”.

Głowa pana Cisco podskoczyła, a jego brwi podjechały do góry.

I wtedy pomyślała, że wygląda całkiem nieźle, na ten sposób starego-wielkiego faceta,  (a na dodatek podobał jej się garnitur, który nosił, z kamizelką – widziała Chrisa Evansa w takim garniturze to, a Chris Evans był genialny)

Kiedy nagle wyraz jego twarzy się zmienił, pomyślała, że pan Cisco wygląda lepiej i spodobał jej się sposób, w jaki zmienił się jego wzrok. Sprawił, że poczuła się tak, jakby próbowała jedno z ciastek jej mamy ciepłe z piekarnika.

A on odpowiedział - „Wchodzę w to”.

Juno poczuła, jak coś w jej wnętrzu się rozluźnia, kiedy nie wiedziała, że było ciasne i bolało.

Ale tak było.

I wysłała cichą wiadomość do Nieba, coś, do czego nigdy nie przyznałaby swojemu głupiemu dziadkowi nawet za milion, miliard, bilion lat (chociaż robiła to bardzo często, miło było wysyłać wiadomości do Nieba).

Dzięki ci, Boże.

Ale w prawdziwym życiu uśmiechała się tak szeroko do pana Cisco, że bolała ją twarz.

A on uśmiechnął się do niej.

 


 

7 komentarzy:

  1. O żesz orzeszku. To że znowu on... 🤪 Wrócił gangsterski amorek 🤪 świetne. Dzięki ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie się zaczyna, Wielkie dzięki

    OdpowiedzUsuń
  3. Brtett wrócił - cudownie. Kocham Juno. Nie wiem, czy bardziej współczuje Pepper, czy mnie wkurza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki piękny rozdział. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za rozdział i początek cudownej historii :)
    Oj będzie się działo bo czuje że tej parze nie pojdzie tak łatwo za to na bank będzie zabawnie.
    CZekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń