PROLOG
Pułapka
rodzicielstwa
Auggie
Auggie
stał przed ołtarzem i patrzył, jak idzie.
Suknie
druhen, które wybrała Lottie, były bardzo Lottie. Gładkie. Seksowne.
Obnażające.
Wszystkie
kobiety wyglądały w nich świetnie, ale żadna z nich nie wyglądała lepiej niż
Pepper.
A
pomyślał tak, jeszcze zanim Pepper, krocząc nawą, dostrzegła swoją córkę Juno i
posłała jej ogromny uśmiech.
Pepper
Hannigan była wspaniała.
A
kiedy była z córką?
Nokaut.
Byli
następni w kolejce swatów Lottie.
Auggie
i Pepper.
Mo
i Lottie były oczywiście pierwszymi (Mo był jednym z czterech najlepszych
kumpli Auggie’go), a Lottie, która zdobyła miłość Mo, była pomysłem Lottie.
Mo
nigdy nie sądził, że znajdzie kogoś tak fantastycznego jak Lots, nigdy by na to
nie poszedł, dopóki Lottie nie powiedziała mu o tym.
Teraz
Mo stał na czele ich kolejki, czekając, by uczynić ją swoją żoną.
Kiedy
Lottie miała swoje szczęśliwe zakończenie, zaczęła dawać to samo przyjaciołom
Mo… swatając ich z własną ekipą.
I
jak dotąd wykonała kawał dobrej roboty.
Mag
i Evie, druga para, mieszkali razem i brali ślub.
Boone
i Ryn, trzecia, byli bliscy, a ponadto prowadzili razem interesy.
Axl
i Hattie, czwarta, byli tak dobrzy, że mieszkali razem i byli praktycznie
nierozłączni.
To
on i Pepper się powstrzymywali.
Nie
z powodu braku prób ze strony Auggie’go.
Kiedy
Auggie ją poznał, nie widział powodu, by tego nie robić.
Była
wspaniała. Była zabawna. Mówiła co myśli. Była wyluzowana.
Pozbierana.
Wyglądało na to, że nie ma żadnych kompleksów.
Ale
Pepper widziała powód, by nie spróbować, ponieważ miała dziecko.
Rozumiał
to. Była ostrożna. Cokolwiek rozdarło ją i tatę Juno, sprawiło, że zaczęła się
bać.
Więc
tak.
Rozumiał
to.
Co
nie znaczyło, że to nie były tortury.
Jak
w tej chwili, kiedy jej oczy pochwyciły jego wzrok, uśmiech, którym obdarzyła
swoje dziecko, wciąż był w nich i Auggie to poczuł.
Czuł
to.
Cholera.
Nie
była nawet wymierzona w niego w żaden prawdziwy sposób, a ta szczątkowa miłość,
którą skierowała na jej córkę, była tak wielka, że to zabrało wieczność, by
znikła.
Nigdy
nie czuł takiej miłości.
Ani
razu w życiu.
I
tak bardzo tego pragnął, że aż bolały go zęby z potrzeby spróbowania.
Stracił
jej uwagę, kiedy przesunęła się, by zająć swoje miejsce przed ołtarzem, a
Auggie oderwał od niej wzrok, by zobaczyć, jak kolejna kobieta, Hattie,
maszeruje do ołtarza.
W
drodze jego wzrok padł na Juno.
Miała
ciemne włosy, podczas gdy jej mama była blondynką, była wystrojona, włosy miała
poskręcane. Jej mama była druhną na wielkim weselu z całym tym przygotowaniem,
ale było jasne, że nie zapomniano o Juno.
Patrzyła
na matkę, promieniejąc z dumy.
Widząc
tę dumę, Auggie pragnął jeszcze więcej tego, czego nigdy nie miał.
Od
obu.
*****
„Nikt
nie powinien tak bardzo cieszyć się tą piosenką” – zauważył Axl.
Auggie
i jego kumpel rozłożyli się na krzesłach obok stołu, na którym leżały
porozrzucane poplamione talerze z ciastami, porzucone napoje i posypane
spersonalizowanymi M&M’sami, które były weselnymi przysługami Lots i Mo.
Lottie
i Mo wystartowali kilka godzin temu, ale impreza wcale się nie kończyła, co nie
było niespodzianką, biorąc pod uwagę, że lista gości składała się z Rock Chicks
i ich ekipy oraz Dream Team i ich ekipy .
Możliwe,
że Lottie i Mo już dawno nie było i wyruszyli na całą noc gdzieś indziej.
Ale
ich wesele miało trwać do świtu.
Co
najmniej.
Na
przykład teraz było po północy, leciało „Celebration” Koola and the Gang[1], a
parkiet był pełen.
Callum
Nightingale był w centrum uwagi. Do jego matki i jej przyjaciół, którzy go dopingowali
(oraz jego ojca i jego przyjaciół stojących na uboczu, potrząsając głowami, ale
uśmiechając się), Callum faktycznie tańczył breakdance, a dzieciak wstrząsał
tym gównem.
Ale
Auggie nie oglądał Calluma.
Patrzył,
jak wygłupiają się Juno i Pepper.
Żadna
kobieta w tak nisko wydekoltowanej sukience z tak wysokim rozcięciem nie
powinna być w stanie odwalać takiego głupkowatego zachowania.
Ale
Juno wybrała trąbkę powietrzną, a Pepper saksofon powietrzny i zaczęły grać.
Żadnej
przestarzałej gitary ani udawanego wokalisty dla tych dwóch uroczych głupków.
Wygłupiały
się na całego.
I
świetnie się bawiły.
Były
w środku wielkiej uroczystości, a mimo to były na przyjęciu we dwie.
Kurwa,
dlaczego bolał go brzuch?
„Auggie?”
Auggie
przestał oglądać Pepper i Juno śpiewających „Yahoo!” do fałszywych mikrofonów,
wciąż trzymając się fałszywych instrumentów i spojrzał na swojego przyjaciela.
W
chwili, gdy to zrobił, głowa Axla kiwała się i wymamrotał - „Koleś”.
Proszę
bardzo.
Nie
ukrywał bólu.
Aug
przełknął ślinę, zwrócił swoją uwagę z powrotem na parkiet i skupił się na
Luke’u Starku, który rozwiązał pewną sytuację, jaka miała miejsce z jego córką
Maisie i synem Tacka Allena, Cutter’em.
„Ona
wciąż cię odrzuca” – domyślił się Axl.
„Powiedziałem
to już wcześniej, Axe. Ma dziecko. Rozumiem. Jeśli jesteś mamą” - tak jak jest Pepper, nie dodał, a nie tak, jak była moja mama -
„chronisz swoje dziecko”.
„Dojdzie
tam” – oświadczył Axl.
Auggie
zaczynał w to wątpić.
„Poważnie,
człowieku, ona tam dotrze” – naciskał Axl.
Aug
odwrócił tylko głowę i spojrzał z powrotem na parkiet, ale nie na Pepper i
Juno, tylko na ogólną falę i szum szczęśliwych ludzi wyrażających to szczęście
w sposób fizyczny.
Potem
powiedział - „Jak nie, to nie”.
„Ona
patrzy na ciebie, kiedy ty na nią nie patrzysz, Aug, a kiedy to robi, ma ten
sam wyraz twarzy, co przed chwilą”.
To
zwróciło pełną uwagę Axla Auggie.
„Nie
chrzanisz?” - zapytał.
Axl
potrząsnął głową - „Wrabiałbym cię w to?”
Nie,
nie zrobiłby tego.
„Nie
zauważyłeś tego?” - zapytał Axl.
Nie
zauważył.
Aug
nie mógł tego powstrzymać. Jego oczy skierowały się prosto na Pepper.
I,
cholera.
Kiedy
to zrobił, zauważył, że szybko odwraca wzrok.
Jego
wzrok opadł na Juno.
Nie
odwróciła wzroku.
Patrzyła
prosto na niego z szerokim uśmiechem, a kiedy zwróciła jego uwagę, pomachała
mu.
Odwzajemnił
jej uśmiech i pomachał.
Piosenka
zmieniła się na „Can’t Stop the Feeling!” i nagle Hattie znalazła się u boku
swojego mężczyzny.
„Kotku,
nie zamierzam…” - zaczął Axl, zanim szarpnęła go z krzesła.
„Ty
też!” - Wskazała na Auggie’go, ciągnąc Axla na parkiet.
Nie
spuszczała z niego wzroku, machając do niego, żeby się pośpieszył, nawet gdy
popychała swojego mężczyznę tam, gdzie chciała, żeby był.
Byli
wśród tancerzy tworzących wielki krąg, a kiedy Auggie zauważył, że Pepper
pochyla się do przodu i ściska dłonie między kolanami z ustami szeroko
otwartymi ze śmiechu, poderwał tyłek i dołączył do imprezy.
Kiedy
to zrobił, zobaczył, że w środku kręgu Smithie wrzuca na luz.
I
prawdopodobnie nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że mężczyzna prowadził klub, umiał
się ruszać.
Dorian
dołączył do swojego wuja w kręgu, pstrykając palcami i nie poruszając
praktycznie niczym poza tymi i ramionami. Mimo to Ian niezmiernie podkręcił
chłodny czynnik tego bałaganu. Był właśnie tym facetem.
Odfrunęli,
gdy Jagger i jego kobieta, Archie, przyprowadzili młodszego brata Jaga,
Wildera, i Wilder robił to, co często robił dzieciak. Oszalał.
Ale
ruchy Archie’go wprowadzały chłód do miejsca, w którym było gorąco.
Brat
Jaggera, Dutch, został wciągnięty przez dziewczynę Dutcha, Georgie, i rozbili
tę konkretną imprezę.
Motocykliści
i ich laski wcięli się w krąg.
Tylko
na ślubie Drużyny Marzeń.
Gdy
piosenka trwała, doszło do tego, że szwagier Lot, Eddie Chavez, stał na krześle
na skraju kręgu i filmował to wszystko swoim telefonem, co było dobre.
Mo
i Lottie bez wątpienia nie byli zmartwieni tym, co właśnie teraz robili.
Ale
nie chcieliby tego przegapić.
Skończyło
się tak, jak powinno.
Hattie
wybrała się na solo.
Straciła
ośmiocentymetrowe szpilki, a częściowo dlatego, że była klasycznie wyszkoloną
tancerką, częściowo dlatego, że była Hattie, zrobiła coś, co było połączeniem hip-hopu,
disco i klasycznego baletu, co sprawiło, że wszyscy pohukiwali, krzyczeli,
wołali i klaskali, bo było właśnie tak cholernie niesamowite.
Ale
Aug przestał oglądać Hattie, żeby zobaczyć, jak robi to Axl.
I…
Auggie
też tego chciał.
Duma.
I
dużo miłości.
Aug
poczuł coś, co sprawiło, że odwrócił głowę w drugą stronę, by zobaczyć, jak
Pepper znów odwraca wzrok.
Kiedy
to złapał, nie był to pierwszy raz, kiedy zrobił to tego dnia.
To
nie był pierwszy raz, kiedy zrobił to naprawdę tego dnia.
Ale
to był najlepszy, jaki czuł tego dnia.
Uśmiechnął
się.
*****
Pepper
„Ma
do tego talent” – drażnił się Auggie, a jego czarne oczy rozbłysły figlarnym
światłem, gdy Ryn się zaśmiała.
„Muszę
przyznać, że tak” - zgodził się Boone mrucząc.
„Uch,
nie staniesz się miliarderem przez przywracanie domów, jeśli kupujesz wspaniały
dom, w którym może zmienisz żyrandol” – zauważyła Ryn - „W domu musi być
bałagan. Katastrofa. To nie byłoby fajne, gdyby nie było to wyzwanie. Więc tak,
mam talent do znajdowania wyzwań, czy po co miałabym to w ogóle robić?”
„Mogliśmy
starać się o wpis do rekordów Guinnessa z ilością szczurzych odchodów podczas
obecnego remontu” – wtrącił Auggie - „A było tak jeszcze, zanim Hound prawie
upadł na podłogę w łazience po tym, jak wyciągnęli linoleum”.
„Tak,
ta scena z Hound’em nie była niesamowita” – wymamrotała Ryn.
Zdusiłam
chichot.
„Czy
to twój cel, zostać miliarderką przez przywracanie domów?” - teraz zażartował
Boone.
„Nie,
miłości mojego życia” – odparła Ryn, a słysząc te słowa wypowiedziane przez jego
kobietę, Boone nie wyglądał już tak łobuzersko. Wyglądał inaczej i to coś
innego było marzycielskie - „Moim celem jest nie tylko stać się miliarderką
przez przywracanie domów, ale także mieć własny program w jakiejś sieci DIY”.
Po
tym ostatnim kawałku Boone nie pokazywał już swojej kobiecie zakochanych oczu.
Dawał
jej oczy co do cholery.
„Chcesz
show majsterkowania?” - zapytał.
„Uch”
- Ryn machnęła ręką na Boone’a - „Spójrz na siebie. Cały czas jesteś gotowy do wyjścia przed kamerę. W jeden dzień mielibyśmy fankluby, a w
miesiąc linię mojego osobiście zaprojektowanego wystroju w Kohl”.
„Muszę
przyznać, że cały czas jesteś całkowicie gotowi do kamery” – wtrąciłam się - „Obydwoje”.
Boone
strzelił do mnie spojrzeniem, nie
pomagasz.
Aug
wyraźnie stłumił śmiech.
Zwróciłam
się do niego.
Mrugnął
do mnie.
Poczułam,
jak mrugnięcie eksploduje w moim mostku.
Tak bardzo cię pragnę, budzę się z
myślą o tym i idę spać rozpaczając, że cię nie mam,
praktycznie jęknął mój umysł po złapaniu tego mrugnięcia.
Posłałam
mu kiepski uśmiech i odwróciłam wzrok.
Trudno
było odwrócić wzrok.
Był
niesamowicie piękny. Na przykład tak piękny, że Michel Angelo zatrzymał się w
swojej pracy, padł na kolana i błagał go, aby był jego modelem.
Ale
to było więcej.
Z
Augustusem Hero było łatwo być.
Był
po prostu…
Miłym
chłopakiem.
Dobrym
facetem.
Z
dobrym poczuciem humoru. Dobrym z ludźmi. Dobrym w prowadzeniu rozmów. Dobrym z
dziećmi. Dobrym przyjacielem.
Dobry facet.
I
lubił mnie.
Nie
ukrywał tego i to nie tylko wtedy, kiedy mnie zapraszał na randki.
Był
otwarty. Gotowy, żebym tam poszła.
Aby
nas tam zabrać.
Chcę tam iść,
szepnął mój umysł.
Nie, muszę tam iść,
krzyknął.
Nie
mogłam tam iść.
Nie
teraz.
Nie
z moim byłym, który był również tatusiem mojego dziecka, będąc wielkim
palantem.
Nie
z moją ukochaną córką, która mogłaby przyłapać mnie na wybrykach.
Corbin
miał karuzelę z damami.
To
nie miało się wydarzyć w domu jej mamy.
Stabilność.
Bezpieczeństwo.
To
właśnie Juno dostanie od swojej mamy.
„Nie
zamierzam mieć show przewracania domów” - oświadczył Boone i mogłam go
pocałować za włamanie się do moich myśli.
„Zobaczymy”
– mruknęła Ryn.
„Nie
zobaczymy” – odparł Boone.
„Dobrze,
kochanie” – powiedziała Ryn, po czym obdarzyła mnie wielkimi oczami.
Uśmiechnęłam
się do niej i chociaż były urocze, mój umysł był w miejscu, w którym miałam
nadzieję, że ten uśmiech nie wyglądał sztucznie.
Ponieważ
siedziałam przy Auggie’m, a on był dobrym facetem, był moim przyjacielem.
Ale
bolał mnie brzuch.
„A
ty?” – zapytał Auggie ściszonym głosem w taki sposób, że wiedziałam, że to
pytanie jest tylko dla mnie.
Odwróciłam
się do niego, myśląc o tym, jak bardzo podobał mi się jego głos i stwierdziłam,
że trochę się we mnie pochylił, więc również złapałam jego zapach.
Jego
zapach też mi się podobał.
Pachniał
jak…
„Więc?”
- podpowiedział.
„A
ja co?”
„Jakieś
plany na reality show?”
Nie,
chyba że ludzie nagle uznają za fascynujące obserwowanie, jak ktoś medytuje.
Potrząsnęłam
głową.
„Nie
planujesz zabrać sekcji trąbek powietrznych na drogę?”
Zamrugałam,
zdezorientowana - „Przepraszam?”
„Ty
i Juno. Na weselu. Jestem prawie pewien, że Kool and the Gang zatrudniłby ciebie
i twoją dziewczynę tylko po to, by dodać trochę ikry do ich występu”.
Wybuchnął
ze mnie zdziwiony chichot - „Czy właśnie użyłeś słowa „ikry”?”
Wzruszył
ramionami - „Nazywam je tak, jak je widzę”.
„Muszę
powiedzieć, że jesteśmy pełne ikry” – przyznałam.
„Zsynchronizowane
kopnięcia były moimi ulubionymi” - zauważył, sprawiając, że ten ból był jeszcze
bardziej bolesny, jednocześnie dodając ciepło, które postanowiłam zignorować,
ponieważ był otwarty w komunikacji, na którą zwracał uwagę. Otwarty, ale bez
nacisku. Auggie miał w tym talent - „I zawsze byłaś na fali ze swoim „Yahoo”.
„Nie
możesz zepsuć „Yahoo” – stwierdziłam z udawaną powagą.
Zachichotał
i ten dźwięk, widok jego rozbawienia był tak piękny, że trochę umarłam.
Aby
to ukryć i wyjść poza to, ponownie pokręciłam głową, tym razem (fałszywie)
uśmiechając się i zapytałam - „A ty masz jakieś plany na show?”
On
też potrząsnął głową.
„Byłbyś
zabójczy w reality show” – zauważyłam.
Jego
brwi uniosły się, a jego wspaniałe usta wykrzywiły się - „Tak? Czemu?”
„Uch,
czy spojrzałeś w lustro?” - droczyłam się - „Nie musiałbyś nic robić, z
wyjątkiem może napinania bicepsa od czasu do czasu i bum! Natychmiastowe rzesze fanów”.
Byłam
tak zajęta próbą bycia zabawną, że nie zauważyłam, jak jego oczy zamykają się,
gdy mówię.
Um.
Co
to było?
„Czy
ja…?” - zaczęłam.
„O
czym wy dwoje szepczecie?” – zapytał Boone.
Oderwałam
swoją uwagę od Auggie i zauważyłam, że Ryn patrzy na niego, wyraźnie
stwierdzając, że właśnie powstrzymuje się przed daniem mu kopniaka „nie przerywaj im!”.
Ale
nie, nic z tego swatania.
Od
kogokolwiek.
Auggie
był moim przyjacielem. Był fajny z Juno. Był świetnym facetem do poznania.
Wiedział,
że byliśmy ostatnią parą, przeznaczoną sobie nawzajem, a ja nie mogłam w to
wejść i rozumiał, dlaczego nie mogłam i z tym też był fajny.
I
chociaż bardzo chciałam więcej, to było wszystko, co mogłam mieć.
Myślałam,
że w końcu znajdzie kogoś innego, ale nie myślałam o tym (wcale, nigdy).
Jak
nauczyłam się w swoim życiu, miałam to, co miałam i musiałam znaleźć sposób,
aby być z tym okej.
I
musiałam mieć cierpliwość, aby czekać do tego czasu (o ile kiedykolwiek
nadejdzie), kiedy dostanę to, czego chciałam.
Tylko
trochę i byłabym szczęśliwa.
Nic
tak dużego jak Auggie.
To…
Cóż,
mogłoby się to zdarzyć tylko w idealnym świecie.
Nie
w moim świecie.
Auggie
był nieosiągalnym marzeniem.
*****
„Musisz
iść”.
Jego
oddechy wciąż były ciężkie.
Tak
jak moje.
Ale
jego twarz była na mojej szyi, więc mogłam poczuć jego.
Pięknie
je było czuć.
Również
wciąż był we mnie, głównie dlatego, że dopiero co doszedł.
I
ja też.
To
było jeszcze piękniejsze.
„Kochanie”
– wyszeptał.
To
nie powinno było się wydarzyć.
To
nigdy nie powinno się wydarzyć.
Co
ja zrobiłam?
Dlaczego
byłam taka słaba?
Naparłam
na jego klatkę piersiową.
„Auggie,
musisz iść”.
Uniósł
głowę i spojrzał na mnie w ciemności.
„Pepper,
to było dobre”.
Nie.
To
było takie dobre.
Gorączkowy,
nie-mogę-się-doczekać, aż-będę-w-tobie, nie-mogę-się-doczekać, aż wejdziesz-we-mnie,
seks przy ścianie tuż za moimi drzwiami?
Nie
chodziło o zakończenie okresu posuchy.
Nie
chodziło nawet o moment słabości.
Chodziło
o Auggie’go.
Auggie’go
i mnie.
Auggie
i ja, i to, jak niewiarygodnie dobrze było
nam razem.
Zaprzeczyłam.
Odmówiłam mu. Odmówiłam mi. Kiedy na niego spojrzałam. Kiedy na mnie spojrzał.
Kiedy byłam z nim.
Ale
nie można było temu zaprzeczyć.
Właśnie
to udowodniliśmy.
Było nam razem niewiarygodnie dobrze.
Na
tę myśl, z bardziej zdesperowanym wzrokiem, ponownie pchnęłam jego klatkę
piersiową, próbując się od niego odsunąć.
Trzymał
się.
I
przyłożył usta do mojego ucha.
„Mała,
to było gorące, ale było szybkie i zostało zrobione, zanim cokolwiek zostało
powiedziane. Teraz musimy porozmawiać”.
„Nie”
- Potrząsnęłam głową - „Żadnych rozmów. Nic. To był błąd”.
„To
nie był błąd”.
Z
narastającą desperacją oświadczyłem - „To był całkowity błąd. Ty jesteś błędem. To jest błąd. To wszystko jest ogromnym błędem”.
Uniósł
głowę - „Ja jestem błędem?”
Nienawidziłam
tonu jego głosu.
Niedowierzanie.
Trochę
wkurzenia.
Wątek
bólu.
Boże.
Ale
nie mogłam do tego wrócić.
Nie
mogłam.
To
gówno już mi się nie przydarzy.
I
nie zamierzałam narażać Juno na to.
Dlaczego
się poddałam?
Wiedziałam
dlaczego. Przez noc, podczas której Boone i Ryn byli słodcy i bardzo razem, a
ja siedziałam z Auggie’m i zaprzeczałam sobie.
Potem
był dla mnie taki słodki, jak zawsze, w końcu pozwoliłam sobie udawać, że nie
byliśmy tam jako przyjaciele, ale byliśmy tam… razem.
W
końcu wypiłam trochę za dużo, żeby móc bezpiecznie jechać do domu. Zanim mój
zdrowy umysł, mój umysł dobrej mamy, mój umysł dbania o priorytety, mógł
powiedzieć mojemu głupiemu, samolubnemu umysłowi, żeby przestał, odwróciłam
głowę i poprosiłam go, żeby odwiózł mnie do domu.
Teraz
byliśmy tutaj.
W
moim foyer.
Właśnie
uprawiałam seks.
I
to ja wskoczyłam na niego na mojej werandzie po tym, jak
zrobił dżentelmeńską rzecz (widzicie! był doskonały!) i odprowadził mnie do
moich drzwi.
Potem
wciągnęłam go do środka.
„Tak,
Auggie”. - Znowu się wiłam i tym razem uciekłam.
Moje
majtki leżały gdzieś na podłodze. Na szczęście spódnica mojej sukienki na
ramiączkach bez rękawów była łatwa do ściągnięcia z powrotem.
Podeszłam
do drzwi wejściowych, które zatrzasnął Aug po tym, jak wszedł za mną się do
mojego domu i zanim przyszpilił mnie do ściany.
I
przypomnienie tego wszystkiego zesłało dreszcze w dół moich ud.
Otworzyłam
drzwi i stanęłam naprzeciw nich z oczami skierowanymi na nogi.
„Pepper,
kochanie, nie chcesz, żebym wyszedł przez te drzwi” - Auggie ostrzegł.
Nie, nie chcę,
pomyślałem. Naprawdę, naprawdę nie chcę.
Ale
nie mogłam mieć tego, czego chciałam.
Nigdy
nie mogłam.
Nauczyłam
się tego wielokrotnie.
Dlaczego
zapomniałam?
Nie
sięgaj, bo możesz to zdobyć i dowiedzieć się (A) że po pierwsze ty nie chciałaś
tego w lub (B) on nie chciał ciebie.
Więc
nic nie powiedziałam.
Zatrzymał
się przede mną. Widziałam czubki jego butów blisko moich, które były odsłonięte
przez moje sandały bez obcasów.
Było
w tym coś bardzo… cudownego.
Jego
buty.
Moje
sandały.
Jego
męskość.
Moje
paznokcie pomalowane na blady róż.
On
tam.
Ze
mną.
„Pepper,
spójrz na mnie”.
„Musisz
iść” – powtórzyłam.
„Juno
jest z nim”.
To
sprawiło, że zaswędział mnie tył szyi.
Z
drugiej strony, za każdym razem, gdy moja dziewczynka odchodziła, by spędzić
czas z tatą, miałam to uczucie.
„Tak
jest z nim”.
„Byśmy
mogli porozmawiać”.
„Nie
porozmawiamy”.
„Pepper…”
Podniosłam
głowę i warknęłam - „Boże! Nie powinnam tego powtarzać! Wynoś się, Auggie! To
było głupie i słabe i to się już nie powtórzy. Jestem już wystarczająco
upokorzona, że pozwoliłam ci się wypieprzyć. Po prostu to pogarszasz”.
Przez
chwilę wydawał się zszokowany.
Zszokowany
i zraniony.
Moje
serce się ścisnęło.
To
szybko minęło, kiedy spojrzał mi w twarz i warknął - „Nie zamierzam grać w tę
grę”.
„Nie
gram w grę”.
„Znam
kobiety takie jak ty. I, tak, grasz”.
Znał
kobiety takie jak ja?
Nie
pytałam, głównie dlatego, że nie dał mi okazji.
„Dzięki
za gorący seks, kotku” - powiedział - „Przynajmniej to sprawiło, że warto było
znosić tę bzdurną grę”.
A
potem odszedł.
Zamknęłam
za nim drzwi.
Przyłożyłam
do nich czoło.
„Ogromny
błąd” – szepnęłam.
Ale
wiedziałam.
Mogłam
sobie to powtarzać raz za razem.
Ale
widziałam dziewczyny ze swoimi chłopakami.
Więc
mogłabym to powtarzać przez całą wieczność i nigdy bym nie uwierzyła.
Nie,
Augustus Hero nie był błędem.
Błędem
byłoby, gdyby zaryzykował ze mną.
To
byłby błąd.
Olbrzymi.
Ponieważ
byłam popieprzona.
Moja
rodzina była w popieprzona.
Mój
były był popieprzony.
Tylko
jedna rzecz nie była popieprzona.
Dom,
który dałam mojej córce.
I
to była również jedyna rzecz, której postanowiłam nigdy nie dać się popieprzyć.
Dlatego
musiałam zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby wszystko było dobre, bezpieczne
i odpowiednie dla mojej dziewczyny.
W
tym odmawianie sobie wspaniałego faceta o imieniu Auggie.
*****
Juno
Nawaliła.
Siedziała
przy dużym, okrągłym stole w rogu kawiarni „Używane Książki Fortnum”.
To
oznaczało, że świeciło na nią wielkie światło.
Albo
znaki wskazujące na nią.
Lub
cokolwiek.
To
było złe.
Nie
miała być zauważona.
Powinna
była schować się na półkach z książkami. Albo zbliżyć się do kogoś innego, żeby
ludzie, którzy tam pracowali, myśleli, że jest z mamą lub tatą.
Co
gorsza, panie, które tam pracowały, jak mogła powiedzieć, były mamami.
Całkowicie.
I
to było również złe, ponieważ nie można było wyciągnąć rzeczy na mamę. Mamy rozgryzały
różne rzeczy.
A
jeszcze do tego za ladą z kawą stał wielki, szalenie wyglądający brodaty facet.
O,
rany.
Juno
miała wrażenie, że ten facet niczego nie przegapiał.
Łącznie
z faktem, że weszła tu sama i usiadła sama, a była tam przez jakiś czas.
Prawda:
była wysoka jak na swój wiek.
Miała
jeszcze tylko osiem lat.
Wszyscy
patrzyli na nią.
Zapytają
ją, gdzie jest jej mama lub tata, wiedziała o tym.
Facet…
O,
stary.
Musiał
się tam dostać.
Od
razu!
Nie
mogła wiedzieć, czy przyjdzie.
Jej
mama i przyjaciele jej mamy rozmawiali (i rozmawiali o nim). Juno słuchała. To
nie tak, że zachowywali się, jakby Juno była dzieckiem i nie mogła zrozumieć,
co mówią, albo nie myśleli, że jest ważna, więc zapominali, że tam jest. Byli
przy niej spoko. Naturalni. Tylko oni. I myśleli, że Juno też jest spoko.
W
przeciwieństwie do jej taty (czasami) jej mama wiedziała, że Juno była tym.
Miała mózg. Nie była już małym dzieckiem.
A
ona i jej mama były zespołem.
Zawsze
były zespołem, ale teraz, kiedy dorastała, były bardziej zespołem.
Na
przykład Juno pomagała przy zmywaniu, a czasem nawet pomagała mamie gotować. I
utrzymywała porządek w swoim pokoju, aby jej mama nie musiała jej (już więcej) o
tym mówić. A kiedy Juno poprosiła, mama zaczęła uczyć ją prania. Więc Juno
powiedziała jej, że kiedy robi własne, może też robić mamy. Po tym, jak to
powiedziała, mama dała jej jeden ze swoich mocnych, mocnych uścisków, więc Juno
wiedziała, że to bardzo pomoże.
Juno
była naprawdę dobra w odkurzaniu i nigdy (no cóż, nie nigdy, ale nie tak często
jak kiedyś) zapomniała spryskać prysznic tym sprayem po prysznicu, który jej
mama powiedziała, że pomagał utrzymywać prysznic w czystości, więc nie musiała myć
go cały czas, a szkło wyglądało przejrzyście i ładnie.
Więc
mama Juno wiedziała, że Juno poradzi sobie z różnymi sprawami.
Po
prostu Juno wiedziała, że w ich zespole jej mama zajmuje się większością
ważnych spraw.
Dobra,
to dlatego, że była dorosła. Była mamą.
Juno
nauczyła się, że najważniejszą rzeczą w życiu nie jest nie zapominanie o
prysznicu.
Chodziło
o to, że jej mama musiała sobie radzić z wieloma sprawami.
Na
przykład o wiele więcej niż inne
mamy.
Właśnie
dlatego Juno była tam właśnie wtedy, w Fortnum.
To
dlatego kilka dni temu bardzo szybko złapała telefon cioci Ryn, kiedy ta go
odłożyła. Złapała go, zanim się wyłączył, robiąc to, żeby ciocia Ryn nie
widziała.
Zrobiła
to, żeby pobiec z nim do łazienki, znaleźć jego numer telefonu i go zapisać.
Wysłała
SMS’a na ten numer pół godziny temu.
SMS’a
do faceta, który jej zdaniem mógłby pomóc.
Ponieważ
Juno wiedziała, że jej mama potrzebuje przerwy.
Mama
Juno, Pepper, potrzebowała wielu rzeczy.
A
Juno dokładnie wiedziała, czego potrzebuje.
Mama
po prostu by na to nie poszła.
Więc
Juno zdecydowała, że ona, Juno, zmusi
ją do tego.
Nie
w złośliwy sposób.
Miejmy
nadzieję, że mama nawet nie będzie wiedziała, że to się stało.
Ale
nie mogła tego zrobić bez małej pomocy.
Nie
mogła tego zrobić bez niego.
I
miała tę jedną szansę porozmawiać z nim bez wiedzy matki…
Gdyby
przyszedł.
Musiał przyjść.
Ocho.
O,
nie!
Zbliżała
się jedna z pracujących tam matek. Blondynka. Ta, którą szalenie wyglądający
facet wciąż nazywał „Świruska”, co nie mogło być jej imieniem (ale może być
dowodem, że szalenie wyglądający facet był po prostu szalony).
Juno
albo będzie musiała się stąd wydostać, albo będzie musiała okłamać blondynkę.
Juno
nienawidziła kłamać.
Musiała
to zrobić ze swoim tatą (czasami), ponieważ był taki… taki… uch!
Ale
jej się to nie podobało.
I
nie chciała tego zrobić blondynce. Była naprawdę ładna, uroczo ubrana i
wyglądała, jakby była miła.
Mężczyźni!
Dlaczego
nie mógł po prostu przyjść, kiedy Juno…?
Zanim
„Świruska”, z tym zmartwionym wyrazem twarzy (który mówił, że była miła),
dotarła do Juno, zadzwonił dzwonek nad drzwiami.
Juno
właśnie tam spojrzała.
I
chociaż nigdy go nie spotkała, tylko słyszała, jak mama i jej ekipa rozmawiali
o nim, wiedziała, że to on.
To
był garnitur.
Nikt
inny w tym miejscu nie miałby na sobie garnituru.
Zerwała
się z krzesła i podbiegła do niego.
Więc
wszyscy ludzie, którzy ją obserwowali, skoro tam dotarła, wiedzieli, że nic jej
nie jest. Juno zarzuciła mu ręce na biodra, przycisnęła policzek do jego
brzucha, mocno go przytuliła i krzyknęła - „Wreszcie!”
Poczuła
dłoń owiniętą wokół jej karku (to była duża dłoń i była ciepła, więc to było
miłe), a głęboki głos mężczyzny, którego trzymała, zapytał - „Juno, czy wszystko
w porządku?”
Odchyliła
głowę do tyłu i spojrzała mu w oczy.
On
też się martwił.
I
mogła powiedzieć, nawet nie znając go, że martwił się 5287 razy bardziej niż Świruska.
A
Świruska była matką!
To
było to.
Dowód.
Juno
zrobiła dobrze.
To
był facet, którego należało poprosić.
Oczywiście
w swojej wiadomości powiedziała mu, że musiał się tam od razu z nią spotkać, a sposób, w jaki to zrobiła, sprawiał
wrażenie, jakby było się czym martwić.
To
nie było przyjemne, bo nie było to miłe, straszenie kogoś takiego.
Ale
czasami trzeba było zrobić to, co trzeba było zrobić.
Racja?
„Znasz
mnie” - stwierdziła, coś jeszcze, co dowodziło, że miała rację.
To
był on. Znał ją. Nawet jeśli nigdy się nie spotkali, tak jak ona go znała, on
znał ją.
Tak
całkowicie był osobą, którą należało
poprosić.
„Tak,
Słonko, teraz odpowiedz mi, u ciebie wszystko w porządku?”
Juno
skinęła głową, szybko i radośnie.
Patrzył,
jak to robi, ale nie wydawał się mniej zmartwiony.
„Czy
u twojej mamy wszystko w porządku?”
Tym
razem nie kiwała głową szybko i szczęśliwa.
Pokręciła
głową, powoli i wcale nie szczęśliwa.
Ponieważ
jej mama nie była w porządku.
Próbowała
to ukryć, ale nigdy nie było w porządku.
Gdyby
mogły być tylko one, Pepper i Juno, zespół marzeń, byłoby w porządku.
Kiedy
były tylko one, a jej tata nie psuł niczego, ani jej dziadek, ani te wszystkie
inne głupie rzeczy, to było niesamowite.
Ale
nie były tylko one.
Mama
Juno musiała znosić o wiele więcej i to był poważny ból.
I
myślała, że Juno nie może jej pomóc, a smutna prawda była taka, że w niektórych
przypadkach Juno nie mogła.
Ale
jej mama nie mogła tego zrobić sama.
Już
nie.
To
nie było sprawiedliwe.
To
nie było sprawiedliwe, te wszystkie rzeczy, które robił tata Juno i nie było
sprawiedliwe, wszystkie bzdury, które robiła rodzina jej mamy.
Nic
z tego nie było sprawiedliwe.
I
było tego zbyt wiele.
A
mama Juno była silna. Najsilniejsza mama na
całym świecie.
Ale
potrzebowała przerwy.
Jego
ciało wydawało się spięte na jej odpowiedź, zanim zapytał - „Dlaczego jesteś tu
sama? Czy ona…?”
Juno
puściła go i odsunęła się - „Ona jest w porządku. Jest w domu. Powinnam być w
domu przyjaciółki. Przyjaciółka mnie kryje. Mieszka niedaleko stąd, więc jest
tam… osłaniając mnie. A ja przyszłam tutaj, żeby cię poznać. Ale muszę wrócić,
zanim jej rodzice zorientują się, co robimy.
„Jesteś
tu sama?”
Juno
skinęła głową.
Na
nieszczęście, ale nic dziwnego, biorąc pod uwagę wyraz jego twarzy i fakt, że
był dorosły, ciągle o tym mówił.
„Przyszłaś
tu z domu przyjaciółki… sama?”
O
rany.
„Uch…”
„Czy
możesz wyjaśnić, dlaczego to zrobiłaś?” - zapytał.
„Jesteś
panem Cisco, prawda?”
Skinął
głową, ale powiedział - „Możesz mówić do mnie Brett”.
Um.
Nie
wiedziała o tym.
Mama
nie lubiła, gdy zwracała się do ludzi po imieniu, chyba że byli bardzo bliskimi
przyjaciółmi lub rodziną.
Kiedy
o nim rozmawiali, Juno mogła powiedzieć, że ciocia Ryn, ciocia Hattie i ciocia
Evie bardzo lubiły pana Cisco.
Ale
Juno nigdy nie zwracała się do dorosłego po imieniu, chyba że jej mama
powiedziała, że to w porządku.
(Chociaż
mówiła do cioci Ryn, cioci Hattie i cioci Evie, Rinz, Hatz i Evz, ale tylko
dlatego, że jej mama powiedziała, że może.)
„No
dobrze, uh…” – zaczęła - „Zrobiłam to, bo potrzebuję twojej pomocy”.
„Pomóc
ci w czym?”
„Pomóż
mi sprawić, by mama zakochała się w Auggie’m”.
Głowa
pana Cisco podskoczyła, a jego brwi podjechały do góry.
I
wtedy pomyślała, że wygląda całkiem nieźle, na ten sposób starego-wielkiego
faceta, (a na dodatek podobał jej się
garnitur, który nosił, z kamizelką – widziała Chrisa Evansa w takim garniturze
to, a Chris Evans był genialny)
Kiedy
nagle wyraz jego twarzy się zmienił, pomyślała, że pan Cisco wygląda lepiej i
spodobał jej się sposób, w jaki zmienił się jego wzrok. Sprawił, że poczuła się
tak, jakby próbowała jedno z ciastek jej mamy ciepłe z piekarnika.
A
on odpowiedział - „Wchodzę w to”.
Juno
poczuła, jak coś w jej wnętrzu się rozluźnia, kiedy nie wiedziała, że było
ciasne i bolało.
Ale
tak było.
I
wysłała cichą wiadomość do Nieba, coś, do czego nigdy nie przyznałaby swojemu
głupiemu dziadkowi nawet za milion, miliard, bilion lat (chociaż robiła to bardzo często, miło było wysyłać
wiadomości do Nieba).
Dzięki ci, Boże.
Ale
w prawdziwym życiu uśmiechała się tak szeroko do pana Cisco, że bolała ją
twarz.
A
on uśmiechnął się do niej.
O żesz orzeszku. To że znowu on... 🤪 Wrócił gangsterski amorek 🤪 świetne. Dzięki ❤️
OdpowiedzUsuńCudownie się zaczyna, Wielkie dzięki
OdpowiedzUsuńBrtett wrócił - cudownie. Kocham Juno. Nie wiem, czy bardziej współczuje Pepper, czy mnie wkurza.
OdpowiedzUsuńJaki piękny rozdział. Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńUwielbiam ich ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział i początek cudownej historii :)
OdpowiedzUsuńOj będzie się działo bo czuje że tej parze nie pojdzie tak łatwo za to na bank będzie zabawnie.
CZekam na kolejny rozdział.